Dodaj do ulubionych

mur berlinski:(

09.02.05, 17:52
Ech. Nie chce mi się juz nawet próbowaćsad( Czy Wy tez napotykacie taki mur
obojętności M. kiedy idzie o dzieci? Jestem fajna póki nie mam wymagań a już
broń Boże takich co stają w sprzeczności z tym co dotyczy dzieci. Jak tu nie
czuć się sfrustrowaną kiedy jedynym Twoim zadaniem to nie przeszkadzać i
zejść z drogi PRIORYTETOWI?sad(( No, możesz się ewentualnie podczepić z tyłu,
byle byś nie była za ciężka, ale to nasz wózek więc jedziemy tam gdzie my
chcemy.

A jak Ci się nie podoba to won, nie mamy przyszłości, to nie ma sensu, jedyne
rozwiązanie to... ja nie mogę się angażować z kobietą która nie akceptuje
moich dzieci itp itd. Ja nie akceptuje jego dzieci?! Ja nie akceptuje JEGO
świętojebliwości wokół nich, reszta to rezultat, akurat tak mi się
zogniskowała frustracjasad(

Mam już tego dość. Nie chcę żyć w wiecznym cieniu potrzeb innych ludzi. Ze
wszystkim jestem sama bo Tatuś jest Tatusiem i przecież nie będzie marnował
swego cennego czasu na jakieś tam pierdoły typu odebrać mnie z ulicy co by mi
dupa nie marzła jak się samochód rozkracza na środku drogi albo przytargać
coś ciężkiego do domu bo przecież ja to mogę zrobić jak on układa klocki i
spędza tzw. "wartościowy czas rodzinny". Jeszcze tylko zbierają mi się joby -
łącznie z tymi na forum.

A w dupie z tym wszystkim! A teraz sobie używajcie Milchy i inne.
Obserwuj wątek
    • ania_rosa Re: mur berlinski:( 09.02.05, 17:59
      napij się wina lub idź na siłownię. A najlepiej do kina, jeśli Jesteś asportowa.
      Zanim usłyszysz od życzliwych słynne "wiedziały gały, co brały"wink napiszę Ci
      tylko, ześ zwykły czlowiek i jako taki masz prawo nie wyrabiać.
      Wartosciowy czas rodzinny tylko wtedy jest wartościowy, kiedy nie stoi za nim
      szary wyrobnik, który umożliwia innym spędzenie tego czasu.
      Nie daj sobie wchodzić na głowę, bo bedzie jeszcze cięzej.
      pozdrawiam
      Rosa
        • jayin Re: 10.02.05, 09:28
          Dobrze napisane, kammik wink Podoba mi się to wyrażenie o gejszywink

          Można się poświęcać w imię... (tu sobie wstawić co się żywnie podoba), ale BEZ PRZESADY. Nie można WYŁĄCZNIE rezygnować ze swoich potrzeb, życia, planów, marzeń - żeby ktoś inny mógł realizować swoje kosztem tej rezygnacji. Można iść na kompromisy - ale nie całkowicie godzić się na wszystko, BO TAK TRZEBA i TAK DLA NIEGO BĘDZIE LEPIEJ/ŁATWIEJ. Kobiecie też się należy czasem to "lepiej i łatwiej".

          A postawa typu: "Jak ci się nie podoba, to nikt cię tu nie trzyma" jest jakaś lekko żałosna. To w końcu takiemu facetowi zależy na kobiecie, czy nie? Skoro aprobuje jej ustępstwa i odstępstwa od JEJ potrzeb, a sam nie potrafi nawet w połowie się tym jej "odwdzięczyć" - to po co mu ta kobieta, jeśli jej potrzeby i oczekiwania są sprzeczne z jego własnym pomysłem na życie?...

          Powtarzałam to już tutaj wielokrotnie, ale powiem jeszcze raz: faceci są arcywygodni. A każdą prośbę, żądanie związane z tym, że facet musiałby zmienić swój "grafik zajęć" albo przyzwyczajenie - nawet nie całkowicie - ale trochę nagiąć je, żeby kobiecie było łatwiej czy lepiej - traktują jako zamach na własną niezależność i się denerwują, że "baby mają fanaberie, a tak w ogóle to jak im się nie podoba, niech sobie znajdą faceta bardziej kompatybilnego z ich potrzebami". To ostatnie - to może i racja?...wink

          Jasne, że w 100% nie można prawie nigdy dawać sobie tego, co jest potrzebne drugiej osobie - ale istnieją kompromisy. Tylko do nich potrzeba zaangażowania i dobrych chęci DWÓCH osób. Inaczej szlag wszystko trafia.

          pozdr. ciepło

          J.
    • m-m-m Re: mur berlinski:( 09.02.05, 19:17
      A jak Ci się nie podoba to won, nie mamy przyszłości, to nie ma sensu, jedyne
      rozwiązanie to... ja nie mogę się angażować z kobietą która nie akceptuje
      moich dzieci itp itd.


      Wiesz co? Faceta trzeba po swojemu wychować i nauczyć go by dostrzegał także
      Twoje potrzeby. Ja robiłam to bez ogródek: mówiłam po prostu, że musi mi pomóc
      w takiej to a takiej sprawie. Natomiast nie mówiłam, że potrzeby pasierba są
      mniejsze niż moje, nie stawiałam antagonizmu: zabierz mnie z dworu, a nie siedź
      z dziećmi; mówiłam tak: przyjedź tu i tu, bo potrzebuję Twojej pomocy, wiem, że
      jesteś zajęty, ale sama sobie nie poradzę. Poza tym uważam, że panom trzeba
      stale przypominać, że się jest. To takie dziwne stwory, które nie mają w
      naturze automatycznej pomocy, tylko jej udzielają na wyraźną prośbę. I nie
      obrażaj się na to, tylko konsekwentnie mów czego oczekujesz ty jako Ty (nie
      porównuj się z dziećmi i ich potrzebami). Facet pewnie czuje się atakowany, że
      czas poświęca dzieciom, a nie Tobie zamiast czuć się atakowanym za brak empatii
      wobec Ciebie. Dlatego broni swego stanowiska i stawia sprawę na ostrzu noża. Z
      moich doświadczeń: dopiero po jakichś dwóch latach bycia z M. zaczęłam mówić mu
      otwarcie co sądzę o wychowaniu pasierba, po prostu musiała między mną a M ,
      powstać taka więź, która przetrzymała moje słowa krytyki wobec chłopaka. On
      odbierał to jako atak na biedne dziecko i dopiero po jakimś czasie powoli, po
      kawałeczku coraz więcej miałam do powiedzenia. Teraz relacje są wyrównane: ja
      zawsze mówię, co myślę o pasierbie (a zdarza mi się nawet go bronić, bo widzę,
      że M. traci do niego czasem cierpliwość) i M. bierze to pod uwagę. Ale to nie
      stało się z dnia na dzień, to potrwało parę lat.
    • gosza26 Re: mur berlinski:( 09.02.05, 19:29
      Trochę nie w temacie, ale napewno o tym ,że wszyscy maja takie same prawa i
      obowiązki...

      Kilka dni temu wśród moich koleżanek wywołałam szok. Jedna z nich rzekła iż
      gotuje się ,,pod męża,, a tego czego on nie je nie gotuje się. Myślałam, że się
      przesłyszałam i kazałam sobie powtórzyć. Okazało się,że się nie
      przesłyszałm...No wiec ja uświadomiłam drogie rozmówczynie, że nic bardziej
      mylnego. Gotuję to co lubimy wszyscy i każdy powiniem poznać nowe potrawy, a
      jak nie smakuje to nie jeść. Patrzyły na mnie jakbym im matkę zabiła gazetą.
      Ciekawe dlaczego???
      • capa_negra Re: mur berlinski:( 10.02.05, 09:57
        O faktycznie dobre z tym gotowaniem.
        Pan Mąż ma mieć ugotowane to co jemu odpowiada i moze jeszcze o dowolnej porze
        podane na stół???
        Niedoczekanie...smile
        Sa potrawy, których nie jem ja , sa takie których on nie jada - te
        przygotowujemy każde sobie we własnym zakresie.
        Staramy sie jadac razem, ale jeśli któregos nie ma w porze obiadu, to sobie go
        bierze kiedy mu pasuje - mikrofalówka to cudowny i nieskomplikowany wynalazek
        smile
        Twoja koleżanka dogadała by sie z moja - u niej w domu tez jada sie tylko to co
        jada mąż i nie ma, że komus nie smakuje - ma jeść bo tatus zarobił.
      • lilith76 Re: mur berlinski:( 10.02.05, 10:11
        coś w tym jest - u mnie w kuchni jest kompromis, choć ile razy nasłuchałam się,
        że znowu wrzuciłam do zupy pora, a on się porem brzydzi i trzeba go teraz
        wyciągać z zupy i to moimi rękami. okrutna, nie chcę tego robić.
        czasami gotuję coś co tylko ja lubię, a czym się M brzydzi totalnie i wtedy on
        jada na mieście.

        inna sprawa kiedy są dzieci - trawestując inżyniera Mamonia jadają tylko to co
        już kiedyś zjadły (kilka potraw) i to tak ugotowane jak to robi mama albo tata.
        najmniesze odstępstwo do przepisu grozi nie zjedzeniem potrawy. kiedy
        usłyszałam, że mama gotuje dwie wersje obiadu - to co lubi Mała i to co lubi
        Mały, wzruszyłam ramionami. dobrze, że to tylko dwa weekendy w miesiącu i wtedy
        w kuchni króluje M - jako znawca cudownych receptur na potrawy zjadliwe dla
        jego dzieci.
        • ania_rosa Re: mur berlinski:( 10.02.05, 11:04
          No niestety coś jest w tym "gotowaniu pod meża", a stwierdzam to jako
          zaprzysiężona od dawien dawna feministkawink Otoż w pierwszym małżeństwie
          gotowałam, co mi się żywnie podobało i problemem drugiej strony był
          dylemat "jeśc czy nie jeść". Muszę oddac sprawiedliwośc Eksowi, że głównie
          jednak wybierał opcję "jeść"wink
          Teraz jest okropnie- jestem w związku z człowiekiem, który ułozył sobie
          kulinarna listę wildsteina, nie ma mowy o otwieraniu się na nowe smaki, a
          jedyne produkty, których nie ma na liście to bułki, mleko i bigos. Dramatem
          jest gotowanie posiłków, uwierzcie.
          Efekty łatwo przewidzieć: w ciągu roku utyłam o 10 kg.
          Nie mam sił na prowadzenie dwóch oddzielnych kuchni. Moja jedyna nadzieja to
          ta, że Niemąz trafi w końcu do jakiegoś lekarza, a ten na niego huknie i
          autorytarnie nakaże zmienić dietę.
          I to spotkało mnie, mistrzynię gotowania, o której kolacyjne zaproszenia
          niektórzy się zabijali. Zycie jest jednak cholernie niesprawiedliwewink
          Rosa
          • gosza26 Re: mur berlinski:( 10.02.05, 13:21
            Ja mam troszkę łatwiej bo to Niemąż otworzył przede mną ,,kulinarne
            przestworza,,. Z kuchni rodzinnej wyniołam tylko kilka przypraw i umiejętność
            gotowania tylko tradycyjnych, cięzkich polskich potrawsad Na początku to ja
            musiałm sie usmiechac do kuchni Nimęża(a gotuje wspaniale). Teraz on musi
            uśmiechac się do mojej.Póki co jest zadowolony. Narzeka tylko Młody. Ostatnio
            poskarzył sie koledze, że chciałby zjeść w domu cos polskiegosmile)No to mu
            zrobiłam mielone. Wilk syty o owca całasmile))

            P.S Co do tego, że odeszłyśmy od problemów balladynki...Mnie sie wydaje, że nie
            zupełnie. Po co wygłaszc po raz kolejny porady ,,ogólnozyciowe,, ? Czasami
            lepiej napisać cos o zwykłej codzienności, o tym co daje nam radość. Mysle, że
            wtedy to bardziej może przemówić i pozwoli zweryfikować swoje i partnera
            poczynania.

            pozdrawiam
    • pom Re: mur berlinski:( 09.02.05, 20:29
      Jeśli tak... no cóż.
      Godności trochę, mniej żebrania.
      O pomoc, o uczucia, o zaopiekowanie się.
      Jeśli jego poczucie winy wobec dzieci jest tak wielkie, że przesłanie wszystko
      inne, to albo niech idzie do psychoterapeuty albo w diabły.
      Naprawdę.
      Można mieć problemy, czuć się czasem odrzuconą.
      Ale nie w tej skali.
      Nie w tej.

      I niech sam sobie nosi te pieprzone siaty.

