Dodaj do ulubionych

Mąż mi dziś powiedział....

26.09.13, 23:45
Mam zamiar zacząć studiować (nie dawno o tym tu pisałam), z powodów finansowych nie dam rady zacząć w tym roku, ale obiecałam sobie, że w przyszłym zrobię to na pewno.
Mężowi na razie nic nie wspominałam ponieważ tak naprawdę temat jest mu znany od jakiegoś czasu, a wsparcia z jego strony nie mam żadnej. Wręcz przeciwnie; on nie widzi sensu abym studia kończyła.
Dziś (zupełnie nie wiem dlaczego, bo ja o tym nie wspominam od jakiegoś czasu), zaczął temat studiów. Powiedział mi wprost, że chcę robić coś dla siebie kosztem całej rodziny.
Wychodzi na to, że jestem cholerną egoistką....
A tak serio to prawie się poryczałam się kiedy to usłyszałam, na szczęście przypomniałam sobie moje motto; żaden facet nie jest wart tego aby przez niego płakać.
Jest mi jednak cholernie przykro, dotarło do mnie z całą jasnością, że nic dla niego nie znaczę.
Nie ważne jest jak się czuję, czy mam jakieś marzenia, czy jestem szczęśliwa, zadowolona czy nie- kompletnie się to nie liczy. Liczy się tylko to abym dalej zasuwała na etacie kucharki, praczki, sprzątaczki itd, a nie traciła czas na głupie fanaberie.

Jesteśmy razem od ponad 20 lat, przez jakieś 17, 18 lat pomimo tego, że różnie bywało, mój bilans wspólnego życia wychodził na plus, jaszcze dwa lata temu uważałam, że choć bywały złe chwile to jednak go kocham i nie wyobrażam sobie życia z kim innym.
Od jakiegoś czasu jasno widzę, że nasze dalsze wspólne życie to pomyłka.
Bardzo się od siebie oddaliliśmy. Z mojej strony były próby naprawienia tego co szwankuje, ale jeśli tylko jednej stronie zależy to nic z tego nie wyjdzie. Jemu chyba jest dobrze tak jak jest.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest ok. nie ma kłótni czy awantur, jeśli już to raczej sprzeczki, ot zwykłe małżeństwo, ale jesteśmy od siebie daleko jak dwa bieguny.
Od zawsze byliśmy kompletnymi przeciwieństwami, na każdy niemal temat mamy odmienne zdanie, ale pomimo wszystko było nam razem dobrze.

Tak naprawdę to początkiem końca był fakt, że po latach prowadzenia monologów (mąż jest introwertykiem), dałam za wygraną. Przestałam mieć potrzebę rozmowy, zresztą trudno nazwać rozmową monolog, gdy druga osoba odpowiada co najwyżej półsłówkami, albo najczęściej wcale.

Najgorsze jest chyba to, że mnie już chyba nie zależy na tym aby to naprawiać. Chcę tylko spokoju. Kompletnie się nie rozumiemy.
Zapewne żadne z nas nie jest bez winy, ale ja jak mi już złość przejdzie, staram się daną sytuację przeanalizować na chłodno.
Zastanowić co było z mojej strony nie tak, zrozumieć jego punkt widzenia.
Natomiast mąż to typ człowieka, który nie potrafi się przyznać do błędu za żadne skarby świata, a do tego ZAWSZE ma rację.

Nie chcę się tu zbytnio rozpisywać bo musiałam bym napisać powieść w dwunastu tomach.
Chodziło mi właściwie tylko o tą konkretną sytuację bo nie mogę się po tym pozbierać.

Powiedziałam mu krótko, że jeśli będę chciała studiować to po prostu to zrobię bo nie muszę nikogo pytać o zgodę.
Postanowiłam tez nie poruszać tego tematu (nie wie o mojej decyzji), ponieważ mam dość bojkotowania moich planów.

To się wygadałam.
Obserwuj wątek
    • helufpi Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 00:03
      Napisz, jakie studia, to kluczowe. Może mąż rzeczywiście chce ci oszczędzić straty czasu i pieniędzy.

      Nie chcę burzyć twojej idealistycznej wizji studiowania, ale teraz bardzo wiele kierunków jest niewiele wartych. Często lepiej zrobić sobie jakieś specjalistyczne uprawnienia i zdać egzamin, czasem organizowany przez prywatną firmę niż słuchać dyrdymałów opowiadanych przez chałturzących profesorów.
      Poza tym w rodzinie tak to już jest, że każde podnoszenie kwalifikacji któregoś z małżonków musi być rozważone pod kątem kosztów i korzyści. Muszą być jakieś argumenty za - a nie tupanie nóżką, ze chcesz się samorealizować.
      • kamunyak Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 00:51
        > Napisz, jakie studia, to kluczowe. Może mąż rzeczywiście chce ci oszczędzić str
        > aty czasu i pieniędzy.

        jakie to ma znaczenie?
        jestem przekonana, że cokolwiek napisze to 50% jej powie "bez sensu", a 50% dokladnie na odwrót. Poza tym samorealizacja jest wystarczającym argumentem żeby cos zrobić. Dla siebie.
        Do autorki - rozumiem cie doskonale bo ja tez wsparcia nie mam. Juz dawno przestałam sie oglądąć na małżonka. Robię co uważam za słuszne. Jak na razie to ja lepiej na tym wychodzę. Gdybym robiła tylko to, co mąz uważa za celowe to stałabym całe dnie przy kuchni i ze szmatą w ręką.
      • coca-cola100 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 01:01
        Czyli,jesli mamy rodzine,wszystko co robimy musi przynosic zysk inaczej lepiej tego nie robic.
        Ciekawe podejscie.
        Ludzie maja swoje marzenia i nie musza one wiazac sie z zyskiem,mozna isc na studia z wlasnych ambicji,z checi posiadania wyksztalcenia albo tak normalnie wyrwania sie z domu,poznania ludzi itp.
        Ani maz ani mamusia czy ktos inny nie ma prawa nas stopowac w samorealizacji.
        Maz autorki jest podly i widzi tylko wlasny czubek nosa.
        Co to znaczy kosztem rodziny,martwi sie biedak,ze bedzie musial troche pomoc w domu czy,ze kasa na marzenie zony to zbedny wydatek.
        Teksty jakie jej funduje dla mnie sa powodem do powiedzenia sobie bylo milo ale sie skonczylo.
    • podkocem Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 01:02
      Myślę, że rodzaj studiów ma ogromne znaczenie. Jesli sa to np studia podyplomowe, które wpłyną na dalszą karierę zawodową to ma to sens. Jesli jednak ni z gruszki ni z piertruszki autorka postanawia studiować japonistykę, archeologię czy prognozowanie trendów w obszarze mody które nie mają nic wspólnego z jej dotychczasowymi zajęciami i zainteresowaniami to ja się mężowi nie dziwię, że uważa to za fanaberię.

      Z drugiej strony, mój M też ma sporo kosztownych i bezsensownych fanaberii na które lubi trwonić czas i pieniądze, ale ja go nie powstrzymuję.
      • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:12
        Ach, czyli jak ktoś chce pogłębić swą wiedzę i kompetencje w zakresie swoich zainteresowań, to jest to fanaberia. Walnę: chyba tylko dla idioty.
        • vi_san Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:54
          Chyba nie uważnie przeczytałaś post podkocem. Kluczowe bowiem słowa, to "które nie mają nic wspólnego z jej dotychczasowymi zajęciami i zainteresowaniami". Wówczas, owszem, studia to kompletna fanaberia i można przeciwko takowej, jako długotrwałej, czasochłonnej i kosztownej protestować. To tak, jakbym nagle ja, humanistka z urodzenia, wychowania, wykształcenia i zawodu, rozmiłowana w literaturze uparła się nagle studiować astronomię czy fizykę kwantową. Sensu w tym za grosz, strata czasu, a koszt - ogromny. Natomiast gdyby w grę wchodziły studia pokrywające się z dotychczasowymi pasjami pani - nawet nie zawodem, ale zainteresowaniami - to inna bajka. Zwłaszcza, że większość [NIE WSZYSCY!] panów SWOJE pasje uważa za słuszne i uzasadnione.
      • wies-baden Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:55
        Oczywiście, fanaberia, też mi coś studiować archeologię, jak można byłoby w tym czasie sprzątać, prać , prasować, konfitury gotować i co tam jeszcze!
        • podkocem Re: Mąż mi dziś powiedział.... 01.10.13, 00:10
          Gdyby pani księgowa, mieszkanka miasta, matka dwójki dzieci, interesująca się głównie rodziną i w wolnym czasie florystyką nagle ni z gruszki ni z pietruszki zechciała iść na studia archeologiczne, to tak, moim zdaniem jest to FANABERIA.

          Mój M ma różne fanaberie związane ze swoją praca i zawodem, a nawet obywatelstwem - tak uważam je za fanaberie, ale jak chce, to niech inwestuje swój czas i pieniądze jeśli ma go to uszczęśliwić. Gdyby mi jednak nagle powiedział że chce zostać dentystą, puknęłabym się w czoło. Poprawka - jego bym puknęła w czoło (bo to już by była fanaberia do kwadratu tongue_out)
      • pepitka_cb Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:29
        podkocem napisała:

        > Z drugiej strony, mój M też ma sporo kosztownych i bezsensownych fanaberii na k
        > tóre lubi trwonić czas i pieniądze, ale ja go nie powstrzymuję.


        No to chyba sama sobie odpowiedziałaś...
        Z twojej wypowiedzi wynika, że fanaberie żony należy hamować, fanaberie męża - no cóż, on ma prawo do zachcianek, nie należy mu przeszkadzać w ich realizacji, "lepsze to niż gdyby na baby chodził".
      • z_pokladu_idy Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:45
        Ja 'ni z gruszki ni z pietruszki' kiedyś zainteresowałam się czymś, co absolutnie nie leżało w sferze moich dotychczasowych zajęć. Teraz dzięki temu zwrotowi prowadzę firmę. Życie nie polega na tym, aby cały czas jechać jedną wydeptaną ścieżką. My naprawdę jesteśmy jakimś smutnym narodem, który spełnianie marzeń, budowanie swojej mądrości życiowej i własny rozwój uważa za mniej ważne od ugotowania kapuśniaku panu i władcy.

        Autorko, moja Mama też będąc w mniej więcej Twoim wieku poszła na studia. Rozwinęła skrzydła. Ojciec też się obrażał - raz, że nie miał podstawionego pod nos obiadu i sam biedak musiał zupę podgrzewać, a dwa, że chyba uaktywnił mu się kompleks niższości, bo on tylko po technikum, a jego córka i teraz żona mają wykształcenie wyższe. Bardzo mi się nie podobało, że może stracić pozycję głowy rodziny, która o wszystkim decyduje. Trzymam kciuki.
        • lady-z-gaga Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:52
          Tylko, ze tu nie krzywdę męża chodzi i nie o kapusniakwink autorka ma kilkoro dzieci, w tym jedno całkiem małe. I jesli chodziłoby tylko o rozwijanie skrzydeł, to czemu nie poczekać, aż to małe dziecko trochę podrośnie? starszym poświęciła czas, dlaczego najmłodsze musi byc tego pozbawione?
          • yuka12 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:41
            Moja znajoma majac dwojke malych dzieci i pracujac zawodowo ukonczyla zaocznie studia na poziomie mgr inz na panstwowej uczelni. Studia byly trudne i wymagajace. Ale jej maz ja wspieral i sie wymieniali w opiece. Dzieki ukonczonym studiom (wymarzony kierunek i inny od dotychczasowego wyksztalcenia) znalazla lepsza i stabilniejsza prace.
      • minor.revisions Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:46
        Jesli jednak ni z gru
        > szki ni z piertruszki autorka postanawia studiować japonistykę, archeologię czy
        > prognozowanie trendów w obszarze mody które nie mają nic wspólnego z jej dotyc
        > hczasowymi zajęciami i zainteresowaniami to ja się mężowi nie dziwię, że uważa
        > to za fanaberię.

