Dodaj do ulubionych

Zdenerwowalam sie

25.01.05, 13:15
Wczoraj wieczorem, kiedy kladlam Kasie do lozka, zaczela zadawac mi pytania o
Anie. Teoretycznie nigdy wczesniej nie robilismy z mezem wielkiej tajemnicy z
faktu, ze tata ma jeszcze jakies dziecko, ale tez nie byl to te,mat czesto
obecny w naszych rozmowach. Po prostu maz spotykal sie z corka poza domem,
czasami jezdzili tylko w dwojke na wakacje, Kasi mowilismy, ze tata jest ze
swoja inna coreczka, ale ona nigdy nie zglebiala tematu. Moze dlatego, ze byla
mala, jakos jej to specjalnie nie obchodzilo. A teraz po ponad dwoch
miesiacach wspolnego mieszkania, zarzucila mnie pytaniami. Pytala, jak dlugo
Anka bedzie jeszcze u nas, dlaczego tata ma drugie dziecko, jak to mozliwe.
Potem okazalo sie, ze kolezanki z przedszkola sie z niej wysmiewaly z tego
powodu i pewnie wlasnie to popchnelo ja do zadawania takich pytan. Nie
wiedzialam, co powiedziec. Nie chcialabym wtajemniczac dziecka w sprawy miedzy
mna a mezem. W ogole nie chcialabym, zeby kiedys sie dowiedziala, jak bylo, a
podejrzewam, ze jak dorosnie to z latwoscia doda dwa do dwoch i wszystko
bedzie jasne. Na razie powiedzialam tylko, ze czasami tak jest, ze tatus i
mama nie mieszkaja razem i dlatego tatus nie moieszkal z mama Ani. Nie wiem,
na jak dlugo jej to wystarczy.
Potem uslyszalam jeszcze, ze moja mala nie lubi swojej nowej siostry i wolala,
kiedy jej nie bylo.
Cholera jasna, ja tez wolalam... Jestem wsciekla na cala ta sytuacje, na to,
ze moje dziecko teraz jest smutne i na to, ze takie zawirowania w jej yciu
zgotowal jej wlasny ojciec.

Aha, poza tym okazalo sie, ze maz wyjezdza na tydzien na szkolenie.
Zasugerowalam, zeby na ten tydzien oddac Anie do jej dziadkow, bo nie usmiecha
mi sie samodzielne opiekowanie sie mala. Obiecal, ze pogada z nimi i sprobuje
zalatwic jej opieke na ten czas. Nie wiem, co zrobie, jak sie nie uda sad.

Czy ktoras z Was miala rownie przerabana sytuacje? Pocieszcie mnie jakos, ze w
koncu sie cos zmieni sad.. Ech..w ogole nie moge sie skupic na pracy oprzez to sad

Asia
Obserwuj wątek
    • alka23 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 13:48
      ciezko ci bedzie ja polubic.. ja np od poczatku jasno mialam wyklarowane ze
      on+dziecko to jednosc, nie ma on i gdzies tam dziecko. Albo biore dobytek z
      calym inwentarzem, albo no niestety.. w pewnym sensie nie mialam wyjscia, a
      doszlam do wniosku ze łatwiej bedzie nam sie zylo jak sie z małą polubię. Choc
      to nie jest łatwy proces, ona tez ma swoje fochy i czasem mam ochote ja abo sie
      unicestwic smile ale pomysl.. ania jest sama na swiecie.. mimo, ze ma ojca - jest
      sama w rodzinie ktora kocha sie ale nie ją. A pomysl jak odbierze fakt
      oddelegowania ja na czas wyjazdu taty? Ona juz umie dodawac dwa plus dwa..
      Potem moze byc juz tylko gorzej.
      • atagag Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 14:19
        chyba nie przemyślałaś sugestii, żeby Anię oddać do dziadków. To nie jest pies,
        którego oddaje się do schroniska na czas wyjazdu. Pomyśl, jak jej będzie
        przykro z tego powodu. Jeżeli jest między wami jakiś mur (murek) będzie on się
        umacniał. A może własnie wyjazd męża pozwoli wam na nawiązanie nici
        porozumienia, może to będzie czas, który jest wam potrzebny do stworzenia
        normalnych stosunków. Myślę, że jesteś z góry negatywnie nastawiona do Ani i
        stąd Twoje zdenerwowanie, które z kolei przenosi sie na Kasię i dlatego ona nie
        lubi Ani. I kółko się zamyka. Ale Ty po to jesteś dorosła i mądrzejsza, aby
        wszystko zmienić. Pozdrawiam.
        • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 14:50
          Pozwolę się jie zgodzić. Teraz dziewczynka jest dopiero dwa m-ce "u ojca" i
          dlatego jescze jej sytacja jest nieustabilizowana. Takie oddanie dziadkom pod
          opiekę jest możliwe jeszcze teraz, za parę m-cy faktycznie nie będzie to dobre,
          bo mała musi któregoś dnia otzrymać stabilny dom. A za stworzenie tego domu
          odpowiedzialny jest przede wszystkim ojciec. W ciągu tygodnia z dzieckiem lat
          osiem nie da się "zadźierzgnąć" przyjaźni, jeśli do tej pory ojciec dziecka nie
          zrobił nic by zadbać o dobre kontakty między jego trzema kobietami. Dlaczego to
          macocha ma ponosić konsekwencje nieodpowiedzilności ojca dziecka i ma o to
          dziecko zabiegać, albo dawać z siebie wszystko, gdy tak naprawdę to ona jest
          dla małej osobą obcą? Jest to sprawa ojca dziewczynki, aby zadbać o dobre
          kontakty między wszystkimi paniami.
    • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 14:13
      A czy na pytania Twojej córki nie może udzielić odpowiedzi ojciec? Niech on się
      tłumaczy, czemu ojca nie zawołałaś do tych pytań ? Co dodziadków: narazie jest
      możliwe podrzucanie Ani jej dziadkom na czas nieobecności męża w domu, ale na
      dłuższą metę jest to złe, bo dziewczynka musi mieć stabilny dom. A tak na
      marginesie: gdyby nie załatwił opieki dla dziewczynki to niech nie jedzie w
      delegację (niech zacznie ponosić konsekwencje swych czynów w całej
      rozciągłości), bo dla każdego faceta wygodne jest, gdy jego dzieckiem zajmie
      się ktoś inny, a on nie musi rezygnować ze swoich spraw. Ja sobie nie
      wyobrażam, że zostaję z młodym, bo mój M. gdzieś wyjeżdźa. Niby z jakiej racji
      masz robić za darmową opiekunkę???
      • jo.an.na Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 14:18
        A tak na
        > marginesie: gdyby nie załatwił opieki dla dziewczynki to niech nie jedzie w
        > delegację (niech zacznie ponosić konsekwencje swych czynów w całej
        > rozciągłości), bo dla każdego faceta wygodne jest, gdy jego dzieckiem zajmie
        > się ktoś inny, a on nie musi rezygnować ze swoich spraw.


        W sumie masz racje, ale problem w tym, ze on nie moze tak po prostu nie pojechac
        na to szkolenie, bo bedzie to bardzo zle ocenione przez szefow. Ale bede
        nalegac, zeby zalatwil opieke. Niewazne czy dziadkow czy ciotki. W ostatecznosci
        niech ja zawiezie do swoich rodzicow. Predzej oni powinni mu w tej sprawie pomoc
        niz ja.

        Do pytan nie zawolalam meza, bo akurat nie bylo go w domu. Ale masz racje, ze to
        dobry pomysl. W przyszlosci zastosuje go smile.
      • e_r_i_n Troche OT 25.01.05, 14:26
        m-m-m napisała:

        > A tak na marginesie: gdyby nie załatwił opieki dla dziewczynki to niech nie
        > jedzie w delegację

        To nie na temat, ale taka uwaga - czasami taki wyjazd jest obowiazkiem i nie da
        sie z niego bez konsekwencji 'wymigac'.
      • e_r_i_n Troche OT 25.01.05, 14:26
        m-m-m napisała:

        > A tak na marginesie: gdyby nie załatwił opieki dla dziewczynki to niech nie
        > jedzie w delegację

        To nie na temat, ale taka uwaga, z doswiadczenia - czasami taki wyjazd jest
        obowiazkiem i nie da sie z niego bez konsekwencji 'wymigac'.
          • e_r_i_n Re: Troche OT 25.01.05, 14:33
            Ale ja zaznaczylam - OT, nie w temacie dziecka. Po prostu wiem, ze takie
            sluzbowe wyjazdy, nawet w najbardziej niedogodnym momencie, sa czasami
            obowiazkiem, z ktorego nie da sie wywinac.
      • balladynka Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 14:32
        Jo.an.no,
        Nie uwazam sie za autorytet w radzeniu sobie w kontaktach miedzyludzkich wiec
        moge sie mylic ale zgadzam sie z m-m-m, ze Twoj M. musi sie poczuc do
        odpowiedzialnosci i pracowac nad jakim takim ustabilizowaniem sytuacji. W koncu
        to jemu ja "zawdzieczacie". On sie pewnie w tej chwili czuje nieciekawie, wie
        co to oznacza dla Waszej rodziny, wie ze to jego wina i wie jak Ty sie musisz
        czuc patrzac na, badz co badz, dowod jego zdrady codziennie i pewnie wybral
        strategie stapania na paluszkach wokol Ciebie, zeby jeszcze nie pogarszac
        sytuacji i Cie nie draznic. Wydaje mu sie, ze jak Ty bedziesz decydowac czy
        jakos tym wszystkim "zarzadzac" to bedzie Ci lepiej. Ale moze to tylko
        prowadzic do dodatkowej frustracji u Ciebie.
        Mysle, ze m-m-m ma racje (ona mi w ogole wyglada na bardzo madra kobietesmile) ze
        to nie Ty powinnas ponosic konsekwencje tej sytuacji, chociazby takie jak
        domowe obowiazki z tym zwiazane czy wyjasnianie Waszej coreczce dlaczego jest
        jak jest. Niech to on sie poczuje. Moze chociaz na poczatku takie Twoje
        male "zwyciestwa" pomoga Ci przetrwac - podejscie niezbyt dojrzale ale ludzkie
        i zrozumiale.
        Sytuacja dziewczynki jest trudna, ale rozumiem, ze co innego radzic na forum,
        ze to przeciez male dziecko i nie jej wina, a co innego zyc z tym na co dzien w
        Twojej sytuacji. Nadzieja w tym, ze czas to jakos naprawi. Sytuacja Twojej
        coreczki tez jest jednakze nielatwa (juz zaczela zadawac pytania) i moze na tym
        sie teraz powinnas skupic, zeby jej jak najbardziej ulatwic sytuacje.
        A kto wie, moze Wasza sytuacja sie zacznie normowac wlasnie wtedy, gdy
        dziewczynki sie jakos zaprzyjaznia? Dzieci potrafia rozwiazywac najwieksze
        konflikty tak, ze dorosli nawet nie zauwazaja kiedy.
        Trzymaj sie.
    • pelaga Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 14:51
      Biorac pod uwage Twoje podejscie uwazam, ze dziecko na stale powinno zamieszkac
      z ludzmi, ktorzy pomoga mu przejsc przez to trudne od poczatku zycie, moze z
      dziadkami, a moze powinno miec rodzine zastepcza. Ja nie wierze w zmiane
      Twojego podejscia.

      > Jestem wsciekla na cala ta sytuacje, na to,
      > ze moje dziecko teraz jest smutne i na to, ze takie zawirowania w jej yciu
      > zgotowal jej wlasny ojciec.

      Ten wlasnie ojciec zgotowal zdecydowanie gorszy los swojej drugiej corce,
      szkoda, ze tego nie widzisz. Boszzzz jakiez to dziecko musi byc zagubione crying
      Zal mi tego dziecka i nie widze jej przyszlosci w swietlanych barwach sad((
      Ona nie ma rodziny i nie wydaje mi sie, zeby ja znalazla zanim dorosnie.

      I to jest najlepszy przyklad, ze wiekszosc dzieci ma na swiecie tylko matki,
      czasami jeszcze dziadkow, a wiekszosc ojcow to tylko dawcy genow, ktorzy nie
      potrafia zapewnic dziecku NORMALNEJ opieki i NORMALNEGO zycia.
      Przykre to.
      • e_r_i_n Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 15:02
        pelaga napisała:

        > I to jest najlepszy przyklad, ze wiekszosc dzieci ma na swiecie tylko matki,
        > czasami jeszcze dziadkow, a wiekszosc ojcow to tylko dawcy genow, ktorzy nie
        > potrafia zapewnic dziecku NORMALNEJ opieki i NORMALNEGO zycia.
        > Przykre to.