      Albo się czyta Hegla
      albo zarabia na Diora
      • balladynka Re: mur berlinski:( 09.02.05, 20:50
        Ja to juz nawet nie prosze o pomoc czy czas czy cokolwiek jakby mialo to cos
        kosztowac dzieci. Po prostu wiem, ze nic z tego. A wszystko ubrane w wygodne
        ubranko bajki o kopciuszku i wrednej macosze, ktora by mogla ale nie chce oraz
        poszkodowanym w tym wszystkim tatusiu, ktory by chcial ale nie moze. Ale tak
        sie zlozylo ze zadzwonilam po pomoc bo nie wiedzialam, ze pojechal do szkoly do
        nich po costam. Nie powiedzial mi o swoich planach po prostu. No i zle sie
        wstrzelilam z telefonem. I jestem po prostu zla, ze dalam mu te mozliwosc zeby
        mi znowu pokazal gdzie moje miejsce. Bo normalnie nigdy bym nie poprosila w
        takich sytuacjach.
          • balladynka Re: pytanie do balladynki 09.02.05, 21:29
            Nie wiem co on sobie myslisad Wyglada na to, ze teraz to mu chyba tylko
            przeszkadzam w odnajdywaniu sie jako Tata. Nie wiem co myslal kiedys, chociaz
            teraz po prostu coraz bardziej watpie czy kiedykolwiek chcial zakladac ze mna
            nowa rodzine. Gdyby tak bylo to jakos dazylby chyba do uregulowania swojego
            stanu cywilnego. Ale on mi zawsze mowi, ze gdybym ja byla inna w temacie jego
            dzieci to i on widzialby nasza przyszlosc razem a tak to nie widzi. Ja mu na
            to, ze gdyby on sie bardziej zaangazowal w nasz zwiazek i jakos usankcjonowal
            jego istnienie (a "nieistnienie" poprzedniego), juz nawet nie na papierze ale
            emocjonalnie, w swoim sercu i glowie, to i ja bym miala wiecej serca dla tych
            dzieci bo nie postrzegalabym je jako zagrozenie dla siebie. Kazda z nas chyba
            chce byc najwazniejsza a przynajmniej myslec ze jest. Ja naprawde nie jestem
            zlym czlowiekiem i chcialabym zeby mi to tak nie przeszkadzalo a tu taka dupa z
            tego wszystkiegosad One mnie nawet wzruszaja i mam ochote zrobic cos cieplego
            dla nich, zaprzyjaznic sie, normalnie, po ludzku, ale nie moge jakos przy tym
            wszystkim. Taka jest nawet glupia sytuacja, ze jestem oschla (nawet nie dla
            dzieci tylko dla niego) jak M. jest w okolicy ale jak jestem sama z dziecmi to
            moge sie zdobyc na wiele i jest calkiem OK. Tak jakbym nie chciala przy nim
            okazac slabosci. Nie mam pojecia dlaczego. Ale psycholog pracuje wiec moze cos
            wymyslismile

            To jest czlowiek, ktory nie lubi konfliktow. Dlatego ucieka. Mysle, ze
            najidealniej dla niego byloby gdybym byla takim slodkim debilkiem, ktory sie
            zawsze usmiecha, niczego nie ma za zle, nic nie wymaga i go nie krytykuje, nie
            boli go glowa, nie choruje, nie jest naburmuszony itd.

            Miedzy nami jest znaczna roznica wieku (ale nie zabojcza uniemozliwiajaca
            zakladanie nowej rodziny). Od Eksi odszedl jak byly bardzo male wiec to nie
            jest nawet tak, ze nie chce znow przechodzic przez pieluchy i nocne placze, bo
            nigdy ich nie mial. Wrecz teraz odkrywa uroki ojcostwa i stac go na wiele
            wyrzeczen.

            Podsumowujac, nie wiem co o tym wszystkim myslec.
            • lideczka_27 Re: pytanie do balladynki 09.02.05, 21:50
              balladynko, zdaje mi się, że facet strasznie wygodny jest, żeby nie powiedzieć:
              wygodnicki... Odszedł, gdy dzieci były małe, sporo "roboty” go ominęło. Teraz
              nadrabia. Ale pojawia się problem, sytuacja, gdy trzeba się określić - ba -
              działać! i znowu mu nie pasuje? Ja rozumiem, że faceta kochasz i wiem, że teraz
              żadne tam "daj sobie spokój" w grę nie wchodzą, ale nie mogę oprzeć się
              wrażeniu, że za jakiś czas przylecisz i napiszesz: "kiedyś byłam macochą a
              teraz jestem szczęśliwa". Jesteś drugoplanowa. W zdrowym układzie (wg mnie)
              dzieci i partnera traktuje się na równi - obdziela się miłością (tak różną
              przecież, ale nie znaczy, że gorszą, lepszą), swoim czasem, troską...
              Próbowałam sobie wyobrazić Ciebie jako matkę Waszego dziecka i samo dziecko.
              Gdzie bylibyście w tym wszystkim? Czy nie na drugim miejscu, bo Twoje
              musiałby „płacić”, że pochodzi z pełnej rodziny??? Facet ma ogromne poczucie
              winy i nie jest gotowy do związku - takie jest moje zdanie. Rani Cię okrutnie
              (pamiętam inne Twoje posty). Wiesz, ja też bardzo się angażuję w związki i
              walczę, jeśli widzę sens, ale na Twoim miejscu już dawno oglądałby moje plecy -
              bo nie umiałabym sobie poradzić z takim nieliczeniem się z moimi uczuciami i
              obojętnością - strasznie znoszę emocjonalny chłód, naprawdę...

              pozdrówki
              lidka
              • e_r_i_n Re: pytanie do balladynki 10.02.05, 21:31
                Mysle dokladnie tak, jak Lideczka. Nie potrafie Ci nic doradzic, ale trzymam
                kciuki, zeby sie wszystko dobrze ulozylo.
                Gdybym byla na Twoim miejscu, to mysle, ze wylozylabym facetowi wszystko tak,
                jak Ty na tym forum i poczekala na jego reakcje. Jesli nic by sie nie zmienilo,
                to szkoda czasu sad, zycia Ci nie przybywa, tylko ubywa, a szkoda by bylo czuc
                po jego koniec, ze sie cos stracilo, albo zmarnowalo.
                Chociaz domyslam sie, jak trudno jest odejsc od kogos, kogo sie kocha. Bo
                jednak serce silniejsze, niz rozum.

                lideczka_27 napisała:

                > Próbowałam sobie wyobrazić Ciebie jako matkę Waszego dziecka i samo dziecko.
                > Gdzie bylibyście w tym wszystkim? Czy nie na drugim miejscu, bo Twoje
                > musiałby „płacić”, że pochodzi z pełnej rodziny???

                No własnie, o tym samym pomyslalam. Teraz to jest "tylko" sprawa miedzy
                doroslymi. Ale gdyby pojawilo sie dziecko (na przyklad przypadkiem)? Szkoda
                jego zycia, odrzucenia (bo moze i wtedy tata nie mialby czasu na nowa rodzine).
                Ale tez i szkoda Twojego.

                Powodzenia zycze i sily duzo!
            • chalsia Re: pytanie do balladynki 10.02.05, 01:56
              >To jest czlowiek, ktory nie lubi konfliktow. Dlatego ucieka. Mysle, ze
              >najidealniej dla niego byloby gdybym byla takim slodkim debilkiem, ktory sie
              >zawsze usmiecha, niczego nie ma za zle, nic nie wymaga i go nie krytykuje, nie
              >boli go glowa, nie choruje, nie jest naburmuszony itd.

              Jakbym czytała o swoim eksie. W związku było OK, póki nie potrzebowałam
              wsparcia - przede wszystkim emocjonalnego.
              Uciekaj Balladynko, póki czas.

              Chalsia
        • m-m-m Re: mur berlinski:( 10.02.05, 08:14
          . No i zle sie
          > wstrzelilam z telefonem. I jestem po prostu zla, ze dalam mu te mozliwosc
          zeby
          > mi znowu pokazal gdzie moje miejsce. Bo normalnie nigdy bym nie poprosila w
          > takich sytuacjach.



          Jak to źle się wstrzeliłaś z telefonem ? Słuchaj, niech on nie opowiada, że
          jakbys Ty była inna to byłby z Tobą. Uważam, że i tak nie byłby, bo zawsze
          byłoby coś co mu nie odpowiada w Tobie. szuka wszelkich Twoich "przewinień",
          aby w ten sposób usprawiedliwić brak empatii wobec Ciebie,probuje uczynić Cię
          winną sytuacji, w której on sam jest.I to jest problem w nim, a nie w Tobie. To
          po czorta Ci taki facet, który tylko bierze a nic nie daje? Weź go kopnij,
          niech zobaczy Twój numer buta i poszukaj kogoś innego.
    • lideczka_27 Re: mur berlinski:( 09.02.05, 20:32
      Jestem ostatnio w kondycji, w jakiej jestem i od ręki skłaniam się ku pom, bo
      mi się pod palce coś takiego właśnie ciśnie... Ale pomyślę jeszcze, ochłonę,
      kolację zjem, może coś dopiszę...

      Trzym się dziewczyno!

      lidka
    • kartaga Re: mur berlinski:( 09.02.05, 22:51
      Wlaściwie to moglabym się balladynko podpiąć pod Twoj problem,bo mam niemalze
      identyczną sytuację.Jedyną rożnicą jest to,ze mamy z M nasze dziecko(którego
      potrzeby niestety są ciagle spychane w siną dal przez "poczucie winy" wobec
      dzieciakow M i dzieciaki te nie są niestety aniołkami tylko krnąbrnymi świętymi
      krowkami,których potrzeby spelniane sa natychmiast,bo nie mają tatusia na
      codzień.
      • ania_rosa Re: mur berlinski:( 10.02.05, 11:19
        Balladynko, jesli sytuacja ma polegac na tym, że Ty będziesz stawać na rzęsach,
        a i tak nie zadowolisz Pana i Władcy, to coś jest nei tak. Pamiętam, że
        odpisywałam kiedyś na jeden z Twoich postów i pisałam tam o pozornej
        szlachetności oskarżeń o nieczułośc wobec dzieci.
        Poza tym: ile Ty masz lat? Co z dziecmi? Co ze stabilizacją? Warto się tego
        wyrzekać dla człowieka, który mnoży wymagania i nie daje nic w zamian? Czas nie
        stoi w miejscu, a Twoje jajniki- że się posłużę dramatyczną metaforą- nie będą
        zawsze jędrne jak orzechy laskowe w maju. Poza tym co to są za głodne kawałki,
        że po pięciu latach nadal nei wiadomo, na czym stoisz i jaki masz status w
        zyciu M.? Wspaniale jest dawać, ale - na Boga- czasem trzeba też brać.
        A tekst o samochodzie i niewłaściwym momencie jest mi doskonale znany.
        Słyszalam takie teksty cztery lata. Mój eks- poza wszystkimi dobrymi rzeczami,
        które moge o nim powiedzieć- cierpiał na nieuleczalną formę egoizmu. Z tym się
        można albo pogodzić, albo odejść. Nie zliczę nocy, które spędziłam na
        rozpaczaniu nad jego wewnętrznym zlodowaceniem i emocjonalną obojętnością. Na
        dłuższą metę nie da się tak zyć, choć początkowo wydaje się, że można.
        Casus "winy z powodu rozbicia rodziny dzieciom" jest szeroko znany. Dobrze, gdy
        się pojawia, ale jest tylko etapem, który trzeba przejść i zacząć pisac nowy
        rozdział. W tym nowym rozdziale dzieci powinny mieć swoje miejsce, ale nowa
        partnerka także. Inaczej zabiera się jednym, aby dac drugim, a polityka
        socjalizmu nie przysłuzyła się jeszcze żadnemu związkowi. To nie jest wyjście.
        Na dłuższą metę zresztą krzywdzi same dzieci otwierając im drogę do manipulacji
        rozwiedzionymi rodzicami i utrwalania się postawy roszczeniowej. To nie są
        dobre warunki wychowawcze dla żadnego dziecka. Samo rozstanie nie przesądza o
        tragedii dzieci, natomiast może do niej doprowadzić. Im szybciej rodzic się
        wyleczy z własnego problemu, jakim jest dla niego rozwód i przestanie
        projektowac swoje poczucie winy na dzieci- tym lepiej dla wszystkich.
        Mam wrażenie, że z Tobą po prostu nikt się nie liczy w tym układzie. Albo
        zacznij walczyć, albo rzuć to w cholerę. Nie przyszłaś na świat po to, aby być
        czyims chłopcem do bicia. Twoj M. ma problem ze sobą i probuje Ciebie
        wmanewrować w odpowiedzialność za ten problem. Nie daj się.
        Rosa
    • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 12:33
      Wy się wygłupiacie czy pocieszacie żeby nie było Balladynce smutno??? Pytam
      poważnie, bez złośliwości, ani jadu???
      Przecież to nie jest pb, ani dzieci, jej do nich stosunku, ani miejsca w
      zwiazku Balladynki - TU NIE MA ZWIĄZKU.
      Chyba Balladynka sama ma wątpliwości po to tu pisze, bo sama widzi i chce żeby
      ktoś z zewnątrz jej to powiedział. Nawet nie uważam ze gość jest egoistą, dla
      niego oni się spotykają koleżeńsko i przynajmniej z jego strony sprawa jest
      jasna,
      "Nie wiem co myslal kiedys, chociaz teraz po prostu coraz bardziej watpie czy
      kiedykolwiek chcial zakladac ze mna nowa rodzine. "
      Chyba nie chce, bo żeby była nowa rodzina muszą być, oprócz miłości, przyjaznie
      i takich tam dupereli bez których nie ma żadnej przyszłośc dla związku, wspólne
      cele i dążenia. Dla jednych jest to wspólne zwiadzanie świata, dla innych dobro
      rodziny czy dzieci, dla trzecich wreszczie oglądanie świata Kiepskich i
      plotkowanie o sąsiadach. Wwg właśnie te cele łączą i są spoiwem każdego
      zwiazku, u Was nie ma takiego spoiwa bo to co dla niego jest wazne, nie
      istnieje nawet dla Ciebie.
      Gdyby tak bylo to jakos dazylby chyba do uregulowania swojego stanu cywilnego.
      Ale on mi zawsze mowi, ze gdybym ja byla inna w temacie jego dzieci to i on
      widzialby nasza przyszlosc razem a tak to nie widzi. Ja mu na to, ze gdyby on
      sie bardziej zaangazowal w nasz zwiazek i jakos usankcjonowal jego istnienie
      (a "nieistnienie" poprzedniego), juz nawet nie na papierze ale emocjonalnie, w
      swoim sercu i glowie, to i ja bym miala wiecej serca dla tych dzieci bo nie
      postrzegalabym je jako zagrozenie dla siebie. Kazda z nas chyba chce byc
      najwazniejsza a przynajmniej myslec ze jest.
      Moim zdaniem to do niczego nie doprowadzi - działanie na zasadzie swoistego
      szantarzu "ja Ci dam jak Ty mi dasz, to ja będę a Ty zrobisz, tak żaden zdrowy
      związek nie funkcjonuje …
      "Ja naprawde nie jestem zlym czlowiekiem i chcialabym zeby mi to tak nie
      przeszkadzalo a tu taka dupa z tego wszystkiegosad "
      To nie jest kwestia bycia dobrym czy złym człowiekiem tylko tego czy Wy do
      siebie pasujecie i nie chodzi o wiek - to akurat jest najmniejszy pryszcz. Pb
      jest że wasze cele życiowe są tak rozbierzne że siłą rzeczy któreś z Was musi
      się poświecać, żeby drugie było szczęśliwe,
      "Podsumowujac, nie wiem co o tym wszystkim myslec. - "
      Wiesz, dokładnie wiesz - kwestia czy podejmiesz właściwą decyzje….
      • balladynka Re: mur berlinski:( 10.02.05, 13:18
        Może i racja, ale jak zwykle u ciebie podane na uświnionym talerzu. Odsyłam do
        postu atagag - sprawdź czy cie tam nie masmile
        I nie uda ci się zgnoić następnej macochy - za bardzo sobie cenię rady innych
        osób tu wypowiadających się.
        Pozdrawiamsmile
          • m-m-m Re: mur berlinski:( 10.02.05, 13:54
            Na tym forum macachami są wszystkie kobiety, które pozostają w związku z
            mężczyzną, który ma dzieci z inną kobietą (i nie ważne, czy teraz są to związki
            małżeńskie, czy konkubinackie) i Balladynka jek najbarzdiej jest macochą dla
            dzieci swego M.
            • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 15:16
              agamagda - weź na wstrzymanie ok? bo ręce opadają jak się czyta te
              twoje "mądrości życiowe"
              Sorki ...
              A która z moich mądrości Ci nie pasuje konkretnie?
              Ta, w której mówię, że nie ma związku, bo brak jest ku temu podstaw,
              Czy ta że facetowi nie zależy kompletnie na związku i nie ma co inwestować w
              niego ani czasu ani uczuć?
              Czy ta że gdy wchodzi się w związek z facetem z przeszłością trzeba akceptować
              jego przeszłość, bo inaczej prowadzi to do niepowodzeń życiowych?
              Czy może ta że dla dużej części ludzi (matek i ojców) rodzicielstwo to część
              jestestwa i nieakceptowanie jego dzieci jest jak mówienie o miłości bez
              mówienia o uczuciach?
              W sumie lepiej jest wsadzić głowę w piasek i udawać ze to facet nic nie
              rozumie..... Zdrowia życzę
              • kitulek Re: mur berlinski:( 10.02.05, 15:23
                agamagda napisała:

