szłam wczoraj z Młodym do babci i w drzwiach na klatkę schodową natknęłam się pana, który schodził chyba z 3 czy 4 piętra i palił papierosa. Mam wstęr i obrzudzenie do papierochów i z miejsca wydarłam się na faceta, że co to za jaranie na klatce, że muszę z dzieckiem teraz wąchać jego smrody itp. Gość się obruszył, że "a gdzie to napisane, że nie wolno palić na klatce". Tak mnie tym rozjuszył, że..... wyrwałam mu z paszczy papierocha i wyrzuciłam w kałuże

Aż się sama sobą zdziwiłam....
Starsznie jestem cieta na palaczy. Jak Młody stoi (np. na przystanku) obok kogoś kto pali, to zawsze mówię "odsuń się, bo pani ŚMIERDZI / CUCHNIE papierochami". Im elegantsza pani,t ym lepszy efekt...

Gdyby to ode mnie zalezało, paczka fajek kosztowałaby stówę i jedynym miejscem, gdzie wolno byłoby palić byłby prywatne mieszkania.