tynia3
08.09.04, 14:36
Odbija mi chyba (możecie mnie nie oszczędzać, spodziewam się krytyki).
Sprawa wygląda tak, że karmię synka piersią. Ma już 8 miesięcy i - wydaje mi
się - najwyzsza pora na to, aby pomału uczył się zasypiać bez cycusia, bawić
się w swoim łóżeczku chwilę, kiedy mam coś do zrobienia, a wiem, że Dziecku
NIC nie brakuje. No i tu zaczynają się schody... . Próba sił, czy nie wiem,
jak to nazwać. Na noc daję butlę, a Bartek budzi się i tak ze 4 razy. Mąż
proponował, że będzie mi go podawał i odnosił do łóżeczka, ale ja spię, jak
zając pod miedzą, więc budzę się od razu, jak synek kwęknie (śpimy w innym
pokoju) i żal mi Grzeska budzić, wiedząc, że idzie rano do pracy. Skutek:
niewyspanie. Przez dzień różnie to bywa, ale zasypia i bez piersi, pod
warunkiem, że jest w wózku na świeżym powietrzu.
No i teraz problem nr 2. Mianowicie: 26 wrzesnia jest wesele naszych
przyjaciół. Jest ono w tym samym mieście, w dodatku 5 min. drogi od nas... .
Możemy wrócić wcześniej w nocy przecież. A ja...hmmm... mam obiekcje
(cholera, jak jakaś mamuśka przewrażliwiona), żeby iść ;-(. Mąż mówi, że to
chyba tak będzie, że ja gorzej zniosę tę noc, niż synek. Z Bartkiem zostałaby
babcia (teściowa), która ma doświadczenie z dziećmi - swoimi synami (trzema)
i z wnuczką (obecnie 3 letnią, którą się zajmowała). Babcia jest suuuper
cierpliwa i "obrotna". Śpiewa, bajki opowiada, bawi, usypia, na rękach nosi,
no cud... . Tyle, ze na codzień z Bartkiem jesten ja, bo mieszkamy w innym
mieście.
Szlag mnie trafia. Jak powolutku uczyć dziecko samodzielności (tyle, na ile
wiek pozwala) i nie mieć ochoty, zrobić SOBIE krzywdy za to, ze odłożone do
łóżeczka dziecię ryczy jak syrena.
Pogubiłam się!!!
A u koleżanek to zawsze wiedziałam, co zrobić... .
Moja Mama mówi: "Idź koniecznie na to wesele!". Mam lubi bardzo moją teściową
(zresztą z wzajemnością).
AAA!!! Problem to chyba ja mam, nie Maluch ;-(. Niech mi ktoś powie, jak nie
zwariować.
Zdołowana dziś e-mamuśka.