Dodaj do ulubionych

Skuteczność rad przyjaciół(ek)

30.08.13, 08:54
Jak mantra powtarzają się wątki w których kobieta jest zatroskana/przerażona relacją w jaką wchodzi (bądź w jakiej jest) jej przyjaciółka. Patrzy z boku i widzi chamstwo, egoizm, brutalność, uzależnienia czy inne niefajne cechy misia i to, że przyjaciółka leci jak ćma do ognia w - kolejny najczęściej - toksyczny układ. Martwi się, słucha, coś chce doradzić etc. Pytanie brzmi: czy którejś udało się skutecznie zauroczonej/zakochanej dziewczynie wyperswadować związek, ostudzić jakoś, nakłonić do krytycznego przyjrzenia się panu?
Szczerze mówiąc ja się chyba nie spotkałam z takim przypadkiem, nawet jeśli z góry było wiadomo, że np. pan ma żonę i się nie rozwiedzie albo jest hazardzistą czy ma udowodnioną skłonność do przemocy. Nie, nie chodzi o wścibskie wtrącanie się, tylko o zwyczajną troskę, uzasadniony strach, że bliskiej osobie stanie się krzywda.
Udało się którejś z forumek kiedykolwiek przekonać?
Obserwuj wątek
    • guderianka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 08:58
      Nie
      Straciłam kontakt z przyjaciółką na kilka lat.
      Gdy sama dojrzała do skończenia związku, przejrzała na oczy, uwolniła się-nawiązyłyśmy go znowu
      I znowu jest w związku, wyszła za mąż, i znowu straciłyśmy kontakt.
      Aż się boję uncertain
    • ruda_henryka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:02
      Ja może nie perswadowałam bardzo, ale jak moja koleżanka dojrzała do rozstania skutecznie ją w decyzji wspierałam, a było to bardzo trudne rozstanie. Tak skutecznie, że jeszcze dwa lata po rozstaniu jej facet przemocowiec wypominał mi, że to przeze mnie się ich związek rozleciał, a tak bardzo się kochali.... Potrafił dzwonić raz z bluzgami a raz z płaczem, wszystko po pijaku.
    • lauren6 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:03
      Zakładam, że minimum 50% tych wątków to nie o przyjaciółce, ale sobie samej.
      • triss_merigold6 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:05
        Eeee nie, dlaczego? Sama założyłam kiedyś wątek o tym, że żal mi przyjaźni, która się skończyła.
        • lauren6 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:29
          O przyjaźni, ale nie o analizie życia przyjaciółki?

          Niejednokrotnie się zdarzało, że sama autorka wątku przyciśnięta do muru wyznawała, że problem nie dotyczy jej znajomej, ale jej samej konkretnie.
    • triismegistos Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:04
      Moja przyjaciółka otworzyła oczy mnie. Za co jestem jej ogromnie wdzięczna.
      • mamaemmy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:12
        Tak,ja !Mnie,znaczy się.
        Przyjaciołka (w te wakacje nasza przyjazn przezywała 30 urodziny wink) swego czasu weszła w związek z gościem,który potrafił jej przylać uncertainByła z nim 3 lata-jego agresor wyszedł pod koniec..ile ja z nia przegadałam nocy,ile godzin..była baardzo za nim..uncertain
        W końcu obiecała mi,że z nim zerwie-ale na jakis czas..potem może wróci.W tym czasie zabrałam ją na impreze do jednego pubu i tam zapoznała sie z suuper facetem,moim znajomym.To ,że za 3 miesiące sie jej oświadczył-jest w dużej mierze moją zasługą,nie ukrywam wink
        Dziś są wieloletnim malżenstwem,z dwojką dzieci-chyba jedynym takim "normalnym",kochającym się ,szanującym się itd.
        Ale to tylko jeden taki przypadek.
    • ruda_henryka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:06
      No i jak ktoś jest zakochany to raczej gadanie koleżanki mało skuteczne jest. Raczej uważa się, że zazdrosna jest o faceta smile Samemu trzeba dojrzeć do zakończenia związku z nierokującym facetem, niestety.
      • triss_merigold6 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:10
        No dobra, ale często opisywane są układy, które trudno nazwać związkiem - jakieś prapoczątki znajomości, kilka czy kilkanaście spotkań, zero zobowiązań, nic z czego trudno byłoby się wymiksować i co wymaga niesamowitej logistyki i determinacji żeby skończyć.
        • ruda_henryka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:03
          Na początku znajomości kobieta zazwyczaj liczy na to, że on się zmieni ( zwłaszcza pod jej wpływem ).
    • gazeta_mi_placi Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:10
      Nie. Ale facet (damski bokser) sam ją rzucił, więc uratowana, wcześniej gadanie przyjaciół i rodzonej siostry miała gdzieś.
      • triss_merigold6 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:11
        Jak facet rzucił, to jest łatwo, wystarczy podawać chusteczki.
    • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:11
      A ja myślę, że z tą pomocą to nie jest taka oczywista sprawa. No bo z jednej strony tak, widzisz, że przyjaciółka wchodzi w jakiś głupi związek, mówisz jej o tym, przekonujesz ale ona nie słucha i Twoje gadanie nic nie daje. No ale przychodzi moment kiedy przyjaciółka zaczyna się orientować, że coś jest nie tak i te wcześniej rady i słowa zatroskanej przyjaciółki mają wtedy znaczenie. Ona może tego na początku nie słuchać ale mimo to, te słowa ma w głowie, w związku z czym może się mimo wszystko szybciej zorientować, że się pomyliła. Albo nawet jak zrobi to w swoim tempie to te słowa wrócą w postaci jakiegoś potwierdzenia('no tak, mówili mi przecieże, że to idiota'). I w tym sensie te rady mają sens i znaczenie.
      A tak w ogóle to jest tak, ze jak ktoś zalicza takie związki to najprawdopodobniej ma ten niewłaściwy kod i niestety nie da się go tak łatwo zmienić i poddac racjonalizacji. To trochę tak jakby ta przyjaciolka sluchając zdrowych miala postąpić wbrew swojej naturze.
    • rosapulchra-0 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:12
      Nigdy nie odwodziłam żadnej z moich znajomych z jej planów związkowych, ale gdy je kończyły i potrzebowały wsparcia, to zawsze je u mnie je miały, włącznie z przeprowadzkami, oddawaniem jednego pokoju w moim domu etc.
    • mindtriper Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:19
      Nigdy nie zakładałam, że jeśli coś widzę albo się martwię to przyjaciółka, ktokolwiek ma zrobić coś bo ja myślę, że tak będzie lepiej.
      Może będzie, a może nie.
      Mówię, co myślę, co mnie niepokoi, ale nigdy z moich ust nie padło "odejdź, rozwiedź się, zostaw itd."
      To ematki przodują w takich "radach".

      Celem nie jest przekonanie, ale szczęście przyjaciółki, a kto ma monopol na prawdę i wiedzę na temat przyszłości?
    • default Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:25
      Mnie się udało przekonać swoją córkę (która jest też moją przyjaciółką, ale to źle widziane na forum (bycie przyjciółką dziecka), więc pewnie się nie liczy wink).
      • aneta-skarpeta Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 10:31
        Moja mama jest moją przyjaciółką i to też jest bardzo źle widziane
        wink
        • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 10:41
          Gdzie źle widziane? Pierwsze słyszę. Ukochana mama jako najlepsza przyjacióka to skarb także tylko się cieszyć i być wdzięczną.
          • default Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 10:55
            Tu na forum jest źle widziane. Że niby: "bliskość i brak tematów tabu między dzieckiem a rodzicem nie jest dobra, utrudnia dorośnięcie i uniezależnienie się emocjonalne."
            Taki tu kiedyś był mój wątek na forum o wpływaniu na dorosłe dziecko i mi się w tym stylu dostało smile
            • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 11:06
              A to ciekawe w sumie. Psycholodzy są zdania, że nawet dorosłe dziecko nie powinno słuchać na przykład o problemach seksualnych rodziców. Że pomimo dorosłości i przyjaźni, pewne ramy rodzic-dziecko powinny pozostać. A jak Ty myslisz? Bo ja wlaściwie nie mam zdania i nie wiem kto tutaj ma rację.
              • default Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 11:35
                Owszem, zgadzam się, zresztą pewne tematy w ogóle mało nadają się do szczegółowego rozkminiania z kimkolwiek z rodziny czy przyjaciół.
                Ale przecież nie chodzi o to by np. córce detalicznie wykładać jakie jest moje pożycie intymne z mężem, ani żeby ona mi się rewanżowała tym samym. Natomiast - moim zdaniem - nie ma nic złego w tym, że ten temat nie jest dla nas całkowitym tabu i np. córka w rozmowie o swoim związku ogólnikowo powie, że w łóżku jest im fajnie czy niefajnie. O ile ma to znaczenie dla tematu rozmowy.
                • butch_cassidy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:17
                  Wg mnie matka może być świetną przyjaciółką dla córki (super układ), ale córka dla matki już nie (bo nie może być obarczana problemami matki, choć odwrotnie jak najbardziej), ergo nie mówimy o prawdziwej przyjaźni, gdzie obie strony odnoszą takie same korzyści. Córka ma poczucie, że matka jest jej przyjaciółką, ale matka potrafi założyć sobie kaganie, żeby nie dopuścić się nadużyć. W konsekwencji to jednak udany układ córka-matka/matka-córka, ale nie prawdziwa przyjaźń, gdzie można sobie wzajemnie powiedzieć wszystko.
                  • butch_cassidy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:18
                    kaganiec, sorry
                    • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:31
                      Spokojnie, inteligencja daje narzędzia, żeby się domyśleć, że chodziło o kaganiecbig_grin
                      Co do meritum, to wyczerpałaś temat. Default też. Przyjaźń z dzieckiem jako bliskość, zaufanie, akceptacja, swobodnie poruszane tematy, pomoc w kłoptach itd ale jednak z zastrzeżeniem, że rodzic ma w tym przypadku mniejsze prawa. I chyba jednak nie da się(zresztą w sumie po co? od tego są przyjaciółki inne) tak zupełnie na luzie rozmawiać o seksie na przykład-w sensie ze szczegółami tak jak rozmawia się z przyjaciókami spoza rodziny.
                      • butch_cassidy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:40
                        blond_suflerka napisała:

                        > Spokojnie, inteligencja daje narzędzia, żeby się domyśleć, że chodziło o kagani
                        > ecbig_grin

                        big_grin big_grin big_grin
                        To z szacunku do odbiorcy, nie z obaw o jego czy jej inteligencję wink
                        • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:55
                          big_grin
                          Myślę, że wszystkie forumki czują się uszanowane.
                  • default Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:00
                    butch_cassidy napisała:

                    > Wg mnie matka może być świetną przyjaciółką dla córki (super układ), ale córka
                    > dla matki już nie (bo nie może być obarczana problemami matki, choć odwrotnie j
                    > ak najbardziej),

                    Nie chcę co prawda powiedzieć, że obarczam córkę moimi problemami, ale nie jest też tak, że muszę przed nią coś udawać czy robić dobrą minę do złej gry - jeśli mam problemy, to nie ukrywam tego przed nią i nieraz zdarza się, że sama rozmowa z nią w jakimś dla mnie trudnym życiowo momencie jest mi pomocna, podnosi mnie na duchu.
                    Mowa oczywiście o jakichś ostatnich kilku latach, a nie wcześniejszych czasach.
                    Poza tym są problemy, którymi jak najbardziej ją obarczam - np. kwestia opieki nad moją matką.
                    • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:16
                      Oczywiście, nie chodzi o to, żeby przed dzieckiem grać i udawać ale jednak matka będąca w trudnym związku nie może chyba zrobić sobie z dziecka terapeuty(w sumie z nikogo nie powinna ale z dziecka jakoś bardziejwink. Tu chyba chodzi o takie poczucie bezpieczeństwa, że rodzic jednak jest tym, który daje rade. Nie jest rozwalony ciągle czy przez bardzo długi czas, nie jest dzieckiem we mgle. Bo to chyba właśnie zaburza poczucie bezpieczeństwa dziecka i sprawia, ze role się odwracają i powstaje jakiś neurotyczny lęk o rodzica.
                    • butch_cassidy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:23
                      default napisała:


                      > Poza tym są problemy, którymi jak najbardziej ją obarczam - np. kwestia opieki
                      > nad moją matką.
                      A jej babcią wink
                      Mnie chodziło najbardziej o jakieś zwierzenia związkowe, szczególnie te dotyczące ojca córki. Sama byłam takimi czasami (tylko!) raczona i nawet nie chcę myśleć, jak się czuje ktoś, kto doświadczył tego na co dzień. Oczywiście zawsze można (jako dziecko, nawet dorosłe) tego obciążenia po prostu nie widzieć i uważać, że jest OK, tata be i tyle. No ale...
                      • default Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 14:17
                        No tak - babcią smile
                        Owszem, zdarzało się, że "ulało mi się" do niej nt. mojego obecnego partnera, ale ani nie można tego nazwać "raczeniem na co dzień", ani nie było to nigdy jakimś głębszym, szczegółowym czy wymagającym odpowiedzi wywodem.
                        Zresztą - różnica wieku z czasem się zaciera, nawet w relacji dziecko-rodzic, więc wiadomo, że rozmawia się od pewnego momentu z córką jak z równoprawną i równorzędną osobą, a nie dzieckiem, które trzeba jakoś tam chronić.
      • messa-lina Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 18:06
        Super czytać, że ktoś uważa córkę za swoją przyjaciółkę. Ja chciałabym mieć takie właśnie relacje ze swoją córką w przyszłości i do tego dążę. W odróżnieniu od mojej mamy, która uważa - że dziecko jest kimś dużo niżej stojącym od rodzica, więc o żadnej przyjaźni nie ma nawet mowy.
    • fomica Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:30
      > Udało się którejś z forumek kiedykolwiek przekonać?
      Ja akurat nigdy nie próbowałam, bo nie wtrącam się do cudzych wyborów zyciowych, ale nie słyszałam o takim przypadku. Słyszałam o dwóch przypadkach gdy taka próba skończyla sie praktycznie zerwaniem stosunków między koleżankami.
      Gdyby jakakolwiek koleżanka czy przyjaciółka doradzała mi nie proszona w takiej kwestii, krytykując faceta w którym jestem zakochana, to chyba szybko zakończyłabym znajomośc, a przynajmniej zdecydowanie odcięła koleżankę od informacji na jego temat. Człowiek z którym zakładam rodzinę to w moim zyciu nr 1 i żadna trzecia osoba nie będzie mi podpowiadac z kim i na jakich zasadach powinnam sobie ukladac życie.
      • niutaki Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:37
        >>Człowiek z którym zakładam rodzinę to w moim zyciu nr 1 i żadna tr
        > zecia osoba nie będzie mi podpowiadac z kim i na jakich zasadach powinnam sobie
        > ukladac życie.
        nawet jesli to przyjaciolka i wie ze podbite oko to nie od upadku tylko od strzalu w oko?
        • mamaemmy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:45
          niutaki napisała:

          > >>Człowiek z którym zakładam rodzinę to w moim zyciu nr 1 i żadna tr
          > > zecia osoba nie będzie mi podpowiadac z kim i na jakich zasadach powinnam
          > sobie
          > > ukladac życie.
          > nawet jesli to przyjaciolka i wie ze podbite oko to nie od upadku tylko od strz
          > alu w oko?

          dokładnie.Właśnie (w mojej historii )o podbite oko chodziło.. I jestem zywym przykładem na to,że czasami trzeba-sie wtrącić. Moja przyjaciółka-szczęsliwa mężatka dziś-bardzo mi za to dziękuje.
          >
        • fomica Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:47
          Wiesz co, gdyby w moim związku pojawiła się jakakolwiek przemoc, ordynarne chamstwo, zdrada, to wiedziałabym co z tym fantem zrobić, bo to sa sprawy jednoznaczne. A nawet gdybym potrzebowała ochłonąc i zastanowić się nad dalszym działaniem, to nadal samodzielnie, bez podpowiedzi z boku. I nie życzyłabym sobie komentowania, chyba że o to wyraźnie poproszę.
          Natomiast widuję, nawet tu na forum, pełne troski rozkminy, jak o partner koleżanki jest za stary, za leniwy, odezwał sie niegrzecznie i ma idiotyczne poczucie humoru. Taką "troskę" to prosze sobie wsadzić w ucho.
          • niutaki fomica 30.08.13, 12:09
            ale to wlasnie chodzi o takie przypadki, ze na przemoc znaduja sto wyjasnien/usprawiedliwien, albo czekaja ze sie polepszy...
          • butch_cassidy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:21
            fomica napisał:

            > Natomiast widuję, nawet tu na forum, pełne troski rozkminy, jak o partner koleż
            > anki jest za stary, za leniwy, odezwał sie niegrzecznie i ma idiotyczne poczuci
            > e humoru. Taką "troskę" to prosze sobie wsadzić w ucho.
            Bo to jest zwykłe obgadywanie - pod płaszczykiem troski (w tych 50% przypadków, gdy faktycznie chodzi o przyjaciółkę wink )

            I jeszcze jedno: Nie wszyscy są tak fajnie zdrowi emocjonalnie jak Ty smile Jednak opisywanie czegoś takiego u przyjaciółki w necie, rzadko bywa pomocne, moim zdaniem.
    • princy-mincy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:32
      Mnie sie udało nakłonić do wyprowadzki po 4 latach nierokujacego związku.
      Dziewczyna sie 2 lata zastanawiała nad rozstaniem, patrzeć nie mogłam na jej rozsterki, wiec jej zaproponowałam, zeby zamieszkała w moim mieszkaniu (chwilowo puste było) i sie zastanowila, czy jej lepiej z nim czy bez niego.
      Dzieci tam nie było, dzis panna jest zakochana i szczęśliwa z innym smile
    • attiya Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:37
      nie, nie udało się
      za to straciłam przyjaciółkę
      choć po kilku latach owego związku z idiotą przyjaciółka zerwała z nim, przez kilka lat chodziła na terapię dla osób uzależnionych od psycholi, teraz jest emocjonalnie pocharatana i ma pretensję do całego świata, że jej nie powstrzymywali od związku z psychopatą
      jakby jej rodzice, znajomi i ja tego nie robili przez iks czasu uncertain
      • triss_merigold6 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:40
        Bo ktoś musi być winny. Taki mechanizm psychologiczny samoobronny.
    • nowi-jka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:50
      tez sie nei spotkałam
      mozna odradzic zakup kiecki ale nie odstawienei "misia" gdy ktos w "misiu" zakochany
    • mayaalex Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:59
      Nie, nie udalo sie - ja w pewnym momencie bylam juz zmeczona wiecznym marudzeniem i narzekaniem na okropna zone, ktora nie ma honoru i nie chce misia zostawic i powiedzialam, co sadze o nierokujacych zwiazkach z zonatymi - i to skonczylo definitywnie nasza przyjazn. Ale mam wrazenie, ze nasza przyjazn i tak juz sie wyczerpala wczesniej, oddalalysmy sie od siebie, niewiele razem robilysmy (wyemigrowalam), zawezyly nam sie tematy do rozmow a poszerzyly roznice swiatopogladowe.
      A mis w koncu sam ja zostawil, po kilkunastu latach i z mala szansa na to, ze jeszcze kiedys zajdzie w ciaze z kims innym. Ech.
    • d.d.00 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 09:59
      Niestety, nigdy nie udało mi się żadnej kobiety wyperswadować niezdrowych relacji, z drugiej strony nie było to tak dużo przypadków.
      • arista80 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 10:09
        Mnie raz się udało odwieźć koleżankę od związku. Nie był to przemocowiec ale facet który nie widział czego chce. Raz ją zapewniał o tym jak bardzo mu się podoba, wciąż o niej myśli po to by umówić się i nie przyjść na spotkanie, albo przyjść i zachowywać się dziwnie. W większym towarzystwie podrywał również (przy niej) inne koleżanki. Był to w sumie początek ich znajomości, o miłości ciężko mówić, ale facet bardzo jej się podobał i bardzo przeżywała te jego wyskoki, za każdym razem analizowała czy czegoś nie powiedziała źle, skoro tu z jednej strony ją adoruje a potem olewa. Powiedziałam jej wprost co ja o tym osobniku myślę i na jej miejscu olałabym tego gościa. I że to nie jej wina tylko facet ma niepoukładane w głowie. Wahała się, ale po kolejnym jego wyskoku zerwała znajomość. Ponoć bardzo przeżył bo "się bardzo zaangażował". Jej przez pewien czas było przykro ale na szczęście nie na długo. Parę miesięcy potem poznała obecnego męża.
    • nenia1 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 10:14
      Tak, choć nie nazwałabym tego perswazją, po prostu bliska znajoma zapytała mnie o parę rzeczy
      i dostała szczere odpowiedzi, w efekcie których zdecydowała się na rozwód.
      Jedyny problem, ale niezbyt duży, to pan miś, który uważał że ten rozwód to moja wina, on siebie widział jako całkowicie niewinnego "normalnego faceta".
    • mamurzyca Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 11:28
      niestety, ta osoba ciagle tkwi w dziwnym nie prowadzacym do niczego ukladzie ( ponad 10 lat)... pan jest zonaty... ale mimo to jest moja przyjaciolka. czasem nie da sie wytlumaczyc logiki innych ludzi.
      • butch_cassidy Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:26
        Nie udało się.
        W jednym przypadku pan po 20 latach "luźnego związku" odszedł zostawiając panią (bezdzietną) pod 40. Jednak moje wypowiedzi nie miały wpływu na relację moją i przyjaciółki.
        W drugim przypadku tuż przed ślubem (ale po hipotece) usłyszałam: "A jednak miałaś rację!", Potem był ślub i kontakt się urwał.
    • melancho_lia Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:23
      Ja dłuugi czas perswadowałam przyjaciółce związek z toksycznym do bólu gostkiem. Nie wiem na ile moją zasługą było, ze laska w końcu gościa w zad kopnęła a na ile sama doszła do tego ze facet ją niszczy psychicznie.
      • zuzi.1 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:33
        Niezależnie od skutecznosci tych rad, w przypadku gdy widzimy, że przyjaciółka jest w przysłowiowej "czarnej d..e" jesli chodzi o związek/partnera, to należy jej to powiedziec, a czy weźmie te rady pod uwagę to już jej sprawa...
      • konwalka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:48
        Bogu i partii dziekuje, ze nie sluchalam tysiaca rad miliona kolezanek, przyjaciolke i rodziny: zostaw go, zostaw go, zostaw go, jeszcze zobaczysz

        mielismy kiedys klopoty, ale udalo nam sie je pokonac
        jestem szczesliwa ze nie sluchalam <glosow rozsadku>

        byc moze ci ludzie czekaja teraz az "wyjdzie na ich",a le poki co czekaja osmy rok i cicho-sza...
        • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:54
          No ale właśnie bo to jednak trzeba rozróżnić. Są tacy z akcjami 'zostaw go' chociaż nie mu ku temu sensownych powodów ale na przykład ktoś ma inną wizję związku. No ale są też sytuacje kiedy dziewczyna jest w związku z przemocowcem i wtedy 'zostaw go' ma duży sens. No albo chociaz 'idzcie na terapie'.
          • konwalka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:00
            powiedzmy ze powody byly, nawet bardzo sensowne
            ale rydzyk-fidzyk
            chcialo nam sie powalczyc
            • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:12
              No tak, to jeszcze inna historia. Jeśli powody były to nie ma się co dziwić, że bliscy się martwili i chcieli Ci pomóc. Natomiast nawet jak powody są to też sa różne postawy. Ja na przykład jestem za tym, żeby zawsze dawać szansę. Przynajmniej jedną. I moim zdaniem ludzie się zmieniają, po coś jednak istnieje terapia, prawda?wink Poza tym, uważam to za jedną z ważniejszych i piękniejszych rzeczy w człowieczeństwie-to, że człowiek może się zmienić. Niektórzy natomiast na każde problemy mają jedną radę-pisz pozewwink
        • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 15:39
          Really, Konwalka?
          Nie wiem jakie powody i przewinienia były w Twoim przypadku, ale co sugerujesz? Co byś zrobiła, gdybyś wiedziała, że przyjaciółka służy jako szmata do podłogi i służąca, bez przerwy słyszy epitety: ty szmato, q..o, i ten fantastyczny facet z problemem alkoholowym w tle co jakiś czas każe jej wyp...dalać ze swojego mieszkania? Po czym następuje faza true love, on przeprasza i tak ją kocha, nosi na rękach, a za dwa dni znowu?
          • konwalka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 16:23
            ryli, wyznawczyni, ryli

            odpowiedzialam na pytanie watkodajki
            gdyz, jak mawiala moja babcia, wiec Panie nad jej dusza, ile osob,tyle glosow...

            a ocenianie swiata przez pryzmat bieli i czerni juz mi nie lezy
            teraz tarzam sie w szarosciach
            ergo-na zakonczenie:odpowiedzialam zeswojegopunktu
            a ze nie po linii - well...
    • gaskama Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 12:55
      Cóż, ja znam kilka takich związków, gdzie kobieta ewidentnie trafiła na .... powiedzmy nie księcia. Ale raczej nic nikomu nie doradzam ani nie odradzam. Jej życie. Co więcej, znam dwie sytuacje, gdzie panowie namiętnie zdradzają swoje lube. Ale nie informuję ich o tym. Nie wiem, czy wiedzą, czy nie.
    • beataj1 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:12
      właśnie obserwuje moją przyjaciółkę pakującą się w kolejny nierokujący związek. A raczej rokujący na katastrofę. Pan jest cwaniaczkiem w dresach posiadającym żonę i trójke dzieci.

      Znają sie około miesiąc a pan już rzuca teksty o odnalezionej miłości życia. Przyjaciółka juz mie oświeciła że zona to paskudna harpia która chce tylko pieniędzy i unieszczęśliwia pana.

      Na razie uświadomiłam koleżankę że jest kochanką i po jej minie widziałam że nigdy o sobie tak nie pomyślała. Zszokowało ją to określenie.
      Wiem że ktoś tu będzie cierpiał i raczej to będzie przyjaciółka.

      Nie ma sensu odwodzić ją od tego bo już wielokrotnie wcześniej wchodziła a katastrofalne związki i nigdy nie słuchała rad.
      Poczekam i spróbuje dac jej wsparcie jak sprawa sie rypnie i trzeba będzie zbierać kawałki zycia. Tylko tyle mogę zrobić.

      Tak więc. Nie mi osobiście nigdy nie udalo sie odwieść jej od kiepskiego związku. Ale tez nigdy bardzo nie namawiałam. Mam raczej funkcje towarzyszącą i wspierającą.
      • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:16
        A radziłaś jej kiedyś terapie? Może jakieś książki kup w tym temacie na prezent?
        • beataj1 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:21
          Chodzi na terapie. Na razie porządkuje inne sprawy jeszcze z dzieciństwa i pewnie z czasem dojdzie i do związków. Puki co mogę tylko czekać i wspierać jak się sprawy zawalą.
          • marzeka1 Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:35
            Nie, nie dałam rady, sama dojrzała 8 lat później. Miała wtedy 20 lat, poznała żonatego faceta lat 38 z 3 dzieci, wg niej: miłość jak z poematu: ja widziałam manipulanta, faceta ze skłonnością do chlania i agresji. Rozwiódł się dla niej z żoną, na 3 dzieci szła kupa kasy, ona pracowała jak dziki Reks- pan pił, zabawiał się, pobił ją. Rozmawiałam, prosiłam, przykłady pokazywałam, pomogłam się wyprowadzić- wróciła po tygodniu, dziecko mu urodziła- gdy zaczęła poważnie chorować, okazało się, że dosłownie zabija ją stres, dopiero wtedy zdecydowała się odejść.
          • blond_suflerka Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:51
            Fajnie, że chodzi na terapię. Oby się szybko ogarnęła i zasmakowała prawdziwego szczęścia!smile
    • kocianna Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 13:50
      Ja z założenia osobom bliskim nie udzielam rad, a na pewno nie w stylu "musisz" i "nie wolno". Raczej "warto", a także "ja zastanowiłabym się, czy....". Staram się wspierać w procesie decyzyjnym, ale nie sugerować rozwiązania, bo jednak ja nie jestem na ich miejscu i nie jestem nimi, i coś, co u mnie się absolutnie nie sprawdzi, może się sprawdzić u nich. Znam nawet takiego jednego chama i oszusta, i mimo to nie powiem "słuchaj, on jest cham i oszust", tylko "mnie i parę osób chamsko oszukał".

      W trudnej sytuacji szukacie dobrych rad, czy jednak bardziej wysłuchania i pokazania paru możliwych ścieżek?
    • czar_bajry Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 14:25
      nie
    • totorotot Re: Skuteczność rad przyjaciół(ek) 30.08.13, 14:46
      Tak, machnela se dziecko z fucking friendem budowlancem prymitywem przemocowcem tępą mordą. Byłam wsparciem i powiedziałam ze jest ch...em i nic nie będzie z tego związku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka