28.06.05, 09:17
Mam dwa. Proszę napiszcie jak to u Was jest.

1). Ustalone kontakty ojca z dziećmi w weekendy/soboty (raczej co 2 tygodnie,
ale chyba nie ma to znaczenia) poza domem matki dziecka.
W dzień "przypadający" ojcu dziecko chore. No i co Wasi M wtedy robią?
Przekładają z eks termin na inny (np. następna sobota/weekend), przyjeżdżają
do domu matki i tam spędzają czas z chorym dzieckiem (godzinkę ? czy tyle by
np. matka mogła pozałatwiać sprawy zaplanowane na ten dzień = ojciec
przejmuje opiekę nad dzieckiem na cały dzień z tym, ze nie u siebie a u
matki), czy w ogóle się nie pokazują u chorego dziecka w ten weekend.

2). Ojciec ma prawo do 2-4 tyg opieki nad dzieckiem np. w wakacje. Pewnie na
część czasu wyjeżdża z dzieckiem (nie ważne czy sam czy z next) a pozostalą
pewnie spędzają u ojca w domu. Jak wtedy wyglądają kontakty dziecka z jego
matką (zwłaszcza jak jest małe np. poniżej 5 lat)? Czy matki mogą przyjechać
i odwiedzać dziecko np. na takiej samej zasadzie na jakiej ojciec odwiedza
dziecko, gdy to jest u mamy?
Jak u Was to wygląda?

Chalsia
Obserwuj wątek
    • olvi Re: Pytania 28.06.05, 09:34
      Dwoje dzieci, chlopcy 13 i 14 lat.

      1) Wizyty co 2 tygodnie w weekendy - u nas. Jesli jest to lekka choroba,
      dziecko jest u nas - zreszta obaj bardzo tego chca. Czasem sie zdarzalo, ze
      przeziebienie "wychodzilo" w sobote, dziecko przyjezdzalo zdrowe - po prostu
      zostawalo wtedy u nas. Natomiast w przypadku, kedy dziecko jest tak chore, ze
      go ruszyc nie mozna - co zdarzylo sie do tej pory dokladnie jeden raz - moj maz
      jechal do dzieci do domu i tam z nimi byl. Ex w tym czasie byla poza domem -
      cos zalatwiala - a potem byla w domu. Czas kiedy chore dziecko np. spalo, maz
      spedzal z drugim dzieckiem.

      2) Mieszkam za granica, tu sa troche inaczej ferie. Maz ma 1 miesiac ogolnie w
      roku + jedne swieta. Najczesciej dzieci sa u nas na wielkanoc i w okresie
      miedzy Bozym Narodzeniem a sylwestrem, do tego 2 tygodnie latem, tydzien w
      ferie jesienne i tydzien w ferie zimowe. Latem wyjezdzamy. W pozostale ferie
      dzieci sa w kontakcie z matka przez telefon. Gdyby chcialy jechac w tym czasie
      do domu - moga - jest to tylko 20 minut samochodem. Gdyby ex chciala ich
      odwiedzic - tez by mogla - ale jak na razie, nigdy takiej ochoty nie wyrazila.
      Co mnie specjalnie nie dziwi, ona jest z dziecmi caly czas, dzieci sa duze -
      kobieta po prostu chce odpaczac, a wie ze dzieciom u nas nic nie grozi no i
      zawsze moze zadzwonic.
    • lilith76 Re: Pytania 28.06.05, 09:54
      ad 1. dzieci przyjeżdżają do M mimo przeziębienia (fakt, że są lekkie, a nie
      ciężkie choroby i dzieje się to za zgodą dwojga rodziców). poważniejsze choroby
      zdarzały się dotąd w środku tygodnia i wtedy M i eks dzielą się na pół
      zwolnieniem z pracy, aby siedzieć z dziećmi (jedno dwa dni, drugie dwa dni).

      ad 2. w tym roku dzieci tydzień będą z nami na Kaszubach, potem dwa tygodnie w
      M u jego mamy. w zeszłym roku było podobnie. resztę wakacji spędzają u rodziny
      eks. była M chyba ich wtedy nie widuje (z wyjątkie urlopu spędzonego z dziećmi
      u rodziców). dzieci mają 5 i 7 lat, więc są trochę podrośnięte.

      PS: zanim ich rodzice się rozstali dzieci były przywiązane do ojca i spędzały z
      nim sporo czasu. trochę to inaczej wygląda jeśli dziecko nie wychowało się z
      ojcem i od początku jest on dla niego co dwutygodniowym gościem.
    • yokono Re: Pytania 28.06.05, 13:36
      chlopiec 11 lat-kontakty u nas w domu co 2 tyg
      1. w razie choroby wizyta u nas przesowa sie o tydzientak samo jest jesli
      chodzi o wyjazdy, imprezy itp zarowno ze strony ex jak i naszej nie ma problemu
      z przesunieciem wizyty
      2.przyslugujacy miesiac wakacji nigdy nie odbywa sie ciagiem tylko np najpierw
      tydzien potem 2 itp. z matka sie w tym czasie nie widuje tylko ew kontaktuje
      telefonicznie
      pozdr
      yoko
    • ciemnanocka Re: Pytania 28.06.05, 14:04
      Ja niby macocha od przypadku, ale moj chlop tak to rozgrywa.
      zabiera mala co weekend, od soboty rano do niedzieli wieczorem. Jak jest chora -
      nie zabiera jej, jak jemu cos wypada - dogaduje sie z ex ze tez weekend
      przerwy sobie robi. Jak jej cos wypada - on ja bierze w inny dzien. Teraz ex
      jedzie sama na wakacje - mala bedzie u mego chlopa przez tydzien. jakos
      dogaduja sie bez zadnego problemu. jakby chcial z mala na wakacje jechac -
      pojechalby, na przyklad teraz jedzie z nia na wies.
      ex pod tym wzgledem jest bezproblemowawink
    • balladynka Re: Pytania 28.06.05, 16:05
      1. Jeśli dzieci są mocno chore nie widuje je w ten dzień, umawiają się bez
      problemu na inny w zamian. Jeśli Eksia prosi wtedy o pomoc np. kupienie
      lekarstw czy opieka nad młodszym na godzinę czy dwie bo ze starszym idzie do
      lekarza nie ma problemu natomiast wtedy jeśli wymaga tego sytuacja a nie
      żeby "odbębnić" swój czas czy coś takiego. Jeśli są średnio chore przyjeżdzają
      do nas normalnie.
      2. U nas nigdy nie zdarzyła się taka długa obecność dzieci z nami bez przerwy
      więc nie wiem jak by było. Myślę, że gdyby miało się tak zdarzyć a mama
      chciałaby je zobaczyć to raczej M odwiózł by dzieci gdzieś do Eksi niż ona
      przyjechałaby do nas. Ale jak piszę, to się jeszcze nie zdarzyło. Oczywiście
      podczas obecności dzieci u nas Eksia może zadzwonić w każdej chwili sprawdzić
      czy wszystko OK.
      Pozdrawiam.
      • chalsia Re: Pytania 01.07.05, 12:53
        > 1. Jeśli dzieci są mocno chore nie widuje je w ten dzień, umawiają się bez
        > problemu na inny w zamian. Jeśli Eksia prosi wtedy o pomoc np. kupienie
        > lekarstw czy opieka nad młodszym na godzinę czy dwie bo ze starszym idzie do
        > lekarza nie ma problemu natomiast wtedy jeśli wymaga tego sytuacja a nie
        > żeby "odbębnić" swój czas czy coś takiego. Jeśli są średnio chore
        przyjeżdzają
        > do nas normalnie.

        Nie sądziłam, że spędzenie z chorym dzieckiem czasu w Jego (dziecka) domu może
        być traktowane jako "odbębnianie". Gratulacje (z dużym przekąsem) takiej
        postawy.
        Nawet jesli matka nie miałaby nic do załatwienia w tym czasie. Choremu dziecku
        nawet bardziej niż zdrowemu potrzebna obecnośc bliskich, w tym ojca. Zwłaszcza,
        ze zazwyczaj w tym czasie koledzy/koleżanki raczej nie przychodzą.
        Chalsia
        • balladynka Re: Pytania 04.07.05, 13:38
          Pytałaś jak to układa M i Eksia między sobą to Ci odpowiedziałam. Myślałam, że
          chodzi Ci o pomoc, przegląd sytuacji, ewentualnie argumenty do Twojej sytuacji
          i rozwiązania jakichś problemów z Twoim Eksem. Jak widzę jednak, szukasz dziury
          w całym i zamiast skupić się na sobie komentujesz układ między moim M a jego
          Eks (która notabene nie ma jakoś zastrzeżeń więc adwokat jej niepotrzebny).
          Gratulacje (wraz z przekąsem) pozwolę sobie zatem przekazać osobom, których to
          dotyczy czyli M oraz Eksi.

          Mój M i jego Eks kontakty z dziećmi ustalają między sobą, nie sądownie, więc
          nie ma stresu że ktoś się dziś nie zjawi a w zamian przyjdzie jutro (działa to
          obustronnie). I to miałam na myśli pisząc o "odbębnianiu" wizyt bo tak jest w
          wyroku i będzie pretekst do kolejnej awantury, co obserwuję dość często na obu
          forach.

          Życze powodzenia.
          B
          • chalsia Re: Pytania 04.07.05, 17:20
            Mylisz się sądząc, ze szukam dziury w całym, po prostu komentuję to co
            przeczytałam.
            Teraz wyjasniłaś i OK.

            Jednak nawet przy istniejącym wyroku podejście ojca takie, że wizytę u chorego
            dziecka w domu ojciec traktuje jako "odbębnianie" - bo akurat wypada termin,
            uważam za, nie wiem jak to nazwać - niewłaściwe, naganne, samolubne,
            wygodnickie. Bo jak to nazwać, skoro kontakt z dzieckiem na warunkach innych
            niż własne (= ojca np. zaplanowana wycieczka do kina) ojciec traktuje jak
            odbębnianie.

            Chalsia
            • wipsania Re: Pytania 04.07.05, 17:46
              Chalsiu - ja zrozumiałam z postu Balladynki, że jej M. właśnie nie
              chce "odbębniać" tych wizyt.
              U nas przynajmniej, jeśli Młody był przeziębiony i zostawał w domu, to on sam
              nie chciał, żeby tata do niego przyjeżdżał. Bo bał się, że znowu będą się
              kłócić, że matka zacznie mówić złośliwości itd.
            • balladynka Re: Pytania 04.07.05, 18:26
              Chalsiu,
              Nigdzie nie napisałam, że on traktuje wizytę u dziecka jako odbębnianie ani że
              odbywają się one tylko na warunkach M. Nie wiem doprawdy gdzie to wyczytałaś.
              Wręcz przeciwnie, napisałam właśnie coś dokładnie odwrotnego, że żadne z nich,
              ani Eksia ani M nie traktują terminów jako "odbębnianie" czyli sztywno bo tak
              zostało postanowione i jedno drugiemu nie przepuści tylko oboje są elastyczni i
              stosują zasadę zdroworozsądkową a nie kalendarzową i nie rozliczają się
              wzajemnie z każdego bycia lub nie bycia tylko zastanawiają się czy ma to sens
              czy nie. I tyle. Nie wiem również gdzie wyczytałaś, że to "wygodnicka,
              samolubna" decyzja M skoro w każdym poście podkreślałam, że to ustalenia między
              nimi. Tzn, że Eksia też sensu większego nie widzi aby M przesiadywał u niej
              cały dzień jak dzieci są chore i głównie śpią tylko dlatego, że jest niedziela
              a tak sobie wcześniej ustalili. I myślę, że są tu zgodni, bo i M nie miałby
              pewnie specjalnie ochoty plątać się Eksi po mieszkaniu. Jak Eksia go potrzebuje
              to prosi o pomoc. Jak nie widzi sensu w spotkaniu to nie. Jak M się z nią
              zgadza to ok, jak nie to negocjują. Może Eksia sobie na przykład ceni swoją
              prywatność i nie życzy sobie M u siebie? A może ma syf w mieszkaniu i nie chce
              gości? A może uważa, że sama się lepiej zaopiekuje dziećmi? Nie wiem. A M z
              kolei idzie do szkoły na przedstawienie w którym biorą udział dzieci nawet
              jeśli to dzień nadprogramowy i nie był w pierwotnych ustaleniach. Po prostu.
              Można i tak. Nie wydaje mi się, żeby co innego wynikało z moich poprzednich
              postów ale może to "odbębnianie" było niefortunnie użyte za co przepraszam.
              Kiedy dzieci się rozchorowały będąc u nas to M się nimi opiekował i korona mu z
              głowy nie spadła a sensu żadnego nie było żeby dzieci przewozić do Eks. I nikt
              nie miał pretensji do Eks że nie przybiegła natychmiast i u mnie w domu nie
              siedziała cały dzień przy łózku dzieci żeby swój macierzyński obowiązek
              spełnić. Swoją drogą już sobie wyobrażam jakby jej było przyjemnie siedzieć
              przy chorym dziecku w domu Eksa. No ale przecież powinna się była poświęcić,
              zasisnąć zęby i dla dobra dzieci wkroczyć w jaskinię wrogasmile I pewnie by tak
              zrobiła, tak samo jak i M ale to zależy od sytuacji a nie od tego czy jest
              akurat niedziela.
              Ja wiem, że wszyscy by chcieli żeby było normalnie ale normalnie to tu już
              niestety nie będzie. Dlatego myślę, że potrzeba dużo dobrej woli i chociaz
              próby zrozumienia wzajemnych uczuć żeby te stosunku układały się w miarę ok.
              • chalsia Re: Pytania 04.07.05, 19:00
                Balladynko,

                Widać niezbyt jasno napisałam poprzedni post, sorki.
                Twój poprzedni post odebrałam tak jak chciałaś i wiem, że Twój M "nie
                odbębnia", bo -jak uściśliłaś- w ten sposób nazwałaś wizyty określone sądownie.
                I drugi akapit w moim poście, gdzie ciągnęłam kwestię odbębniania w kontekście
                wizyt ustalonych sądownie NIE DOTYCZYŁ już sytuacji ani postawy Twojego M,
                tylko ojców, którzy taką postawę reprezentują.
                Akurat dla mnie metoda "kalendarzowa" jest też zdroworozsądkową - ja tez mam
                jakieś plany na dzień pobytu dziecka u ojca i skoro dziecko chore nie moze
                jechać do ojca, to ojciec winien się nim zając w dziecka domu. O względach
                emocjonalnych dla dziecka już pisałam, a dla mnie oznacza to, że mogę zrobić to
                co zaplanowałam (a planuję wtedy specjalnie takie sprawy, których z dzieckiem
                sama raczej nie załatwię).

                Sąd zresztą również uznał za zasadne aby odpowiedzialnością za opiekę nad
                chorym dzieckiem nie była w 100% obciążona matka. Czyli jeśli ojciec domaga się
                praw to i powinien wypełniać obowiązki (i NIE MÓWIMY tu o alimentach a o
                bezpośredniej opiece nad dzieckiem).

                Chalsia
                • balladynka Re: Pytania 04.07.05, 21:05
                  No wiem, wiemsmile Trudne to wszystko. Wiesz co? Ja mysle, ze ten Twoj Eks to jest
                  przerazony pobytem u Ciebie caly dzien i stad unika tego jak ognia bo nie jest
                  to komfortowa sytuacja a i Next pewnie mu glowe suszy. A moze wlasnie malymi
                  kroczkami, spokojnie, ze potrzebujesz wyjsc, juz zaplanowalas, ze moze nie na
                  caly dzien tylko chociaz pare godzin bo juz sie umowilas, a w ogole to Ciebie
                  nie bedzie, tu jest herbata, tu szklanki, tu termometr, dziecko sie bardzo
                  ucieszy itd. Mysle, ze mozna przekonac Eksa tylko kwestia podejsciasmile Jakbym
                  uslyszala cos takiego to powiedzialabym M: spoko, jedz. Dzwon jakby sie cos
                  dzialo. Jesli Eks mysli, ze bedziesz mu patrzec na rece caly dzien to jest
                  przerazony i woli odwolac wizyte. Chociaz bardzo chetnie by sie pewnie zajal
                  dzieckiem u siebie w domu. Moj M przez dlugi czas jezdzil na wizyty do Eks i
                  bardzo sobie w tej chwili ceni to, ze zabiera dzieci do nas. I chodzi tu o
                  takie proste sprawy chociazby jak wlasnie to, ze wie co gdzie jest, ze nie
                  czuje sie na cenzurowanym itd.
                  Pozdrawiam i zycze rozwiazania wszystkich problemowsmile
                  • chalsia Re: Pytania 05.07.05, 08:25
                    Kiedyś gdy dziecko było młodsze eks spędzał w każdą sobotę u mnie 6 godzin. W
                    95% przypadków ja wybywałam z domu. Więc:
                    - eks najprawdopodobniej zdaje sobie sprawę, że ja będę chciała wyjść
                    - z mojego punktu widzenia nie musi wtedy siedzieć caly dzień (no bo to
                    rzeczywiście co innego 10 godz w cudzym domu niż we własnym) - ale co najmniej
                    kilka.
                    Zresztą napisałam eksowi, że oczekiwałabym w takich przypadkach minimum 3
                    godzin bycia z dzieckiem bo chcę załatwić swoje sprawy. I co? I nic (oprócz
                    ironicznej odpowiedzi, że mam "pięknie" zyczeniową wizję).

                    Chalsia
    • triss.m Re: Pytania 28.06.05, 17:46
      1) jesli dzieciaki lekko przeziebione - przyjezdzaja z lekami i trzeba na
      nie 'uwazac'. jesli bardzo chorzy (obaj, albo malemu byloby przykro, ze musi
      zostac, bo chory) to zostaja z matka=zmiana terminu wizyty
      2) 2 tyg wakacji spedzaja z nami (termin do ustalenia), wtedy kontaktuja sie z
      matka telefonicznie (trzymamy sie zasady, ze ani moj M ani jego ex nie bywaja u
      siebie w domach, sa domofony itd)
      dzieli nas spora odleglosc, wiec dlatego tak to wyglada
      maly mial 4 lata, gdy pierwszy raz spedzal u nas wakacje. moge Cie pocieszyc,
      zero marudzenia 'ze chce do mamy', ale dzieciaki byly i sa z ojcem zwiazane.
    • kalatula Re: Pytania 29.06.05, 12:13
      napiszę jak było zanim się Mała z Mamą przeprowadziły, Mała ma teraz 5 lat.
      - Mała spędzała u nas wszystkie weekendy, jak była tylko przeziębiona też
      przyjeżdżała, jak ciężej chora nie przyjeżdżała - M. nie jeździł do Niej bo
      sobie tego Eksia nie życzyła
      - w wakacje zeszłe i jeszcze poprzednie Mała była z nami ok miesiąca, w tym
      czasie Mama się z Nią nie kontaktowała (nie dzwoniła, nie przyjeżdżała). Mała
      też nie wyrażałą chęci odwiedzania/dzwonienia do Mamy (pytaliśmy).
      • magdmaz Re: Dzięki tym, które odpowiedziały i proszę o wi 30.06.05, 13:36
        A ja z innej beczki. Jestem samotna mama.
        1. Jak chore, to do taty nie jedzie - bo to ponad 300 km, poza tym kontakty są
        nieregularne. Tata przyjeżdża do dzieci kiedy chce.
        2. Na wakacje zawiozłam do ojca, w tym samym mieście mają też jego rodziców,
        których bardzo kochają i którzy ponoszą większą część ciężaru związanego z
        letnią opieką. Na cały miesiąc. Telefonuję mniej więcej co drugi dzień.
        Wolałabym tam nie jechać, choć tęsknię, ale jak dzieci o to bardzo poproszą, to
        się zastanowię. Potem spędzę z nimi chwilę u moich rodziców, potem jeszcze na
        dwa tygodnie do ojca.
    • chalsia To jest dla mnie dość ciekawa kwestia 01.07.05, 12:55
      Na forum (zgodnie z wątkiem Lideczki) pisuje/czytuje ponad 140 osób.
      W wątkach typu "kij w mrowisko" uczestniczy wiele osób.
      A na moje dwa proste pytania odpowiedziało tylko kilka osób.
      Ciekawi mnie - dlaczego tak jest?

      Chalsia
      PS. i nadal proszę o więcej odpowiedzi na moje pytania.
          • madalenka25 Re: To jest dla mnie dość ciekawa kwestia 01.07.05, 14:14
            Chalsiu u nas nie ma takiego "problemu"

            1. Domowy widuje go kiedy chce i kiedy może - gdy jest chory to zazwyczaj on z
            nim chodzi do lekarza

            2. Młody nie chce do nas przyjść i ja to szanuje i nie miewam z tym problemów

            Oboje tak organizujemy swoje życie domowe aby zawsze był czas dla Młodego i dla
            nas - ale tak by nie odbywało to sie kosztem żadnej ze stron

            fakt było by prościej dla nas gdybysmy mogli ten czas mogli spędzac razem z
            Młodym i Domowy nie byłby tak bardzo czasem rozdarty - ale nie może mieć
            wszystkiego - prawda


      • poxywka Re: To jest dla mnie dość ciekawa kwestia 01.07.05, 14:31
        no jak mus to mus smile

        1. jak synek chory to zostaje w domu - zwykle nawet jesli ma mocny katar; w
        przypadku weekendu najczesciej przesuwamy na nastepny wizyte u taty; w dzien
        powszedni zwykle ex chce przyjsc do dziecka (na godzinke lub troche dluzej) -
        jednak liczy na to, ze nexa nie ma w domu; na razie taka mozliwosc istnieje
        chociaz moim zdaniem to nie jest w porzadku; jak bedziemy mieli z Niemezem
        wspolne mieszkanie to raczej odpada i wtedy nie wiem jak to bedzie wygladalo;
        jelsi ex mialby sie zachowywac wrogo wizyty w domu by odpadaly;

        2. moje dziecko jak na razie powyzej 5 dni beze mnie mocno teskni wiec wyjazd
        na 2 tygodnie nie bylby dobrym pomyslem; jak syn teskni to ex dzwoni (albo ja
        dzwonie) i rozmawiam z dzieckiem; nasza wzajemna prezentacja z nexia nie
        zostala jeszcze dokonana wiec raczej nie pojechalabym na wizyte do dziecka;
        chyba ze w sytuacji mocno awaryjnej;

        pozdrawiam
        poxywka
        a nie chcialam odpowiadac dlatego,ze staram sie nie opisywac szczegolow swojego
        zycia; jestem wyuczonym asekurantem - bo z natury az za ufna
      • wipsania Re: To jest dla mnie dość ciekawa kwestia 01.07.05, 22:32
        A ja już nie bardzo pamiętam, jak było.
        Chyba Młody zostawał w domu, kiedy był chory - M. nie zawsze do niego jeździł.
        Ale widywali się w każdy weekend i 2-3 razy w tygodniu M. woził go na treningi,
        więc braku kontaku raczej nie było.
        Jeśli Młody dostawał wysokiej gorączki w nocy, to Ex dzwoniła i M. jechał do
        nich.
        Nie było mowy o dodatkowych dniach odwiedzin w takich wypadkach a także wtedy,
        kiedy Ex oznajmiała, że w najbliższy weekend wyjeżdża z Młodym odwiedzić swoją
        rodzinę.
        Bywały sytuacje, kiedy w Święta (najczęściej dzielone - jeden dzień tu, drugi
        tam) przyjeżdżała nagle rodzina i "wyciągała" młodego w dzień "M". Raz nic nie
        powiedział, ale za drugim razem nawrzeszczał na (najmniej zresztą winną) ciotkę
        i manipulowanie Świętami się skończyło.
        Kiedy Młody był już starszy, czasami mówił, że nie przyjedzie do nas w weekend,
        bo np. będzie się uczył do egzaminu do liceum czy coś w tym rodzaju.
        Wakacje - wyjeżdżaliśmy razem na ok 3 tygodni. Resztę (nie mówię o wyjazdach z
        ex) wolał spędzać u siebie, bo miał "kolegów z podwórka"
    • ashan Re: Pytania 01.07.05, 14:14
      no sie dopiszę smile))
      1. w przypadku choroby mój mąż jedzie do małego i zostaje u niego, spotkanie
      trwa krócej niż gdyby brał go do nas domu. Mama zazwyczaj wychodzi i załatwia
      swoje sprawy.
      2. do tej pory wyjazdy (jeśli dochodziły do skutku) były krótkie, więc nie było
      takiego problemu. Teraz mały jest już wieku szkolnym, więc myślę, że nawet
      dwutygodniową rozłąkę z mamą zniesie bez problemu.
      a.
      ps. ciekawa jestem dlaczego wizyty u chorego dziecka są przekładane na inny
      termin? Choremu dziecku można uprzyjemnić chorobę czytając mu, grając w jakieś
      gry planszowe, po prostu rozmawiając... i w ten sposób "zatrzymując" je w
      łózku, w którym zazwyczaj dzieciaki nie chcą leżeć.
      Oczywiście takie spędzenia wspólnego czasu odpada przy czterdziestu stopniach
      gorączki, ale poza tym? smile
      • magdalens Re: Pytania 01.07.05, 14:20
        czasem jest to niemożliwe bo ex nie pozwoli wejść do domu
        ale my nie mamy takiego problemu bo mimo postanowień sądu M nie widzi syna ani
        córki (znacie historie)
        Mój ex przesuwa o tydzień wizyty i jest kontakt telefoniczny.
      • pelaga Re: Pytania 01.07.05, 14:25
        > ps. ciekawa jestem dlaczego wizyty u chorego dziecka są przekładane na inny
        > termin?

        Jak to dlaczego? Przeciez to oczywiste. Chore dziecko to problem, obowiazek, a
        ojcowie nie lubia obowiazkow, oni wola prawa ojca.
        • yokono Re: Pytania 01.07.05, 15:03
          spiesze z wyjasnieniem
          wizyty u chorego 11 letniego dziecka sa przekladane , poniewaz mamy w domu
          znacznie mlodsze dziecko i chcemy uniknac rozprzestrzeniania sie infekcji
          tak samo jak nasze dziecko lub ja chorujemy ex jest o tym informowana i albo
          wizyta jest przekladana albo maz spotyka sie z synem poza domem (kino itp)
          pozdr
          yoko
          • chalsia Re: Pytania 01.07.05, 15:54
            > wizyty u chorego 11 letniego dziecka sa przekladane , poniewaz mamy w domu
            > znacznie mlodsze dziecko i chcemy uniknac rozprzestrzeniania sie infekcji

            hmmm, mojemu eksowi nie przeszkadza choroba syna jeśli chodzi o wizyty w dni
            powszednie (a eks ma 1,10 mcy młodszą córkę). Natomiast w weekendy mu
            przypadające u chorego dziecka się nie pokaże (mimo, że może - łacznie ze zgodą
            sądu na to).

            Chalsia
    • mikawi Re: Pytania 01.07.05, 16:18
      u nas eksia nigdy nie zgadzała się na zabranie dzieci do domu ojca (zdrowych
      dzieci) więc M. wyłacznie jeździ do nich; wczesniej uprzedza eksię że
      przyjeżdża, pyta czy będą w domu. Natomiast gdy dzieci są chore i jest to np.
      jakaś paskudna grypa czy coś, co dzieci położyło do łóżka - wsiada w pociąg i
      jedzie właśnie szczególnie wtedy, jakby poza "standardowymi" wizytami. Jedzie i
      z nimi siedzi tyle ile czas pozwala (najczęsciej 2 dni), czyta, bawi się, robi
      jedzenie. Eksia w tym czasie najczęściej wybywa z domu w ciągu dnia i załatwia
      swoje sprawy.
          • yokono Re: Pytania 04.07.05, 12:27
            aha jak u rodzicow to ok smile
            a co do nocowania u ex ja bym sie na to nie zgodzila
            wogole jestem przeciwniczka wkraczania sobie wzajemnie na terytorium
            no chyba ze dziecko ma kilka miesiecy...
            pozdr
            yoko
            • mikawi Re: Pytania 04.07.05, 12:31
              wiesz, jak eks ma jakieś swoje plany i nie wraca do domu na noc korzystając z
              obecności M. to trudno żeby dzieci zostały same, zwłaszcza jak są chore; a ja
              nie mam żadnych schiz w związku z faktem że on tam nocuje, bez przesady smile
                • pelaga Re: Pytania 04.07.05, 13:15
                  > ale dziwne ze matka ma swoje calonocne plany podczas gdy dzieci w domu
                  > chore...

                  Ciekawe, czy dziwi Cie tak samo, jak to matka siedzi z chorymi dziecmi w domu,
                  a w tym czasie ojciec imprezuje, np. z nowa zona.
                  • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 13:19
                    Mnie tam nie dziwi wyjscie, jesli dzieci sa pod odpowiednia opieka (ojca na
                    przyklad), ale malo ktora matka, gdy dziecko jest chore, ma glowe do imprez.
                    Ojciec, nawet w pelnych rodzinach, ma z tym mniejszy problem. I nie ma tu
                    znaczenia milosc do dziecka, tylko po prostu - natura.
                    • derena33 Re: Pytania 04.07.05, 13:33
                      Ojciec, nawet w pelnych rodzinach, ma z tym mniejszy problem. I nie ma tu
                      > znaczenia milosc do dziecka, tylko po prostu - natura.



                      To jak to jest w koncu z ta meska natura i stereotypami?
                      • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 13:35
                        derena33 napisała:

                        > To jak to jest w koncu z ta meska natura i stereotypami?

                        Nie wiem. Nie wnikam. Natomiast pewne cechy faceci maja inne niz kobiety i to
                        chyba dyskusji nie podlega.
                    • yokono Re: Pytania 04.07.05, 13:36
                      podpisuje sie pod erin
                      nie zostawilabym chorego dziecka z ojcem, babcia, dziadkiem itd
                      po prostu zadna sila nie wyciagnelaby mnie na noc z domu
                      • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 13:39
                        Ja bym nie zostawila, gdyby wyjscie bylo czysto imprezowe czy odstresowujace.
                        Z innych powodow - jakbym nie miala wyboru, to by zostalo z kims, kto by sie nim
                        dobrze zajal.
                    • pelaga Re: Pytania 04.07.05, 14:28
                      Czyli brak zahamowan do balowania, gdy dziecko chore u facetow jest normalne i
                      nie podlega krytyce, takie samo zachowanie matki jest fe, be i w ogole swiadczy
                      o braku instynktu macierzynskiego. Ale jak matka ma rozbudowany instynkt
                      macierzynski i do pracy nie chce pojsc, zostawiajac 3-miesieczne, czy nawet
                      roczne dziecko to tez jest beee i feee (oczywiscie pod warunkiem, ze to
                      samodzielna matka smile Taaaakkkk... Znowu wracamy do punktu wyjscia, faceci maja
                      prawa, ale obowiazki juz niekoniecznie.
                      • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 14:32
                        Czy ja gdzies tak napisalam? Ze nie podlega krytyce? Po prostu facet szybciej
                        niz kobieta zdecyduje sie pojsc na impreze, tak jak predzej pozwoli sie dziecku
                        wdrapac wysoko na drzewo, polazic po plocie czy nauczy jezdzic na rowerze na
                        dwoch kolkach. Tak to juz jest, ze matka ma silniejszy instynkt opiekunczy. I
                        tego sie nie zmieni. Co nie zmienia faktu, ze i ojcom troskliwosci nie brakuje.

                        A czym innym jest 'instynkt', ktory nie pozwala matce wrocic do pracy, gdy
                        dziecka ma kilka lat (bo nie popadaj w paranoje, nikt nie kaze samodzielnej czy
                        niesamodzielnej wracac na sile do pracy tuz po macierzynskim). A ze i takie sie
                        zdarzaja, ze wbrew instynktowi musza, to fakt. Dziwne, ze czesciej to
                        niesamodzielne matki.
                      • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 14:36
                        Jeszcze dwie sprawy.
                        Niesamodzielne ida do pracy po macierzynskim, bo nikogo o alimenty pozwac nie
                        moga - wiec albo maja kase na zycie, albo sa z dzieckiem bez kasy, czy z marna.
                        Po drugie - sa takie samodzielne, co maja na tyle silny instynkt, zeby przez
                        13 lat zycia dzieci nie isc do pracy (zeby sie nimi zajmowac), a nie maja
                        problemu z wybyciem na impreze, gdy dzieci sa chore. Znowu dziwne 'rozdwojenie'.
            • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 12:32
              Jak nie ma wyboru, to sie idzie do eks. Wierz mi, sa takie, ktore usilnie chca
              wizyt tylko w ich domu (mimo, ze dziecko od dawna nie ma kilku miesiecy).
              Dla mnie to tez niezrozumiale, a dla facet pewnie srednio komfortowe.
              Ale czasami nie ma wyjscia.
                • e_r_i_n Re: Pytania 04.07.05, 12:53
                  Nie, nie, nie mowie o nocowaniu, tylko o wizytach odbywajacych sie w domu eks.
                  A w przypadku mikawi - ma brac chore dzieci do hotelu na noc? Czy zostawic same?
                  • yokono Re: Pytania 04.07.05, 13:41
                    w dzien jak nie ma innych mozliwosci (czyt. odleglosc) jak najbardziej w domu
                    ex , noc odpada
                    a w przypadku mikawi(przepraszam juz z Ciebie schodze smile )w dzien z chorymi
                    dziecmi w domu ex , w nocy tata w hotelu,czy u rodziny; chore dzieci z
                    posiadajaca instynkt macierzynski mama
                    pozdr
                    yoko
                    • mikawi Re: Pytania 04.07.05, 13:44
                      yokono napisała:

                      > a w przypadku mikawi(przepraszam juz z Ciebie schodze smile )w dzien z chorymi
                      > dziecmi w domu ex , w nocy tata w hotelu,czy u rodziny; chore dzieci z
                      > posiadajaca instynkt macierzynski mama

                      tylko że to mama mówi "to jak jesteś to zostań z nimi na noc" więc o czym tu
                      decydować? a dla M. to sama radość zostać z dzieciakami więc o co kopie kruszyć?
    • kasia-j Re: Pytania 01.07.05, 21:25
      1). Ustalone kontakty ojca z dziećmi w weekendy/soboty (raczej co 2 tygodnie,
      ale chyba nie ma to znaczenia) poza domem matki dziecka. W dzień "przypadający"
      ojcu dziecko chore. No i co Wasi M wtedy robią? Przekładają z eks termin na
      inny (np. następna sobota/weekend), przyjeżdżają do domu matki i tam spędzają
      czas z chorym dzieckiem (godzinkę ? czy tyle by np. matka mogła pozałatwiać
      sprawy zaplanowane na ten dzień = ojciec przejmuje opiekę nad dzieckiem na cały
      dzień z tym, ze nie u siebie a u matki), czy w ogóle się nie pokazują u chorego
      dziecka w ten weekend.

      Albo spędzał z czas z chorym w domu, albo przekładał wizytę na inny termin
      (jak np. planowali jakąś wycieczkę). Generalnie z kontaktami nie było problemów
      (ale zarówno my jak i Ex nie wchodzą sobie wzajemnie w drogę - a ja też np. nie
      wysyłam na wizytę do Ex M. z naszym dzieckiem smile. Muszę przyznać, że Ex powinna
      mi trochę podziękować, bo M. też na początku nie rozumiał, że Ex też ma swoje
      życie. Generalnie dało się wszystko poukładać, a teraz jest już w ogóle ok.


      2). Ojciec ma prawo do 2-4 tyg opieki nad dzieckiem np. w wakacje. Pewnie na
      część czasu wyjeżdża z dzieckiem (nie ważne czy sam czy z next) a pozostalą
      pewnie spędzają u ojca w domu. Jak wtedy wyglądają kontakty dziecka z jego
      matką (zwłaszcza jak jest małe np. poniżej 5 lat)? Czy matki mogą przyjechać
      i odwiedzać dziecko np. na takiej samej zasadzie na jakiej ojciec odwiedza
      dziecko, gdy to jest u mamy? Jak u Was to wygląda?

      Nie było takiej sytuacji (tzn 2-4 tygodniowa wizyta u nas). Podczas
      tygodniowego wyjazdu był po prostu kontakt telefoniczny (ale dziecko dużo
      starsze).

    • cymbeline Re: Pytania 03.07.05, 12:42
      U nas wygląda to tak:

      1)Mój mąż nie ma sądownie ustalonych dni odwiedzin syna,po prostu dzwoni do ex i
      sie umawiają.Generalnie Ex nie robi z tym problemu (dawniej bywało rózniesmile).
      Jeśli tylko jej pasuje to mój mąż przyjeżdża po syna,wchodzi do mieszkania ex i
      odbiera młodego.Tak samo jest po, mąż odprowadza syna do mieszkania ex,czasem
      siedział tam troszkę celem np. omówienia jakiś spraw zwiazanych z synem.
      Ja często uczestniczę w spotkaniach meża z synem (mieszkamy około 300 km od
      młodego wiec ja nie zawsze mogę jechac z mężem).Ex nigdy nie robiła problemu z
      tego,że ja czynnie uczestniczę w życiu ich syna,chyba wrecz przeciwnie,jest do
      mnie nastawiona pozytywnie,takie mam wrażenie....smile)) Spotkania mojego męża z
      synem nie są regularnie z dwóch powodów: odległość i charakter pracy mojego męża
      (tzn.ja czasem widuję go rzadziej niż jego syn). Zdażało sie oczywiście
      czasem,że młody był chory jak ojciec po niego przyjechał,wtedy spędzał czas z
      synem w domu ex bez problemu,a do mnie młody wtedy dzwonił na pogaduchy np. zeby
      mi opowiedzieć jak miał ospę,ile kropek na której częsci ciała mu wyszłowink))
      Od niedawna ex z młodym mieszkają u faceta ex,wiec nie wiem jak teraz mój mąż
      będzie odbierał syna,to czy bedzie szedł po niego do mieszkania czy młody
      zejdzie sam pod blok,teraz jest już duży to nie będzie problemu.

      2)Co do wakacji jest podobnie,mój mąż ustala z ex kiedy bierzemy młodego,
      zazwyczaj to 2 tygodnie,wiecej za jednym zamachem zadne z nas nie moze ze
      wzgledu na pracę.Jak poznałam mojego męża,młody miał 3 lata,był bardzo zżyty z
      ojcem wiec nie było problemu,ze nie wytrzyma 2 tygodni tylko z ojcem,no i ze
      mną.Ex też nie robiła problemu z tego,że od rau wszędzie jeżdziliśmy w trójkę
      czyli ze mną,obcą babą,bo młody bardzo przywiazał się do mnie a ja do niego i
      nie ma możliwości żebyśmy spedzali wakacje czy inny wolny czas osobno.A ja
      jestem jedyną kobietą po jego matce wiec młody nie ma problemu,ze co weekend to
      inna ciocia. Piewsze wspólne wakacje spedziliśmy praktycznie zaraz jak poznałam
      mojego meża,i pomimo,że młody miał wtedy tylko 3 latka,jego mama nie widziała
      potrzeby żeby go odwiedzać w tym czasie.Oczywiscie zadzwoniła na poczatku czy
      dojechaliśmy cali i zdrowi, potem moze z raz do syna i tyle.Młody oczywiscie
      mógł w każdej chwili zadzwonić do mamy bez problemu. Myślę,że zgodziłabym się na
      to,żeby ex odwiedziła syna u nas,ale te 4 lata temu chyba bym tak nie
      myślała,no,ale wtedy wszyscy się docieralismy.
      Hmmm...no i chyba tyle.Teraz młody ma 7 lat i nadal jest miedzy nami super!
      A za dwa tygodnie jedziemy w trójeczkę na wspólne wakacje i już nie mogę się
      doczekać.....a chciałabym bardzo,żebyśmy wrócili w czwóreczkę....smile))

      Pozdrawiam serdecznie C.
      • czekolada72 Re: Czekam z ciekawością na więcej odpowiedzi (n/ 05.07.05, 19:57
        Juz to pisalam na s., ale niech bedzie i tu:

        U mnie ex moze odwiedzac Mała kiedy zechce, tzn nie ma sadownie ustalonych
        wizyt. W zwiazku z czym:
        1. Kiedy mała jest chora lub trzeba powedrowac po lekarzach ex jest natychmiast
        zajety, nie moze przyjsc odwiedzic, nie moze powozic po lekarzach, lekkie
        przeziebienie - Mała rowniez nie moze odwiedzic ex, zeby nie zarazic nowej
        rodzinki z tatusiem wlacznie. Ostatnio zas uslyszala wprost - "nie odwiedze
        cie, bo moglbym sie zarazic".
        2. Poniewaz moj ex "zwala" sie mi na inspekcje nawet jak sobie na tydzien z
        Mala wyjade na wakacje i zabiera mi prawie caly dzien - nie widze
        przeciwskazan, zeby odwiedzic Mala, kiedy bedzie u babci (tesciowej). To
        zreszta pierwszy rok, kiedy taka sytuacja zaistnieje prawdopodobnie. Do tej
        pory byla u babci gora 5 dni jednym ciagiem, wiec nie widzialam takiej
        koniecznosci. Ale bylam i jestem pod telefonem, wiec gdyby chciala - jade
        natychmiast.

        Acha, moje jest 12letnie
    • judytak Re: Pytania 06.07.05, 09:44
      będę teoretyzowała, bo u mojego męża nie było żadnych ustaleń sądowych, ani o
      widzeniach, ani o alimentach, wszystko uzgadniali na bieżąco, jak dorośli
      ludzie powinni ;o)

      chore dziecko:
      jeśli "chory może chodzić" , nic nie trzeba zmieniać
      jeśli "chory musi leżeć" albo przynajmniej nie powinien wychodzić z domu, to
      matka dzwoni do ojca, mówi co jest, i uzgadniają, jak ma być
      jeśli dziecko już jest na tyle "sensowne" i choroba też na to pozwoli (nie
      majaczy w gorączce), dziecko też jest partnerem w uzgodnieniach
      tak samo dobrym rozwiązaniem jest przekładanie terminu, jak i wizyta ojca, przy
      czym wtedy wizyta ojca powinna trwać przynajmniej kilka godzin (4,6)

      wakacje:
      jeśli pobyt u ojca trwa 2 tygodnie, nie widzę potrzeby spotykania się matki z
      dzieckiem (z mojego doświadczenia z dziećmi u babci czy na obozach: takie
      spotkania "w międzyczasie" nie pomagają dziecku, wręcz przeciwnie)
      jeśli to jest pobyt 4 tygodnie, i jakiś czas dzieci będą u ojca w domu, w tym
      samym mieście, gdzie matka mieszka (owszem bywały u nas, nawet dłużej, ale
      dzieci miały 10 lat i więcej)
      to z całą pewnością była żona mojego męża nie przychodziła do nas, dzieci do
      niej chodziły czasami, z ojcem, póki były małe, przeważnie w celach
      praktycznych (żeby coś zabrać, zanieść, zmienić "garderobę" z plażowej na
      działkową, zobaczyć, czy koleżanka pocztówkę przysłała itp. itd.) i przy okazji
      zobaczyły się z matką, opowiadały, co i jak, matka z ojcem wypiła herbatę,
      ustalili, co trzeba...
      "czy matka może przyjechać": kwestia gustów i uzgodnień :o)

      pozdrawiam
      Judyta

      • megan58 Re: Pytania 06.07.05, 13:15
        Judyta super podejsci smile
        Ja tylko jedno ale czego wykładnia ma byc "goraczka". Moje dziecko nawet ciezko
        chore nie goraczkuje. Nawte lekarz - jak maly ma juz goraczke - to wie ze to
        stan bardziej niz alarmowy !

        Moze inna wykładniasmile))
        • judytak Re: Pytania 08.07.05, 11:26
          wykładnią nie jest gorączka tylko majaczenie :o)
          są dzieci, z którymi można sensownie rozmawiać nawet jak mają 40 stopni
          gorączki (mam taki egzemplarz), i są takie, które nawet przy lekkiej
          temperaturce przesypiają po 22 godziny na dobę (taki egzemplarz też mam)

          pozdrawiam
          Judyta
      • pelaga Re: Pytania 07.07.05, 12:35
        > jeśli dziecko już jest na tyle "sensowne" i choroba też na to pozwoli

        Czyli choroba nie pozwala ojcu na odwiedziny dziecka? Nie pozwala na
        przyjemnosci pewnie. Moze jakis kompres trzeba byloby zrobic, moze leki podac,
        poczytac, a to juz klopot dla ojca widocznie. A jeszcze nie daj boze ex
        wyszlaby na zakupy, czy zalatwic cos pilnego, a przeciez exmezowie nie sa od
        wyreczania swoich wrednych exiar!!!!!!!!!! Faktycznie swietne podejscie.
        Chodzi generalnie o to, ze tatusiowie rozwiedzeni zajmowanie sie dzieckiem
        traktuja jako swoje PRAWO, ktore w zaden sposob nie moze nosic znamion
        ulatwiania zycia bylej zonie, chocby bylo to kosztem chorego dziecka.
        A jakby tak sie zgodzil posiedziec z dzieckiem dostalby w domu od next
        reprymende, ze ex ingeruje w ich zycie, ze jest na kazde jej zawolanie itp.
        Oczywiscie to stereotyp, wynikajacy z podejscia wiekszosci, jak widac nawet po
        tym watku. Zdarzaja sie wyjatki, jednak jakos nieczesto.
        • czekolada72 Re: Pytania 07.07.05, 12:42
          a jeszcze jakby tak nie daj Boze zostal wykorzystany do zawiezienia dzieckana
          badania, a o regularnym zawozeniu (na zniane z wredna exia) na zabiegi do
          szpitala - toz to wrecz do sadu sie nadaje tylko.....
          Ale przeciez w szpitalu sa zarazki, po poscieli w ktorej lezy dziecko skacza
          zarazki, w aptece - zarazki i taki biedny tatus nie disc ze sam sie zarazi, to
          te zarazki przeniesie do swojego domu, na next, na dziecko, na sasiadow, na
          dzieci sasiadow, na wspolpracownikow, na ichze dzieci i zapanuje ogolna
          epidemia a to wszystko dzieki tenu, ze durnej babie sie zachciało, zeby tatus
          zawiozl dziecko na badania....
        • judytak Re: Pytania 08.07.05, 11:31
          zdaje mi się, że napisałam to, co chciałam napisać
          a mianowicie, że
          "jeśli choroba na to pozwoli, to dziecko też jest partnerem w uzgodnieniach"
          czyli:
          może powiedzieć, jakie rozwiązanie by wolało, i dorośli w miarę możliwości
          postarają się to brać pod uwagę

          NIGDZIE NIE NAPISAŁAM,
          że choroba nie pozwala na odwiedziny ojca

          jeśli nie masz czasu na spokojne czytanie całych postów, to przynajmniej nie
          odpowiadaj na nie, będzie chyba nam wszytkim łatwiej...

          pozdrawiam
          Judyta
          • pelaga Re: Pytania 08.07.05, 11:51
            To pewnie do mnie smile
            W ustawieniach jest taka opcja wygaszania wrogow smile Wtedy nie bedziesz musiala
            mnie czytac i bedzie Ci latwiej smile Bo dokad nie dostane bana moge pisac
            niezaleznie od tego, komu jest z tym ciezko.
            • mikawi Re: Pytania 08.07.05, 12:39
              ależ pisz, ale krytykując nie wyrywaj przynajmniej wypowiedzi z kontekstu jak
              to właśnie zrobiłaś ucinając zdanie w połowie. I nie ma to nic wspólnego czy
              komuś jest ciężko czytając twoje posty czy nie, chodzi tylko o to, że ucinając
              czyjeś zdanie w połowie jesteś nieuczciwa bo przeinaczasz czyjeś słowa.
            • judytak Re: Pytania 08.07.05, 12:54
              pewnie, że do ciebie :o)
              wrogów, jak na razie, nie mam, i nie planuję mieć :o)
              a jeśli twoim hobby jest "rozmowa głuchych", to proszę bardzo :o)))

              pozdrawiam
              Judyta
        • olvi Re: Pytania 08.07.05, 12:33
          Milo, ze jednak dopuszczasz wyjatki.

          Bo my wlasnie mamy przypadek aktualny. Mlody zachorowal i DLATEGO jest od
          wczoraj u nas. Bo musialby sam w domu siedziec (matka pracuje), a tak jest z
          ojcem - moj M akurat ma w tym tygodniu "work from home" (ma biuro w domu). I
          wierz mi, ze reprymendy od next, czyli ode mnie, nie dostal za to, ze nie
          pytajac mnie o zdanie, przywiozl dziecko do domu.

          Ale: gdyby choroba trafila sie np. w przyszlym tygodniu, to by Mlody u nas NIE
          byl, bo M wyjezdza sluzbowo w pon. rano i wraca w piatek w nocy. Taka praca.
          Srednio 40% czasu w domu, 60% poza krajem. Czy tez podciagniesz fakt, ze ojciec
          z przyczyn zawodowych nie moze opiekowac sie chorym dzieckiem pod zlosliwosc i
          niechec do obowiazkow?
          • megan58 Re: Pytania 08.07.05, 12:35
            Odpowiem pytanie - Matak w pracy od rana - do wieczora ?? Czy dziecko ma
            zoatsac samo czy z obca ososba??A moze zwolnianai na przemian?? Matki tez
            pracuja.
            • olvi Re: Pytania 08.07.05, 12:38
              Przeciez wyraznie pisze, ze matka jest w pracy, i dlatego lepiej, by Mlody byl
              u nas niz sam. Dlatego u nas jest. W czym tu problem?

              Nie bardzo rozumiem, na co konkretnie odpowiadasz. Moje pytanie brzmialo: czy
              zlosliwe by bylo, gdyby na glowie matki byla opieka nad chorym dzieckiem w
              tygodniu, kiedy ojca NIE MA W KRAJU. Nie ma caly tydzien. Regularnie, bo taka
              praca.

              Kiedy ojciec jest w kraju, jak widac, nie ma problemu z opieka nad dzieckiem.
              • megan58 Re: Pytania 08.07.05, 12:42
                Oliv -napisałam na dole. Wogole ja uwazam ze nie ma problemu jak, gdzie itd..
                gdy rodzice sie dogaduja.
                Problem powstaje gdy nie ma porozumienia. I np ja uwazam ze jak dziecko chore
                toojciec powinnie przyjsc do dziecka- ojcie wolaby nie- albo na bardzo ktortko..

                A tak jak pisałam wszystkie rozwiaznia sa do przyjaceia jesli strony sie
                dogaduja i sa zadowolone.
          • megan58 Re: Pytania 08.07.05, 12:37
            Oliv- przy czym jak mam byc szczera chodzi mi o to, ze popatrz w waszym wpadku
            dogauja sie jak moze On to On jak Ona to Ona.. Chodzi bardzie mi w tym
            przypadku o cos w rodzaju - w domu dziecka - nie - bo nie...
            A ogoleni ja pracuje . Bo pracuje kazdy
    • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 10:47
      Moj mezczyzna ma dwoje dzieci - syn10 lat i corka 14. Jest 4 lata po rozwodzie z
      eks.

      Kontakty nie sa uregulowane sadownie, nigdy nie bylo takiej potrzeby. Widuje sie
      z dziecmi kilka razy w tygodniu i w kazdy weekend, jesli nie pracuje. Owe
      "widywania" w tygodniu to z koniecznosci krotkie wizyty w domu u eks (czy raczej
      - w jego bylym domu, heh, dopilnowanie zadan domowych i takie tam. W weekendy
      dzieci najczesciej sa u nas, albo wyprawiamy sie na rowerowe wycieczki, albo cos
      tam. Ale nigdy nie bylo, i nie ma problemu z odwiedzaniem dzieci w ICH domu,
      wiec i choroba nie ma nic do rzeczy. Jesli eks ma jakies swoje sprawy (a zdarza
      sie to czesto) prosi mojego Niemeza o popilnowanie dzieci. I tu, przyznam,
      nabuntowalam go troche, bo wczesniej takie "potrzeby" polegaly na wyjsciach eks
      na caly dzien, najczesciej w weekend (co jeszcze nie bylo problemem, bo dzieci i
      tak byly u nas) i powrotach kole polnocy! Co juz mnie doprowadzalo do furii, bo
      moj facet nigdy nie wiedzial, kiedy eks raczy powrocic do domu, i w zwiazku z
      tym - kiedy on bedzie mogl wrocic do siebie. A poczucie winy, ktore nadal
      jeszcze, choc w malym stopniu, go gnebi, nie pozwalalo mu zauwazyc tego, ze jest
      to lekko nienormalna sytuacja.

      Teraz jest inaczej - dzieci sa na tyle duze, ze moim zdaniem mozna je zostawic
      same, wiec moj ukochany po zagonieniu ich do lozek wraca do domu, wysylajac eks
      smsa ze juz jedzie.

      No i znormalnialo.

      A co do "wizyt" u eks - no coz. Wyprowadzil sie z walizka (nie do innej kobiety,
      zaznaczam), zostawiajac eks i dzieciom duzy dom. Chyba ma prawo tam bywac?

      A, i jeszcze jedno - dzieci eksa u nas nie nocuja, bo mieszkamy w malym
      dwupokojowym mieszkanku z dwojka dzieci (moich), i zwyczajnie nie ma warunkow na
      wstawienie dwoch dodatkowych lozek. Ale eks co jakis czas robi awantury, ze co
      to za odwiedzanie dzieci w tygodniu na godzinke czy dwie, ze GDYBY NAPRAWDE
      KOCHAL SWOJE DZIECI, to by zabieral je na przynajmniej jeden weekend w miesiacu
      - caly, od piatku do niedzieli wieczorem. W podtekscie - ona by chciala miec
      nocki dla siebie. Moj mezczyzna jednak twardo, i slusznie, twierdzi, ze nie po
      to zostawial jej dom (w tej samej miejscowosci, zeby bylo jasne), zeby dzieci
      mialy koczowac u nas na materacach na podlodze, skoro tam maja swoje pokoje i
      swoje lozka.

      Drugie pytanie jest nieadekwatne do naszej sytuacji, bo eks nigdy nie przyszlo
      do glowy, zeby kontaktowac sie z dziecmi, jak sa z nami. W trakcie wakacji tez
      nie smile

      A moze to ja jakas nienormalna jestem i tylko WYDAJE mi sie, ze on im poswieca
      bardzo duzo czasu, a eksia jest wredna malpa i wydziwia? hm?
      • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 11:59
        > W podtekscie - ona by chciala miec
        > nocki dla siebie.

        Do czego (w podtekscie oczywiscie) ZADNA wredna i wydziwiajaca exiara nie
        powinna miec prawa!
        • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 12:08
          A, nie, moze miec prawo, jasne. Ale uwazasz, ze takie zachowanie jest w
          porzadku? Przypominam, ze to wyglada tak, ze jak moj facet odwozi dzieci do
          domu, to eksi nie ma! I nie wiadomo, kiedy wroci, bo komorki nie odbiera. Dla
          mnie to jest wydziwianie wlasnie i wykorzystywanie faceta dla wlasnych potrzeb,
          a nie dla potrzeb dzieci.

          Zupelnie inaczej to wyglada w momencie, gdy eks UZGADNIA wczesniej, czy jej byly
          maz moglby wieczorem popilnowac dzieci, bo ona ma jakies plany. Ale stawianie go
          w sytuacji bez wyjscia jest nie w porzadku moim zdaniem, i dobrze, ze to do
          mojego mezczyzny dotarlo. Moge uchodzic za swinie w Twoich oczach, jesli Ci z
          tym sie bedzie lepiej zylo tongue_out

          Od razu kojarzy mi sie sytuacja z mojego zycia - moimi dziecmi czesto zajmuja
          sie moi rodzice. I takie postepowanie mozna porownac do sytuacji, gdybym
          wysylala dzieci na spacer z babcia, a potem znikala sobie z domu i wracala po
          polnocy, nie baczac, ze babcia tez swoje zycie ma i chocby wyspac by sie chciala.
        • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 12:17
          A tak na marginesie jeszcze przypomne, ze dzieci mojego mezczyzny maja lat 10 i
          14 - to nie sa niemowleta, przez ktore ma sie nieprzespane noce.

          Ale sedno sprawy z tym "pozbywaniem sie dzieci na noce" tkwi po prostu w
          warunkach mieszkaniowych i w tej kwestii zdania nie zmienie - uwazam za egoizm
          eksi wpychanie nam dzieci, skoro primo - widuja sie z ojcem prawie codziennie i
          we wszystkie wekendy, secundo - u nas musialyby spac na podlodze (albo moje
          dzieci musialyby spac na podlodze, albo my musilibysmy spac na podlodze it itp)
          a tam maja dwustumetrowy dom. W tej samej miejscowosci zreszta.

          Na marginesie, syn mojego mezczyzny nocowal u nas ostatnio przez trzy dni - ale
          moje dzieci sa na wakacjach, wiec lozko pietrowe stoi wolne. To byla sytuacja
          wyjatkowa, eksia chciala wyjechac, uzgodnila to wczesniej - prosze bardzo. Ale
          nie widze uzasadnienia dla jej przekonania, ze moj mezczyzna MUSI zgodzic sie na
          to, zeby dzieci nocowaly u nas PRZYNAJMNIEJ raz w miesiacu, a skoro sie na to
          nie zgadza, to - jej zdaniem - jego ojcostwo mozna o kant d* potluc.

          Widzisz roznice, pelaga, miedzy prosba o zajecie sie dziecmi z powodu wyjazdu
          sluzbowego (patrz chalsia), a postawa roszczeniowa naszej eks?
          • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 12:31
            > Widzisz roznice, pelaga, miedzy prosba o zajecie sie dziecmi z powodu wyjazdu
            > sluzbowego (patrz chalsia), a postawa roszczeniowa naszej eks?

            Nie widze postawy roszczeniowej waszej ex. Uwazam, ze to, ze ojciec ma
            nieograniczony dostep do dzieci, ze nie bylo zadnych spraw o ustalanie
            konatktow za duzy plus dla niej. I za jej postawe chocby nalezaloby zrozumiec,
            ze nocowanie dziecka u ojca to nie WYDZIWIANIE, a ex ma tez prawo do nocy
            spedzonej bez dzieci poza domem. Wiesz ilu ojcow marzy aby dzieci u nich mogly
            zanocowac????????????? Dla mnie to wyglada tak, ze napuscilas chlopa, zeby
            opiekowanie sie dziecmi nie mialo znamion POMOCY ex w organizowaniu sobie przez
            nia zycia (bo przeciez zostawil jej DOM, a wy mieszkacie w bloku, sic!).
            Ludzie! Jesli uklady sa ludzkie to chyba mozna pojsc na reke drugiej osobie?
            Czy uwazasz, ze dla ex nie jest poniezajace proszenie o opieke nad dzieckiem na
            noc za kazdym razem jak ma ochote na noc pelna upojnego seksu??? Gdyby ustalona
            byla jedna noc w miesiacu nie musialaby sie was prosic o "przysluge", ktorej ja
            za przysluge nie uwazam, a za obowiazek rodzica do opieki nad dzieckiem. Ten
            obowiazek obejmuje tez noce.
            • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 12:45
              Rany boskie, kobieto, rece mi opadly, no!

              Primo - eksia zupelnie nie ma oporow, zeby zostawic dzieci same na noc. Prowadzi
              tryb zycia bardzo rozrywkowy, i to raczej moj facet, a nie ona, do ktoregos tam
              momentu warowal przy dzieciach, dopoki ona nie wrocila do domu. Ona sama ma to
              gdzies, baluje co weekend. Moze tez zostawic dzieci na noc u swojej mamy - i tak
              tez robi. Tzn - odwozi tam syna, bo corka nie zgadza sie na nocowanie u babci,
              chce spac u siebie.

              Dzieci wcale sie nie pala do nocowania u nas, bo po prostu nie ma na to
              warunkow! Mieszkamy w czworke w malutkim mieszkanku, nie ma miejsca, zeby
              wstawic chocby dodatkowa kanape. Nawet przy obiedzie nie miescimy sie wszyscy
              razem przy stole.

              A co do tego, do czego matka ma prawo - tez jestem samodzielna mama, i w zyciu
              nie przyszloby mi do glowy takie domaganie sie i robienie awantur, jakie robi
              nasza eks. Bo uwazam, ze sytuacje ma idealna, rzadko ktory ojciec po rozwodzie
              poswieca dzieciom tyle czasu, z wlasnej inicjatywy, i placi tak wysokie alimenty
              - z wlasnej woli. To nie jest zaden plus dla niej, a tlyko i wylacznie dla
              mojego faceta.

              Ale coz - punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, widze, ze wyrobilas juz
              sobie zdanie, wiec nie bede Cie przekonywac.
            • e_r_i_n Re: Pytania 27.07.05, 12:46
              pelaga napisała:

              > Nie widze postawy roszczeniowej waszej ex. Uwazam, ze to, ze ojciec ma
              > nieograniczony dostep do dzieci, ze nie bylo zadnych spraw o ustalanie
              > konatktow za duzy plus dla niej.

              Dobre - plus za cos, co podobno dorosli ludzie powinni robic bez łaski (mowie o
              dogadywaniu sie).

              > Dla mnie to wyglada tak, ze napuscilas chlopa, zeby opiekowanie sie dziecmi
              > nie mialo znamion POMOCY ex w organizowaniu sobie przez nia zycia (bo
              > przeciez zostawil jej DOM, a wy mieszkacie w bloku, sic!).

              Pelaga, nie sadz wszystkich swoja miara. Nie kazdy jest tak malostkowy i za
              jakies gorsze (zapewne przejsciowo) polozenie materialne sie odgrywa.

              Ty naprawde nie czytasz tego, co pisze Kai? Tu nie chodzi o przenocowanie
              dzieci czy u dzieci, bo eks ma ochote chociazby na upojny seks na plazy.
              Tylko o wczesniejsze UPRZEDZENIE, ze takie cos ma miec miejsce. Sama namietnie
              kpisz z facetow stawiajacych swoje eks przed faktem dokonanym. Troche
              konsekwencji moze?

              • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 12:55
                No wlasnie. Uprzedzenie, to po pierwsze. Po drugie - domaganie sie zabierania
                dzieci na noc zaczelo sie od momentu, gdy moj facet sie do mnie wprowadzil.
                Wczesniej wynajmowal kawalerke, i dzieci nie nocowaly u niego nigdy, bo tez
                musialyby spac na podlodze na karimatach. tematu nie bylo, po porstu -
                powiedzial raz, ze nie ma mowy o noclegu u niego, ze moze ich popilnowac u nich
                w domu, jesli jest taka koniecznosc, i tyle. A od paru miesiecy temat wraca jak
                bumerang, i to nie w formie dogadywania sie, a powtarzajacych sie awantur.

                No sorry, ale ja sobie z problemem samotnego wychowywania dwojki dzieci jakos
                radze, i nie wypycham ich z domu, bo mam akurat ochote na upojna noc. Mimo ze
                moje dzieci sa znacznie mlodsze, wiec i problem wiekszy.
                • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 13:06
                  > No sorry, ale ja sobie z problemem samotnego wychowywania dwojki dzieci jakos
                  > radze, i nie wypycham ich z domu, bo mam akurat ochote na upojna noc. Mimo ze
                  > moje dzieci sa znacznie mlodsze, wiec i problem wiekszy.

                  I to jest powod zeby wszyscy postepowali dokladnie tak samo jak ty?
                  KAZDY ma prawo do wlasnego zycia, wedlug wlasnych zasad, dopoki nie krzywdzi
                  innych oczywiscie.
                  A swoja droga dziwne jest, ze powierzenie opieki na dziecmi ojcu uwazasz za
                  wypychanie dzieci z domu.
              • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 13:02
                > Dobre - plus za cos, co podobno dorosli ludzie powinni robic bez łaski (mowie
                > o dogadywaniu sie).

                Plus, bo po rozwodzie dogadanie sie, czy raczej CHEC dogadania sie i
                UMIEJETNOSC dogadania sie czesto szwankuje. Tak samo jak szwankuje ludzkie
                podejscie do NORMALNYCH wydawaloby sie spraw. Tak wiec jesli matka nie
                ogranicza kontaktow, a pozwala na niueograniczony dostep do dzieci to ja
                uwazam, ze jest to plus dla niej i dobrze o niej swiadczy.

                A czy to zdanie nie swiadczy o podejsciu??? Jesli juz o plusach mowimy.

                "ktory ojciec po rozwodzie
                poswieca dzieciom tyle czasu, z wlasnej inicjatywy, i placi tak wysokie alimenty
                - z wlasnej woli. To nie jest zaden plus dla niej, a tlyko i wylacznie dla
                mojego faceta"

                Czyli znowu plusy za NORMALNOSC.

                > Pelaga, nie sadz wszystkich swoja miara. Nie kazdy jest tak malostkowy i za
                > jakies gorsze (zapewne przejsciowo) polozenie materialne sie odgrywa.

                Probujesz mnie obrazic. Zastanawiam sie na podstawie czego wysnulas wniosek, ze
                NIBY odgrywam sie na kims i ciekawa jestem w jaki sposob to robie za gorsze
                polozenie materialne. Bo ten fragment wyraznie insynuuje, ze:
                - jestem malostkowa
                - ogrywam sie na kims za gorsze polozenie materialne
                Ciekawa jestem odpowiedzi.

                > Ty naprawde nie czytasz tego, co pisze Kai? Tu nie chodzi o przenocowanie
                > dzieci czy u dzieci

                Czytam. Na przenocowanie u ex z dziecmi Pan M na pewno nie dostanie zgody od
                swojej zony, a na przenocowanie dzieci u nich nie ma podobno warunkow, nawet
                jakby ex uprzedzila nic by z tego nie wyszlo.

                > Sama namietnie
                > kpisz z facetow stawiajacych swoje eks przed faktem dokonanym.

                Nie kpie, tylko krytykuje, bo to zachowanie nie jest OK. Ale ja nigdzie ich exi
                nie postawilam pomnika za zachowanie. Komentuje zachowanie meza autorki watku,
                co nie jest rownoznaczne z idealizowaniem absolutnym drugiej strony. Wiec gdzie
                tu brak konsekwencji??? Ze zauwazylam plusy w jej zachowaniu? Dla mnie one
                istenije, co nie znaczy, ze jest krysztalowo idealna. Nikt nie jest.
                • elf28 Re: Pytania 27.07.05, 13:10
                  No tak, bo za NORMALNOŚĆ trzeba wynagradzać. NORMALNOŚĆ, to ze względu na
                  dzieci psi obowiązek eksi, tak sami jak i M. Więc o czym Ty piszesz kobieto?
                  Jakie plusy za normalność? A co to, dzieci po rozwodzie stają się własnością
                  matki, że ma łaskę ojcu robić? Kpiny jakieś!
                  • e_r_i_n Re: Pytania 27.07.05, 13:12
                    elf28 napisała:

                    > A co to, dzieci po rozwodzie stają się własnością matki, że ma łaskę ojcu
                    > robić?

                    Wg nie ktorych - jak najbardziej. Tyle, ze oni nie nazywaja tego wlasnoscia,
                    a dbaniem o dobro dziecka.
                  • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 13:34
                    > Więc o czym Ty piszesz kobieto?

                    O tym samym co autorka watku dajac plusy swojemu M za alimenty i zajmowanie sie
                    dziecmi, kobieto.
                    • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 13:39
                      Kobieto, tak trudno dostrzec, ze te moje "plusy" to byla tylko odbita pileczka?
                      Ze mialam na mysli, ze jesli JUZ komus sie naleza, to raczej ojcu, ktory chce
                      sie dziecmi zajmowac, a nie matce, ktora laskawie na to przyzwala?
                      • e_r_i_n Re: Pytania 27.07.05, 13:42
                        Kai, podstawowa zasada w dyskusji ze zorientowanymi na z gory okreslony
                        wniosek: wszystko, co napiszesz, moze byc uzyte przeciwko Tobie.
                      • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 13:50
                        Podstawowa zasada na tym forum to wredota ex, cokolwiek by nie robila:
                        - jesli dziecka nie puszcza na noc do ojca - ogranicza kontakty
                        - jesli chce, aby dzieci u ojca nocowaly - upycha dziecko na noc, zeby
                        prowadzic rozwykowe zycie.
                        Wniosek wszystkie ex to wredne suki.
                        Gratuluje, kobiety!
                        • mikawi Re: Pytania 27.07.05, 13:58
                          udajesz że nie rozumiesz czy nie rozumiesz? wredota ex polega na traktowaniu
                          dziecka jak przedmiotu a ojca jak psa, któremu się rzuca ochłap zależny od
                          własnego humoru, planów i widzimisię. Wredota ex polega na tym, że upycha się
                          dziecko ojcu gdy ma się własne plany i dziecku trzeba zapewnić opiekę w tym
                          czasie (a opiekunka kosztuje) a z drugiej strony zabrania się kontaktu gdy to
                          ojciec chce mieć jakieś wspólne z dzieckiem plany (wakacje z dzieckiem, wyjazd
                          czy cokolwiek). Wtedy mama mówi "nie", żeby pokazać kto tu rządzi i decyduje. I
                          to jest wredota - zero kompromisu (bo dziecko to nie wlasność matki tylko
                          dziecko - i to obojga rodziców), tylko dyktatura eksi w kwestii kontaktów ojca
                          z dzieckiem.
                          • e_r_i_n Re: Pytania 27.07.05, 14:02
                            Mikawi, ale ojciec nie powinien narzekac. W koncu nadrzednym celem jest
                            spotkanie z dzieckiem i nalezy sie cieszyc, ze maja one miejsce. Nie narzekac,
                            ze jest to chory uklad, tylko sie CIESZYC!
                            Takie spotkania to w koncu tylko jedo widzimisie, niepotrzebne dziecku (tylko
                            ciekawe czemu dzieci cierpia, jak spotkan nie ma).
                          • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 14:05
                            Podaj mi cytat, gdzie autorka tego podwatku pisze o zabranianiu kontaktow??? Bo
                            ja sie do tej konkretnej ex odnioslam, ktora, jak wynikalo z postow nie
                            zabraniala kontaktow. Gdzie pisala o gierkach dzieckiem? Pisala o tym, ze
                            chcialaby aby ojciec zabieral dziecko na noc jeden raz w miesiacu, nie o
                            upychaniu dziecka, wtedy kiedy ona ma jakies plany. Punktem spornym jest jedna
                            noc w miesiacu.
                              • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 14:16
                                mikawi napisała:

                                > ależ moja wypowiedź nie odnosiła się do wątku jako takiego, tylko do "zasady na
                                >
                                > tym forum" przedstawionej przez ciebie wink

                                Mam wrazenie (mowilam, ze szybko sie ucze) ze ta zasada wyglada tak, ze pelaga
                                moze wrzucac wszystkich do jednego worka i wyciagac pochopne wnioski, natomiast
                                my mamy scisle trzymac sie problemu przedstawionego w watku wink Jakiekolwiek
                                odniesienia do przykladow niezwiazanych bezposrednio z jednostkami, o ktorych tu
                                mowa, nie sa mile widziane (no, chyba ze robi to sama pelaga tongue_out)
                        • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 14:02
                          Nie, pelago, w przeciwienstwie do Ciebie ja pisze WYLACZNIE o naszej eks, nie
                          wrzucam wszystkich do jednego wora, bo tym samym krytykowalabym rowniez siebie -
                          tez jestem eks.

                          Nasza eks chce u nas dzieci upychac, bo one tego wcale nie oczekuja, a nawet sa
                          niechetne. Kontakt z ojcem maja bardzo dobry, i nie pala sie wcale, zeby u nas
                          spac,zwlaszcza czternastolatce trudno sie dziwic, ze woli nocowac u siebie, we
                          wlasnym pokoju, a nie na podlodze w towarzystwie trzech chlopakow (jej brat i
                          moi synowie - 5 i 7 lat).

                          Moj facet z kolei jest zdania, ze moze byc na kazde zawolanie - ale dzieci, nie
                          swojej bylej. I to ich, nie jej zyczenia i potrzeby sa dla niego wazniejsze.
                          Zdarzalo sie juz nie raz, ze jechal w srodku nocy (!) do dzieci, bo dzwonily, ze
                          mamusia nie wrocila do domu.

                          A gryzc sie w jezyk nie zamierzam tongue_out
                • e_r_i_n Re: Pytania 27.07.05, 13:10
                  pelaga napisała:

                  > Probujesz mnie obrazic. Zastanawiam sie na podstawie czego wysnulas wniosek,
                  > ze NIBY odgrywam sie na kims i ciekawa jestem w jaki sposob to robie za
                  > gorsze polozenie materialne. Bo ten fragment wyraznie insynuuje, ze:
                  > - jestem malostkowa
                  > - ogrywam sie na kims za gorsze polozenie materialne
                  > Ciekawa jestem odpowiedzi.

                  Na podstawie Twojej reakcji. Skoro w suchych faktach (eks mieszka w domu, my w
                  mieszkaniu) wynajdujesz podstawy do stwierdzenia: "Dla mnie to wyglada tak, ze
                  napuscilas chlopa, zeby opiekowanie sie dziecmi nie mialo znamion POMOCY ex w
                  organizowaniu sobie przez nia zycia (bo przeciez zostawil jej DOM, a wy
                  mieszkacie w bloku, sic!)." to znaczy, ze znasz to z autopsji. No ale ja sie
                  moge mylic, wiec nie bierz tych moich slow zbyt do siebie smile

                  Obrazic Cie nie mam zamiaru - jak juz kiedys pisalam, w odroznieniu od Ciebie
                  i paru Twoich kolezanek nie jest to moj sposob prowadzenia dyskusji.

                  > Czytam. Na przenocowanie u ex z dziecmi Pan M na pewno nie dostanie zgody od
                  > swojej zony, a na przenocowanie dzieci u nich nie ma podobno warunkow, nawet
                  > jakby ex uprzedzila nic by z tego nie wyszlo.

                  No jak to - Kai pisała, ze syn jej meza u nich nocowal jakis czas temu. Bylo to
                  mozliwe, bylo ustalone, nie bylo problemu.

                  > Nie kpie, tylko krytykuje, bo to zachowanie nie jest OK.

                  Eee, jechanie do dziecka w terminie ustalonym PRZEZ SAD i uprzedzenie o tym eks
                  zony nie jest ok?

                  Owszem, nie chwalisz zachowania eks "Kai", ale oczekujesz pojscia na reke, mimo
                  ze zachowanie jest identyczne do krytykowanego przez Ciebie
                  • pelaga Re: Pytania 27.07.05, 13:45
                    > to znaczy, ze znasz to z autopsji.

                    Wiesz musze przyznac ci racje smile Znam to z autopsji. Ex probuje sie na mnie
                    odegrac, ze mieszkam w domu, a on w dwupokojowym mieszkaniu w bloku. Dodam od
                    razu dla wyjasnienia, ze do domu tego przeprowadzilam sie 8 lat po rozwodzie,
                    wiec nie mial on z tym NIC wspolnego. A malostkowosc??? Chyba mi ja zarzucalas?

                    > Eee, jechanie do dziecka w terminie ustalonym PRZEZ SAD i uprzedzenie o tym
                    > eks zony nie jest ok?

                    Jesli sie jedzie do dziecka to powinno sie uprzedzic, dla mnie to OK, chyba, ze
                    wytkorzystuje sie WSZYSTKIE terminy, wtedy wypadaloby informowac, ze sie nie
                    przyjedzie. DZIECKO (dla rownowagi emocjonalnej) i matka (moze miec plany)
                    powinni wiedziec kiedy wizyta sie odbedzie, a kiedy nie. Coz w tym dziwnego?

                    > Owszem, nie chwalisz zachowania eks "Kai", ale oczekujesz pojscia na reke,
                    > mimo ze zachowanie jest identyczne do krytykowanego przez Ciebie

                    A gdzie ja krytykowalam chec ojca do zabierania dziecka na noc??? Albo niechec
                    matki, aby ojciec zabieral do siebie dziecko (w odpowiednim wieku, nie mysle o
                    niemowletach)? Pojsciem na reke jest tu nocowanie dzieci jeden raz w miesiacu u
                    ojca.
                    A czy matka probuje sie dogadac, czy robi awantury to ja tego nie wiem i nie to
                    krytykuje/pochwalam.
                    • e_r_i_n Re: Pytania 27.07.05, 13:48
                      pelaga napisała:

                      > Coz w tym dziwnego?

                      Nic a nic. W koncu to Ty wiesz, jak jest w rzeczywistosci smile Daleko sie kurcze
                      przeprowadzilas smile

                      > A gdzie ja krytykowalam chec ojca do zabierania dziecka na noc???

                      To rozwieniecie mysli o krytykowaniu facetow nie zapowiadajacych listem
                      poleconym swojej wizyty.
                      Facet nie informujacy o wizycie = kobieta nie informujaca o przedluzajacym sie
                      wybyciu z domu. Skoro krytykujesz pierwszego, to nie oczekuj pojscia na reke
                      drugiej, bo inaczej z absurdem mamy do czynienia (wg ogolnie przyjetych
                      kryteriow), a z normalnosc (gdy poczytac posty niektorych samodzielnych).
                • kai_30 Re: Pytania 27.07.05, 13:17
                  Pelagio, nie znasz mnie, nie znasz mojego faceta (nie mamy slubu), nie znasz
                  naszej eks, a masz juz krystalicznie czysty obraz. Tylko pogratulowac. Wiesz, ze
                  moj facet na pewno nie dostanie zgody ode mnie na przenocowanie u ex - ciekawe
                  skad? Wiesz, ze zgoda eksi na nieograniczone kontakty z dziecmi to plus dla niej
                  - a skad wiesz, czy ta zgoda nie wynika tylko i wylacznie z jej egoizmu, bo ma
                  dzieci z glowy? Wiesz, ze eks UMEI i CHCE sie dogadac ze swoim bylym mezem - na
                  jakiej podstawie wysnulas taki wniosek? na tej, ze napisalam, ze mu robi awantury?

                  Krysztalowa kule masz, czy jak? To przetrzyj ja moze szmatka, bo cos szwankuje.
                  • natasza39 Pelasiu przegięłaś faktycznie.... 27.07.05, 13:26
                    FAktycznie troszeczkę przegiełaś teraz.
                    Dlaczego uważasz, że każda ex jest superowa, a faceci to gnojki, to ja naprawde
                    nie wiem.
                    Nie przyjmujesz naprawde do wiadomości faktu, że są baby, które po rozwodzie
                    traktuja dzieci jak kartę przetargową z exem, że facet ma nie tylko obowiązki,
                    ale tez prawa i nie kazda next to chytra na alimenty harpia, która nienawidzi
                    ex z czystej głupoty i to własnej rzecz jasna, bo to że ex to często idiotki
                    tez do wiadomości nie przyjmujesz?

                    A tym tekstem o domu i mieszkaniu to mnie po prostu rozbroiłaś.....
                    • pelaga Re: Pelasiu przegięłaś faktycznie.... 27.07.05, 13:56
                      Faktycznie opisywana tutaj ex to wredota niemozebna. Spraw sadowych nie bylo,
                      bo sie dogadali, tak napisala autorka watku, opieka niemalze naprzemienna, o
                      czym marzy wielu walczacych ojcow, ale trzeba sie doszukiwac egozimu, bo to ex.
                      A teksty o domu i mieszkaniu nie ja zaczelam.
                      A do wiadomosci przyjmuje, ze nie wszystkie matki sa idealne, gdzie napisalam,
                      ze nie przyjmuje? Tylko gdzie ta opisywana ex, w ktorym momencie traktuje
                      dzieci jako karte przetragowa??? Chcac je dac na noc do ojca???
                      Buhahahahahaha wink))
                    • pelaga Re: Pelasiu przegięłaś faktycznie.... 27.07.05, 14:00
                      Acha i NIGDZIE nie napisalam, ze opisywany tutaj facet to gnojek. Ja cenie
                      facetow, ktorzy potrafia wziac odpowiedzialnosc za wlasne czyny, ktorzy
                      opiekuja sie dzieckiem i dobrowolnie placa alimenty.
                      A plusy, ktore wymienila autorka na koncie swojego M. ja uwazam, ze RZECZYWISTE
                      plusy, podobnie, jak te wymienione przez mnie dla matki, bo w stosunkach
                      porozwodowych czesto tej NORMALNOSCI brakuje. Niejeden ex i niejedna ex marza o
                      normalnosci i pozytywnych ukladach z druga strona.
      • nangaparbat3 Re: Pytania 27.07.05, 14:02
        On jest jak najbardziej w porządku. Ona moze niekoniecznie wydziwia, chciałaby
        czasem miec wolną chatę, to chyba mozna zrozumieć. Ale i on ma rację z tym
        koczowaniem na materacach. Trudno, musi sobie Eksia inaczej radzić.
    • nangaparbat3 Re: Pytania 27.07.05, 13:56
      1] Jak dziecko chore, ojciec przychodzi do dziecka. Czasem na pół godzinki
      (sztywno sie robi, jak siedzi dluzej, a ja jestem w domu), czasem na dłuzej,
      jak ja chcę wyjść. Jeśli dziecko jest chore, a ja mam duzo pracy i poproszę,
      zeby wpadł dodatkowo - nie ma problemu. Jesli dziecko sie bardzo źle czuje,
      proszę czsem, zeby zajrzał, choć na kwadrans - robi to chetnie. Natomiast jesli
      jakiś dzień "widzenia" wypada z powodu wyjazdu itp., uzgadniamy dzień zastepczy.
      Kiedy się rozstawaliśmy, córka miała 8 lat i do taty należało jedno popołudnie
      w tygodniu i niedzielne. W tym roku (córka ma 14) uzgodniliśmy - na jej prośbę -
      ze w tygodniu Ex bedzie wpadać do nas na chwilę, zeby sie z nią zobaczyć,
      niedziele są jego. Taka zmiana, bo córka dorasta, ma coraz wiiecej własnych
      zajec i pracy i cotygodniowe popołudnia u taty były z tego powodu uciążliwe.
      Ale uważałam, ze ważne, by zachować rytm "widzeń" - stąd to wpadanie. W ogóle
      sprawa była drażliwa, ona bała mu sie powiedzieć, zeby nie poczuł sie
      dotknięty, musialam robic za mediatora, ale się udało.
      2)
      Ex od 8 lat nie był na urlopie (praca na własny rachunek), więc nie było o czym
      gadać. Ale - jak pisałam - w tym roku Macocha zabrała córke ze sobą, na tydzień
      na drugi koniec Polski, więc o odwiedzaniu nie było mowy. Mysle jednak, ze
      gdyby bylo na dłużej i bliżej, chciałabym odwiedzić, choc na chwilę.
      • nangaparbat3 Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 14:41
        To znów ja, jakoś bez sensu sle dzisiaj te posty, ale jestem bardzo zmeczona i
        sfrustrowana (remont).
        A jednak muszę to napisać.
        W wiekszosci przypadków jest tak ze Ex płaci alimnety, i ma prawo do spotkań z
        dzieckiem. Co do pieniedzy, to na ogół wydaje sie na dziecko wiecej niż
        alimenty i drugie tyle. To raz.
        Spotkania z dzieckiem, z perspektywy dobra dziecka i przy założeniu, ze relacje
        dziecko-ojciec są dobre, są dla ojca obowiazkiem, bo jesli nawala, dziecko
        spotyka okropny zawód. Ale spotkania najczęstsze o jakich słyszałam, to 3 razy
        w tygodniu, często są 1-2 na tydzien, raz na dwa tygodnie. A matka ma dziecko
        na co dzien, bez przerwy, te z Was, które maja dzieci, wiedzą, jak to jest. Nie
        wraca z pracy i nie odpoczywa, tylko zasuwa dalej. Jesli Ex bierze dodatkową
        robotę, nie musi płacić opiekunce za kazdą przepracowaną przez siebie godzinę.
        Spotkania z ojcem są dla dziecka świętem i jesli matka jest lojalna wobec Exa i
        nie nastawia dziecka przeciw niemu, często ojciec jest "cenniejszy" od matki,
        co dla matki - zwłaszcza w trudniejszych momentach - moze być trudne.
        Nie zawsze, ale najczęściej Eksia mieszka z dziećmi, a Eks sam albo z kimś.
        Życie towarzyskie i kulturalne, ze już nie wspomnę o erotycznym, Eksi, naprawdę
        ma małe mozliwości rozwijania sie.
        Żeby tak podsumować - obciążenie Eksi obowiązkami zwiazanymi z wychowaniem
        dzieci i nawet najprzyzwoitszego Eksa na ogół nie dają się porównać. Zanim
        więc, Szanowne MAcochy, osadzicie jakąś Eksie, spróbujcie wstawic sie w
        sytuację tej drugiej strony.
          • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 15:11
            ale tak to już jest jak ludzie się rozwodzą....niestety.

            Ale tez tak jest, ze wiekszość - bo może nie wszystkie - Eksi była kiedyś tą
            jedyną, najukochańszą, wysnioną, cudowną i doskonała, etc., etc. Raczej nikt
            nie żenił się z wredotą. I jesli teraz opowiada, jaką to miał wredotę, to ja
            bym dzieliła przez 3 co najmniej.
            I jest tez tak, ze namietność, zauroczenie etc. po paru latach mijają - tak
            człowiek ma, jako gatunek po prostu. I wtedy wszystko jest trudniejsze. Jesli
            sie umie oprzeć związek na przyjaźni, lojalności, dbalosci i szacunku, można
            pewnie być (w miarę) szczęśliwie razem do końca zycia.
            I jest tak, ze ludzie traktuja innych mniej wiecej podobnie - rzadko np. zdarza
            sie ktoś, kto naprawdę kocha własne dziecko, a cudzych nie znosi (właściwie nie
            rzadko - po prostu się nie zdarza), albo z szacunkiem odnosi sie do X, a jak
            szmate traktuje Y.
            Więc gdybym ja była next, byłabym zadowolona, ze mój M jest w porządku wobec
            Eksi i dzieci. Wiedziałabym, ze mam z kim budować przyszlość.
            • elf28 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 15:19
              Pytanie, na które myślę trudno odpowiedzieć to, co to znaczy w porządku? Czy
              chodzi o to, że płaci alementy na czas, czy że często odwiedza dzieci, że cały
              czas pozostaje dla nich ojcem, że nie daje odczuć dzieciakom, że coś straciły,
              czy że jest na każde zawołanie byłej żony?

              Pewnie wg każdej z nas - zarówno macochy jak i eks - bycie w porządku oznacza
              coś innego.

              A czy to nie jest tak, że Eksie również opowiadają z jakim beznadziejnym
              facetem były? Oczywiście, że tak jest. Każda ze stron ma swoją prawdę. I nie ma
              wtym nic złego pod warunkiem, że poddaje się to jakiejś refleksji, uczy się na
              błędach...
        • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 15:08
          nangaparbat3 napisała:

          > Zanim więc, Szanowne MAcochy, osadzicie jakąś Eksie, spróbujcie wstawic sie w
          > sytuację tej drugiej strony.

          Ktos, kto nigdy nie był samodzielnym rodzicem, nigdy nie bedzie w stanie sobie
          wyobrazic jak to tak naprawde wyglada.

          Oczywiste, ze zycie samodzielnej matki nie jest uslane rozami, ze obowiazki
          WOBEC WSPOLNEGO DZIECKA (bo niekoniecznie ogolnie) ma mniejsze niz ojciec.
          Ze musi 'kombinowac', zeby isc do kina czy gdziekolowiek indziej.
          Ja to wszystkie rozumiem. Tym bardziej wiec dziwi mnie postawa matek, ktore
          ograniczaja do minimum spotkania dziecka z ojcem - bo przeciez jesli juz nie
          dla dobra dziecka (rozumianego, jak wiemy, roznie przez rozne osoby),
          to wlasnie z egoistycznych powodow moznaby powierzac opieke nad dzieckiem ojcu.
          • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 17:53
            Tym bardziej wiec dziwi mnie postawa matek, ktore
            ograniczaja do minimum spotkania dziecka z ojcem - bo przeciez jesli juz nie
            dla dobra dziecka (rozumianego, jak wiemy, roznie przez rozne osoby),
            to wlasnie z egoistycznych powodow moznaby powierzac opieke nad dzieckiem ojcu.


            Nie dziw się. Kiedy facet zostawia kobiete z dziećmi, to zostawia i ją, i jej -
            ich - dzieci, nawet jeśli będziemy uparcie tym dzieciom powtarzać (co sama
            robiłam i wszystkim radzę z całego serca), ze tata wyprowadza się od mamy, nie
            od nich. Jeśli zakłada nową rodzinę, ma nowe dzieci, to siłą rzeczy dzieje sie
            to kosztem poprzednich (spadek, był o tym cały wątek nie tak dawno przecież).
            Naprawdę nie ma się co dziwić, ze w kobietach rodzi się straszny żal i ból, ze
            czuja sie zranione podwójnie - i za siebie, i za dzieci.

            Nie uważam, zeby te kobiety postepowały dobrze, wprost przeciwnie, jestem
            przekonana, ze postępują źle. A jednak je rozumiem. Bo ich zycie to jest
            pranie, gotowanie, mycie, wstawanie nie wiadomo o której, zeby przed pracą
            odstawić dziecko do przedszkola, strach, ze znowu zachoruje, pójde na
            zwolnienie i co w pracy, najczęściej wieczne niedospania, cała codzienność i
            cała odpowiedzialność. A tata przychodzi od świeta, pobawi sie, przyniesie
            często prezent, zabierze do zoo -
            To Ty sie dziwisz, ze w matce rodzi sie bunt? I ze wykorzystuje jedyna broń,
            jaka dysponuje (albo tak jej się wydaje)?
            A jeszcze są ytacy faceci, jak mój sąsiad, bardzo kulturalny pan, wyzsze
            wykształcenie i nie byle jakie, który uciekł od zony, i od chyba już 4 lat nie
            dał jej złotówki (dosłownie), a teraz wniósł o podzial majatku, wiec ona, która
            pracuje w budżetówce i utrzymuje dwoje dzieci, ma spłacic połowę mieszkania - -
            a niepłacenie przez niego alimentów nic do tego nie ma, bo to odręnbna sprawa.
            Ja rzadko wchodzę na Samodzielna, bo tam mnóstwo takich historii i ręce mi
            opadaja, bo najczęściej uważam, ze samodzielne robia rózne głupoty, własnie
            takie jak piszesz - ale rozumiem ich ból, zal i bezradną wściekłość.
            I jeszcze jedno Ci powiem: był taki moment, gdy mąż chcial odejść, a ja
            probowałam go zatrzymać - to sie ciągnęło jakis rok. I nagle zobaczyłam jasno,
            ze wciąż mamy w stosunkku do siebie wiele ciepłych, dobrych uczuć, i
            pomyslałam, że jesli teraz się rozstaniemy, one zostaną, a jeśli bedziemy na
            siłę to ciągnąć, zostaną ruiny. Wtedy mu powiedziałam: jesli wciąż chcesz sie
            wyprowadzić, zrób to teraz, zanim dziecko wróci z wakacji.
            Jak dotąd - za chwile minie 6 lat - okazuje sie, ze miałam rację. ak bedzie
            dalej, nie wiem, bo nigdy sie nie wie.
            • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 18:32
              nangaparbat3 napisała:

              > To Ty sie dziwisz, ze w matce rodzi sie bunt? I ze wykorzystuje jedyna broń,
              > jaka dysponuje (albo tak jej się wydaje)?

              Ok, bardzo rozsadne i mysle prawdziwe to, co piszesz.
              Ale jak sobie patrze na moje dziecko, ktore za tata strasznie teskni
              (a teraz regularne rozstania trzygodniowe przed nim), to mysle, ze musialabym
              swoje odczucia odlozyc na bok - DLA DOBRA DZIECKA. Bo duzo bardziej wole
              poryczec sobie w poduszke ze swojego zalu, niz patrzec, jak moj syn placze,
              ze nie ma przy nim taty.

              Sama piszesz, ze takie zachowanie, ktoremu ja sie dziwie, jest zle.
              A jesli jeszcze ktos dorabia do tego ideologie dbania o dobro dziecka,
              to zaczyna to byc absurdalne. Tyle sie pisze, ze matka zrobi wszystko dla
              dziecka - niech wiec wyzbedzie sie tych swoich egoistycznych bylo nie bylo
              uczuc, bo inaczej najzwyczajniej w swiecie krzywdzi swoje dziecko.
              • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 22:56
                > Ale jak sobie patrze na moje dziecko, ktore za tata strasznie teskni
                > (a teraz regularne rozstania trzygodniowe przed nim), to mysle, ze musialabym
                > swoje odczucia odlozyc na bok - DLA DOBRA DZIECKA. Bo duzo bardziej wole
                > poryczec sobie w poduszke ze swojego zalu, niz patrzec, jak moj syn placze,
                > ze nie ma przy nim taty.
                >

                Właśnie dlatego rozstanie jest takie bolesne - wiesz, jak ojciec kocha dziecko,
                jak ono kocha jego - i on od tego dziecka odchodzi. Mnie się udało przez to
                przejśc DLA DOBRA DZIECKA, ALE TEŻ DLA WŁASNEGO - ale ja jestem wańka-wstańka,
                tak mam, pan Bóg mi darował, ze potrafię - ale nie wymagam, by i inni umieli.
                Dobrze by było,żeby umieli, ale nie rzucę kamieniem w kogoś, kto nie potrafi
                (bardzo religijnie wyszło, ale jestem agnostyczką, żeby było jasne)
                Poza tym ojcowie są różni, ja mam do Eksa bezwzględne zaufanie, że dziecka nie
                skrzywdzi, na przykład że nie zacznie wypytywać o mamusię, że nie bedzie mnie
                krytykować, etc. - ale tak uczciwie - ile kobiet może na to liczyć? a ilu
                mężczyzn? dlatego właśnie napisałam o tym postanowieniu rozstania się, kiedy
                jeszcze bylo na czym budować RELACJE PO. Jestem przekonana, ze czynienie z
                całosci rodziny swego rodzaju fetysza prowadzi do zła - cena, jaką sie płaci za
                rozwód czy za tkwienie w związku toksycznym jest stanowczo za wysoka i
                niepotrzebna.
                • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:08
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Dobrze by było,żeby umieli, ale nie rzucę kamieniem w kogoś, kto nie
                  > potrafi (bardzo religijnie wyszło, ale jestem agnostyczką, żeby było jasne)

                  Wiesz, ja nie rzucam bezmyslnie kamieniem. Ja po prostu tego nie rozumiem.
                  I tyle.

                  > Poza tym ojcowie są różni, ja mam do Eksa bezwzględne zaufanie, że dziecka
                  > nie skrzywdzi, na przykład że nie zacznie wypytywać o mamusię, że nie bedzie
                  > mnie krytykować, etc. - ale tak uczciwie - ile kobiet może na to liczyć?
                  > a ilu mężczyzn?

                  Wypytywanie o mamusie to raczej 'krzywda' owej mamusi, nie dziecka smile
                  I takie cos (obawa o wypytywanie) mysle nie powinno miec wplywu na decyzje
                  o kontaktach.
                  • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:25
                    > Wypytywanie o mamusie to raczej 'krzywda' owej mamusi, nie dziecka smile
                    > I takie cos (obawa o wypytywanie) mysle nie powinno miec wplywu na decyzje
                    > o kontaktach

                    I tu sie absolutnie mylisz. Wypytywanie dziecka o to, co i jak z tym drugim z
                    rodziców, jest dla niego strasznie raniące. Takie wypytywanie czyni z dziecka
                    kogoś w rodzaju szpiega własnej mamy czy taty, dzieci bardzo źle to znoszą.
                      • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:56
                        Owszem, masz racje - moze miec to negatywny wplyw na dziecko.
                        > Ale pewnosci nigdy nie masz, ze tak nie bedzie. A wiec co - na wszelki
                        wypadek
                        > zakaz kontaktow?
                        Nie wiem, nie umiem sobie wyobrazic takiej sytuacji - pewnie bym rozmawiała z
                        Eksem i prosiła, by tego nie robił i nie pozwalał innym. Co do moejgo jestem
                        pewna, ale podejrzewam, ze jego mamusia ma takie odpały. No ale to osobna
                        historia.
                        Mysle, ze gdybym zobaczyła, ze kontakty z ojcem są dla dziecka bolesne,
                        starałabym sie je ograniczyć. Zdecydowanie tak, choć nie od razu, najpierw
                        próbowałabym rozwiązać problem.
            • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 18:45
              nangaparbat3 napisała:

              > Jeśli zakłada nową rodzinę, ma nowe dzieci, to siłą rzeczy dzieje sie
              > to kosztem poprzednich (spadek, był o tym cały wątek nie tak dawno przecież).

              Jeszcze cos na ten temat.
              Dlaczego z takim przekonaniem piszesz o tym, ze nowa rodzina powstaje kosztem
              dzieci z pierwszego malzenstwa? I przywolujesz tu chociazby temat spadku?
              Jest to szczegolnie nieprawdziwe, gdy facet caly dorobek pierwszego malzenstwa
              pozostawia pierwszej zonie i dzieciom. I dziedzicza one to, czego sie dorobil w
              czasie malzenstwa z ich + dorobek matki po rozwodzie + czesc dorobku ojca po
              rozwodzie.
              A nawet jesli nie pozostawia, to te dzieci maja przeciez prawo do tego, czego
              sie ich ojciec dorobi juz po rozwodzie. Tak wiec - niczego nie traca.

              Odrebna sprawa jest kwestia zabezpieczenia wspolnych dzieci - one dziedzicza
              tylko po swoich rodzicach - jednej rodzinie, a wiec jest to jeden majatek.
              Dzieci z pierwszego malzenstwa dziedzicza i dorobek swojej matki, i dorobek
              ojca. A wiec nie sadze, zebym czyms nienormalnym bylo staranie next, zeby JEJ
              wklad przypadl tylko wspolnym dzieciom. Tak jak niczym dziwnym jest praca
              pierwszej zony TYLKO na jej dzieci i nieinteresowanie sie polozeniem dzieci
              eksa z kolejnego zwiazku.
              • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:15
                Dlaczego z takim przekonaniem piszesz o tym, ze nowa rodzina powstaje kosztem
                > dzieci z pierwszego malzenstwa? I przywolujesz tu chociazby temat spadku?
                > Jest to szczegolnie nieprawdziwe, gdy facet caly dorobek pierwszego
                malzenstwa
                > pozostawia pierwszej zonie i dzieciom. I dziedzicza one to, czego sie dorobil
                w
                >
                > czasie malzenstwa z ich + dorobek matki po rozwodzie + czesc dorobku ojca po
                > rozwodzie.

                Do tych refleksji skloniła mnie dyskusja dot. spadku po (oby żyli jak
                najdłuzej) innuit i jej mężu.
                Facet po rozwodzie może zalożyc nową rodzinę, ale nie musi. Jesli nie założy,
                cały spadek przypada dzieciom, które już są. Jeśli założy, niecały. To dość
                proste.
                Z drugiej strony najczęściej pierwsza zona towarzyszy mężowi wtedy, kiedy
                dopiero rozwija sie zawodowo. To za moich czasów robił staż, uprawnienia, uczył
                sie posługiwać w pracy komputerem, kazdy grosz odkładalismy na firmę (przez
                lata dawał pieniądze tylko na opłaty, ja płaciłam za wszystko poza tym),
                zdobywał pierwsze zlecenia, nie wszystko sie udawało, etc. Na pierwszy komputer
                oddałam wszystkie moje oszczędności, dołozyła jeszcze moja babcia. Mieszkanie
                było moje. Kiedy sie rozstawalismy, on własnie rozkręcił sie zawodowo, ja
                miałam na koncie 14 zł, on kupił nowy samochód. Nie protestowałam, bo naprawdę
                ciężko na niego harował i był mu potrzebny do pracy, nawet cieszyłam się, że
                wreszcie bedzie jeździł czymś porządnym, naprawdę na to zasłuzył.
                Ale to były jego najcięższe lata, inwestowania w siebie i w sprzęt. Kiedy
                zaczęły te inwestycje przynosić zyski - no to już ja nie mam nic do tego.
                Więc, jak widzisz, róznie to bywa.
                • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:25
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Facet po rozwodzie może zalożyc nową rodzinę, ale nie musi. Jesli nie założy,
                  > cały spadek przypada dzieciom, które już są. Jeśli założy, niecały. To dość
                  > proste.

                  Wiesz, tak samo mozna powiedziec, ze drugie dziecko odbiera cos pierwszemu
                  (bo przeciez spadek po rodzicu dzieli sie juz na 3 osoby, nie na 2).
                  No i jak sie ma to do kobiety zakladajacej druga rodzine?

                  > Więc, jak widzisz, róznie to bywa.

                  Ech, no wiadomo, ze roznie bywa.
                  Ale czytajac to, co piszesz widze, ze ja mam pelne prawo do wiekszosci majatku
                  mojego meza - bo wszystko, czego sie dorobi i co zyska pod roznymi wzgledami,
                  bedzie mialo w czasie trwania mojego z nim zwiazku.
                  Z pierwszego raczej deficyty wyniosl.
                  • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:34
                    Wiesz, tak samo mozna powiedziec, ze drugie dziecko odbiera cos pierwszemu
                    > (bo przeciez spadek po rodzicu dzieli sie juz na 3 osoby, nie na 2).
                    > No i jak sie ma to do kobiety zakladajacej druga rodzine?

                    Oczywiscie, ze tak samo. Nie robie afery, tylko stwierdzam fakty.
                    > Ale czytajac to, co piszesz widze, ze ja mam pelne prawo do wiekszosci
                    majatku
                    > mojego meza - bo wszystko, czego sie dorobi i co zyska pod roznymi wzgledami,
                    > bedzie mialo w czasie trwania mojego z nim zwiazku.
                    > Z pierwszego raczej deficyty wyniosl.

                    To tez nie jest takie oczywiste. Moze zycie z tamtą kobietą było niezbedne do
                    tego, zeby związac sie z Tobą?
                    • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:41
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Oczywiscie, ze tak samo. Nie robie afery, tylko stwierdzam fakty.

                      Ok, jasne. Ale mysle, ze jakby sie na zycie w takich kategoriach patrzylo,
                      to byloby to srednio ciekawe.

                      I jeszcze jedna sprawa - ten koszt, jaki ponosza 'pierwsze' dzieci w zwiazku
                      z pojawieniem sie drugiej rodziny jest dla Ciebie argumentem troszke
                      usprawiedliwiajacym zachowanie matek blokujacych spotkania. A co, jesli rozwod
                      byl z winy tejze matki?

                      > To tez nie jest takie oczywiste. Moze zycie z tamtą kobietą było niezbedne do
                      > tego, zeby związac sie z Tobą?

                      Byc moze. Jak rozumiem w zwiazku z tym nalezy sie eks zonie jakas
                      gratyfikacja? smile
                      • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 28.07.05, 00:04
                        Erin, mnie te sprawy (finansowe), naprawde mało interesują, za mało szczerze
                        mówiąc, jesli w ogóle zaczęłam na ten temat (zwłaszcza o spadku), to pod
                        wpływem gorącej dyskusji na ten temat tu na forum, zresztą juz o tym pisałam.
                        Ale z drugiej strony Eksiom jest naprawdę ciężko finansowo i to na pewno ma
                        wpływ na ich frustrację, a ta na niezgadzanie sie na te kontakty.
                        • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 28.07.05, 00:11
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Ale z drugiej strony Eksiom jest naprawdę ciężko finansowo i to na pewno ma
                          > wpływ na ich frustrację, a ta na niezgadzanie sie na te kontakty.

                          No i tu znowu - albo rybki, albo akwarium.
                          Czyli albo dobro dziecka, albo wyładowywanie swoich frustracji na eksie
                          rozgrywkami dzieckiem.
                • chalsia Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:34
                  > Facet po rozwodzie może zalożyc nową rodzinę, ale nie musi. Jesli nie założy,
                  > cały spadek przypada dzieciom, które już są. Jeśli założy, niecały. To dość
                  > proste.
                  > Z drugiej strony najczęściej pierwsza zona towarzyszy mężowi wtedy, kiedy
                  > dopiero rozwija sie zawodowo.

                  Dlatego też w USA żona, która się przyczyniła do sukcesu zawodowego i
                  finansowego męża (np. utrzymując go w czasie studiów, doktoratów etc ma prawo w
                  trakcie rozwodu dochodzić dożywotnich procentów od jego dochodów po rozwodzie.
                  I z reguły dostaje. Coś jak tantiemy w muzyce. Uważam, że to słuszne.

                  Chalsia
                  • e_r_i_n Re: Po przeczytaniu całego wątku 27.07.05, 23:38
                    chalsia napisała:

                    > Dlatego też w USA żona, która się przyczyniła do sukcesu zawodowego i
                    > finansowego męża (np. utrzymując go w czasie studiów, doktoratów etc ma prawo
                    > w trakcie rozwodu dochodzić dożywotnich procentów od jego dochodów po
                    > rozwodzie. I z reguły dostaje. Coś jak tantiemy w muzyce. Uważam, że to
                    > słuszne.

                    Oj, jaka szkoda, że w Polsce tak nie jest smile
                • elf28 Re: Po przeczytaniu całego wątku 28.07.05, 09:32
                  czytam po koleki całą Waszą dyskusję. Do końca jeszcze nie doszłam, ale mam
                  pytanie odnośnie tego co napisałaś: a co w momencie gdy Eksia zawsze
                  dewaluowała osiągnięcia M? Co kiedy mówiła: nie będziesz studiował, bo i tak
                  nie skończysz a to dużo kosztuje? Co jeśli dbała tylko o swoją karierę
                  zawodową? A po rozwodzie, i z nową kobietą która go dowartościowała, rozwiną
                  skrzydła, założył swój biznes albo zaczął robić błyskotliwą karierę. Co wtedy?
                  • chalsia Re: Po przeczytaniu całego wątku 28.07.05, 11:54
                    > pytanie odnośnie tego co napisałaś: a co w momencie gdy Eksia zawsze
                    > dewaluowała osiągnięcia M? Co kiedy mówiła: nie będziesz studiował, bo i tak
                    > nie skończysz a to dużo kosztuje? Co jeśli dbała tylko o swoją karierę
                    > zawodową? A po rozwodzie, i z nową kobietą która go dowartościowała, rozwiną
                    > skrzydła, założył swój biznes albo zaczął robić błyskotliwą karierę. Co wtedy?

                    A co to ma do rzeczy? w kwestii wypełniania przez ojca jego obowiązków.
                    Chalsia
                  • nangaparbat3 Re: Po przeczytaniu całego wątku 28.07.05, 13:20
                    elf28 napisała:

                    > czytam po koleki całą Waszą dyskusję. Do końca jeszcze nie doszłam, ale mam
                    > pytanie odnośnie tego co napisałaś: a co w momencie gdy Eksia zawsze
                    > dewaluowała osiągnięcia M? Co kiedy mówiła: nie będziesz studiował, bo i tak
                    > nie skończysz a to dużo kosztuje? Co jeśli dbała tylko o swoją karierę
                    > zawodową? A po rozwodzie, i z nową kobietą która go dowartościowała, rozwiną
                    > skrzydła, założył swój biznes albo zaczął robić błyskotliwą karierę. Co wtedy?
                    Jak to - co? ma mu Eks płacić odszkodowanie za straty moralne? Dobrze, ze w
                    nowym zwiazku sie rozwija.