        i co z tego?
        ty nie masz pasji ani fanaberii, które nie mają bezpośredniego przełożenia na polepszenie bytu rodziny? to pozostaje współczuć.
      • claudel6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 28.09.13, 01:23
        acha, czyli fanaberia jest be jak kobiety, a jak szanownego mężulka to juz ok?
    • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 06:08
      Egoizm to jest akurat ze strony męża. Czego się twój mąż obawia? Tego że będzie parę dni w miesiacu bez żony, która mu w związku z tym nie ugotuje i nie podstawi pod nos? Będzie musiał sobie sam obrać ziemniaki? Posprzątać? Albo dzieciaki będą musiały się uaktywnić?
      Obawia się że mu nagle "wyrośniesz" i będziesz mądrzejsza od niego?
      Powiem Ci jedno - rób swoje i nie przejmuj się męskim gadaniem. Studiuj, cokolwiek by to nie miało być. Trzeba mieć marzenia, trzeba je spełniać.
    • ichi51e Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:07
      Jesli jestescie razem 20 lat to masz co najmniej czwartay jrzyzyk na karku.
      Ty naprawde nie musisz pytac nikogo o pozwolenie. Nie ma sie co wsawac w dyskusje.
      Zacnij sobie odkladac kase na studia i tyle.
      Kij mu w oko. Bezeczelny.
      • drosetka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:15
        za to po twojej wypowiedzi można wnioskować ze masz zaledwie 2 krzyzyki na karku, pożyj z kimś jakiś czas to może zrozumiesz że czasami to nie takie proste podejmowanie takich radykalnych dezyzji, która ma wpływ na całą rodzinę. To nie chodzi tylko o męża i obiadki, autorka ma też pewnie dzieci, poza tym nie wiadomo czy zarabia na tą swoją "fanaberię" czy mąż ma opkryć jej "wymysły"? ogólnie jestem za rozwijaniem horyzontów i pogłebianiem swojej wiedzy czy zainteresowań, ale czasami to nie takie proste
        • ichi51e Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:24
          Idz lepiej prasowac. Rece z wami ludzie opadaja.
        • yuka12 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:43
          Proste jak wspolmazonek/ parter wspiera i wspolpracuje i sie dobrze wszystko zorganizuje.
        • m_incubo Re: Mąż mi dziś powiedział.... 28.09.13, 22:04
          > o czy zarabia na tą swoją "fanaberię" czy mąż ma opkryć jej "wymysły"? ogólnie

          Hoho, a więc jeśli przychodzi do studiowania, to już jest kasa męża i to mąż łaskawie ze swoich "opłaca", a jak mówimy o staniu przy garach i obs.ranych pieluchach, to wtedy jest fifty-fifty i babeczka ma z automatu 50% udziałów w dochodach męża. Niesamowite jesteście, kobiety smile
    • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:18
      Nie dyskutuj już z mężem o to, bo to bezcelowe. Albo on głupi albo podły. Jakkolwiek z nim jest, w tej materii pozamiatane. Rób swoje, czyli idź na te studia - z Waszej wspólnej kasy (sic!), zgody jego mieć nie musisz. Powiedz, ze nie kupisz sobie butów ani czekolady, albo zaczniesz oszczędzać na papierze toaletowym- gdyby Cię rozliczał. Serio, weź go ironią lub zbyj milczeniem.
      Nie masz w nim wsparcia. I na moje mieć nie będziesz. Inwestuj w siebie.Maz pokazał, gdzie jest, na jakim poziomie i co sądzi o Was jako rzeczywistej wspólnocie.
      Trzymaj się!
    • mruwa9 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:40
      mwiktorianka napisała:

      > Powiedziałam mu krótko, że jeśli będę chciała studiować to po prostu to zrobię
      > bo nie muszę nikogo pytać o zgodę.
      > Postanowiłam tez nie poruszać tego tematu (nie wie o mojej decyzji), ponieważ m
      > am dość bojkotowania moich planów.




      ano wlasnie to bledne rozumowanie. Zyjac w podstawowej komorce spolecznej trzeba takie plany, wplywajace na budzet i logistyke calej rodziny, ustalac wspolnie, bo wplyna na zycie calej rodziny. Egoistyczne postawienie sprawy , ze nikogo sie o nic nie bedzisz pytac, to dziecinada. Czy studia sa platne? Macie srodki na ich oplacenie? Pracujesz? Bedziesz w stanie pogodzic prace ze studiami, czy bedziesz musiala ja ograniczyc na jakis czas, pomniejszajac swoje dochody? Jak podzielicie obowiazki domowe/dzieciowe, ktore teraz wisza na tobie, gdy bedziesz na uczelni? Macie to przedyskutowane?
      Studia- jak najbardziej warto, ale warto sie zastanowic,czy dzieki nim poprawisz swoje perspektywy zawodowe i zarobkowe, to jest argument, ktory warto poruszyc w dyskusji z mezem. I zaplanowac, jak ma funkcjonowac wasz dom, gdy wrocisz do szkoly.
      Jesli sie rozwiedziecie i ktores z was sie wyprowadzi, bedziesz mogla twierdzic, ze to wylacznie twoja sprawa i ze nikogo nie musisz sie pytac o zgode. Ale do tego momentu jest to WASZA sprawa.
      • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:45
        Zdaje się, że już właśnie rozmawiali? I że ona zna opinię męża? Może ma złożyć podanie o odwołanie od negatywnej decyzji pana męża? Albo uklęknąć?
        • mruwa9 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 07:56
          cytuje:
          Mężowi na razie nic nie wspominałam

          Koniec cytatu.
          Ona juz POSTANOWILA, zanim jeszcze pogadala z mezem.
          A ja sie zgadzam z mezem: studia , sztuka dla sztuki, zeby tylko zagrac mezowi na nosie, ale bez zadnego przelozenia na poprawe perspektyw zawodowych i zarobkowych, w dodatku obciazajacy finansowo i logistycznie cala rodzine, to JEST egoizm.
          Ona nawet nie pisze, jakie studia ma na mysli, podejrzewam, ze w jakies Prywatnej Wyzszej Szkole Niczego.
          Takie rzeczy ZAWSZE ustala sie razem. Uwzgledniajac wszelkie za i przeciw.Na chlodno, a nie pod wplywem emocji. Jesli swiatopoglady i wszystko inne sie w zwiazku rozjezdza, mozna zakonczyc zabawe, zabrac zabawki i pojsc na swoje podworko. Wtedy nikogo o nic nie trzeba sie pytac.
          • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:05
            Cytuję:
            "Dziś (zupełnie nie wiem dlaczego, bo ja o tym nie wspominam od jakiegoś czasu), zaczął temat studiów. Powiedział mi wprost, że chcę robić coś dla siebie kosztem całej rodziny.
            Wychodzi na to, że jestem cholerną egoistką.."

            To rozmawiali czy nie? Gdzie masz o sztuce dla sztuki? To trzeba studiować coś, co pan mąż uzna za dochodowe? Litości...
            • najma78 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:18
              vilez napisała:

              > Cytuję:
              > "Dziś (zupełnie nie wiem dlaczego, bo ja o tym nie wspominam od jakiegoś czasu)
              > , zaczął temat studiów. Powiedział mi wprost, że chcę robić coś dla siebie kosz
              > tem całej rodziny.
              > Wychodzi na to, że jestem cholerną egoistką.."
              >
              > To rozmawiali czy nie? Gdzie masz o sztuce dla sztuki? To trzeba studiować coś,
              > co pan mąż uzna za dochodowe? Litości...

              Autorka napisala ze wspominala, mas choc momowny pociagnal temat bo widac zna ja dobrze i juz byl w podobnej sytuacji nie raz. (Mialam podobny egzemplarz podejmujacy wspolne decyzje bez informowania zainteresowanej osoby na zasadzie "nie przeszkodzisz mi" czyli po fakcie). Maz juz jest czujny widac nauczony przez 20 lat. Ona bedzie to utrzymywac w tajemnicy ale decyzje juz podjela w odpowiednim czasie go poinformuje. Widac jedna strona lubi robic co chce i robi to pocichu.
              • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:22
                Może to ona zna go dobrze i wie, do czego takie rozmowy z nim prowadzą? Coś pisała o tym, że mąż nie zmienia zdania, choćby nie wiem co.
          • najma78 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:09
            Droga autorka uwazam ze o zgode meza zapytac musisz ze wzgledow logistycznych i finansowych. Egoizmem jest podjscie "postanowilam", "nic mu nie powiem zeby nie zbojkotowal moich planow". Zapominasz ze to wasze zycie i realizowanie twoich planow bedzie mialo na nie wplyw. Pytac nie bedziesz musiala gdy sie rozwiedziesz i bedziesz zyla sama. Szczerze mowac to twoje postepowanie czyli podejmowanie decyzji majacych wplyw na wasze zycie samodzielnie jest irytyjace. Ja tez zaczelam studia, wzielam pozyczke ale zaczne ja oddawac gdy juz te stidia skoncze i moje zarobki osiagna odpowiedni poziom, poprostu bede placic nieco wyzszy podatek, ale dla nas bedzie to niezauwazalne a dzieci beda juz samodzielne. Mam duzo czasu. Moje studia nie wplyna zbytnio na logistyke w naszej rodzinie.
      • claudel6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 28.09.13, 01:27
        ano wlasnie to bledne rozumowanie. Zyjac w podstawowej komorce spolecznej trzeb
        > a takie plany, wplywajace na budzet i logistyke calej rodziny, ustalac wspolnie
        > , bo wplyna na zycie calej rodziny.

        no nie? oczywistości wydawałoby się.
    • mamusia1999 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:18
      dopisze cos nowego, nie bede koiowac poprzedniczek.
      otoz autorka by sie nie poplakala, gdyby sama byla do swojej decyzji przekonana . maz tylko (taka juz natura zwiazkow) celnie uderzyl w czuly punkt. gdyby byla przekonana, stosunkowo spokojnie moglaby stwierdzic, ze on ma swoje zdanie, a ona swoje. sek jednak w tym, ze skonfrontowal ja z wlasna niepewnoscia.

      bo to mianowicie tak jest: wszystko co partnerzy robia "dla siebie" odbywa sie kosztem rodziny. kazda przeczytana ksiazka (nawet w nocy, bo moglibysmy nastepny dzien zaczac z wiekszym animuszem i wiecej "dokonac"), kazda chwila na forum, kazdy oddech zlapany na tarasie etc. kazda chwila milczenia (to o mezu autorki) - bo dzieci sie nie wychowuje milczac, kazde cappucino. WSZYSTKO. tylko, ze to nie jest powod, zeby z siebie rezygnowac. dlugofalowo to sie konczy burn out, deprecha albo rozwodem. to zeby przekonac autorke do dowolnych studiow. jesli jej nie beda w toku odpowiadac, to sama dla siebie je przerwie.

      i sadzac po poscie autorka jak najbardziej ma potrzebe rozmowy, tylko stracila na nia nadzieje. moze spor o studia, ktorego nie da sie pominac milczeniem, bedzie okazja i wyzwalaczem do wzajemnego wyartykulowania. bo jak nie, to marnie widze to malzenstwo. nie dlatego, ze sie poklocili o wazka sprawe, ale dlatego, ze sie nie poklociliwink jak zamiera komunikacja, to juz sie najczesciej nie da reanimowac. ale maz jej obojetny nie jest, bo nawet mimo wlasnej niepewnosci olalaby opinie oosby jej obojetnej.

      a z zycia dwoch milczkow (ja i malz): oboje jestesmy swoimi zadaniami (praca, dzieci) zmuszani do gadania i sluchania ponad nasze wlasne predyspozycje. na koniec dnia czasem jestesmy tym wycienczeni (OJP! zebranie rodzicow!). wiec trzeba chociaz RAZEM pomilczec, przy ksiazce, wzajemnie masujac sobie stopy (na waleta, z ksiazka w jednej rece).
      • ola33333 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:22
        autorko watku, wspolczuje ci, twoje studia maja sens, o czym juz pisalas w osobnym watku.

        A ze tu tyle nieprzychylnych opinii, to sie nie przejmuj, te osoby twojego poprzedniego watku nie czytaly zapewne..

