asia_i_p
23.11.14, 09:28
Czy jest w ogóle możliwy?
Siedzę w domu na macierzyńskim i staram się wykorzystać czas, żeby trochę poszerzyć możliwości zawodowe. Więc odświeżam włoski, z wizją, że kiedy dojdę do poziomu B2, pójdę sobie na pół roku czy rok na jakiś kurs, głównie mówiony, i zdam CELI albo CILS. Ale oprócz tego chciałabym się wreszcie zająć tym, co zawsze lubiłam, choć robiłam tylko amatorsko, czyli tłumaczeniami.
Patrząc na to, kogo poszukują biura tłumaczeniowe, jedyną moją szansą, żeby zaczynać tam, jest 2-3 lata solidnej pracy i zdanie egzaminu na tłumacza przysięgłego. W związku z tym biorę się do roboty, ale czy to jest jedyna możliwa w moim wieku ścieżka. Te dziewczyny, które tłumaczą - jak wy zaczynałyście, jak szukałyście zleceń? Zwłaszcza interesują mnie "późne starty" w tym zawodzie - mam prawie 40 lat, a na koncie tylko kilka zleceń, w tym większość takich, którymi raczej nie można się pochwalić (nie ten kierunek tłumaczeń - najwięcej tłumaczyłam z polskiego na angielski, a podobno nikt poważny do takich tłumaczeń nie bierze Polaka oraz tłumaczyłam dla stoczni ojca, a do technicznych podobno wolą inżynierów znających język).
I jeszcze jedno pytanie - oprócz włoskiego, mojej starej miłości, i prawnego partnera życiowego angielskiego miałabym ochotę na romans z jeszcze jakimś językiem. Mam podstawy niemieckiego, ale korzyść zawodowa z tego niewielka, a i niespecjalnie kocham ten język. Ciągnie mnie do celtyckich - szkocki galicki, irlandzki - i do języków ludów mających określony typ mitologii - islandzki? coś skandynawskiego? Tylko nie wiem, czy jest szansa na tłumaczenia z takich języków, czy byłaby to sztuka dla sztuki.