                Czy ta że gdy wchodzi się w związek z facetem z przeszłością trzeba akceptować
                > jego przeszłość, bo inaczej prowadzi to do niepowodzeń życiowych?
                > Czy może ta że dla dużej części ludzi (matek i ojców) rodzicielstwo to część
                > jestestwa i nieakceptowanie jego dzieci jest jak mówienie o miłości bez
                > mówienia o uczuciach?


                To pisanie o akceptacji przeszłości już bokiem mi wychodzi...Dziwne, że eks ze
                swoimi mądrościami zyciowymi nie umiały utrzymać swoich związków.
                P.S. Balladynka pisała o tym, że nie akceptuje zachowań swojego M. a nie jego
                dzieci.
                • derena33 Re: mur berlinski:( 10.02.05, 15:37
                  kitulek napisała:

                  > To pisanie o akceptacji przeszłości już bokiem mi wychodzi...Dziwne, że eks
                  ze
                  > swoimi mądrościami zyciowymi nie umiały utrzymać swoich związków.
                  ----------------

                  Nooo tutaj tez pisuje kilka ex, ktore teraz sa macochami, to wszystkie tak do
                  jednego kociolka wrzucasz kitulku?
                  A moze stanie sie macocha anuluje bycie ex?


                  Coraz bardziej chamska staje sie ta dyskusja.





                  • kitulek Re: mur berlinski:( 10.02.05, 15:50
                    nie chciałam wrzucać wszystkich eks do jednego worka ale nie mogę pisać :
                    wyłączając eks takie czy inne. Urazone eks - przepraszam.
                    Nie uważam aby moja wypowiedź była chamska.
                    Eks rozstaje się z mężem właśnie dlatego, że czegoś tam nie akceptuje:
                    zachowania, zdrady czy czegokolwiek innego. Jak więc można wymagać od kogoś
                    (next) aby akceptował wszystko w 100%?! (to tak na marginesie)
                    Trzymaj się Balladynko i popieram radę dotyczącą sportusmile) może joga albo
                    basen?smile
                • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 16:08
                  Mąż to nie pies żeby go na smyczy utrzymać, jak coś nie wychodzi to lepiej się
                  rozstać, niż się męczyć, zresztą ppomijam fakt że każda ze stron może odejść
                  nie tylko mąż ale i żona,
                  PS Balladynka dzieci nie akceptuje i na tym polega pb, wczytaj się mówi o tym
                  wyrażnie. I pb polega na tego typu akceptacji a nie akceptacji przeszłości w
                  całości.
                  • kitulek Re: mur berlinski:( 10.02.05, 16:23
                    "Ja nie akceptuje jego dzieci?! Ja nie akceptuje JEGO
                    świętojebliwości wokół nich, reszta to rezultat,"

                    (No to teraz przerzucamy się tym kto co napisał.)

                    Wyraźnie jest napisane, że chodzi o zachowanie M., którego skutkiem jest brak
                    akceptacji dzieci.
                    Jeżeli za każdym razem prosisz mężczyznę żeby coś zrobił i za każdym razem on
                    właśnie jest zajęty dziećmi ("dobro dziecka" hehehehe) to nic dziwnego, że w
                    końcu niechęć przenosi się na dzieci jako przyczynę takiego zachowania. I to
                    nie chodzi o dzieci, równie dobrze mogłaby to być natrętna teściowa czy
                    przesiadywanie w pracy.

                    • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 16:49
                      "Nie chce tego robic ale nie moge tez przejsc
                      do porzadku dziennego nad swoim cierpieniem z powodu tego, ze M. ma dzieci z
                      poprzedniego zwiazku."
                      Jak się przerzucamy to aleop, to co na górze.
                      Kitulku, cokolwiek by nie powiedzieć i jak bardzo nie współczuć balladynce, i
                      jak bardzo nie rozumieć jej sytuacji, to trwa to już 5 lat i facet jest
                      konsekwentny w swojej postawie. Kocha dzieci, chce kontaktu z nimi i czy jest
                      świętojebliwość (cokolwiek to znaczy) czy to spowodowane poczuciem winy????- co
                      pozostaje do udowodnienie, bo trochę długo trwa) z jego strony jest to po
                      prostu miłością do dzieci. Ona tego nie akceptuje z uporem maniaka. No to nie,
                      tylko to ONA cierpi przez swój upór i sam fakt że się nie chce widzieć czegoś
                      nie zmieni sytuacji......
                      • kitulek Re: mur berlinski:( 10.02.05, 17:05
                        Tak tak znam takich kochających dzieci - mężczyzna w wieku 50 lat traktuje
                        swoją 20 letnią córkę jak narzeczoną (kino, pizza, zwierzenia itp.) włącznie z
                        poklepywaniem po pupie. Miał okazję, żeby ułozyć sobie zycie ale od tej miłości
                        do corki chyba mu się w głowie poprzewracało.
                        BTW Chodzi mi o to że albo się jest w nowym związku co oznacza ustępstwa na
                        rzecz partnerki albo wraca się do byłej żony i razem wychowuje się dzieci (dla
                        ich dobrawink
                        • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 17:21
                          kitulek napisała:

                          > Tak tak znam takich kochających dzieci - mężczyzna w wieku 50 lat traktuje
                          > swoją 20 letnią córkę jak narzeczoną (kino, pizza, zwierzenia itp.) włącznie
                          z
                          > poklepywaniem po pupie. Miał okazję, żeby ułozyć sobie zycie ale od tej
                          miłości
                          >
                          > do corki chyba mu się w głowie poprzewracało.
                          Cóz, zboczenia są wszędzie, ale nie o tym tu mowa....

                          > BTW Chodzi mi o to że albo się jest w nowym związku co oznacza ustępstwa na
                          > rzecz partnerki albo wraca się do byłej żony i razem wychowuje się dzieci
                          (dla ich dobrawink

                          Ustępstwa ustępstwami, może to balladynka za dużo od niego wymaga? Gość, dość
                          konsekwentnie realizuje kontakty z dziećmi. Ją to denerwuje bo chce żeby było
                          inaczej. Związek, partnerstwo, to decyzje podejmowane we dwoje, wspólne cele
                          wspólne dążenia. Bez tego nie ma zwiazku. Jeśli sytuacja jest taka jak ona
                          opisuje, to przecież nie ma mowy o żadnym partnerstwie, właściwie trudno jest
                          powiedzieć co ich łączy, ale gość gdyby mi powiedział, że jak mi sięnie podoba
                          to dowidzenia - powiedziałabym do widzenia.
              • mikawi Re: mur berlinski:( 10.02.05, 16:57
                mówienie że balladynka nie jest macochą, mówienie że tu nie ma związku,
                mowienie że dziewczyna nie akceptuje dzieci partnera to wszystko jest sporym
                nadużyciem z twojej strony; pomijam już SPOSÓB w jaki to komunikujesz

                związek jest - inna sprawa jaka jest jego "jakość" i jak wiele partner wymaga
                od balladynki nie dając nic w zamian;
                ktos juz napisał ze chodzi o brak akceptacji zachowania partnera a nie jego
                dzieci, to gruba nadinterpretacja z twojej strony;
                a co do tego czy warto w ten związek dalej inwestować czas i uczucia
                balladynki - mimo że daleka jestem od optymizmu w tym temacie, byłabym ostrozna
                w ferowaniu takich zdecydowanych "rad" - w stylu rzuć go. O tym to może niech
                balladynka decyduje?
                • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 17:15
                  mikawi napisała:

                  > mówienie że balladynka nie jest macochą, mówienie że tu nie ma związku,
                  > mowienie że dziewczyna nie akceptuje dzieci partnera to wszystko jest sporym
                  > nadużyciem z twojej strony; pomijam już SPOSÓB w jaki to komunikujesz
                  >
                  > związek jest - inna sprawa jaka jest jego "jakość" i jak wiele partner wymaga
                  > od balladynki nie dając nic w zamian;
                  > ktos juz napisał ze chodzi o brak akceptacji zachowania partnera a nie jego
                  > dzieci, to gruba nadinterpretacja z twojej strony;
                  > a co do tego czy warto w ten związek dalej inwestować czas i uczucia
                  > balladynki - mimo że daleka jestem od optymizmu w tym temacie, byłabym
                  ostrozna
                  >
                  > w ferowaniu takich zdecydowanych "rad" - w stylu rzuć go. O tym to może niech
                  > balladynka decyduje

                  Balladynka nie jest macochą, po pierwsze, bo nie chce nią być, po drugie samo
                  istnienie obok facet nie czyni z niej macochy. Oczywiście, że każdy może sie
                  nazywać, jak chce na forum, jeden Kowalski, drugi macocha. Balladynka sama
                  powtarza, na wiele różnych sposobów, ze istnienie dzieci z poprzedniego
                  małżeństwa stanowi dla niej pb.(cytat jest wstawiony w odpowiedzi do Kitulka).
                  Ja nic nie interpretuję, czytam to co ona piszę.
                  Wy odczytujecie jej cierpienie przez pryzmat Waszych doświadczeń, dla mnie jest
                  to klasyczne wcinanie się między wódkę a zakąske, Facet kocha swoje dzieci,
                  chce mieć z nimi kontakt, ona nie - dzieciaki przeszkadzają jej w budowaniu
                  własnego zwiazku, za duzo czasu im ojciec poświęca. Mówicie że, facet za dużo
                  od niej żąda, nie zgadzam się- oni mają zwyczajnie inne priorytety, nikt nie
                  musi kochać dzieci partneta ale jeśli dzieci partnera działają na partnerkę jak
                  płachta na byka, no cóż, chyba tu już nic nie trzeba dodawać..
                  Mówienie ze ON jest egoista jest nadużyciem. On jest właśnei konsekwentny w
                  swojej postawie, to ona go nie akceptuje w całości..
                  • kitulek Re: mur berlinski:( 10.02.05, 17:20
                    On jest właśnei konsekwentny w
                    > swojej postawie,
                    Jakoś mu to nie przeszkadza (wybaczcie) w korzystaniu z darmowego łóżka
                    (przepraszam za nieelegancki zwrot), wiktu i opierunku.
                      • balladynka Re: mur berlinski:( 10.02.05, 18:04
                        Teraz to już przesadziłaś! Kto ci daje prawo obrażać mnie w ten sposób? Jak
                        możesz się w ten sposób odnosić do ludzi?! Kto ci daje prawo do sprowadzania
                        mojego życia do poziomu kołdry?! Czy ty sobie nie zdajesz sprawy, że jesteś po
                        prostu niekulturalna i że ranisz ludzi? Można powiedzieć wszystko, nawet
                        najgorszą prawdę, ale w kulturalny sposób. Jesteś tak niesympatyczną osobą, że
                        aż nie mogę uwierzyć. Jak możesz tak po prostu, na jakimś forum, w jakiś zwykły
                        lutowy dzień, ku nie wiadomo czyjej satysfakcji ferować takimi wyrokami kiedy
                        zupełnie nie wiesz co się dzieje po drugiej stronie kabla po wciśnięciu przez
                        ciebie guzika Wyślij.
                        Myślisz, że wygrałaś w jakiejś swojej głupiej grze o jedynie słyszną prawdę a
                        tymczasem jesteś żałosna niemalże tak samo jak ja.
                        • derena33 Re: mur berlinski:( 10.02.05, 18:14
                          Alez Balladynko co sie tak denerwujesz przeciez te slowa, cytuje

                          "On jest właśnei konsekwentny w
                          > swojej postawie,
                          Jakoś mu to nie przeszkadza (wybaczcie) w korzystaniu z darmowego łóżka
                          (przepraszam za nieelegancki zwrot), wiktu i opierunku."

