Wczoraj mój siedmiolatek wrócił ze szkoły milczący jakiś. Niby ok, ale jakby śpiący albo zmęczony. Niezbyt chciał jeść i w ogóle.
A kiedy młodsze dziecko wróciło z przedszkola, to cały wieczór się z nim bawił, bez kłótni, co było dość szokujące.
Wieczorem zaczęłam coś podpytywać, ale powiedział tylko, że ma zły dzień i nie chce nic mówić, ale widziałam, że chciało mu się płakać.
Wykorzystałam kilka zawodowych trików i w końcu powiedział.
Jego najlepszy kolega najpierw go zbił, a potem powiedział, że zabije mu brata. Powodem było to, że mój syn nie chciał mu kupić picia w sklepiku.
O i le wiem, że się biją chłopaki w klasie, przezywają i kłócą, ale przeżywanie tego trwa kilka chwil, bądź wcale. Tu syn był wyraźnie smutny i przestraszony.
W założeniu wolałabym sobie rękę odgryźć niż ingerować w przyjaźnie moich dzieci, ale tak niezbyt zaczyna mi się to podobać

Ten chłopiec jest specyficzny. Bardzo zdolny, pomysłowy, ale specyficzny. Jego mama opowiadała, że ktoś tam coś sugerował, że to jakiś Asperger, ale głupi był tamten ktoś.
Jego rodzice bardzo dużo pracują, chłopiec po lekcjach ciągle gra w gry komputerowe. Jego rysunki są pełne przemocy, tworzy historie związane z obrywaniem głowy, cięciu na kawałki itd. Ale jest też twórczy i do niedawna byli z moim synem bardzo zaprzyjaźnieni (znają się od zerówki).
Mój syn mówi, że już (od kilku dni) tamten nie jest jego najlepszym kolegą, że teraz lubi się z innym chłopcem, ale wszystko może się zmienić.
Zrobiłybyście coś w tej sprawie? Wolałabym uniknąć robienia afery, gdy nie ma takiej potrzeby, ale tak sobie myślę, że jeszcze jedna taka akcja i chyba pójdę pogadać z wychowawczynią (świetna kobieta!) jak widzi przede wszystkim moje dziecko, bo ja znam tylko jego wersję.