Chodzi mi o takie nieoczekiwane, fajne komplementy

Ja do dziś pamiętam: IV rok studiów, ciemno, zimno, do domu cholernie daleko, listopadowa 6 rano, głodna jestem, zmierzam do pracy, której nie cierpię.
Koleś o nosie w kolorze purpury, czekający na koniec przerwy w nocnym, mówi do swojego kumpla z zachwytem w głosie:
- Ty, patrz, ale kuuuuuu... idzie!
Słoneczko mi świeciło do końca dnia