                          Napisala zyczliwa ci macoszka, takze twoje pretensje jezeli masz takie, o
                          sprowadzaniu twego zycia do poziomu koldry, gdzie indziej powinnas kierowac.

                          A tak IMHO nie zazdroszcze ci twoich uczuc.


                          • kitulek Re: derena33 11.02.05, 10:28
                            Alez Balladynko co sie tak denerwujesz przeciez te slowa, cytuje
                            >
                            > "On jest właśnei konsekwentny w
                            > > swojej postawie,
                            > Jakoś mu to nie przeszkadza (wybaczcie) w korzystaniu z darmowego łóżka
                            > (przepraszam za nieelegancki zwrot), wiktu i opierunku."
                            >
                            > Napisala zyczliwa ci macoszka, takze twoje pretensje jezeli masz takie, o
                            > sprowadzaniu twego zycia do poziomu koldry, gdzie indziej powinnas kierowac.

                            Tak sie składa, że jestem życzliwa balladynce i to co napiałam miało na celu
                            wykazanie, że ten facet jest wygodnicki (jak większość)i nie jest Jej wart. I
                            związek, w którym jest po prostu ją niszczy.
                            A Twoje posty są tylko czepianiem się moich słów więc jeżeli nie potrafisz nic
                            konstruktywnego wnieść do dyskusji to może już nie pisz?
                        • agamagda Re: mur berlinski:( 10.02.05, 19:00
                          To chyba do mnie ta tyrada? I znowu coś nie zrozumiałaś, a masz pretensje do
                          całego świata, znowu zle umiejscawiasz wroga. Może i jestem niesympatyczna,
                          tylko Człowieku, zwróć uwagę, że oprócz formy, jest też treść. Jakbyś uważniej
                          się wczytała (i słuchała w życiu co do Ciebie mówią), to zrozumiałabyś, że to w
                          tej historii, nie ja jestem beee, i nie ja mówię głupoty.
                          Uważam, że dziewczyny na tym forum są wspaniałe, że podnoszą Cię na duchu, ale
                          jest też ta druga strona medalu w życiu z facetem z przeszłością której ty nie
                          chcesz widzieć. I z mojej strony nie jest to gra o jedyną słuszną prawdę, a o
                          respektowanie pewnych reguł, które obowiązują każdego w społeczeństwie.
                          • balladynka Re: mur berlinski:( 10.02.05, 22:22
                            Dziekuje ci bardzo za twe rady oraz doglebna analize mojej osoby jak rowniez
                            mojego zwiazku. Niestety pozwole sobie skupic sie na wypowiedziach osob, ktore
                            darze jakims szacunkiem (niekoniecznie macoch) oraz tych, ktore maja jakies
                            doswiadczenie w temacie. Ty nie nalezysz do jednych ani drugich a zatem nie
                            marnuj wiecej cennego czasu swego i praktykuj swoje uspolecznienie w postach
                            innych osob, bo tutaj sie marnuje. Chyba za wiele wzielas na swe umeczone barki
                            albo material niegotowy do dojrzenia. Widac jestem taka idiotka jak insynuujesz
                            i nic do mnie nie dociera.

                            Dziekuje reszcie dziewczyn.

                              • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:11
                                agamagda napisała:

                                > Dobra, nie będę marnować czasu, w końcu każdy ma taki związek na jaki
                                > zasługuje...

                                Idac tym tokiem myslenia na brak zwiazku tez sie zasluzylo.
                                • pelaga Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:18
                                  Brak zwiazku to nie zyciowa tragedia. Ludzie maja zdecydowanie wieksze problemy
                                  zyciowe niz brak zwiazku. Czasami brak zwiazku jest lepszy niz trwanie w chorym
                                  ukladzie. Dlatego czasem moze warto rozwazyc mozliwosc "braku zwiazku", a nie
                                  na sile utrzymywac uklad, w ktorym nie jest sie szczesliwym.
                                  • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:20
                                    Owszem, zgadzam sie z Toba. Wypowiedz skierowana do agamagdy nie byla
                                    prezentacja moich pogladow (stoi tam: 'idac tym tokiem myslenia', nie 'moim
                                    zdaniem'), tylko wykazaniem absurdalnosci jej stwierdzenia.
                                    • pelaga Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:29
                                      Ja chyba napisalabym, ze kazdy ma taki zwiazek na jaki sie godzi.
                                      Jesli cos mi odpowiada i sie na to godze to OK, ale jesli cos mi nie odpowiada,
                                      a ja nadal sie na to godze i trwam w ukladzie to to jest juz dla mnie dziwne.
                                      Ja nie twierdze, ze faceta trzeba wytresowac jak pieska, ale sa awaryjne
                                      sytuacje, w ktorych powinien stanac na wysokosci zadania. Ale rady typu "rzuc
                                      go", "uciekaj" nie sa raczej w moim stylu wink)) Kazdy z nas ma to, no co sie
                                      godzi smile
                                      • chalsia Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:36
                                        > sytuacje, w ktorych powinien stanac na wysokosci zadania. Ale rady typu "rzuc
                                        > go", "uciekaj" nie sa raczej w moim stylu wink)) Kazdy z nas ma to, no co sie
                                        > godzi smile

                                        Nie podoba się Pelago ??? wink))
                                        A na poważnie - jeśli facet prezentuje postawę "ucieczkową" (tak jak ją
                                        Balladynka opisała), na bazie swoich (i zasłyszanych) doświadczeń
                                        napisałam "uciekaj", bo taka życiowa postawa faceta baaardzo żle rokuje na
                                        przyszłość. W sytuacjach kryzysowych Balladynka nigdy raczej nie będzie na
                                        niego mogła liczyć, więc po co się "męczyć".

                                        Chalsia
                                        • pelaga Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:50
                                          > Nie podoba się Pelago ??? wink))

                                          E... tam podoba czy nie wink)) Chodzi o to, ze ja takich rad nie przyjelabym
                                          dobrze, choc w sytucji, kiedy skierowane sa do kogos widze ich sens calkiem
                                          jasno. Kazdy musi sam podejmowac swoje decyzje i zazwyczaj niby sie chce rady,
                                          a i tak robi po swojemu, wiec dawanie rad zasadniczo nie ma wiekszego
                                          sensu wink))) Zreszta jak kobieta ma dola to wiesza na facecie psy, jak jej
                                          przejdzie, to okazuje sie, ze misio-pysio nie taki straszny, a jak powiedzial
                                          cos niestosownego, to mu sie wyrwalo, albo jakos tak wyszlo niechcacy. My
                                          kobiety czesto nie do konca potrafimy ocenic intencje facetow, jak nam oczki
                                          rozowe okularki przeslonia wink)))
                                          A jak Balladynka jest iles tam lat w zwiazku z facetem, ktory (w moim odczuciu)
                                          nie do konca powaznie ja traktuje (teksy typu wolna droga, ale jakos sam odejsc
                                          nie potafi, bo mu wygonie, itd), to nie rzuci go teraz, bo akurat wymarzla sie
                                          na ulicy, dlatego, ze ja, czy ktos inny napisze "uciekaj". Musi jakas kropla
                                          przepelnic dzban, ale to chyba jeszcze nie jest ta kropla.
                                    • agamagda Do Erin - poza tematem 11.02.05, 11:12
                                      Systematycznie dorzucasz czepliwy komentarz, żeby dwa, trzy posty dalej zgadzać
                                      się z tym co mówię. Odbieram twoje posty jako czepianie się dla zasady i
                                      właściwie, nie wiem czy mam odpowiadać czy Cię ignorować. Zauważyłam co gorsza
                                      że właściwie z większością moich wypowiedzi się zgadzasz, więc zdecyduj się na
                                      jakąś postawę; albo .... powiedz wprost o co Ci chodzi.
                                      • e_r_i_n Re: Do Erin - poza tematem 11.02.05, 11:56
                                        agamagda napisała:

                                        > Systematycznie dorzucasz czepliwy komentarz, żeby dwa, trzy posty dalej
                                        > zgadzać się z tym co mówię.

                                        W pewnych rzeczach sie zgadzam ,w pewnych nie.
                                        Nie zgadzam sie, ze kazdy ma taki zwiazek, na jaki zasluzyl (co napisalas Ty i
                                        do czego odniosil sie moj 'czepliwy' komentarz), zgadzam sie z Pelaga, ze kazdy
                                        ma taki zwiazek, na jaki sie godzi. A to dwa calkowicie moim zdaniem rozne
                                        poglady.

                                        > Zauważyłam co gorsza że właściwie z większością moich wypowiedzi się
                                        > zgadzasz

                                        Powaznie? A to ciekawe. Owszem, czasami piszesz cos, z czym sie zgadzam, ale
                                        raczej czesciej sie NIE ZGADZAM.
                                        A do czepiania na Twoim poziomie jeszcze mi daleko smile
                                        • agamagda Re: Do Erin - poza tematem 11.02.05, 13:12
                                          agamagda napisała:
                                          >
                                          > > Systematycznie dorzucasz czepliwy komentarz, żeby dwa, trzy posty dalej
                                          > > zgadzać się z tym co mówię.
                                          >
                                          > W pewnych rzeczach sie zgadzam ,w pewnych nie.
                                          > Nie zgadzam sie, ze kazdy ma taki zwiazek, na jaki zasluzyl (co napisalas Ty
                                          i do czego odniosil sie moj 'czepliwy' komentarz), zgadzam sie z Pelaga, ze
                                          kazdy ma taki zwiazek, na jaki sie godzi. A to dwa calkowicie moim zdaniem
                                          rozne poglady.
                                          A moim zdaniem to identyczne poglądy wyrażone innymi słowami. (zasłużył,
                                          wypracował, godzi zmusił - końcowy wniosek jest ten sam)
                                          >
                                          > > Zauważyłam co gorsza że właściwie z większością moich wypowiedzi się
                                          zgadzasz
                                          >
                                          > Powaznie? A to ciekawe. Owszem, czasami piszesz cos, z czym sie zgadzam, ale
                                          raczej czesciej sie NIE ZGADZAM.
                                          Z nudów (leżę powalona grypą) przejrzałam wątek iizyy, zwykle nie zgadzasz się
                                          przykładem wielkiego Polaka Lech W. Jestem za a nawet przeciw - najpierw
                                          kąśliwe NIE, żeby potem wytłumaczyć że jednak tak. - Super

                                          A do czepiania na Twoim poziomie jeszcze mi daleko -
                                          No cóż tu również się nie zgodzę. Powiedziałabym że mało Ci brakuje wink)))
                                          • e_r_i_n Re: Do Erin - poza tematem 11.02.05, 13:25
                                            agamagda napisała:

                                            > A moim zdaniem to identyczne poglądy wyrażone innymi słowami. (zasłużył,
                                            > wypracował, godzi zmusił - końcowy wniosek jest ten sam)

                                            Zasłużył na kiepski zwiazek - czyli jest nienajciekawszy.
                                            Godzi sie na kiepski zwiazek - bo moze woli taki, niz zaden.
                                            Dla mnie jest taka roznica - i nie jest to tylko roznica slow, ale i znaczen.

                                            > Z nudów (leżę powalona grypą) przejrzałam wątek iizyy, zwykle nie zgadzasz
                                            > się przykładem wielkiego Polaka Lech W. Jestem za a nawet przeciw - najpierw
                                            > kąśliwe NIE, żeby potem wytłumaczyć że jednak tak. - Super

                                            No wiec ja tez zerknelam w ten watek i takie oto moje wnioski:
                                            - twierdzilas, ze kobiecie nic do tego, jak facet wydaje swoje pienidze (na
                                            dziecko). Ja sie nie zgodzilam mowiac, ze jesli to ich wspolne pieniadze, to i
                                            wspolne decyzji. Po tym przyznalas, ze wszystko poza alimentami powinno byc
                                            wspolna decyzja - i z tym sie juz zgodzilam (bo stanelo na moim smile ).
                                            - nie zgodzilam sie z Twoim pogladem 'widzialy galy co braly' i nigdy sie nie
                                            zgodze
                                            - zgodzilam sie, ze obowiazek alimentacyjny nie wygasa z dniem 18 urodzin, co
                                            nie znaczy, ze rodzic ma byc na kazde zawolanie dziecka przez cale zycie (co
                                            niejako zasugerowalas)
                                            - nie zgodzilam sie, ze nalezy rekompensowac dzieciom rozwod kasa - co nie jest
                                            rownoznaczne z uzasadnionymi wiekszymi wydatkami na dziecko z pierwszego
                                            malzenstwa w porownaniu z tym z drugiego

                                            I tyle.
                                            Czyli jest tak jak napisalam - z pewnymi rzeczami sie zgadzam, z pewnymi nie.
                                            A ze z czasem tez zmieniasz sposob wyrazania swojego zdania - z 'wara ci do
                                            tego, na co wydaje kase', na 'jesli alimenty to wydatek staly, to ok, a o
                                            reszcie wydatkow mozecie decydowac razem', to i z kategorycznego 'nie' robi
                                            sie 'zgadzam sie'.

                                            > No cóż tu również się nie zgodzę. Powiedziałabym że mało Ci brakuje wink)))

                                            No coz, Twoje prawo.
                  • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 10.02.05, 21:35
                    agamagda napisała:

                    > Balladynka nie jest macochą, po pierwsze, bo nie chce nią być, po drugie samo
                    > istnienie obok facet nie czyni z niej macochy. Oczywiście, że każdy może sie
                    > nazywać, jak chce na forum, jeden Kowalski, drugi macocha.

                    Jeszcze inny samodzielna mama, chociaz nia wcale nie jest. Ale co to ma tak
                    naprawde do rzeczy? Nie Tobie osadzac, czy sie ktos moze tak, a nie inaczej
                    nazywac.

                    > ona nie - dzieciaki przeszkadzają jej w budowaniu własnego zwiazku, za duzo
                    > czasu im ojciec poświęca

                    Ja tam w postach balladynki znalazlam zal nie o to, ze facet poswieca dzieciom
                    za duzo czasu, a o to, ze jej nie poswieca go wcale. A to roznica.
    • ludwinia Re: mur berlinski:( 10.02.05, 15:46
      Wydaje mi sie Balladynko ze Twoj ukochany musi sie nad soba i nad swoja
      przyszloscia zastanowic.
      Ja podobne rozterki mialam w zeszlym roku latem. Uslyszalam ze on byl wobec
      mnie szczery od samego poczatku, nie ukrywal dziecka i ze gdyby wiedzial od
      poczatku ze takie mam podejscie do „zycia“ to nie bylibysmy razem. Wszystko
      wtedy mi sie zawalilo (takie slowa po 4 latach znajomosci). Z jednej strony to
      po czesci prwda – nie ukrywal swojej sytuacji od poczatku (znane slowa:
      widzialy galy co braly) . Jednak obrocilam sytuacje:
      - przypomnialam mu jak na poczatku mowil ze chce kiedys zalozyc prawdziwa swoja
      rodzine – miec dzieci ktore razem z „prawdziwa“ zona chce wychowac na
      wspanialych ludzi co w poprzednim zwiazku sie mu nie udalo.
      - przypomnialam mu jak kiedys powiedzial mi szczerze ze on nie moglby chyba byc
      z kobieta z dzieckiem z poprzedniego malzenstwa bo nie chcialby sie zajmowac
      takim dzieckiem (bo to problematyczne) wiec zeby sie postawil teraz w mojej
      sytuacji.
      - powiedzialam mu dosadnie ze to on z tamta kobieta tak urzadzili synowi zycie
      i to oni zawinili nie ja, wiec niech to oni „placa“ za bledy a nie ja i nie
      chce slyszec ze to moja wina bo ja wiedzialam o tym od poczatku (to nie ma nic
      do rzeczy czy wiedzialam czy nie) i zeby mnie za to nie obwinial tylko siebie i
      ex.
      - poprosilam zeby sie zastanowil co chce w przyszlosci: poswiecic sie synowi
      (na ktorego wychowanie i tak ma maly wplyw) i pewnie za pare lat bedzie mial
      swoje zycie (rodzine) i nie bedzie tatusia potrzebowal czy chce miec normalne
      zycie, ukochana osobe z ktora bedzie razem wychowywal wspolne dzieci.
      Wtedy nawet M matka sie w to wtracila i wszyscy byli przeciwko mnie bo to ja
      wszystkiemu winna.

      Wszystko sie dobrze poukladalo. Nie zastanawial sie dlugo. Jestesmy teraz ze
      soba bardzo szczesliwi. Wszystko ma swoje miejsce. Juz nie pojedziemy na
      wakacje razem z jego synem. On niech o niego dba sam beze mnie. On zrozumial ze
      ja nie mam nic z tym wpolnego. Poukladal wreszcie swoje mysli.
      Nie lubie sluchac „wszystko dla dobra dzieci“, „dzieci najwazniejsze“ a ja (my
      macochy) to co nie dzieci - tez dzieci tylko troche juz wieksze. Tez potrzebuje
      czasu dla mnie poswieconego, nowych ubran, wakacji itd.
      Dodam ze mam bardzo dobre relacje z dzieckiem M. Malemu sie dobrze powodzi i
      nikt teraz w tej sytuacji nie jest skrzywdzony. Kazdy zna swoje miejsce
      (dawniej nie moglam sie w nic wtracac bo to nie moje dziecko jednak bylam
      obwiniana za ta sytuacje, teraz - po rewolucji - M sam widzi co jest i czasami
      sam prosi o moje zdanie na dany temat).
      Kazdy czlowiek i kazda sytuacja jest inna. W moim przypadku to ze M przejrzal
      na oczy wszytkim na dobre wyszlo. Mamy ustalona juz date slubu. Mam nadzieje ze
      tak wszystko pozostanie. Jesli jednak jego wczesniejsza postawa powroci –
      odejde (tak jak wtedy latem bylam sklonna zrobic). Ja nie zamierzam sie cale
      zycie poswiecac za bledy nie moje. Mam pelne prawo do normalnego zycia i
      rodziny. I to niech on sie do mnie dopasuje (do dobrego towaru) a nie ja (do
      wadliwego), a jesli nie to koniec! (male kompromisy sa dopuszczalne)
      • pelaga Re: mur berlinski:( 10.02.05, 21:22
        > Juz nie pojedziemy na
        > wakacje razem z jego synem.

        Taaaakkkk i to jest ten przyklad, kiedy macocha nie odciaga ojca od dziecka.
        Zapewnie dziecko wcale juz nie pojedzie z ojcem na wakacje.

        > dzieci najwazniejsze“ a ja (my
        > macochy) to co nie dzieci - tez dzieci tylko troche juz wieksze. Tez
        > potrzebuje czasu dla mnie poswieconego, nowych ubran, wakacji itd.

        A to jakie dojrzale... Dobrze ze nie jestem macocha i nie musze od nikogo
        wymagac, zeby traktowal mnie jak dziecko.

        Ktos kiedys napisal, ze faceci to nie bezwolne kukielki... Hmmm... Czyzby???
      • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 10.02.05, 21:26
        ludwinia napisała:

        > I to niech on sie do mnie dopasuje (do dobrego towaru) a nie ja (do
        > wadliwego), a jesli nie to koniec! (male kompromisy sa dopuszczalne)

        Gdybym tak myslala o swoim facecie (jako o towarze wadliwym) to w zyciu bym z
        nim nie byla. Skoro jest sie prima sort, to i takiego trzeba szukac.
          • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 10.02.05, 22:41
            virtual_moth napisała:

            > P.S. Sorry, nie mogłam się powstrzymać;-P

            A szkoda, ze sie nie powstrzymalas, a przynajmniej nie doczytalas.
            Ja raczej skromna dziewczynka jestem i sie sama do 'prima sortow' nie zaliczam.
            A na swojego chlopa nie narzekam, wiec i szukac nie musza smile
            • ania_rosa Re: mur berlinski:( 10.02.05, 23:57
              Tia, wszytsko byłoby piknie, gdyby nie ta wstawka, że "macochy to tez dzieci,
              tylko większe" oraz "na wakacje z synem już nie pojedziemy" oraz tekst o
              wadliwym towarze.
              Ale ja się niespecjalnie czepiam, bo autorka cel odniosła, a i przyszły
              małżonek chyba się w sytuacji odnalazł. Mam nadzieję, że i dziecko ma swoje
              miejsce w ich domu, bo jeśli tak, to tylko pogratulowac unormowania relacji.
              Wybaczmy, braciaszkowie, niezręczności lingwistyczne- nie każdy włada piórem
              jak Stomma, ważne żeby miało to zyciowy sens. A w tym przypadku chyba ma,
              prawda?
              Rosa
              • lideczka_27 Re: mur berlinski:( 11.02.05, 00:31
                Jestem podobnego zdania. Tekst o macochach - dzieciach (może troszkę
                infantylny), odebrałam po prostu jako stwierdzenie, że jesteśmy także po prostu
                kobietkami, które chcą, by je adorowano, rozpieszczano, poświęcano im czas,
                kupowano im prezenty (a nie tylko dzieciom wink itd. Na te wakacje wcale się nie
                obruszam, bo zrozumiałam wyraźnie, że nie jeżdżą razem, gdyż "ojciec o dziecko
                teraz dba sam" - jest tam jeszcze kilka takich stwierdzeń, które sugerują, że
                gość zajmuje się synem i zapewnia mu różne rzeczy ale tylko on – bez ludwini.
                No a ten towar... coś w tym jest, ale nie wolno odrywać tego od całej
                wypowiedzi, bo takie wyrąbane z kontekstu faktycznie brzmi fatalnie, ale jako
                całość już nie. Może podane obcesowo, ale nie pozbawione sensu - związek
                człowieka bez bagażu z takim po przejściach wiadomo czym pachnie, a tu ludwinia
                chciała pokazać (tak to odbieram), że facet nie powinien (jak dotychczas)
                traktować baby jako tej szczęśliwej co wyrwała bohatera z przeszłością tudzież
                wzorcowego ojca i powinna się ze szczęścia piętami po tyłku klepać, tylko
                liczył się z tym, że ona faktycznie wcale nie musi brać na siebie jego
                problemów, uczestniczyć w tym (ważne, by nie przeszkadzać, nie mącić, to jest
                zasadnicza kwestia) i to on powinien ją docenić, że radzi sobie z tym układem,
                nie udaje i jasno się określa (nam - po rozwodach może czasem się wydawać, że
                nie jest ciężko, ale oczami osób „bezgarbowych” jak tu się kiedyś pisało,
                wygląda to inaczej).

                Wszystko kwestia interpretacji, może kilka właśnie takich kanciastych
                sformułowań ludwinia posunęła, ale post wydał mi się całkiem do rzeczy. Jeżeli
                jest tak, jak się domyślam, że ojciec spełnia się jako ojciec a jednocześnie
                jako mąż (już niedługo) naszej macochy, to uważam, że jest OK. Wolę taką
                postawę niż udawanie, że się coś akceptuje, toleruje albo zmuszanie się do
                tolerowania „w imię miłości”... Pewnie, że trochę szkoda, że nie kumają się we
                trójkę (zwłaszcza jak doczekają się dziecka to mogłoby pozytywnie procentować)
                ale kto wie, czy chłopcu nie jest teraz lepiej - w tym układzie,
                jaki "wywalczyła" sobie ludwinia?
                Napisała:

                „Dodam ze mam bardzo dobre relacje z dzieckiem M. Malemu sie dobrze powodzi i
                nikt teraz w tej sytuacji nie jest skrzywdzony. Kazdy zna swoje miejsce”

                a jeśli pisze prawdę, to znaczy, że wilk syty, owca cała smile

                pozdrówki
                lidka
                • pom Re: mur berlinski:( 11.02.05, 00:49
                  Lideczko, jesteś moją idolką.smile
                  Lepiej bym tego nie ujęła.smile

                  A tak na marginesie, a propos wakacji z dziećmi M. Byłam na takowych i było
                  naprawdę fajnie. Ale czy drugi raz bym się na to zdecydowała - w takiej formie?
                  Wątpię. Pomijam kwestię pieniędzy, Po prostu chcę wakacji, odpoczynku.
                  Rodzice mający dzieci także czasem wyrywają się na wakacje bez dzieci i to jest
                  zupełnie naturalne.
                  • ludwinia Re: mur berlinski:( 11.02.05, 11:19
                    I wlasnie dlatego rzadko pisze (czytam czesto) bo czepianie sie slowek,
                    wyrywanie z kontekstu (zachowanie jak dla mnie type dla “bab”, wspolczuje
                    faceta ktorzy takie “baby” maja na codzien w domu) strasznie mnie denerwuje.
                    Moim postem chcialam przedstawic balladynce moja sytuacje. Uwazam ze rady dla
                    niej nie sa tu na miejscu jesli zna sie kogos tylko z tego ze napisze tu pare
                    slow a nie zna sie caloksztaltu.
                    To samo jest z moja sytuacja. Gratuluje dojrzalosci pania ktore dopatrzyly sie
                    w moim poscie tylko tego ze juz nigdy nie pojade z synem mojego M na
                    wakacje, “macochy-wieksze dzieci” i “wadliwy towar”.
                    Jezyk polski nie jest dla mnie jezykiem ktory uzywam na pierwszym miejscu w
                    dniu codziennym.
                    Mam zawod troche bardziej meski i dlatego w domu jestem prawdziwa kobietka
                    ktora chce byc rozpieszczana (sorry, zle sie wyrazilam piszac “my macochy“ bo
                    pewnie sa wsrod nas macochy ktore nie potrzebuja czulosci).
                    Co do “towaru …” to uwazam ze w zyciu normalny czlowiek dazy (porownuje sie) do
                    lepszego niz do gorszego. Dlatego moje zycie chce miec (mam) normalne a nie
                    dopasowuje sie do bagna w ktorym byl moj M. Moj ukochany jest wspanialym
                    czlowiekiem. Nigdy nie patrzylam na niego przez pryzmat jego przeszlosci.
                    Ciesze sie tym ze przy mnie rozwinal sie i ja przy nim tez.
                    Z malym (synem M) dobrze sie rozumiemy. On jest bardzo za mna. Nic mu sie nie
                    pogorszylo, chyba nawet polepszylo bo teraz nikt sie nad nim nie „lituje“ (np.
                    dziadkowie) ze to biedne dziecko z rozbitej rodziny tylko kazdy traktuje go
                    powaznie.
                    Kazdy czlowiek jest inny i kazda sytuacja jest inna. Ja jestem szczesliwa i
                    moje otoczenie tez. Uwazam ze najwazniejsze jest aby byc szczerym wobec siebie
                    i innych. Jasno sie okreslac i wtedy jesli inni tez sa tacy to powinno sie
                    wszystko dobrze ulozyc. Nie „zaszufladkowalam sie“ do roli zony rozwodnika z
                    dzieckiem, tylko on „dotarl na polke“ mezczyzny ktory zaklada normalna rodzine
                    (ukochana, slub i pozniej zaplanowane dzieci). Szkoda tylko ze nie w kazdym
                    przypadku jest to tak proste.
                    Dobrym zycze powodzenia i wytrwalosci a Zlym kiszenia sie nadal w badnie ktore
                    sobie organizuja!
                    • mikawi Re: mur berlinski:( 11.02.05, 11:40
                      tłumaczenie się, ze nie jest się wielbładem stało się jakąś norma na forum; i
                      co w tym złego że się nie chce jechać z dziećmi M. na wakacje? ze chce się byc
                      choc troche rozpieczaną przez swojego męża? to że facet ma dzieci z
                      poprzedniego małżeństwa nie oznacza, że 100% swojego czasu ma poświęcać im i
                      jego żona ma całe życie usuwać sie w cień i nie miec prawa do niczego. Zgadzam
                      się z lideczką, ujeła to chyba najlepiej.
                      A na marginesie - mimo calej sympatii do dzieci M., gdy uda mi sie wyrwac 2
                      tygodnie urlopu w pracy, wybaczcie, ale chcę wtedy odpocząć i spędzić ten czas
                      z M. a nie z dwójką jego dzieci. Zła macocha jestem, nie ma co.
                      • poxywka Re: mur berlinski:( 11.02.05, 11:54
                        nie trzeba poswiecac 100%
                        mozna czesc wakacji spedzic z dziecmi a czesc nie; chociaz o to chodzi, by
                        spedzajac wakacje z dziecmi nie bylo wrazenia, ze ktos sie tu starszie
                        poswieca, bo wtedy to traci wszelki urok; dla mnie przynajmniej; ja bym nie
                        przyjela pozytywnie takiej postawy mojego partnera 'zadnych wakacji z Twoim
                        dzieckiem'; to bylby za daleko idacy egoizm; kazdy w takim zwiazku cos poswieca
                        i kazdy sie przystosowuje; przynajmniej kazdy sie stara przystosowac;
                        dla mnie jest normalne, ze czesc czasu poswiecamy tylko sobie a czesc rowniez
                        dziecku; w standardowym malzenstwie tez chyba taki podzial jest konieczny;
                        pozdrawiam
                        poxywka
                        -
                        • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 11.02.05, 11:58
                          U nas wspolnego wyjazdu na wakacje nie bylo, ale mam nadzieje, ze wkrotce
                          wszystko tak zostanie uregulowane, ze sie takowy odbedzie. Ale - ja chcialabym,
                          zeby czesc wakacji byla we czworke (z synem mojego meza), a czesc (jakis inny
                          wyjazd) - tylko naszej trojki. I chyba nie ma w tym nic zlego.
                        • mikawi Re: mur berlinski:( 11.02.05, 12:02
                          oczywiście, w tym chyba tkwi problem związku balladynki - nie o brak akceptacji
                          dzieci partera chodzi tylko o to że partner nie potrafi/nie chce swojego czasu
                          jakoś wypośrodkować, aby i dla dzieci i dla balladynki starczyło. Stąd takie a
                          nie inne odczucia balladynki, stąd zaczęła traktowac jego dzieci
                          (paradoksalnie) jako zagrożenie, konkurencję i stąd jej jakas tam niechęc do
                          nich. Ale to nie dzieci i ich obecność w zyciu partera są problemem, tylko to
                          że facet nie zauważa/nie chce zauważać potrzeb balladynki jako kobiety i
                          partnerki. Albo zauważa ale nie ma zamiaru wychodzić im na przeciw.
                          • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 11.02.05, 12:05
                            mikawi napisała:

                            > oczywiście, w tym chyba tkwi problem związku balladynki - nie o brak
                            > akceptacji dzieci partera chodzi tylko o to że partner nie potrafi/nie chce
                            > swojego czasu jakoś wypośrodkować, aby i dla dzieci i dla balladynki
                            > starczyło

                            Ja mam identyczne wrazenie.
                          • poxywka Re: mur berlinski:( 11.02.05, 13:08
                            dokladnie; chodzi o podzial czasu, dobre checi (chociaz ponoc wybrukowali nimi
                            pieklo) i liczenie sie z partnerem; tylko trudno mu przyjac te prawde z jej
                            ust, skoro przez 5 lat nie potrafil wyjsc ze swojej skorupki; latwiej byloby
                            jakby mu to ktos inny uswiadomil; bo mozna wyjsc komu na przeciw jesli ta druga
                            osoba zrobi to samo; ale pytanie czy on by zrobil? czy tez zacznie brac coraz
                            wiecej? ale skoro Balladynka go kocha i on ja tez pokochal, to chyba jest
                            szansa, ze jednak da cos z siebie i przestana widziec w sobie wrogow ?
                            pozdrawiam
                            poxywka
                      • pelaga Re: mur berlinski:( 11.02.05, 14:08
                        > co w tym złego że się nie chce jechać z dziećmi M. na wakacje?

                        Gdyby moj partner powiedzial mi, ze zadnych wiecej wakacji z moim dzieckiem,
                        odpowiedzialabym mu, ze w takim razie zadnych wiecej wakacji razem. I taka jest
                        roznica miedzy mna, a ojcami, pokroju mojego exa i wiekszosci Waszych m. To
                        jest MOJE dziecko, chcac byc ze mna trzeba liczyc sie z byciem w trojke.
                        Zezarlyby mnie wyrzuty sumienia, gdybym pojechala sobie np. na Teneryfe z
                        facetem, a dziecko zostawila komus pod opieka (pomijajac fakt, ze nie mam komu,
                        bo tatusiek opieka niezainteresowany). Jak sobie pomysle o jego minie na widok
                        tych wszystkich nowych miejsc, o jego fascynacji, zadowoleniu, szczesciu. I ze
                        to wszystko moglaby go ominac z powodu mojego EGOIZMU???? To jest MOJE dziecko,
                        nie umialabym. To nie znaczy, ze nie marza mi sie wczasy na Teneryfie tylko we
                        dwoje, romantyczne spacery, upojny seks na plazy. A komu sie nie marzy????
                        Ale mam swoja przeszlosc i godze sie z tym. Zaakceptowal to tez moj facet, W
                        PELNI. I nigdy nie narzeka, ze musi usuwac w cien swoje zycie i pragnienia, bo
                        zycie jako calosc jest kompromisem miedzy tym, co bysmy chcieli, a tym, co
                        mozemy miec.
                        Znam rodziny, ktore wyjezdzaja bez dzieci na wakacje, nie popieram tego. Ja
                        osobiscie nie umialabym pozbawic dziecka takiej przyjemnosci.
                        Ciekawa tez jestem, czy kiedy taki m. bedzie mial z Wami wspolne dzieci to tez
                        bedziecie nadal wyjezdzac sami. Nie sadze. Wtedy wlasnie wyjazd z wlasnym
                        dzieckiem nie bedzie dla Was - macoch - mam poswieceniem. Tylko, ze ten ojciec
                        to OJCIEC, nie ojczym, czy obcy czlowiek dla tego pierwszego dziecka, skad wiec
                        bierze sie to meczenstwo w wakacjach spedzonych z dzieckiem???
                        I wiem, ze mozna znalezc rozwiazania, ojciec moze jezdzic na wakacje z
                        dzieckiem sam, a z macocha na drugie wakacje, jesli oczywiscie go stac na takie
                        ekstrawagancje.
                        • kitulek Re: mur berlinski:( 11.02.05, 14:54
                          " skad wiec
                          bierze sie to meczenstwo w wakacjach spedzonych z dzieckiem???"

                          Po roku ciężkiej pracy nie każdy ma ochotę na wakacjach:
                          bawić się z cudzym dzieckiem
                          robić mu kanapeczki
                          prać
                          ubierać
                          podcierać tyłek
                          wycierać nos
                          wysłuchiwać jęków, krzyków (w zależności od sposobu wychowania i temperamentu
                          dziecka)
                          i tysiące innych
                          tylko wlaśnie kochac sie na plazy z ukochanym mężczyzną
                          a spędzanie wakacji i podcieranie tyłka wlasnemu dziecku to zupełnie inna sprawa
                          • pelaga Re: mur berlinski:( 11.02.05, 14:58
                            > a spędzanie wakacji i podcieranie tyłka wlasnemu dziecku to zupełnie inna
                            > sprawa

                            Zapominasz Kitulku, ze dla tego ukochanego mezczyzny to dziecko to JEGO WLASNE,
                            nie cudze i te slowa byly o takich wlasnie ojcach, dla ktorych wlasne dzieci to
                            tylko te z aktualnych zwiazkow.
                          • mikawi Re: mur berlinski:( 11.02.05, 15:04
                            kitulek napisała:
                            > Po roku ciężkiej pracy nie każdy ma ochotę na wakacjach:
                            > bawić się z cudzym dzieckiem
                            > robić mu kanapeczki
                            > prać
                            > ubierać
                            > podcierać tyłek
                            > wycierać nos
                            > wysłuchiwać jęków, krzyków (w zależności od sposobu wychowania i temperamentu
                            > dziecka)
                            > i tysiące innych
                            a potem dowiedzieć się że eksia sobie przeciez nie życzy żeby obca kobieta
                            zajmowała się jej dzieckiem.

                              • agamagda Re: mur berlinski:( 11.02.05, 15:27
                                Czyli powrót na pole START - Nexie poświęcają się akceptując faceta z
                                przeszłością pod warunkiem że
                                - dzieci nie będą go widywać,
                                - Ex nie będą chcieć alimentów, -
                                - M nie będzie wsponimał, myślał, itd o przeszłości ,
                                - jesteśmy byłyśmy i będziemy Jedynymi w ich życiu
                                cała reszta nie istniała i nie istnieje.
                                Żartuje, oczywiście, ale gorzko....


                                    • mikawi Re: mur berlinski:( 11.02.05, 16:17
                                      WIDZIAŁAM
                                      nie rozumiem skąd takie "żartobliwe" wnioski bo nie było mowy w tym wątku o
                                      tym, żeby ojciec nie widywał swoich dzieci, nie mówił o przeszłości czy
                                      zapomniał wręcz o niej. Specyficzne poczucie humoru.

                                      Najlepiej gdyby facet oddał eksi całą pensję, zapomniał o potrzebach drugiej
                                      zony i wspólnego dziecka z nią, bo przeciez trzeba zrekompensować rozwód
                                      pierworodnemu. A w ogóle niech się na drugie małżeństwo i dziecko w ogóle nie
                                      decyduje, tak bedzie najlepiej i najprościej. Zartowałam wink Aaaale śmieszne.
                                      • agamagda Re: mur berlinski:( 11.02.05, 16:42
                                        Zartobliwe wnioski są po tym, że jesteśmy na wątku babki, która wścieka się, że
                                        facet poświeca za dużo czasu WŁASNEMU dziecku,
                                        również po poscie :
                                        Po roku ciężkiej pracy nie każdy ma ochotę na wakacjach:
                                        > bawić się z cudzym dzieckiem
                                        > robić mu kanapeczki
                                        > prać
                                        > ubierać
                                        > podcierać tyłek
                                        > wycierać nos
                                        > wysłuchiwać jęków, krzyków (w zależności od sposobu wychowania i temperamentu
                                        > dziecka) i tysiące innych

                                        Do ciężkiej anielki bierzecie sobie chłopa z bagażem i dziwcie się że ma
                                        zobowiązania.- jak się zastanowić naprawdę nie wiem skąd mogą przyjść do głowy
                                        takie żarty…

                        • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 11.02.05, 15:03
                          pelaga napisała:

                          > I taka jest roznica miedzy mna, a ojcami, pokroju mojego exa i wiekszosci
                          > Waszych m.

                          A skad Ty wiesz, jaka jest 'wiekszosc naszych m'? To, ze jakas macocha pisze na
                          forum, ze ona by wolala to czy tamto, to nie znaczy, ze tak jest i facet sie na
                          to bezwarunkowo zgadza.

                          > To jest MOJE dziecko, chcac byc ze mna trzeba liczyc sie z byciem w trojke.

                          No to wspólczuje Twojemu partnerowi. Odrobina egoizmu nikomu nie zaszkodzila.

                          > Zezarlyby mnie wyrzuty sumienia, gdybym pojechala sobie np. na Teneryfe z
                          > facetem, a dziecko zostawila komus pod opieka (pomijajac fakt, ze nie mam
                          > komu, bo tatusiek opieka niezainteresowany).

                          Takie mi sie pytanie (retoryczne pewnie) nasuwa - czy kazda samodzielna mama
                          tak mysli, planujac mniej lub bardziej egzotyczne wojaze ze swoim kolejnym
                          ukochanym.

                          > To jest MOJE dziecko, nie umialabym.

                          No własnie. A dziecko faceta nie jest dzieckiem macochy. A ze wypowiadaja sie
                          na temat wakacji macochy, to analogii do Twojej sytuacji NIE MA.

                          Gdybym miała tylko możliwość jednego wyjazdu, to oczywiscie nie opieralabym
                          sie, zeby wyjazd byl we czworke. Ale jesli moglabym pozwolic sobie na dwa
                          wyjazdy, to chcialabym pojechac gdzie z synem mojego meza, ale tez tylko i
                          wylacznie z moim mezem i naszym wspolnym dzieckiem. A juz najchetniej
                          pojechalabym trzy razy - dwa wymienione plus jeden wylacznie z moim mezem.
                          I nie uwazam, ze jest to robienie krzywdy komukolwiek.
                          Dokladnie takie samo prawo do wyjazdu tylko z ukochanym ma moim zdaniem
                          samodzielna mama. Bo poza tym, ze sie jest mama, jest sie tez partnerka/zona. A
                          poswiecanie sie 'dla idei' nikomu nie wychodzi na dobre.
                          • pelaga Re: mur berlinski:( 11.02.05, 15:21
                            > A skad Ty wiesz, jaka jest 'wiekszosc naszych m'?

                            Z tego, co piszecie. Piszecie o "sukcesach", ustawianiu "granic", o ich
                            dostosowywaniu sie do Was. To nie pierwszy taki post.

                            > No to wspólczuje Twojemu partnerowi.

                            Nie ma takiej potrzeby. Jest ze mna, czy raczej z nami szczesliwy. Jakby nie
                            byl to by sie nie meczyl, narzekajac na swoj ciezki los, tylko zmienilby swoje
                            zycie.

                            > Takie mi sie pytanie (retoryczne pewnie) nasuwa - czy kazda samodzielna mama
                            > tak mysli, planujac mniej lub bardziej egzotyczne wojaze ze swoim kolejnym
                            > ukochanym.

                            A skad teza, ze to KOLEJNY ukochany??? Jakos mi to tak zabrzmialo, jakby
                            wszystkie samodzielne co roku wyjezdzaly na WOJAZE z kims innym.
                            A skad Ty wiesz, co robia WSZYSTKIE samotne matki?
                            Znam kilka w realu, kilka wirtualnie, zadna z nich nie wyjezdza na wakacje bez
                            dziecka. Znam tylko dwie rodziny, ktore wyjezdzaja bez dzieci na wakacje.

                            > No własnie. A dziecko faceta nie jest dzieckiem macochy. A ze wypowiadaja sie
                            > na temat wakacji macochy, to analogii do Twojej sytuacji NIE MA.

                            Analogia jest w stosunku do ich ukochanych m. Bo to dzieci tych facetow, czy
                            moze powinno sie napisac "exdzieci"????

                            > Dokladnie takie samo prawo do wyjazdu tylko z ukochanym ma moim zdaniem
                            > samodzielna mama. Bo poza tym, ze sie jest mama, jest sie tez partnerka/zona.

                            Dochodza wzgledy organizacyjne. Nawet jakby sie chcialo, czasem nie da rady.

                            > A poswiecanie sie 'dla idei' nikomu nie wychodzi na dobre.

                            Pisalam o swojej sytuacji, co ja robie i jak ja do tego podchodze. Nie uwazam,
                            ze zabranie dziecka ze soba na wakacje to dla mnie ZYCIOWE POSWIECENIE dla
                            idei, dla mnie to NORMALNOSC.
                            • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 11.02.05, 15:27
                              pelaga napisała:

                              > Z tego, co piszecie. Piszecie o "sukcesach", ustawianiu "granic", o ich
                              > dostosowywaniu sie do Was. To nie pierwszy taki post.

                              W ustawianiu granic to akurat macochy bije na glowe kto inny smile

                              > Jakby nie byl to by sie nie meczyl, narzekajac na swoj ciezki los, tylko
                              > zmienilby swoje zycie.

                              To tak a propos tego co wyzej - jak sie ktorejs macosze cos nie podoba, to
                              zmienia swoje zycie, zeby byc w pelni szczesliwa.

                              > A skad teza, ze to KOLEJNY ukochany??? Jakos mi to tak zabrzmialo, jakby
                              > wszystkie samodzielne co roku wyjezdzaly na WOJAZE z kims innym.

                              Z tego samego zrodla co wpisy o kolejnych panienkach eks mezow samodzielnych smile

                              > A skad Ty wiesz, co robia WSZYSTKIE samotne matki?

                              Nie wiem, pytam. Zaznaczylam, ze pewnie retorycznie.

                              > Analogia jest w stosunku do ich ukochanych m. Bo to dzieci tych facetow, czy
                              > moze powinno sie napisac "exdzieci"????

                              Nie ma analogii, bo nie slyszysz o wyjazdach bez dziecka z ust facetow (czyli
                              ojcow), tylko z ust 'macoch', czyli obcych bab.

                              > Nie uwazam, ze zabranie dziecka ze soba na wakacje to dla mnie ZYCIOWE
                              > POSWIECENIE dla idei, dla mnie to NORMALNOSC.

                              Ale w pelni szczesliwa nie jestes chyba, skoro marzy Ci sie wyjazd we dwoje? smile
                              A powaznie - i ok, dla Ciebie to normalnosc, dla mnie normalne jest pobycie
                              czasami tylko z moim mezem, sam na sam.
                              • pelaga Re: mur berlinski:( 12.02.05, 09:57
                                > Ale w pelni szczesliwa nie jestes chyba, skoro marzy Ci sie wyjazd we
                                > dwoje? smile

                                Czlowiek pozbawiony wszelkich marzen Twoim zdaniem jest szczesliwy??? Moim
                                zdaniem nie. Mam wiele marzen i nie umniejszaja one mojego szczecia. Ale kazdy
                                z nas ma prawo do wlasnej oceny wlasnego szczescia w zyciu.
                                  • pelaga Re: mur berlinski:( 14.02.05, 13:06
                                    Ech milo by bylo, gdybys za kazdym razem, kiedy juz brakuje ci argumentow, a
                                    ostatnie zdanie MUSI nalezec do ciebie, nie pisala wszystkim, ze nie czytaja
                                    uwaznie.
                                    • e_r_i_n Re: mur berlinski:( 14.02.05, 13:12
                                      Ech (bo ostatnie zdanie musi byc moje smile ), jak ktos sie czepia dla czepiania i
                                      wyrywa z kontekstu zdania, zatracajac ich sens, to prosze, zeby tego nie robil
                                      (albo przynajmniej zwracal uwage na to, co napisalam, czyli czytal uwaznie).
                                      W Twoim przypadku wiecej nie bede.
                                      Pozdrawiam.
                        • mikawi Re: mur berlinski:( 11.02.05, 15:34
                          pelaga napisała:
                          > Gdyby moj partner powiedzial mi, ze zadnych wiecej wakacji z moim dzieckiem,
                          > odpowiedzialabym mu, ze w takim razie zadnych wiecej wakacji razem.

                          no widzisz, mamy zupelnie inne podejscie do tematu; gdyby moj parter mi
                          powiedzial że każde wakacje mamy spedzać obowiązkowo we czwórkę bo to jego
                          dzieci przecież i tak ma być - "odpowiedziałabym mu, że w takim razie żadnych
                          więcej wakacji razem". Co to - rozkaz jakiś, warunek? owszem, możemy spędzić
                          wspólnie wakacje, ale też mam prawo spędzić je TYLKO z M. I on moje zdanie tez
                          powinien wziąć pod uwagę, tak jak ja jego chęć wakacji z dziećmi. I można iść
                          na kompromis w postaci - pierwszy tydzien spedzamy wszyscy, potem M. zostaje z
                          dziećmi na tydzień, a w następnym miesiącu jak się uda wyrwać jeszcze tydzień
                          wolnego jedziemy gdzieś tylko we dwójkę (czy trójkę jak nasz junior będzie na
                          świecie). Bo narzucenie mi przez M. obowiązku wspólnych wakacji z jego dziecmi
                          traktowałabym jako nieliczenie się z moim zdaniem. Co to - niewolnictwo czy co?
                          chcę to pojadę, nie - niech jadą sami.

                          > Zezarlyby mnie wyrzuty sumienia, gdybym pojechala sobie np. na Teneryfe z
                          > facetem, a dziecko zostawila komus pod opieka

                          hm.... ja akurat nie Teneryfe miałam na myśli ale raczej polskie zakątki, które
                          M. mógłby bez zbytniego problemu finansowego pokazac dzieciom.
                          Teneryfa.... hmm.... gdyby nawet i gdybysmy chcieli aby dzieci nie
                          ominęly "widoki tych wszystkich nowych miejsc, mając na uwadze ich fascynację,
                          zadowolenie, szczescie" - widzisz - dla naszej eksi bylby to powód do
                          podniesienia alimentów bo zawiść by ją zeżarła, nieważne że dzieci by
                          skorzystały.
                          • lideczka_27 wakacje 14.02.05, 02:14
                            Myśmy brali młodą na wakacje zawsze. Nie było opcji "tylko we dwoje". A to z
                            prostego powodu (a właściwie dwóch):

                            - wakacje z ojcem to jedyne wakacje/wyjazd, jakie ten dzieciak miał (matka
                            wyjeżdżała co roku, ZAWSZE tylko z partnerami, na oczach dziecka się zdarzało,
                            nieważne, że potem dzieciak przez dwa dni u nas wył, bo mama nie chciała zabrać
                            ze sobą - i nie ważne, czy to morze było, czy okoliczne bajora - eksia
                            odpoczywała od dziecka i pewnie miała seks na plaży wink))))

                            - było nas stać tylko na jedne wakacje, a nawet nie tyle "nas" co mnie, bo M
                            utopiony w długach pracował na spłaty, a ja na wakacje dla naszej trójki - więc
                            nikt nie myślał o rozwiązaniach kompromisowych - np. tydzień z dzieckiem,
                            tydzień tylko we dwoje, a tydzień w trójkę czy jak tam... I wcale nie znaczy
                            to, że ja taka dobra dusza, bo może i chciałabym całkowitej beztroski, ale
                            priorytetem było dla mnie dziecko, bo wiecie jakie życie mała miała i ja nie
                            potrafiłabym powiedzieć "nie obchodzi mnie". Za dnia tak się zawsze dzieciak
                            wyhasał, że odlatywał koło 22.00 i można było wyseksić się do woli - no, może
                            akurat nie na plaży ani w chaszczach, bo nie szło dziecka samego zostawić, ale
                            i w domku fajnie było, a zwłaszcza gdy była ulewa, ziemia pięknie pachniała a
                            wielkie krople waliły w dach wink)))))

                            Natomiast od razu mówię, że nie wiem jakby sprawa wyglądała, gdybyśmy byli
                            finansowo dobrze ustawieni - pewnie oprócz wyjazdu w większym składzie
                            chciałabym czasu dla siebie - powiedzmy upojny weekend TYLKO we dwoje w jakimś
                            przytulnym nadmorskim kurorcie - wink))

                            Teraz wyjeżdżam na odpoczynki z dziećmi, ale bez M. Gdy pracuje to jego
                            problem, ja zabieram cały inwentarz (a więc młodą też) i w drogę wink.

                            A co do wakacji "bezdzietnych" to mamy takie w planie i kurka wodna - gdyby
                            nie ta ciąża, to tego roku byczyłabym się na jakiejś greckiej plaży wink)) To
                            miała być taka spóźniona podróż poślubna - romantycznie, bez dzieci, gdzie -
                            nie ukrywam - chciałam po prostu odpocząć - i chciałam też, by M, który bardzo
                            dużo zasuwa, miał święty spokój. No więc plan był, że zaliczamy z dzieciakami
                            polskie zakątki (np. dwa tygodnie nad jeziorami w domku) a potem sprzedaż
                            dzieci do dziadków (to też forma spędzania wakacji a z autopsji wiem, że bywa
                            bardzo atrakcyjna wink i wylot we dwójkę. Nie wiem czy bym się nie zesrała na
                            miejscu i matce nie zatruwała życia telefonami (M się tego obawia wink)) jak tam
                            dzieci, no ale plan był piękny smile I nadal jest, tyle że odłożony na jakieś dwa,
                            trzy lata nim nie podchowam na tyle tego najmłodszego szkraba, by go móc dać
                            pod opiekę którejś babci (mamy do wyboru trzy, więc sprawa do dogrania wink)) Dwa
                            tygodnie to może za długo, ale jakaś tygodniowa wycieczka czy wczasy to moje
                            marzenie i spełnię je choćby mnie potem wszystkie nasze dzieci od macochy
                            wyzywały do końca życia wink)))

                            Dziewczyny, ja nie wiem czy to temat do dyskusji bo w zasadzie jest to chyba
                            kwestia naszej wrażliwości, przywiązania do dziecka, poczucia obowiązku,
                            poglądu na rodzicielstwo, stanu "odpępowienia" i… zmęczenia oraz tego, czy mamy
                            w sobie coś z egoisty czy nie, na ile liczą się dla nas własne potrzeby itd. -
                            jeśli mamy różne poglądy, to będą sprzeczne wizje wakacji i chyba nie ma co się
                            kłócić...

                            pozdrówki
                            lidka

                            PS. Mam straszne problemy z pocztą gazetową. Dowiedziałam się od dwóch osób, że
                            w ciągu ostatnich dwóch tygodni nie dotarły moje maile, a dziś sprawdziłam i
                            okazało się, że także nie ma zapisu w wysłanych. Proszę o info jeśli ktoś czeka
                            na maila i się nie doczekał, bo ostatnio odpisywałam na bieżąco - muszę
                            wiedzieć komu jestem winna list. Zaangażowałam się trochę w pomoc na forum
                            oddam/przyjmę, więc proszę o cierpliwość, bo nie mam za dużo czasu a ponadto na
                            2 tygodnie przechodzimy na modem, więc moje logowanie będzie sporadyczne -
                            nadrobię wszystko jak z powrotem będę miała stałe łącze.
    • poxywka Re: mur berlinski:( 11.02.05, 10:03
      przydalby sie pewnie mediator; moze M jest na tyle przekonany o braku Twojej
      dobrej woli, ze nie potrafi zauwazyc, ze jest to tez reakcja na jego
      zachowanie; wydaje mi sie, ze ktos z zewnatrz by pomogl; ja patrzac z pozycji
      Twojego M potrafie sie chyba wczuc w ten stan; zreszta juz kiedys zaczelas
      podobny watek i odpowiedzi byly zdaje sie podobne jak tym razem; jemu sie
      wydaje normalne, ze dla kobiety, z ktora jest dzieci beda mialy wyjatkowy
      priorytet, bo w normalnym zwiazku tak czesto sie dzieje, chociaz to zwykle maz
      na tym cierpi a nie zona; Twoj M potrzebuje, zeby go ktos uswiadomil; gdyby tu
      wszedl i poczytal jak trudno wiekszosci macoszek w pelni zaakceptowac cudze
      dziecko najpierw by go ogarnela zlosc na te wszystkie 'bezduszne' kobiety a po
      jakims czasie by to przyjal za norme; bo ona tak wyglada; nie zgadzam sie z
      agamagda, ze to brak spoiwa jakim jest wspolny cel; to brak zrozumienia jakie
      jest zycie i za bardzo egoistyczne podejscie do niego; M prawdopodobnie nigdy
      nie znalazlby kobiety, ktora sprosta jego obecnym wymaganiom, chociaz ja je
      rozumiem, bo sama mialam takie przez pewien okres; piszesz, ze gdy nie widzi
      masz dla dzieci duzo wiecej ciepla; to znaczy, ze nie jest tak zle jak pisalas;
      problem lezy w Was a nie w dzieciach; w tym, ze kazdy ciagnie w swoja strone; 5
      lat to wystarczajaco duzo czasu aby sie zaprzec przy swoim stanowisku; czasem
      proba rozwiazania takiego zwiazku przez jedna ze stron jest wystarczajacym
      szokiem dla drugiej strony i pozwala jej sie przelamac; otwiera oczy; ale to
      zalezy od charakteru czlowieka, wiec mogloby sie to zle skonczyc jesli ktos ma
      dobrze rozwinieta dume, ktora spycha milosc na dalszy plan; albo Ty sie
      przelamiesz pierwsza i w imie wyzszych celow najpierw zblizysz sie bardziej do
      dzieci a potem zaczniesz powoli i konsekwentnie wywalczac ustepstwa od M, albo
      wciagniesz kogos do pomocy; nie znamy Twojego M ani jego charakteru; ja wiem,
      co u mnie zagralo ale nie mam pojecia czy u Ciebie byloby dobre;
      i oczywiscie wazny jest fakt, ze nie jestes jeszcze matka - ma sie wtedy jednak
      inny punkt spojrzenia na dzieci; mozliwe ze roznica wieku tez to utrudnia
      delikatnie
      zycze wszystkiego dobrego i duzo wytrwalosci
      pozdrawiam
      poxywka
      • balladynka Re: mur berlinski:( 11.02.05, 17:26
        Poxywko, dziekuje Ci bardzo. Dziekuje w ogole wszystkim dziewczynom, kazda z
        Was ma duzo racji i mozg mi az paruje taka prace ostatnio odprawia na ten
        temat. Twoje posty sa dla mnie szczegolnie cenne bo pokazuja te sytuacje z
        drugiej strony w bardzo zyczliwy sposob. Nie jestem rodzicem wiec trudno mi
        pewne rzeczy zrozumiec. Jakos po przeczytaniu Twoich postow latwiej mi tez
        wybaczyc jemu pewne zachowania bo zaczynam widziec rzeczy z drugiej strony a to
        zawsze zbliza. Oczywiscie nie jest to tylko moja wina, dziewczyny maja bardzo
        duzo racji i powinnam i ja postawic pewne oczekiwania i na pewno nie pomaga tu
        fakt, ze moj M. jest z wychowania uroczym egoista i faktycznie ma "wrazliwa"
        dusze i duzo problemow emocjonalnych roznej natury z samym soba, ktore maja
        wplyw na to co sie dzieje, a ja nie za bardzo umiem o pewne rzeczy walczyc i
        wole sie wycofac a potem jak juz frustracja siega zenithu dopiero rozmawiamy,
        ale juz nie tym tonem co nalezy. Duma ani poczucie winy niestety nie sa dobrymi
        doradcami. Zdaje sobie sprawe ze ja nie jestem z tych co latwo znosza taka
        sytuacje. Nie umiem tez komunikowac moich oczekiwac poprawnie. Klasyczny
        przyklad podala m-m-m - mow o tym czego ty chcesz a decyzje jak on to zrobi
        pozostaw jemu - nie zaczynaj od antagonizmu. Moze to poskutkuje? Prawdą jest
        tez, ze M. sie wydaje, ze to ja jestem dziwna bo mam takie trudnosci z
        akceptacja sytuacji a kazda inna dziewczyna bylaby im druga matka od pierwszego
        kopa. Nie wiem jak mam go przekonac, ze nie ma takich idealow i zeby on tez
        troszke opuscil poprzeczke.

        Trudno jest odejsc gdy sie kocha, natomiast mysle ze dopiero teraz, gdy
        wlasciwie po raz pierwszy w ogole rozpatruje taka mozliwosc i wlasciwie na
        takie jego propozycje mam ochote odpowiedziec: "wiesz co, a bujaj sie w takim
        razie", zmieni sie troche uklad w naszym zwiazku, albo sie on po prostu
        rozpadnie. Dotychczas uwazam, ze nie byl on rowny bo ja nie umialam stawiac
        granic i nie chodzi tu o granice stara rodzina-nowa rodzina tylko o granice
        mojej tolerancji dla pewnych zachowan. Ludwinia i wiele innych macoch to
        osiagnely i wcale nie ze szkoda dla dziecka a ja po prostu nie wiem jak to
        zrobic, ale sie ucze. I najwiekszym moim sojusznikiem bedzie pewnie wreszcie
        pozbycie sie strachu ze ten zwiazek sie rozpadnie jak ja powiem czasem NIE.
        Skoro tak to niech sie rozpada. Chce miec meza, dziecko, kochajaca rodzine i
        chce zeby facet byl w niej obecny cialem i duchem, a nie siedzial w kacie i
        plakal nad swoim zmarnowanym zyciem i krzywda dzieci z poprzedniego zwiazku a
        ja razem z nim. Prawdą jest że może w ten sposob spedzic reszte życia, tylko po
        co? Ja nie chcę go odciągać od jego dzieci ale mam zamiar sama być szczęsliwa i
        zamierzam go o tym poinformowac i bedzie to niestety wymagac pewnych
        kompromisow z jego strony. Zadanie podejmę, bo dziś jestem w nastroju mysio-
        pysiosmile i w sumie chyba nadal sie kochamy skoro trwamy razem w tym calym
        zamęcie. Postaram się wyciągnąć rękę i nie brać tak do siebie początkowych
        odrzuceń, chociaż ja bardzo zle znoszę takie odrzucenie. Ale zbieram w sobie
        siły i odejdę jeśli nic się nie zmieni pomimo moich starań.

        Postaram się poszukać sojuszników którzy mogliby nam pomóc ale bardzo trudno
        będąc macochą porozmawiac z kims na ten temat. Kilka prób podjętych do tej pory
        z mojej strony spotkało się z typowym stereotypowym przyjęciem - te osoby po
        prostu nie sa w stanie wyjsc poza bajke o kopciuszku i ja to rozumiem. Dlatego
        jestem tu na forum. Obawiam się też że jego próby rozmowy z kims z zewnatrz
        mogą go w zwiazku z tym tylko utwierdzic w jego przekonaniach - wiekszosc
        doradcow jednak bierze typowa strone, bo po prostu nie zdaje sobie sprawy jak
        to trudno bedac mna.

        Jeszcze raz dziekuje.
        • m-m-m Re: mur berlinski:( 11.02.05, 17:55
          Ja nie chcę go odciągać od jego dzieci ale mam zamiar sama być szczęsliwa i
          zamierzam go o tym poinformowac i bedzie to niestety wymagac pewnych
          kompromisow z jego strony

          I tak powinno być: kompromis koniecznie.
          A A'propos wakacji: ostanio M, mi powiedział, że marzy o tym byśmy sami gdzieś
          wyjechali. Tylko we dwójkę.
          Nasz kompromis: pasierb jest w trudnym wieku i niestety przez jakieś dwa, 3
          lata nie będzie nam to dane...ale jak już pasierb będzia miał lat 18-19 to
          wyjeżdżamy tylko we dwoje i to gdzieś daleko.
        • lideczka_27 Re: mur berlinski:( 14.02.05, 02:25
          Balladynko, będzie dobrze smile Ja też miałam takie etapy - wymagać i egzekwować
          swoje nauczyłam się z czasem - przyśpieszyło to moje macierzyństwo - chłopu
          doszło kolejne dziecko, ja też stałam się rodzicem i zajarzyłam z czym to się
          je, zgraliśmy się jeszcze bardziej. Czasem było trudno, M co prawda nie miał
          żadnych wyrzutów sumienia, postępował wobec dzieci fair (nikogo nie wyróżniał,
          nikogo nie spychał na plan dalszy), ale ja zaczęłam mieć więcej do powiedzenia,
          odważniej krytykowałam pewne poczynania M., bo miałam już intuicję matki i
          lepiej widziałam jego błędy czy moim zdaniem złe decyzje - dotyczyło wszystkich
          dzieci M, nie tylko wspólnego.

          Myślę, że sobie poradzisz, musisz tylko do faceta znaleźć odpowiedni klucz smile
          pozdrówki
          lidka
      • gosza26 Re: mur berlinski:( 11.02.05, 17:36
        Odnosze wrażenie, że każda poniekąd ma racje (i samodzielne i macochochy).
        Mysle, że to poprostu wynik róznego w postrzegania tych samych rzeczy. To tak
        samo jak butelka jest pełna do połowy .Dla jednego będzie w połowie pusta, a
        dla drugiego w połowie pełna. I obaj mają rację....

        Sa rodzice dla których wakacje bez dziecka są starcone, a dla innego spędzane
        osobno to sytuacja naturalna. potrzeba jednak duzo dobrej woli,żeby ustalić to
        co będzie dobre dla wszyskich.
        Rodzina zrekonstruowana ma ten kłopot,że jedna jej część(rodzic i jego dziecko)
        maja wspólne przyzwyczajenia, a tu pojawia sie ktoś trzeci ze swoimi pomysłami.
        w takim układzie wszyscy powinni mieć równe szanse.
        Natomiast inaczej jest gdy dzieci są tylko ,,weekendowym,, elementem życia
        danego związku. wtedy nie dziwią mnie osobne wakacje. w końcu macocha/ojczym
        to obcy ludzie dla dziecka, na wychowanie którego nie mają wpływu więc ich
        stosunek do dziecka powinen być pozytywny. nie nalezy jednak wymagać nic
        więcej.

        Ja wychowuje już 5 rok K. To cały mój świat. jednocześnie jestem pełna wad i
        okazuje się, że pomimo iż chciałam dobrze nie potrafiłam wyjść poza pewien
        schemat. Na początku potrzeba było z mojej strony wiele wyrozumiałości, ale też
        duzo konsekwencji. teraz okazuje się, że zapędziłam się tak daleko,że dalej
        jestem konsekwenta ale przestałm być wyrozumiała. I dzisiaj dowiedziałam
        się,że to ja muszę zmienić podejście i zacząć dostrzegac sukcesy chłopaka, a
        nie tylko ciągle wymagać. po raz pierwszy od wielu tygodni więc pochwaliłam go
        a on powiedział ,,a to niespodzianka,,smile Od razu jakas inna atmosfera w domusmile

        pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka