sueellen
09.02.14, 21:49
Tesciowa skończyła w czwartek 70 lat. W dniu jej urodzin poszliśmy kameralnie na paellę do pobliskiej restauracji. Kameralnie czyli w 10 osób - sama najbliższa rodzina.
Siostra teściowej poprosiła ją w sobotę by do niej przyjechała "bo kiepsko sie czuje". Teściowa została u niej na noc. Następnego dnia w podziękowaniu siostra teściowej zaprosila ją na obiad do restauracji. A tam... czekała na nią cała rodzina - ponad 50 osób. Zarezerwowalismy całą knajpę. Kiedy teściowa wchodziła, zaśpiewaliśmy "sto lat", a teściówka kompletnie zaskoczona wywinęła orła z wrażenia. Na szczęście nic jej się nie stało. Po obiedzie podano tort, teściowa dostała naprawdę fajne prezenty (od nas własnoręcznie zrobioną przez Starszą urodzinową kartkę i załączony w środku karnet do SPA), a na koniec, kolejna niespodzianka: zgasły światła i puszczono film. Były to zdjecia teściowej od najwcześniejszych lat jej młodości, ślubne, potem z dziećmi z wnuczkami i na koniec wideo z życzeniami od tych, którzy z różnych powodów nie mogli pojawić się na obiedzie. Życzenia płynęły z Barcelony, Londynu, Limy i małej mieściny w Chile. Teściowa płakała jak bóbr.
Moja szwagierka powiedziała mi wtedy tak: wielka rodzina jest czasem jak wrzód na du**e, ale jeden taki dzień wynagradza wszystko. Zgadzam się. Moja rodzina w życiu by się tak nie zorganizowała!