        Trzymam kciuki za udane studia
        • ichi51e Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:28
          Tez mysle ze nie czytaly uncertain stad te pytania co chcesz studiowac...
          • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:36
            Trudno oczekiwać, żeby każdy pamiętał wszystkie wątki i jeszcze je idealnie przypisywał do autorów.
            • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:50
              Dla mnie nawet bez tamtego wątku widać, o co chodzi.
            • lampka_witoszowska Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 09:54
              mnie na ten przyklad niejaka vilez oświeciła, że jestem walnięta, bo kompletnie nie wiem, kto, co i w jakim wątku tu pisuje smile
              różne są oblicza mądrości, Wuika smile
              • wuika Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 10:05
                Tak, wiem.
                Niemniej: fajnie się pisze o samorealizacji jako celu nadrzędnym i rozumiem pewien niedosyt, złość, czy próbę zrobienia na złość, kiedy druga strona ośmiela się mieć własne zdanie (a ma prawo). Nie mówiąc już o zakazywaniu, bo nie chodzi tutaj o przedszkolaki. Ale wypadałoby spojrzeć na to w szerszym kontekście. I jestem w stanie sobie wyobrazić dodatkowe studia jako fanaberię, na którą współmałżonek może się uprzeć i pójść, choćby nie wiem co, jak i zupełnie odwrotną sytuację (np. wymóg dokształcania, który współmałżonek będzie bojkotować, bo przyjdzie mu gotować obiadki w weekendy). Dlatego nie da się tego ocenić jednoznacznie "kto ma rację i kto do kogo musi się doginać", bo sytuacje mogą być różne, a potrzeba realizacji - nawet ważna i niezaspokojona - niekoniecznie musi być najbardziej priorytetowa, kiedy np. w rodzinie nie ma kasy, albo opieka nad dziećmi już zajmuje obojgu rodzicom 95% czasu.
              • vilez Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 10:22
                Ja???? A gdzie?
                • lampka_witoszowska Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 11:37
                  w moim bidetowym watku smile
                  ale się nei gniewam, ludzie różne pierdoły wypisują w chwili wzburzenia - nawet jeśli wzburzenie nie miało u podstaw logiki wink
                  • vilez Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 12:35
                    Nie, to Ty wypisujesz piramidalne pierdoły. W dodatku nieuczciwie. Zapomniałaś wspomnieć o kontekście. Drobiazg, co? To Ci przypomnę. Napisałaś, że na ematce to się samymi głupotami zajmujemy. To zwróciłam Ci uwagę, ze nie czytałaś wszystkich wątków (więc nie masz podstaw tak durnych opinii wysuwać). To jest zupełnie ale zupełnie co innego, niż jesteś łaskawa teraz suponować. Ergo: nie manipuluj.
                    • lampka_witoszowska Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 12:43
                      czyli nie znalazłas swojej wypowiedzi, skierowanej zresztą nie do mnie smile

                      poszukaj, zamiast wywoływać jakies kretyńskie afery, duża dziewczynka jesteś

                      zarzutów o manipulacje - pozwól, że nie potraktuję serio, jako i ciebie serio nie traktuję - a stwierdzenie, że wypisuję pierdoły... oj tam smile jak zaczniesz uważać inaczej, to moooocno przemyślę, co nawypisywałam wink
                      • vilez Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 14:17
                        Daj mi materiał do myślenia inaczej, to zacznę myśleć inaczej smile Mam taką oto cechę, że reaguję na rzeczywistość, nie na czyjeś pobożne życzenia wink
                        • lampka_witoszowska Re: nie, dlaczego? 27.09.13, 17:36
                          w ogóle nie mam zamiaru dawac ci tematów do rpzemyśleń, samodzielnie musisz znajdować, a z twoimi wnioskami ni cholery nei mam zamiaru się zgadzać "bo tak mi wychodzi, jakem vilez" big_grin

                          nie przywykłam też udowadniać, że moje zdanie kogokolwiek innego obowiązuje, a i ja je zmieniam tylko wtedy, gdy zechcę

                          niemniej modlitwa o chłopa... jakie to - żałosne. O, i masz temat do przemyśleń big_grin
                          byłam niekonsekwentna smile
      • bri Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:12
        >>bo to mianowicie tak jest: wszystko co partnerzy robia "dla siebie" odbywa sie kosztem rodziny

        Większej bzdury dawno nie czytałam. Rozwój osobisty jest IMHO koniecznością, jeśli chce się utrzymać dobry związek, wychować dobrze dzieci itd. Liczą się nie tylko pieniądze i czas/praca jaką poświęcamy rodzinie, ale też jakość naszych wzajemnych kontaktów; ludzie pozbawieni możliwości rozwoju są nieszczęśliwi i unieszczęśliwiają innych.

        Natomiast to nie rozstrzyga, kto w tym konflikcie ma rację, ani co powinna zrobić autorka wątku, bo niestety podjęcie studiów wcale nie musi oznaczać rozwoju - czasem to jest właśnie metoda na pozostanie w bezpiecznej strefie, która nie stanowi dla nas żadnego wyzwania.
    • premeda Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 08:30
      Uważam, że z dokształcaniem się (nawet jesli to wyższa szkoła lansu i bansu) jest tak samo jak z kupnem butów, potrzebuję to kupuję. Kwestia ogarnięcia się finansowego i tylko w tym temacie biorę zdanie chłopa pod uwagę. Jak potrzebuję sobie kupić samochód to też ja patrzę co potrzebuję chłopa pytam o radę, który z wybranych (u mnie akurat jest odwrotnie to ja mam dobrą rękę do aut). Sutacja autorki jest analogiczna do mojego kursu językowego, też mam zamiar zacząć w przyszłym roku jak skończymy budowę i się przeprowadzimy. Mam zamiar zacząc indywidulane lekcje, mój najpierw stwierdził, że na co, jak mu wytłumaczyłam to powiedział "idź. Ty będziesz płacić, a ja skorzystam przy okazji.
      • claudel6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 28.09.13, 01:36
        no. normalnie życie proste jak mlotek. chcę to kupuję. tylko, że studia to nie jest przedmiot. po wolnym akcie zakupu studiów, trzeba im jeszcze poświęcić czas. kosztem np. dzieci. więc generalnie warto byłoby przedyskutiwac reorganizację życia rodzinnego związaną z tym, ze mamusi nagle nie będzie. mamusia ma prawo, ale jeśli jest dorosłą kobietą, to nie chowa głowy w piasek licząc na to, ze jak ją wyjmie, wszystko juz będzie zorganizowane za nią.
        • hellulah Re: Mąż mi dziś powiedział.... 30.09.13, 16:39
          Powtórzę po raz trzeci smile - dzieciom doskonale zrobi mama studiująca. Mama nie umiera, mama po prostu zacznie się uczyć - a dzieci będą w ten czy inny sposób brać z niej przykład.
          • allatatevi1 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 30.09.13, 17:32
            10/10
    • d.wludyka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:04
      Ja bym zaczęła studia i to jeszcze w tym roku, odłożysz o rok, później o kolejny, a czas leci.
      Tylko kierunek przemyśl, żeby dyplom pomógł Ci poprawić sytuację zawodową i zrób z tego argument - idę na studia, bo najwyższy czas zdobyć lepszą pracę, więcej zarabiać.

      Jeżeli nie płatne studia, jest dużo kursów finansowanych z funduszy unijnych, poszukaj.

      Pomyśl czy możesz zdobyć dodatkowe pieniądze, może dasz radę dorobić?
      Weź się w garść i bierz do roboty.
      • d.wludyka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:47
        Przeczytałam Twój poprzedni wątek:

        Obecnie jestem na urlopie wychowawczym, za rok wracam do pracy, w której zajmuję stanowisko na najniższym szczeblu, zarabiam najniższą krajową co nie jest szczególnie motywujące.
        Chciałabym skończyć studia w branży, w której pracuję. Nie twierdzę, że ten kierunek to szczyt moich marzeń, ale mam po nim bardzo realną szansę pracować w swoim zawodzie.
        Wiąże się to z większą płacą i mniejszym obciążeniem fizycznym. Praca raczej pewna, ryzyko bezrobocia małe. Jednym słowem same plusy.


        Studia w Twoim przypadku to nie egoizm i fanaberia, tylko konieczność.
        Masz na utrzymaniu 3 dzieci, z czego zamierzasz finansować rosnące wydatki na ich utrzymanie?
        To mąż jest egoistą oczekując, że do emerytury będziesz zasuwać na najniższym stanowisku.

        Odkładasz studia od 5 lat i nagle w przyszłym roku będzie Ci się łatwiej zdecydować?
        Za rok wracasz do pracy i będziesz miała więcej czasu?

        Stań na głowie i zdobądź pieniądze (może opieka nad innym dzieckiem?) i zapisuj się na studia.
        • ichi51e Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:15
          No dokladnie. To samo napisalam w tamtym watku.
        • 0ldjoanna Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:22
          Tylko czy praca w charakterze przedszkolanki (nauczyciela wychowania przedszkolnego) - bo o taką pracę autorce chodzi, to rzeczywiście pewna praca z małym ryzykiem bezrobocia?
          • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:28
            Do tego dochodowa i z mniejszym zaangażowaniem fizycznym? Nie wiem, jaka praca jest obecnie przez autorkę wykonywana, ale praca w przedszkolu nie jest to takie hop-siup.
            Ale kwestia pewnie bardziej w tym, jak ta ew. praca wygląda przy obecnej.
            Czy bez studiów da się znaleźć coś innego? Lepiej płatnego, nie tak wyczerpującego? I nie chodzi mi o szukanie, jak tu na siłę załatwić kilka spraw i nie wysyłanie autorki na studia, ale może da się to ogarnąć mniejszymi kosztami (logistyka, pieniądze, czas - w aspekcie możliwej poprawy).
        • claudel6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 28.09.13, 01:39
          nie no, w takim wypadkku to jest konieczność, a nie fanaberia. kontekst zmienia wszystko. i to mąz chowa głowe w piasek na zasadzie: jakoś to będzie. autorka próbuje aktywnie zmierzyć się z rzeczywistością.
    • tosterowa Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:08
      Nie użalaj się nad sobą, tylko zbieraj kasę na te studia, z mężem na razie nie rozmawiaj, bo jeszcze nie ma o czym, w przyszłym roku postawisz go przed faktem dokonanym, a na jęczenie, że "po co ci to" i "bezsensubezsensubezsensu" się przygotuj (i nie przejmuj!), bo będziesz tego słuchała przez całe studia.
    • lady-z-gaga Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:20
      Nie napisałaś, w jakim wieku jest najmłodsze dziecko, ile czasu musiałabyś poświęcać na studiowanie i jaka jest wasza sytuacja finansowa.
      A to są ważne szczegóły, bo byc może Twój mąż ma po prostu rację.
      Jesli studia miałyby być wyłącznie dla przyjemności, to spokojnie mogą jeszcze poczekać.
      • gonabe Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:30
        Kiedyś byłam w bardzo dziwnym związku z bardzo dziwnym toksycznym facetem. Do dziś ten tekst mam przyszpilony do pulpitu, żeby pamiętać jak czuję się wolna i akceptująca siebie kobieta smile

        Akceptuje się całkowicie, nawet jeśli chciałaby zmienić to i owo.
        Jest w niej i sympatia i szacunek dla samej siebie, które starannie w sobie pielęgnuje, a w razie potrzeby rozwija.
        Akceptuje również innych takimi, jakimi są, nie usiłując ich zmieniać zgodnie ze swoimi wymaganiami.
        Ma stale na uwadze swoje uczucia i zachowania dotyczące wszystkich aspektów życia, z seksem włącznie.
        Pielęgnuje w sobie wszystko: osobowość, wygląd, wierzenia i wartości, ciało, zainteresowania i osiągnięcia.
        Ceni samą siebie, zamiast szukać związków uczuciowych, które by dały jej poczucie wartości.
        Jej szacunek do siebie samej jest dostatecznie duży, żeby sprawiało jej przyjemność widywania ludzi, szczególnie mężczyzn, którzy są tacy, jacy są.
        Nie musi być potrzebna innym, aby się czuć kimś pełnowartościowym.
        Pozwala sobie na otwartość i ufność w stosunku do wybranych ludzi.
        Nie ma nic przeciwko temu, żeby przyjaciele znali ją dobrze, ale nie ma ochoty zbliżać się do ludzi niezbyt nią zainteresowanych.
        Zadaje sobie pytania: „Czy ten związek jest dla mnie dobry?”
        „Czy umożliwia mi rozwijanie w sobie tego wszystkiego, co warto rozwijać?”
        Jeśli związek okaże się pomyłką , to nie opiera się przed zerwaniem bez szkodliwych skutków dla siebie.
        Ma grupę przyjaciół i wiele zainteresowań, pomagających jej przezwyciężyć kryzys.
        Ponad wszystko ceni własny spokój.
        Wszelkie walki, dramaty i niepokoje z przeszłości przestały się liczyć.
        Dba teraz o siebie, swoje zdrowie i dobre samopoczucie.
        Zdaje sobie w pełni sprawę, że związek między dwojgiem ludzi, jeśli ma być udany, powinien opierać się na porozumieniu między partnerami uznającymi podobne wartości, mającymi zbliżone zainteresowania i cele oraz ceniącymi wzajemną intymność.
        Wie także, że jest warta wszystkiego, co najlepsze w życiu.
        • lady-z-gaga Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:35
          Nawet mi się nie chce komentować, bo przychodzi mi do głowy tylko jedno: pierdu, pierdu
          zamień kobietę na faceta w tym tekscie i napisz, czy dalej będziesz się tak nim jarać - zwłaszcza, gdyby dotyczył kogoś, kto jest mężem i ojcem kilkorga dzieci
          • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:31
            No, ja akurat pisałam o wspieraniu męża w tym względzie. Miałam dwójkę dzieci i skomplikowane ciąże na głowie. Da się.
            • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:43
              Co kto lubi. Dla mnie w trudnej ciąży priorytetem była trudna ciąża, co nie znaczy, że mąż nie jeździł w delegacje, na szkolenia i przymusowe integracje. Ale też nie wyskakiwał z absurdalnymi rozszczeniami pt: od teraz zostajesz z bliźniakami na weekendy sama, bo się realizować będę. Tak samo jak ja ew. studia podyplomowe z zupełnie różnej dziedziny, które być może dadzą inną pracę w być może dalszej przyszłości odkładam na czas, kiedy perspektywa moja pt: jeden wolny weekend w tygodniu, a tak to trzy na studiach / nauce, a w tym czasie małe dzieci mają tylko ojca, nie jest dowodem na aż tak zryty beret, że tylko ja, ja i ja.
              • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:45
                Jeden wolny weekend w miesiącu, nie w tygodniu przecież big_grin
              • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:18
                A ktoś w ogóle pisze o absurdalnych roszczeniach poza Tobą? Już Ci napisałam gdzieś- życie nie kręci się tylko wokół kwestii dzieci.
    • lampka_witoszowska Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:39
      Boże. Dziękuję Ci, że nei mam męża, ani w praktyce, ani w najgorszym, nieświadomym, makabrycznym ewentualnym zamiarze.
      Zawsze Twoja - lampka.
      • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 09:52
        Zapewniam Cię, Lampko, że istnieją normalni mężowie. Tacy, dla których rozwój żony to nie fanaberia. Pomódl się o takiego męża smile
        • lampka_witoszowska Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:10
          wiem, ale ten, którego znałam, umarł, a inni sa jednak zbyt młodzi i zbyt rozwydrzeni, albo i z założenia podejrzani, że jednak jakiś robal wylezie smile

          modlić się o chłopa nie zamierzam, mógłby się taki znaleźć, a nie chciałabym smile
          dziękuję, nie mam czasu, chęci i miejsca dla żadnego.

          ps. może chłopy niech się modlą, żeby mi się odmieniło. Ale też wolę nie, mój feminizm mógłby znaleźc się w niebezpieczenstwie smile
          • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:20
            Niemniej jednak dziwna ta Twoja modlitwa w połączeniu z wątkiem. Jakbyś w nadmierne generalizowanie popadła czy co... wink
            • lampka_witoszowska Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:38
              na wrażenie dziwności nie mam recepty, nie pomogę smile
              • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:32
                Te wrażenia nie są bezpodstawne, dajesz ku nim materiał.
                • lampka_witoszowska Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:48
                  no i widzisz, znasz słowo "erystyka", a nie rozumiesz sensu wypowiedzi - to sa moje subiektywne wrażenia

                  moje wrażenia, moje zdanie zaprawdę powiadam ci, moga być dziwne

                  miło, że się ze swojego zdania na temat mojej dziwności - mozolnie wypracowanego - postanowiłaś zwierzyć, ale pozwól, że moje zdanie na mój temat nie będzie się jednak opierało na jaśnie twoich jaśnie wrażeniach jaśnie dziwności smile

                  noweś, w tym wieku głupio widzieć siebie jako centrum świata smile dziw się więc, ani mnie to grzeje, ani ziębi przecież smile
      • hellulah Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:00
        Skąd założenie, że każdy "mąż" ma w pakiecie zestaw identycznych cech? Ok, jest jakiś wzorzec kulturowy i te sprawy, ale nie przesadzajmy. Tak jak w tym wątku część szanownych pań mówi "nie możesz studiować dla fanaberii", tak inne mówią "każdy rozwój osobisty jest wartością". Problemem oczywiście jest utrzymywanie relacji z odpowiednim mężem. Natomiast generalizowanie na zasadzie - każdy mąż to drań oraz burak - jest słabe.

        A tak bardziej w temacie - studia, aby poprawić sytuację na rynku pracy (z przełożeniem bezpośrednim) - super. Studia, aby poprawić swoją jakość osobistą (każde na poważnej uczelni) - też super, i też mają przełożenie na sytuację na rynku pracy, choć niekoniecznie bezpośrednie. Pani dzieci w powijakach chyba już nie ma, na dzienne studia się nie wybiera, to nie jest decyzja typu wyjazd na koniec świata, sprzeciw pana - ideologiczno-psychologiczny. Faktycznie brzydko.

        Aha, aha, wykształcony i uczący się rodzic to skrab dla dzieci - które mają skąd czerpać bardzo ważne wzorce! Pan mąż z tej historii jest faktycznie kretynem, jeśli tego nie widzi. Korepetycje i kursy dla dzieci nie są tak ważne, jak mama, która uczy się do egzaminów i przy kolacji opowiada o czym (mniej więcej).

        Trzymam kciuki za realizację planów.
        • lampka_witoszowska Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:14
          to żadne założenie, tylko moje całkowicie subiektywne przekonanie smile

          inni mogą mieć inne. Nawet dobrze by było, żeby mieli inne :0

          ja równiez życzę autorce wątku spełnienia marzeń. Warto. Tym bardziej, że za parę lat mąż ów, z racji kulenia swojego umysłu albo będzie nadal mężem, albo nie - a studia i ich efekty będą już zawsze.
          • hellulah Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:29
            Jak tak, to ok.

            I całkowita racja z tymi efektami i "nadal mężem".

            Czy autorka to troll, badacz czy realna historia - trzymam kciuki za jej decyzję.
    • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:18
      Ha ha, ale tu wszystkie wyzwolone, niezalezne i wdupiemające zdanie męża i rodziny big_grin Ciekawe czy tak samo gładko przełknęlybyście gdyby mąz któregos dnia oznajmił beztrosko że od najbliższego tygodnia zamierza zrobić coś kosztownego, czasochłonnego, powtarzalnego regularnie i nie interesuje go wasze zdanie bo on juz postanowił, i juz, jest dorosłym wolnym człowiekiem, nikt mu nie będzie zabraniał. Będzie sobie znikał na cały weekend, a ty radź sobie sama z domem, dziećmi, pieniądze tez "się znajdą" (a najlepiej niech żona dołoży).
      Juz widze ten entuzjam w wypowiedziach ematek, zachwyconych jakiego mają niezależnego i wyemancypowanego męża smile
      • triss_merigold6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:25
        Zaraz, zaraz. Czym innym są niezbyt drogie studia w trybie zaocznym, które autorce pomogą zawodowo konkretnie (bo ta sama branża, bo już rozmawiała w miejscu pracy, a czym innym jest coś totalnie fanaberyjnego, co kosztuje kupę kasy i guano daje.
        Znam sporo kobiet, które pokończyły podyplomówki finansowane przez pracodawców, bo było im to potrzebne do konkretnych zadań. Rodziny jakoś przeżyły.
      • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:27
        Ja na ten przykład wysyłałam mojego ez męża na studia smile Co się z kolei bardzo jego rodzinie nie podobało wink Wysyłałam go też na podyplomówkę i takie tam...I zawsze mnie cieszyło, jak podnosił swoje kwalifikacje, nawet jak to kosztowało(a kosztowało) i jak i musiałam zając się więcej dziećmi. Raz on, raz ja- wielkie mi mecyje (żeby to było zwrotnie, no nie było).
        • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:23
          To cudownie, tylko piszesz troche nie na temat. Ja nie rozstrząsam problemu "czy studia takie śmakie czy owakie to dobra inwestycja czy nie" tylko temat "czy człowiek pozostający w związku, mający dzieci i zobowiązania rodzinne może sobie tak po prostu postawic na swoim, nie oglądac się na partnera, bo on tak chce i koniec". Bez oceniania czego dotyczy to "stawianie na swoim" bo w każdym przypadku to będzie inny zakres, co jest a co akurat nie jest niezbędne do życia.
          Podajesz przykład w którym byliscie z mężem zgodni, on chcial na studia, ty chciałaś żeby się uczył i świetnie. Ale co by było gdyby tej akceptacji z twojej strony nie było? Gdybys oceniała że to co on zamierza zrobic jest niekorzystne, odbędzie się kosztem rodziny, generalnie - inne zdania. Nadal uznałabys że to nie twoja sprawa, bo on jest dorosły i wyłącznie sam decyduje o swoim zyciu, a ciebie nawet nie musi pytać?
          Jakos trudno mi uwierzyć w taki radosny liberalizm w małżeństwach ematkowych smile
      • d.wludyka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:32
        Owszem, mój mąż skończył studia podyplomowe i kilka kursów weekendowych.
        Do głowy by mi nie przyszło go zniechęcać.

        Co to znaczy - będzie sobie znikał na cały weekend? Jakie oznajmiał beztrosko?
        Podnoszenie kwalifikacji to nie kaprys, na takie rzeczy pieniądze muszą się znaleźć.

        A jak mąż autorki wątku będzie miał czasem dom i dzieci na głowie, to może trochę żonę doceni.
        • triss_merigold6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:35
          Pod warunkiem, że to podnoszenie kwalifikacji przełoży się na pracę i pieniądze szybko, taka inwestycja z wysoką stopą zwrotu.
          • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:48
            A ja uważam, że jak osobę rozwinie a się to nie przełoży, to też jest zysk- dla wszystkich. Taka rozwinięta osoba chcą nie chcą rozwija innych, no chyba, że ktoś bardzo oporny na rozwój- wtedy nie rozwija.
            • lady-z-gaga Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:32
              Z pewnością małe dzieci marzą o tym, żeby miec rozwiniętą mamusię, ktorej nie widzą nie tylko w tygodniu (bo pracuje), ale rowniez w weekendy. wink
              • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:20
                No tak na to patrząc, to rzeczywiście niczego nie wolno, tylko dzieciom dupki podcierać. Studia zaoczne nie odbywają się co tydzień.
                • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:24
                  To pewnie zależy od planu. Te, na które trafiłam swoje czasu miały np. 2 weekendy w październiku, w listopadzie już 3, 2 w grudniu, trochę wolnego w styczniu, luty-marzec-kwiecień znowu 6 dni, rozłożone na 4 weekendy. Pracę trzeba było kiedyś napisać, poduczyć się, doczytać, nie opierając się tylko na materiałach przekazanych na studiach. No generalnie - takie wielkie nic. Ale ja niezorganizowana zapewne jestem.
                  • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:48
                    I żeby nie było - teraz na studia nie idę nie tylko ja. Mąż też nie wyniesie się na czasochłonne szkolenie / kurs / studia. Nie pojedzie na tygodniową integracje ani na targi na drugim końcu Europy. Ale teraz. Na studia wygania mnie sam mąż, choć z zaznaczeniem, że nie w tym momencie, bo chyba nie dałby rady. Ja nie 'chyba', tylko na pewno nie zniosłabym braku weekendów.
                • lady-z-gaga Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:28
                  Jest czas podcierania dupki, jest czas samorealizacji. Mogą, ale nie muszą się pokrywaćsmile
          • d.wludyka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 10:54
            Niekoniecznie wszystko przekłada się od razu na pieniądze, czasem potrzeba pewne rzeczy odświeżyć (np. języki), a czasem zrobić coś po prostu dla siebie.

            Pracuję w zawodzie wymagającym stałego podnoszenia kwalifikacji - za brak szkoleń obligatoryjnych mogę stracić uprawnienia, możliwe, że dlatego mam inne podejście.
            Nie miałabym nic przeciwko, nawet gdyby chodziło tylko o hobby.
            • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:16
              A gdyby chodziło tylko o hobby, bądź tylko o 'chciałabym się porealizaować', a dotychczasowa organizacja życia wzięłaby w łeb i to nie na zasadzie: "tatuś musi się więcej drobiazgiem zająć i obiad ugotować", tylko bardziej? Ze strony męża też byłoby to takie ok, gdyby nagle zapragnął się realizować, więc rodzina ma nie dość, że zaciskać pasa, to jeszcze wziąć połowę obowiązków męża na siebie?
              • triss_merigold6 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:25
                Wtedy wzięłabym pana za łeb i przedstawiła swoje stanowisko w krótkich żołnierskich słowach.

                Wymóg utrzymania lub podnoszenia kwalifikacji rozumiem, mój partner też musi np. aktualizować konkretne uprawnienia. Sama mam szkolenia finansowane przez pracodawcę, za specjalistyczne kursy i konkretne podyplomówki też fabryka płaci, trzeba zgłosić i być wpisanym w plan budżetu szkoleniowego.
              • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:29
                Niektórzy to jednak kochają sprawdzanie rzeczy ad absurdum...Przykłady to się znajda zapewne na wszystko.
                Autorka pisała o podnoszeniu kwalifikacji związanych z pracą zawodową.
                • lady-z-gaga Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:35
                  > Autorka pisała o podnoszeniu kwalifikacji związanych z pracą zawodową.

                  W tym wątku akurat o tym nie wspomniała, stąd reakcje takie, a nie inne (np moja smile )
                  Czym innym jest podnoszenie kwalifikacji (czasami wręcz konieczne), a czym innym podnoszenie swojego dobrostanu.
                  • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:15
                    Przecież napisała, ze niedawno o tym pisała.
              • d.wludyka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:59
                Dotychczasowa organizacja życia weźmie w łeb, bo dziewczyna 4 dni w miesiącu spędzi na zajęciach?

                Oczywiście, że wszystko w ramach rozsądku, ale tu nie ma mowy o jakiejś ekstremalnej sytuacji, tylko o zwykłych studiach.
                Najwięcej w kość dostanie i tak autorka, bo przypuszczam, że to ona zakupy przed weekendem zrobi, obiad wcześniej przygotuję, pralkę włączy częściej w tygodniu.
                Poza tym ma chyba już min. jedno dorosłe dziecko, więc to nie jest tak, że ojciec z niemowlakiem i 2 przedszkolaków zostanie, a nawet gdyby, to ona z tymi dziećmi cały tydzień sobie radzi.

                Obydwoje z mężem często bierzemy udział w różnych szkoleniach, kursach, pomocy domowej nie mamy i dom jeszcze brudem nie zarósł, córka głodna też nie chodziła.
                Zresztą zauważyłam, że im więcej mam na głowie, tym lepiej jestem zorganizowana.
                • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:13
                  Fajnie mówi 'e tam, 4 dni w miesiącu, no weź', ale to jest połowa wolnego czasu dla rodziny. Nie oznacza to totalnego armagedonu, ale nie mów mi, że koszty są zerowy.
                  Podam Ci głupi przykład, mój wink Dlaczego ja nie idę teraz na studia podyplomowe w kierunku, który mi się kiedyś ubzdurał.
                  Mam możliwość wysypiania się raz w tygodniu: w weekend jeden dzień jest mój, jeden męża. Co nie oznacza, że śpimy do południa, a drugie zapieprza w tym czasie (tak, poranek z maluchami nie zawsze przebiega sielsko-anielsko, a nie zawsze pogoda pozwala je zabrać na zewnątrz na 3 godziny od 7 rano). Oznacza to, że raz w tygodniu jedna osoba może sobie pospać nie do 5:30-6:30, a do orgiastycznej 8-9 rano! Wow. Idę sobie na studia. I na wysypianie się mam aż 1-2 dni w miesiącu. Dużo to zmienia? A to zależy od człowieka. Aktualnie jestem mordowana od kilku tygodni wstawaniem o 6:00, przy dotychczasowym czasie 6:30, niby nic, a ja autentycznie o 12:00 mam odcinany prąd i zdycham do popołudnia.
                  Odwiedzamy rodzinę. Teściowie to starsi ludzie, nie zawsze mają zdrowie i możliwości, żeby wsiadać w auto i przyjechać do nas. Jeden dzień na 2-3-4 tygodnie w odwiedziny. To dużo? I z dwóch wolnych weekendów (bez wyjazdów nierozrywkowych) robi się półtora. 3 dni wolne w miesiącu, jeszcze trzeba wyciąć czas na naukę, chyba, że to studia dla papierka suspicious
                  I na pewno się znajdzie milion osób, które mi powiedzą, że szukam wymówek, że samorealizacja to, a samorealizacja tamto i owamto i jakbym chciała, to bym mogła. Pewnie, że bym mogła, ale jakim kosztem? Po prostu wiem, że jakieś większe szkolenie mężowe, które by obejmowało ze 2-3 weekendy, czy studia podyplomowe powodują, że przekraczamy oboje delikatną linię wytrzymałości i któreś z nas ląduje w wariatkowie, albo się literalnie przewraca ze zmęczenia. Bez większej chwili wytchnienia jesteśmy w stanie pociągnąć przez miesiąc, nie przez 3 lata.
                  • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:16
                    Studia, praca, opieka nad rodzicami- wszystko to jest normalne życie, a nie tylko- dzieci, Wujka. Nie fiksujesz się aby na dzieciach za bardzo?
                    • wuika Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:22
                      Tak, fiksuję się na dzieciach za bardzo. Fiksuję się, jak cholera. Pracuję - nadal na zmniejszony etat. Mąż pracuje. Jak dzicy wracamy do domu, żeby dzieciaki nie siedziały w żłobku za długo. Przenosimy się w inne miejsce, bo znaleźliśmy mieszkanie w cudnej lokalizacji (spacer 3 minuty i mamy przedszkole, szkołę, moich rodziców). Nie sadzamy dzieci przez telewizorem, żeby mieć wolne chwile. Nie opędzam się przed nimi weekendami, bo w tygodniu też wychodzimy popołudniami (co niestety teraz przeczy Twej i mej teorii o fiksacji suspicious). To są małe dzieci, mają niecałe 2 lata. Pozostawienie dla nich w pełni 3 dni w miesiącu uważam za krzywdzące.
                      • vilez Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:29
                        Sama widzisz, że praca nie przeszkadza. Studia też. Zapewniam Cię. A Autorka tym bardziej w swojej specyficznej sytuacji tych studiów potrzebuje.
                        To nie wyjazd za Ocean.
    • marianna72 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:18
      realizuj swoje marzenia ja kilka lat temu postanowilam studiowac , w kieunku ktory wcale nie byl zwiazany z moim zawodem a o ktorym zawsze marzylam tylko jakos sie nie zlozylo.
      Zaczelam studia dzienne kiedy dzieci akurat wyszly z domu najmlodszy poszedl do pierwszej grupy w przedszkolu.Na przedostatnim roku podjelam prace zwiazanem z kierunkiem studiow mialm kolezanke na roku , ktora tam pracowala i powiedziala mi ze szukaja.
      Obronilam sie w zeszlym roku w pazdzierniku i pracuje jako wychowawca w osrodku dla uzaleznionych lubie to bardzo .U mnie tylko maz i cala rodzina i przyjaciele wspierali mnie bardzo a najstarszy syn byl dumny jak paw na rozdaniu dyplomow. Podsumowuja skonczylam studia w wieku 40 lat z trojka dzieci do ogarniecia i dodatkowo w obcym jezyku i nawet jesl nie mialabym po nich zdanej konkretnej pracy bylabym szczesliwa
      • allatatevi1 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 30.09.13, 17:29
        Sorry marianna ale z tego co kojarzę to Ty mieszkasz we Włoszech jakieś 10 lat, więc jaki obcy język...
        Ludzie przyjeżdżają na Erasmusa na Włoch i już po pierwszym semestrze ogarniają egzaminy po włosku, najczęściej bez najmniejszych problemów.

        Ale studiów i pracy gratuluję. Dobrze, że pracujesz z uzależnionymi, jakbyś wybrała pracę z imigrantami miałabyś pod górkę. Jako że w 2012 skończył się program Emergenza Nord Africa ośrodki będą teraz na utrzymaniu gmin = połowę pozamykają.
    • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 11:35
      Mwiktorianka,
      Czytałam Twój wątek o studiach i bardzo fajnie, że się zdecydowałaś.
      Jeśli dobrze zrozumialam to jesteś DDA ale bez terapii, tak?
      Być może ta decyzja i pewne Twoje spostrzeżenia dotyczące męża to wyłaniająca się zmiana Twojego podejścia do siebie, do relacji.
      Kiedy wybierałaś męża i prowadziłaś życie w dużej mierze oparte na strachu(jak sama pisałaś) to to były właśnie wybory i decyzje tej zalęknionej dziewczynki z trudnym dzieciństwem a nie dorosłej, dojrzałej kobiety, która wie co robić, żeby o siebie zadbać. I teraz dojrzałaś do tego, żeby dojrzećwink Żeby wreszcie dać sobie prawo do własnego szczęścia i realizacji swoich marzeń. I to bardzo dobrze!
      Wypowiedzi dotyczące tego, że jesteś w małżeństwie i powinnaś konsultować z mężem swoje decyzje są warte uwagi ale tutaj trzeba spojrzeć na szerszy kontekst. Ty powinnaś konsultować ale mąż powinien Cię też wspierać. Być może odtwarzasz z meżęm relację rodzinną. Tzn. jako dziecko nie dostałaś prawa do beztroskiego i szczęśliwego dzieciństwa i jesteś w relacji w której dalej tego prawa Ci nie dano.
      Tylko przyszedł chyba czas kiedy zrozumiałaś, że to prawo musisz i możesz dać sobie tylko Ty, nikt inny.
      Pomyśl nad terapią dla par a może o terapii dla siebie. Tak, żebyś nie płakała kiedy ktoś Ci to prawo próbuje odebrać tylko tak jak tutaj ktoś napisał, żebyś była pewna, że to prawo jest Twoje i nikt nie ma prawa wzbudzać w Tobie poczucie winy za chęć realizacji swoich marzeń.
      Powodzenia!
      • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:21
        Z punktu widzenia męża - trudno jest zrezygnować ze stabilizacji i wygody na rzecz bardziej niezależnej żony i być może konieczności przejęcia części obowiązków. Kosztem rodziny = kosztem jego wolnego czasu i wygody.
        • pade Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 14:19
          dokładnie o to chodzi!
          • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 15:43
            Wygoda wygodą ale tu może chodzić o głębszy lęk przed zmianą, zburzeniem dotychczasowego rytmu, itd.
            A jakby już tak próbować analizować-to może mąż Autorki związał się z nią bo ma w sobie ukryty lęk i to właśnie ona ma być tą, która mu to uświadomi. I może jest tak samo strachliwy jak ona? Wtedy nie ma mu się co dziwić, że boi się takiej zmiany. 20 lat było tak a teraz nagle jest inaczej. On może się bać wielu rzeczy, tym bardziej jeśli sam jakoś się nie rozwija. Może ona pozna kogoś lepszego? Może zobaczy go i ich małżeństwo z innej perspektywy? Może zechce odejść? W sumie normalne lękiwink
            • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:30
              To nie jest normalne tylko do przegadania. Jakby ją trzymała w piwnicy bo jeszcze odejdzie to też by było normalne?
              • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:36
                Normalne w tym układzie jaki mają. 20 lat żona żyje ze strachem a mąż wcale nie idzie w stronę wsparcia co by ona rozwinęła skrzydla tylko chce zatrzymać status quo czyli ma jakąś korzyść, że taką żonę ma. Obraz jest taki jak zwykle czyli taki, że człowiek DDA czy DDD wybiera podobnego sobie. W tym sensie, że ona się boi, on się boi i tak sobie siedzą. No ale ona dojrzewa, on jeszcze nie więc naturalnym jest, że ta zmiana budzi w nim lęk.
                • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:39
                  Z obserwacji - w podobny schemat daje się wpuścić bardzo wiele kobiet nie-DDA. Wniosek - albo chodzi o zupełnie innego niż bycie DDA, albo mamy całkiem spory odsetek DDA wink
                  • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:44
                    Chodzi o to, żeby DDA jest bardzo podobne do DDD. W pewnym sensie to to samo tylko czynnik powodujący dyskunkcję jest inny. A DDD o różnym nasileniu to jest większa część ludzi z racji tego, że długo nie rozumiano jak postępować z dziećmi i jak bardzo różne sytuacje rodzinne mogą zaburzyć jego rozwój.
                    • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:53
                      Wydaje mi się, że pewne obyczaje "rozumiejące się same przez się" i wciskające ludzi w niechciane buty czynią ich i rodziny dysfunkcyjnymi. Ja jestem za rozumieniem procesów, nie diagnozowaniem wink.
                      • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:04
                        Jasne, można porzucić etykietki ale pozostaje problem. A problemem jest tu niedojrzałość emocjonalna męża jak i żony. Tak więc abstrahując od tego jak powstała to ona jest i jak widać przeszkadza.
                        I jeśli jesteś za rozumieniem to należy zrozumieć, że jeśli ktoś ma niewykształconą dojrzałość emocjonalną to reaguje jak dziecko. Na przykład dzieci boją się czasem być same albo bez mamy. Dorosły potrafi, dziecko ma problem.
                        Dojrzały facet jak widzi lękającą się żonę to wspiera, proponuje terapię, rozmawia. Ten nie chce rozmawiać, uważa, że ma zawsze reację i coś co dla żony byłoby ważnym elementem na drodze rozwoju i jakiegoś osobistego zadowolenia, dla niego jest zagrożeniem bo facet reaguje jak dziecko a nie jak dorosły.
                        • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:13
                          A ja mam wątpliwości, czy to niedojrzałość i zagubienie, czy cynizm i wyrachowanie wynikające z zadowolenia ze status quo. Osobiście skłaniam się ku opcji nr 2.
                          Obsługa chce się uniezależnić - obsługiwany jest zirytowany i raczej jej nie poprze. Za dużo traci, zyskuje dodatkowe obowiązki i obniżkę pozycji w stadzie. To po cholerę mu to?
                          • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:20
                            No ale czy nie jest to częścią niedojrzałości właśnie? Traktować ukochaną żonę jako kogoś do obsługi i spełniania tylko oczekiwań męża? Nie ma tu dojrzałości własnie w rozumieniu i traktowaniu miłości i związku. Bo związek ma człowieka dopełniać a nie być jego treścią życia.
                            Normalnie w związku jest przestrzeń tylko dla żony, tylko dla męża i przestrzeń wspólna. I radością jest widok ukochanej osoby, która się rozwija, pokonuje swoje ograniczenia, robi coś co sprawia jej przyjemność. Oczywiście przy założeniu, że nie zaniedbuje obowiązków rodzinnych ale tutaj o zaniedbywaniu nie ma mowy.
                            Pytanie też, jak do tej pory wyglądało to wspólne życie. Autorka pisze, że przez 18 lat było ok. Było ok? Czy tylko się wydawało, że było ok? I od dwóch lat jest kiepsko bo Autorka wreszcie to zobaczyła? Jak było ok to trzeba by pomyśleć co się takiego stało, że nagle przestało być.
                            Jak wczesniej wyglądał podział obowiązków, radość z osiągnięć partnera/partnerki, dopingowanie do rozwoju, itd.
                            • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:25
                              Myślę, że tak samo jak teraz, tylko jej się to coraz mniej podoba.
                              Z punktu widzenia jest tak: żona narusza umowę i zaczyna mieć fochy, co zagraża mojemu dobrostanowi i naraża na przykrości.
                              Mam wrażenie, że ich związek od dłuższego czasu był kooperatywą/wymianą usług, nie związkiem który masz na myśli.
                              Niestety, nie zgodzę się, że wykorzystywanie innych z premedytacją to przejaw niedojrzałości. Niedoskonałości - owszem.
                              • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:28
                                Ale czym jest owa premedytacja w tym przypadku?
                                • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:33
                                  Odpowiada mu zależna żona odwalająca całą robotę w domu i przy dzieciach (4). On jako żywiciel jest z tego zwolniony, przy okazji ma miło poczucie wyższości, co autorka niejednokrotnie sygnalizowała. Jednocześnie jest ojcem dużej rodziny, żona coś-tam zarabia, ale to on jest samcem alfa... Miód-malina.
                                  Wygoda na codzień i miłe głaskanie psychiki kosztem rozwoju żony i jej samopoczucia.
                                  • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:36
                                    No to wypisz wymaluj-niedojrzałość emocjonalna. Bo tylko ktoś niedojrzały potrzebuje, żeby ktoś inny był od niego zależny. Ma wtedy poczucie kontroli sytuacji. Nie wierzy w siebie więc związek partnerski oparty na-chcę z tobą być a nie muszę;-jest zagrożeniem bo żeby ktoś chciał to trzeba się postarać. Brak zdolności wczuwania się w uczucia drugiej strony z nakierowaniem na zaspokajanie swoich potrzeb to także cecha niedojrzałości emocjonalnej.
                                    • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:41
                                      Nazwanie kogoś wyrachowanego do szpiku niedojrzałym stawia go w dużo lepszym świetle, w pozycji potencjalnego klienta na kozetkę nie do końca odpowiadającego za swoje czyny, kogoś, kogo trzeba zrozumieć. I powiem Ci - że w to im graj, a leczy się to raczej kiepsko, jeśli w ogóle. Raczej leczyć trzeba ofiary takich typów.
                                      • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:49
                                        No ale wyrachowanie bierze się z niedojrzałościwink Własnie dlatego, że ktoś nie rozumie na czym polegają relacje międzyludzkie. Że wydaje mu się, że osiągnie szczęście takim postępowaniem. A prawda jest taka, że to tylko dojrzałość i dojrzałe relacje mogą dawać prawdziwe, długofalowe zadowolenie. Reszta to iluzje, atrapy, strach przed odpowiedzialnością czyli właśnie owa niedojrzałość.
                                        • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 17:55
                                          Właśnie nie - dojrzeć można też w kierunku egoizmu, nie zakładając równych relacji w życiu, tylko maksymalizację własnej satysfakcji. Taki człowiek nie jest może społecznie pożądany, ale - jak najbardziej dojrzały, szczęśliwy i zrealizowany. Gorzej z jego otoczeniem. Często mocno taki osobnik się wybija z tłumu (nie mówię o mężu autorki). Tak jest też kształtowanych wielu szczególnie chłopców - na zasadzie - bierz, co możesz. Oni wcale nie szukają bliskich relacji, a jak je dostają - to biorą.
                                          • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:02
                                            No ale jeśli piszesz o tym patologicznym egoiźmie to nie możesz powiedzieć, ze taki człowiek jest dojrzały emocjonalnie bo się to wyklucza.
                                            • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:08
                                              Niedojrzałość zakłada niezrozumienie swoich motywacji, co nie ma zastosowania w opisywanym przypadku. Jest to na pewno osobowośc niepożądana społecznie - ale czy patologiczna?
                                              Niestety, większość z nas staje się mniejszym lub większym egoistą, jeśli ma okazję.
                                              • blond_suflerka Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:18
                                                Oczywiście czasem każdy jest egoistą bo nie ma ludzi idealnych. Najważniejszy jest jednak wiodący trend-czy dominuje postawa dojrzała czy nie.
                                                A niedojrzałość nie tylko zakłada nie rozumienie swoich motywacji ale całe spekturym dziecięcych emocji wraz z egocentryzmem, który jak najbardziej ma zastosowanie w tej sytuacji.
    • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:18
      Mam nadzieję, że teraz nie będziesz odkładała decyzji o studiach na nie-wiadomo-kiedy. Życzę konsekwencji.
    • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:19
      Polska jest konserwatywna. Tu się rzadko planuje że córka/żona będzie robić karierę zawodową, pogłębiać wykształcenie. Żona powinna urodzić dzieci, zając się domem, no i oczywiście obskakiwać męża. Ambicje żony uważa się za coś nadmiarowego, za fanaberię. Im większe zero, tym bardziej będzie się starało sprowadzić drugą osobę do parteru.
      Przeszłam przez to na samym początku małżeństwa, kiedy teściowie (zwlaszcza teściowa - gospodyni domowa) nieprzyjemnie zdziwieni że chcę po studiach poglębiać wykształcenie, rozpętali w rodzinie kampanię, jakim to idiotyzmem jest nauka kolejnego języka, powinnam zając się mężem. Nic to rodzinę nie kosztowało, płaciła za mnie firma, dzieci nie było. Rodzina męża uważała że karierę powinien robić ich syn, wszystko się powinno kręcić wokół niego, a ja to mogę sobie pracować, ale ambicji nie powinnam mieć. Życie nie ułożylo się po ich myśli.
      • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:25
        Moi teściowie też głosili podobne mundrości. Skończyło się szybko i megakłótnią, w której mąż był po mojej stronie.
        • makowapanienka2 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 14:14
          Ja miałam podobnie, kiedy powiedziałam mężowi że chciałabym iść na studia wybuchła wielka awantura i mąż się nie odzywał do mnie tydzień. Ja w tym czasie złożyłam papiery na uczelni. Sama się sobie dziwię że byłam taka nieustępliwa bo zazwyczaj z wielu rzeczy rezygnowałam żeby nie było awantur czy cichych dni. Bardzo mi zależało na tych studiach bo mam taką pracę w której niewiele zarabiam i nie daje mi żadnej satysfakcji. Zauważyłam też że mąż chce mnie od siebie jak najbardziej uzależnić i faktycznie, jeśli bym chciała odejść, czy mąż by mnie zostawił to nie mogłabym utrzymać ani siebie, ani dzieci. Mąż zawsze umniejszał moje umiejętności i dokonania co powodowało że miałam (i nadal jeszcze mam) mnóstwo kompleksów, wpędzał w poczucie winy jeśli chciałam coś zrobić dla siebie. Długo tego nie zauważałam i myślałam że jestem do niczego, bardzo rzadko spotykałam się z koleżankami żeby mąż nie był niezadowolony. Teraz kończę ostatnie praktyki i za chwilę będę broniła pracę dyplomową. Pierwszy raz byłam tak pewna siebie i nieustępliwa a studia okazały wcale nie takie drogie bo przez dwa lata dostawałam stypendium za wyniki w nauce więc płaciłam tylko za pierwszy rok. Ja też jestem po czterdziestce i mam nastolatkę i pięciolatka, jeśli autorka jest w moim wieku to niema co czekać a dzieci dorosną, zresztą przecież zostaną pod opieką taty smile Życzę powodzenia i trzymam kciuki żeby się udało
          • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 15:52
            Gratulacje dla Ciebie smile
      • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:32
        > Polska jest konserwatywna. Tu się rzadko planuje że córka/żona będzie robić k
        > arierę zawodową, pogłębiać wykształcenie.
        ?? Cos ci sie pomyliło. Od lat odsetek kobiet z wyższym wyksztalceniem jest w Polsce wyższy niz mężczyzn i nigdy wcześniej nie było takiego nacisku na aktywnośc zawodową kobiet.
        Może i miałas takie doświadczenie ale to nie jest norma.
        • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:40
          Aktywność tak, kariera to brzydkie słowo i wbrew rodzinie. Najlepsza dla kobiety praca jest w urzędzie albo na uczelni. 8-16. O!
          • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:50
            Większośc kobiet tak właśnie wybiera, bo bardziej im zalezy na stabilności zatrudnienia, stałej umowie, stałych godzinach pracy, stałym urlopie, mozliwości wyjścia z pracy juz o 16 niż na karierze i zarobkach.
            Większośc znanych mi rodzin, gdzie sa małe dzieci tak własnie wygląda - ona w urzędzie, budżetówce, szkole, spokojnej administracji, gdzie łatwiej o urlop macierzynski, zmniejszony eat; on rozkręca działalność, albo pracuje w nienormowanych godzinach, użera się z klientem, walczy o sprzedaż i o urlop. Dostaje wiecej kasy, ale za cene czasu, zaangazowania, stresu. Znam tylko jeden wyjątek, gdzie oboje na stanowiskach kierowniczych, zarabiaja po równo, ida łeb w łeb, cala znajomych reszta par z dziećmi wygląda tak jak napisalam.
            I to nie dlatego że "teściowie tak nakazali", tylko tak jest obojgu wygodniej, bo w taki a nie inny sposób dzielą się odpowiedzialnością.
            • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:02
              A mężczyznom nie zależy na stabilności zatrudnienia, na stałej umowie i podobnych bonusach? Każdemu zależy. Akurat w młodszym pokoleniu znam więcej kobiet na stołkach dużo wyższych niż ich mężowie.
              • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:10
                > A mężczyznom nie zależy na stabilności zatrudnienia, na stałej umowie i podobny
                > ch bonusach?
                Z tego co obserwuję wokół siebie to mniej im zalezy. Bardziej im zalezy na pieniądzach, może nawet mniej na kierowniczym stanowisku, ale na zarobkach tak. A wyższe zarobki w oczywisty sposób łącza się z większa odpowiedzialnościa, czasochłonnością, stresem, pracą po godzinach.
                > Akurat w młodszym pokoleniu znam więcej kobiet na
                > stołkach dużo wyższych niż ich mężowie.
                No to ciekawe, najwyraźniej mamy zupełnie innych znajomych. Ja taka równowagę widze do czasu pojawienia się pierwszego dziecka. Od tego momentu znika symetria w zarobkach i przebiegu ściezki zawodowej, może nie na zawsze, ale co najmniej na kilka lat.
                • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:23
                  Bo taka jest "cicha umowa społeczna" i jest to oczekiwane od kobiet - one się mają dopasować do mężczyzny, tzw "rodzina" i jej koszty to one.
                  • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:50
                    > i jest to oczekiwane od kobiet
                    I znowu ta bezosobowa forma... Kto ma te oczekiwania?
                    To takie łatwe zwalic wine za swoje wybory zyciowe na jakies niewidzialne, anonimowe "oczekiwania społeczne".
                    Nie wydaje mi się żeby posiadanie tzw "rodziny" (cudzysłów cytuję za tobą smile było nagradające tylko dla mężczyzny a dla kobiety wyłącznie smutną harówą. Koleżanki która mają dzieci raczej cieszą się tym stanem, maja satysfakcje z potomstwa.
                    Wiec juz nie przesadzajmy że założenie rodziny to taki przygnębiający etap w zyciu kobiety, który tylko kosztuje a nic nie daje w zamian.
                    • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:59
                      Nie mówię, że przygnębiający. Tylko, że koszty posiadania potomstwa do tej pory były rozkładane bardzo nierównomiernie. O ile w przypadku małych dzieci jest to uzasadnione, o tyle starszymi mogą się zająć oboje rodzice równie dobrze. Tylko od małego mamy wbudowaną kalkę - najważniejsza dla kobiety jest rodzina, dom, reszta to dodatek, kariera - chi-chi, jaka kariera, przecież to wymaga pracy kosztem rodziny... Mężczyznom za to stwarza się jak najbardziej komfortowe warunki do rozwoju zawodowego, to parterka ma wspierać a nie mają się wspierać nawzajem.
                      Kosztem jest zazwyczaj dużo niższa pozycja zawodowa kobiety, mniejsze zarobki, mniej ciekawa praca - więc jeśli z czegoś rezygnować, to z jej aspiracji, bo to logiczne. Oczywiście sporo kobiet sobie to racjonalizuje i uwzniośla, ale to zupełnie inna sprawa. Schemat jest bardzo czytelny, ale większość sie daje w niego wciskać, stopniowo najczęściej i czasem na własne życzenie - bo to też jest wygodne. Skutek - pobudka z ręką w nockiku koło czterdziestki.
                      Widać to bardzo wyraźnie na tym forum.
                      • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:09
                        Mamy wdrukowane, im sie stwarza...
                        Znowu to samo. Kto stwarza? Kto ma wdrukowane? Ty? Bo ja nie.
                        Wręcz przeciwnie, ja widzę w mediach lans modelu kobiety nowoczesnej, wyzwolonej, pracującej, niezależnej. Tak jakby bycie w związku, stworzenie rodziny, stworzenie czegos wspolnego i cennego z drugim człowiekiem, było powodem do wstydu. Nie pracujesz zawodowo, tylko zajmujesz się dziećmi? Wstyd, ty kuro i pasożycie.
                        > Oczywiście sporo kobiet sobie to racjonalizuje i uwzniośla, ale to z
                        > upełnie inna sprawa.
                        Tak, ty wiesz najlepiej że tamte kobiety sobie racjonalizują i uzniosłają, a TAK NAPRAWDE (ty przecież wiesz, jak jest naprawdę) marza tylko o tym żeby zapitalac 8 h dziennie z segregatorem pod pachą, generować raporty, pisac pisma i wlepiac oczy w monitor.
                        Raporty, pisemka i dress code to przeciez zawsze tylko własny wybór, ambicja, samorealizacja i rozwój. Zajmowanie się dziecmi, domem, spokojem w rodzinie to zawsze wtłoczenie w schemat, pod przymusem. Naprawdę nie widzisz absurdu swojego rozumowania?

                        Taki lajf, zawsze wybierasz cos kosztem czegoś. Ludzie sa różni, to jest bardzo prywatna i bardzo subiektywna decyzja i może byc zupełnie niezrozumiała dla ludzi z zewnątrz, dlaczego ktoś wybrał coś tam, a nie to drugie. Byc może akurat dla ciebie szczytem szczęścia jest wychodzic codziennie do pracy i spędzac tam pół życia, a dla kogos innego wcale nie jest i to jest szczere, autentyczne, a nie żadne "wciskanie w schemat".
                        • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:16
                          Też typowe - zawsze jak mowa o pracy zawodowej i rozwoju, zaraz pojawiają się korpo-segregatory i zapitalanie. Tudzież umniejszanie wartości tego wszystkiego wink. Jeszcze może gdzieś wylezie kasa w Biedronce czy Realu i niesłusznie piętnowane acz bardzo cenne dla cywilizacji "kury domowe". Bardzo typowe gadanie, przykro mi.
                          Ciekawe, że mało kiedy w taki sposób ludzie oceniają pracę zawodową mężczyzn, raczej dotyczy to kobiet. Na mężczyznę nawet zapitalającego w tej Biedronce na samym dole patrzy się przychylnie i ze zrozumieniem - przecież on pracuje dla swojej rodziny wink

                          Piszę "się" myśląc o tzw szerszej opinii i kodach kulturowych - negujesz ich istnienie?
                          • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:25
                            > Też typowe - zawsze jak mowa o pracy zawodowej i rozwoju, zaraz pojawiają się k
                            > orpo-segregatory i zapitalanie.
                            Bo większośc ludzi tak pracuje. Może z 80% wykonuje jakies papierkowe prace w firmach albo sprzedaje. Nie zgadzasz się z tym?
                            Bardzo typowe gadanie, pr
                            > zykro mi.
                            Nie wiem dlaczego ci przykro, mnie nie jest. I właściwe co jest takie typowe - stwierdzenie że można podejmować rożne decyzje w życiu, nawet niezrozumiałe dla innych? No faktycznie, bardzo kontrowersyjne.
                            > w taki sposób ludzie oceniają pracę
                            Jacy ludzie? Którzy?
                            > patrzy się przychylnie
                            Kto patrzy? Ty osobiście?

                            > Piszę "się" myśląc o tzw szerszej opinii i kodach kulturowych - negujesz ich is
                            > tnienie?
                            Tych kodow i opinii sa dziesiątki, nie ma jedynie słusznego, jednego i obowiązującego powszechnie modelu. Negujesz ten fakt?
                      • hellulah Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 18:32
                        I dodam, że tym większym dzieciom przyda się BARDZO wzorzec rodzica kontynuującego naukę.
                      • landora Re: Mąż mi dziś powiedział.... 29.09.13, 13:00
                        Kobiety same się w ten schemat wciskają - pięknie to widać na przykładzie urlopów ciążowych, rocznych macierzyńskich i generalnego stosunku do mężczyzn - mam na myśli wątki typu: "czy wasz mąż potrafi ubrać dziecko?" I wiele kobiet oczekuje, że mąż będzie zarabiał, a ona będzie z dziećmi w domu, i nie rozważają nawet innej ewentualności.
            • merit_p Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:14
              Jeśli obojgu jest tak wygodniej, nie mam nic do tego. Oczekiwane jest, ze kompromis zawsze oznacza z definicji rezygnację kobiety ze swoich ambicji na rzecz rozwoju zawodowego mężczyzny, a koszty związane z rodziną są przyszpilone do kobiety, to już nie jest OK.
        • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:51
          Co innego wyższe wykształcenie (zwlaszcza teraz), co innego kariera. Mylisz aktywność zawodową z karierą.
          Powyższe wypowiedzi świadczą jak niewiele się zmieniło.
          • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:55
            Odniosłam sie to twojej wypowiedzi, jakoby w konserwatywnej Polsce nie kładziono nacisku na wykształcenie córek. Co nie jest prawda, bo wszekie statystyki temu przeczą.
            A co do rozważań o "karierze", to zauważ że 90% mężczyzn też nie robi żadnej kariery, po prostu sa aktywni zawodowo i zarobkowo, tak jak i kobiety.
            • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:12
              Ja akurat pisałam o pogłębianiu wykształcenia (wyższego) córek/żon. To że kobiety się jednakowoż kształcą bardziej od mężczyzn nie świadczy o tym, że społeczne poglądy, w masie, są nowoczesne, tylko o determinacji kobiet i lenistwie mężczyzn. Mężczyźni owszem robia kariery, łatwo awansują, łatwiej niż kobiety dostają wysokie stanowiska, choć na studiach mają gorsze wyniki.
              Anegdotka z miasta: spotykam kolegę, którego córka chlubnie kończy dobre studia, gratuluję, mówię, że dobrze by było gdyby piątkowa studentka dostała potem dobrą pracę. Na to znajomy "Taaak, pójdzie do pracy i trafi na trójkowego szefa" Głos ludu.
              • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:31
                > Ja akurat pisałam o pogłębianiu wykształcenia (wyższego) córek/żon.
                Nie rozumiem co masz na myśli, serio.
                > To że kobie
                > ty się jednakowoż kształcą bardziej od mężczyzn nie świadczy o tym, że społeczn
                > e poglądy, w masie, są nowoczesne, tylko o determinacji kobiet i lenistwie m
                > ężczyzn.
                Nie wiem na jakiej podstawie wyciągasz takie, wnioski, moim zdaniem sa zupełnie nieuzasadnione. Widziałam kiedys wyniki badań (niestety nie potrafię przytoczyć źródła) preferencji rodziców odnośnie wykształcenia dzieci. I zarówno rodzice córek jak i synow gorąco pragna dla swoich dzieci wykształcenia wyższego, nie ma tu żadnej rożnicy.
                Ten twój głos ludu to głos jednego znajomego smile
                • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 13:39
                  Dla zainteresowanych:
                  "Aspiracje edukacyjne najsłabiej różnicuje płeć. Rodzice oceniają, że córki realnie mogą osiągnąć wyż-szy poziom wykształcenia niż synowie (średnia w grupie dziewczynek wynosi 7, 02 a w grupie chłop-ców 6,66; F(1,476) = 6,556, p < 0,05)."
                  eduentuzjasci.pl/images/stories/analizy/IBE_Analizy_Kozlowski-Matczak-04-2012.pdf
                • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 15:56
                  Nie słyszałaś że po studiach można się uczyć dalej? Pisałam o swoim kursie języka, który spotkał się z oporem teściów.
                  • fomica Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:03
                    Czyli sugerujesz, że rodzice którzy bardzo pragną aby ich córki miały wyższe wykształcenie (kilkanaście lat nauki) nagle znienacka stana okoniem gdy córki przyjda z pomysłem rocznej podyplomówki lub szkolenia zawodowego? No prosze cię big_grin
              • bri Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 14:13
                Ja akurat pisałam o pogłębianiu wykształcenia (wyższego) córek/żon. To że kobie
                > ty się jednakowoż kształcą bardziej od mężczyzn nie świadczy o tym, że społeczn
                > e poglądy, w masie, są nowoczesne, tylko o determinacji kobiet i lenistwie m
                > ężczyzn.

                To jest tylko Twoja interpretacja. Niektóre kobiety kształcą się właśnie po to, żeby nie musieć się brać do roboty, a niektórzy mężczyźni nie kształcą się, bo np. postanowili jak najszybciej iść do pracy, żeby ulżyć rodzicom albo dlatego, że tego właśnie od nich wymagano.
                • kol.3 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 15:58
                  To nie jest moja interpretacja. To są oficjalne polskie statystyki., które mówią że odsetek kobiet po studiach jest w Polsce wyższy niż mężczyzn i że kobiety osiągają na studiach lepsze wyniki.
                  • bri Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 16:16
                    Twoją interpretacją jest ocena tych statystyk - czyli lenistwo mężczyzn. Nie jest to jedyny możliwy powód nieukończenia studiów. Np. ja nie poszłam na dziennie studia, bo poszłam do pracy, a poszłam do pracy dlatego, że zdawałam sobie sprawę, że utrzymywanie mnie przez kolejnych kilka lat będzie dla moich rodziców poważnym obciążeniem.
    • yuka12 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 27.09.13, 12:47
      Moj M. tez mi rozne teksty walil, jak zaczelam pracowac. Ale potem okazalo sie, ze chociaz obydwoje pracowalismy i studiowalismy (bo kilka miesiecy po podjeciu pracy zaczelam roczne studia), ani dom ani zycie rodzinne (mamy dwojke dzieci wczesnoszkolnych) nie ucierpialy. Ja czuje sie lepiej i on jest ze mnie dumny smile.
    • lady-z-gaga wysiadam 27.09.13, 13:01
      poczytałam stare posty Mwiktorianki (ten link to tylko jeden przykład) i widzę, ze marnowałam czas w tym wątku

      forum.gazeta.pl/forum/w,16714,89603732,,Co_o_tym_sadzicie_dziewczyny_.html?v=2
      • mwiktorianka Re: wysiadam 27.09.13, 19:17
        Dziękuje Wam za wszystkie odpowiedzi.
        blond_suflerka i merit_p macie bardzo dużo racji.

        To nie jest tak, że ja z mężem nie rozmawiałam o tym. Rozmawiałam wiele razy, nie twierdzę, że mi kategorycznie zabronił (zresztą jak można czegoś zabraniać dorosłej osobie), ale nigdy nie odniósł się do tego pozytywnie.
        Nie zrobił też nic aby pomóc mi zrealizować mój plan. Chyba miał nadzieję, że nie mając pomocy i widząc jego niechęć dam spokój.
        Ale ja co jakiś czas ponawiam temat bo wierzcie mi te studia są mi potrzebne.
        Obecnie pracuję w przedszkolu na stanowisku :pomoc.Do moich obowiązków należy sprzątanie, podawanie posiłków, zmywanie naczyń , a także opieka nad dziećmi tzn pomoc nauczycielce w tym, ale wiadomo, że od czarnej roboty jestem ja. Oraz sporo innych rzeczy.
        Uwierzcie mi, że po 8 godzinach takiej pracy można paść na przysłowiowy pysk. A to wszystko za najniższą krajową.
        Mając takie zarobki nie ma mowy o równości finansowej szczególnie, że u nas o wydatkach decyduje się w takim stopniu w jakim się zarabia.

        Jeśli chodzi o dopilnowanie dzieci, to ja jestem typem matki kwoki, która myśląc o zrobieniu czegokolwiek dla siebie (co zdarza mi się niezwykle rzadko) najpierw myśli o dzieciach, rodzinie po 1000 razy analizując czy nie ucierpią na tym.
        Ciągle myślę o dzieciach ,a nie o sobie, doszło do tego, ze jestem sfrustrowaną babą.
        Myśląc o studiach myślę przede wszystkim o dzieciach, o tym, że będę miała możliwości większych zarobków, że moje dzieci na pytanie kim jest twoja mama będą mogły odpowiedzieć, przedszkolanka, a nie sprzątaczką.
        Może to głupie, ale ja mam z tego powodu ogromne kompleksy, wstydzę się tego.
        Może dlatego, że w środowisku, w którym pracuję, a przynajmniej w tym miejscu, ktoś na takim stanowisku jak ja jest nikim.
        • vilez Re: wysiadam 27.09.13, 19:20
          Idź na te studia i to szybko. Męża postaw przed faktem dokonanym. Pracujesz, więc się dokładasz do budżetu. Z nikim już tego nie negocjuj, nikomu niczego już nie tłumacz, tylko to ZRÓB.
        • lady-z-gaga Re: wysiadam 27.09.13, 19:30
          Zabawne, że piszesz to akurat pod moim postem.

          Rozmawiałam wiele razy, n
          > ie twierdzę, że mi kategorycznie zabronił (zresztą jak można czegoś zabraniać d
          > orosłej osobie), ale nigdy nie odniósł się do tego pozytywnie.

          Bo ja własnie zalinkowalam jedną z Twoich wczesniejszych wypowiedzi, z tym fragmentem:

          .Otóż mój mąż najpierw mówił(jako pierwszy)o
          dziecku,studiami jest wręcz zachwycony,twierdzi,ze wreszcie
          zmądrzałam,bo tak dalej pracować nie mogę(stanowisko),
          ale
          jednocześnie choc nadal twierdzi,że barzo chce mieć dziecko zaczął
          wymieniać przeszkody(za male mieszkanie itd.),nie twierdzę,że
          wszystko jest idealnie bo nigdy tak nie jest,gdybym aż tak
          drobiazgowo rozpatrywała wszystkie za i przeciw posiadaniu dzieci to
          pewnie nadal byłabym bezdzietna.Jestem typowym przykładem matki dla
          której dzieci sa najważniejsze,pracuję bo musze zarabiac.Mąż namawia
          mnie na studia choc nie musi bo to była moja decyzja,ale uważa,że
          moge pracowac i studiować,
          a ja wiem,że nie dam rady bo kiedys bardzo
          dawno temu próbowalam i nie dalam rady.


          Wiem, że to było kilka lat temu. Jednak generalnie przedstawienie konfliktu w dzisiejszym wątku jest obrzydliwą manipulacją - w Waszym małżenstwie jest mnóstwo problemów, a Ty opisałas tylko mały wycinek. I na tej podstawie niektore forumki napisały juz powieść w odcinkach o paskudnym mężu-szowiniście, szkoda tylko, ze to kompletne s-f.
      • mwiktorianka Re: wysiadam 27.09.13, 19:22
        I naprawdę uważasz, ze na podstawie kilku postów, sytuacji wyciętych z życia można kogoś osądzać? Masz rację osądzać najłatwiej, szczególnie jeśli się nie było w takiej sytuacji.
        • araceli Re: wysiadam 27.09.13, 19:33
          mwiktorianka napisała:
          > I naprawdę uważasz, ze na podstawie kilku postów, sytuacji wyciętych z życia
          > można kogoś osądzać?

          To nie kwestia osądzania tylko prawdomówności.
        • lady-z-gaga Re: wysiadam 27.09.13, 19:40
          Nie, to Ty uważasz - i chcesz tego - aby na podstawie jednego Twojego postu osądzać Twojego męża. Chociaż historia kupy się nie trzyma w kontekscie Twoich pozostałych wypowiedzi.
          • jematkajakichmalo Re: wysiadam 27.09.13, 22:38
            Tylko wez pod uwage to, ze to bylo na poczatku 2009 roku, czyli prawie 5 lat temu... przez ten czas moglo sie spooooro zmienic.
            • araceli Re: wysiadam 28.09.13, 12:18
              jematkajakichmalo napisała:
              > Tylko wez pod uwage to, ze to bylo na poczatku 2009 roku, czyli prawie 5 lat te
              > mu... przez ten czas moglo sie spooooro zmienic.

              Fakty się zmieniły? 'Studiami jest wręcz zachwycony' zmieniło się w 'nigdy nie odniósł się do tego pozytywnie'? Bardzo ciekawe to 'nigdy'.

              Autorka kręci i tyle.
              • zolla78 Re: wysiadam 30.09.13, 16:30
                araceli napisała:
                > Fakty się zmieniły? 'Studiami jest wręcz zachwycony' zmieniło się w 'nigdy nie odniósł się do tego pozytywnie'? Bardzo ciekawe to 'nigdy'.>
                > Autorka kręci i tyle.>

                Każdy chyba trochę tu kręci opisując swoje sprawy smile
                Nie znamy wszystkich faktów, ale patrząc na całokształt wypowiedzi autorki to można z pewnym prawdopodobieństwem ułożyć w dwie całkiem składne historie:

                1. rok 2009 - mąż studiami zachwycony, bo wie że autorka nie pójdzie, bo sama uczciwie mu mówi, że nie da rady łączyć opieki nad dziećmi, domem i pracy ze studiami. Zatem teoretycznie wspiera, ale faktycznie nie. Żeby na pewno nie poszła, wpada na pomysł 4 dziecka, autorka też się cieszy na to, ale wpada przy tej ojazji na pomysł połączenia wychowawczego ze studiami. Mąż z tego pomysłu niezadowolony, nie powiedział jej tego wprost, że tu o studia chodzi, ale za to odmówił dziecka. Wszystko tym sposobem wracało do stanu akceptowanego przez męża, tj. że ona wykształcenia wyższego mieć nie będzie.
                Potem może sobie pomyślał, że jak już dziecko będzie to jej się odwidzi, bo wiadomo, że ono wtedy najważniesze i czasu nie będzie, a poza tym ona o studiach już nie gada. A autorka w skrytości liczy, że jak mąż zobaczy, że nawet z małym dzieckiem to organizacyjnie jest możliwe to zmieni zdanie. Nie rozumie, że tu nie o logistykę do końca chodzi. I tak jest rok 2013, dziecko jest, a ona do pomysłu wraca. No to musiał wyciągnąć inne działa by na te studia nie szła. I stąd teksty o robieniu ich na koszt rodziny i że kasy nie da.

                2. mąż faktycznie w 2009 roku zachwycony bo dzieci odchowane, finansowo jako tako itp. ale ona się zdecydować nie może. Proponuję inną alternatywę życiową w postaci 4 dziecka, ona jest za, ale potem wpada na pomysł studiów na wychowawczym. Z jakiś nieznanych nam względów, ale całkiem racjonalnych, może finansowych albo logistycznych mąż uważa, że albo jedno albo drugie. Autorka przestaje mówić o studiach, zatem wraca temat dziecka. Mąż przekonany i niejako słusznie, bo autorka wątku nie zaprzecza, że zdecydowała się na dziecko a nie na studia. Jest 2013 r. dziecko jest, a ta ,że jednak pójdzie. I mąż jest zły i słusznie, że nie na to się umawiali i stawia go niejako przed faktem dokonanym.

                Gdzieś ostatnio czytałam na necie, że jakieś badania wykazały, że mężczyźni są zadowoleni, z porażek partnerek, a kobiety odwrotnie. Może coś w tym jest.
                • tosterowa Re: wysiadam 30.09.13, 18:57
                  Z tych wątków autorki to najbardziej prawdopodobna jest niestety ta wersja, że ona od przynajmniej kilku lat mękoli o tych studiach, kompleksach związanych z wyższym wykształceniem i tym, że chciałaby "ale ale ale...". I nic z tego biadolenia nie wynika, 4 lata temu tym "ale" była opieka nad dzieckiem, 3 tyg. temu DDA, 2 tyg. temu - jak forumki dały jej pozytywnego kopa i wsparły w decyzji o podjęciu studiów - stwierdziła, że spoko, ale nie w tym roku, bo kasy nie ma (to po co było wątek zakładać i w ogóle zastanawiać się nad tym?), a tydzień temu niedobry mąż, którego głównym przewinieniem jest to, że za nią papierów na uczelnię nie zawiezie i najlepiej żeby pewnie jeszcze to on chodził na zajęcia. Ona po prostu nie chce tych studiów zaczynać, zapewne dlatego, że się boi, że sobie nie da rady i zawiedzie samą siebie i otoczenie, ale to są problemy wynikające z niej samej i to nad nimi powinna popracować, a nie znajdować sobie milion wymówek i zwalać wszystko na zewnętrzne czynniki, które wcale nie są takie straszne. Inaczej nigdy nie zrobi kroku do przodu.
                  • pade Re: wysiadam 01.10.13, 09:53
                    Halo!! Autorka jest po zawodówce! Ale nie spoczęła na laurach, tylko poszła do liceum, i zdaje się, miała już dziecko/dzieci jak zdawała maturę.
                    To znaczy, że jest pracowita i ambitna, i bardzo zaradna, bo ogarnąć czwórkę dzieci plus dom i pracę nie jest łatwo.
                    Autorce nalezy się szacun. A wątpliwości każdy ma prawo mieć.

                    Mwiktorianka, idź na studia! Dasz radę, bo kto jak nie Ty?smile
                    • lady-z-gaga Re: wysiadam 01.10.13, 10:21
                      > Autorka jest po zawodówce! Ale nie spoczęła na laurach

                      bo nie było na czym spoczywać
        • ola33333 Re: wysiadam 27.09.13, 20:07
          mam kolezanke po studiach zaocznych na pedagogice i pracuje wlasnie w przedszkolu jako nauczycielka. Same studia nie byly zbyt ciezkie - tak przynajmniej mi mowila, a miala w tym czasie juz swoje male dziecko.
    • niezapominajka197821 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 28.09.13, 21:50
      Jakbym czytala o sobie :o( tylko sie nie daj!!!
    • allatatevi1 Re: Mąż mi dziś powiedział.... 30.09.13, 17:15
      czyś Ty oszalała?
      Chcesz czekać rok?? Zapisz się na studia w tym roku!
      Zapytaj w dziekanacie - może można rozłożyć czesne na raty miesięczne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka