fajnych, wartościowych kobiet w związkach z totalnymi burakami?
Zastanawiam się, co nimi kieruje. Mądre (w innych dziedzinach życia), wykształcone,piękne, pracowite, sympatyczne, a zapierniczają na dwóch etatach, obsługują dom, dzieci i pana, który wolny czas spędza przed telewizorem z piwkiem w ręku czy grając. Pana, który nie dość, że palcem nie kiwnie, to jeszcze wymaga. Pana, który jest gburowaty, nie dba o związek (i nigdy tego nie robił), nie stara się.
Niby wiem, że wychowanie w patriarchalnych wzorcach kulturowych itd., że obawa samotności, ale zastanawiam się, co sprawia, że powyższe panie tak kompletnie zatraciły zdrowy instynkt samozachowawczy.
Ja wolę być sama, niż żyć z kimś, kto mnie nie szanuje i robić za AGD. Jestem samotną starą panną lat prawie 29

, bo za facetów chcących ze mnie zrobić drugą mamusię zawsze szybko uprzejmie dziękuję (a tak na marginesie: parę moich związków zakończyło się m.in. z powodu mojego stanowczego nie wobec idei rozmnożenia się), a faceta, który by mi odpowiadał nie spotkałam. Wiem, że są wartościowi faceci, niektóre znajome, panie z rodziny są z takimi w związkach, ale jest ich zdecydowanie niewiele.
Dlatego zastanawiam się, dlaczego tyle kobiet ma zupełnie odwrotnie niż ja.
Pytam Was, bo w kilku wątkach na ematce zauważyłam totalne niezrozumienie mojej postawy pt. pakuj walizki i krzyżyk na drogę. Bo panie nie widziały nic złego w zachowaniu pana, które dla mnie byłoby nieakceptowalne (choćby w wątku, w którym m.in. pan oznajmił pani, że ma wstać do dziecka, bo ON ZARABIA). Bo panie wspaniałomyślnie nie robiłyby problemu.
Ktoś mi wyjaśni?