        A Lideczka, Wiola i parę innych dziewczyn to tylko wyjątki potwierdzające
        regułę...
      • balladynka Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 15:02
        Oj Pelaga, no nie moge! Troche obiektywizmu prosze. Juz tak bronisz tych
        dzieci, ze Ci oczy przeslonilo na jakiekolwiek inne osoby rowniez zwiazane z
        jakas tam sytuacja. Daj spokoj dziewczynie i sprobuj zrozumiec tez jej
        sytuacje, do jasnej anielki. To dziecko to efekt zdrady i ciezko je tak od razu
        zaakceptowac jako czlonka swojej rodziny, szkoda ze Ty tego nie widzisz.
        Zamiast produkowac bezsensowne podskoki na forum, poratuj dziewczyne jakims
        konstruktywnym komentarzem, w ktorym tez przeciez mozesz zadbac (glownie) o
        dobro dziecka, ale w mniej agresywny i jednostronny sposob.
        No nie moge normalnie.
        • madalenka25 Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 15:17
          Balladynko - dziecko jest konsekwencją zdrady - ale Joanna wiedziała o jego
          istnieniu przed slubem i jeśli wtedy to akceptowała to z wszelkimi
          konsekwencjami

          zdaje sobie sprawę, że spadło to na nią ale dziecko cierpi i wydaje mi się że
          gdyby teraz ojciec zajmował się tylko Anią to Kasia czułaby sie odrzucona i
          będzie zwyczajny podział na Anię i tatę - Kasie i mamę i obie dzieczynki będą
          nieszczęśliwe
        • pelaga Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 21:37
          > Oj Pelaga, no nie moge!

          Jak sie nie moze to trzeba puscic.

          > Troche obiektywizmu prosze. Juz tak bronisz tych
          > dzieci, ze Ci oczy przeslonilo na jakiekolwiek inne osoby rowniez zwiazane z
          > jakas tam sytuacja.

          Osoby zwiazane z ta sytuacja sa DOROSLE, to je rozni od dzieci, ze same
          swietnie potrafia sie obronic.

          > Daj spokoj dziewczynie i sprobuj zrozumiec tez jej
          > sytuacje,
          > poratuj dziewczyne jakims
          > konstruktywnym komentarzem, w ktorym tez przeciez mozesz zadbac (glownie) o
          > dobro dziecka,


          Przeciez ja podalam moim zdaniem najlepsze rozwiazanie. W zadnym zdaniu nie
          atakowalam dziewczyny. Napisalam, ze nie wierze w zmiane jej podejscia, bo nie
          wierze. Nie napisalam, ze ja w tej sytuacji to "to i tamto", bo jak slusznie
          ktos napisal, nie wiem, co ja bym w takiej sytuacji zrobila. A to, ze przez
          zaistniala sytuacje cierpi dziecko to chyba nie jest tajemnica???

          > sytuacje, do jasnej anielki. To dziecko to efekt zdrady i ciezko je tak od
          > razu zaakceptowac

          A coz to dziecko jest winne, ze tatus sie puscil??? I coz to dziecko jest
          winne, ze przez 8 dlugich lat dziecko nie uczestniczylo w zyciu jego rodziny???
          Nie poznalo przyrodniej siostry??? Dla kogo mialo byc dobre separowanie
          dzieci????
          Moj post byl raczej skierowny przeciwko ojcu tego biednego dziecka, a Twoj
          wywod (niemoc) Twoja nadinterpretacja tego, co napisalam.
          A autorce nie dziwie sie wcale, ze jest zagubiona, ale niestety uwazam, ze w
          tej sytuacji wiele spraw zostalo zaniedbanych, jak chocby kontakty dziecka z
          rodzina ojca. A jesli jak pisze nizej nie chce uczestniczyc w wychowywaniu tego
          dziecka, moim zdaniem najlepszym rozwiazaniem byloby oddac dziecko dziadkom.
          Ale sprawa oceniam ze swojej perspektywy, bo kazda moja wypowiedz jest moim
          subiektywnym zdaniem.
          A Twoje posty baladynko czytalam i nie dziwie sie, ze tak reagujesz na to, ze
          kogos obchodzi los dziecka.
          I nawet nasz zelazna m-m-m napisala, ze jak dziecko traci matke staje sie
          sierota. I ja tez tak uwazam.
          Pozdrawiam
          • balladynka Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 26.01.05, 10:28
            >A Twoje posty baladynko czytalam i nie dziwie sie, ze tak reagujesz na to, ze
            kogos obchodzi los dziecka.<

            To znaczy jak reaguje, przepraszam? Moze wyjasnisz mi to blizej bo nie rozumiem
            co masz na mysli?
            Wykazujesz sie taka erudycja na forum a udalo Ci sie przeoczyc fakt, ze moja
            reakcja nie dotyczyla faktu, ze "kogos obchodzi los dziecka" bo ja sie nad tym
            losem tez pochylam (musialas nieuwaznie czytac moje poprzednie postysmile), tylko
            tego, ze Ty zdajesz sie nie widziec losu innych osob w tej sytuacji a podejscie
            Twoje bylo jednostronne i moglo zranic Jo.an.ne. natomiast niewiele wnioslo do
            poprawy sytuacji. Kazda z nas wypowiada sie na tym forum przez pryzmat wlasnych
            przezyc i doswiadczen ale wiekszosc dziewczyn, niezaleznie jakiego sa
            ostatecznie zdania na dany temat, stara sie wypowiadac w sposob konstruktywny a
            nie strzelac dla samego strzelania.
            A za nadinterpretacje przepraszam.
            Pozdrawiam.
            • pelaga Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 26.01.05, 12:51
              > Twoje bylo jednostronne i moglo zranic Jo.an.ne. natomiast niewiele wnioslo
              > do poprawy sytuacji.

              Poprawic sytuacje moga tylko zainteresowani. A rozwiazanie ktore podalam bylo
              zupelnie niejednostronne, bo uwazam, ze jest najlepszym rozwiazaniem dla
              dziecka, ale rowniez i dla autorki postu, w koncu sama pisze, ze chcialaby
              pozbyc sie dziecka z domu.
              Nie sadze, zeby to, co napisalam bylo niekonstruktywne. Ale kazdy z nas ma
              prawo do wlasnego zdania.
      • m-m-m Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 15:11
        Ja nie wierze w zmiane
        Twojego podejscia.


        Pelaga - nie wierzysz, bo sma nigdy nie musiałaś się borykać z problemem
        akceptacji cudzego dziecka. Ty nie jesteś macochą , tylko samodzielną z
        dzieckiem własnym. Ja rozumiem obie strony: i sytuację dziecka rodziców
        rozwiedzionych, a potem stratę jednego z nich (w moim wypadku był to ich rozwód
        + a potem smierć obojga), jak i trudną pozycję "świeżo upieczonej" macochy 24 h
        na dobę, bo sama taką macochą jestem od ładnych kilku lat. Z dzieckiem faceta
        można się zaprzyjaźnić i zmienić nastawienie , ale potrzebne są do tego albo
        doswiadczenia własne (jak to było u mnie), albo chęć współpracy ze strony ojca
        dziecka i nie zdejmowanie z niego odpowiedzialności za to dziecko. Do tegop
        trzeba czasu, a nie dwóch m-cy wierz mi.
        • gosza26 Re: Polecam ten watek walczacym ojcom 25.01.05, 16:16
          Pamietam jak było na poczatku u mnie. M. wychodził do pracy i praktycznie ja
          cały czas byłam z dzieckiem(qrczę zastanawiam się jakie znależć okreslnie na
          dziecko, które nie jest moim dzieckiem biologicznym, ale nie jest też dal
          mnie ,,tylko,, pasierbem???).
          Wtedy to był najlepszy czas na nawiązanie nici porozumienia. Mogliśmy siebie
          obserwować i uczyć. Wiem jedno na to nie wystarczą 2 miesiące, trwało to w
          sumie 3 lata zanim Młody rzucił mi sie na szyję i powiedział kocham cię. Ja
          wiele razy traciłam już wiarę w to, że się ułoży, bo chłopak miał 1000
          pomysłów/minutę a ja miałam tylko dwadzieścia kilka lat.

          Natomiast kiedy już niemąż wracał z pracy był cały czas z nami. Nie istnieli
          koledzy i jego potrzeby. Wiedział, że ma szanse na zbudowanie pełnej rodziny i
          musi często z nami rozmawiać, żeby mogło się ułożyć.
    • iziula1 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 15:25
      Na czym polega dojrzałość i odpowiedzialność?
      Moim zdaniem na pozbyciu sie własnego egoizmu, na postrzeganiu świata z tej
      drugiej strony a nie tylko ze strony własnego "ja".
      Moge zrozumieć rozterki Joanny ale to ma mniejsze znaczenia wobec tragedii jak
      spotkała Anie.
      Joanna jest osoba dorosłą podobnie jak jej mąż, oboje ponoszą konsekwencje
      swoich wyborów i decyzji.
      Któraś z dziewczyn słusznie zauważyła że "prawowita" córka przenosi negatywny
      stosunek matki na przyrodnią siostre.
      Mysle,że czas odłożyć na bok własne urazy, dąsy i i postanowić co dalej.Czy
      jestem w stanie w pełni zaakceptować to dziecko czy tylko daje mu dach nad
      głowa?
      Jesli odpowiedz brzmi: nie, myśle,że lepiej Ani moze być z dziadkami lub z kims
      kto zaakceptuje ja całkowicie.
      Ta dziewczynka ma 8 lat i mimo,że wydaje się w porównaniu z Kasią taka duża
      trzeba pamietać, że to jest jeszcze dziecko.
      I trzeba to zrozumiec i pomóc temu dziecku.
      Iza
      • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 15:33
        Ta dziewczynka ma 8 lat i mimo,że wydaje się w porównaniu z Kasią taka duża
        trzeba pamietać, że to jest jeszcze dziecko.
        I trzeba to zrozumiec i pomóc temu dziecku


        I to jest obowiazek ojca dziewczynki, a nie macochy.



        Mysle,że czas odłożyć na bok własne urazy, dąsy i i postanowić co dalej.Czy
        > jestem w stanie w pełni zaakceptować to dziecko czy tylko daje mu dach nad
        > głowa?


        Nie jest łatwo o taka jednoznaczną odpowiedź, łatwo dawać rady jak się samemu
        nie mieszka z pasierbem pod jednym dachem 24 h na dobę. Moim zdaniem sytuacja
        jest do opanowania tylko konieczny jest udział ojca w budowaniu "nowej"
        rodziny. Tezy o egoiźmie są niezasadne, gdyż Ania jest dzieckiem "zdrady", a
        więc macocha została postawiona przed faktem dokonanym i nie miała wyboru czy
        chce mieć faceta z dzieckiem, czynie. z postu nie wynika jednoznacznie czy
        autorka wątku widziała przed narodzinami jej własnego dziecka o istnieniu
        tamtego.
        • iziula1 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 19:27
          Droga M-M-M skoro już odpowiadasz na mój post ja zrobie to samo.
          Po pierwsze w małżeństwie nie dzieli sie obowiązków na "to tylko moje a to
          tylko twoje".Małżeństwo jest na dobre i złe.Jesteśmy rodzina i razem pokonujemy
          wszelkie trudnosci.Razem.
          Obowiazkiem drugiego człowieka, czy to macochy, czy samotnej matki jest pomoc
          drugiemu człowiekowi.
          Nie żyjemy tylko dla siebie.
          Zawsze porusza mnie los dziecka i nie trafia do mnie tłumaczenie,ze to jest
          obce, nie moje i mnie to nie dotyczy.Bo ja nic nie musze.
          Podkreslam,ze rozumiem sytuacje Joanny, rozumiem,ze dobro własnego dziecka
          stawia ponad wszystko,ze jest jej w takim układzie żle ale uważam ze powinna
          podjąc decyzje.Czy jest w stanie odrzucić własną urażona dume,zapomnieć o żalu
          jaki ma do męża za zdrade i zaakceptowac Anie tak jak na to zasługuje czy jest
          to ponad jej mozliwości i najlepiej dla jej spokoju jest oddac Anie.
          Mysle,że Joanna potrzebuje czasu, mozliwe że bardzo dużo czasu na dojrzenie do
          takiej decyzji.
          To tylko dziecko, dziecko które nic nie zrobiło a nosi etykietke "dziecka
          zdrady".
          Wspólczuje Joannie,że jej spokój małżeński został zakłócony, że nie może życ
          tak jak sobie zaplanowała ale bardziej współczuje dziecku które jest
          napietnowane za błędy rodziców.I odrzucone.
          Brak mi słów.
          • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 20:14
            Małżeństwo jest na dobre i złe.Jesteśmy rodzina i razem pokonujemy
            >
            > wszelkie trudnosci.Razem.
            > Obowiazkiem drugiego człowieka, czy to macochy, czy samotnej matki jest pomoc
            > drugiemu człowiekowi.
            > Nie żyjemy tylko dla siebie.


