Dodaj do ulubionych

Czy nie pracując zawodowo...

15.08.13, 18:55
... to się głownie sprzata, gotuje i ogląda serial?Przeczytałam kilka wątków o mamach bedących w domu, czytam też inne fora dla mam gdzie w przewadze kobiety nie pracujące. I muszę powiedzieć że rzeczywiście jest coś takiego że dość wyraźnie wyłania się konkrenty obraz takiej kobiety wlasnie takiej ktorej czas wypelnia glownie sprzatanie gotowanie i oglądanie. Bardzo wiele kobiet ma poczucie że jak nie pracuje musi zajmować sie skrupulatnie domem, nie sobą ale własnie tym domem, sprzątać dokładnie, codziennie gotować.I to wpędza je w marazm czują monotonię zmeczenie narzekają.
Czy przecietna mama to własnie taka sprzątająco gotująca i oglądająca seriale?
Obserwuj wątek
    • doral2 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:11
      zapomniałaś o praniu, prasowaniu i zajmowaniu się dziećmi.
      • elizaj1 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:31
        Prasowanie i pranie zaliczam do zajmowania się domem, że są dzieci to oczywiste ale czy wstydem się przyznać że sie jest leniwym,człowiek nie pracuje ale zamiast domem zajmuje sie czesciej sobą i swoimi przyjemnościami? Czytam emamy na wielu forach i mam wrazenie że prawie wszystkie tylko sprzątają gotują oglądają czym się frustrują wiec marzą o pracy i tym by sie wyrwać do ludzi.
    • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:14
      Sprzątać nienawidzę- skrupulatność to ostatnia cecha jaką można by mnie opisać big_grin Gotuję codziennie bo mam trójkę dzieci i one by siebie samych zeżarły jakby nie było obiadu- jedzą też obiady w szkole wink Za to seriali nie oglądam w ogóle, nawet nie kojarzę aktorów serialowych. Tv w ciągu dnia nie oglądam wcale, wieczorem History, ID, Polsat Crime, HBO. Z dziećmi Da Vinci learning. One by chciały co innego ale gonię i wyłączam CN, Nikelodeon i co tam popadnie.
      Mam swój czas, swoje hobby- właśnie wyszła książka zilustrowana w połowie zdjęciami mojej kolekcji. Chyba więc nie pasuję do tego schematu bo ani się nie nudzę ani nie popadam w marazm suspicious
      • saszanasza Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:25
        heca, a w jakiej tv masz kanał da vinci??? nieustannie szukam go w ofercie różnych telewizji i nie mogę znaleźć???

        do autorki.....ja nie pracuję, sprzątam codziennie-jestem dość pedantyczna, gotuję raz na 2 dni, niekiedy rzadziej. 3 razy w tygodniu jeżdżę na siłownię (schodzi mi ok. 4 godzin dziennie z dojazdem), w pozostałe dwa dni chodzę na fitness, w weekendy kino, teatr lub babski wieczór. już pisałam w innym poście, na brak towarzystwa również nie narzekam.
        mam dwoje dzieci z którymi również muszę aktywnie spędzać czas. niekiedy mi go więc brakujesad
        • andaba Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:29
          Owszem, gotuję, sprzątam jak muszę, ale seriali nie oglądam, zresztą nawet telewizora nie mam. A jak miałam też nie oglądałam.
        • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:39
          A w Cyfrowym Polsacie smile
          • saszanasza Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:48
            heca7 napisała:

            > A w Cyfrowym Polsacie smile

            a to dooopa, bo mam nc+
            ostatnio nawet przeglądałam ofertę polsatu i nie zauważyłamsad
            • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:53
              Myśmy mieli N-kę i Cyfrę oddzielnie- taka zaszłość z dawnych czasów. Jedno na parterze, drugie na piętrze. Ale jak się połączyli i wykręcili numer abonentom to "podziękowaliśmy" obu platformom na raz. Teraz mam Polsat i jesteśmy bardzo zadowoleni bo są wszystkie lubiane przez nas programy.
        • slonko1335 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 19:49

          > heca, a w jakiej tv masz kanał da vinci???
          Multimedia ma w ofercie.
    • 18lipcowa3 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 20:08
      No ja głownie zajmuję się dziecmi, sprzątam, czasem gotuję, na serial miałam czas jak starsza wyjechała z ojcem, a młodsza miała trzydniówkę i weekend przespała właściwie.
      • a_sia_g Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 20:25
        Ale przecież tego się od nas wymaga. No jak to, siedzi w domu, nic nie robi i jaszcza ma czelność latać po kosmetyczkach i innych fitnesach. Broń boże sukienkę kupić, dres i rozczochrany włos mile widziany przez społeczeństwo. Ile to razy nasłuchałam się, że mąż pozwala mi chodzić do kosmetyczki, zumba to istna fanaberia. Kupowanie ubrań też jest krytykowane, bo przecież po co mi skoro nie pracuję, to nie muszę mieć nic nowego czy modnego, bo i tak nikt mnie nie widzi.
        • butch_cassidy Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 20:40
          Gotuję codziennie, sprzątam o tyle o ile raczej mniej niż więcej. Poza tym rozpieszczam psa długimi spacerami, dużo czytam, ostatnio zaczęłam trochę malować wink Jak mnie najdzie, to robię przetwory. Tak raz w miesiącu obejrzę coś z płyty. Telewizji nie oglądam. Zacięcia do pedantycznego sprzątania nie mam. Czasem włóczę się po targu staroci albo umawiam z koleżanką. Milutko generalnie smile
          Ostatnio zaciekawiły mnie kursy MOOC ( www.openculture.com/free_certificate_courses ) usłyszałam o nich w Trójce i przymierzam się, żeby jakieś dla siebie wybrać smile
          • butch_cassidy Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:40
            butch_cassidy napisała:

            > Gotuję codziennie,

            To jeszcze rozwinę smile Codzienne obiady to u mnie nie są de luxe wink Owszem lubię coś wyszukanego zrobić, ale to raczej w weekend. Na co dzień - tak prosto jak się da. Ostatnio polecano mi tę książkę:
            www.jamieoliver.com/recipes/category/books/jamie-s-15-minute-meals
            Dopiero zamówiłam i czekam na realizację, więc się nie wypowiem o całości, ale te 15 min. brzmi zachęcająco big_grin, a danie próbne, które zrobiłam wyszło całkiem smaczne.
        • elizaj1 Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 20:55
          Ja mam wrażenie że to jakiś skandal jest, że nie przystoi i nawet wstyd się przyznać że się nie pracuje i nie prowadzi domu jak należy, za to dba o swój komfort i swoje przyjemności.Nie można pozwolić sobie na minimum swobody życiowej, kobieta ma tyrać jak juz jest w tym domu to ma go prowadzić skrupulatnie inaczej leń, trzeba psy na niej wieszać.Uważam że można być szcześliwym, a także mieć satysfakcje z życia nie pracując zawodowo ale tylko pod warunkiem gdy kobieta wybije sobie z głowy że musi i powinna.Jesli to tak wyglada, że sie tylko sprząta tylko gotuje i nie ma ochoty ani sił na nic wiecej poza serialem to się nie dziwię że ogół taki zmęczony sfrustrowany i chciałby z tego domu się koniecznie wyrwać do dowolnej pracy poza domem.
          • butch_cassidy Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 20:58
            elizaj1, myślę że masz rację. Żeby "siedzieć" w domu trzeba mieć jaja po prostu wink Dać sobie prawo do normalnego życia i nie musieć potwierdzać swojej wartość ani chatą wysprzątaną na błysk, ani sukcesami zawodowymi (tymi z których się dobrowolnie zrezygnowało big_grin). Poza tym mieć w... nosie smile cudze opinie.
            • elizaj1 Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:04
              Racja i popatrz jak niewiele jest kobiet które tak umieją, żyją sobie swobodnie bez pracy zawodowej, dbając o swoj komfort bez wyrzutów sumienia, nie musząc udowadniać swiatu swojej wartości poprzez skrupulatne prowadzenie domu, sprzątanie na błysk itp
              • yenna_m Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:34
                do tego trzeba miec wysoką samoocene
                • elizaj1 Re: Czetyczkachy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:02
                  Zgadzam się a w innym wątku któraś emama trafnie napisała bo smutna prawda jest taka że w większosci kobiety mają sie niestety za nic, większosc ma niskie poczucie wartości więc nie mając pracy próbują udowodnić światu że są coś warte choćby własnie tą wysprzątaną na błysk chatą. Nie umieją życ swobodnie, życ dla siebie.
                  Zgadzam się z tym że trzeba mieć jaja aby siedzieć w domu i mieć poczucie wartości.
    • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 20:48
      Owszem gotuję, obiad codziennie jest smile Nawet ostatnio mnie bierze na robienie przetworów, dżemy, chutney'e, tego typu... Sprzątać nie lubię, i unikam jak mogę smile Seriali kilka oglądam: The Bridge, The Walking dead, Zabójcze umysły, i ER. Duzo czytam i duzo siedzę w necie. Nie wiem, czy jestem typową niepracującą
      • fogito Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:08
        Nie oglądam TV w ciągu dnia i żadnych seriali. Tylko przed snem (max 20 minut bo zasypiam) informacje i programy medyczne na BBC (takie zboczeniewink Jak gotuję to słucham jazzu (Krall, Kent...) Jak sprzątam (rzadko, bo mam panią do sprzątania) to włączam Upiora z opery wink Forum w ciągu dnia wtedy jak jestem chora albo gotuje. Są dni kiedy maluję cały czas do momentu odebrania dziecka ze szkoły. Wyrzutów sumienia nie mam żadnych./ Przywoże syna z treningu o 21:00 i jestem wykończona.
      • asia_i_p Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:44
        he Bridge, The Walking dead, Zabójcze umysły, i
        > ER.
        Same wesołe wink
        • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 11:47
          asia_i_p napisała:

          > he Bridge, The Walking dead, Zabójcze umysły, i
          > > ER.
          > Same wesołe wink

          Ja i mój mąz tłumaczymy moje upodobania (bo moje ulubione książki to kryminały, oczywiście) tym, ze w ten sposób zaspokajam swoją ludzką potrzebę wrażeń i emocji. W pracy sie nie strasuję, więc wrażeń szukam gdzie indziej wink Mąż z kolei lubi nawet komedie romantyczną obejrzeć, a za filmami "z flakami" nie przepada....
    • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:08
      nie
      czyta tez sie sporo ksiazek, uczy pasjonujacych rzeczy (zupelnie niezwiazanych z wyksztalceniem), hoduje sie koty i utrzymuje kontakty z hodowcami w Polsce i na swiecie, siedzi sie w necie, prowadzi wiele rozmow telefonicznych z przyjaciolmi i zaprzyjaznionymi hodowcami, no i jako klasyczna larwa - wydaje sie pieniadze misia wink a to na wlasne hobby, a to na ciuchy, a to na potomstwo
      • a_sia_g Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:24
        A nie zadają wam pytań, czy się wam nie nudzi, bo społeczeństwo bardzo troskliwe jest.
        • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:31
          a_sia_g napisała:

          > A nie zadają wam pytań, czy się wam nie nudzi, bo społeczeństwo bardzo troskliw
          > e jest.

          Mnie, prawdę mówiąc nie - chyba nie sprawiam wrażenia kogoś, kto mógłby się mocno nudzić wink Z resztą ja od czasu do czasu trochę pracuję, więc może niechcący stwarzam pozory?
          • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:38
            nie mam czasu sie nudzic

            teraz mam 2 kociaki, nic nie robie, tylko kiziam te male gnojki smile

            moglabym caly dzien patrzec sie na te maluchy i ich piekną, troskliwą matkę
            • kota_marcowa Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:36
              Yenna, a ty te swoje kociaki sprzedajesz?
              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:44
                czasami sprzedaje, czasami oddaję do zaprzyaznionych domow (jak sie za bardzo przywiazemy)

                zwykle sie przywiazujemy za bardzo wink
                • kota_marcowa Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:11
                  Hmm no bo skoro prowadzisz hodowlę, to formalnie rzecz biorąc, nie można tak zupełnie powiedzieć, że nie pracujesztongue_out
                  Zarobkowo znaczywink
                  • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:17
                    rolnikiem prowadzacym dzial specjalny produkcji rolnej jestem i podatki nawet odprowadzam wink
                    • kota_marcowa Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:31
                      No to zawsze jak się ktoś czepialski trafi, możesz mówić, że na etacie nie pracujesz, ale prowadzisz własny biznes i że łączysz przyjemne z pożytecznym, zamiast się od 8 do 16 urabiać po pachybig_grin
                      • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:33
                        no moge, moge big_grin

                        strata to tez wynik finansowy wink
                        • kota_marcowa Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 09:59
                          >
                          > strata to tez wynik finansowy wink

                          No wiesz, w końcu kryzys jesttongue_out
        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:33
          szczerze? poza troskliwymi emamusiami, nikogo to nie intetesowalo tongue_out
        • vocativa Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:20
          Tak,wielokrotniewinkOdpowiadam,że nie, nie nudzę sięsmile
        • fogito Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 07:54
          a_sia_g napisała:

          > A nie zadają wam pytań, czy się wam nie nudzi, bo społeczeństwo bardzo troskliw
          > e jest.

          Tylko na forum. W realu wszyscy wiedzą, że się nie nudzę smile
    • igge Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 21:40
      Sprząta mąż lub syn, czasem pomagam. Gotują z zamiłowania obie babcie. Dla frajdy i relaksu zdarza się, że gotuję też sama. Nie mam telewizji. Rzadko się nudzę smile
    • ashraf Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:11
      A ja nie rozumiem waszego oburzenia... rozumiem, że mąż to bankomat? Bo pewnie gdyby któraś napisała, że jej mąż siedzi w domu, posprząta raz na tydzień z łaski, ugotuje byle co, za to w ciągu dnia chodzi na mecze, piwo, piłkę, siłownię, do kolegów, na zakupy itd., to wieszałybyście na nim psy. Cenić się nie oznacza dawać sobie prawo do bycia leniem. A swoją drogą to przy odpowiedniej organizacji można i ogarnąć dom i mieć czas dla siebie - skoro jest to możliwe kiedy jeszcze do tego pracuje się na pełny etat...
      • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:29
        ashraf napisała:

        A swoją drogą to przy odpowiedniej organiz
        > acji można i ogarnąć dom i mieć czas dla siebie -
        Ależ ja o tym właśnie piszę - "ogarnąć" to nie znaczy wypucować na błysk. Subtelna różnica wink Ogarnia się w godzinę w porywach, pucuje - znacznie dłużej.

        skoro jest to możliwe kiedy j
        > eszcze do tego pracuje się na pełny etat...
        Możliwe jest, ale za jakąś tam cenę. Nie mów, że nie. Nie raz jedna, czy druga pani przyznaje, że obiad na następny dzień gotuje poprzedniego wieczoru... Ani to fajne spędzanie czasu, ani obiad jak dla mnie zachęcający na następny dzień. Ja akurat mam taki skręt, że ciepły posiłek wjeżdża na stół świeżo przygotowany. Tak lubię smile
        I słowo "pośpiech" dla mnie nie istnieje praktycznie - to ma w moich oczach dużą wartość.
        Mam organiczny wstręt do gonitwy. Szybko się denerwuję, że nie zdążę tego czy owego i przestaje mi być miło. Jak bym musiała, to naturalnie bym się przestawiła, ale skoro nie muszę, to po co?
        • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:30
          butch_cassidy napisała:

          ciepły posiłek wjeżdża na stół świeżo przygotowan
          > y.
          ...i codziennie inny, bo za monotonią w żywieniu też nie przepadamy smile
        • ashraf Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 20:38
          Toteż nie mam na myśli pucowania od podłóg po sufit dzień w dzień, tylko panie, które mają w domu bajzel, na obiad podają byle co, dzieci sprzedają od 8 do 17 opiece zorganizowanej, a same od rana mają kalendarz zapełniony fitnessem, kosmetyczkami i kawkami z koleżanką. A mąż ma na wszystko zarobić i nie zgłaszać żadnych pretensji.
      • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:33
        i o 20 pasc na ryja wink

        nie widzialam czystego domu u dziewuchy pracujacej
        jak byl czysty to dlatego że pomagala babcia albo sprzatala pani lub niania

        inaczej wyglada praca i zajmowanie sie domem gdy nie mozna na miejscu liczyc na pomoc rodziny tongue_out

        no i ciagle - jaka trzeba byc nudzącą sie larwa i jak trzeba miec totalnie ograniczone zainteresowania, jesli jest czas na podniecanie sie zyciem obcych bab tongue_out
        • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:11
          Tia...A tu co druga nie sprząta bo nie lubitongue_out Ma czysty dom, bo Pani do sprzątania wysprzątatongue_out. Mam tylko nadzieję, że Wasi mężowie będą trwać przy Was do śmierci, a emeryturę (być może kijna, ale jakakolwiek) tez Wam zapewni. Ja sie nie podniecam Waszym życiem. Ja tylko myślę o Waszej przyszłości - a co jeśli bankomatu zabraknie?? Bedziecie jak te śmieszne starsze Panie z artykułu w onecie niezauważać rzeczywistości? Tu link:
          film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/szare-ogrody-co-sie-zdarzylo-paniom-beale/96tkw
          • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:26
            Ja jak najbardziej będę mieć emeryturę i nic ci do tego skąd tongue_out
            Nie interesuj się mną, moim mężem (może chcesz jego numer, pogadacie sobie o moim próżniaczym życiu?) ani dziećmi. Masz za dużo czasu i nie umiesz sobie znaleźć zajęcia? To idź do roboty!
            A sprzątania nie lubię dlatego sprzątam w towarzystwie pozostałych członków rodziny, każdy ma jakieś obowiązki. Poza tym , bez przesady- nikt nie rzyga na dywan żeby ciągle ze szmatą latać tongue_out
            I nie, nie mam nic w spólnego z paniami z artykułu , który czytałam już parę dni temu. One postawiły na jedną kartę , ja tego nie robię.
            • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:38
              Z tymi emeryturami to róznie jeszcze może byc za te 40 lat,moze sie okazac ze polska bedzie krajem starych ludzi i dziadów zamiast na emerytury bedzie sie gonic do roboty. Mysle ze wielu moze sie przejechac na takim planowaniu ile to popracuje dzis bo ma akurat umowe o prace a nie smieciowke i jakie pozniej bedzie miec z tego tytułu zabezpieczenie i godne zycie.

              Takie zycie ze roznie to bywa, sa przyczyny od nas niezalezne i nie zawsze obowiazuje zasada co zasiejesz to zbierzesz, niestety.
              • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:42
                Nie jest tak że ja wątpie w wypłacalnosc panstwa poprostu juz teraz jest tendencja ze wiek emerytalny sie wydłuża, są problemy demograficzne więc spoleczenstwo sie starzeje itd
                • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:48
                  ktos, kogo swiat konczy sie na serialu, nowej kiecce i problemach, co dzis ugotowac na obiad, nie pojmie tak abstrakcyjnych spraw, jak na przyklad, z czego bedzie sie utrzymywac, gdy mezowskie zrodelko pieniazkow wyschnie...
                  i wlasnie z takim ograniczeniem horyzontow kojarzy mi sie niepracujaca kobieta...
                  • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:53
                    praca tez zawsze mize sie skonczyc, mzna stracic zdrowie i prace z powodu zdrowia, a potem tez mozna stracic meza

                    zycue jest troszke bardziej nieprzewidywalne, wiec nie kusilabym losu zakleciami "ja nigdy" "ja zawsze"
            • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:51
              Jakie to przykre, że nic nie zrozumiałaś z tego co napisałam. A najlepszą obrona jest atak.
              Toteż tez sobie pozwolę - ta Twoja emerytura (jeśli mieszkasz w Polsce) to najpewniej z KRUS. Jesteś zapewne "posiadaczką" ziemska gdzieś w Podlaskim.
              Dla mnie to jest wyzysk. Nic więcej. Twój chłop zapiernicza a Ty się "realizujesz".
              • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:56
                Nie trafiłaś tongue_out Próbuj dalej...
                Ty masz chłopa??? To może pańszczyznę też masz?
                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:58
                  no bo dziewczyna projektuje wink
              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:57
                trafilas
                i z KRUSem, i z podlaskiem i mezem duzorolnym z posiadloscia ziemska big_grin

                normalnie jasnowidzka wink
              • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 05:12
                Twój chłop zapiernicza a Ty się "realizuje
                > sz".

                Ale to chyba tego chlopa problem, nie Twoj?
                Wyslij Misiowi pierogi, golabki, moze bigos lubi, wesprzesz go tym sposobem, skoro tak sie o niego martwisz.
            • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:59
              heca7 napisała:

              > Ja jak najbardziej będę mieć emeryturę i nic ci do tego skąd tongue_out
              Mądrze powiedziane wink
          • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:44
            Ojej, po co te nerwy? wink
            • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:52
              Nie nerwy tylko oczywistosc poza tym nie da sie robic takich prostych zalozen dotyczacych przyszlosci wogole bo roznie sie ludziom zycie uklada, świat sie zmienia, nie zawsze jest sprawiedliwosc że co posiejsz to zbierzesz, nie ma pewnosci że bedziesz juz miala na chleb zawsze bo akurat teraz w 2013 pracujesz a ta co siedzi aktualnie w domu to niekoniecznie w przyszlosci bedzie zdychac z głodu.
              • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 13:43
                Ale to nie do Ciebie było, tylko do Madzioli.
            • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:55
              Ja się nie denerwuję smile Dziwi mnie tylko jak można tak bardzo interesować się czyimś życiem? Strasząc śmiercią partnera, jego ewentualnym odejściem , brakiem emerytury itd. Czy ja przyjdę po jałmużnę do niej? Bo jeśli nie to po co ta "troskliwość" ?
              • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:58
                Mowie ci że prawdopodbienstwo ze maz niepracujacej kiwnie jest rownie duze jak to ze pracujaca kiwnie/straci prace i zrodlo utrzymania, zachoruje ZUS ją uzdrowi nie przyznając swiadczen itd zycie ludzkie tak roznie sie układa i los bywa tak niesprawiedliwy ze nie da sie robic zalozen kogo na 100% czeka lepsza przyszlosc, aktualną gospodynię czy kobite co ma etat w 2013
                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:01
                  widzialam juz wiele takich przypadkow

                  poza tym znam niewiele naprawde niezaleznych kobiet, ktore nie zauwazylyby pogorszenia syt. finansowej w razie odejscia meza
                  • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:05
                    Tak, czasami jak słucham to az się wierzyc nie chce ze los potrafi byc tak niesprawiedliwy a jednak.Nie ma tak w zyciu ze masz pewność ze twoja przyszlosc bedzie kolorowa tylko dlatego ze dzis prosperujesz.
              • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:01
                Uświadomienie? Czasem trzeba na coś spojrzeć z boku żeby to zobaczyć.
              • misterni Rany, dziewczyny paczcie na drzewko 16.08.13, 13:44
                Pisałam do Mandzioli, bo się ciska wink
          • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:47
            ale dlaczego sie martwisz moja emerytura?

            mam 12 lat pracy, na rybek pracy pewnie niedlugo i tak wroce

            a i emerytury pewnie nie dozyje, wiec luzik wink
            • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 23:58
              Ja sie nie martwię. Ja nie rozumiem. Odpowiedziałam Hecy. Dla mnie naprawdę takie siedzenie w domu i mówienie nie chce mi sie tego czy tamtego a chłop zapiernicza, to wyzysk. Cos jak niewolnictwo. Ale ja ze wsi jestemtongue_out Tam każdy miał swoje obowiązki i nie było "Nie chce mi sie" albo "Nie lubię". A Wy skoro siedzicie w domu, a Wasze obowiązki wypełniają Panie do sprzątania jesteście po prostu trutniami żerującymi na żywicielu. I nie mówię tu o matkach małych dzieci, ale o tych zasiedziałych w domu matkach szkolniaków itp. No bo zakładam, że z arystokracja nie macie wiele wspólnego, co by mieć multum kasy z urodzenia i służbę na skinienie..
              • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:04
                A i rozumiem, że czegoś może sie czasem nie chcieć.. ale nie programowo...
              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:05
                ja wiem ze strasznie sie nudzisz i braku szerszych horyzontow musisz sie interesowac cudzym zyciem

                ale naprawde bardziej rozwija przeczytanie jakiejkolwiek ksiazki niz zagladanie do cudzego ogrodka wink

                choc rozumiem tez ze przyzwyczajenie druga natura czlowieka wink
                • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:23
                  O nie.. Ty masz prawo wypowiadać się w różnych aspektach o życiu innych, piszących tu, to czemu mnie odbierasz to prawo? Ty masz prawo nie rozumieć innych i napisać o tym post. Ja nie rozumiem Ciebie (Was? Bo jest Was więcej). I tyle. Staram się zrozumieć. Bo dla mnie to, o czym piszecie to abstrakcja. Mój chłop zarabia tyle, że wyzywiłby rodzine z naddatkiem. Ale ja pracując na te moje przysłowiowe "Waciki" czuję się takim samym partnerem jak on. Po za tym mam ciągłość zatrudnienia, zapewnioną na "już' przynajmniej rentę (bo odpowiednie lata przepracowałam). Kocham swojego męża i myśle, że i on mnie kocha, ale zakładam różne sytuacje. Moja matka tez w życiu by nie przypuszczała, że rozwiedzie się z moim ojcem - po 15 latach okazało sie - alkoholikiem i damskim bokserem.
                  Według mnie Wy nie myślicie o swojej przyszłości i nie robicie akcji pod tytułem "co by było gdyby" bo Wam tak wygodnie. Ja owszem. I nie ciągnijmy dalej tej dyskusji, bo widzę, że wytłumaczyc nie chcecie nic. Natomiast atakować - jak najbardziej.
                  • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:27
                    nadal projektujesz

                    w sumie przy zarowych zainteresowaniach wlasnych pozostaje zainteresowanie zyciem cudzym

                    ale generalnie mnie to nie obchodzi
                    to twoja sprawa jak spedzasz swoje zycie i jakie masz zainteresowania wink
                    • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:29
                      Tiatongue_out Popatrz sobie na moja aktywność na forum, a potem na Twoja i jeszcze raz sformułuj odpowiedźtongue_out
                      • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:33
                        jednakowoz moja aktywnosc nie sprowadza sie do chamskiego zaglsfania w cudze zycie

                        niestety- dla mnie takie zachowanie npsi znamiona braku kultury wink

                        a teraz zerknij na moje posty i podziel przez 12 lat wink
                        • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:39
                          Chamskiego??? Gdzie byłam chamska??? Teraz to chyba Tobie się roi. Jak to mówią, prawda w oczy kole, a gdy brak argumentów najlepszym sposobem na obroną jest atak.
                          Ja Was nie atakuję, ja nie rozumiem, tego co robicie i Mruwa jakoś może mnie zrozumieć.
                          • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:45
                            nie musisz rozumiec

                            po prostu, jak kulturalny czlowiek przyjmij, ze to nie twoja sprawa

                            no chyba, ze to cie przeradta to nafal bedziesz "po wioskowemu" mielic cudze zycie zamiast skupic sie za swoim
                            • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:58
                              "po wioskowemu" Zostawiłam to na poczatek, żeby Twoja kultura miała ujście, bo chyba się dusitongue_outP Gratulujętongue_out Ja sie tego nie wstydzę. Tak jestem ze wsi. Biegałam między kurczakami i kaczkamitongue_out Czy To , ze Ty tego nie robiłas czyni Cie lepszą?tongue_outP Ogarnij siętongue_out
                              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:03
                                trz biegalam ale nie obchodzi mnie cudze zycie

                                takie wpieprzanie sie w cudze zycie nosi znamiona najgorszej mentalnosci spid sklepu wiejskiego, serio

                                wiec sugeruje- zamiast skupiac sie na zyciu cudzym, zacznij na wlasnym
                                • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:07
                                  A mnie Twoje obchodzi? Interesuję się Tobą? Nie. Interesuje mnie fenomen kobiet utrzymywanych przez mężów. I tyle. A Ty się jeżysz.
                                  • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:15
                                    bo glupoty piszesz

                                    czasem jest to rozwiazanie na chwike, bo partnerzy tak postaniwili

                                    przez 20 lat malzenstwa nauczylam sie, ze czasem tez trzeba przystac na rozwiazania przejsciowe

                                    nie ma w tym nic zlego

                                    ja np b. mile wspominam czas, gdy ojciec zrezygnowal na jakis czas z pracy, zeby sie mna i moja siostra zajmowac

                                    bylam dzieckiem w wieku szkolnym a jednak potrzebowalam rodzica w domu

                                    jak napisalam- kazde malzenstwo wypracowuje sobie jakies uklady

                                    stale/ czasowe - rozne

                                    i nie nalezy sie tym ekscytowac, bo decyzje podejmuja dorosli i chyba na tyle odpowiedzialni i ogarnieci ludzie, zeby zdawali sobie sprawe z konsekwencji, plusow oraz minusow danego rozwiazania

                                    natomiast ty z gory zakladasz, ze decyzja byla podjwta przez larwe i zakrzyczanego kapcia wink
                                    --
                                    Domowej zapiski domowe.
                  • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:33
                    poruszylas tu aspekt , marginalizowany przez prawie (jesli nie wszystkie) dyskutantki: kwestie nieuczciwosci wobec partnera, ktory zasuwa w kieracie jak maly samochodzik zeby utrzymac rodzine, bo zona znajduje tysiac roznych powodow, dla ktorych nie chce/ nie moze pracowac.
                    W tym samym czasie kobieta radosnie wykorzystuje ciezko zarobione przez mezczyzne pieniadze na swoje fanaberie, pod hasem samorealizacji i rozwoju osobistego.
                    Taka postawa jest po prostu swinstwem wobec partnera, bo tworzy duza asymetrie w zwiazku, gdzie jedna strona glownie ma obowiazki (finansowe), a druga tylko prawa (korzystania z kasy).To nie jest fair.
                    • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:36
                      Ło Jezu.. chociaż ktoś mnie zrozumiał, bo już myślałam, że bełkocę..
                    • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:37
                      czyli przyjmujesz ze partner jest uposledzony i jie ma nic do powiedzenia odnosnie modelu malzenstwa/rodziny/czasowych rozwiazan?

                      zaiste marne masz zdanie o mezczyznach...
                      • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:44
                        Wiesz co. Na pewno ma. Ale mój maż o tym, że mu sie moja fryzura nie podoba, powiedział mi po roku jak zgłosiłam, że chyba czas do fryzjera. Powiedział "Nie rób sobie takiej fryzury jak poprzednio bo wyglądałaś kiepsko. Ja Ci oczywiście powiem, że jest super, ale ja wolę jak masz włosy jak Jennifer"
                        Może Twój maż tez z tych, co po latach okaże sie, że mu sytuacja nie odpowiada, a Ty myslałaś,że jest super bo kiwał głowa i sie zgadzał.
                        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:47
                          nie oceniaj cudzych malzenstw przez pryzmat swojego
                          • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:55
                            A dlaczego? Masz Super mena za męża? Jak mniemam, żadnych wad nie ma i żadne się nie ujawnia? Nie ma żadnych zastrzeżeń i wszystko co "zarządzisz" przyjmuje bez gadania?? Nie ma co. Z przykładów, które podaję czynisz broń. I niech tak zostanietongue_out Obyś nie płakała - i nie mówię tego z chęcią oby jednak tak się stało (co z pewnością sobie "zaprojektujesz" jak Ty to lubisz z tego wątku wnosząc mówić)smile. Mimo wszystko zastanów się.. Zastanówcie się wszystkie czy Wasz mąż, kiedyś nie zechce zmienić się z konia pociągowego w rumaka.. Ale z silna i niezależna kobietą, która daje radę sama, a nie czeka na konia..tongue_out
                            • przeciwcialo Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 09:35
                              Nie kazdy mąż przez rok dojrzewa do powiedzenia prawdy ;0
                              Ludzie mają naprawde rózna układy wzajemne.
                      • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:47
                        owsem, moze zacisnac zeby i dymac w tym kieracie latami, az dojdzie do zmeczenia materialu i peknie.
                        Ale nawet majac cos do powiedzenia i akceptujac uklad bycia jedynym zywicielem rodziny, JA czuabym sie zle w takim ukladzie, bo czulabym, ze wykorzystuje meza, pasozytuje na nim, a przeciez Bozia raczki i rozum mi dala, i nic nie stoi na przeszkodzie, zebysmy razem, wspolnie pchali ten wozek, zwany podstawowa komorka spoleczna, zamiast sytuacji, ze maz jest wolem pociagowym, a ja mu siedze na karku i batem popedzam.
                        Ja po prostu za bardzo kocham i za bardzo szanuje mojego meza,zeby zepchnac go do roli maszynki do zarabiania kasy. On zasluguje na lepsze traktowanie.
                        A bedac jedynym zywicielem rodziny , musialby harowac znacznie wiecej, dluzej,, niz bedac wspolzywicielem.Kosztem odpoczynku i wolnego czasu.
                        Tego sie kochanej osobie nie robi. Po prostu.
                        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:01
                          szczerze? mam meza pracoholika

                          czy pracuje, czy nie pracuje - tempo pracy ma podobne i podobny sposob zaangazowania w prace

                          znam faceta 21 lat, 20 lat jestem zona, mam 12 albo 13 -letni okres skladkowy i wiem jak facet pracuje

                          mialam do wyboru: albo faceta ciagle nie ma w domu i ja tez tyram a dzieci same z kluczem, albo tez faceta ciagle nie ma w domu za to jest w domu matka

                          ostatnio pracowalam dosc intenstywnie zawodowo przez 3 m-ce i padalam przy tym modelu na pysk

                          zrobilam sie tez nerwowa bo bylam skrajnie przemeczona zajmujac sie sama domem, dziecmi i zwierzakami

                          wyniki w szkole tez totalnie sie w tym okresie pogorszyly

                          tak, biore pod uwage fakt ze wroce do pracy
                          jednak wiem, ze nie bede miec sily nawet pogadac z dziecmi bo bee zasypiac na stojaco

                          dziekuje, na razie (poki maz chce byc w Wawie na delegacji) - postoje, nie mam nikogo na miejscu do pomocy wiec dla 1500 zetow wyplaty zabijac sie nie bede

                          a i dzieci potrzebuja jakiegos rodzica

                          taki uklad sobie oboje wypracowalismy

                          na razie nikogo nie uwiera
                          • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:13
                            A widzisz różnicę między tym co napisałam ja a tym co Ty? Mam wrażenie , że wyjątkowo się nie rozumiemy. dzieci to dzieci trzeba ogarnąć.
                            • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:29
                              mozliwe

                              na poteznej dawce srodkow p. bolowych jestem
                              sad
                          • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:18
                            > mialam do wyboru: albo faceta ciagle nie ma w domu i ja tez tyram a dzieci same
                            > z kluczem, albo tez faceta ciagle nie ma w domu za to jest w domu matka

                            Wybacz, ale to co napisałaś, jest strasznie smutne.
                            Jakby tam jeszcze była trzecia opcja, tj. pan mniej pracuje to ok.
                            A tak, jak zwykle kobieta ma się dostosować...
                            • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:27
                              gdy pojde do pracy - zarobie 1/8 - 1/10 tegi co pan

                              taki zwykly rachunek zyskow i strat

                              no i wiedzialy galy co braly wink
                              mnie to jakos nie uwiera, meza tez

                              poza tym, gdy pracuje, tez mi sie opcja pracoholizmu wlacza, wiec pana rozumiem wink tongue_out

                              dwoje ludzi pracujacych po 12 godz na dobe dzieci nie wychowaja
                          • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 09:05
                            Ja mojego znam od 16 roku życia wink Czyli już 23 lata. 14 po ślubie. Jak dotąd nie okazał się damskim bokserem ani alkoholikiem (on nawet kawy nie pije).
                            Pisałam parę dni temu w podobnym wątku bo pytano mnie o to czy nie lepiej jakbym poszła do pracy wtedy mąż mógłby wracać wcześniej. Szczególnie , że poszłabym do wspólnej firmy. Nic z tego, taki jest charakter tej pracy, że oboje byśmy w niej utonęli do nocy. Nie dość, że nie widywalibyśmy dzieci to siebie...też nie wink Bo pracowalibyśmy w dużej mierze w innych miejscach.
                            Decyzję o takim charakterze naszego małżeństwa podjęliśmy wspólnie po przeliczeniu strat i zysków. Odpowiada nam , Tobie nie musi.
                            Problem w tym, że ja nikogo na tym forum nie wyzywam, nie obrażam. Ty cały czas.
                            Ps: Yenna, to nie do Ciebie wink Tak mi się podpięło.
                        • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 13:05
                          mruwa9 napisała:

                          i nic nie stoi
                          > na przeszkodzie, zebysmy razem, wspolnie pchali ten wozek, zwany podstawowa kom
                          > orka spoleczna, zamiast sytuacji, ze maz jest wolem pociagowym, a ja mu siedze
                          > na karku i batem popedzam.

                          Pozwole sobie skomentować. Uważasz, ze niepracująca zawodowo żona, zajmująca się, lepiej lub gorzej, domem, dziećmi i pewnymi innymi aspektami zycia rodzinnego, choćby zakupami, nie przyczynia się do "wspólnego pchania wózka"? Czy ta wspólnota ma polegac tylko na wspólnym przynoszeniu do domu pieniędzy? W moim przypadku oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć na jakim etapie kariery zawodowej byłabym teraz, gdybym nie przerwała pracy, ale gdybym zarabiała 2-3 tys. na rękę, to w praktyce wyszlibyśmy pewnie na zero finansowo (bo wydawalibysmy na opiekę nad dziećmi, bo częściej jedlibysmy gotowce, bo nie mialabym czasu na wyszukiwanie okazji zakupowych, więc kupowałoby się co w danym momencie byłoby dostępne). Tak więc, finansowo, jako rodzina, nie zyskalibyśmy. Stracilibyśmy rodzicielska opieke nad dziećmi (bo te przebywałyby w szkolnej świetlicy do 18.00, a od IV klasy po lekcjach przesiadywałyby same w domu), stracilibyśmy domowe obiady w obiadowej porze (dzieci musiałyby jeść szkolne obiady), nie mielibyśmy tyle czasu na pomoc dzieciom w lekcjach. Tak więc akurat ten argument o wspólnym pchaniu wózka troche nietrafiony mi się zdaje, bo, mimo, że ja nie pracuję zawodowo, to jednak mam poczucie, że, owszem, obydwoje przyczyniamy się do dobrobytu naszej rodziny.

                          > Ja po prostu za bardzo kocham i za bardzo szanuje mojego meza,zeby zepchnac go
                          > do roli maszynki do zarabiania kasy. On zasluguje na lepsze traktowanie.
                          > A bedac jedynym zywicielem rodziny , musialby harowac znacznie wiecej, dluzej,,
                          > niz bedac wspolzywicielem.Kosztem odpoczynku i wolnego czasu.

                          A mój mąż nie zarzyna sie w pracy. Gdybym ja tez pracowała, to on nie pracowałby mniej, to w jego przypadku kwestia wykonywanego zawodu i obejmowanego stanowiska. Jedynie mogę sie zgodzić, ze może mieć większe obciązenie psychiczne, na wypadek utraty pracy czy zdrowia.


                          > Tego sie kochanej osobie nie robi. Po prostu.

                          To sie nie odnosi do każdego małżeństwa, przyjmij to do wiadomości. Moze u was mąz musiałby pracować więcej i ciężej, gdybys ty nie pracowała, u nas takiej zależności nie widzę. Sądzę, ze nie jestem odosobnionym przypadkiem.
                          • kandyzowana30 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 13:41
                            Osmielam sie zasugerowac ze moj pracujacy maz wynosi wiecej kozysci z mojego siedzenia w domu niz ja.
                            Mamy w domu niespelna dwulatke. Idac do pracy zarobilabym pewnie ok £2000. Polowa z tego poszlaby na zlobek. Z 500 na dojazdy I inne koszta zwiazane z praca. Te dodatkowe 500 moglibysmy odlozyc.
                            Teraz wstajemy bez budzika. Maz do pracy idzie miedzy 9-10. Pracuje do 18 z godzinnym lunchem.
                            Wraca I ma obiad na stolei czas z rodzina. Obowiazki domowe z glowy. Weekendy tez tylko dla siebie bo porzadki I zakupy zrobione itd. Mozemy gdzies wyjechac lub po prostu byc razem.
                            Jesli pojde do pracy pobudka o 7. O 8 zawiezc dziecko do zlobka. Ja wracam o 18-19. Po drodze on musi odebrac dziecko. Ja zrobic zakupy. Obiad gdzies przed 20. Pozniej kladziemy dzieciala spsc I czas ogarnac cos w domu. W weekendy trzeba sie zajac praniem, sprzataniem I czas na duze zakupy.
                            Pewnie ze sie da. Pytanie czy warto. Finansowo na pewno nie. Rodzinnie tez nie.
                            W tym czasie on awansuje, rozwija sie a ja wycinam kolka z papieru I lepie ciastoline.
                            Ja jestem z tego obozu, ktory twierdzi ze zajmowanie sie malym czlowiekiem, ktory ma max czas koncentracj 15 min I wymyslanie mu 60 zajec dziennie jest ciezsza praca niz 9h z doroslymi, wiec juz teraz szykuje sie do powrotu do pracy.
                            • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 14:00
                              mysle, ze oboje zyskujecie, nie tylko Twój mąż- bo gdyby nie on, bo też dzięki niemu możesz tak a nie inaczej prowadzić dom
                              • kandyzowana30 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 14:20
                                Zgadzam sie. Zyskuje cala moja rodzina, wiec I ja. Zyskuje sielankowe dwa lata I czas spedzony z dzieckiem. Fajnie jest.
                                Ale koszta tez sa glownie po mojej stronie.
                              • przeciwcialo Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 08:26
                                jak to zabrzmialo, prawie jak całuj pana meża w stoipy.
                                Ludzie ustalaja co dla nich wazne czy pieniadze, czy kariera, czy rodzina. Jesli wybiora rodzine to nikt niczego nikomu zawdzięczac nie musi bo całościowe zyski dotykaja wszyskich. dochodzenie do tych zyskow ma rózne drogi ale napewno nie na zasadzie zawdzięczania komukolwiek.
                            • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 17:52
                              osmielam sie tez zauwazyc, ze taka asymetria moze sie odbic czkawka calej rodzinie.
                              Bo kobieta, jesli nagle zostanie sama, nie ma szans na utrzymanie rodziny. Bo mezczyzna, pozostawiony sam z dziecmi, nie bedzie wiedzial, skad sie bierze czyste skarpetki i gdzie lezy maslo. Bo pracujac nascie godzin na dobe nazwyczajniej swiecie nie zna wlasnych dzieci i nie ma pojecia o funkcjonowaniu domu.
                              Rozczula was facet, ktory czterolatkowi zalozy spiochy dwulatka?
                              Bo mnie wcale.
                              • kandyzowana30 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 18:11
                                Pytanie czy gdybysmy obydwoje przebywali 9-10 h poza domem rozwiazaloby to ten problem?
                                W swoim otoczeniu nie znam mezczyzn przed 50, ktorzy nie umieli by zajac sie dzieckiem lub przetrwac bez kobiety. Moj maz nie jest wyjatkiem, potrafi zajac sie dzieckiem rownie dobrze jak ja.
                                Zgadzam sie natomiast co do zabezpieczenia finansowego kobiety. Jesli rodzina decyduje sie na taki uklad, uczciwe jest moim zdaniem ustalenie jakiegos planu B.
                              • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 18:12
                                mruwa9 napisała:

                                taka asymetria moze sie odbic czkawka calej rodzi
                                > nie.
                                może, nie musi smile

                                > Bo kobieta, jesli nagle zostanie sama, nie ma szans na utrzymanie rodziny.
                                To już jej głowa w tym, żeby się zabezpieczyć na taką okoliczność.

                                Bo pracujac nascie godzin na dobe nazwyczajnie
                                > j swiecie nie zna wlasnych dzieci i nie ma pojecia o funkcjonowaniu domu.
                                Myślę, że nawet przy takim wymiarze pracy znałby własne dzieci, gdyby tylko chciał i mu na tym zależało. Jednak wg mnie przeciętnie ambitna osoba jest w stanie utrzymać rodzinę, pracując 8h. Oczywiście jeśli jej/jemu na tym zależy smile
                                Mój mąż przykładowo pracuje mniej więcej 6h (z dojazdami 7).
                              • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 19:15
                                mruwa9 napisała:

                                > osmielam sie tez zauwazyc, ze taka asymetria moze sie odbic czkawka calej rodzi
                                > nie.
                                > Bo kobieta, jesli nagle zostanie sama, nie ma szans na utrzymanie rodziny.

                                To może być prawda.

                                Bo m
                                > ezczyzna, pozostawiony sam z dziecmi, nie bedzie wiedzial, skad sie bierze czys
                                > te skarpetki i gdzie lezy maslo.

                                a to, mam wrażenie, nie zalezy od tego, czy kobieta pracuje, tylko od układów w małżeństwie i od charakteru faceta.

                                Bo pracujac nascie godzin na dobe nazwyczajnie
                                > j swiecie nie zna wlasnych dzieci i nie ma pojecia o funkcjonowaniu domu.

                                a skąd wniosek, ze mężczyzna pracuje kilkanaście godzin na dobę. Mój pracuje ok. 8 godzin + dojazdy. gdybym ja tez pracowała, to mnie nie byłoby w domu w tych samych godzinach co jego.

                                > Rozczula was facet, ktory czterolatkowi zalozy spiochy dwulatka?
                                > Bo mnie wcale.

                                Nie rozczula. Ale nie widzę związku z moim małżeństwem. gdybysmy obydwoje pracowali, to każde z nas spędzałoby niewiele czasu z dziećmi na tygodniu. Tak jak jest, jedno spędza z dziećmi więcej czasu, drugie nie mniej niż gdybym ja pracowala.
                              • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 21:27
                                Noo, takiej pierdoły to ja w domu nie mam wink Nie mamy też dwulatka tylko 6,5; 8; 11,5. Bez problemu ubierają się sami poproszeni o to. Mąż doskonale wie co gdzie leży w domu. W szafie ma ładniej ułożone niż ja- próbowałam tak robić w swojej części , on układa u siebie ładniej wink
                                Pościel zmieniamy razem- mamy dwie kołdry. Odkurzać potrafi, umyć podłogę też choć na co dzień robi to rzadko. Zwykle przed jakąś imprezą kiedy ja gotuję- on ogarnia dom. I on sushi potrafi robić a ja nie smile
                              • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 17:33
                                > Rozczula was facet, ktory czterolatkowi zalozy spiochy dwulatka?
                                > Bo mnie wcale.

                                Czy ty masz ten problem ze soba jako matka pracujaca?
                                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 17:46
                                  też mnie to zastanawia...
                                  • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 18:28
                                    widzialam takich gwiazdorow, ktorzy NIGDY nie zajmowali sie wczesniej dziecmi (bo nie musieli, bo kobieta robila wszystko), a gdy nagle staneli przed taka koniecznoscia, bo np. zona wyladowala na porodowce, robili takie numery, jak za ciasne ubrania, nieadekwatne do pogody i pory roku, zakladane niewlasciwemu dziecku, pampersy zakladane tyl do rzodu albo na lewa strone, a zdarzylo sie tez (bylam swiadkiem, widzialam na wlasne oczy), ze facet przyjechal po zone po porodzie i zamiast ciuchow dla noworodka przywiozl wor ubranek dla lalek i nie przywiozl butow dla zony. W snieznym styczniu kobieta po porodzie do domu wracala w klapkach..
                                    Mezczyzni, ktorzy aktywnie uczestnicz w opiece nad dziecmi, takich numerow nie wywijaja.
                                    • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 18:33
                                      nie wierzę big_grin
                                      ci faceci musieli być wyjątkowo nieogarnięci i tyle
                                    • kandyzowana30 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:04
                                      Tak z ciekawosci. A co sie stalo z butami w ktorych w styczniu ta kobieta na porodowke przyjechala?
                                      • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:12
                                        Maz w nich wyszedl, bo myslal, ze jego, a swoje zostawil noworodkowi?big_grin
                                        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:16
                                          a bo koleżanka pewnie jakąś urban legend powtórzyła big_grin
                                    • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:08
                                      I to wszystko przez to, ze ich zony nie pracuja.
                                      • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:15
                                        i to wszystko przez to, ze ich faceci w zyciu nie zajmowali sie domem ani dziecmi, bo caloksztalt obowiazkow domowo-dzieciowych wziely na siebie kobiety.
                                        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:16
                                          tak
                                          a świstak siedzi i zawija w te sreberka big_grin
                                        • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:46
                                          To raczej wszystko dlatego, bo owi panowie są nierozgarniętymi idiotami tongue_out
                                        • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:48
                                          Moze odnies sie do pytania Kandyzowej"gdzie podzialy sie buty rodzacej, w ktorych przyjechala?"
                                          Odpowiedz mnie bardzo ciekawi
                                          • nanuk24 Kandyzowanej 17.08.13, 19:49
                                            najmocniej przepraszam.
                                          • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 23:41
                                            a skad ja moge wiedziec? Nie moje buty, ja sie z kobieta minelam na sali, ona ja opuszczala tego dnia, gdy ja na nia trafilam.
                                            Pewnie buty, wraz z cywilnymi ciuchami zostaly zabrane do domu.
                                            • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 23:53
                                              pan najprawdopodobniej po prostu życiowo nieogarnięty big_grin big_grin big_grin
                                              buty nijak się mają do umiejętności zaopiekowania dzieckiem
                                              pewnie model taki odjechany i zakręcony jak słoik
                          • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 13:58
                            mi się wydaje, że nie do końca chodzi o to, że gdyby kobieta pracowała to mąz pracowałby mniej, czy mniej ciężko.

                            chodzi bardziej o ten brak równowagi, że mąż pracuje cięzko- nawet jeśli się nie urabia po łokcie, nawet jeśli kocha swoją prace itd to z pewnością wymaga ona od niego wysiłku

                            a w tym czasie żona nie czuje potrzeby go w jakimś sensie odciążyć- jej jest lekko, to żeby jemu też było ciut lżej ( jak to zrobi to inna kwestia, ale np własnie wykonując pewne czynności w domu)

                            ja cały czas myslę o tej sytuacji przez przymat siebie samej, która pracuje, utrzymując rodzinę- nawet z pracy, którą kocham i która mnie nie wypala- to jednak wymaga wysiłku.

                            byłoby mi chyba bardzo przykro gdyby mój mąż nie doceniał mojego TRUDU pracy tylko dlatego, że kocham swoją pracę i tak czy siak bym tak samo pracowała
                            • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 16:06
                              aneta-skarpeta napisała:

                              > mi się wydaje, że nie do końca chodzi o to, że gdyby kobieta pracowała to mąz p
                              > racowałby mniej, czy mniej ciężko.

                              zgoda
                              >
                              > chodzi bardziej o ten brak równowagi, że mąż pracuje cięzko- nawet jeśli się ni
                              > e urabia po łokcie, nawet jeśli kocha swoją prace itd to z pewnością wymaga ona
                              > od niego wysiłku
                              >
                              > a w tym czasie żona nie czuje potrzeby go w jakimś sensie odciążyć- jej jest le
                              > kko, to żeby jemu też było ciut lżej ( jak to zrobi to inna kwestia, ale np wła
                              > snie wykonując pewne czynności w domu)

                              Ale przecież tak to własnie wygląda, niepracujaca żona robi pewne czynności, którymi mąz nie musi juz sobie zaprzątać głowy. Mój mąz nie sprząta w domu, nie robi zakupów poza cotygodniowymi zakupami w hipermarkecie czy jakichs rzeczy do domu i ogrodu (np. zakup ubrań i butów dla trójki dzieci i na codzień spożywczych to moja działka), nie gotuje obiadów poza sporadycznie weekendami.
                              >
                              > ja cały czas myslę o tej sytuacji przez przymat siebie samej, która pracuje, ut
                              > rzymując rodzinę- nawet z pracy, którą kocham i która mnie nie wypala- to jedna
                              > k wymaga wysiłku.

                              Oczywiście, że tak
                              >
                              > byłoby mi chyba bardzo przykro gdyby mój mąż nie doceniał mojego TRUDU pracy ty
                              > lko dlatego, że kocham swoją pracę i tak czy siak bym tak samo pracowała

                              Ale skąd wniosek, ze niepracujące żony nie doceniaja trudu swoich mężów. Ja doceniam, tym bardziej, że mąż robi tez dużo wokół domu i dla dzieci (w miare mozliwości czasowych)...
                              • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 18:08
                                agni71 napisała:


                                > Ale przecież tak to własnie wygląda, niepracujaca żona robi pewne czynności, kt
                                > órymi mąz nie musi juz sobie zaprzątać głowy.

                                Otóż to - mój w domu... wynosi śmieci tongue_out No poza tym dba wspólnie ze mną o ogród i praktycznie sam o auto. Dzieckiem zajmuje się mniej niż ja, ale też. Jednak gdybym ja normalnie pracowała z całą pewnością miałby znacznie więcej obowiązków. I obiad pewnie jadłby godzinę po naszym powrocie do domu, a nie 5 min. po przyjeździe... I żeby załatwić jakieś sprawy urzędowe, musiałby brać urlop. A tak to żona-pasożyt się tym zajmie wink

                                Jego pracę zaś nie tylko doceniam, ale wręcz mi imponuje, o czym go z radością informuję od czasu do czasu smile
                    • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:14
                      mruwa9 napisała:

                      > poruszylas tu aspekt , marginalizowany przez prawie (jesli nie wszystkie) dysku
                      > tantki: kwestie nieuczciwosci wobec partnera, ktory zasuwa w kieracie jak maly
                      > samochodzik zeby utrzymac rodzine, bo zona znajduje tysiac roznych powodow, dla
                      > ktorych nie chce/ nie moze pracowac.

                      Ej, no moment. Są prace dobrze płatne? Zdarzają się. Ludzie o skromnych wymaganiach? Również. Dochody bez pracy (tudzież uzyskiwane minimalnym jej nakładem)? Też?

                      Czyli możliwa jest sytuacja, kiedy mąż nie "zasuwa w kieracie jak mały samochodzik" a mimo to może mieć wystarczający dochód, a żona i tak ma swoje wpływy. Ale nie pracuje, bo woli się rozwijać i miło spędzać życie tongue_out

                      Wystarczy wyjść poza schemat (myślowy). Naprawdę możliwości w życiu jest znacznie więcej niż mąż zasuwający na żonę versus praca etatowa tejże wink
                      • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:20
                        wiadomo, że moze byc tak, że pan zarabia 30 tys/mcznie i w zasadzie do biura niemusi jeździć, a do tego pani ma kawalerkę za 1500 do wynajecia i tez nic nie robi a zarabia

                        posługianie sie takimi przykładami to nie ejst uwalnianie umysłu tylko wykoślawianie dyskusji, bo w wiekszosci wypadków niepracujących zon, mężowie cięzko pracują- nawet jesli tlko 8h to jest to ciężka praca- a najczesciej wracają wieczorami
                        • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:56
                          aneta-skarpeta napisała:


                          > posługianie sie takimi przykładami to nie ejst uwalnianie umysłu tylko wykoślaw
                          > ianie dyskusji,

                          Nie zgadzam się z Tobą smile Bo kupienie kawalerki an wynajem to nie jest misja na marsa. Da się zrealizować w sensownym czasie przez większość pań - przy założeniu, że wcześnie o tym pomyślą i zobaczą, że można inaczej, pracować nie trzeba wcale do emerytury tongue_out

                          A mąż zarabiający 30 tys.? Tobie tyle idzie na życie? Bo był niedawno taki wątek i wyszło, że wiele osób potrafi się zmieścić w kilku. To teraz odejmij od tych kilku ten wynajem i nadal wychodzi Ci, że pan musi tyrać w znienawidzonym kieracie od rana do nocy? Ale jak się potrzebuje 30, to faktycznie może nie fair zrzucać ciężar ich zarobienia na misia, szczególnie jeśli miś nie lubi swojego zajęcia wink, ale właściwie to nie moja sprawa smile
                          • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:58
                            butch_cassidy napisała:

                            na wynajem to nie jest misja na
                            > Marsa.

                            Idę zrobić sobie kawę wink
                            • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 09:00
                              butch_cassidy napisała:

                              > Idę zrobić sobie kawę wink

                              A... i mężowi zrobię, niech ma moja siła robocza wink Albo jeszcze nie, bo dotąd nie wstał z łóżka mój niewolnik tyrający big_grin
                          • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 10:04
                            nic nie zrozumiałaś z tego co napisałam, te 30 tys i kawalerka przysłoniła Ci oczywink
                            • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 10:20
                              aneta-skarpeta napisała:

                              > nic nie zrozumiałaś z tego co napisałam, te 30 tys i kawalerka przysłoniła Ci o
                              > czywink

                              Rozumiem za to, że brak Ci rzeczowych kontrargumentów. Bo jak inaczej miałabym odczytać tego rodzaju post...? No bo przecież to nie "wykoślawianie dyskusji", lecz jej ucinanie z braku pomysłu na ripostę. A gdyby jeszcze tenże pomysł był ciekawy i kulturalny... Pomarzyć miła rzecz. A ponoć panie pracujące zawodowo mają takie szerokie horyzonty - rozumiem, że to akurat jest wyjątek potwierdzający regułę wink

                              • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 11:42
                                > Rozumiem za to, że brak Ci rzeczowych kontrargumentów. Bo jak inaczej miałabym
                                > odczytać tego rodzaju post...?

                                nie trzebabyło się specjalnie spinać ze zrozumieniem, wszystko napisałam w tym samym poście

                                bo w wiekszosci wypadków niepracujących zon, mężowie cięzko pracują- nawet jesli tlko 8h
                    • undoo Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 06:25
                      Ale dlaczego od razu zakladasz, ze malzonek w kieracie zasuwa? Czy nie moze po prostu kochac swojej pracy? I czy nie moze z przyjemnoscia pracowac? I czy praca nigdy nie bywa pasja? Wtedy sie inaczej do niej podchodzi.

                      Jak pracowalam zawodowo, to swoja prace kochalam, tylko moja rodzine kocham bardziej, no i mam wiecej czasu na samorozwoj zawodowy.

                      Porobilyscie bledne zalozenia.
                      • lajente Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 16:10
                        undoo napisała:

                        > Ale dlaczego od razu zakladasz, ze malzonek w kieracie zasuwa? Czy nie moze po
                        > prostu kochac swojej pracy? I czy nie moze z przyjemnoscia pracowac? I czy prac
                        > a nigdy nie bywa pasja? Wtedy sie inaczej do niej podchodzi.

                        A to wszystko zależy kto pracuje - według niepracujących emam.

                        Jeśli inna kobieta to wiadomo, praca nie rozwija, nie jest przyjemnością, kobieta nie może zrobić kariery, zarabia niewiele, pracuje z powodu przymusu ekonomicznego bo ma nieudolnego męża.
                        Tymczasem jeśli pracuje mąż niepracującej emamy - a to wtedy co innego - praca jest pasją, przyjemnością, wyzwaniem, realizacją, drogą do kariery i zarabiania na całą rodzinę łącznie z pomocą domową i fitnessem niepracującej pani domu.
                    • landora Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:26
                      Gdyby zaś mąż zechciał się "realizować" za pieniądze pracującej żony, zapewne spotkałby się ze świętym oburzeniem.
                      • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 11:06
                        Jeśli tylko jest to wspólnie ustalone z góry to czemu nie? Bo wyrazem cwaniactwa jest leżenie na kanapie i ględzenie o tym, że dla niego nie ma pracy, za mało płatna, zbyt się męczy, szef się na niego uwziął wink Warto to odróżnić.
                        • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 11:45
                          nawet jakby moj mąż miał kilka mieszkań na wynajem i nie musiał pracowac de facto, tylko mógł leżeć na kanapie, a ja pracowałabym 8h to oczekiwałabym że jak wróce z pracy to w domu będzie ogarnięte i cos ciepłego by mi zrobił do jedzenia- wykluczam wieczne stołowanie się na mieście

                          tak samo w drugą stronę

                          i mam świadomość, że mimo ograniania i ugotowania obiadu jeszcze jest mnóstwo czasu na przyjemności ( gdy sie nie pracuje)
                    • ashraf Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 20:40
                      Otóż to.
                  • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 13:58
                    mandziola napisała:

                    O nie.. Ty masz prawo wypowiadać się w różnych aspektach o życiu innych, piszących tu, to czemu mnie odbierasz to prawo?

                    Sorry, ale ja nie nazywam cię wołem roboczym, który musi zasuwać bo inaczej nie czuje się w związku wystarczająco partnersko, natomiast ty raczyłaś mnie nazwać trutniem wyzyskującym żywiciela.

              • heca7 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:17
                Aaa. Rozumiem. Jak ktoś ma multum kasy i nie pracuje to jest arystokracja a jak mniej to truteń wink
                No widzisz a ja nie jestem ze wsi i mam inne spojrzenie na życie smile

                Przypomniał mi się tutaj dowcip o geju- apartament masz? nie. Luksusowy samochód masz? nie. Ciuchy markowe? nie. To ty zwykły pedał jesteś a nie gej!
                • mandziola Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:27
                  Nie, nie.. jakoś znów nie zrozumiałaś moich intencjitongue_out Czyli jak się nie jest ze wsi to można się bezkarnie op... lac kosztem najbliższej osoby??tongue_outP
                  Ale dowcip śmiesznytongue_out Sprzedam dalejtongue_out
              • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 13:55
                mandziola napisała:

                A Wy skoro siedzicie w domu, a Wasze obowiązki wypełniają Panie do sprzątania jesteście po prostu trutniami żerującymi na żywicielu

                big_grin big_grin big_grin
                Tu cię uwiera? big_grin
                Otóż ja nie uważam sprzątania za swój obowiązek tongue_out
                Mój mąż też nie uważa, żeby to był mój obowiązek tongue_out
                Gdy prowadziłam firmę i nie było mnie domu od rana do wieczora, pani do sprzątania przychodziła 3 x w tygodniu, mąż był za tym żeby tak zostało, mimo że czasowo musiałam zawiesić działalność. Ja jednak wolałam, żeby za często obca osoba nie kręciła mi się po domu kiedy w nim jestem - raz na dwa tygodnie gruntowniejsze porządki wystarczą, w między czasie robię to co muszę, a domownicy starają się utrzymywać porządek.
            • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:08
              yenna_m napisała:

              > ale dlaczego sie martwisz moja emerytura?
              >
              no moze dlatego, ze gdy juz taka kobieta niepracujaca obudzi sie pewnego dna bez grosza przy duszy i bz zadnych dochodow, pewnie pomaszeruje do opieki polecznej o jalmuzne. I pewnie ja dostanie, czyli de facto wyladuje na garnuszku podatnika.
              • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:13
                No ale na twoją rente ?jesli ewentualnie zostanie ci przyznana/ tez mozemy jako podatnicy zrzucać w przyszlosci jesli podupadniesz na zdrowiu, skad ty wiesz jak bedzie wygladala przyszlosc twoja czy niepracujacej moze to ona w przyszlosci bedzie "robic" na ciebie?
                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:19
                  dziekuje uprzejmie
                  jak mi powaznie zdrowie siadlo to musialam sie przekwalifikowac, zmilowania nie bylo

                  jaka renta?

                  w tym kraju nawet tym bez rąk grupe inwalidzka przyznaje sie czasowo z nadzieją, ze moze te rece odrosną wink tongue_out

                  wiec ciagle mowie- nie mow hop

                  kiedys tez sie tak madrowalam na tym forum

                  zdrowko siadlo i gadka sie zmienila

                  ot, zagadka, nie ? wink
                • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:23
                  male szanse, bo od niemal 20 lat pracuje i odprowadzam podatk,i skladki na ubezpieczenie i takie tam. Praktyczne nie chorujac (odpukac), za to grzecznie odprowadzajac nalezne haracze.
                  Zeby miec prawo do otrzymana renty, trzeba miec przepracowane minimum 5 lat. Ja przepracowalam ponad 3 razy tyle, w tym okresowo ciagnac niemal 2 etaty .
                  Moi rodzice tez z pokolenia dlugo pracujacych, mama przepracowala 45 lat i nadal pracuje, tata przepracowal juz lat 50 i nadal cos tam jeszcze podlapuje. Jesli nie nastanie jakis kataklizm, pewnie tez czeka mnie jeszcze wieeele lat pracy. I placenia podatkow.
                  I zastanawiam sie, jak niepracujaca osoba ma na mnie "robic" i mnie utrzymywac? Z czego,jesli nie jest w stane utrzymac nawet sama siebie?
                  • leokadiaxx Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:31
                    Bo mimo ze masz przepracowane wymagane 5 lat pracy isntytucja moze cie uzdrowic formalnie nie przyznajac swiadczen, mimo ze dzis masz prace w przyszlosci mozesz zostac na lodzie a zycie dzisiejszej gospodyni moze sie ulozyc w druga strone, zwyczajnie nie wiesz tego a na pewnosci że czeka cie swietlana przyszlosc bo placisz od jakiegos czasu podatki mozesz sie przejechac.Nie kupisz sobie zabezpieczenia zyciowego i finansowego na przyszlosc bo placisz dzis podatki, o naiwnosci,litosci...
                    • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:38
                      z moim zawodem raczej szanse na bezrobocie mam nikle.
                      Ale fakt, przyszlosc jest wielka niewiadoma i chociazby dlatego, warto tworzyc sobie zabezpieczenia i wentyle bezpieczenstwa zeby nie obudzic sie z reka w nocniku. Pracujac i majac dochody mam wieksze pole manewru.
                      Nie wiem,jak mialabym tworzyc sobie zabezpieczenia na przyszlosc jako niepracujaca gospodyni domowa. Chyba jedyne okradajac domow budzet/mezowski portfel...
              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:14
                szczerze?

                wolalabym kible myc niz wyciagac rece po jalmuzne

                poza tym ten mops kazdej grozi
                bo i firma moze zawsze upasc, a i maz moze tez rzucac czy zdrpwie sie posypac

                na emeryture bym nie liczyla specjalnie
                wystarczy czytac prase i miec sladowa wiedze o swiecie zeby miec swiadomosc ze nasze pokolenie emerytur miec nie bedzie
              • przeciwcialo Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 12:16
                Te co pracuja emeryture będa miec głodowa.
        • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:51
          > nie widzialam czystego domu u dziewuchy pracujacej
          > jak byl czysty to dlatego że pomagala babcia albo sprzatala pani lub niania

          Za straszliwie żałosne uważam teksty takie jak powyżej.
          Aż żal przypominać, że w Europie, w XXI wieku, za czystość w domu odpowiadają mieszkańcy, nie wyłącznie kobieta.
          Jedna z drugą licytują się, której dom czystszy... Żal.
          • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:26
            ja widziałam kilka domów pracujących ludzi, gdzie mozna z podłogi jeść, do tego kobiety są zadbane etc

            ale wynikało to przede wszystkich w charakterów tych małzenstw- pedantycznych- ale jest to możliwe i zazdroszczę trochę takiej determinacji
          • ashraf Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 20:43
            No bo widzisz, jaśnie pan mąż jest tak zajęty Strasznie Ważną Pracą (w której zarabia 20 razy tyle co żona), że nikomu nie przyjdzie do głowy, że mógłby też sprzątać, gotować, czy zajmować się dzieckiem. Niektóre zakładają widać z automatu, że czy pracują czy nie pracują, dom jest i tak na ich głowie.
        • ashraf Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 20:36
          To, że ty nie widziałaś, nie oznacza, że jest to niemożliwe. My mamy nianię dopiero od niedawna, rodzina jest w Polsce i jakoś brudu nigdy nie mieliśmy, a pracujemy oboje. No, chyba że pod pojęciem "czysty dom", ktoś rozumie (jak jedna z forumek) podwójne mopowoanie wink I nie imputuj mi podniecania się cudzym życiem - po prostu komentuję zjawisko, jak zresztą i ty... niby po co jesteś na tym forum?
      • aneta-skarpeta Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:11
        jakbym siedziała w domu to bym starała się aby bylo porzadnie psprzatane- nie muszę jeść z podłogi- cos ugotowane, uprane etc

        na hobby i odpoczynek i tak znajdzie się czas

        jednoczesnie wkur..łoby mnie gdybym ja zapierd..ała na 100% w pracy, bo muszę rodzinę utrzymać i sie starac w robocie, a wracam do domu, a tu lekko ogarniętę, obiadu nie ma nawet z wczoraj, bo misio robi misję na xboxie i ROBI COS DLA SIEBIE

        uj by mnie strzelił
        • landora Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:40
          Mnie też.
          Strasznie niesprawiedliwe to jest dla mnie.
    • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:40
      umarlabym, gdyby moje horyzonty zyciowe oraz aspiracje ograniczaly sie do zaserwowania rodzinie wykwintnego obiadu, pucowania plytek w lazience, zakupu nowej kiecki i obejrzenia kolejnego odcinka "Gotowych na wszystko".
      Bleee.....
      • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:18
        mruwa9 napisała:

        > umarlabym, gdyby moje horyzonty zyciowe oraz aspiracje ograniczaly sie do zaser
        > wowania rodzinie wykwintnego obiadu, pucowania plytek w lazience, zakupu nowej
        > kiecki i obejrzenia kolejnego odcinka "Gotowych na wszystko".
        > Bleee.....

        Chyba ten wątek powstał o tym, że bywa zupełnie inaczej... Najwidoczniej to przeoczyłaś big_grin
    • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 15.08.13, 22:57
      Od roku nie pracuję. Sprzątam kiedy muszę, raz na dwa tygodnie przychodzi pani do gruntowniejszych porządków (taka ze mnie larwa tongue_out), gotuję, piekę, robię przetwory bo lubię, poza tym uważam że moim obowiazkiem jest nakarmić rodzinę, na seriale też czasem rzucę okiem wink. Ale poza tym czytam, uprawiam ogród, jeżdżę z młodszą córką na basen, do kina, chodzimy na spacery z psem, rozpieszczamy kota tongue_out
      • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 05:20
        Ale poza tym czytam, jeżdżę
        > z młodszą córką na basen, do kina, chodzimy na spacery z psem, rozpieszczamy ko
        > ta tongue_out

        To sie napracujesz, leniu patentowytongue_out
        • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 14:02
          tongue_out
    • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 00:57
      Mogłabym trwale nie pracować zawodowo, gdybym była rentierką i miała mnóstwo kasy (nie zanosi się). smile Chociaż pewnie otworzyłabym swoją firmę...
      Na pewno nie zajmowałabym się sprzątaniem i gotowaniem, bo nie lubię. Seriale oglądam teraz i oglądałabym wtedy (też jak któraś forumka uwielbiam The Bridge, The Walking Dead i jeszcze parę innych).
      Opcji uwieszenia się na chłopie nie przewiduję, chyba, że po moim trupie albo w wyniku jakichś straszliwych wydarzeń losowych typu sparaliżowanie itp.
    • butch_cassidy tak czułam... 16.08.13, 01:20
      ... że ten wątek ma potencjał wink
      • yenna_m Re: tak czułam... 16.08.13, 01:32
        takie watki zawsze maja potencjal big_grin

        zaloz watek, jakimi egoistycznymi larwami sa korposuczki to tez bedzie jatka big_grin tongue_out
        • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: tak czułam... 16.08.13, 02:23
          > zaloz watek, jakimi egoistycznymi larwami sa korposuczki to tez bedzie jatka :-
          > D tongue_out

          Eee, nie będzie. Choćby z tego powodu, że panie obrażając korposuczki za pracę zawodową przy okazji obrażą swoich mężów, którzy również pracują w korpo czy gdzie indziej. Chyba, że polecimy w tony: faceci do roboty, a kobiety do dzieci. tongue_out
        • elizaj1 Re: szkoda... 16.08.13, 12:12
          Szkoda bo ja myslałam ze on raczej pojdzie w stronę opisywania tego jak żyjecie nie pracujac zawodowo.
          • misterni Re: szkoda... 16.08.13, 14:52
            No to naiwnie myślałaś. Dopóki ludzie nie będą wstanie uszanować wyborów innych, dopóty podobne dyskusje będą przeistaczać się w pyskówki.
            Ja np opisałam jak wygląda moje życie od roku, w zamian za to dowiedziałam się, że jestem trutniem. wink
          • lajente Re: szkoda... 19.08.13, 16:18
            elizaj1 napisała:

            > Szkoda bo ja myslałam ze on raczej pojdzie w stronę opisywania tego jak żyjecie
            > nie pracujac zawodowo.

            I co, poważnie wierzyłaś, że tu któraś ci napisze, że sprząta, gotuje, pierze, prasuje i ogląda tv?

            Przecież z góry było wiadomo, że sprząta pomoc domowa, jada się w restauracji, telewizora nie ma wcale, za to pani cały dzień czyta Schopenhauera i Nietzschego, biega w maratonach, maluje obrazy i właśnie kończy pisać książkę o odkrytym przez nią nieznanym plemieniu w dorzeczu Amazonii, na które się natknęła podczas jej rozlicznych dalekich podróży.
            • misterni To właśnie za sprawą takich twój idiotycznych 19.08.13, 18:20
              wtrętów, wątek poszedł w inną niż Elizaj oczekiwała stronę.
            • yenna_m Re: szkoda... 19.08.13, 20:37
              ja tam pomocy domowej nie mam tongue_out
              pierze pralka, garnki myje zmywarka, prasować nie prasuję - ostatnio puknęłam się w głowę i tak wieszam pranie, żeby zdjąć ze sznurka, ładnie złożyć i wsadzić do szafy wink

              sprzątamy wspólnie - ja i dzieci
              mąż łykendowy ładuje zmywarkę i wiesza pranie wink
    • butch_cassidy Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 01:44
      A mnie jeszcze coś się przypomniało.

      Najpierw ograniczyłam pracę, potem jeszcze bardziej ograniczyłam i jeszcze... A zaczęło się po urodzeniu córki.
      Miałam 2 koleżanki, które mi mówiły tak: "Jeszcze zbrzydnie ci to siedzenie w domu. Tak się nie da. Trzeba do ludzi". Same "siedziały"... Ale faktycznie po ok. 4-5 latach wróciły do pracy. Jedna w banku, druga w sklepie. I dalej mi mówiły: "A ty nie myślisz o pracy, ileż można tak w domu..." bla, bla, bla... Do czego zmierzam: żadna z nich nie miała hobby, nie lubiła czytać, nie znała języków, ani nie chciała się ich uczyć. No nic ich nie wyróżniało. Takie szare myszy. Mam jeszcze 3. koleżankę. Ona dość długo nie pracowała i teraz właściwie też niewiele. Nigdy nie miała problemu z moim niepracowaniem. Fajna osoba o wielu zainteresowaniach, lubiana. Jaki z tego wniosek? Kto najczęściej dziwuje się i przekonuje do powrotu do pracy znajome, które postanowiły więcej czasu poświęcić sobie, a mniej zarabianiu pieniędzy? wink
    • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 05:16
      Jasne, ze sprzatam, piore, ale nie zajmuje mi to caly tydzien.
      Fakt, gotuje codziennie.
      Ucze sie tez.
      I chodze sobie w rozne miejsca, na zakupy tez, i na wycieczki.
    • undoo Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 06:36
      Sprzata sie szybko, bo sie lubi w czystym mieszkac, gotuje sie szybko, ale smacznie i zdrowo. Ksiazki tez sie szybko czyta, bo jak sie juz raz opanowalo sztuke szybkiego czytania, to trudno przestac, wiec czyta sie duzo, od razu dodam, ze bardzo niewiele beletrystyki sie czyta.
      Ma sie czas na swoje pasje.

      Ale przede wszystkim mozna sie nacieszyc dziecmi, mozna zyc bez gonienia w pietke miedzy praca, ktora sie kochalo a rodzina, ktora sie kochalo bardziej. Jasne, pracy brak, ale dzieci kiedys dorosna i bedzie mozna do pracy wrocic, a dzieci sa dziecmi tylko raz i potrzebuja ktoregos rodzica.

      Prosze mnie straszyc tym czy owym. Juz mnie to znudzilo. Zyje sie tu i teraz, a nie przyszloscia czy przeszloscia. Chce byc w danej chwili obecna, a nie pozniej ja na zdjeciach ogladac i pamietac, ze tylko myslalam, co jeszcze musze i czego jeszcze mam sie bac.

      Ucze sie relaksu, spokoju i tego, ze mam czas, ze nie musze gnac.
    • slonko1335 Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 08:42
      Niekoniecznie. Miałam okazję jakiś czas temu spędzić kilka dni w domu niepracującej nigdy zawodowo kobiety. Gotowaniem i ogarnianiem domu zajmowała się gosposia, nie zauważyłam też żeby oglądała seriale. Oj pożyłabym tak gdybym mogła......
    • przeciwcialo Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 09:09
      W czasach gdy nie pracowałam uczylam sie języka, zrobiłam prawo jazdy bez pospiechu wprawdzie ale jednak, ogarnialam dom, zakupy robi do teraz mąz.
      • igge Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 12:35
        W stosunku do kochanego faceta nie jest niesprawiedliwe pozwalać mu realizować się w pracy bo on tę pracę kocha i sprawia mu ona dużo frajdy, praca to nie jest tylko wysiłek i zmęczenie. U mnie w domu tradycyjnie mężczyzna może w swojej pracy być super elastyczny i dopasować się do każdych godzin roboty bo wie, że w razie czego jest zwolniony z wszelakich domowych obowiązków. Ja natomiast mam ten luksus, że wiem, że nic nie muszę. Jak dzieci były małe to ja nie on musiałam (i mogłam) dopasować godziny swojej pracy do jego nieprzewidywalnego etatu i nadgodzin i zawsze awaryjnie mieć dodatkową opcję opieki nad dziećmi na wypadek nieprzewidzianych zmian w jego zawodowym grafiku. Traktuję swój brak gonitwy życiowej. luz i swój wolny czas jako bonus, coś co mi się należy jak psu miska - to ja podporządkowałam swoje życie opiece nad potomstwem w większym stopniu i umożliwiałam mu pracę w nienormowanych godzinach. Wracał z pracy, przejmował dzieci i brał się do domowych obowiązków sam z siebie. I ja teraz rzeczywiście mam więcej praw i mniej obowiązków od mojego męża. Nie czuję się winna, upokorzona (ja rządzę kasą w domu. mąż po opłaceniu rachunków oddaje wszystko co zarabia), uzależniona w żaden sposób od męża (postrzegam jego zarobki jak najbardziej jako "swoje" i nie upokarza mnie traktowanie go jako bankomatu), decyzje małe i duże podejmujemy wspólnie. Wydaje mi się po prostu, że ja sama doceniam swój wkład w małżeństwo i w rodzinę tak samo jak kiedyś doceniałam swój wkład w finanse domowe. Czuję się dowartościowana sama i przez małża i jego postrzeganie prac domowych jako ważnych i czasu z dziećmi jako najważniejszego ze sposobów zorganizowania sobie wolnego czasu. Każde z nas i dzieci też myśli o potrzebach innych członków rodziny i stara się je jak najlepiej zaspokoić. Każde z nas żyje tak by samo być szczęśliwym i uszczęśliwiać małżonka, konflikty są sporadyczne. Mam też niepracujące koleżanki, których dzieci są całkiem duże, licealne i samodzielne i one nadal nie spieszą się do pracy. Jedna oszczędza, szuka promocji, wysypia się i chwali sobie wieczne wakacje, zdecydowanie typ silnej i niezależnej facetki. Druga nie oszczędza, spędza mnóstwo czasu na zagranicznych wojażach, zwiedzaniu i wypoczynku na plaży, jest trochę mniej dominująca. Obie mają fajnych wspierających i szanujących żony mężów, którzy rzeczywiście w pracach domowych uczestniczą w mniejszym niż panie zakresie. Jedna ogląda codziennie tv wieczorkiem, druga czyta książki. Nie narzekają, są chyba szczęśliwe.
        Nie mnie oceniać czy mają wąskie czy szerokie horyzonty, może niekoniecznie czytają tylko Kunderę, Rorty'ego w oryginale i Szekspira ale tematów do rozmów nie brakuje. Nie dzielę rozmów na płytkie i głębokie choć wolę te przy których usta bolą od śmiechu. Wydaje mi się, że ocenianie "drobiu domowego" jako gorszej, nudniejszej części kobiet to niesprawiedliwość i zwyczajne nadużycie. Smutne, że same kobiety nie umieją docenić prac i rozmów dawniej "typowo kobiecych" choć długość wątków o sprzątaniu temu przeczy smile.
        • thaures Przez rok byłam w domu 16.08.13, 12:58
          Miałam tę możliwość, że przez rok byłam na rocznym płatnym urlopie- po 16 latach pracy zawodowej. Założenia, co zrobię przez ten czas były spore, natomiast rzeczywistość- całkiem inna. Pierwsze tygodnie to euforia- jak mi dobrze, ile mam czasu dla siebie itp. Potem normalnie świrowałam- miałam za dużo czasu na myślenie- potrafiłam kreować sobie takie historie, że sama byłam przerażona. Dzieci wcale nie były lepiej dopilnowane, bo wszystko rozciągało mi się w czasie. Nie miałam więcej cierpliwości przy odrabianiu lekcji i chęci na spędzanie z dziećmi aktywnie czasu. Wstawałam późno, ale snułam się po domu zaczynając parę rzeczy- żadnej nie kończąc. Siadałam przed kompem, wstawałam- coś zrobiłam i znowu siadałam. Kilkadziesiąt minut przed obiadem rzucałam się do kuchni, żeby coś upichcić- byle jak, byle szybko. Dom nie wyglądał na czystszy, bo tak samo zabierałam się za sprzątanie, za prasowanie. Byłam niezadowolona, że jestem sama,a nie chciałam korepetycji- bo byłam zmęczona. Bałam się wracać do pracy- no bo jak ja dam radę i z pracą i z domem. Ja podczas tego roku miałam o wiele mniej czasu niż gdy normalnie pracowałam. Jakiś obłęd.
          Powrót do pracy, mimo wielu zmian- to wybawienie- dla mnie i dla rodziny. Przede wszystkim jestem o 100 razy bardziej zorganizowana i mniej zrzędliwa.
          • whiteczeremcha Re: Przez rok byłam w domu 17.08.13, 00:27
            Masz rację , pracująca kobieta przy pomocy pozostałych domowników ,potrafi pogodzić obowiązki , a rodzina zyskuje ,bo mama i żona nie kisi się w domowych pieleszach i nie wypisuje swoich 100 postów dziennie na wszelakich forach ,bo jej życie toczy się w realu wink
            • yenna_m Re: Przez rok byłam w domu 17.08.13, 10:36
              oczywiscie, ze rodzina zyskuje tongue_out

              tylko moje dzieciaki wyraznie jakies inne, bo fakt zakonczenia zastepstwa i rownoczenie moj powrot do domu skwitowaly okrzykami " hurra, mama bedzie wreszcie w domu" - tak z 15 minut sie darli i podskakiwali ze szczescia tongue_out

              zdecydowanie, wracajac do domu unieszczesliwilam swoja rodzine wink

              uwielbiam to forum
              wszyscy wszystko wiedza lepiej od zainteresowanego wink
              • yenna_m Re: Przez rok byłam w domu 17.08.13, 10:44
                aha

                jako typowa lenuwa larwa dodam jeszcze, ze bylam strasznie szczesliwa w pracy w ktorej kazdy kazdego za przeproszeniem podsrywal i gdzie nie byli miesiaca,zeby ktoras nie ryczala po kątach

                moj poziom samozadowolenia i spelnienia oraz swiadomosci, ze moja praca uszczesliwia rodzine rosl, gdy szlam do szkoly po starszaka i znow zastawalam dzieciaka stojacego przy oknie i czekajacego na ktoregos z rodzicow ( a stal se zwykle tak kilka godzin)

                a teraz, autorko tego belkotu powyzej, wez se rozped i strzel baranka big_grin
                • whiteczeremcha Re: Przez rok byłam w domu 18.08.13, 00:17
                  twój post to prawdziwy bełkot a dyskusja niemerytoryczna ,ot zwykłe pieniactwo...
                  • yenna_m Re: Przez rok byłam w domu 18.08.13, 00:46
                    ale w sensie bełkot, że nie zawsze praca daje radość, czasem jest skrajnie wyniszczająca, ludzie przypłacają "przyjemność" pracowania karnetem do psychiatry i receptami na antydepresy?

                    no przepraszam, ale imputujesz mi, że się pieniaczę

                    nie, po prostu twierdzę, że nie ma uniwersalnej metody na życie ani na szczęście

                    poza tym w którym momencie jestem niemerytoryczna?
                    przecież cała dyskusja ma na celu zdeprecjonowanie decyzji dwójki dojrzałych ludzi i obszczekanie publiczne, że pan, który ma w domu kuraka to męczennik jest a pani leniwa, poza tym praca zawodowa to cud, miód, orzeszki, rozwijająca, relaksująca, nic tylko pić drinki z palemką i malować paznokcie

                    otóz nie
                    czasem praca zawodowa jest rujnuje człowieka, małżeństwo
                    czasem wybór, że jedno z małżonków pozostaje w domu wcale nie świadczy, że oboje małżonkowie/jeden z małżonków jest koślawy intelektualnie i w dodatku żeruje na tym drugim - a wręcz przeciwnie, taka decyzja jest podjęta dla dobra wspólnego o jest drużynowym graniem do jednej bramki

                    małżeństwo to nie wyścigi
                    nie rywalizacja, kto zarobi więcej czy dalej, czy też kto kogo bardziej wydoi
                    jeśli dwójka ludzi decyduje się na jakiś układ, to znaczy, że oboje mają z tego jakąś wymierną korzyść, bo ludzie tak już mają, że nie mają ochoty być Caritasem

                    jeśli uważasz, że dorosły mężczyzna nie umie w związku werbalizować oczekiwań, to przepraszam, ale w takiej sytuacji należałoby przyjrzeć się właśnie własnemu związkowi, bo jeśli wiele osób Ci mówi, że jednak dorosły mężczyzna z reguły taką umiejętność posiada a Ty nadal nie wierzysz - to może ten mężczyzna, z którym jesteś ma taki problem, skoro tak trudno uwierzyć w decyzyjność i dojrzałość wyborów innych ludzi

                    powtarzam - nie ma uniwersalnej recepty na szczęście czy uczciwość małżeńską
                    nie ma też recepty na to, jak nie gnuśnieć, czy jak nie czuć się wykorzystywanym w tym konkretnym związku

                    ogólna dyskusja zawsze obarczona jest błędem, bo jest zbyt ogólnikowa i osadza się na stereotypach
                    bo gdyby przyjrzeć się konkretnym rozwiązaniom i motywacjom tych konkretnych dorosłych ludzi, to może okazać się, że model wyklęty, którego "nigdy" by się nie zaakceptowało, jest w tym konkretnym wypadku, jednym z sensowniejszych rozwiązań

                    poza tym przepraszam
                    ale mi naprawdę trudno zarzucić pieniactwo

                    natomiast fakt - rozbawił mnie Twój wcześniejszy post
                    dlatego został wyśmiany big_grin
            • misterni Ciekawe zatem kto tworzyo forum? :P 17.08.13, 16:41
              Według mojej wiedzy, większość ematek spełnia się zawodowo tongue_out

              whiteczeremcha napisała:

              i nie wypisuje swoich 100 postów dziennie na wszelakich forach ,bo jej
              życie toczy się w realu wink
              • yenna_m Re: Ciekawe zatem kto tworzyo forum? :P 17.08.13, 17:06
                widać zdaniem whiteczeremchy nadal ich życie nie toczy się w realu

                takiej to trudno dogodzić wink
    • anetajamroz Re: Czy nie pracując zawodowo... 16.08.13, 15:41
      hehe pewnie wszystko zalezy od nastawienie, pewnie bedzie spory odsetek kobiet, ktorym dzien leci na sprzataniu, gotowaniu, a przede wszystkim zajmowaniu sie dziecmi. i pewnie jest w tym jakas tendencja, ze skoro te panie nie pracuja, to przykladaja sie skrupulatnie do swoich obowiazkow. ale nie zawsze tak jest. spora czesc mam, jesli moze sobie na to pozwolic, stara sie lapac rozne prace zdalne, umowy o dziela, i zajmuje sie tym w domu, kiedy akurat dzieci spia, albo sa w przedszkolu. poza tym zeby wlasnie nie wpasc w ten marazm i depresje, to poszukuja nowych zadan i zajec, zapisuja sie do roznych klubow, spotykaja sie z innymi mamami, chodza na silownie czy inne miejsca zlotu mamsmile wszystko tez pewnie zalezy od tego, gdzie sie mieszka. bo wiadomo, ze im wieksze miasto, tym wiecej mozliwosci rozwoju i realizacji swoich pasjismile
    • asia06 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 07:51
      Gdy nie pracuje się zawodowo, to:
      - chodzi się do kina;
      - zwiedza;
      - czyta książki;
      - uczy się języków obcych;
      - dokształca się zawodowo;
      - zajmuje się jakimś hobby;
      ... i wychowuje się dzieci.

      Pranie, gotowanie, sprzątanie.... są na ostatnim miejscu.
      • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 18:32
        a za co
        -chodzi sie do kina
        -zwiedza
        -kupuje ksiazki
        -chodzi do kina (kupuje bilety)
        -doksztalca sie zawodowo
        -uprawia hobby
        itd itp..?
        Masz jakas tajna kopalnie pieniedzy , czy wygralas milion w srode i milion w sobote?
        A moze twoj partner tak bez mrugniecia oka finansuje wszelkie twoje fanaberie?
        • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 18:45
          mruwa9 napisała:

          A moze twoj partner tak bez mrugniecia oka finansuje wszelkie twoje fanaberie?

          Skoro razem podjęli decyzję, że żona przez jakiś czas nie pracuje zawodowo, to oczywiście, finansuje bez mrugnięcia okiem.
          • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:03
            nie wiem, mój finansuje
            bez mrugnięcia


            mało tego, gdy wczoraj zapytałam go o to, czy nie jestem, jego zdaniem, leniwą larwą wykorzystującą biednego misiulka, westchnął i powiedział "weź przestań czytać wreszcie wypociny tych idio..." ups... bo zaraz wytną wink
            no wypociny tych niezbyt inteligentnych pań wink
            • lilly_about Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:20
              Ale masz spoko starego, ja nie mogę! Normalnie ynteligent jak się patrzy. Powiedz mi tylko, kiedy ty chodzisz do tego kina, kiedy czytasz książki czy jak to pięknie tu piszecie: rozwijasz własne hobby, skoro nieustannie siedzisz na forum?
              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:24
                no ale Ciebie też widzę nieustannie na forum a podobno pracujesz?

                dziwi mnie w ogole takie pytanie w dobie smartfonów - gdy z kazdego miejsca mozesz se post napisac

                a teraz zrób tabelkę w excelu i spisz godziny forumowania
                wyniki mogą być obłędne
                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:25
                  przede wszystkim nie wpieprzajacego sie w buciorach w zycie innych... inteligentek wink
                • lilly_about Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:27
                  Ja nie pytałam z jakiego miejsca piszesz, tylko kiedy masz czas na czytanie i całą resztę? Bo zakładam, że czytając książkę nie piszesz równoczesnie na forum. Mogłabyś wówczas nie doczytać czegoś ważnego. W książce naturalnie.
                  • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:30
                    klade sie spac o 4 nad ranem
                    mam naprawde duzo czasu

                    chciec to moc

                    ostatecznie panie, ktore pracują tez nie ograniczaja swojego zycia do pojscia do pracy, przyjscia do domu, ugotowania obiadu i pojscia spac?

                    maja tez czas na popisanie (czesto intensywne) na forum, poczytanie czy obejrzenie fajnego filmu
                    • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:32
                      no chyba, ze Ty nie dajesz rady tego ogarnąć, to nie dziwi mnie tak postawione pytanie

                      dla osoby, ktora nie pracuje - naprawde zadnym problemem jest ogarnięcie tego wszystkiego
                      • lilly_about Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:35
                        To cudnie. Szkoda, ze nadal nie odpowiedziałaś na pytanie. Chyba, że to pasjonujące życie kury domowej ogranicza się wyłącznie do komputera wink
                        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:45
                          no to Ci piszę, że nie
                          zajmuję się kociakami, robię im sporo fotek, czytam, zgłębiam genetykę (jestem na etapie tłumaczenia a francuskiego doktoratu w zakresie genetyki - chodzi o kolor amber)
                          ostatnio siedzę sporo przy kompie, ale dlatego, że akurat w tle mam fb i bardzo intensywnie wymieniam się z hodowcami z Europy informacjami na temat hodowania kotów w kolorze, który mnie interesuje (ciągle mówię o amberze), ostatnio zrobiłam sobie bazę hodowli hodujących ambery (obawiam się, że być może jest to jedna z nielicznych, o ile w ogóle nie jedyna tak szeroka baza hodowli) - kosztowało mnie to naprawdę sporo pracy
                          piszę bloga na temat koloru amber u norwegów (historia, genetyka, takie tam)

                          jeśli idzie o czytanie - czytam dość dużo, choć faktem jest, że z różnym natężeniem
                          w tej chwili - coś takiego
                          • lilly_about Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 20:51
                            yenna, ja nie piłam do ciebie personalnie, nawet nie wiedziałam, ze nie pracujesz, z tego wątku się dowiedziałam. Chodziło mi raczej o to, że zawsze, kiedy taki wątek się pojawia, to ematki, które nie pracują chwalą się, że robią dzięki temu to, tamto i jeszcze coś. Ok, fajnie, tylko: codziennie do kina chodzą? Codziennie książki kupują? Codziennie wycieczki robią? Sądzę, ze jednak jest to porównywalne z natężeniem tych pracujących. Ale to mówię ja, osoba, która, jak ma za dużo wolnego, to nieustannie sprzata. Pewnie nie potrafię odpowiednio gospodarować wolnym czasem. Aaaa a ty to nie jesteś tak do końca bez pracy, masz hodowle.
                            • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:00
                              no ale wiadomo, że do kina codziennie nie pójdziesz, tylko rozłożysz to w czasie
                              to samo z książkami - nie wiem, jak Ty, mam tygodnie, że czytam kompulsywnie a potem jak matoł miesiąc i ni literki

                              myślę, że to, co człowiek zrobi ze swoim czasem, czy będzie potrafił go wykorzystać, zależy od człowieka
                              jeden będzie intelektualnie gnuśnieć nawet wówczas, gdy będzie mieć ambitną pracę (zobacz, ilu profesorów uczelni wyższych zatrzymało się na poziomie wiedzy sprzed 20-30 lat?), inny znajdzie sobie hobby (i będzie to choćby pielęgnacja ogródka, czyli coś czego ja np nie potrafię i co mnie totalnie przerasta) i nie dość, że będzie mu to sprawiać przyjemność, to jeszcze będzie mieć takie rezultaty, że szczęka opada

                              siedzenie w domu porównałabym do zasiedzenia się w kiepskiej pracy
                              jeden - będzie potrafić poza pracą rozwinąć skrzydła i sprawić, że jego życie mimo wszystko będzie interesujące (bo wyciągnie z tej pracy fascynujące znajomości albo po pracy będzie rozwijać sobie jakieś hobby - choćby będzie jeździć na rowerowe wycieczki krajoznawcze po okolicy) albo nie (bo będzie na tyle nieciekawym człowiekiem, że nie będzie potrafił sobie zorganizować czasu)

                              i myślę, że tu jest pies pogrzebany

                              natomiast u mnie np jest tak, że mój stary wie, żem kocia rasistka wink i mam szmyrgla na punkcie pewnych rzeczy - i biedak nawet nie próbuje ze mną o tym dyskutować, bo po prostu nie rozumie, o czym do niego z błyskiem w oku rozmawiam big_grin
                              • lilly_about Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:08
                                Ja czytam od dzieciństwa nieustannie. Oczywiście mam okresy przesytu, kiedy to kupię sobie Twój Styl, bo chce mi się pierdół. No i sport: pływanie i rower. Bez tego bym umarła. Od października zaczynam podyplomówkę. Słowo klucz to to co napisałaś: gnuśnieć. Oby nigdy nie stało się to naszym udziałem!
                                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:09
                                  no i podkreślam: gnuśnieć można absolutnie wszędzie

                                  i oby się nie stało, howhg! wink
                                  • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:10
                                    howgh tongue_out
                            • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:05
                              A czy jezdzenie na wycieczki to jakis szczegolny wyczyn?
                              Dla mnie jest to najtansza z mozliwych forma rekreacji. Potrzebny tylko wolny czas i samochod, ewntual ie bilet na autobus.
                              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:08
                                najtańsza, znaczy się - najdostępniejsza

                                wiesz, jest to pewien wyczyn, jeśli wiąże się to np z uprawianiem przy tym sportu i poszerzaniem wiedzy historycznej czy jakiejś innej

                                można mieć pasjonujące, a przy tym cholernie tanie hobby
                              • lilly_about Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:09
                                No zgadza się, ale codziennie na te wycieczki jezdzisz?
                                • nanuk24 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 21:21
                                  Codziennie nie, bo nie tylko zwiedzaniem okolic czlowiek zyjewink

                                  --
                                  Dzis jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
            • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 23:52
              yenna_m napisała:


              >
              > mało tego, gdy wczoraj zapytałam go o to, czy nie jestem, jego zdaniem, leniwą
              > larwą wykorzystującą biednego misiulka, westchnął i powiedział "weź przestań cz
              > ytać wreszcie wypociny tych idio...


              Moj maz tez pewnie zareagowalby podobnie.
              Ale JA czulabym sie bardzo nie fair. Pomjajac dyskomfort zwiazany z uzaleznieniem od dochodow jednej osoby i brakiem jakiejkolwiek, chocby symolicznej, niezaleznosci ekonomicznej, czulabym, ze ta sytuacja nie jest wlasciwa (oglednie mowiac). Bo nie czuje sie ani uposledzona, ani gorsza, ani w zaden inny sposob niezdolna do pracy zawodowej, wiec nie potrafie znalezc zadnego rozadnego argumentu dla niepracowania. Bezproduktywne siedzenie w domu i dojenie meza z kasy na swoje fanaberie jest czystym egoizmem.
              I chociaz moj maz z jednej swojej pensji bez problemu byl w stanie utrzymac 5-osobowa rodzine, dzieki temu, ze pracuje, mogl zredukowac swoj wymiar zatrudnienia, majac wiecej czasu dla dzieci, rodziny, na hobby itd.
              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 00:02
                no tak
                ale przyznasz, że bezproduktywne "siedzenie" w domu, gdy się wypuściło pana na kilkuletnią delegację (o której mi od lat jęczał, że chce iść, a ja dość intensywnie kilka lat stawałam okoniem) i ciągnie się samemu dom to sytuacja zupełnie nieporównywalna

                wbrew pozorom pan małżonek może mi do stóp padać, że jest na tej delegacji

                sorry, nie widzę powodów, żebym dlatego, że robię panu dobrze była dodatkowo pokarana jeszcze pracą zarobkową i goniła w piętkę, nie wiedząc, jak się nazywam, oraz padała na twarz (wiem, przerabiałam, przy całej rozkoszy pracy - tak, tak, rozkoszy - to jednak na dłuższą metę jest to strasznie wyczerpujący fizycznie układ)

                jak napisałam - wszystko to kwestia układu małżeńskiego
                ludzie umawiają się na pewne rozwiązanie i tyle

                u mnie - rozwiązanie jest czasowe, mam nadzieję, że pan w ciągu roku wróci wreszcie z tej delegacji, ostatecznie już się nakarierował trochę wink i nabył ważny wink

                czasem trzeba być elastycznym
                a małżeństwo polega nie na wzajemnej rywalizacji, tylko na wspólnym graniu do jednej bramki
                bo małżeństwo to jednak gra zespołowa wink

                na typ etapie życia preferuję takie rozwiązanie
                za chwilę - rzucę się w wir pracy zawodowej i będę, jak to osoba z zapędami w stronę pracoholizmu, utrapieniem dla pana małżonka wink
                i doskonale wiem, że tak będzie i że facet będzie mieć przekichane big_grin
        • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:08
          ja bym jeszcze dopisała - czyta się z wypiekami na twarzy doktorat jednego pana z dziedziny, z której się ma totalnego szmyrgla

          tak, tak
          to mnie
        • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 19:24
          > Masz jakas tajna kopalnie pieniedzy , czy wygralas milion w srode i milion w s
          > obote?
          > A moze twoj partner tak bez mrugniecia oka finansuje wszelkie twoje fanaberie?

          w tym problem, ze twój chyba tobie nie finansuje, biedaku?
          • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 17.08.13, 23:58
            Pomysl, zeby maz MNIE cokolwiek finansowal, obraza mnie.
            Nie jestem niczyja utrzymanka i nie zamierzam byc.
            • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 00:04
              a mnie nie finansuje
              ja mu zapewniam realizowanie się w ramach delegacji, o którą jęczał wiele lat
              i w końcu machnęłam ręką i odpuściłam

              a czy nie boję się innej pani w tle?

              miał milion okazji do zdrady
              zresztą - to ma wisieć, nie utonie
              a ja nie z tych kontrolujących
              sama też nie jestem kontrolowana (spróbowałby tylko... tongue_out )
            • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 11:42
              Mówienie o "utrzymance" w małżeństwie świadczy dla mnie o jakimś zaburzonym pojmowaniu tej instytucji.
              • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 16:52
                dobrowolne spychanie sie do roli osoby calkowicie, w 100% uzaleznionej ekonomicznie od partnera, jeszcze bardziej swiadczy o zaburzeniu. Stawia automatycznie kobiete w podrzednej roli osoby bez wlasnego zrodla dochodow, w 100% zaleznej od dobrej (lub zlej) woli partnera.
                Po prostu uwazam, ze dorosly czlowiek ma nie tylko prawa ale rowniez obowiazki.
                W tym obowiazek wspolodpowiedzialnosci za byt rodziny, a nie tylko egoistyczne prawo nieograniczonego czerpania z dochodow partnera.
                • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 17:02
                  mruwa9 napisała:

                  > dobrowolne spychanie sie do roli osoby calkowicie, w 100% uzaleznionej ekonomic
                  > znie od partnera, jeszcze bardziej swiadczy o zaburzeniu. Stawia automatycznie
                  > kobiete w podrzednej roli osoby bez wlasnego zrodla dochodow, w 100% zaleznej
                  > od dobrej (lub zlej) woli partnera.

                  Kompletnie różnie pojmujemy małżeństwo i obowiązki, a takze prawa wynikające z faktu bycia w małżeństwie, więc chyba dalsza dyskusja nie ma sensu.

                  > Po prostu uwazam, ze dorosly czlowiek ma nie tylko prawa ale rowniez obowiazki.
                  >
                  > W tym obowiazek wspolodpowiedzialnosci za byt rodziny, a nie tylko egoistyczne
                  > prawo nieograniczonego czerpania z dochodow partnera.

                  W ogóle nie czytasz tego, co piszę, odpowiadasz tak, zeby pasowało do twojej tezy, więc - jak wyżej - dyskusja chyba nie ma sensu.

                  chociaż nie, spróbuje jeszcze raz, odpowiedzialnośc za byt rodziny przejawia się na różne sposoby i nie polega tylko i wyłącznie na zarabianiu na tę rodzinę pieniędzy.
                  Ciebie, widzę, bardzo boli inny niz u ciebie podział zadań w rodzinie, a takze fakt, że sa kobiety, które na tyle znaja i ufają swoim mężom, żeby nie żyć w ciągłej niepewności co do swojego losu.
                  Nie bierzesz tez pod uwagę aspektu wspólnoty majątkowej oraz mozliwych zabezpieczeń kobiety na wypadek śmierci czy kalectwa męża.
                  Mam wrażenie, ze czujesz się na niepewnej pozycji w małżeństwie i masz poczucie, że gdybyś nie pracowała, to mąż by cie nie szanował, a i ty do siebie nie miałabys szacunku.
                  • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 17:12
                    a odwrotna sytuacja: ty pracujesz, a twoj maz zostaje w domu. Dzieci odchowane, szkolno-przedszkolne, a maz postanowil zostac w domu i sie realizowac, oczekujac finansowania z twojej pensji bytu calej rodziny + jego hobby , studiow i innych pomyslow na samorealizacje (ty do pracy, on na narty z kolegami, albo na zawody zuzlowe, albo na piwko).
                    Piszesz sie?
                    • igge Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 17:53
                      mi np odwrotna sytuacja (o której pisze mruwa) pasowałaby pod warunkiem, że mąż znalazłby czas na bycie asystentem osoby niesprawnej (to co ja teraz robię) i mojej córce nie pogorszyłby się komfort życia. Jak jesteś w kochającym, pełnym zaufania i troski o partnera/kę związku to o żadnej zależności, która Cię uwiera nie ma mowy. Trzeba też samemu doceniać w pełni swój, niekoniecznie ekonomiczny wkład do małżeństwa i rodzicielstwa. Mój mąż nie ma z tym problemu a ja chętnie zamieniłabym się rolami gdyby była taka możliwość. I na pewno doceniłabym jego siedzenie w domu i elastyczność w dopasowaniu się do rytmu dnia dzieciaków oraz ewentualne ogarnięcie domu. Kasa byłaby wspólna i nieistotne kto by ją zarabiał. Nikt nikomu nie żałowałby na hobby i inne fanaberie.
                    • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 18:40
                      mruwa9 napisała:

                      > a odwrotna sytuacja: ty pracujesz, a twoj maz zostaje w domu.

                      a czemużby nie? Jest jeden mały problem - dopóki dzieci na mleku matki, to ona musi z nimi być, a nie ojciec. A skoro juz i tak to matka była z dziećmi rok, dwa (przy trójce to się robi minimum 6 lat), to, niestety, odbija sie to na jej mozliwościach zarobienia tyle, żeby utrzymac całe towarzystwo. Mozna oczywiście zrezygnowac z karmienia piersią, ale ja akurat takiego wyboru nie chciałabym dokonywać.

                      Dzieci odchowane,
                      > szkolno-przedszkolne, a maz postanowil zostac w domu i sie realizowac, oczekuj
                      > ac finansowania z twojej pensji bytu calej rodziny + jego hobby , studiow i inn
                      > ych pomyslow na samorealizacje (ty do pracy, on na narty z kolegami, albo na za
                      > wody zuzlowe, albo na piwko).

                      Ale mój mąz nie finansuje mi zadnych kosztownych i czasochlonnych hobby. Trudno jest mi więc wczuc sie w taką sytuację w drugą stronę. gdybym zarabiała wystarczająco dużo, a przy tym wiedziałabym, ze dzaici i dom są "zaopiekowane", to czemu nie?

                      > Piszesz sie?

                      Tak, myslę, ze satysfakcja z pracy rekompensowałaby mi fakt, że spędzam w domu mniej czasu niz mąż.
                    • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 18:53
                      Mruwa, a w jakim wieku masz dzieci? Piszesz jak matka niemowlaka, która odrzuca myśl, że dzieci starsze też potrzebują opieki i przede wszystkim czasu ze strony przynajmniej jednego rodzica.
                      Według mnie dzieci szkolne również wymagają obecności rodzica, i to nie 2 godzin wieczorem.
                      Ja, żeby pójść teraz do pracy musiałabym poświecić na to z dojazdami do miasta (60 km w jedną stronę) 12 godzin. Nie wyobrażam sobie, żeby 10latka musiała przebywać sama dzień w dzień w domu do 19. Nie to, że nie dałaby sobie rady, ale byłaby po prostu osamotniona, nie chce czegoś takiego dla mojego dziecka. Mój mąż pracuje 400 km od domu, więc siłą rzeczy nie ma go z nami na co dzień. Póki co, w tej konkretnej sytuacji, życie nasze tak wygląda i pewnie będzie jeszcze wyglądało ze dwa lata i nie pójdę do pracy kosztem dziecka, po to tylko, żeby poprawiać sobie samopoczucie.
                      • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 19:04
                        Pewnie mruwa9 uważa, ze siedzenie w przedszkolu, czy szkolnej świetlicy do zamknięcia placowki zwiększa dobrostan rodziny, nie mówiąc juz o dziecku 10-letnim i starszym, które przecież może spokojnie spędzać pól dnia w szkole a drugie samotnie w domu, czekając na resztę rodziny.
                      • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 21:12
                        moje najmlodsze dziecko ma 8 lat.
                        I spora czesc dnia spedza w szkole.
                        Nie widze zadnego racjonalnego powodu, dla ktorego czas, ktory dzieci spedzaja w szkole, ja mialabym sedzac w domu. One maja swoje obowiazki, ja mam swoje. Proste.
                        Rownie dobrze dzieci moglyby zakomunikowac, ze do szkoly to one nie zamierzaja chodzic, bo to zbyt meczace i nieuzasadnione ekonomicznie. Skoro ja siedze w domu, to one tez.
                        • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 21:21
                          mruwa9 napisała:

                          > moje najmlodsze dziecko ma 8 lat.
                          > I spora czesc dnia spedza w szkole.

                          W II-III klasie lekcji jest max. 5 w ciągu dnia. jesli dziecko nie chodzi do szkoły na zmiany to o 12.30 srednio jest juz po lekcjach.
                          Pozostaje jeszcze duzo dnia poza szkołą.

                          > Nie widze zadnego racjonalnego powodu, dla ktorego czas, ktory dzieci spedzaja
                          > w szkole, ja mialabym sedzac w domu. One maja swoje obowiazki, ja mam swoje. Pr
                          > oste.

                          Przeciez piszemy ci przez cały wątek, że nie pracując zawodowo tez ma sie obowiązki. Do tej 12.30 mozna zrobic zakupy, częściowo obiad przygotować, cos tam posprzątać, wstawic pranie, poprasować, czy co tam jeszcze z obowiązkow jest do wykonania. Można też sie w tym czasie zrelaksować, jak ktos może i chce smile

                          > Rownie dobrze dzieci moglyby zakomunikowac, ze do szkoly to one nie zamierzaja
                          > chodzic, bo to zbyt meczace i nieuzasadnione ekonomicznie. Skoro ja siedze w do
                          > mu, to one tez.


                          Co ma piernik do wiatraka? Dzieci mają obowiązek szkolny, ja mam obowiązki w domu. Za to nie każę im po lekcjach przesiadywać w świetlicy (nasza nie jest fajna, i przysługuje tylko do III kl. włącznie) do godz. 18.00, kiedy to swietlica jest zamykana.

                          • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 21:41
                            to jest kolejny argument PRZECIW niepracowaniu: nie dosc, ze kobieta jest w pelni uzalezniona finansowo od partnera, to jeszcze wiekszosc swojej aktywnosci powieca na odmozdzajacych czynnosciach, typu zakupy,pranie, prasowanie. I w ten sposob idiocieje coraz bardziej (zaraz zostane zjedzona przes ematki, ale ja nie widze nic stymulujacego ani rozwijajacego w pracach domowych), oraz coraz bardziej uzaleznia sie od faceta. Rowniez intelektualnie. I w ten sposob, pograzajac sie w blednym kole nakrecajacego sie uzaleznienia jeszcze bardziej pogarsza swoje perspektywy zawodowe/rozwojowe.
                            • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 22:09
                              no to Ci mówię, że mój jest uzależniony ode mnie tongue_out
                            • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 23:05
                              Coraz bardziej mam dośc twojego bełkotu.

                              mruwa9 napisała:

                              > to jest kolejny argument PRZECIW niepracowaniu: nie dosc, ze kobieta jest w pel
                              > ni uzalezniona finansowo od partnera, to jeszcze wiekszosc swojej aktywnosci po
                              > wieca na odmozdzajacych czynnosciach, typu zakupy,pranie, prasowanie.

                              Przecież te czynności w domach kobiet pracujących chyba tez sie same nie wykonują? Ciągle słyszę, ze kobiety pracujące robią dokładnie to samo i tyle samo, co kobiety niepracujące, oprócz pracy zawodowej.

                              I w ten s
                              > posob idiocieje coraz bardziej (zaraz zostane zjedzona przes ematki, ale ja nie
                              > widze nic stymulujacego ani rozwijajacego w pracach domowych),

                              to sa po prostu prace, które trzeba wykonać, czy sie pracuje zawodowo czy nie. Z ta różnicą, ze nie pracując zawodowo ma sie na nie więcej czasu.

                              oraz coraz bard
                              > ziej uzaleznia sie od faceta. Rowniez intelektualnie. I w ten sposob, pograzaja
                              > c sie w blednym kole nakrecajacego sie uzaleznienia jeszcze bardziej pogarsza s
                              > woje perspektywy zawodowe/rozwojowe.

                              ale bełkot, niesamowicie intelektualny, he he wink
                              • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 05:55
                                blednie zakladasz, ze te odmozdzajace czynnosci MUSI wykonywac kobieta. Owszem, musi (naturalnie), jesli siedzi w domu bezrobotna. Ale jesli pracuje, pracami domowymi mozna (i powinno) dzielic sie z partnerem. Zachowujac zdrowa rownowage i proporcje miedzy roznymi obowiazkami.
                                • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 09:49
                                  Nie, wcale tego nie zakładam. Czy te czynności odmóżdżają tylko kobietę? Czy odmóżdżają równiez sprzątaczkę? Przeciez to jej praca.
                            • slonko1335 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 23:10
                              to jeszcze wiekszosc swojej aktywnosci po
                              > wieca na odmozdzajacych czynnosciach, typu zakupy,pranie, prasowanie.
                              jak widać i spełniającą się zawodowo i niezależną finansową może odmóżdżyć przy niedzieli..... to gałąź tych " leniwych utrzymanek dojących bezlitośnie mężów na swoje fanaberie" ....
                            • misterni Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 23:17
                              Mruwa, w szkole mojego dziecka świetlica jest czynna do godziny 15, pomijając już fakt, że dostępna tylko dla dzieci z klas I-III, a moja córka idzie właśnie do klasy IV.
                              Mieszkam na prowincji, gdzie znalezienie pracy w moim zawodzie jest niemożliwe. Gdybym się uparła, znalazłabym pracę w mieście oddalonym o 60 km, co oznaczałoby to, że średnio od 7 do 19 byłabym nie tylko poza domem, ale w odległości 60 km od niego. Moje dziecko zatem musiałby od czasu zakończenia lekcji do godziny 19 przebywać samo w domu. Ani dla mnie, ani dla niej, ani dla mojego męża jest to sytuacja nie do zaakceptowania. Rozumiesz?
                              A o mój rozwój intelektualny się nie martw, raczej nie odmóżdżę się całkiem przez te dwa lata, które planuję (w porozumieniu z mężem) spędzić w domu wink
                              • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 06:01
                                mozna zatrudnic sie w niepelnym wymiarze godzin.Mozna wymieniac sie z partnerem w opiece nad dziecmi (jednego dnia on odbiera dziecko, a ja pracuje dluzej, drugiego dnia zmiana).
                                Wiele mozna, jesli sie chce.
                                najlatwiej powiedziec, ze sie nie da.
                                no, ale kazdy jest kowalem swojego losu.
                                Jesli komus odpowiada siedzenie w domu- na zdrowie. Ja uwazam, ze to jest odmozdzajace, egoistyczne i krotkowzroczne. I bardzo ryzykowne. No, ale kazdy lubi to, co lubi.
                                • agni71 Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 09:56
                                  mruwa9 napisała:

                                  > mozna zatrudnic sie w niepelnym wymiarze godzin.Mozna wymieniac sie z partnerem
                                  > w opiece nad dziecmi (jednego dnia on odbiera dziecko, a ja pracuje dluzej, dr
                                  > ugiego dnia zmiana).
                                  > Wiele mozna, jesli sie chce.

                                  zależy od wykonywanej pracy, rzadko można sobie tak swobodnie dysponować pracując. czasem mozliwości by były, ale pracy jest po prostu tak duzo, ze nie mozna sobie zdecydować, ze wychodzi się wcześniej.

                                  U mnie byłoby podobniel, jak ktos pisał, same powroty z pracy potrafiły mi zająć półtorej godziny. Dzieci widywałabym wieczorami, a to zo zarobiłabym, szłoby na opieke nad dziećmi i większe wydatki na jedzenie (brak czasu na gotowanie)...
                                  Wierzę, ze twoje wypowiedzi wynikają po części z troski o inne kobiety (oprócz podnoszenia sobie ego), ale pod wpływem twoich argumentów raczej nikt tu nie zmieni swoich ustaleń i układów w małżeństwie. Nie widzisz bezcelowości dalszej dyskusji? szczególnie, ze zaczynasz obrazać ludzi...
                                • misterni Mruwa, ciężko rozmawia się z kimś, kto pomija 19.08.13, 15:50
                                  kluczowe argumenty dyskutanta. Nie mogę wymieniać się z partnerem opieką nad dzieckiem, bo nie jest on z nami na co dzień, gdyż pracuje 400 km od domu - o czym pisałam już w poprzednim poście.
                                  Nie mogę też pracować w niepełnym wymiarze godzin - żadna z firm, która oferowała mi pracę, nie przewidywała takiej opcji.

                                  • mruwa9 Re: Mruwa, ciężko rozmawia się z kimś, kto pomija 19.08.13, 16:04
                                    a w jakim wieku dziecko?
                                    Dlaczego nie dolaczycie do partnera i nie zyjecie jak normalna rodzina, razem? Przeciez i tk nie pracujesz, wiec w zasadzie nic cie nie trzyma na miejscu.
                                    A jak radza sobie samotne matki ?
                                    Chciec to moc.
                                    Ale trzeba chciec, a najwiekszy ubaw z tym, ze wiekszosci sie nie chce.
                                    Ja wiem, ze na kazdy argument jestescie w stanie wytoczyc kontrargument. Dziesiec tysiecy tanich wytlumaczen, majacych usprawiedliwic niechec do podjecia pracy.
                                    (nawet nie mam co pisac, ze zawodowo zaliczylam juz przerozne sytuacje, z prac po 13 godzin na dobe, z wyjazdem meza na ponad pol roku i samotnym laczeniem pracy i opieki nad malymi dziecmi specjalnej troski, dojazdami do pracy po 50 km, itd itp).
                                    Ja naprawde jestem ciekawa, jak wiele z was autentycznie zaakceptowaloby sytuacje, gdy facet siedzi w domu (dzieci odchowane, zadne niemowlaki), bezrobotny, z pomyslami na samorealizacje, na ktora zarabia kobieta, jedyny zywiciel rodziny.
                                    Latwo sklada sie deklaracje bez pokrycia, ale ciekawe,ile z was przez wiele lat akceptowaloby taki uklad w realu. Mysle, ze co najmniej 90% mialaby (uzasadnione) pretensje, ze w domu ma pasozyta i lenia.
                                    • misterni Re: Mruwa, ciężko rozmawia się z kimś, kto pomija 19.08.13, 18:17
                                      I Ty śmiesz wspominać cokolwiek o otępiającym siedzeniu w domu? Zastanów się na sobą.
                                      Pisałam kilka razy, ile dziecko ma lat.
                                      Pisałam również, że opisana sytuacja jest przejściowa.
                                      Mam 42 lata, ostatni rok nie pracuję zawodowo, do lipca 2012 pracowałam, prowadziłam też DG.
                                      Nie jestem samotną matką - mam wybór i moim oraz mojego męża wyborem jest, żebym w tym przejściowym okresie nie pracowała zawodowo.
                                      Nie obchodzą mnie twoje wybory i czy twoje niepełnosprawne dziecko miało właściwą opiekę, czy nie w trakcie gdy ty pracowałaś po kilkanaście godzin dziennie.
                                      I moich wyborów życiowych racz nie komentować, zwłaszcza w sposób obraźliwy.
                                    • yenna_m Re: Mruwa, ciężko rozmawia się z kimś, kto pomija 19.08.13, 20:43
                                      mój ojciec tak siedział w pewnej specyficznej sytuacji życiowej

                                      tak - pomysł na samorealizację miał, na działce przesiadywał (takie miał hobby), był z tego pożytek w postaci pysznych owoców i warzyw

                                      dla mnie to nie jest jakiś dziwny układ

                                      i mruwo, zaręczam Ci, że w cenie mieszkania 5-pokojowego w tej lokalizacji, w której mieszkam, w Wawie miałabym 3-pokojowe
                                      do tego mąż nie będzie w Wawie wieczoność, więc ani mi, ani dzieciom nie uśmiechała się przeprowadzka
                                      mężowi zresztą też - wiem, proponowałam, ale mąż nie chce mieszkać na stałe w Wawie

                                      a głupia nie jestem i zapitalać w kieracie nie będę tylko dlatego, że mąż sobie chciał robić karierę zamiejscowo
                                      nie i już

                                      wyszłam z założenia, że jak ja mu coś ułatwiam, to niestety - nie będę samotną matką i nie zostawię 2 pomysłowych chłopaków samych na 10 godzin w domu
                                      nie i tyle, takie są moje życiowe priorytety i bardzo Cię proszę, uszanuj je

                                      tak jak ja szanuję Twoje
                                      • yenna_m Re: Mruwa, ciężko rozmawia się z kimś, kto pomija 19.08.13, 20:48
                                        > wyszłam z założenia, że jak ja mu coś ułatwiam, to niestety - nie będę samotną zapitalającą i padającą na twarz
                                        > matką
                                    • nanuk24 Re: Mruwa, ciężko rozmawia się z kimś, kto pomija 19.08.13, 20:54
                                      Czytajac twoje posty na roznych forach ciezko uwierzyc w to twoje zyciowe spelnienie i szczescie.
                                      • mruwa9 ????? n/t 19.08.13, 23:43
                            • saszanasza Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 09:38
                              mruwa9 napisała:

                              > to jest kolejny argument PRZECIW niepracowaniu: nie dosc, ze kobieta jest w pel
                              > ni uzalezniona finansowo od partnera, to jeszcze wiekszosc swojej aktywnosci po
                              > wieca na odmozd

                              mruwa, co ty uczepiłaś się tego uzależnienia finansowego. jaki pisałam w innym wątku, przez 10 lat pracowałam zarabiając 1200 zł. z czego 900 płaciłam opiekunce, ok. 300 szło na dojazdy.
                              myślisz że w tej sytuacji byłam niezależna finansowo? gdyby mąż się ze mną rozwiódł byłabym w stanie utrzymać siebie i dzieci a jeśli już to na jakim poziomie? Wyższym niż dotychczas?


                              > widze nic stymulujacego ani rozwijajacego w pracach domowych), oraz coraz bard
                              > ziej uzaleznia sie od faceta. Rowniez intelektualnie. I w ten sposob, pograzaja
                              > c sie w blednym kole nakrecajacego sie uzaleznienia jeszcze bardziej pogarsza s
                              > woje perspektywy zawodowe/rozwojowe.

                              Ależ w większości przypadków praca zawodowa również nie jest rozwijająca (jakie możliwości rozwoju intelektualnego mają sprzedawczynie w sklepach, sprzątaczki, kucharki, opiekunki do dzieci nawet zwykli podrzędni biurokraci, toż oni również pracują zawodowo)?

                              Dlaczego nie uwzględniasz faktu, że na świecie są kobiety które nigdy nie będą zarabiały więcej niż średnia krajowa, i których wykształcenie pozwala jedynie na podjęcie pracy "fizycznej", która raczej rozwojowa nie jest (no chyba że uwzględnić masę mięśniową).
                              • mruwa9 Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 09:54
                                to sie wszystko wzajemnie zazebia.
                                Kobiety akceptuja swoja gorszosc, niskie pensje, wybieraja bezrobocie, oddajac pole zarabiania facetom walkowerem. Akceptuja dyskryminacje na polu placowym i zawodowym, bo zamiast walczyc i glosno o tym mowic, wycofuja sie, bo sie nie oplaca.
                                A osoby deklarujace feminizm utopilyby w lyzce wody.
                                Kobiety SAME stawiaja se na przegranej pozycji, zamiast walczyc o lepsze perspektywy zawodowe. Na poziomie jednostki i na poziomie populacji.
                                I tak sie beda bujac z pensjami 1200 zl do konca swiata. Bo sie na to zgadzaja.A jedyna forma buntu jest rezygnacja z pracy.
                                • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 11:43
                                  dziękuję za taką ilość komplementów
                                  jestem niezmiernie wdzięczna

                                  proszę Cię, zachowaj się jak dorosła i kulturalna osoba i uszanuj wybór innych ludzi
                              • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 11:45
                                praca w księgowości też szalenie rozwijająca
                                księgujesz wyciąg na 500-1000 pozycji, najczęściej na kilka tych samych kont (o ile nie na jedno)
                                ewentualnie przepisujesz do kompa treść umów, a komp wylicza wypłatę
                                no po prostu rozwój jak ta lala
                                zero mechanicznego wprowadzania danych, same wyzwania intelektualne big_grin
                    • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 19:49
                      mnie to jakoś nie szokuje
                      mój tata się tak nami opiekował
        • asia06 Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 05:07
          Finansuje. To, co musi. I to nie są moje fanaberie. Książki np. można pożyczyć. Na dokształcanie da się załatwić dofinansowanie. Itd.
    • nenharma Re: Czy nie pracując zawodowo... 18.08.13, 21:34
      Nie pracowałam półtora roku, kończyłam studia, zaczynałam następne, chodziłam na różne kursy, dokształcałam się, chodziłam na wolontariat itd. Wcale nie trzeba tylko siedzieć w domu. Choć fakt faktem w tamtym okresie więcej się domem zajmowałam.
    • kropkacom Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 18:19
      > Czy przecietna mama to własnie taka sprzątająco gotująca i oglądająca seriale?

      Przeciętna może tak. Ja tak nie mam.
      • yenna_m Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 20:38
        no bo rzeczywiście nie każda jest przeciętną big_grin
        i tyle

        ale paniom to trudno zrozumieć, że co człowiek to inna historia i motywacja smile
        • kropkacom Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 20:53
          Seriale oglądam wieczorem z na komputerze mężem. big_grin Liczy się? W sumie to może nie zajarzyłam o czym jest wątek. Po raz setny ktoś rozkłada na drobne życie pań, które nie chodzą codziennie do fabryki? Tak?
          • kropkacom Re: Czy nie pracując zawodowo... 19.08.13, 20:54
            Z mężem na komputerze. Miało być...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka