agnieszka77_11
19.12.14, 18:36
Zaczyna się niemalże od kołyski naszego dziecka - już siedzi, już stoi, już mówi. Później w wieku 4 lat płynnie czyta bez zająknięcia, umie liczyć do 100 w co najmniej dwóch językach.
Lekcje baletu, chińskiego, tablet i smartpfone. No nie może być mniej.
Później licytacja, które dziecko chodzi do najlepszego żłobka, przedszkola, podstawówki i gimnazjum. Jakie to ma cudowne oceny na świadectwie i jakie jest zdolne, mądre i wyjątkowe. Pomijam już fakt, że wszystkie dziewczynki są najpiękniejsze i w przyszłości wszystkie będą niemalże modelkami (nieważne, że córeczka urodę odziedziczyła po niezbyt przystojnym tacie), a chłopcy wszyscy przystojni niczym Brad Pitt. Generalnie nie ma przeciętniaków. No bo kto się do tego przyzna, że jego dziecko jest gorsze, brzydsze czy mniej zdolne? Nie wypada.
Same licytujemy się w ilości zrzuconych kilogramów po ciąży, w tym która ładniej wygląda w obcisłych leginsach i która chodzi na większą ilość modnych zajęć ruchowych oraz ćwiczy z Chodakowską. Broń Boże, żeby do którejś z mam przylgnął wizerunek Matki Polki. Wypluć od razu to słowo. Nowoczesna mama nie może koncentrować się zbyt bardzo na swojej rodzinie, a co najmniej raz w tygodniu spędzać je na babskich ploteczkach przy piwku/winku czy zajęciach fitnessu. Inaczej po prostu nie wypada. Nie wypada też być kochającą żoną, która przygotuje mężowi smaczny obiad lub wyprasuje koszulę (mimo, że lubi i chce). Zostanie niemalże wyklęta. Można za to licytować się w ilości oddelegowanych partnerowi zadań do wykonania i wykazywaniu, której to udało się opleść faceta wokoło palca, że po pracy będzie jeszcze gotował obiady i sprzątał mieszkanie.
Niemalże w każdej dziedzinie życia trzeba pokazać, że jest się "lepszą" od wszystkich. Bogatszą, mądrzejszą, bardziej nowoczesną i wyemancypowaną.
Czasem mam wrażenie, że dla wielu ważniejsze jest aby dziecko było lepsze od dziecka koleżanki/sąsiadki niż żeby było szczęśliwe. Skąd ta potrzeba rywalizacji? Z kompleksów? Z wypalenia? Z poczucia bycia gorszą? Z ciężkich przeżyć? Moja mama miała ciężko w życiu z mężem alkoholikiem, więc ja nie pozwolę, żeby mój mąż za bardzo się rozbestwił i przeginam w drugą stronę wiecznie się na niego wydzierając? Dlaczego nie wypada powiedzieć, że się dba o męża? Dlaczego nie wypada powiedzieć, że zamiast wyjść na babskie ploty lub pojechać na zakupy do Galerii wolimy posiedzieć wieczorem w szlafroku i obejrzeć chociażby Taniec z Gwiazdami?
Ten cały wyścig szczurów przenosi się niestety na nasze dzieci, którym też ciężej walczyć z poczuciem bycia "gorszym", gdy okaże się, że wcale nie są najmądrzejsze i najpiękniejsze.