            To piękne i idealistyczne założenie.


            bardziej współczuje dziecku które jest
            > napietnowane za błędy rodziców.I odrzucone.
            > Brak mi słów.


            A ja tu napiętnowania nie widzę i odrzucenia też nie. Joanna napisała, że mąż
            kocha córkę i chce ją wychowywać, tyle, że chciałby część wychowania zrzucić
            na macochę, która nie ma zgodnie z prawem absolutnie żadnych obowiązków wobec
            Ani. I uważam, że to jego obowiązek pogodzić wszystkie trzy.
          • jo.an.na Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 21:06
            > podjąc decyzje.Czy jest w stanie odrzucić własną urażona dume,zapomnieć o
            żalu
            > jaki ma do męża za zdrade i zaakceptowac Anie tak jak na to zasługuje czy
            jest
            > to ponad jej mozliwości i najlepiej dla jej spokoju jest oddac Anie

            Izo, czy ty naprawde sobie wyobrazasz, ze moj maz zgodzi sie tak po prostu
            oddac swoja corke, bo mi to nie pasuje??? To chyba oczywiste, ze nie. Zreszta
            gdyby sie zgodzil, to nie mi9alabym o nim zbyt dobrego zdania. Ja rozumiem, ze
            on MUSI. Zrobil dzieciaka i teraz musi ponosic konsekwencje. Na tym m.in.
            polega doroslosc.
    • kalina81 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 15:28
      wiem, że jest ciężko, że masz wielkie poczucie krzywdy!! że w odróżnieniu od
      wielu kobiet tutaj zostałaś macochą z bardzo niemiłego zaskoczenia, że dla
      Ciebie jest przede wszystkim najważniejsza Twoja córka, ale skoro zdecydowałaś
      się zostać z Twoim mężem, to tak jakbyś zaakceptowała sytuację, nową!! sytuację
      własnej rodziny ze wszytskimi tego konsekwencjami. Dlatego boli mnie, naprawdę
      boli to co piszesz, Twój mąż ma dwoje dzieci i takie same obowiązki względem
      każdego z nich, w tej chwili nawet większe względem córki osieroconej.W tej
      chwili Wasz dom jest także domem jego córki, przez wiele lat wolałaś udawać, ze
      tego dziecka nie ma -tak wywnioskowałam z Twoich wypowiedzi- i teraz też starsz
      się, by było dla Ciebie niewidzialne. Twoja córka nie będzie szczęśliwa jeśli
      Ty nie będziesz szczęśliwa, a Ty nie będziesz szczęśliwa dopóki nie
      zaakceptujesz sytuacji lub po prostu nie pozbędziesz się kłopotu z domu. Z tego
      co widzę to raczej nastąpi to drugiesadsadsad
      • derena33 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 16:08
        ja tez sie zdenerwowalam, , ale nie chcialam byc posadzona o subiektywizm. W
        koncu nie wychowuje pasierbow na codzien. Ale po przeczytaniu postu joanny,
        jedyne slowa jakie mi sie cisnely na usta, to to ze chyba dziewczynka bardziej
        bedzie akceptowana w domu dziecka. Ale rozumiem, ze "porzadni" ludzie dzieci
        tam nie oddaja, w zwiazku z tym, jak stan joanny bedzie sie poglebiac, to
        dziecko bedzie mialo pieklo w domu.
        Moze jest konieczne przepracowanie problemu tej rodziny z psychologiem,
        fachowcem od spraw rodzinnych?
        • jo.an.na Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 16:30
          W domu dziecka? Dziadkowie? Moj maz kocha swoja corke i czuje sie za nia
          odpowiedzialny, wiec to w ogole nie wchodzi w gre. Dziadkowie sa juz za starzy.
          Dalsza rodzina Ani tez z oczywistych wzgledow nie chce brac sobie takiego
          obowiazku na glowe. Zreszta to jest oczywiste, ze dopoki dziecko ma ojca, to ten
          ojciec powinien sie nim zajac. I ja to rozumiem. Tylko nie za bardzo mam ochote
          matkowac Ani i brac sobie na glowe dodatkowe obowiazki. Maz oczywiscie niech
          poswieca jej maksymalnie duzo czasu i uwagi, uwazam to za bardzo potrxzebne
          teraz ale mnie prosze w to nie mieszac. Nie wydaje mi sie, zebym mogla kiedys
          pokochac to dziecko i chyba nawet nikt nie powinien tego ode mnie oczekiwac.
          • lilith76 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 16:45
            tylko, że taką decyzją budujesz coraz grubszy mur pomiędzy wami, dajesz swojej
            córce sygnał, że jej przyrodnia siostra jest intruzem i uniemożliwiasz
            stworzenie więzi pomiędzy siostrami (za kilkadziesiąt lat być może tylko one
            sobie pozostaną!). być może wolisz niechęć jednej siostry do drugiej, bo to
            usprawiedliwa twoją niechęć.
            to prawda, że twój mąż powinien opiekować się dzieckiem, ale jego obowiązkiem
            jest także integracja i "wbudowanie" go do nowej rodziny. twoja strategia
            zachowania jest dobra, ale na krótką metę. w długofalowych skutkach rodzi
            zamieszanie w głowie Kasi, rosnąca jej niechęć do siostry, coraz cięższa
            atmosferę w domu pomiędzy wami i twoją rosnącą frustrację.
            rozumiem cię, ale tego nie da sie tak zostawić, bo pokaleczeni zostaniecie
            wszyscy pięcioro.
            • lilith76 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 16:48
              bo pokaleczeni zostaniecie
              > wszyscy pięcioro.

              miało być czworo!
              chyba, że planujecie kolejne dziecko, chyba, że (odpukać, splunąć przez lewe
              ramię) mąż ma jeszcze jedno nieślubne dziecko.
          • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 17:41
            Maz oczywiscie niech
            poswieca jej maksymalnie duzo czasu i uwagi, uwazam to za bardzo potrxzebne
            teraz ale mnie prosze w to nie mieszac. Nie wydaje mi sie, zebym mogla kiedys
            pokochac to dziecko i chyba nawet nikt nie powinien tego ode mnie oczekiwac


            Zgadza się, ale w naszym społeczeństwie to kobieta (a szczególnie macocha) jest
            jak napiętnowana, gdy uczciwie powie, że ma prawo nie kochać cudzego dziecka i
            ma prawo nie brać do siebie słów o litości nad biedną sierotką. Musi się
            poświęcić nie wiadomo w imię czego.
    • kicia031 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 16:50
      Rany Boskie!!!!
      Przeciez to jest male niczemu niewinne dziecko, ktore 2 miesiace temu stracilo
      matke!
      Czy ty kobieto nie masz za grosz serca!?!
      BYl kiedys taki idiotyczny slogan "wszystkie dzieci sa nasze" - oze jednak bylo
      w nim troche sensu?
      Nie pisze wiecej, bo jestem w ciazy i nie wolno mi sie denerwowac.
      Kicia
      • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 17:34
        Przeciez to jest male niczemu niewinne dziecko, ktore 2 miesiace temu stracilo
        > matke!


        Nikt tego nie neguje, że strata matki jest dla dziewczynki niepowetowana, ale
        ja (a też matki swej dawno nie mam) uważam, że trzeba rozdzielić: dziewczynka
        ma ojca i niby dlaczego macocha ma mieć serce "na dzień dobry" dla tej
        dziewczynki? Dlaczego wymagasz by ona już natychmiast kochała cudze dziecko
        tylko dlatego, że ono nie ma matki? Na świecie wiele dzieci nie ma matek i czy
        to oznacza, że już należy się im miłość całkowicie obcych im kobiet? Dlaczego
        tego zrozumienia wymagasz od macochy, a nic nie mówisz o obowiązkach ojca tej
        dziewczynki?
        Moja śp. babcia powiedziała kiedyś, że jak dziecko traci ojca to jest
        półsierotą, a jak matkę to jest sierotą całkowitą i to jest święta prawda, a
        zadna kobieta biologicznej matki nie zastąpi w 100%.
        Moim zdaniem bez sensu jest stawianie wymagań macosze, a nie ojcu.
        • ania_rosa Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 18:01
          Zgadzam się m-m-m , Burzą i paroma innymiwink
          Każdy ma swoje racje- i Joanna, i obie dziewczynki. Pewnie mąz też ma swoją
          rację, acz- jak mimochodem zahaczyła o tę kwestię m-m-m- jemu najłatwiej jest
          przerzucić odpowiedzialność za sytuację na resztę rodziny (delegacje, praca
          itd).
          Rzecz jednak nie w tym, aby widzieć racje, ale w tym, aby je pogodzić w jakimś
          kompromisie. Najpierw oczywiście trzeba przejść przez etap złości, żalu itd.,
          bo to jest naturalne i trudno wymagać od Joanny zachwytu tymi okolicznościami.
          Potem wydaje mi się, że najrozsądniej byłoby założyć, że każdy jest jakośtam
          pokrzywdzony sytuacją i w związku z tym żadna strona nie rości sobie praw do
          szczególnych względów. Tak jak napisała m-m-m: wybaczenie zdrady było w jakimś
          sensie równoznaczne z zaakceptowaniem istnienia Ani, wiec mimo oczywistego
          bólu, jaki może odczuwac Joanna, powinna tez pamiętać o swojej zgodzie na taki
          stan rzeczy, jaki wiązał się ze zdrada i jej konsekwencjami.
          Taki więc byłby pierwszy i drugi krok.
          Trzecim krokiem- w moim odczuciu- byłoby zbudowanie sytuacji od nowa w tych
          granicach, jakie juz stały się faktem (mieszkacie razem, dziecko ma się
          wychowywac u ojca). To budowanie najlepiej chyba byłoby zacząć od oddzielenia
          dorosłych od dzieci. O ile w pierwszym i drugim punkcie wszyscy byli równi w
          ponoszeniu strat z tytułu nowej sytuacji, o tyle w punkcie trzecim cięzkość
          przenosi się na osoby dorosłe. Tu znów m-m-m ma rację: ojciec dziecka powinien
          czuć się glownie odpowiedzialny za ułożenie relacji i wprowadzenie Ani do
          rodziny. Jeśli się tego teraz zaniedba, potem może być gorzej z
          egzekucją "ojcowskich obowiązków".
          Ten trzeci krok oznacza też to, że niestety trzeba oddzielić swoje osobiste
          poczucie krzywdy od osoby dziecka.
          Czwarty krok to umożliwienie dziewczynkom nawiązanie normalnych stosunków jako
          siostrom.
          Uwazam jednak, że niezbędna będzie pomoc psychologa z ośrodków interwencji
          kryzysowej lub psychologa- terapeuty rodzin i małżeństw.
          Ocieramy się tu o zbyt wiele kwestii: Joanna, a dziecko obcej kobiety; Ania, a
          śmierc matki; Ania, a Kasia (obie mają prawo czuć się nieszczęśliwe i
          wmanipulowane); Joanna a Jej mąż (kryzys albo już jest, albo może nastąpić, bo
          trudno jest zracjonalizowac sobie bezbolesnie sytuację "to jest moje dziecko z
          inna kobietą, a teraz będziemy je wspólnie wychowywać") oraz Ania, a Jej
          ojciec, który do tej pory był na dochodne.
          Ponieważ jest takie nagromadzenie sprzecznych racji, żalu itd. najrozsądniej
          byłoby podejść do tego spokojnie i rozumowo, ustalić z terapeutą nowy
          scenariusz funkcjonowania rodziny w tej ekstremalnej sytuacji, a potem
          powolutku go wdrażać. Pozwoli to uniknąc niepotrzebnych kosztów psychicznych
          wszystkich zainteresowanych i wyprowadzić rodzine na prostą.
          To, co czujesz, Joanno, jest naturalne, ale w pewnym momencie Twój żal
          przestanie być już wytłumaczeniem dla innych- dlatego warto go sobie przerobić
          w odpowiednich warunkach w trakcie terapii.

          Trzymam za Was kciuki

          Rosa
      • jo.an.na Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 17:53
        > Rany Boskie!!!!
        > Przeciez to jest male niczemu niewinne dziecko, ktore 2 miesiace temu
        stracilo
        > matke!
        > Czy ty kobieto nie masz za grosz serca!?!


        Ale o co masz wlasciwie do mnie te zastrzezenia? Nie robie malej krzywdy,
        staram sie byc neutralna i w miare mila, zachecam meza, zeby spedzal z nia duzo
        czasu. Co jeszcze powinnam robic wg ciebie?
        • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 17:58
          Ale o co masz wlasciwie do mnie te zastrzezenia?

          Kicia jak i Pelaga są samodzielnymi i myślą innymi kategoriami, przez pryzmat
          dziecka własnego. Nie rozumieją, że można nie kochać cudzego dziecka i co
          ważne, można nie pokochać go nigdy, co nie wyklucza życzliwości i pozytywnego
          nastawienia z biegiem czasu.
            • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 18:25
              Ano właśnie. Przebywając na forum zorientujesz się, że są tu głównie macochy,
              ale zdarzają się i samodzielne. Niektóre z nich, np. Burza, czy Chalsia są
              rozsądne i starają się zrozumieć sytuację macoch, ale niektóre próbują
              dokuczać, bo im się w głowe nie mieści, że ktoś mógłby nie kochać ich dzieci
              własnych.
              • virtual_moth Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 18:46
                m-m-m napisała:

                > Ano właśnie. Przebywając na forum zorientujesz się, że są tu głównie macochy,
                > ale zdarzają się i samodzielne. Niektóre z nich, np. Burza, czy Chalsia są
                > rozsądne i starają się zrozumieć sytuację macoch, ale niektóre próbują
                > dokuczać, bo im się w głowe nie mieści, że ktoś mógłby nie kochać ich dzieci
                > własnych.

                Tak, ale uważam, ze takie niezmiekczone zdanie bardziej radykalnych
                samodzielnych może bardziej pomóc niż zaszkodzić. Na zasadzie kubła zimnej wody
                na głowęwink

                Wiadomo, ze to nieciekawa sytuacja. Wiadomo, ze ciężko jest pokchać cudze
                dziecko. Ja na pewno bym nie potrafiła, dlatego też 500 razy zastanowiłabym
                się, czy wybaczyć mężowi zdradę i przyjmować go na swe łono z całym bolesnym
                skutkiem jego niefrasobliwości. Temat u mnie na tapecie i WIEM, że jeśli coś
                mnie zaboli i nie wszystko pójdzie gładko, to pochylę głowę i przyjmę
                odpowiedzialność za własne czyny. Widzę po prostu, że nie biorę kota w worku,
                tylko gościa z całym bagażem upierdliwych wad.

                Bo tu o nic innego nie chodzi jak o przyjęcie skutków własnego postępowania. A
                takim skutkiem jest zaistnienie pasierbicy we własnym domu. Takim skutkiem jest
                też w ogóle wybranie sobie faceta ze skłonnością do skoku w bok, a już na pewno
                wybaczenie mu zdrady, której wynikiem jest dziecko.

                Myślę, że jeśli joanna zda sobie sprawę z tego, że ta sytuacja to także skutek
                jej wyborów, to latwiej jej będzie ją zaakceptować.

                Pzdr
                • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 19:02
                  Widzisz, radykalne oceny samodzielnych to nie zimna woda na głowę tylko dowód
                  na ich brak doswiadczeń w byciu macochą. Owszem, branie odpowiedzialności za
                  swe postepowanie to jedno, a post na forum to drugie. Post nie oddaje
                  całkowitej sytuacji i niuansów. Jestem przeciwna radykalizmowi w ocenach, czy
                  ktoś ma skłonności do skoków w bok, czy nie i tego kogoś ktoś inny wybiera na
                  partnera życiowego czy nie. Przyczyny zdrady są różne i niekoniecznie zdrada to
                  sytuacja powtarzalna. Ja bardziej koncentruję się na zrozumieniu chaosu w jakim
                  nowa macocha się znalazła, staram się zrozumieć jej uczucia, a jednocześnie
                  staram się cokolwiek podpowiedzieć: by np. nie pozwliła mężowi na zrzucenie z
                  siebie na nią obowiązków wobec jego dziecka i nie zgadzała się na mężowskie
                  wygodnictwo, a jednoczęnie wiem, że obie małe dziewczynki są przyrodnimi
                  siostrami i prędzej czy później konieczne będzie zaakceptownie sytuacji (co nie
                  oznacza, że już jest przymus kochania dziecka męża) i przede wszystkim
                  zmuszenie ojca do budowania nowej rodziny i zadbania o to, by wszystkie trzy
                  czuły się w niej dobrze. w tej chwili potrzebne są rozmowy, wsparcie psychologa
                  i próba stworzenia stabilizacji dla nowej domowniczki, ale to ptrwa, nawet parę
                  lat być może.
            • omama Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 19:19
              Skore? nie. Mało kto jest tak naprawdę skory do przemeblowywania swojego życia.
              Ja na pewno nie. Ale czasem zdarza się tak, że w najbliższych uderza
              nieszczęście. I wtedy albo robisz wysiłek i stajesz na wysokości zadania (co
              zresztą nie jest aż takim altruizmem - mi osobiście bardziej doskwierałoby
              pełnienie roli macochy Kopciuszka, niż wysilenie się, żeby Kopciuszek nie był
              Kopciuszkiem) albo użalasz się nad sobą i bez wyrzutów sumienia olewasz
              potrzeby drugiej osoby. Co na pewno nie jest łatwe, ale z czasem jest bardziej
              korzystne dla wszystkich - dla ciebie też.
            • kicia031 Re: Zdenerwowalam sie 26.01.05, 17:00
              Joanno, nie zauwazylam wczesniej tego twojego postu.
              Jestem na forum macochy, poniewaz oprocz wlasnego Babelka i Groszka w drodze
              (juz 25 tydzien, hurra) opiekuje sie czesto takze coreczka mojego partnera,
              wyjezdzam z nia na wakacje takze bez jej taty, czesto zajmuje sie nia, kiedy
              moj partner pracuje - a jego praca to niestety ciagle wyjazdy. W tej chwili
              rozpoczynamy walke, by Mala mogla zamieszkac z nami na stale.
              Nigdy nie zastanawialam sie, czy ja kocham - wiem ze to dziecko mezczyzny,
              ktorego kocham, i czesc naszej rodziny. Po prostu nie wyobrazam soebie, bym
              mogla postepowac inaczej niz postepuje, nawet jesli to dowodzi niedostatkow
              mojej wyobrazni wink)

              Poniewaz tego wszystkiego doswiadczylam na wlasnej skorze: zajmowania sie
              cudzym dzieckiem, prob godzenia interesow dzieci - a w naszym przypadku Babelek
              i Mala nie sa nawet przyrodnim rodzenstwem, wiec jest to tym trudniejsze, a
              bedzie jeszcze bardziej trudne kiedy urodzi sie nasz wspolny Groszek.
              Doswiadczylam tez zdrady zakonczonej urodzeniem dziecka, o czym napisalam
              powyzej. Wiec wydaje mi sie, ze moge sie smialo wypowiadac w kwestii dreczacych
              cie problemow.
              Mysle, ze na Forum jest wiele osob, ktore chetnie by ci pomogly, ale nie sadze
              by taka pomoc mogla byc skuteczna teraz, kiedy masz do Ani tak negatywne
              nastawienie. Mam jednak nadzije, ze to sie choc troche zmieni.
              Pozdrowienia
              Kicia
          • kicia031 Re: Zdenerwowalam sie 26.01.05, 16:40
            Dzieki za wytlumaczenie, dlaczego mysle, tak jak mysle wink)
            Otoz zebyscie lepiej zrozumialy moja postawe, to dodam jeszcze, ze powodem
            rozpadu mojego pierwrzego malzenstwa byla zdrada meza zakonczona urodzeniem sie
            dziecka. I wiesz, ja wtedy odeszlam od meza nawet nie dlatego ze zdradzil,
            tylko ze odcial sie zupelnie od tamtego dziecka, nie chial ani jego matki ani
            jego samego znac i myslal tylko o tym jak uniknac placenia na malego alimentow.
            Patrzylam wtedy na mojego 2-letniego Babelka i nie moglam zniesc tego, ze
            gdzies tam jest jego brat, 4 miesieczne niemowle odrzucone przez ojca. Tak wiec
            trudno mi zrozumiec to, co czujesz, bo mi nigdy nie wpadlo do glowy odczuwac
            jakakolwiek niechec wobec dziecka. Wiec nie patrze tylko przez pryzmat dziecka
            wlasnego, a pzrez pryzmat podobnej sytuacji.

            Pytasz o co mam zastrzezenia? Nie znam cie, wiec trudno zdiagnozowac sytuacja,
            ale mysli jakie mi sie nasuwaja to niedojrzalosc, egoizm i brak empatii. Dla
            mnie twoje skargi to tak jakby osoba ktorej drzazga wpija sie w palec wylewala
            swoje zale przy osobie ktora wlasnie stracila obie nogi. W tej chwili Ania
            przechodzi niezmiernie trudny okres a rola doroslego jest w takiej sytuacji
            schowac swoje zale do kiesznei i pomoc dziecku, a nie odsylac ja do dziadkow
            jak przedmiot. Co ci sie stanie, jesli spedzisz z nia ten tydzien bez jej ojca?

            Wiem, nie pokochasz Ani na zadanie, ale sprobuj spojrzec na nia troche bardziej
            pozytywnie, chociazby ze wzgledu na zwoj wlasny interes. Piszesz, ze twoj M
            kocha Anie - zastanow sie, czy bedzie w stanie tolerowac twoje do niej
            podejscie. Dla wielu mezczyzn stosunek do dzieci jest waznym wyznacznikiem
            wartosci kobiety.

            Powodzenia
            Kicia
        • olvi Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 22:51
          Mam przyjaciolke, ktorej tata umarl, kiedy ona miala 3 lata. Jej mama dosc
          szybko wyszla za maz za pana z dwojka dorastajacych dzieci z pierwszego
          malzenstwa, ktore mieszkaly ze swoja mama.

          Ten pan mojej przyjaciolki nie bil, nie ponizal, nie krzyczal, nie wychowywal..
          nie angazowal sie. Byl neutralny.

          Koniec koncow mama przyjaciolki rozwiodla sie z nim dla dobra corki. I nie jest
          to dobro corki jakies wydumane - teraz znam wiecej szegolow, zarowno od niej,
          jak i od mojego ojca, ktory jako szkolny wychowawca mojej przyjaciolki wiedzial
          duzo wiecej, niz taki dzieciak jak ja. Dziecinstwo z neutralnym, milym i
          ziejacym emocjonalnym chlodem i zle ukrywana niechecia ojczymem odcisnelo spore
          pietno na jej psychice.

          Sorry, ze tak osobiscie, ale temat jest mi bliski.

          Dla wyjasnienia - bo bardzo dawno mnie tu nie bylo - jestem macocha weekendowa
          2 dzieci, mieszkam poza Polska.
    • mikawi Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 16:52
      popieram burzę - współczuję całej sytuacji związanej ze zdradą męża, natomiast
      fakt jej wybaczenia też uważam za swego rodzaju akceptację tego że dziecko
      istnieje i nie jest winne temu że ojciec postąpił tak jak postąpił. W tym
      wszystkim trzeba grubą kreska odkreślić przeszłość i skupić się na
      teraźniejszości. A teraz jest dziecko - strasznie samotne w tym wszystkim,
      dziecko które przeżyło ogromną tragedię, której nawet nie jestem w stanie sobie
      wyobrazić - i nalezy zrobic wszystko, by jakos te relacje rodzinne poukładać. I
      trzeba to zrobic dla dobra wszystkich - dla was jako małżeństwa, dla waszej
      córeczki, dla Ani. Tworzycie rodzinę, we czwórkę. Wiem że nie będzie to łatwe,
      ale najlepiej by było zapomnieć "skad" się Ania wzięła, tylko uznać ją za drugą
      córcię i tak traktować. Otoczyć miłością i opieką na równi z Kasią. Bo to w
      końcu dwie siostry są smile A myślę że z czasem, przy dobrej woli wszystkich
      dziewczynki bardzo sie pokochają, zresztą często rodzone rodzeństwo mające
      przyjśc na świat wywołuje bunt u pierworodnego, więc co się dziwić Kasi? Trzeba
      to też jej pomóc poukładać w główce, zamiast podsycać - świadomie czy nie -
      niechęć do Ani.
    • balladynka Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 18:31
      jo.an.no, a jak sie zachowuje Twoj maz w tej sytuacji? Rozmawiacie na ten
      temat? Jak w ogole Ania znalazla sie u Was i jak on widzi Wasza przyszlosc? Czy
      rozmawiacie na ten temat czy to wszystko tak wisi w zawieszeniu i nikt nie wie
      co robic?
      • gosza26 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 19:10
        Tak siedzę i się zastanawiam...przecież każde dziecko, któremu okazana jest
        sympatia odpowie tym samym, a jeśli miłość to tym bardziej będzie wdzięczne. I
        na odwrót(chyba któraś z dziewczyn tu o tym pisała), na nasza niechęć dziecko
        odpowie jeszce większą agresją.

        Rozmawialiśmy dzisiaj o tym z M. i padło stwierdzenie, że w takich sytuacjach
        poprostu chodzi o to, że partner tak naprawde nie wybaczył zdrady.
        • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 19:21
          przecież każde dziecko, któremu okazana jest
          sympatia odpowie tym samym, a jeśli miłość to tym bardziej będzie wdzięczne


          Nie każde. Wiem po sobie, że wcale mi nie zależało na sympatii czy miłości
          ojczyma, bo miałam prawidłowe relacje z rodzicami. Nawet po śmierci taty
          musiałam się z tym pogodzić, co nie oznaczało, że oczekuję "etykiety
          zastępczej" w postaci ojczyma.
    • iziula1 Re: Do M-m-m 25.01.05, 19:55
      M-m-m , tak naprawde nikt nie poruszył kwestii pokochania Ani jak własne
      dziecko.Nikt nie każe Wam (sama dokonałas podziału na piszące tu mamy)Macochom
      kochać cudze dzieci na równi z własnymi.
      Gdzieś jednak jest wątek,chyba Alki o przejeciu opieki nad dzieckiem eks.I jak
      sadze nie wynika to z egoizmu tylko z ludzkiego odruchu pomocy komus kto tego
      potrzebuje.A przeciez to obce dziecko.
      Jestem samodzielna mama, ale czy to określa mnie jako człowieka? Czy narzuca mi
      pewne normy i wartości którymi kieruja sie tylko samodzielne a obce sa mi
      wartosci Macoch?
      Jestem takim człowiekiem jakim sie tworze.Bez wzgledu na status społeczny czy
      etykietke jaka ktoś mi przypnie.
      Ktos kiedys napisał,żeby nie osądzac tak szybko bo może sie okazać,ze ta wredna
      czarownica jest ta miłą panią z kiosku z warzywami która waszemu dziecku
      wybiera najsłodsze jabłka.
      Wracając do tematu, popieram głosy mówiące o terapii.
      Jestem jak najbardziej za.Uważam,że problem przerasta Joanne i jej męża.Że może
      zabraknąc miłosci by to udzwignąć a łatwo wpaśc w spirale wzajemnych oskarżen.
      Nie osadzam Joanny, wiem że mi tez było by ciężko.
      Ale ja kocham dzieci,uwielbiam i gdybym mogła przygarnełabym je wszystkie te
      samotne, nieszczęśliwe i chore.Bo dzieci sa cudem i boli mnie serce za każdym
      razem kiedy jakiemus dziecku dzieje sie krzywda.
      Pozdrawiam.
      Iza



      "...puknijmy się w głowe,choć to i tak nic nie pomoże..."
      • m-m-m Re: Do M-m-m 25.01.05, 20:07
        Ale ja nijakiej krzywdy dziecka nie widzę. Pisząc o różnicy miałam na myśli to,
        iż samodzielne nie będące macochami 24 h na dobę i nie mające takich
        doświadczeń często na tym forum prezentuję tylko swój punkt siedzenia i nie
        chcą zrozumieć motywów postępowania macoch.
        • iziula1 Re: Do M-m-m 25.01.05, 20:18
          Widzisz ja nie dziele świata na Nasz i Wasz czyli tu stoja samodzielne a w
          tamtym rzedzie Macoszki i prosze trzymac sie swoich miejsc smile
          Mysle,ze w odczuwaniu empatii do drugiego człowieka nie decyduje po jakiej
          stronie barykady stoi lecz wewnetrzna wrażliwośc drugiego człowieka.
          Mnie czasem też "nosi", też odbieram pewne rzeczy z punktu widzenia
          Samodzielnej i zgadzam sie ze pewnych rzeczy moge nie pojąc z braku własnych
          doswiadczen w danym temacie.Czasem warto dać sobie czas na ochłoniecie.
          Wiesz, poruszył mnie ten watek.Poruszył mnie los tego dziecka.
          Piszesz,że zadnej krzywdy nie widzisz.Ok, Joanna przeciez jej nie głodzi, nie
          katuje, nie każe spać na podłodze w kuchni.
          Tu wystarczy obojetnośc w strone tego dziecka, wrogość z jaka podchodzi młodsza
          dziewczynka i zupełna obojetność lub wręcz przyzwolenie dorosłych na taki stan
          rzeczy.
          Popieram,ze to ojciec dziecka powinnien ustalic granice,ze powinien
          zorganizowac świat tego dziecka w którym musi życ.
          Ale Joanna jest jego żona i skoro uważa,że mąż nie wywiazuje sie z tego i
          przerzuca odpowiedzialność na Nia musi Z NIM o tym porozmawiac.Musza ustalic te
          rzeczy razem.Nawet przy pomocy psychologa.
          Bo ucierpią na tym wszyscy.
          Iza.
          • m-m-m Re: Do M-m-m 25.01.05, 20:25
            I zapewne porozmawiają o wszystkim, ale na to trzeba czasu i...braku delegacji.
            Gdyby była tu obojętność, to Joanna by nie pisała o swojej sytuacji i nie
            chciała poznawać cudzych opinii.
        • pelaga Re: Do M-m-m 25.01.05, 21:21
          Napisalas tez cos, ze probowalam dokuczyc, odnosilo sie to do samodzielnych,
          ale zdaje sie, ze mnie mialas na mysli. Ja podalam rozwiazanie problemu, ktore
          moim zdaniem jest sluszne. Jak zrobia osoby tkwiace w tej sytuacji to zalezy od
          nich i ich decyzji. A mnie osobiscie Twoje podejscie strasznie razi. I nie
          dlatego, ze probuje byc zlosliwa, czy niemila. Po prostu z Twoich postow
          wyplywa taaaaaki chlod, ze mnie az mrozi. Nie wyobrazam sobie, ze mozesz
          okazywac dziecku, ktorego nie nazwiesz inaczej jak "psierbem" jakies cieple
          uczucia. I nie napisalam tego wczesniej, bo byc moze wcale tak nie jest i moze
          jest to moje subiektywne odczucie.
          Uwazam tez, ze mieszkajac z dzieckiem pod jednym dachem TRZEBA zaangazowac sie
          w jego wychowanie, w granicach wyznaczonych wspolnie z biologicznym rodzicem,
          szczegolnie jesli dziecko nie ma obojga rodzicow uczestniczacych w procesie
          wychowania. Przeciez nic nie stoi na przeszkodzie, zeby maz autorki postu
          zrezygnowal z dobrze platnej pracy, ale wymagajacej jego czasu i wyjazdow w
          delegacje i zajal sie wychowaniem dzieci w wiekszym wymiarze, a ona moze pojsc
          do bardziej absorbujacej i lepiej platnej pracy. Tylko, czy im by to pasowalo???
          Ja jestem tradycjonalistka, dla mnie facet to ten, ktory poluje i przynosi
          zwierzyne do domu, a kobieta to ta, ktora te zwierzyne gotuje i wychowuje
          dzieci. Oczywiscie, ze w dzisiejszych czasach kobieta tez idzie do pracy, a
          facet czasem pomaga sprzatac, ale zarys podzialu jednak jest zachowany w
          wiekszosci przypadkow. Kazdy z nas ma swoje poglady i nikt nie musi nikogo
          przekonac, kazdy moze pozostac przy swoich pogladach na zycie. Ale mamy prawo
          do wyrazania tutaj swoich opinii, co uczynilam.
          Pozdrawiam
          • m-m-m Re: Do M-m-m 26.01.05, 07:52
            Nie wyobrazam sobie, ze mozesz
            > okazywac dziecku, ktorego nie nazwiesz inaczej jak "psierbem" jakies cieple
            > uczucia


            A jak mam nazywać? Imienia na forum używać nie będę, syn to mój nie jest, kuzyn
            też nie. Nazywam tak jak jest: on jest pasierbem, a ja macochą.
            Wiesz Pelaga, Ty sobie nie wyobrażasz, bo nie jesteś macochą, nie czujesz i nie
            rozumiesz jak macocha, bo masz dziecko własne, a nie cudze pod jednym dachem.
            Może kiedyś doczekasz się "pasierba-nie-pasierba" i wtedy pogadamy.
            Ja się nie obrażam na to, że też byłam pasierbicą i miałam ojczyma, bo córką
            byłam dla kogo innego i tatą był moim zupełnie kto inny.



            mieszkajac z dzieckiem pod jednym dachem TRZEBA zaangazowac sie
            > w jego wychowanie, w granicach wyznaczonych wspolnie z biologicznym rodzicem,
            > szczegolnie jesli dziecko nie ma obojga rodzicow uczestniczacych w procesie
            > wychowania.


            I to ja czynię od kilku lat, co nie oznacza, że będę przekraczała te granice i
            zdejmowała choćby cień odpowiedzilności z ojca pasierba.


            Przeciez nic nie stoi na przeszkodzie, zeby maz autorki postu
            > zrezygnowal z dobrze platnej pracy, ale wymagajacej jego czasu i wyjazdow w
            > delegacje i zajal sie wychowaniem dzieci w wiekszym wymiarze, a ona moze
            pojsc
            > do bardziej absorbujacej i lepiej platnej pracy.



            A to jest ich prywatna sprawa jak układają swoje życie w rodzinie.




            Kazdy z nas ma swoje poglady i nikt nie musi nikogo
            > przekonac, kazdy moze pozostac przy swoich pogladach na zycie. Ale mamy prawo
            > do wyrazania tutaj swoich opinii, co uczynilam.


            Oczywiście, tyle, że autorka wątku nie wiedziała, ze są tu samodzielne, których
            punkt widzenia jest przez pryzmat swojego dziecka i mogła czuć sie atakowana
            przez macochy, co akurat w wypadku Twojego postu było nieprawdą. I dlatego
            napisałam o dokuczających samodzielnych. Mnie też próbujesz teraz zaatakować.

            • pelaga Re: Do M-m-m 26.01.05, 08:31
              > Wiesz Pelaga, Ty sobie nie wyobrażasz, bo nie jesteś macochą, nie czujesz i
              > nie rozumiesz jak macocha

              Jestem kobieta, czlowiekiem, czuje i mysle. Nie musze byc macocha, zeby miec
              poglad na dana sytuacje, zwykly ludzki. A Twoje posty zazwyczaj koncza sie
              wlasnie takimi stwierdzeniami, ze samodzielna to nie macocha wiec jej zdanie
              sie nie liczyc. Jesli tak bardzo przeszkadza zdanie samodzielnych to moze
              powinno to byc naprawde forum zamkniete, albo moze powinno sie z niego usunac
              zwyczajnie wszystkie samodzielne, zeby nie pisaly, co sadza. W koncu to forum
              jest prywatne, nie publiczne.

              > Oczywiście, tyle, że autorka wątku nie wiedziała, ze są tu samodzielne,
              > których
              > punkt widzenia jest przez pryzmat swojego dziecka i mogła czuć sie atakowana
              > przez macochy, co akurat w wypadku Twojego postu było nieprawdą.

              Pozwole sobie zauwazyc, ze niektore macochy maja podobne do mojego zdanie i go
              rowniez wyrazily. Nie jest tak, ze kazda z macoch poglaskala ja po gowce, a
              kazda samodzielna skoczyla jej do gardla. Bez przesady. Podzialy, ktore
              tworzysz sa dla mnie sztuczne. Kazdsy am swoje poglady niezaleznie do strony
              barykady, po ktorej sie znalazl.

              > I dlatego
              > napisałam o dokuczających samodzielnych.

              Nie sadze, zebym dokuczala swoim postem. Napisz mi prosze co bylo
              dokuczaniem??? Wyrazenie opinii, ze moim zdaniem dziecko powinno znalezc dom, w
              ktorym zostanie zaakceptowane??? Ze nie wierzew zmiane postawy??? Bo nie
              wierze, a uwazam, ze dziecko powinno miec bezpiczny, przyjazny dom. KAZDE
              dziecko niezaleznie, czy wychowuje sie z ojcem, matka, babcia, czy w rodzinie
              zastepczej.

              > Mnie też próbujesz teraz zaatakować.

              Nie probuje. Wyrazilam swoje zdanie na temat Twoich wypowiedzi. Dlugo je sobie
              wyrabialam, nie napisalam tego po pierwszym napisanym przez Ciebie poscie. Za
              kazdym razem kiedy cos piszesz dla mnie wieje od tego postu chlodem. Czy to
              jest atak??? Nie sadze, raczej moje odczucie i to zaznaczylam, ze Cie nie znam
              i nie wiem, jaka jestes, napisalam o swoich odczuciach. Czy to bylo wyrazone w
              sposob niekultralny, czy obraziliwy???? Tez nie sadze, ale jesli uwazasz, ze
              takie bylo, zacytuj mi te obrazilwe fragmenty, przeprosze Cie za nie.
              Pozdrawiam
              • m-m-m Re: Do M-m-m 26.01.05, 09:13
                Pogadamy jak sama będziesz mieszkała z psierbem pod jednym dachem. Jak Ci zimno
                od moich postów to załóż korzuch i rękawiczki. Już nie bedę udzielała Ci
                odpowiedzi i zaśmiecała wątku. Miłego dnia.
                • pelaga Re: Do M-m-m 26.01.05, 09:28
                  Uwazam, ze Twoja wypowiedz byla niegrzeczna, bo ja nie pisze Ci, co masz robic
                  a Ty mi a i owszem. Ale przynajmniej juz wiem, ze "gadasz" tylko z macochami.
                  Tak wiec nie sadze, zebym kiedys miala przyjemnosc dyskutowac z Toba, bo raczej
                  macocha nie bede, chociaz zycie roznie sie uklada, wiec nie wykluczam takiej
                  ewentualnosci. Nie sadze jednak zeby to wplynelo na moje przekonania.
                  • m-m-m Re: Do M-m-m 26.01.05, 09:34
                    moja wypowiedź niegrzeczna...buacha, cha...Pelaga mnie wychowuje smile))))),
                    zacznij od siebie, kończę definitywnie pisanie

                    A tak co do grzeczności: grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam ,
                    gdzie chcą
                    • pelaga Re: Do M-m-m 26.01.05, 10:14
                      > Pelaga mnie wychowuje smile))))),

                      Nie wychowuje cie. Pisze o swoich odczuciach, a w moim odczuciu niegrzeczne
                      jest to, ze wydajesz mi polecenia, piszesz co mam robic. Nie jestem twoim
                      pasierbem, na szczescie, wiec nie musze ich wykonywac.

                      > zacznij od siebie

                      Widzisz tak sie sklada, ze mam rodzicow, ktorzy mnie wychowali i niezle im to
                      wyszlo. Ale nie tobie to oceniac.

                      > kończę definitywnie pisanie

                      I zdaje sie, ze to sluszna decyzja.
                      • m-m-m Re: Do M-m-m 26.01.05, 15:33
                        Ale nie tobie to oceniac.



                        A co mi zrobisz, zabronisz mi oceny? "każdy ma prawo do swojego zdania" -cytat
                        z ...Ciebie samej.

                        A odpowiadać na Twoje uwagi do mnie nie zamierzam, co nie oznacza, że w ogóle
                        nie bedę brała udziału w dyskusji, bo Tobie się to nie podoba.
                        • pelaga Re: Do M-m-m 26.01.05, 16:44
                          > A odpowiadać na Twoje uwagi do mnie nie zamierzam, co nie oznacza, że w ogóle
                          > nie bedę brała udziału w dyskusji, bo Tobie się to nie podoba.

                          To ty obiecywalas wiecej nie ciagnac tematu, ale widac ostatnie slowo MUSI
                          nalezec do ciebie, ja nie napisalam, ze mi sie nie podoba dyskusja z toba. Nie
                          podoba mi sie natomiast sposob w jaki probujesz udowodnic, ze jestes
                          madrzejsza, bardziej zyciowo doscwiadczona i lepiej wychowana.
                          I zupelnie nie rozumiem twojego wzburzenia. Napislalam, ze jesli cie czyms
                          urazilam to cie przeprosze. Nie podalas czym, wiec przepraszac w ciemno nie
                          bede, nie wiedzac za co. Caly czas pisalam o swoich odczuciach na twoje posty,
                          zaznaczylam tez, ze moge sie mylic, bo to sa moje odczucia, a ty napisalas, ze
                          powinnam wziac sie za swoje wychowanie, ze dokuczam i ze atakuje.
                          Wybacz, ale ta dyskusja juz mnie zmeczyla, wiec pozwole dopisac Ci ostatnie
                          zdanie i kazda z nas pojdzie sobie swoja zyciowa sciezka.
    • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 20:02
      i odsyłanie dziecka do dziadków "bo ja
      nie mam ochoty się nią sama zajmować" to jakoś nie tak.

      Nie wiem Burza, czym chciałaś mnie zacytować, ale cytat Ci się nie wkleił i
      wyszło zabawnie smile)))))))))
      A co odesłania. Też uważam, że jest rozwiązanie chwilowe, bo mała potrzebuje
      stabilnego domu. Ale w nowym miejscu jest jescze b. krótko : dwa m-ce a więc
      myślę, że nie będzie to takie straszne dla Ani, a i chwilowo rozwiąże sytuację.
      Rozumiem, że zaraz po powrocie z delegacji pan mąż zabierze się za budowanie
      nowej rodziny i do czasu względnego uspokojenia innych szkoleń miał nie będzie
      (albo zwyczajnie odmówi szefowi i już). Mam wrażenie, że po prostu za wiele
      jest tu świeżych ran i zostawienie sam na sam dziewczynki z jej przyrodnią
      siostrą i macochą nie jest właściwe. Przypuszczam, że bez aktywnego udziału
      ojca pierwsze porozumienie nie będzie możliwe.
    • coco_19 Re: Zdenerwowalam sie 25.01.05, 20:54
      I ja wierze, ze Joanna nie jest zlym czlowiekiem, tylko osoba, ktora, za
      wlasnym przyzwoleniem czy nie (mysle tu o akceptacji faktu zdrady), znalazla
      sie w bardzo trudnej sytuacji. W sytuacji, ktora przeroslaby pewnie nie jedna z
      nas. Mimo braku przekonania do psychologow (sama mialam bardzo negatywne
      podejscie, szczegolnie do pan psycholozek) nalegalabym na kontakt z kims z
      zewnatrz. Sama sie na to zdecydowalam, zreszta dzis mielismy pierwsze spotkanie
      z pania (nota bene) psycholog i urosly mi skrzydla.
      Nie zwlekaj, zeby nie bylo za pozno, na rozmowy, na pomoc.
      • kalina81 Re: do m-m-m 25.01.05, 21:08
        już parę razy napisałaś na forum, że nie potrzebowałaś czułości i troski
        ojczyma, bo miałaś prawidłowe relacje z rodzicami?? czy oznacza to, że ktoś kto
        szuka czułości i akceptacji u ojczyma, bądź macochy ma nieprawidłowe relacje z
        rodzicami?
        • m-m-m Re: do m-m-m 26.01.05, 07:55
          Nie tak. Po prostu w moich osobistych odczuciach ojczym był mi zbędny, bo nie
          musiałam kompensować sobie miłości u obcego faceta, który moim ojcem nie był.
          Odpowiedź była do Goszy, która użyła sformułowania, że każde dziecko będzie
          wdzięczne za okazaną mi miłość. A mnie na tym nie zależało i daleka jestem od
          generalizacji co do dzieci innych.
          • gosza26 Re: do m-m-m 26.01.05, 10:09
            A to mi nowinę powiedziałaś, nawet jesli okażę trochę sympatii obcemu dziecku
            ono to odwdzięczy. Nie musi to byc od razu miłość, ale chyba rozumiesz że różne
            mogą byc formy tej wdzięczności.

            Pracowałm na świtetlicy z dziećmi, wystarczyło, że kila razy towarzyszyłam
            dziecku które płakało, albo myłam mu buzię, a potem jak mnie
            widziały ,,wieszały,, mi się na szyi.

            Córka joanny jest w takim wieku, że nie przeanalizuje sytuacji, bo nie rozumie.
            Owszem wie kto to tata, żona taty, ale on nie ROZUMIE. Dotarcie do takiego
            dziecko może odbyć się tylko poprzez okazanie mu ciepła.

            m-m-m pamietaj o tym, że dziecko nie ma matki i to nie jest taka samam sytuacja
            jak u Ciebie, gdzie nie tylko miałaś wsparcie 2 rodziców, ale jak to się
            wyrażasz ,,poprawne,, kontakty z ojczymem. Teraz te trzy osoby to dla małej
            całą jej rodzina.

            Bardzo mi się spodobała post jednej z dziewczyn o przyjaciółce wychowywanej
            przez ojczyma , który nie okazywał jej uczuć.Podobał w tym sensie, że bardzo
            trafnie odzwierciedlał uczucia dziecka.

            Uważam , że pelaga ma duzo racji mówiąc o tym ,że stosunek do dzieci nie kreuje
            się przez to jaka etykietkę się nosi i jaki jest stopień pokrewieństwa między
            nimi. Rozumiem tych , którzy mówią,że obcego dziecka nie potrafią pokochać. Ale
            nie potrafię zrozumieć, że można być wobec nich obojętnym.
            • pelaga Re: do m-m-m 26.01.05, 10:29
              > Rozumiem tych , którzy mówią, że obcego dziecka nie potrafią pokochać.
              > Ale nie potrafię zrozumieć, że można być wobec nich obojętnym.

              Dokladnie Goszu. Nie wymagam zeby wszyscy kochali wszystkie dzieci. Mam
              partnera, ktory nie kocha mojego dziecka i ja to rozumiem, tak jak umiem
              zrozumiec brak milosci macoch do dzieci partnerow. Ale nie wyobrazam sobie,
              zeby byl obojetny i zarzucal mnie tekstami, ze wychowanie dziecka to tylko moja
              sprawa, a on nie ma OBOWIAZKU sie wtracac. Czasem jak pytam go o jego zdanie,
              to mowi, ze w zasadzie nie ma PRAWA narzucac swojej woli, ale jego zdaniem
              nalezaloby postapic tak i tak. Jest taktowny i nie przekracza wyznaczonych
              przez mnie granic. Nie kocha mojego dziecka, ale okazuje mu zainteresowanie,
              sympatie i cieplo. Zastanawia sie jak zagospodarowac czas Mlodemu, kiedy
              jestesmy we trojke i to on jest motorem zabierania Mlodego wszedzie, gdzie
              jedziemy, zeby Mlody nie czul sie odrzucony. Gdyby byl obojetny, dziecko
              natychmiast by to wyczulo. A ja nie umialabym tego zaakceptowac. Nie wspomne
              juz o wrogosci, co dla mnie jest zupelnie nie do przyjecia.
              Moj partner zaakceptowal mnie z dobrodziejstwem inwentarza wiedzac od poczatku,
              ze mam dziecko i bycie ze mna to bycie w trojke, bez podzialow na nas i was.
              I ja tez uwazam, ze jesli okaze sie dziecku cieplo ono odwzajemi sie cala gama
              pozytywnych uczuc.
            • m-m-m Re: do m-m-m 26.01.05, 11:21
              m-m-m pamietaj o tym, że dziecko nie ma matki i to nie jest taka samam sytuacja
              jak u Ciebie, gdzie nie tylko miałaś wsparcie 2 rodziców, ale jak to się
              wyrażasz ,,poprawne,, kontakty z ojczymem.


              Miałam wsparcie do czasu ich śmierci (a opuścili mnie szybko i dawno temu).
              Poprawne kontakty z ojczymem zawdzięczam mamie, która absolutnie nie pozwoliła
              mu wtrącać się do mnie i samodzielnie podejmowała wszystkie decyzje.
              Jest coś w tym, że gdy ludzie świadomie decydują się np. na adopcję, to nie
              chcą dzieci w wieku szkolnym, a nawet przedszkolnym, tylko najchętniej
              niemowleta, albo dzieci do lat trzech. Dziewczynka ma osiem lat, mój pasierb
              też miał osiem lat, gdy go poznałam i ja też miałam osiem lat gdy poznałam
              mojego przyszłego ojczyma. Pamietam moją reakcję na niego i wszystko co o nim
              od razu pomyślałam. Stąd wiem, że takie dziecko nie jest już tak poddatne na
              wpływy obcej osoby, chyba, że ma deficyt uczuć.
              • gosza26 Re: do m-m-m 26.01.05, 11:27
                m-m-m napisała:

                Stąd wiem, że takie dziecko nie jest już tak poddatne na
                > wpływy obcej osoby, chyba, że ma deficyt uczuć.
                -----------------------------
                • m-m-m Re: do m-m-m 26.01.05, 12:00
                  Dobrze, przryjmijmy, że ma. Ale też przyjmijmy, że nie ma. To trudno wycenić,
                  bo nie znamy osobiście dziewczynki, nie wiemy jak to naprawdę wygląda. To, że
                  matka jej zmarła (ona już jest duża, matka nie osierociła jej w niemowlęctwie)
                  nie oznacza, że ma lub nie ma deficytu uczuć. Trzeba to dziecko poznać,
                  porozmawiać z ojcem dziecka i psychologiem.
              • poxywka Re: do m-m-m 26.01.05, 11:59
                widzisz wlasnie w tym sek m-m-m, ze Ty masz doswiadczenie jako pasierbica;
                nie oceniam czy Twoja mama dobrze zrobila odgradzajac Cie od ojczyma ale pewnie
                jej postawa tez miala wplyw na Wasze stosunki; samodzielna nic nie wie o byciu
                macocha ale Ty wiesz tylko tyle ile Ty przezylas; w kazdym Twoim poscie czuc,
                ze to nie byly pozytywne doswiadczenia; probujesz zwykle przekazac, ze macocha
                i pasierb to dwie calkiem obce osoby, ktore przypadkiem nie powinny sobie
                wchodzic w droge i pomagac bo nie maja takiego obowiazku; ale jest kilka osob,
                ktore nie uwazaja, ze pomaga sie komus z obowiazku; jesli w tym przypadku
                tworzenie rodziny zostawi sie ojcu a macocha bedzie siedziala i czekala az mu
                sie to powiedzie to skonczy sie rozwodem na moj gust; nikt nie kaze kochac
                pasierba choc naprawde mozna i niektorym dzieciom jest to potrzebne; sa ludzie,
                ktorzy nie nastawiaja sie wrogo do innych na starcie; mysle, ze cokolwiek zrobi
                dla tego dziecka, jakkolwiek sie opanuje by nie okazac zlosci zrobi to takze
                dla siebie; chyba nikt nie potepia tego co ona czuje ale namawia do pozytywnej
                postawy; bo to pomaga w zyciu; szczegolnie, ze sytuacja jest koszmarnie trudna;
                nie znam szczesliwej rodziny, ktorej czlonkowie sa w stosunku do siebie
                obojetni i robia tylko to, co lezy w ich obowiazku
                pozdrawiam
                poxywka
                • m-m-m Re: do m-m-m 26.01.05, 12:07
                  Mama nie odgradzała mnie od ojczyma. Sama widziała, że z nich dwóch (ojciec i
                  ojczym) numer jeden dla mnie to ojciec. Jestem macochą już prawie 7 lat (pod
                  jednym dachem), staram się być życzliwa i dobra dla pasierba, ale wiem, że on
                  ma matkę, która nawet ostatnio utrzymuje z nim kontakt i wiem, że moje
                  zaangażowanie dogłębne nie jest potrzebne. W poście nie przekażę całej
                  złożoności akurat tej relacji ja-pasierb, wiem jednak, że akurat w tym
                  konkretnym przypadku moje postępowanie jest jak najbardziej słuszne.
                  • poxywka Re: do m-m-m 26.01.05, 12:37
                    rozumiem ze w obu Twoich przypadkach i jako pasierbicy i jako macochy dane
                    postepowanie moglo byc dobre; ale gdyby np ojczym mial innych charakter, lub
                    ktors z rodzicow moze byloby juz ciut inaczej; nie wnikam bo nie o to mi
                    chodzi; chce tylko powiedziec, ze sporo czynnikow wplywa na ten stopien
                    zazylosci; ja bardzo chcialam miec ojczyma; gdy moj ojciec umarl mialam takze 8
                    lat; ja potrzebowalam takiej milosci; tej dziewczynce zmarla matka - moze ona
                    tez potrzebuje? inna sprawa czy moze ja otrzymac w takiej sytuacji; jak sama
                    piszesz potrzeba wiecej niz 2 miesiace - na pewno; chodzi o to, by isc krok do
                    przodu a nie krok do tylu; i mimo ze to wszystko wina ojca i on powinien
                    poniesc przede wszystkim konsekwencje, trzeba mu pomoc, bo on sobie raczej nie
                    da rady sam i zaplaca za to wszyscy
                    pozdrawiam
                    poxywka
                    • m-m-m Re: do m-m-m 26.01.05, 12:53
                      Toteż stoję na gruncie, że dziewczynka musi mieć stabilizaję i potrzebny jest
                      pilnie psycholog. Ten dom trzeba "posklejać" i będzie to ciężka praca dla
                      wszystkich, ale to jest do załatwienia moim zdaniem wraz z upływem czasu.
                      Nie chcę jednak negować uczuć Joanny wobec tej sytuacji: one się dzieją. Mogę
                      tylko powiedzieć, że ją rozumiem i nie potępiam za te negatywne uczucia wobec
                      nowej domowniczki, bo uważąm , że one zmienią się z czasem na korzyść i być
                      może kiedyś Joanna będzie dumna ze swoich obu córek.
                      • kalina81 Re: do m-m-m 26.01.05, 14:34
                        m-m-m napisała
                        > Stąd wiem, że takie dziecko nie jest już tak poddatne na
                        wpływy obcej osoby, chyba, że ma deficyt uczuć.

                        prosisz, żeby nie generalizować, a sama właśnie to robisz.
                        wiesz ja mam oboje rodziców, mam z nimi b. dobry kontakt,choć łatwo nie było,
                        ale gdyby którekolwiek z partnerów moich rodziców był wobec mnie obojętney,
                        przeżyłabym to bardzo i to nie dlatego,że mam deficyt uczuć. Kocham swoja
                        macochę i bardzo kochałam swojego ojczyma, ale ja nie twierdzę, że tak am byc u
                        wszystkich jak jest u mniesmile nie potrafie sobie wyobrazić, nawet teraz jak
                        jestem dorosła, żeby nowy partner mojej mamy mnie po prostu olewał, bo to moim
                        zdaniem świadczy o niedojrzałości i prostactwie takiego człowieka. a dziecko
                        ośmioletnie jest jak najbardziej podatne na wpływy obcych osób,szczególnie tak
                        poturbowane przez los jak mała Aniasadsad Każdy z nas stara się przebywać w
                        otoczeniu, które go akceptuje w pełni i żywi do niego pozytywne, ciepłe uczucia
                        i to jest normalne!!!! i w żadnym wypadku nie świadczy o deficycie uczuć
                        • m-m-m Re: do m-m-m 26.01.05, 15:21
                          Ok. nie generalizuję: mnie uczucia ojczyma były zbędne i nie zależało mi na
                          tych kontaktach.


                          Każdy z nas stara się przebywać w
                          > otoczeniu, które go akceptuje w pełni i żywi do niego pozytywne, ciepłe
                          uczucia
                          >


                          I to jest generalizacja.Ale mnie się już odechciało dzielenia włosa na czworo,
                          swoje napisałam i nie będę się tu już dopisywała.
          • kicia031 Re: do m-m-m 26.01.05, 17:11
            m-m-m teraz zaczynam cie lepiej rozumiec. Duzo w tobie bolu, ktory ukrywasz pod
            chlodna i "bojowa" postawa. Doskonale cie rozumiem, sama czesto tak robie,
            czesto widze to tez u innych. To nie ironia ani atak, po prostu poczulam, ze
            chce ci wyslac troche ciepla i sympatii.
            Pozdrawiam cie serdecznie
            Kicia
            • m-m-m Re: do m-m-m 28.01.05, 11:34
              Duzo w tobie bolu, ktory ukrywasz pod
              chlodna i "bojowa" postawa.

              Przykro mi, ze jestem odbierana jako bojowa (po mamusi zapewne wink)))))
              Bólu juz dawno nie mam, bo przeszłam 10 lat temu doskonałą psychoterapię (która
              opróżniła mi kieszeń , ale umożliwiła stanięcie na nogi).
              Zzwykle na forum staram się coś podpowiedzieć na dany temat, a to że
              faktycznie mam dużo różnych doświadczeń to tylko chcę się nimi podzielić, a nie
              komuś je narzucać jako jedynie słuszne. No, chyba jestem tu jedyna była
              psierbica, po kilku śmierciach najbliżych a do tego macocha 24 h na dobę i stąd
              moja "wszechwiedząca" postawa wink))))))))))))))))))))))))
              A za próbę zrozumienia oczywiście dziękuję.
    • skware75 Re: Zdenerwowalam sie 26.01.05, 14:55
      Podpisuję się obiema rękami pod wszystkimi postami Pelagi w tej sprawie,
      choć różni nas fakt, iż ja jestem macochą.W przeciwieństwie do Joanny wiążąc
      się z moim mężem nie byłam zaskoczona posiadaniem przez niego dwóch córek,
      macochowanie nie spadło na mnie z dnia na dzień.Mieliśmy lepsze i gorsze lata,
      ale zawsze starałam się patrzeć na dzieci mojego męża z życzliwością, okazać im
      zainteresowanie a przede wszystkim zrozumieć.
      Sytuacja rodzinna Joanny jest dużo bardziej skomplikowana, ale w całej tej
      sprawie najbardziej jest mi żal Ani,która okrutnie została doświadczona przez
      los, najpierw straciła matkę,następnie zaś znalazła się w rodzinie , gdzie może
      czuć się intruzem.
      Nikt nie mówi, że od razu musisz pokochać to dziecko,ale odrobina
      zainteresowania jej sprawami by nie zaszkodziła ( nie chodzi mi o sprawy
      przyziemne takie jak jedzenie czy kąt do spania)Może gdybyś popatrzyła przez
      pryzmat tej ośmioletniej dziewczynki, która nagle została pozbawiona
      najważniejszego z uczuć-MIŁOŚCI, byłoby Ci łatwiej zaakceptować fakt jej
      istnienia w Twoim domu.
      Mam nadzieję,iż nie uraziłam Cię swoją wypowiedzią, ale mam słabość do
      dzieci.Pozdrawiam i życzę sił w walce z trudami dnia codziennego.
    • lideczka_27 do joanny 26.01.05, 16:40
      Nie wiem czy tu jeszcze zaglądasz, czy masz siłę. Jeśli tak, odezwij się. Chcę
      Ci odpisać, mamy bardzo podobne doświadczenia, być może mogę Tobie pomóc.
      Jestem na podtrzymaniu, mam gorszy dzień, a sprawy nie streszczę w kilku
      zdaniach, więc jeśli chcesz - daj znać, w dobrej chwili odezwę się.


      pozdrawiam
      lidka
    • jo.an.na Re: Zdenerwowalam sie 27.01.05, 17:31
      Poklociłam się wczoraj z moim M. Poszlo o to, ze dziadkowie odmowili zajecia sie
      Ania w czasie jego nieobecnosci, bo maja jakies inne plany. Zasugerowalam, zeby
      poprosil swoich rodzicow. Probowalam przedstawic mu spokojnie swoje racje, ale
      nie za bardzo sie dalo. Wykrzyczal mi, ze jemu tez jest ciezko, ze to nie jego
      wina, ze stalo sie, jak sie stalo i ze ja mu niczego nie ulaTwiam, tylko stale
      mam pretensje i nawetnie chce mu sie wracac do domu po pracy. W takim razie jest
      nas dwoje. Mi tez nie chce sie wracac. Siedze na uczelni, poprawiam kolokwia i
      odwlekam jak moge powrot do mojej (?) rodziny.
      A potem wyszedl z domu, zeby ochlonac i wrocil po trzech godzinach. Smierdzial
      papierosami i alkoholem. Pewnie poszedl do knajpy. Chociaz to opierwszy raz,
      kiedy cos takiego mu sie zdarzylo. Oczywiscie to ja musialam pomoc Ance umyc sie
      i polozyc ja spac, bo jej tatus woli robic demonstracje i pokazywac, jak mu jest
      zle. Do dupy z tym wszystkim.
      • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 27.01.05, 18:08
        Smierdzial
        > papierosami i alkoholem. Pewnie poszedl do knajpy. Chociaz to opierwszy raz,
        > kiedy cos takiego mu sie zdarzylo. Oczywiscie to ja musialam pomoc Ance umyc
        si
        > e



        Joasiu, nic nowego , faceci z reguły nie potrafią przekazywać swoich emocji
        tylko topią je w alkoholu. Ale wnioski z kłotni są jedne: skoro mu trudno, to
        może jednak jak najszybciej zdecyowalibyście się na psychologa rodzinnego.
        Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta sprawa jest naprawdę do załatwienia i
        będziecie wszyscy razem.

        bo jej tatus woli robic demonstracje i pokazywac, jak mu jes
        > t



        I to też nic nowego. Mój M. też takie dąsy prezentować próbował, gdy
        wprowadziłam zasadę podziału obowiązków w domu, by nie być darmową sprzątaczką,
        kucharką i opiekunką. On się dostosuje, ale z czasem, zresztą jak mawia moja
        przyjaciólka, która ma 3 braci + ojca na codzień, że faceci najpierw fikają,
        pokrzykują pokażą, jacy są peni swojego zdania, a potem ani się obejrzysz, a
        jest tak jak Ty chciałaś. To świeta prawda, stosuję ją na codzień.


        Co do dziadków: jeśli jego rodzice jej nie wezmą...no cóż...zostań z nią.
        Będziesz miała pole do obserwacji i być może jakieś argumenty dla ewentualnego
        psychologa i M.
        • milcha1 Re: Zdenerwowalam sie 27.01.05, 19:26
          Być może mąż nie pomaga ci w obowiązkach domowych tak jak powinien. czujesz się
          rozżalona, że na ciebie spafda główny ciężar odpowiedzialności za dom. Masz
          cały czas pretensję do niego o zdradę, którą chyba mu wybaczyłaś skoro
          zdecydowałaś się na małżeństwo.
          jednak coś jest nie tak skoro odczuwasz wobec 8-letniej dziewczynki tak silne
          negtywne uczucia. jej matka przecież nie zagrozi więcej waszemu związkowi.
          Wydaje mi się, że powinnaś przełamywać lody w stosunku do małej aby i twoja
          córeczka mogła zaakceptować siotrę.
          dziwię się dlaczego wcześnie się nie poznały. Czy mogłabyś napisać dlaczego?
          Napiszę ci jeszcze jedną rzecz. Nie wyobrażam sobie takiego podziału zadań jat
          ty proponujesz swojemu mężowi.
          Czy za każdym razem gdy będzie wyjeżdżał będziesz oddawać dziwczynkę do
          dziadków?
          Gdy będziecie wujeżdżać na wakacje to jego córkę zostawicie pod opieką krewnych?
          Mam synka, który nie jest dzieckiem mojego męża. Gdyby on zachowywał się tak
          jak ty, nigdy nie wyszłabym za niego za mąż.
          • mamaadama4 Re: Zdenerwowalam sie 28.01.05, 00:57
            Nie przeczytałam wszystkich postów - zaznaczam z góry.
            Mnie natomiast najbardziej zdziwiło, że "koleżanki z przedszkola wysmiewaja się
            z córki Joanny" w związku z tą sytuacją. Nie bardzo to rozumiem i prawdę mówiąc
            nie chce mi się w to wierzyć. Adaś też chodzi do przedszkola ale oni tam o
            braciach siostrach i układach rodzinnych nie rozmawiają. A nawet gdyby to na
            pewno nie w takim kontekście. Nie wierze i juz.
            A druga sprawa - ja rozumiem niechęć i złość, ale może należy zacząć od
            zbliżenia sióstr - przyrodnich ale jednak sióstr. W końcu między nimi nie ma
            dużej różnicy wieku i naprawdę da się wspólnie zagospodarować czas. Nie trzeba
            cudów wymyslać, po prostu zwykłe codzienne czynności i tyle. Ja tez nie kocham
            swoich pasierbów - pomimo 10 wspólnych lat, nie zawsze mam ochotę z nimi
            rozmawiać.
            Głupim pomysłem jest oddawanie Ani do dziadków - zawsze w styuacjach
            kryzysowych będzie pakować manatki?
            Nie ma wyjścia - trzeba oswoic sytuację, a jak będziesz miała
            ochotę "powarczeć" to się wygadaj do przyjaciółki, na forum ale dziecku daj
            żyć.
            • lilith76 Re: Zdenerwowalam sie 28.01.05, 09:17
              joanna niegdzie chyba nie pisze w jakiej miejscowości mieszka. ja wychowaam się
              w podwarszawskim miasteczku, do 15 tys. mieszkańców i wierz, że tam wszyscy w
              okolicy wszystkich znają i dzieciaki przynoszą do przedszkola, szkoły rodzinne
              plotki. wiadomo kto adoptowany, kto nieślubny, kto ma siostrę opóźnioną w
              rozwoju. widzę zabawy 7-mio letniej cóki przyjaciółki z koleżankami i zauważam
              jak dziewczynki w tym wieku potrafią być okrutne. wystaczy, że córka joanny
              chodzi do przedszkola z gadatliwym dzieckiem sąsiadki.
          • jo.an.na Re: Zdenerwowalam sie 28.01.05, 10:10
            > dziwię się dlaczego wcześnie się nie poznały. Czy mogłabyś napisać dlaczego?

            Uznalismy z mezem, ze tak bedzie najlepiej. Nie chcialam widywac tego dziecka
            ani traktowac go jak czlonka rodziny, nie chcialam, zeby moja corka miala
            siostre. Nie chcialam jej mieszac w glowie. Maz spotykal sie z Ania poza naszym
            domem, w miescie, w mieszkaniu jej matki, czasami gdzies razem wyjezdzali tylko
            w dwojke (narty, morze itp.).
            • m-m-m Re: Zdenerwowalam sie 28.01.05, 14:03
              Uznalismy z mezem, ze tak bedzie najlepiej


              Taki sam manewr zastosowali znajomi wobec swego dziecka. Jest to rodzaj ochrony
              i obawa, ze dziecko nie zrozumie całej sytuacji, ale potem był pewien problem:
              otóż dzieci spotkały się później jako dorosłe na pogrzebie ich ojca, a do tego
              okzało się, że muszą się wszystkie i tak dzielić spadkiem. Podobno dziecko
              znajomych miało żal do rodziców, że nigdy mu nic na temat przyrodniego
              rodzeństwa nie mówili.
      • lideczka_27 pytanie 28.01.05, 01:25
        Asiu, jak możesz, to odpowiedz, może gdzieś to już padło, ale nie dokopałam
        się. A więc: jak to było z tą zdradą? Czy dowiedziałaś się o tym, co było tuż
        po fakcie, wybaczyłaś, zdecydowaliście się na wspólne dziecko i Wasze życie
        poszło swoim trybem, czy dowiedziałaś się dużo później, że doszło do zdrady, bo
        np. odwiedził Was komornik i tym sposobem dowiedziałaś się o istnieniu Ani? Nie
        wiem, czy podzieliłaś los Michiko czy to całkiem inna historia a to też ważne.
        Odpiszę, przez weekend na pewno.

        pozdrawiam
        lidka
        • jo.an.na Re: pytanie 28.01.05, 10:05
          Dowiedzialam sie jeszcze przed slubem. Moj M zostal ze mna, bo z tamta kobieta
          to nie byl zaden romans dluzszy tylko jednorazowy skok w bok, malo znaczacy dla
          obu stron. Tzn bylby malo znaczacy gdyby nie ciaza.
    • m-m-m Jeszcze coś sobie pomyślałam... 28.01.05, 08:25
      A mianowicie przypomnialam sobie jakie były moje motywy wyboru faceta z
      dzieckiem: otóż nie bez znaczenia było dla mnie to, że M. przejął
      odpowiedzialnośc nad młodym dobrowolnie. Tak naprawdę mógł się rozwieść, płacić
      jej alimenty i wieść spokojne, niemalże kawalerskie życie.
      Widzisz to są pewne wnioski dla mnie, że gdybym ja miała dziecko z M. i np.
      zachorowała i umarła dziecko to zostałoby z M. On nie oddałby dziecka krewnym,
      czy dziadkom. To niesłychanie ważne w sytuacji, gdy już moich rodziców nie ma,
      a i rodzeństwa nigdy nie miałam.
      Pomyśl: odchodzisz z tego świata, Twój mąż zostaje z dziewczynkami sam.
      Nastepnie spotyka kobietę, która dziewczynek nie akceptuje. Oddaje je więc
      krewnym lub do domu dziecka, a sam spokojnie zakłada zupełnie nową ,
      nieobarczoną przeszłością rodzinę. Chciałabyś by Twoja córka miała taki los?
      Życie ludzkie jest naprwdę bardzo kruche, nigdy nie wiadomo kiedy i w jakich
      okolicznościach się ono zakończy.
        • m-m-m Re: Jeszcze coś sobie pomyślałam... 28.01.05, 11:05
          Zaraz pewnie będziesz miał mnóstwo listów, że "widziały gały co brały", a to
          odnośnie Twojej wiedzy o córce z owego przelotnego związku przed decyzją o
          małżeństwie. Ale tym się nie przejmuj , bo taka wiedza nie oznacza, że nigdy
          nie będziesz miała negatywnych odczuć, bardziej pewnie chodzi o to, byś nie
          narzekała i cierpiała w milczeniu. Dobrze, że się nie zraziłaś dyskusją na tym
          forum, bo już się martwilam, że uciekniesz jak już to uczyniło parę nowych
          macoch po niektórych komentarzach.
          • lideczka_27 Re: Jeszcze coś sobie pomyślałam... 28.01.05, 12:06
            Święte słowa, m-m-m... Ten wątek odebrałam bardzo osobiście. Dlatego też
            potrzebowałam czasu, by siąść i odpisać. Asiu, nie napiszę na priva, tylko tu.
            Także po to, by pokazać dziewczynom - teoretyczkom, że wachlarz emocji i myśli
            jest bardzo rozpięty a taka sytuacja to na początku straszne doświadczenie.
            Obecnie moja sytuacja jest klarowna i bardzo ustabilizowana - także
            emocjonalnie. Ale droga do tego była ciężka, a to, przez co przeszłam nie do
            pozazdroszczenia. Wiem, jakie myśli Cie nachodzą, znam tę bezsilność i bunt na
            decyzje losu, od których nie można uciec. To minie, zobaczysz, ale pozwól sobie
            na złe emocje bez wyrzutów sumienia, bo żeby było dobrze, musisz sie oczyścić...

            potem napiszę, pa
            lidka
            • milcha1 Re: Jeszcze coś sobie pomyślałam... 28.01.05, 21:23
              Sądzę, że gdybyście utrzymywali normalne kontakty z wcześniej teraz byłoby
              zupełnie inaczej.
              Uznałaś, że nie spotykanie się męża z dizekcime poza domem będzie najlepsze ale
              dla kogo?
              Ani twój mąż nie czuł się z tym dobrze nie mogąc poznać ze sobą swoich córek
              ani mała wiedząc lub przeczuwając, że jej nie akceptując nie mówiąc o waszej
              córce, która musiała się domyślać w tym wsszytskim jakiejś wielkiej tajemnicy.
              Najlepiej było tylko dla ciebie.
              A teraz musisz zmagać się z tak ogromnym obciążeniem.
              Mam nadzieję, że dyskusja na forum dała ci do myślenia. Pogoń też męża, żeby ci
              pomógł w obowiązkach domowych wtedy ty łatwie poradzisz sobie z nawiązaniem
              kontaktu z małą.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka