Czteroosobowa rodzina z PL, dzieci 12 i 7 lat, oni w wieku 30kilka lat.
Żona - własna działalność - usługi dla ludności że tak powiem (sama dla siebie pracuje)
Mąż - kontrakty w różnych miejscach na świecie, branża logistyczna, miejsce stałego pobytu dla niego jest bez różnicy. Ważne - zarabia ok, ale nie na tyle aby w PL 4-osobowa rodzina żyła z jego pensji. Dlatego ona też pracowała.
Co robią? Wyjeżdżają do Hiszpanii, na stałe, za dwa tygodnie. Poinformowali o tym rodzinę nagle, nikt wcześniej nie wiedział, że takie mają plany. Czemu Hiszpania? Bo ona kocha Hiszpanię i chce spełnić swoje marzenie.
Jak się przygotowali?
Nijak. Naprawdę! Nic nie mają (trochę oszczędności, ale to raczej kilka niż kilkadziesiąt tysięcy) załatwionego, zaplanowanego. Żona zamyka swoją działalność. Dzieci nie poszły do szkoły w PL (!!!) bo po co skoro zaraz wyjeżdżają. Mąż zna trochę hiszpański, żona ni w ząb żadnego języka obcego, dzieci też nie.
- a tam masz szkołę dla dzieci?
- nie, przyjedziemy to pójdę i je zapiszę
- a jak one się dogadają w tej szkole?
- oj, jakoś to będzie - tu w PL też w połowie roku przyjechał chłopiec z Rosjji - na początku nic nie rozumiał, a teraz gada jak stary
- słuchaj - skoro ta Hiszpania to takie Twoje marzenie, to czemu nie uczyłaś sie jezyka przez ostatni rok?
- eee, po co? na miejscu sie nauczę
- a co będzie jak on wyjedzie (ma kontrakty kilkumiesięczne) i wtedy nie będzie przy Tobie nikogo kto zna hiszpański - jak się dogadasz w przypadku jakiejś choroby itd?
- eee, wymyślasz, jakoś to będzie
Oni tam jadą do jakiegoś hostelu czy czegoś i będą szukać mieszkania na wynajem już na miejscu ...
ja jestem w szoku
trochę zazdroszczę odwagi, trochę współczuję wariactwa i lekkomyślnego podejścia do życia
w sumie wszystko zależy od rozwoju wypadków - jeżeli wszystko "się ułoży" - to tylko pozazdrościć
co Wy na to?