jakich standardów wymagacie od waszych dzieci?
1. Czy jesteście zadowolone, że dziecko sprząta (choć widziecie masę niedoróbek)? Chwalicie taki stan rzeczy?
2. Czy wymagacie, aby cośtam zostało poprawione? Skutek jest taki, że za każdym razem są poprawki.
Czy w wariancie 1 jest szansa, aby dorosła osoba mimo wszystko potrafiła przyzwoicie sprzątnąć? W sumie wychowana w poczuciu, że tak jak jest - jest dobrze.
Ja jestem dość pedantyczna, potrafię wysprzątać na błysk, ale przyznaję, że nie mam miłych wspomnień z dzieciństwa. Staram się więc tą cechę w sobie trochę utemperować, spuścić z tonu i nie organizować życia wokół sprzątania. Kiedyś tak to wyglądało: gorączka 39 stopni, ja sprzątam i słaniam się na nogach, aby w czystym mieszkaniu i czystej pościeli móc spokojnie pochorować. W bałaganie nie mogłam nawet zasnąć.
Dużo czasu zajęło mi też zrozumienie, że zmywarka jest po to, aby wstawiać do niej brudne (opłukane) naczynia i one mogą tam pozostać nawet kilka dni. Ja chciałam mieć i czyste naczynia i czystą zmywarkę

Teraz potrafię odpuścić, wyjść na rower kiedy jest ładna pogoda, zostawiając rozgardiasz (sprzątnę później i nikt nie umrze). Działa.
Nie mniej jednak jestem trochę zaburzona. Ubrania składam w równe kostki, lubię mieć czyste podłogi. itd.
No i teraz uczę dziecko sprzątać. Nie chcę jej fundować tego, co sama przeszłam, jednak... no... po prostu pewne rzeczy muszą być zrobione przyzwoicie i skutek jest taki, że zawsze mam jakiś komentarz.