nelamela
17.06.14, 18:38
Powiedzcie drogie emamy gdzie u Was są granice pomocy drugiej osobie???Piszę to w związku z sytuacją mojego znajomego-kolegi-przyjaciela...Pan czterdziestoletni,niestety kiedyś z bogatego domu...Piszę niestety bo rodzina i właśnie pieniądze zrobiły mu krzywdę.Firma rodziców,kiedyś świetnie prosperująca,splajtowała.Matka zmarła na raka,ojciec niestety w nałogu alkoholowym...Syn do tej pory mający tak naprawdę wszystko na wyciągnięcie ręki,nie potrafił tego wykorzystać...Jest jeszcze siostra ale ona wyszła za mąż i uważa że to mąż ma ją utrzymywać...No i ja -znajoma,która stara się pomóc,podpowiada,podnosi na duchu...Ale ja mam też już dosyć...Bo ile można???Sama mam swoje problemy,które muszę rozwiązywać....Ale są też wyrzuty sumienia...bo jak to rozwiązać-zostawić samego sobie,nie odbierać telefonów czy w kilku krótkich,żołnierskich słowach powiedzieć co myślę...Poradzcie co począć...bo sama czasami już też nie wyrabiam...