Dodaj do ulubionych

błąd w klinice in vitro

03.02.15, 11:52
Czytalyscie?

www.tvn24.pl/kobieta-urodzila-nie-swoje-dziecko,511696,s.html
Co muszą przezywac rodzice dzieci, które się urodziły dzięki zabiegom in vitro w tej klinice. Może się okazać, że pomyłek było więcej, a ta wyszła przypadkiem.

I co w takim razie z odszkodowaniem dla tej rodziny? Skoro zabieg był refundowany przez państwo w najwyraźniej panstwowej placowce znów za błąd w sztuce zapłacą wszyscy podatnicy?
Obserwuj wątek
    • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:22
      No niestety, błedy lekarskie zdarzają się wszędzie, człowiek jest omylny. Czasem te pomyłki są drobne, a czasem np. amputują człowiekowi nie tę nogę, którą powinni ;-/
      Odszkodowanie oczywiście tej rodzinie się należy, myślę, że powinna je wypłacić klinika.
      Najgorzej, że zaraz będzie krzyk i jednostkowa pomyłka zostanie wykorzystana jako argument przeciwko in-vitro w ogóle (podobnie jak w sprawie Chazana nawiedzeni pawocowcy próbowali dowodzić, że przyczyną wad dziecka było IVF).
      • lafiorka2 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:31
        kalina_lin napisała:


        > Najgorzej, że zaraz będzie krzyk i jednostkowa pomyłka zostanie wykorzystana ja
        > ko argument przeciwko in-vitro w ogóle (podobnie jak w sprawie Chazana nawiedze
        > ni pawocowcy próbowali dowodzić, że przyczyną wad dziecka było IVF).

        tez tak sadze sad
        • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:49
          Nie IVF, ale fakt faktem, ze sa ludzie (zdrowi), ktorych potomstwo ma male szanse byc zdrowe. taka mieszanka genow. Czasem nie warto walczyc z natura.
          • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:59
            Są. Ale nie wiadomo, czy to jest ten przypadek. A IVF nie ma nic do rzeczy. Są rodziny w których wszystkie dzieci cierpią na poważne choroby genetyczne, a spłodzone zostały w zupełnie naturalny sposób.
            • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:14
              IVF nie jest metoda naturalna...
              • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:16
                I co z tego?
                • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:57
                  Jak pisalam - czasem natury sie nie przeskoczy, a jesli juz sie ja do czegos zmusi, to moze dojsc do tragedii, do ktorej by naturalnie nie doszlo. Niestety.
                  • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:03
                    To jest bardzo łatwo napisać anonimowo w internecie, jak się nigdy z płodnością nie miało kłopotów. Poza tym, skąd wiadomo, która akurat para ma felerny zestaw genów? Proponujesz wszystkim, żeby się "pogodzili" z niepłodnością?
                    • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:41
                      A skad wiesz, ze nie mialam? Mialam i zrezygnowalam z IVF. Nie wiem, czy jednak bym sie go nie podjela, gdyby zdarzyl sie cud, wiec nie potepiam ludzi po tej procedurze, ba, zawsze ciesze sie, jak sie skonczy sukcesem. Tylko ze watpliwosci etyczne pozostaja...
                      • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:48
                        gdyby NIE zdarzyl sie etc.
                      • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:31
                        I dlatego powinno się robić IVF z PGD.
                        Skąd wiem, że nie miałaś? Bo jestem w bardzo podobnej sytuacji i wiem, jak łatwo się mówi o zrezygnowaniu z macierzyństwa, jak ten "cud" już się pojawił.
                        • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:35
                          Ale zanim sie pojawil, zrezygnowalam z IVF. Swiadomie - nie chcialam isc w tym kierunku. Tylko kto wie, co by bylo dalej, gdyby...Ja nigdzie nie napisalam o rezygnacji z macierzynstwa. istnieja tez adopcje. To tez macierzynstwo.
                          • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 16:54
                            annajustyna, przed IVF robi się badania genetyczne (one oczywiście, nie wszystko wykażą), smiem twierdzić, że osoba przystępująca do IVF ma większą wiedzę nt potencjalnych chorób, jakich może byc nosicielem, niz rozmnażający się tradycyjną metodą. Skoro takie badania nic nie wykazują, to dlaczego rezygnowac z mozliwości takiego macierzyństwa?
                            Co do osób świadomych, że moga przekazac wadliwe geny, a mimo to rozmnażających się, mam mieszane uczucia.
                            • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 18:36
                              > Co do osób świadomych, że moga przekazac wadliwe geny, a mimo to rozmnażających
                              > się, mam mieszane uczucia
                              To gdzie stawiasz granicę: 1%, 5%, 15%, 50% prawdopodobieństwa przekazania "wadliwych" genów? I co z badaniami prenatalnymi?
                              • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 20:27
                                nie stawiam żadnych granic, każdy musi takie rzeczy sam rozwazyć i podjąc decyzję. Osobiście nigdy nie stałam przed takim dylematem...
                          • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 18:35
                            Nie każdy się nadaje na rodzica adoptowanego dziecka i o adopcję naprawdę nie tak łatwo. To jest paskudnie okrutna rada.
                            Naprawdę lepiej powiedzieć, żeby zrobić IVF z komórek dawczyni.

                            Poza tym, tak jak agni poniżej.
                            • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 20:33
                              Okrutne to jest traktowanie adopcji jako ulomnego rodzicielstwa.
                              • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 01:05
                                Serio, nie chciałaś zrozumiec tego, co napisałam? Bo normalnie nie masz problemów z czytaniem ze zrozumieniem.
                                Nie uważam, że adopcja to wybrakowane macierzyństwo. Uważam, że to nie jest wybór dla każdego, i że są ludzie, którzy się do tego nie nadają i dla których to nie jest wyjście. Ludzie mają jakieś kompletnie absurdalne przywiązanie do swoich genów i ogromną potrzebę, żeby ich dziecko było z nimi spokrewnione.
                                A wracając do ivf, to jak miałam dwadzieścia siedem lat i masę czasu na tykanie zegara biologicznego, i świeżutko pochowałam dziecko i dostałam diagnozę translokacji i rozważałam różne opcje, to stwierdziłam w niwności swojej, że nie zdecyduje sie na ivf, bo moje komórki są i tak do bani, a jak dawczyni, to może lepiej adopcja. Tylko, że rok później byłam w ciąży, która się zakończyła sukcesem, więc mogłam sobie gdybać do woli. Równie dobrze też mogłabym stwierdzić, że świadomie zrezygnowałam z ivf, ale prawda jest taka, że mogłam sobie pogdybać i de facto nigdy przed tym wyborem nie stanąć.
                                • pani.jezowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 01:11
                                  Dokładnie.
                                  Do tego jeszcze dochodzi kwestia tego ile się w Polsce czeka na adopcję a czeka się naprawdę długo, bo dzieci, które mają czystą sytuację prawną o można je adoptować jest w Polsce zdecydowanie mniej niż niepłodnych par gotowych na adopcję.
                                  Ludzie czekają latami na dziecko.
                                  "Adoptuj" to jest rada ignoranta.
                                  Już pomijając nawet całą psychologiczną kwestię gotowości na adopcję, FAS, RAD itd.
    • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:26
      koszmar

      obstawiam dwie mozliwe przyczyny

      1. pomyłka - pomylono komórki jajowe dwóch kobiet poddawanych w mniej więcej w tym samym czasie procedurze IVF

      2. małżeństwo skorzystało z komórek jajowych dawczyni, i z jakichs powodów zarówno klinika, jak i rodzice nie chcą tego ujawnić

      • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:29
        Gdyby nie chcieli ujawniać nie szliby z ta historią do mediów.
      • azile.oli Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:30
        Moim zdaniem raczej drugi przypadek byłby dziwny, tzn z punktu widzenia kliniki. Po co miałaby ryzykować oskarżenie o błąd?
        Jeśli to pierwsza sytuacja, to tej kobiecie współczuję podwójnie, bo być może jej komórkę jajową wszczepiono innej osobie i gdzieś tam żyje jej biologiczne dziecko.
      • arwena_11 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:45
        a druga opcja nie jest u nas nielegalna?
        • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:00
          Komórka dawczyni? Oczywiście, że nie. Tak jak i dawstwo nasienia.
          Tyle, że nie są refundowane w ramach NFZ.
          • notting_hill Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:15
            Mnie tam już nic nie zdziwi... Strasznie nie lubię takiego myślenia, ale nasuwa się prawdopodobieństwo, że klinika wiedziała, że z materiału biologicznego matki nic się nie uda, to "pożyczyła" sobie inne jajeczko. Gdyby dziecko urodziło się zdrowe, nikt by nie dochodził co i jak... Pieniądze można było skasować, w paierach się zgadzało, dla kontroli wszystko ok.

            Niestety, w takich wypadkach ta nasza polska umiejętność improwizacji i "radzenia" sobie, nie zawracając sobie głowy jakimiś tam durnymi procedurami to jak najbardzie efekt "ch..., d.... i kamieni kupa".
            • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:20
              Ale wiesz, że procedura z komórką dawczyni jest dużo droższa? Klinice w żaden sposób nie opłaca się "rozdawać" komórek jajowych, skoro czekają na nie kolejki chętnych gotowych zapłacić.
      • wielkafuria Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:41
        jest trzecia mozliwosc: ktos sie bawil w boga i wiedzac ze np matka ma problemy z ciaza zamieniła jajeczko osoby kt takich problemow nie ma.
    • edelstein Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:43
      Tak to jest jak sie debili zatrudnia.
      • wioskowy_glupek Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:06
        Odezwała się ta co błędów w pracy nie popełnia xD OMG
    • hema14 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:48
      Ale straszne! Współczuję tej kobiecie, bo mieć chore dziecko (nie wiem jaka tam wyszła niepełnosprawność czy co) to ciężki kawałek chleba, więc teoretycznie skoro to nie jest jej dziecko, może łatwiej i słuszniej dla niej byłoby nie brać tego dziecka na wychowanie. Ona ma jeszcze szansę na swoje własne zdrowe dziecko, i radość z macierzyństwa - w perspektywie lat i całego życia może lepiej tak zrobić. Ale wyrzuty sumienia, że oddała "bo się nie podoba" to tragedia.. Gdyby było zdrowiutkie to na pewno chciałaby je mimo wszystko, bo chodziła w ciąży, związała się emocjonalnie, urodziła, popatrzyła, przytuliła zapewne... Ale dziecko nie jest zdrowe i nie jest jej - chyba powinna oddać.
      Tylko teraz problem z ojcem - bo dziecko ma ojca, męża tej kobiety. Jeśli on powie, że chce normalnie być jako ojciec a "prawdziwa" matka się nie znajdzie, to co, weźmie to dziecko i razem z tą żoną jednak wychowają, a ona może nie chcieć... Ale pokręcone to, nie ma chyba łatwego rozwiązania, które da szczęście tej rodzinie.
      • kozica111 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:50
        Biedne maleństwo.Ile kobiet zastanawia się czyje dziecko wychowuje...dopiero sie zacznie...
      • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:51
        Jak nie jest jej, skoro je urodzila? Moja corka jest blondyka z niebieskim oczymi - ja jestem szatynka z brazowymi - mam ja oddac/odrzucic, bo ma inny typ urody niz ja? Ech, do jakis czasow doszlismy, do ideologii design babies...
        • rosapulchra-0 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:15
          Użyto nie jej komórki jajowej do zapłodnienia.
        • aandzia43 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:50
          A to twoja córka nie ma twoich genów? Ktoś.ci podrzucił do jajnika.obcą komórkę jajową? Różne kobiety wg różnych kryteriów określają swoją więź z.dzieckiem. Dla mnie np. istotniejsze wydaje się biologiczne pokrewieństwo. Przynajmniej tak mi się wydaje w tym momencie życia. Ta kobieta urodziła nie swoje genetycznie dziecko. Niechcący stała się kimś w.rodzaju surogatki. Nie wiemy, jaką ona ma wizję macierzyństwa. Może taką jak ja? Jeśli tak, to jest psychicznie w czarnej d...e.
          • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:37
            Czyli adopcja to be i obrzydliwosc? Bo nie te geny...
            • arwena_11 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:42
              nie każdy nadaje się na rodzica adopcyjnego. Właśnie dlatego że nie jest w stanie wyłączyć myślenia "nie moje geny-nie moje dziecko". Ja wiem że bym się nie nadawała. Może na RZ, ale nei na adopcję.
            • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 17:06
              nieświadoma adopcja? trochę nie halo
              • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 20:34
                Taa i kukulcze jajo w jajniku uncertain.
          • ichi51e Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 14:43
            Ale przeciez teraz podejrzewaja ze to nie jest wszystko takie proste - np we krwii ciezarnej znaleziono dna dziecka - wiec ta wymiana ma miejsce cala ciaze...
      • kietka Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:02
        piszesz, tak, jakby kobiety poddajace sie in vitro to tylko tepe lalunie zaspokajajoce wlasne fanaberie.
        kobieta decydujac sie na in vitro (mam nadzieje) decyduje sie na plusy i minusy takiego rozwiazania, w tym blad lekarski. po prostu bierze pod uwage zylionowa procenta, ze komorka jajowa nie bedzie jej.
        in vitro to nie jest sklep z zywymi lakami, ale procedura medyczna.
        • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:33
          >kobieta decydujac sie na in vitro (mam nadzieje) decyduje sie na plusy i minusy takiego rozwiazania, w tym blad lekarski. po prostu bierze pod uwage zylionowa procenta, ze komorka jajowa nie bedzie jej.

          absolutnie się czegos takiego nie bierze pod uwagę, decydując się na IVF!
          • memphis90 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:40
            A chyba powinno, nie uważasz? Były już przecież nagłaśniane przypadki urodzenia czarnoskórego dziecka przez białą parę czy zapłodnienia jaja nie tym nasieniem. Naprawdę osoby decydujące się na IVF nawet przez chwilę nie biorą pod uwagę takich komplikacji?
            • ashraf Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 19:35
              Może bierze się pod uwagę komplikacje, ale nie wynikające z ludzkiej głupoty, zaniedbania, wdupiemania. To tak jakby osoba czekająca na przeszczep szpiku martwiła się, że może ktoś pomyli woreczki i dostanie nie ten, co trzeba...
        • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:34
          kietka napisała:

          > piszesz, tak, jakby kobiety poddajace sie in vitro to tylko tepe lalunie zaspok
          > ajajoce wlasne fanaberie.
          > kobieta decydujac sie na in vitro (mam nadzieje) decyduje sie na plusy i minusy
          > takiego rozwiazania, w tym blad lekarski. po prostu bierze pod uwage zylionowa
          > procenta, ze komorka jajowa nie bedzie jej.
          > in vitro to nie jest sklep z zywymi lakami, ale procedura medyczna.


          Równie dobrze można stwierdzić, że idąc rodzić do szpitala godzisz się z ewentualnością, że dziecko może zostać podmienione.
          • memphis90 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:42
            Nie godzę się, ale liczę się z tym, że były takie przypadkii jestem czujna. Dlatego rodząc w szpitalu pilnuję założenia opasek, wysyłam męża za dzieckiem, jeśli tylko opuszcza salę z jakiegoś powodu albo- jeśli mam mega schizę- rodzę w domu. Kiedy mnie przewozili na szycie do innej sali, to mąż został pilnować naszego dziecka- żeby nie podmienili wink
            • maslova Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:34
              A w jaki sposób ta kobieta miała przy pilnować, żeby lekarze podali jej właściwe jajeczko?
          • kietka Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:41
            kazda procedura medyczna obarczona jest bledem. to nie jest spa.
            • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:16
              kietka napisała:

              > kazda procedura medyczna obarczona jest bledem. to nie jest spa.

              Ale to nie znaczy, że mamy się na to godzić i przyjmować jak coś normalnego.
              A po drugie to jakie spa? Tam się błędy nie zdarzają? smile
          • helufpi Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:44
            > Równie dobrze można stwierdzić, że idąc rodzić do szpitala godzisz się z ewentu
            > alnością, że dziecko może zostać podmienione.
            Nie, nie można tego równie dobrze stwierdzić.
            Każdy słyszał o (rzadkich) przypadkach zamiany dzieci w szpitalu - dlatego zwykle rodzice nie spuszczają swojego noworodka z oka. Poza tym zaraz po urodzeniu masz ok. 2 godzin sam na sam z dzieckiem i możesz je bardzo dokładnie obejrzeć. Ze swoją komórką jajową i spermą męża nie masz tej szansy, więc musisz zaufać personelowi w dużo większym stopniu i ponosisz dużo większe ryzyko.
            Nie bądźmy naiwni - ludzie popełniają błędy, a nawet bywa, że działają nieetycznie.
            Oczywiście klinika powinna za to odpowiedzieć cywilnie (albo i karnie, kto wie) i zwrócić dotację z NFZ, to nie ulega wątpliwości.
        • araceli Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 17:22
          kietka napisała:
          > kobieta decydujac sie na in vitro (mam nadzieje) decyduje sie na plusy i minusy
          > takiego rozwiazania, w tym blad lekarski.

          Idąc na operację 'decydujesz się' na błąd lekarski? Jak lekarz swoim błędem zrobi z Ciebie kalekę to wzruszysz ramionami i stwierdzisz 'e tam, ryzyko wkalkulowane'????
          • kandyzowana3x Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 18:08
            Tutaj mamy doczynienia z zywym, czujacym I myslacym czlowiekiem, ktory ma make I ojca. Ktory juz w pierwszych dniach zycia rozpoznaje mame. Tego czlowieka ktos do zycia powolal I ktos musi wziasc za niego odpowiedzialnosc. Do probowki spowrotem sie nie zmiesci. Traktowanie go jak niechciany przedmiot jest nieludzkie.
        • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 21:15
          Ale jeżeli decydują się na in vitro, to prawdopodobnie dlatego, że zależy im na swoim biologicznie dziecku. Więc wyjątkowo szokujące musi być dla nich, jeśli dostaną nie swoje.
          Najgorsze jest to, że w przeciwieństwie do zamian w szpitalu, bardzo często drugie dziecko z zamienionych nie żyje (jeśli pomylono zarodki) albo pomyłka jest tylko częściowa (jeśli pomylono materiał genetyczny od jednego z rodziców). No w różnych miejscach można mieć bajzel, ale nie w klinice in vitro.
        • hema14 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:40
          Oj niestety ja myślę, że ilekroć poddajemy się medycznym zabiegom to liczymy się z ryzykiem ale NIE błędów lekarza, tylko raczej naturalnej reakcji naszego organizmu, która sprawi, że coś pójdzie nie tak. Błędu lekarza nie bierzemy pod uwagę bo to doprowadziłoby do paranoi i wielkich lęków przed każdym zabiegiem. Wiemy oczywiście, że takie błędy się zdarzają i potem są lata w sądach, odszkodowania i nerwy, stracone zdrowie czy inne traumy, ale nikt z nas nie przyjmuje tak lekko myśli, że "idę na in vitro, hm, mam nadzieję, że wszczepią mi moje jajeczko a nie obcej kobiety, może się uda!". Tak naprawdę właśnie tego typu błędy najbardziej przerażają bo tak łatwo można ich było uniknąć - dobrze opisać tę probówkę gdzie jest jajeczko tej kobiety, sprawdzić kartę dokładnie, wszystko zgodnie z procedurami, być uważnym; no pomylić dwa jajeczka to duży błąd, w końcu nie leżą sobie "na ladzie" takie same obok siebie...
      • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:04
        hema14 napisał(a):

        > Ale straszne! Współczuję tej kobiecie, bo mieć chore dziecko (nie wiem jaka tam
        > wyszła niepełnosprawność czy co) to ciężki kawałek chleba, więc teoretycznie s
        > koro to nie jest jej dziecko, może łatwiej i słuszniej dla niej byłoby nie brać
        > tego dziecka na wychowanie. Ona ma jeszcze szansę na swoje własne zdrowe dziec
        > ko, i radość z macierzyństwa - w perspektywie lat i całego życia może lepiej ta
        > k zrobić. Ale wyrzuty sumienia, że oddała "bo się nie podoba" to tragedia.. Gdy
        > by było zdrowiutkie to na pewno chciałaby je mimo wszystko, bo chodziła w ciąży
        > , związała się emocjonalnie, urodziła, popatrzyła, przytuliła zapewne... Ale dz
        > iecko nie jest zdrowe i nie jest jej - chyba powinna oddać.
        > Tylko teraz problem z ojcem - bo dziecko ma ojca, męża tej kobiety. Jeśli on po
        > wie, że chce normalnie być jako ojciec a "prawdziwa" matka się nie znajdzie, to
        > co, weźmie to dziecko i razem z tą żoną jednak wychowają, a ona może nie chcie
        > ć... Ale pokręcone to, nie ma chyba łatwego rozwiązania, które da szczęście tej
        > rodzinie.

        Ale to jest jej dziecko. Inna "prawdziwa matka" się nie znajdzie, bo prawdziwą matką jest kobieta która urodziła - tak jest w prawie polskim.
        • arwena_11 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:16
          A jesteś pewna że zaraz nie będzie udowadniania, że to nie jej dziecko i ona nie ma wobec niego żadnych obowiązków?
          to dziecko jest ciężko chore, pytanie czy kobieta, która je urodziła, będzie chciała je zatrzymać? A jak nie to co wtedy? szukają matki biologicznej? A jak mb nie będzie chciała chorego dziecka i nie odda zdrowego?

          Dużo pytań pozostanie pewnie bez odpowiedzi. Zobaczymy co czas pokaże.
          • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:18
            arwena_11 napisała:

            > A jesteś pewna że zaraz nie będzie udowadniania, że to nie jej dziecko i ona ni
            > e ma wobec niego żadnych obowiązków?
            > to dziecko jest ciężko chore, pytanie czy kobieta, która je urodziła, będzie ch
            > ciała je zatrzymać? A jak nie to co wtedy? szukają matki biologicznej? A jak mb
            > nie będzie chciała chorego dziecka i nie odda zdrowego?
            >

            Tak, jestem pewna. Powtarzam: matką jest kobieta która urodziła. Prawnie nie ma takiego pojęcia jak matka biologiczna, dawczyni komórki nie jest matką i nie ma w stosunku do dziecka żadnych zobowiązań ani praw.
          • memphis90 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:45
            Kobieto, co Ty opowiadasz uncertain Jakie "nie odda zdrowego dziecka"??? Zgodnie z prawem matką jest ta, która urodziła. Jeśli inna kobieta też dostała złe jajeczko, to 1. zostało zapłodnione nasieniem jej partnera 2. urodziła, więc dziecko jest jej. Nie ma żadnego wymieniania noworodków między kobietami, może mężów też mają od razu powymieniać między sobą, żeby się genetycznie rodzina zgadzała?
            • lauren6 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:19
              Takie przypaki pokazują, że polskie prawo nie nadąża za naszymi czasami. Co by było w sytuacji odwrotnej gdyby zamienili sperme w klinice, nie jajeczka? Ojciec biologiczny wnioslby o ustalenie ojcostwa, ten z papierka mógłby wnieść o zaprzeczenie. Dziecko może i wychowywaloby sie w innej rodzinie, ale znaloby biologicznego rodzica i mialo z nim kontakt.

              A tak biologiczna matka wie, ze gdzieś tam zyje jej dziecko, którego chciala i nigdy by go nie porzucila, ale nie ma do niego zadnych praw.
              • memphis90 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 17:01
                Ale nie wiesz, czy gdzieś tam w ogóle jest jakieś dziecko. Przecież podczas stymulacji jajników powstaje wiele komórek, równie dobrze mogli po,ylić szalki i zapłodnić 2 jajka od jednej, a od drugiej wcale. Równie dobrze to drugie jajko mogło ulec poronieniu, albo urodziło się dziecko jeszcze ciężej obciążone.
                • hema14 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:58
                  Tak nie wiemy, ale pewnie ta klinika wie jakie jajeczka ma na składzie. W końcu się doszukają czyje to było, tak sądzę. I sprawdzą czy tamta kobieta dostała inne, czy żadnego w międzyczasie, ale tak czy inaczej każda klientka tej kliniki mogłaby teraz pójść i żądać sprawdzenia stanu posiadania swoich jajeczek, prawda, chyba tak, więc wyszłoby której "brakuje"... I już jako ciekawostkę piszę bo nie wiemy tego, jeśliby taka kobieta dowiedziała się, że to z jej jajeczka urodziło się dziecko, to czy ona mogłaby wnieść sprawę do sądu o ustalenie "macierzyństwa", tak jak mężczyzna może z tym ojcostwem?...
                  Normalnie to wiadomo, że która urodziła ta jest matką - ale jeśli w przypadku in vitro wiemy, że pomylono jajeczka to w sumie... matki mogłyby "walczyć" sądownie o to dziecko? Albo jeśli ta co urodziła by się zrzekła, że nie chce to tamta "biologiczna" mogłaby jako pierwsze mieć prawo do adopcji, czy miałaby większe szanse niż inna szukająca dziecka do adopcji rodzina? No i wtedy właśnie co z ich mężami, co z ojcostwem tego dziecka? Masakra, same pytania, a oni w tym siedzą i muszę to rozwikłać.
        • hema14 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:52
          Wiem, że tak jest w prawie polskim. Bo jakoś to trzeba było określić i nawet nie jest to głupie. Aczkolwiek jak ktoś już mówił, tej kobiecie zależało na swoim biologicznie dziecku, skoro starała się o invitro a nie o adopcję, więc gdy dowiedziała się, że biologicznie (genetycznie) nie jest związana z tym dzieckiem, które urodziła, to ma prawo wahać się nad swoim macierzyństwem - szczególnie - sorry - gdy dziecko jest obciążone wadami i opieka nad nim nie będzie zwykłym radosnym macierzyństwem kończącym się jak to bywa (jak powinno być) na wychowaniu dorosłego samodzielnego człowieka.
          • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:56
            Ja nie twierdzę, że tu nie ma miejsca na rozterki. Komentuję tylko ten fragment jak to "prawdziwa matka się znajdzie i może będzie je chciała". Nie ma takiej opcji po prostu.
      • 3-mamuska Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 18:59
        Czyli wychodzi ze in-viro to "sklep z dziecmi " chore to sup zostawić w szpitalu zrobią mi następne.

        A co z dzieckiem szukać biologicznej matki? A co z ojcem on jest ojcem tego dziecka nie na nic do powiedzenia?

        Dlatego nie jestem pozytywnie nastawiona do in-vitro.
        Niestety bedzie coraz wiecej takim spraw.
        • lauren6 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 21:08
          "Niestety bedzie coraz wiecej takim spraw."

          Odmówisz transfuzji krwi, bo czasami konowałom mylą się grupy krwi? Nie dasz sobie przeszczepić serca jak twoje odmówi pracy, bo komuś kiedyś przeczepiono serce od osoby chorej na raka?

          Pliz...
        • trissie Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 23:38
          no tak to dziala trochę. Pokolenie chcę to muszę miec, zamawia dziecko z in vitro, płacę, więc mam prawo miec zdrowe. Chore zostawiam lub abortuję, jezeli mam szczeście dowiedziec się wczesniej i robię następe, gdzie jest problem?
          • pani.jezowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 00:54
            Ale gdzie Ty przeczytałaś, że ludzie chcą to dziecko oddać??
            • rosapulchra-0 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 05:13
              A gdzie ona napisała, że chodzi jej o tę konkretną parę?
              • aurita Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 19:46
                to o kim pisze? o jakiejs wyimaginowanej parze?

                i powiem, ze owszem podeszlam do IVF i chcialam miec zdrowe dziecko. Co w tym dziwnego? cala reszta to brednie
          • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 08:43
            trissie napisała:

            > no tak to dziala trochę. Pokolenie chcę to muszę miec, zamawia dziecko z in vit
            > ro, płacę, więc mam prawo miec zdrowe.

            Płodzę dziecko z mężem w łóżku, chcę to muszę, do tego oczekuję, że będzie zdrowe.

            > Chore zostawiam lub abortuję,

            jakby ci ktoś twoje zdrowe dziecko podmienił w szpitalu na cięzko chore, z licznymi wadami rozwojowymi, to zapewne przyjęłabyś ten fakt ze zrozumieniem i zaakceptowała sytuację, kochając jak swoje?

            jezeli mam
            > szczeście dowiedziec się wczesniej i robię następe, gdzie jest problem?

            no gdzie? zastanów się może...
          • aurita Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 19:45
            IVF jest leczeniem nieplodnosci a nie zamawianiem dziecka. Placisz za procedure, nikt ci nie gwarantuje zajscia w ciaze ani zdrowego dziecka. To tylko w chorych nienawistnych glowkach pseudo katolikow narodzily sie tak glupie scenariusze
    • morgen_stern Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 12:50
      Zaraz przyleci plater z koleżankami i kolegami i będzie wrzeszczeć "super! super!"
      • kozica111 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:00
        Matka przeżywa koszmar nie dość że chore dziecko i nie jej, to pytanie gdzie jest dziecko z jej komórki.Straszne dylematy i pewnie koszmarna ambiwalencja uczuć, nie wyobrażam sobie jak mogło dojść do pomyłki.
    • woman_in_love ona ma i tak szczęście, bo to nie jej dziecko 03.02.15, 13:00
      biologiczne i jest szansa, że jej dziecko jest zdrowe i ma się gdzieś świetnie. Z dwojga złego lepiej żeby nasze dziecko było zdrowe u innych niż chore u nas.
      • kietka Re: ona ma i tak szczęście, bo to nie jej dziecko 03.02.15, 13:04
        jest na straconej pozycji, wg prawa matka jest ta, ktora urodzila, koniec kropka. pewnie nigdy nie dowie sie, gdzie jej geny.
        • woman_in_love no ja wiem, ale chodzi mi ogólnie, że 03.02.15, 13:11
          lepiej nie mieć tego dziecka i żeby było zdrowe niż gdyby je mieć i było chore
          • annajustyna Re: no ja wiem, ale chodzi mi ogólnie, że 03.02.15, 13:12
            Ale i tak koszmar sad.
          • lauren6 Re: no ja wiem, ale chodzi mi ogólnie, że 03.02.15, 14:21
            Lepiej żyć ze świadomością, że ktoś ci ukradł komórkę jajowa i z tej komórki urodziło sie dziecko, którego nigdy nie zobaczysz? Nie sądzę.
            • woi.mi Re: no ja wiem, ale chodzi mi ogólnie, że 03.02.15, 14:41
              Ale dziecko obcego ojca.
              • lily-evans01 Re: no ja wiem, ale chodzi mi ogólnie, że 03.02.15, 19:30
                No i co? Mało to kobiet mających dziecko z przypadkowym facetem? Kochają je tak samo, jak każde inne, bo to w pierwszym rzędzie ICH dziecko. Wolałabym mieć dziecko ze swoich genów + przypadkowych - mówi się trudno - niż dziecko z genów męża + nie moich.
                • aurita Re: no ja wiem, ale chodzi mi ogólnie, że 04.02.15, 19:48
                  a ja wolalabym miec dziecko w brzuchu, przez dziewiec miesiecy, czuc jego ruchy, rozmawiac z nim, razem snic.... do genow jakos nie jestem specjalnie przywiazana
    • mag1_k Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:10
      Nie rozumiem w tej całej sprawie jednej rzeczy:
      dlaczego ta kobieta zrobiła badania genetyczne w momencie, kiedy sie okazało, że dziecko ma liczne wady/jest chore? Ktoś mi to może wytłumaczyć? Może nie doczytałam.
      Nie chciałabym niczego insynuować, ale nie wygląda mi to na czystą sprawę też ze strony "rodziców" tego maleństwa.
      • mag1_k Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:12
        kolejna sprawa - pomija się tu sprawę ojca, a jak rozumiem on jest na pewno biologicznym ojcem dziecka, i chyba tak samo istotnym rodzicem na równi z matką...?
      • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:13
        Pewnie mieli jeszcze inne zarodki i chcieli sprawdzic, co za mutacja genetyczna ewentualnie doprowadzila do takiej tragedii. To standardowa procedura.
        • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:06
          Albo wyszła trisomia z translokacją, a żadne z rodziców nie jest nosicielem translokacji.
          • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:07
            O wlasnie.
      • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:16
        mag1_k napisała:

        > Nie rozumiem w tej całej sprawie jednej rzeczy:
        > dlaczego ta kobieta zrobiła badania genetyczne w momencie, kiedy sie okazało, ż
        > e dziecko ma liczne wady/jest chore? Ktoś mi to może wytłumaczyć? Może nie docz
        > ytałam.
        > Nie chciałabym niczego insynuować, ale nie wygląda mi to na czystą sprawę też z
        > e strony "rodziców" tego maleństwa.

        Nie dosyć, że mają chore dziecko, to jeszcze teraz ciotki klotki z cieplutkiego fotela będą ich oceniać, czy aby na pewno wystarczająco mocno kochają swoje dziecko.

        Otóż badania genetyczne były robione w celu zdiagnozowania choroby u dziecka i mogło wyjść przypadkiem, że dziecko nie jest spokrewnione z matką, tak to zresztą można rozumieć z relacji tvn24.
        • woman_in_love ale to nie jej dziecko 03.02.15, 13:21
          więc może być jej trudno hmmmmm... pokochać. Nawet gdyby było zdrowe.
          • rasowa_sowa Re: ale to nie jej dziecko 03.02.15, 13:27
            woman_in_love napisała:

            > więc może być jej trudno hmmmmm... pokochać. Nawet gdyby było zdrowe.
            >
            >

            To że to jest trudne emocjonalnie (zwłaszcza biorąc pod uwagę niepełnosprawność) to oczywista sprawa. Tyle, że to jest jej dziecko i tak naprawdę nie ma tu dobrego rozwiązania - bo co, mają teraz znaleźć tę drugą parę i zamienić się dziećmi, które same urodziły, a które w dodatku powstały z nasienia męża? Oczywiście po cichu, bo zgodnie z prawem to są rodzicami.
            • woman_in_love jak to niby jej dziecko, skoro nie jej 03.02.15, 13:40
              bo nie z jej komórki jajowej i jej DNA. No ja proszę. To jest dziecko jej męża co najwyżej. Owszem, może i w świetle prawa polskiego (bo już innego niekoniecznie) to jej dziecko, ale biologicznie nadal nie jej.
              • rasowa_sowa Re: jak to niby jej dziecko, skoro nie jej 03.02.15, 13:50
                Dziecko jest jej, bo je urodziła. Tak to niestety, a czasem stety, działa.
                • woman_in_love ale chodziłaś na biologię, wiesz co to komórka 03.02.15, 14:00
                  jajowa i DNA? Czy myśli, że dzidzię to bocian do brzuszka wkłada?
                  • rasowa_sowa Re: ale chodziłaś na biologię, wiesz co to komórk 03.02.15, 14:10
                    Nie, nie wiem co to jest DNA, ty za to nie wiesz co to jest matka i na próby tłumaczenia uderzasz w niskie tony. W każdym razie nie dogadamy się, lepiej skończyć temat.
              • annajustyna Re: jak to niby jej dziecko, skoro nie jej 03.02.15, 13:56
                Matka jest ta, ktora urodzila. To norma ogolnoswiatowa.
                • woman_in_love oczywiście, że nie, to tylko domniemanie 03.02.15, 13:58



                  • annajustyna Re: oczywiście, że nie, to tylko domniemanie 03.02.15, 14:08
                    Oczyiwscie, ze tak. Jestes prawnikiem? Bo ja tak. Domniemanie jest w przypadku ojcostwa meza matki.
                    • woman_in_love przyjęto, że matką jest ta co urodziła, bo tak 03.02.15, 14:30
                      łatwiej i prędzej i taniej, ale jest to tylko domniemanie, które w niektórych krajach jest mniej lub bardziej usankcjonowane prawnie. Wszędzie z zasady matką, jest matka rodząca bo tak łatwiej przyjąć, ale w wielu krajach tylko dopóty, dopóki matka biologiczna nie zgłosi sprzeciwu czy nie ujawni się w inny sposób. Kumasz? Akurat w PL czy niektórych stanach USA matką będzie pani rodząca, ale np. na Ukrainie czy reszcie USA matką już będzie matka biologiczna.
        • sanciasancia Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:10
          > Nie rozumiem w tej całej sprawie jednej rzeczy:
          > dlaczego ta kobieta zrobiła badania genetyczne w momencie, kiedy sie okazało, ż
          > e dziecko ma liczne wady/jest chore? Ktoś mi to może wytłumaczyć? Może nie docz
          > ytałam.
          Bo badania genetyczne robi się standardowo, jak urodzi się dzięcko z zespołem wad. Pewnie wyszła translokacja niezrównoważona, której nosicielem nie są rodzice.
      • woman_in_love może winnych szukała, bo nie wierzyła, że to ona 03.02.15, 13:18
        mogła przekazać dziecku te mutacje, albo nie było w rodzinie przypadków takiej choroby, a choroba jakaś "dziedziczna", albo coś tam. A co cie to właściwie obchodzi?
        • mag1_k Re: może winnych szukała, bo nie wierzyła, że to 03.02.15, 14:00
          spra\wa publiczna, bo o niej trąbią w mediach. Więc wszystkich zainteresowanych obchodzi, tyle wink
    • rosapulchra-0 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:12
      Ciekawe, co się teraz z tym dzieckiem stanie..
    • okleznaka hahaahah!!! ale draka 03.02.15, 13:20
      usmialam sie do lez

      Facet jest ojcem dziecka, ale nie ze swojej zony!!!!!!

      Ach te zabawy w in vitro

      Nie popieram i jak czytam , ze rzad to wspiera to tym gorzej
      • woman_in_love ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeuszek 03.02.15, 13:23
        i kościoła katolickiego .

        Nie popieram i jak czytam , ze rzad to wspiera to tym gorzej
        • kozica111 Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 13:25
          Odczepcie sie od Kościoła, ale owszem KK miedzy innymi takie sytuacje ma na myśli nie popierając in vitro, tylko co z tego, stało się i szkoda ich wszystkich.Prawda wyszła na jaw przypadkiem zapewne podczas badań genetycznych.
          • kalina_lin Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 13:27
            >>owszem KK miedzy innymi takie sytuacje ma na myśli nie popierając in vitro,

            Raczysz żartować.
            • okleznaka jestem przeciw ni vitro 03.02.15, 13:29
              i co?
              nie moge byc?
              nioe chce by rzad do tego dokladal, nie chce za czyjes ulomnstwo placic, a wlasciwie za zyczenie.
              Chcesz miec dziecko, to wez z domu dziecka albo psa.
              Sorrry
              • kalina_lin Re: jestem przeciw ni vitro 03.02.15, 13:31
                bądź sobie przeciw czemu chcesz, kogo to obchodzi?
              • rosapulchra-0 Re: jestem przeciw ni vitro 03.02.15, 14:15
                Póki co sama siedzisz od roku na chorobowym, już zapomniałaś?
            • kozica111 Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 13:30
              Nie, chodzi o szeroko pojęta "zabawę w Boga".
              • kalina_lin Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 13:34
                A przeszczep serca? Wszczepienie skazanemu na śmierć człowiekowi, serca innego, zmarłego już człowieka. Nie spełnia kryteriów szeroko pojętej "zabawy w Boga"?
                • kozica111 Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 13:35
                  Tu nie chodzi o przekonywanie, po prostu mówię ci jak patrzy na to KK.
                  • kalina_lin Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 13:37
                    ok, tylko ja dostrzegam brak konsekwencji w ich spojrzeniu
                    • mag1_k Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 14:02
                      jaki brak konsekwencji?
                      Porównujesz sztuczne tworzenie nowego zycia z ratowaniem życia człowieka??
                      • kalina_lin Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 14:05
                        tak
                      • misterni Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 17:42
                        Przypominam, że KK jeszcze do niedawna był przeciw przeszczepom.
                        • annajustyna Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 18:13
                          Co znaczy dla Cie "niedawno"?
                          • aszlan Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 18:36
                            KK dostrzega w transplantologii nadzieję na uratowania życia w sytuacjach dotychczas beznadziejnych

                            Jan Paweł II "Niemało jest tutaj ludzi, którzy zawdzięczają życie przeszczepionemu narządowi. W coraz większej mierze technika przeszczepów jawi się jako skuteczna metoda realizacji podstawowego celu wszelkiej medycyny, którym jest służba ludzkiemu życiu. Dlatego też w encyklice Evangelium Vitae wskazałem, że jednym ze sposobów krzewienia autentycznej kultury życia jest oddanie narządów, zgodnie z wymogami etyki w celu ratowania zdrowia, a nawet życia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei. (Evangelium vitae, 86). dnia 29 sierpnia 2000 roku na XVIII Międzynarodowym Kongresie Towarzystwa Transplantologicznego
          • woman_in_love o to chodzi: KK* dopiep.. się do wszystkiego 03.02.15, 13:36
            czego sam nie robi. Mimo, że jak już coś robi to tak samo źle robi, a często gęsto jeszcze gorzej niż inni. ZA TO NIGDY nie widzi swojej winy, tuszuje tą winę, chroni swoich złoczyńców i twierdzi, że "jesteśmy tylko ludźmi", "nie myli się tylko ten kto nic nie robi", "mamy prawo do błędów" itp. itd. i rozmydla tą odpowiedzialność.

            Za to bardzo chętnie krytykuje innych i jak się ktoś pomyli to pierwszy wrzeszczy "ZAKAZAĆ ZAKAZAĆ ZŁO" i "A NIE MÓWILIŚMY że tak będzie i trzeba nas było słuchać", czy cieszy się wręcz z problemu jak pani powyżej (która też jest częścią KK).

            Dlatego się będę dowalać tak samo za każdym razem do KK. Za każdym razem jak ksiądz na religii będzie molestował będę wrzeszczeć "a nie mówiłam, że tak będzie, trzeba było mnie słuchać i ZAKAZAĆ religii w szkołach".
          • rosapulchra-0 Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 14:13
            kozica111 napisała:

            > Odczepcie sie od Kościoła, ale owszem KK miedzy innymi takie sytuacje ma na myś
            > li nie popierając in vitro, tylko co z tego, stało się i szkoda ich wszystkich.
            > Prawda wyszła na jaw przypadkiem zapewne podczas badań genetycznych.

            Ale że co? W_i_l skłamała? suspicious Ile ludzi w Hiszpanii straciło swoje ledwo narodzone dzieci, które zakonnice sprzedawały do innych krajów? A w Irlandii? Młodym matkom zabierano dzieci i cichcem wywożono do Stanów. Tych ludzi ci nie szkoda?
            A ile jest jeszcze takich okropnych historii z udziałem KK, o których świat się jeszcze nie dowiedział?
            • kozica111 Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 14:17
              A co to ma wspólnego z tematem?
              Jakiś dziwny zwyczaj wywlekania dyżurnych zarzutów przy każdej okazji coś na zasadzie "atak jest najlepsza obrona' zupełnie tego nie rozumiem.
              • rosapulchra-0 Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 03.02.15, 14:19
                Ja nie atakuję, zirytowało mnie to twoje "odczepcie się od KK". Jak już, to zachowaj odrobinę obiektywizmu i nie patrz na problem tylko z jednej strony.
              • woman_in_love to, że wątek założył oszołom katolicki 03.02.15, 14:40
                i to ma wspólnego z tematem, że sami jesteście nie lepsi a nawet gorsi, ale do rzucenia kamieniem i widzenia belki w cudzym oku to już pierwsi jesteście. I trzeba się zacząć wam odpłacać w ramach duszpasterskiego napomnienia i uchronienia was przed grzechem.
          • aurita Re: ach te zabawy w dom dziecka sióstr boromeusz 04.02.15, 19:51
            KK takich sytuacji nie ma na mysli, KK ma w doopie zarodki i chodzi mu w IVF (podobnie jak podczas inseminacji) o to ze malzonkowie nie uprawiaja seksu (nazywaja to aktem malzenskim)
      • gaskama Jesteś upośledzona umysłowo? Czy tylko żałośnie 03.02.15, 13:29
        głupia?
        • okleznaka Doigrali sie! 03.02.15, 13:31
          Ile mozna sie bawić ludzkim zyciem i zapladniac jak leci?
          Interes sie kreci, kliniki zarabiaja, a DURNIE DOPŁACAJĄ

          Zamknac ten interes!
          • kozica111 Re: Doigrali sie! 03.02.15, 13:32
            A co ci do tego, ty będziesz wychowywać?
        • iuscogens Re: Jesteś upośledzona umysłowo? Czy tylko żałośn 03.02.15, 15:10
          A może powiesz z jakiej racji obrażasz osoby z niepełnosprawnością intelektualną używając nazwy ich dysfunkcji jako sposobu na obrażenie kogoś??
          • gaskama Re: Jesteś upośledzona umysłowo? Czy tylko żałośn 03.02.15, 16:34
            Idiotka nazwała "draką" dramat rodziny z ciężko chorym dzieckiem. Do tego przeczytałam sobie inne jej wypowiedzi. Moim zdaniem jest zwykłym trollem. Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak mam nazwać kogoś takiego. Jedyne, co by ją usprawiedliwiało to jest niepoczytalność umysłowa lub choroba (niepełnosprawność intelektualna, emocjonalna?). Ale także w tym przypadku należy poinformować, że nie śmieje się z dramatu rodziny, której rodzi się dziecko z ciężkimi wadami genetycznymi. Ubaw z czegoś takiego ... jest obleśny. Jest chory.
            • rosapulchra-0 Re: Jesteś upośledzona umysłowo? Czy tylko żałośn 03.02.15, 17:03
              Albo jakiś znudzony gó...arz się dorwał do komputera i trolluje na całego.
      • rosapulchra-0 Re: hahaahah!!! ale draka 03.02.15, 14:09
        Bawi cię ludzkie nieszczęście? suspicious
        Dziecko tej kobiety ma chociaż ojca, w przeciwieństwie do twojego, nieprawdaż?
        Leć do Aparta po kolejną błyskotkę, a potem ululaj swoje 10-letnie pozamałżeńskie dziecko i wróć na studia, a przede wszystkim nauczyć się pisać po polsku.
    • kleo881 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:32
      Dziecko jest w polowie ich, tj. meza tej kobiety.
      Z tego co rozumiem.
      Strasznie skomplikowane to wszytsko.
      Szkoda dziecka.
      • kozica111 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 13:34
        One jest całe ich, może tez tak być że kobieta nigdy by sie biologicznych dzieci nie doczekała i tak należy na to patrzeć, ale będzie mieć dziewczyna ciężko, a może i nie, może juz kocha to dziecko.
        • przecif To sie odkocha:) 03.02.15, 13:39
        • woman_in_love nie jest całe ich, bo nie jest tej pani 03.02.15, 13:42
          w świetle prawa innych krajów nie byłoby jej już na dzień dobry.
          • memphis90 Re: nie jest całe ich, bo nie jest tej pani 03.02.15, 13:51
            Naprawdę? W "Zagranicy" kobieta rodząca dziecko z jajeczka dawczyni nie jest matką i nie ma do niego praw? Dawca nasienia z banku może z kolei wparować na porodówkę i zabrać sobie noworodka, bo plemnik akurat był od niego, więc i dziecko jest jego? Bzdury.
            • woman_in_love oczywiście,to że PL tak sobie wymyśliło,że rodząca 03.02.15, 13:57
              ma prawa, to nie znaczy że w innych krajach też tak jest. Gdyby miało być jak w PL, to by surogatek nie było (albo by i były, ale trzeba by się bawić w adopcje ze wskazaniem jak w PL). A to, że masz ograniczoną wiedzę na ten temat to już nie mój problem.

              "Dawca nasienia z banku może z kolei wparować na porodówkę i zabrać sobie noworodka, bo plemnik akurat był od niego"
              A tak, tak, to już było z tego co pamiętam w USA. I nie na porodówkę, ale kulturalnie policja ze służbami socjalnymi przyjechały po dziecko do pani surogatki. Po wyroku sądu.
              • annajustyna Re: oczywiście,to że PL tak sobie wymyśliło,że ro 03.02.15, 14:11
                A znasz inne systemy prawne? Pierwsza Bulgaria wydala wyrok, ze matka w swietle prawa jest ta, co urodzila (obojetnie z jakiej komorki jajowej). Bylo to pod koniec lat 90. Teraz to standard.
                • woman_in_love jakiż nowu standard, jedź do USA 03.02.15, 14:31
                  i wynajmij się jako surogatka, to zobaczysz jakie będziesz mieć prawa do dziecka.
                  • annajustyna Re: jakiż nowu standard, jedź do USA 03.02.15, 14:39
                    Ale dlaczego mialabym to robic? Nie uwazam, ze w ogole takie praktyki powinny byc prawnie mozliwe.
                • woman_in_love Aha i teraz zauważ co się stanie.Za chwilę dorosną 03.02.15, 14:37
                  dzieci, którym odebrano rodziców i je oddano np. surogatkom w imię zasady, że matką jest ta co urodziła. I za chwilę będzie masa pozwów przeciwko fałszywym rodzicom, państwu i tobie jako podatnikowi, że dziecku odebrano rodziców w imię jakichś "etycznych", religijnych czy innych społecznych wartości lub uwarunkowań. I ten "standard" upadnie szybciutko. Oj szybciutko.
                  • annajustyna Re: Aha i teraz zauważ co się stanie.Za chwilę do 03.02.15, 14:38
                    Pozyjemy, zobaczymy.
                    • woman_in_love na szczęście inne kraje mają gdzieś ciebie i twoje 03.02.15, 15:01
                      szemrane zasady "etyczne".
                      • annajustyna Re: na szczęście inne kraje mają gdzieś ciebie i 03.02.15, 15:02
                        A skad nagle to chamstwo?
        • cosmetic.wipes Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 16:07
          One jest całe ich, może tez tak być że kobieta nigdy by sie biologicznych dziec
          > i nie doczekała i tak należy na to patrzeć,

          Wybacz, ale jak NALEŻY na to patrzeć, to może ocenić tylko bohaterka tej historii. No chyba, że ty uważasz sie za Wyrocznię do Spraw Bardzo Skomplikowanych i uzurpujesz sobie prawo narzucania swojego światopogladu wszystkim ludziom?
    • rosapulchra-0 Re: Tak kończą idiotki po in vitro 03.02.15, 14:18
      Następny troll sciana
      Ferie jakieś są, czy co?
      • landora Re: Tak kończą idiotki po in vitro 03.02.15, 15:58
        Chyba w niektórych województwach są wink
    • gazeta_mi_placi Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:28
      Ciekawe czy byłaby afera gdyby mimo innej komórki jajowej dziecko urodziło się śliczne i idealnie zdrowe?
      • rosapulchra-0 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 14:33
        Pewnie nie, bo nie trzeba by było robić badań genetycznych.
    • annajustyna Re: Takich idiotek sztucznie zapładniających sie 03.02.15, 15:03
      To ze lekarze dosc szybko namawiaja na IVF to jedna sprawa, to ze to niezly biznes to druga, atrzecia to taka, ze nikt Ci nie dal prawa nikogo obrazac.
      • rosapulchra-0 Re: Takich idiotek sztucznie zapładniających sie 03.02.15, 15:13
        Klikaj na kosz. Szkoda czasu na dyskusję z tym indywiduum.
    • rasowa_sowa Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 03.02.15, 15:21
      no, annajustyna, ile dzieci odebrałaś rodzicom biologicznym, przyznawaj się od razu smile
      • annajustyna Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 03.02.15, 15:40
        O qrde, jestem moralnym doktorem mengele - jednym slowem tylko isc sie utopic sad.
        • woman_in_love zarty zartami, ale popierając "prawa" bardziej 03.02.15, 15:43
          czy mniej świadomych surogatek, czyli zasadę że "matką jest ta co urodziła" łamiesz prawa dzieci, więc jesteś dla nich jak dr Mengele. No sorry, ale inaczej cię nazwać nie można.
          • rasowa_sowa Re: zarty zartami, ale popierając "prawa" bardzie 03.02.15, 16:14
            Nikt tu nie popiera praw świadomych surogatek (skąd w ogóle taki temat ci się nawinął?). Po prostu nie ma mowy o żadnym oddawaniu, wymienianiu dzieci. Ta pani jest jego matką, ponieważ je urodziła. Ten pan jest jego ojcem, ponieważ powstało z jego nasienia. Prawnie sprawa rodzicielstwa jest jasna (rodzicielstwa, a nie błędu kliniki).

            Emocjonalnie to jest oczywiście dużo bardziej skomplikowane, bo pani może wcale nie czuć się w pełni matką tego dziecka (mimo że chuchała i dmuchała na brzuch przez 9 miesięcy, a potem je urodziła). Natomiast, napiszę to po raz milion sto szesnasty: jest jego matką i kropka.
            • woman_in_love jest tylko matką w rozumieniu prawa polskiego 03.02.15, 16:21
              (i paru innych krajów). Czyli matką papierową i prawną. Natomiast nie jest, napiszę to po raz milion sto szesnasty, prawdziwą matką biologiczną i genetyczną. Biologii nie oszukasz jakbyś jej nie zaklinała.
              • rasowa_sowa Re: jest tylko matką w rozumieniu prawa polskiego 03.02.15, 16:23
                A klinika w jakim kraju stoi?
                • rasowa_sowa Re: jest tylko matką w rozumieniu prawa polskiego 03.02.15, 16:44
                  aha, ciekawa też jestem, czy byłabyś w stanie powiedzieć matce dziecka z komórki dawczyni, że jest papierową matką, a nie taką prawdziwą.
                  • woman_in_love nie, gdyż można jak najbardziej zostać matką z 03.02.15, 16:50
                    wyboru i chcieć być taką matką. Ale sytuacja musi być taka, że to była świadoma adopcja jajeczka na ten przykład. Niemniemniej najważniejsze jest dobro dziecka, a przyjęta zasada "matką jest ta co urodziła" narusza prawa dziecka. Ciekawe, czy byś się super czuła wiedząc, że rodzice wynajęli surogatkę, po czym prawo polskie ukradło cię rodzicom i oddało surogatce.
                    • rasowa_sowa Re: 03.02.15, 17:01
                      ale nikt nie kwestionuje tego, że popełniono błąd. ta pani powinna urodzić dziecko ze swojej komórki, tego chyba nie muszę ci tłumaczyć?

                      A, i doszłaś do ciekawego wniosku: o tym czy jest się matką decyduje wola tej pani - dlaczego więc nazywasz ją papierową matką, a nie prawdziwą, skoro nawet nie wiesz co ona na ten temat sądzi?


                      Ciekawe
                      > , czy byś się super czuła wiedząc, że rodzice wynajęli surogatkę, po czym prawo
                      > polskie ukradło cię rodzicom i oddało surogatce.

                      odpływasz. nie ma w tej historii żadnej surogatki.
                      • woman_in_love mylisz się, wcale nie wola tej pani o tym decyduje 03.02.15, 17:16
                        Decydować powinna o tym przede wszystkim wola matki biologicznej i genetycznej a takiej pani, to gdzieś tam daleko i daleko potem, gdyż do bycia matką zmusić nie można.

                        Nie wdając się w spory prawne, technicznie surogatka to matka zastępcza, czyli pani, która przyjmuje do swojej macicy zapłodnioną in vitro komórkę jajową innej kobiety. Czy świadomie czy nie to inna kwestia. A to czy stanie się potem matką czy nie, to już zależy. Nie odbieram takim osobom w żadnym razie prawa do bycia matką, ale róbmy to w sposób cywilizowany, czyli za zgodą matki biologicznej, żeby potem nie przyszło to dziecko - a zaczną za chwilę przychodzić - i nie zaczęło mieć pretensji że je ukradliśmy rodzicom a zwłaszcza matce.
                    • srebrnarybka Re: nie, gdyż można jak najbardziej zostać matką 04.02.15, 21:22
                      czy byś się super czuła wiedząc, że rodzice wynajęli surogatkę, po czym prawo
                      > polskie ukradło cię rodzicom i oddało surogatce.

                      Gdyby surogatka wychowywała mnie w miłości, to byłaby dla mnie matką i byłabym szczęśliwa, będąc jej córkę. Ludzie, którzy surogatkę wynajęli, byliby dla mnie obcy, więc nic by nie nie obchodzili.
                      Mnie nie można ukraść, bo jestem człowiekiem i nie jestem niczyją własnością. Jestem tylko córką tych ludzi, którzy wychowują / wychowywali mnie w miłości.
        • kandyzowana3x Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 03.02.15, 15:49
          AnnaJustyna zanim sie utopisz pytanie do prawniczki smile.
          Jakie maja szanse na odszkodowanie? Bo chyba trudno bedzie udowodnic, ze urodzenie dziecka ( nawet z polowa obcego materialu genetycznego) bylo dla nich szkoda, a za chorobe dziecka chyba nie mozna obciazac kliniki.
          • arwena_11 Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 03.02.15, 15:59
            Chyba że wada wynika z materiału genetycznego matki biologicznej, to wtedy może będą walczyć o odszkodowanie, argumentując, że ich "biologiczne dziecko" nie miałby takiej wady.
            • annajustyna Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 03.02.15, 18:43
              Walka o odszkodowanie bedzie pewnie bardziej bazowac na niewypelnieniu umowy, razacym naruszeniu obowiazkow sluzbowych, przyczynienie sie do choroby dziecka etc. Fakt, dziecko, chocby chore jako szkoda budzi watpliwosci etyczne...
              • kandyzowana3x Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 03.02.15, 21:21
                Mialam jedynie podstawy prawa, ale z tego co pamietam odszkodowanie jest wyplacane jedynie gdy zaistnieje szkoda I tak sie tylko zastanawiam jaka szkoda z prawnego punktu widzenia tutaj wystapi.
                Nie przypuszczam, zeby umowa iv przewidywala kary umowne za pomylenie jajeczek wink.
              • asia_i_p Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 04.02.15, 12:12
                Jak dla mnie wszystko jedno z jakiego prawnego sformułowania ich dopadną - najbardziej nieetyczne byłoby, gdyby okazało się, że rodzice nie mogą się doczekać żadnego odszkodowania za ewidentną krzywdę z powodu niemożności dobrania zbitki słownej dopasowującej ich krzywdę do listy oficjalnie uznanej przez prawo.

                Przecież to jest nie tylko skomplikowanie sytuacji tego jednego dziecka, ale też świadomość, że gdzieś masz swoje biologiczne dziecko, nie wiesz, co się z nim dzieje, nie masz prawa go widywać. Kiedy kobieta jest dawczynią jajeczka albo oddaje dziecko do adopcji, to się na taką sytuację świadomie godzi, ale robić to komuś poza jego wiedzą i zgodą to według mnie dotkliwa krzywda.
                • annajustyna Re: bo nie mogę przejść obojętnie obok moralnych 04.02.15, 12:49
                  Nie krzywda, a zbrodnia...
    • tol8 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:31
      A teraz co? tatuś będzie płacił alimenty drugiej(prawdziwej)matce?
      • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 15:59
        A kto jest tą drugą (prawdziwą?) matką i z jakiej racji miałyby się jej należeć alimenty?
      • azile.oli Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 16:07
        To nie jest sprawa do ruszenia w sensie prawnym. W polskim prawie matką jest ta, która urodziła, ojciec jest biologiczny. Czyli są rodzicami.
        Jeśli z komórki tej pani urodziło się innej parze dziecko, to prawnie jest to dziecko tej pary.
        Mogliby jedynie zamiennie adoptować dzieci, ale to tylko w teorii, bo w praktyce raczej by na to nie pozwolono. Zresztą, w tej drugiej parze biologiczny ojciec zdrowego dziecka raczej nie zrezygnowałby z praw do niego, nawet, gdyby żona chciała biologiczne, mimo, że chore.
        W ogóle to być może w ogóle nie istnieje to drugie dziecko , transfer nie musiał się udać, ciąża nie musiała się rozwinąć.
        A co do tego, że próby in vitro lekarze proponują dość szybko - często wynika to z tego, że pary zaczynają się starać o dziecko dość późno i nagle wychodzi, że są problemy, a czasu coraz mniej.
        Nie jestem zwolenniczką in vitro i to prawda, że w niektórych sytuacjach natura wie, co robi , nie dając parze zajść w ciążę w sposób naturalny.
        Ale ponieważ mam dzieci to się wymądrzać nie będę, zawsze chciałam mieć swoje biologiczne i do tego bym dążyła. Nawet mam w otoczeniu dziewczynę , która rozważa tę procedurę i kibicuję jej.
        Nie każdy nadaje się na rodzica adopcyjnego.
        • memphis90 Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 17:06
          Oj, dlatego mówię: koniecznie wymiana dzieci i wymiana mężów. Wtedy genetycznie rodziny będą się zgadzać!
    • landora Re: hahaahah!!! ale draka 03.02.15, 15:54
      Tego się nie da czytać. Klikam w kosz.
      • rosapulchra-0 Re: hahaahah!!! ale draka 03.02.15, 15:57
        O to to to! Im więcej nas kliknie, tym szybciej ten troll stąd zniknie.
    • na_pustyni Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 18:50
      To na pewno błąd kliniki, który prędzej czy później i tak wyszedłby na jaw... Tez od razu pomyślałam, że to dodatkowo popsuje opinię ivf.
    • annajustyna Re: za glupote sie placi:) i to slono 03.02.15, 20:36
      Spadaj, trollu-klonie...
    • gazeta_mi_placi Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 20:36
      Kobieta po porodzie (zaszła w ciążę w wyniku in -vitro) patrzy z niedowierzaniem na noworodka i pyta się : "Panie doktorze, a to na pewno moje?"
      Taki dowcip mi się przypomniał. Początkowo bohaterką była blondynka.
    • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 03.02.15, 21:04
      Najpierw pomyślałam, że co za różnica, to tak, jakby mi zamienili w szpitalu, i tak bym kochała i się cieszyła. A potem do mnie dotarło, że przecież chodzi o ludzi, którym zależało zdecydowanie na dziecku biologicznym. Bardzo im współczuję, takie pomyłki nie powinny się zdarzać.
      • pani.jezowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 01:03
        Ponieważ już drugi raz podnosisz ten temat to jednak napiszę: nie każdemu, kto podchodzi do in vitro zależy na tym by dziecko było genetycznie jego. Istnieje dawstwo gamet żeńskich i męskich oraz adopcja zarodka i mnóstwo osób całkiem świadomie decyduje się przy in vitro na niebycie genetycznym rodzicem.
        Więc jednak pomyśl zanim ocenisz.
        • rosapulchra-0 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 05:19
          Jeżowa, chyba jesteś zmęczona. Asia_i_p napisała wyraźnie, że chodzi o ludzi, którym zależało zdecydowanie na dziecku biologicznym i dokładnie ich genetycznie własnym, a nie z komórki jajowej od innej kobiety czy plemników innego mężczyny. Więc jednak pomyśl zanim ocenisz.
          Afera jest o to, że pomylono komórki jajowe w szpitalu. Pomylono - słowo klucz.
          • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 07:45
            Wczoraj pisali, ze przypuszczalnie druga kobieta tez urodzila nie swoje w sensie biologicznym dziecko. Ech...
          • a.va Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 07:49
            Ale przecież nie wiadomo, czy im zależało na własnym genetycznie.
            • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 08:08
              Ale swiadomie na zarodek z komrki dawczyni sie nie godzili. I to jest ttuaj najwazniejsze: ze ktos w laboratorium pozamienial komorki jajowe.
              • a.va Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 08:11
                To oczywiste, że za błąd kliniki chcą odszkodowanie. Ale nie można przesądzać, że nie chcą tego dziecka, nie kochają go itd. Być może przy następnym IVF w ogóle nie uzyskaliby komórek jajowych i zdecydowaliby się na dawstwo, więc przesądzanie, że nie chcą dziecka, które nie jest ich genetycznie, jest na wyrost.
                • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 08:17
                  Ale ja tego nie glosze, co nie zmienia faktu, ze taka informacja moze byc dla rodzicow dziecka szokiem i skutkowac wrecz zalamaniem nerwowym.
                  • a.va Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 08:24
                    Nie neguję tego, ale mój post był odpowiedzią na post Asi i Rosy, czyli na trochę inny temat wink
                    • vocativa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:12
                      No nie wiemy, jakie są ich poglądy, ale w tym momencie świadomie zdecydowali się na "inne dziecko"-swoje genetycznie i to jest w tym wszystkim ważne. I mimo, tego że chcieli "inne" to absolutnie nie znaczy,że porzucą to dziecko. Ale w ogromnym szoku mogą być. Nie każdy ma tak, że jest otwarty na nie swoje biologicznie dziecko. Spośród par adopcyjnych które znam, jest wiele, które przeszły procedurę in vitro, a dopiero dużo później zdecydowali się na adopcję, musieli dojrzeć do tej decyzji. Więc bardzo współczuję tej parze, bo bycie postawienie przed faktem dokonanym w tak ważnej sprawie to musi być koszmar sad Natomiast to wcale nie znaczy, że nie kochają swojej córeczki.
                • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 11:57
                  Absolutnie akceptuję, że - po fakcie - je mogą zechcieć i pokochać, ale to nie powinno mieć żadnego wpływu na to, jak będzie oceniana klinika i jaki poziom odpowiedzialności powinna ponieść. Ja rozumiem, że błędy medyczne się zdarzają, ale to nie jest błąd usprawiedliwiony typu drgnięcie ręki podczas skomplikowanej operacji czy też pomylona diagnoza w trudnym wypadku. To jest bałaganiarstwo i to trzeba tępić.
                  • a.va Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 13:55
                    Vocativa, Asia, odniosłam się wyłącznie do tego fragmentu: "przecież chodzi o ludzi, którym zależało zdecydowanie na dziecku biologicznym" - bo to niekoniecznie prawda. Znam kilka par leczących niepłodność, które zupełnie w naturalny sposób dopuszczają, że pewnego dnia (gdy kolejna stymulacja jajników się nie uda), skorzystają z dawczyni. Po prostu sprostowałam więc, że nie można przyjmować, że dla tej pary geny są bardzo ważne.
                    Co do reszty tego, co napisałyście - pełna zgoda.
                    • pani.jezowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 16:15
                      No dokładnie o to mi chodzi.
                    • vocativa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 21:39
                      Ok, to zgoda smile
          • pani.jezowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 16:13
            Nigdzie nie jest napisane na czym tym ludziom zależało.
            Na pewno pomyłka jest tragiczna.
            To, co ja komentowałam w tym poście, to przekonanie asi-a-p wyrażone już kilkakrotnie, że jak ktoś się decyduje na in vitro to zależy mu na własnym genetycznie dziecku ( w domyśle jest bardzo brzydka sugestia, że inaczej zdecydowałby się na adopcję).
            I stąd moje wyjaśnienie.
            • vocativa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 21:50
              pani.jezowa napisał(a):
              ( w domyśle jest bardzo brzydka sugestia, że inaczej zdecydowałby się
              > na adopcję).
              A dlaczego brzydka sugestia? Ludzie mają różne potrzeby priorytety, poglądy a co za tym idzie wybierają różne drogi do tego, żeby zostać rodzicami smile Sama adoptowałam synka i nie zdecydowałam się na in vitro. Moi znajomi (którzy w końcu adoptowali bo inne rozwiązania zawiodły) próbowali różnych innych dróg. Korzystali z banku nasienia, korzystali z oddanej komórki jajowej, czy adopcji zarodka - z tym,że się udało i zdecydowali się na adopcję. Ale nie wydaje mi się, żeby to była gorsza droga. Dla nas akurat okazała się bardzo dobra smile
        • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 11:54
          Mam nadzieję, że mnie nie zrozumiałaś i bronisz rodziców, których ja nie oceniam (bo czemu bym miała?) i którym bardzo współczuję.
          Ale jeśli bronisz kliniki argumentem, że w sumie nic się nie stało, bo niektórzy decydujący się na in vitro akceptują nie swoje genetycznie dziecko, to chyba widzisz różnicę między świadomym wyborem takiej sytuacji a znalezieniem się w niej z powodu czyjegoś bałaganiarstwa?
          Uważam, że dopilnowanie, żeby właściwa komórka jajowa trafiła do właściwej matki to nie jest wyczyn na miarę medycznego Nobla, tylko poziom minimum, którego jak się nie jest w stanie zachować, to się nie powinno w ogóle porywać na prowadzenie takiej kliniki. No do diaska, mieli ludziom poprawić życie, a je spieprzyli, to jak tu ich nie oceniać jako totalnych partaczy?
          • a.va Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 13:58
            To, że bałagan nie powinien się zdarzyć, jest oczywiste i nie do tego się odniosłam. Nie bronię kliniki absolutnie. Chodzi mi tylko o to, ze zakładacie, że dla tych rodziców geny są ważne. Wcale tak nie musi być. Mogą się czuć pokrzywdzeni z innych powodów, więc pisanie, że zdecydowanie zależało im na dziecku biologicznym jest nadinterpretacją.
          • pani.jezowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 16:17
            Nie, nie bronię kliniki, absolutnie.
            Protestuję przeciwko Twojemu uogólnieniu, wyrażonemu w tym wątku kilkakrotnie, że ludziom decydującym się na in vitro zależy koniecznie na dziecku genetycznie ich.
            Nie zawsze tak jest, co wyżej pokazałam.
            Nie pisząc o parze, której stała się tragedia, tylko nie zgadzając się na Twoje uogólnienie.
    • fajnababka3 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 09:36
      Wniosek - nie należy spuszczać z oka swych komórek jajowych albo się im dokładnie przyjrzećtongue_out
    • vocativa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 09:52
      Koszmar, bardzo współczuję tej dziewczynce i temu małżeństwu sad Strasznie porypana sytuacja sad
      • amy.28 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:27
        Mnie tylko zastanawia - że badania ustalające fakt bycia matką zrobiono p tym jak się okazało że dziecko jest chore. Tak jakby sama procedura podjęcia in vitro gwarantowała że dziecko będzie zdrowe. Komu to przyszło do głowy? jej komórki to nie był jakiś nieskalany chorowami i ryzykiem cud, który z założenia nie mógł sprawić że dziecko będzie chore. Po INV rodzą się i chore dzieci i zdrowe, forma zapłodnienia nie ma nic wspólnego z tym, czy powstaną wady genetyczne czy nie. Czemu więc wyszli z założenia że ona nie może być matką i zaczeli grzebać? Czy jak zdrowemu chłopu w wyniku naturalnego zapłodnienia rodzi się dziecko z ZD to on zaczyna robić testy na ojcostwo? Komu to przychodzi do głowy w normalnych warunkach?
        Moim zdaniem tam coś podejrzewali albo kombinowali bo takich przypadków jest tak mało, że nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze opcji pomyłki pod uwagę chyba że coś wie.
        • vocativa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:32
          Ja się na tym nie znam, ale dziewczyny pisały wyżej,że wiele osób przed in vitro robi badania genetyczne i może być tak, że ich córeczka ma taką chorobę genetyczną której oni nie mogli przekazać, więc zrobili badania.
        • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:34
          Takie insynuacje są obrzydliwe. Wyraźnie napisano, że w wyniku diagnozowania choroby dziecka wyszło, że nie jest spokrewnione z matką.
          To nie było tak, że matka dostała chore dziecko i zaczęła kombinować że to może nie jej.
        • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 10:35
          ale pleciesz

          pewnie robiono badania, majace np. ustalić które z rodziców jest nosicielem wadliwego genu. Może wyszło, ze np. żadne z rodziców nie mogło go przekazać.
        • woman_in_love no akurat tatusiom to często przychodzi do głowy 04.02.15, 11:03
          żeby jak dziecko jest chore zrobić badania DNA, żeby w razie czego się wymiksować
    • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 11:54
      Mi teraz jeszcze jedna refleksja przyszła do głowy. Gdzieś tam jest kobieta, pacjentka kliniki, od której pochodziła komórka jajowa. I bardzo prawdopodobne jest, że ta kobieta jest nosicielką wady genetycznej. Powinna zostać o tym przez klinikę powiadomiona, żeby przemyśleć własne plany reprodukcyjne.
      W ten sposób się dowie, że gdzieś tam żyje jej biologiczne dziecko, poczęte z obcym jej mężczyną. Ona wbrew swej woli została dawczynią komórki jajowej i jej też się należy potężne odszkodowanie od kliniki.
      • gazeta_mi_placi Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 13:19
        A skąd wiadomo, że zostały zamienione z inną kobietą, która też oczekiwała na in vitro, a nie z banku komórek jajowych gdzie kobiety za darmo lub odpłatnie udostępniają komórki bezpłodnym parom?
        • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 13:43
          Bo widac dokumentacja jednak jest porzadna, tylko sie omsklo sad.
        • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 14:31
          Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że ktoś przez pomyłkę zamienił podłoża z komórkami od aktualnie przechodzących procedurę pacjentek, niż że przez pomyłkę poszedł do banku komórek i odmroził komórki jajowe od dawczyni wink
          • aurita Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 19:58
            to niemożliwe, podpisuje sie szalki na denku, przy wymianie pozywki nie komorki zostaja na szalce?.... w ogole nie wyobrazam sobie jak moglo dojsc do pomylki, rozmrazajac tez patrzysz co napisano na slomce
      • a.va Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 14:01
        Mają przebadać całą procedurę przy tym IVF, żeby ustalić, czyje to było jajeczko. Tak dzisiaj mówili w TV.
    • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 04.02.15, 21:29
      W wątku wszyscy piszą o krzywdzie rodziców. Nie zazdroszczę im, ale znacznie bardziej porusza mnie los tego dziecka. Nie dość, że chore, to jeszcze rodzice może je zostawią albo będą mniej kochali, bo "nie ich". Rodzice mogą przynajmniej podejmować jakieś decyzje: żądać odszkodowania, może próbować zaprzeczenia macierzyństwa (trudne, ale może), oddać dziecko do adopcji. To biedne dziecko nie może nic i jakoś to nikogo nie porusza ...
      • azile.oli Re: błąd w klinice in vitro 05.02.15, 10:37
        Mnie porusza przyszłość tego dziecka. Jednak rodzice nie odpowiadają za całą sytuację, a są w sytuacji, że jakkolwiek postąpią, mogą tego żałować.
        Poza tym to jest coś okropnego - wiem, że przez pomyłkę, ale kobiecie wszczepili obcy materiał genetyczny bez jej zgody. Oczywiście być może kiedyś tam rozważałaby in vitro z komórki dawczyni, ale niekoniecznie.
        Co do dziecka - jego sytuacja jest zła, bo jest chore. Nie wiemy jednak, czy nie zostało pokochane. Gorzej, jeśli gdzieś tam narodziło się biologiczne dziecko tej pary.
        Ogólnie, nie zazdroszczę.
        • aszlan Re: a tak na marginesie 05.02.15, 10:52
          ale bardzo a propos

          www.tvp.info/18711209/wlk-brytania-legalizuje-potrojne-rodzicielstwo-przeciwnicy-to-wstep-do-projektowania-dzieci
          • kalina_lin Re: a tak na marginesie 05.02.15, 11:55
            To potrójne rodzicelstwo, to taki chwyt marketingowy. Równie dobrze możnaby napisać, że się dokonuje przeszczepu mitochondriów i szum w mediach byłbby mniejszy.
        • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 05.02.15, 21:18
          Jednak rodzice nie odpowiadają za całą s
          > ytuację, a są w sytuacji, że jakkolwiek postąpią, mogą tego żałować.

          Dziecko też nie odpowiada za całą sytuację, a jest w sytuacji, w której nie może nawet podjąć żadnych decyzji.

          Poza tym to jest coś okropnego - wiem, że przez pomyłkę, ale kobiecie wszczepi
          > li obcy materiał genetyczny bez jej zgody.

          Wiem o tym. Ale dziecku stało się coś jeszcze gorszego - urodziło się matce, która nie jest jego genetyczną matką, czyli od urodzenia zostało skazane na sieroctwo nie wskutek jakiegoś wypadku, jak śmierć matki przy porodzie albo krótko po porodzie, ale wskutek błędu, którego można było uniknąć.

          Nie wiemy jednak, czy n
          > ie zostało pokochane.

          Obawiam się, że nawet jeśli, to szum wokół tej sprawy może wpłynąć na wykrzywienie relacji matki do dziecka. Bo ona będzie wiedziała, że ono nie jest jej. A dziecko przecież ją kocha i będzie kochać (o ile ona go nie odda do adopcji) tak samo, bo nie będzie jeszcze długo świadome, że nie jest genetycznie dzieckiem swojej matki. W tym tkwi różnica: matka może uznać, że dziecka nie kocha i je oddać. Dziecko będzie matkę kochało, bo zanim dojdzie do wieku, w którym mogłoby to zrozumieć, zdąży już matkę pokochać.

          Znam wypadek bardzo udanej adopcji. Matka długo nie mówiła synowi, że jest adoptowany, chociaż było kilka drobnych zdarzeń (typu inne imię ojca w metryce, niż na przydziale mieszkania, matka adoptowała syna po rozwodzie i w metryce wpisała fikcyjne imię ojca, a mieszkała w mieszkaniu przydzielonym w okresie małżeństwa etc.), które mogły wzbudzić podejrzenia chłopca. Wreszcie zdecydowała się mu powiedzieć. Młody człowiek przerwał: "nie ta matka, co urodziła, tylko ta, co wychowała, i nie chcę o tym rozmawiać". Zapewne uświadomiła go wcześniej któraś z przyjaciółek matki, zresztą z życzliwości, i jak widać, z dobrym efektem. Myślę, że istotą więzi matki z dzieckiem jest jednak więź psychiczna, a nie genetyczna i biologiczna. Co nie zmienia faktu, że zdarzenie w Goleniowie to skandal i tragedia.
          • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 05.02.15, 21:30
            W Policach chyba?
            • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 05.02.15, 23:00
              możliwe, że pomyliłam Police z Goleniowem. I jedno i drugie koło Szczecina. Ale tragedia taka sama.
      • gazeta_mi_placi Re: błąd w klinice in vitro 05.02.15, 10:47
        A mnie nie, dziecko jest kompletnie nieświadome (jak każdy jeden niemowlak), ponieważ jest ciężko schorowane być może nawet nie dożyje roku, a rodzice są świadomi wszystkiego i będzie to się za nimi ciągnęło.
      • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 09:36
        Dziecku się jak na razie krzywda nie dzieje, nikt nie informuje, że rodzice planują je porzucić. Najprawdopodobniejszy jest scenariusz, że o całym zamieszaniu nigdy się nie dowie. A rodzicom się już stała bardzo konkretna krzywda.
        • amy.28 Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 09:44
          Porzucić? To jest biologiczne dziecko ojca. I to tworzy najbardziej patową część tej sytuacji, bo dziecka się nie podzieli, że matka czuje że nie jej to rozumiem - ale żeby ojciec chciał oddać jakby nie było swoją córkę - to trochę nie bardzo.
          A w ogóle nie jest mówione nic że chcą oddać, to raz, przynajmniej ja nigdzie nie doczytałam. A po drugie takie dywagacje się pojawiają bo dziecko jest chore. Ciekawe co by było gdyby się urodziła dziewuszka zdrowa jak dzwon. Wtedy pewnie nikt by nad niczym się nie zastanawiał i dziękował Bogu że w ogóle mają dziecko, bo in vitro to ostateczność, często o jeden krok przed adopcją.
          • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 09:46
            Fakt dzis wymyslil, ze matka bedzie musiala zwrocic refundacje, bo miala dawstwo komorki jajowej, a to dofinansowanie, paranoja jakas...
          • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 10:22
            Dla mnie najbardziej patową częścią tej sytuacji nie jest to, że dziecko jest częściowo z obcych genów - choć to jest punkt, na którym można "przyłapać" klinikę, więc pewnie dobrze byłoby się go trzymać - tylko fakt, że gdzieś jest dziecko, które też w pewnym sensie jest twoje. Tak rozmawialiśmy kiedyś z mężem, co by było, gdyby nam dziecko podmieniono w szpitalu - na pewno nie zmieniłoby to naszego stosunku do naszego dziecka, ale to drugie, biologicznie nasze, też byśmy chcieli! I to jest sytuacja bez wyjścia, bo ta druga para prawdopodobnie myślałaby tak samo.
            • amy.28 Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 14:25
              My się też nad tym zastanawialiśmy i mieliśmy inne wnioski. Mianowicie wolałabym aby zostało jak jest i aby nasz syn był naszym synem w dalszym ciągu i nie wiedział o tej sytuacji. Ja bym też nie chciała poznać tego drugiego dziecka. Dlaczego? Bo ani my ani druga para by się przecież nie zmieniła. Ale musiałaby za to żyćze świadomością że gdzieś codziennie te drugie biologiczne dziecko jest. A kontakty obu rodzin by nas wykończyły psychicznie.
              O ile rozważyłabym zamianę niemowlęcia - to 3 czy 4 latka już na pewno nie.
              • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:09
                O zamianie nie byłoby mowy, to jasne. Ale do drugiego dziecka też by mnie ciągnęło.
              • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 17:11
                zawsze wydawało mi się, że miłość polega na pragnieniu dobra kochanej osoby, nawet kosztem naszego własnego dobra. Więc chyba lepiej, by dziecko, do którego czujemy zaczątki miłości, mogło zbudować prawidłową relację w rodzinie, w której już jest, którą kocha i która go kocha, niż odzyskać dziecko albo je obciążać świadomością, że zostało podmienione.
                Pamiętam parę lat, jak poruszyła mnie sprawa uwolnionej przez partyzantów kolumbijskich działaczki politycznej, która w niewoli dobrowolnie nawiązała romans z jednym z partyzantów, urodziła dziecko, które jej odebrano i przekazano na wychowanie jakiejś rodzinie w mieście, jej partnera partyzanci odesłali dokądś i ona nie znała jego miejsca pobytu. Gdy ją wypuszczono po wielu latach, dziecko miało 5 lat i nie miało zielonego pojęcia, że jego rodzice nie są jego rodzicami. Kobieta, wypuszczona z niewoli jak bohaterka narodowa, rewindykowała swoją własność, odbierając pięcioletnie dziecko jego rodzicom. Dla mnie to horror i szczyt przedmiotowego traktowania dziecka. Owszem, tą kobietę spotkała tragedia, chociaż wdając się dobrowolnie w romans powinna była zdawać sobie sprawę, że ewentualne dziecko jej odbiorą i przyjąć to na klatę, a nie krzywdzić dziecko po to, by odebrać swoją "własność".
        • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 10:42
          Nie ulega jednak wątpliwości, że stosunek matki do tego dziecka, choćby nie wiem, jak się starała, zostanie zakłócony świadomością, że ono nie jest "jej" i może wpłynąć na relację z dzieckiem, nawet, jeśli nie będzie próbowała go oddać. Dziecko natomiast kocha ją z pełną ufnością jako własną matką, bo zna ją jako matkę od chwili implantacji. I tragedia polega na tej niesymetryczności: dziecko nie będzie wiedziało, skąd jakieś urazy matki.
          Dziecko z pewnością się dowie. Niestety dzieci się takich rzeczy dowiadują. Jako kilku latki, a nawet dorosłe osoby. Prasa rozpisuje się dostatecznie szeroko, by dziecko kiedyś miało okazję się dowiedzieć.
          Przypomnę jeszcze jedno: gdzieś czytałam, że nieszczęsna Madeleine McCann, zaginiona w Portugalii, była właśnie taką półsierotą. Została poczęta in vitro z komórki matki, ale wskutek pomyłki zapłodniono tę komórkę nasieniem obcego mężczyzny. Potem matka Madeleine urodziła jeszcze bliźniaki, które były genetycznie jej i męża. Okoliczności zaginięcia Madeleine wskazują na zaniedbanie rodziców, a dziennik matki potwierdza, że córka ją bardzo irytowała. Czy świadomość, że dziecko jest takim genetycznym podrzutkiem, nie mogła mieć na to wpływu?
          • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 10:51
            Przy Mcannach, jeśli Madelaine była zaniedbana, to bliźniaki też, bo całą trójkę zostawiono bez opieki. A co do wkurzania matki - była czterolatką. Moja czteroletnia córka doprowadzała mnie do szału, o jaki bym się w życiu nie podejrzewała i to za pomocą moich własnych osobistych genów. wink

            Myślę, że rodzice najprawdopodobniej cały toksyczny potencjał tej sytuacji stłumią w sobie i to na nich się odbije, a nie na dziecku.
            • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 11:03
              Toksyny nie da się stłumić w sobie. Wiem coś o tym, mam toksyczną matkę, chociaż na pewno biologiczną. Tłumienie toksyny pozostawia ślad i rzutuje na relacje wobec dziecka, chociażby nieświadomie. I o to właśnie chodzi: dziecko nie będzie miało żadnej toksyny wobec rodziców, kocha ich i będzie kochało bezgranicznie ufnie, nie wiedząc, że oni wiedzą o czymś, co podświadomie zakłóca ich relacje. Po czym się kiedyś tego brutalnie dowie. Nie zazdroszczę.
              • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:01
                Moja mama była DDA. Przełknęła, stłumiła, do jej dzieci nie dotarło. A miała naprawdę spaprane dzieciństwo. Być może zresztą nie przełknęła, tylko przepracowała, w każdym razie nie odbiło się to na mnie ani na mojej siostrze.
                • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:14
                  nie odbiło się to na mnie ani na mojej siostrze

                  Będziesz tego pewna w chwili własnej śmierci, a to może nawet nie.

                  Nie sądzę, by matka, która dowiedziała się, że jej chorowite dziecko jest czymś w rodzaju podrzutka i właśnie dlatego jest chorowite, i to matka, której wszyscy współczują tej krzywdy, podkreślając, jak straszna rzecz ją spotkała, tak łatwo umiała zbudować więź z tym dzieckiem. Tragiczne doświadczenie Twojej Mamy nie było związane z jej relacją z dziećmi.

              • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:14
                srebrnarybka napisała:

                > Toksyny nie da się stłumić w sobie. Wiem coś o tym, mam toksyczną matkę, chocia
                > ż na pewno biologiczną. Tłumienie toksyny pozostawia ślad i rzutuje na relacje
                > wobec dziecka, chociażby nieświadomie. I o to właśnie chodzi: dziecko nie będzi
                > e miało żadnej toksyny wobec rodziców, kocha ich i będzie kochało bezgranicznie
                > ufnie, nie wiedząc, że oni wiedzą o czymś, co podświadomie zakłóca ich relacje
                > . Po czym się kiedyś tego brutalnie dowie. Nie zazdroszczę.

                Skąd pewność, że tak będzie? Twoje trudne doświadczenia to jeszcze nie dowód na to, że ci konkretni rodzice będą toksyczni.
                • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:17
                  pewności nie ma, ale jest bardzo duże prawdopodobieństwo. Czy Wy cały czas nie rozumiecie, że to dziecko kocha swoich rodziców od chwili implantacji ufając, że są jego rodzicami, a oni wiedzą już że niezupełnie i wobec tego ich stosunek do dziecka będzie inny?
                  Gdyby tym rodzicom nie zależało na biologicznym potomku, to mogliby przecież adoptować. Skoro zdecydowali się na in vitro, widocznie zależało im na genetycznym potomku, którego nie dostali. Zatem zrozumiałe, że ich relacja do dziecka będzie inna, bo to nie jest to, co chcieli.
                  • agni71 Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:23
                    >to dziecko kocha swoich rodziców od chwili implantacji


                    serio? od chwili implantacji?
                    • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:29
                      agni71 napisała:

                      > >to dziecko kocha swoich rodziców od chwili implantacji
                      >
                      >
                      > serio? od chwili implantacji?

                      to musiało nastąpić w drodze pomiędzy szkiełkiem a macicą..
                  • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:28
                    srebrnarybka napisała:

                    > pewności nie ma, ale jest bardzo duże prawdopodobieństwo. Czy Wy cały czas nie
                    > rozumiecie, że to dziecko kocha swoich rodziców od chwili implantacji ufając, ż
                    > e są jego rodzicami, a oni wiedzą już że niezupełnie i wobec tego ich stosunek
                    > do dziecka będzie inny
                    ?

                    A czy Ty rozumiesz, że zdanie które pogrubiłam to jest fikcja, a nie żaden fakt?

                    > Gdyby tym rodzicom nie zależało na biologicznym potomku, to mogliby przecież ad
                    > optować. Skoro zdecydowali się na in vitro, widocznie zależało im na genetyczny
                    > m potomku, którego nie dostali. Zatem zrozumiałe, że ich relacja do dziecka będ
                    > zie inna, bo to nie jest to, co chcieli.


                    Znowu snujesz swoje wizje dotyczące tego co czują ludzie, których na oczy nie widziałaś.
                  • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:29
                    Dziecko przez ciebie urodzone też nigdy nie będzie w 100% takie, jakie chciałaś. Kiedy już jest, chowasz do kieszeni chęci i cieszysz się z takiego, jakie jest. Albo nie chowasz, ale to już nie zależy od biologicznego pochodzenia dziecka, tylko od elastyczności twojej psychiki.
                    • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:33
                      asia_i_p napisała:

                      > Dziecko przez ciebie urodzone też nigdy nie będzie w 100% takie, jakie chciałaś
                      > . Kiedy już jest, chowasz do kieszeni chęci i cieszysz się z takiego, jakie jes
                      > t. Albo nie chowasz, ale to już nie zależy od biologicznego pochodzenia dziecka
                      > , tylko od elastyczności twojej psychiki.

                      Właśnie, dlaczego z góry nie założyć toksyczności rodziców każdego chorego dziecka - w końcu im bardzo zależało na zdrowym bobasie, a od losu dostali coś innego? Będą potrafili stłumić toksynę, czy im się uleje, hę?
                    • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:48
                      Dziecko przez ciebie urodzone też nigdy nie będzie w 100% takie, jakie chciałaś. Kiedy już jest, chowasz do kieszeni chęci i cieszysz się z takiego, jakie jest.

                      To w takim razie w czym problem?
                      • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 13:09
                        Problem w tym, że kobieta planowała mieć dziecko z mężem, a ma je z kimś innym w sensie biologicznym. Co nie znaczy, że go nie będzie kochała, ale obiecano jej (i wzięto od niej pieniądze) za jedno, a dostała co innego. Teraz musi się przestawić, dopasować swoją miłość do dziecka do nowej sytuacji. Dochodzi lęk, że pojawi się ktoś, kto będzie dochodził praw do dziecka. Dochodzi złość, że gdyby nie ich pomyłka, to dziecko byłoby zdrowe - ja bym nie potrafiła na zimno i logicznie na miejscu tej kobiety zaakceptować, że zdrowe dziecko to byłoby inne dziecko, czułabym raczej, że to moje konkretne dziecko mogłoby być zdrowe, gdyby się nie pomylili.

                        To jest jednak mniejsza część problemu. Większa polega na tym, że być może gdzieś jest dziecko, z którym jest biologicznie związana. Z jednym jest związana emocjonalnie, z drugim biologicznie, naturalny odruch pewnie jest taki, że chce oba, a obu mieć nie może, bo po drugiej stronie też jest pewnie kobieta, która jeśli się o tym dowie, to chciałaby oba.

                        Jeżeli ci dziecko zamienią w szpitalu, a ty się dowiesz o tym po czasie, to wciąż kochasz to dziecko tak samo, jako osobę, ale nie można powiedzieć, że nic się nie stało. Podejrzewam, że szok jest tym większy, jeżeli do zamiany dochodzi tam, gdzie się tego nie spodziewałaś, tam, gdzie ci obiecywano 100% bezpieczeństwo.

                        No i jest jeszcze jeden aspekt - jeżeli robisz in vitro, to najczęściej jesteś po drodze przez mękę, już przetrwałaś lęk, czy cię zakwalifikują, czy się zarodek przyjmie, już wszystko na dobrej drodze - a tu bach, pomyliliśmy się.
                        • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:29
                          obiecano jej (i wzięto od niej pieniądze) za jedno, a dostała co innego.

                          ano właśnie. Nie chciałam używać tego argumentu, by się nie narazić na zarzut, że piszę, jak w listach episkopatu. Ale Tobie się wyrwało: dziecko jako źle wykonana usługa, wybrakowany towar. Sorry, dziękuję. Nie chciałabym być dla moich Rodziców towarem na zamówienie.

                          Teraz musi się pr
                          > zestawić, dopasować swoją miłość do dziecka do nowej sytuacji. Dochodzi lęk, że
                          > pojawi się ktoś, kto będzie dochodził praw do dziecka. Dochodzi złość, że gdyb
                          > y nie ich pomyłka, to dziecko byłoby zdrowe - ja bym nie potrafiła na zimno i l
                          > ogicznie na miejscu tej kobiety zaakceptować, że zdrowe dziecko to byłoby inne
                          > dziecko, czułabym raczej, że to moje konkretne dziecko mogłoby być zdrowe, gdyb
                          > y się nie pomylili.

                          Przecież o tym cały czas piszę. Nie ma możliwości, żeby to wszystko nie odbiło się na relacji do dziecka. Chorego dziecka. I to ono zawsze będzie bardziej skrzywdzone, bo jest w relacji z matką stroną słabszą.

                          Większa polega na tym, że być może gdzi
                          > eś jest dziecko, z którym jest biologicznie związana.

                          Po pierwsze nie wiadomo. Przecież daje się nadwyżkę jajeczek, więc mogli jej jajeczek nie zapłodnić. Po drugie - to drugie dziecko w zasadzie nie jest jej. Nie urodziła go, ma geny obcego mężczyzny, ona nie wie, gdzie ono jest. Doprawdy więź emocjonalna i psychiczna jest ważniejsza, niż geny. Przypominam, co odpowiedział mój znajomy swojej adopcyjnej matce.
                          • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:33
                            Bo niestety od rozpowszechnienia IVF tylko krok do ideologii design babies sad.
                            • gazeta_mi_placi Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:43
                              A co w tym złego? Jakby technika gwarantowała wyłącznie zdrowe i ładne dzieci byłoby fajnie.
                          • asia_i_p Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:41
                            Nie dziecko jako źle wykonana usługa. Tylko procedury medyczne wokół poczęcia tego dziecka jako źle wykonana usługa. Tak samo, jak zamienione dzieci w płatnym szpitalu albo jak problemy zdrowotne dziecka z powodu źle przeprowadzonego płatnego porodu - też rodzice by byli w szoku i wściekli, a nie zarzucałabyś im, że traktują dziecko jako towar, prawda?

                            Przecież ta sytuacja jest prosta jak drut - zamieniono jajeczka, robiąc na pewno jednej rodzinie, a być może dwóm, problem. Rodzice są tej zamianie niewinni, podobnie jak dziecko, winni są ci, którzy się pomylili. A ty w jakiś dziwny sposób próbujesz przesunąć tę kreskę w ten sposób, że rodzice znajdują się po stronie winnych - przynajmniej potencjalnie - bo traktowali dziecko jak towar, bo na pewno będą mniej kochać.

                            I fragmentu o chorobie dziecka nie zrozumiałaś, niestety. Ja uważam, że tak matka, podświadomie przynajmniej, uważa, że oni przez pomyłkę spowodowali chorobę jej dziecka. I odbija się to na jej stosunku do lekarzy, a nie do dziecka.
                            • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 17:00
                              nie traktuję rodziców jako winnych, tylko jako mniej pokrzywdzonych, niż dziecko, którego losem na forum nikt zdaje się nie przejmować.
                  • kalina_lin Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:34
                    >> to dziecko kocha swoich rodziców od chwili implantacji

                    To fatalnie dla wszystkich osób adoptujących dzieci.
                    • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 17:02
                      dlatego zbudowanie więzi z dzieckiem adoptowanym jest trudniejsze, niż z rodzonym.
                      • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 17:05
                        srebrnarybka napisała:

                        > dlatego zbudowanie więzi z dzieckiem adoptowanym jest trudniejsze, niż z rodzon
                        > ym.

                        Zbudowanie więzi jest trudniejsze ze względu na ewentualne nastawienie rodziców, a nie dlatego, że dziecko jako zygota pokochało inna panią niż tę, która go wychowała od niemowlęctwa.
                        • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 17:16
                          nie sądzę, by dziecko nie zauważyło zmiany, zwłaszcza, że procedury adopcyjne trwają. To nie tylko matka nawiązuje więź z dzieckiem podczas ciąży, także dziecko nawiązuje z matką, przyzwyczaja się do niej, przecież słyszy jej głos, zna rytm organizmu. Przejęcie go przez inną matkę to zawsze przeżycie, im krótsze i szybsze, tym lepiej.
                          No cóż, ja nie traktuję dzieci tak przedmiotowo, jak większość dyskutantek.
                          • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 17:27
                            srebrnarybka napisała:

                            > nie sądzę, by dziecko nie zauważyło zmiany, zwłaszcza, że procedury adopcyjne t
                            > rwają. To nie tylko matka nawiązuje więź z dzieckiem podczas ciąży, także dziec
                            > ko nawiązuje z matką, przyzwyczaja się do niej, przecież słyszy jej głos, zna r
                            > ytm organizmu. Przejęcie go przez inną matkę to zawsze przeżycie, im krótsze i
                            > szybsze, tym lepiej.

                            Ale my nie rozmawiamy o opóźnieniach w procedurze adopcyjnej (której zresztą większość odbywa się jeszcze przed wyborem dziecka - ba, przed jego narodzeniem), ale o tym, czy dziecko zaczyna kochać matkę w momencie pierwszego podziału komórkowego.

                            Zresztą nie twierdzę, że niemowlę nie zauważy zmiany, tylko że to nie jest główna przyczyna trudności w budowaniu więzi z dzieckiem adoptowanym. Tu wszystko zależy od rodziców, bo to oni są świadomi od początku i to oni mogą mieć ewentualny problem z zaakceptowaniem dziecka.

                            > No cóż, ja nie traktuję dzieci tak przedmiotowo, jak większość dyskutantek.

                            Nie dosyć, że znasz stosunek rodziców do tego dziecka, to jeszcze całe forum przejrzałaś na wylot?
                            • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 19:46
                              całe forum pr
                              > zejrzałaś na wylot?

                              Przeczytałam większość wypowiedzi w tym wątku. Większość dyskutantek współczuje rodzicom, którzy nie dostali tego, co zapłacili, a nie współczuje dziecku, które jest biologicznie pólsierotą i będzie musiało wychowywać się w tak skomplikowanej sytuacji rodzinnej. Dla mnie to chore.
                              • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 21:03
                                srebrnarybka napisała:

                                > całe forum pr
                                > > zejrzałaś na wylot?
                                >
                                > Przeczytałam większość wypowiedzi w tym wątku. Większość dyskutantek współczuje
                                > rodzicom, którzy nie dostali tego, co zapłacili, a nie współczuje dziecku, któ
                                > re jest biologicznie pólsierotą i będzie musiało wychowywać się w tak skompliko
                                > wanej sytuacji rodzinnej. Dla mnie to chore.

                                Tak to widzisz? Że nie dostali tego co zapłacili i dlatego teraz będą toksycznymi rodzicami.. To dopiero chore.
                                • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 21:17
                                  Widzę to, że forum lituje się wyłącznie nad rodzicami, którzy nie dostali tego, za co zapłacili, którym urodził się podrzutek i nie da się go zamienić na właściwe dziecko, natomiast nie lituje się nad dzieckiem, które nie jest niczemu winne, nie ma żadnej możliwości wyboru i poprawy swojej sytuacji i w najlepszym wypadku będzie wychowywane przez rodziców, dla których jego urodzenie się było nieszczęściem, krzywdą i stratą. Ignorowanie krzywdy dziecka jest dla mnie chore.
                                  • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 21:37
                                    I to jest najwiekszy dramat - ze jest to dziecko b. choresad. A skoro od pol roku przebywa w szpitalu wysoce specjalistycznym, to latwo sie domyslic, ze nie tylko np. ZD jest tu najwiekszym problemem, tylko inne, powazniejsze jeszcze wady sad.
                                  • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 21:57
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Widzę to, że forum lituje się wyłącznie nad rodzicami, którzy nie dostali tego,
                                    > za co zapłacili, którym urodził się podrzutek i nie da się go zamienić na wła
                                    > ściwe dziecko, natomiast nie lituje się nad dzieckiem, które nie jest niczemu w
                                    > inne, nie ma żadnej możliwości wyboru i poprawy swojej sytuacji i w najlepszym
                                    > wypadku będzie wychowywane przez rodziców, dla których jego urodzenie się było
                                    > nieszczęściem, krzywdą i stratą. Ignorowanie krzywdy dziecka jest dla mnie chor
                                    > e.

                                    Nikt nie ignoruje krzywdy dziecka - przecież to oczywiste, że jego los jest tu najważniejszy. Ale litość moją budzi tylko jego obecny stan, choroba. Jego "skład" genetyczny jest moim zdaniem w tym wypadku bez znaczenia, bo z jego punktu widzenia to nie jest żadna krzywda. Takie się urodziło - gdyby nie pomylili tych szkiełek to jego w ogóle by nie było.

                                    Ale rodzice też swoje przeszli - problemy z płodnością, kilkukrotna procedura in vitro, fatalna pomyłka ludzka, która zaowocowała tym, że kobieta jest matką dziecka które nie powstało z jej komórki i jeszcze ta myśl, że gdyby się nie pomylili to tej wady by nie było.

                                    To co o nich piszesz: że będą toksyczni i że nie pokochają podrzutka jest okrutne. Równie okrutne jak te insynuacje powyżej, że jak tylko wyszła wada to rzucili się na testy genetyczne, zaciskając kciuki że to może nie ich.
                                    • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 22:19
                                      Gdyby urodzenie tego dziecka nie było dla nich krzywdą, nieszczęściem i stratą, nie byłoby w ogóle powodu się nad nimi litować. Litujemy się, bo jest. Zatem dziecko wychowywane będzie przez ludzi, dla których jego urodzenie jak wyżej. Co oznacza, że nad bezbronnym dzieckiem litować się trzeba bardziej.
                                      • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 22:29
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Gdyby urodzenie tego dziecka nie było dla nich krzywdą, nieszczęściem i stratą,
                                        > nie byłoby w ogóle powodu się nad nimi litować. Litujemy się, bo jest. Zatem d
                                        > ziecko wychowywane będzie przez ludzi, dla których jego urodzenie jak wyżej. Co
                                        > oznacza, że nad bezbronnym dzieckiem litować się trzeba bardziej.

                                        A jak konkretnie to nieszczęście zmierzyłaś?

                                        Ciekawe czy masz podobne poglądy jeśli chodzi o adopcję - przecież ona też przeważnie wynika z nieszczęścia: niemożliwości spłodzenia swoich dzieci. Czy takie dzieci też są bezbronne i litujesz się nad nimi z powodu tego, że są wychowywani jako efekt nieszczęścia i straty (pomijam teraz kwestię ich porzucenia przez biologicznych rodziców)?

                                        A wiesz, że można to oddzielić? Można być nieszczęśliwym z powodu np. choroby dziecka i jednocześnie je kochać, bo jest naszym dzieckiem.
                                        • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 22:53
                                          A jak konkretnie to nieszczęście zmierzyłaś?

                                          Nie zmierzyłam. Cały wątek jest o nieszczęściu, które spotkało rodziców. Wszyscy im współczują, ergo uważają, że spotkało ich nieszczęście.


                                          Ciekawe czy masz podobne poglądy jeśli chodzi o adopcję - przecież ona też prze
                                          > ważnie wynika z nieszczęścia: niemożliwości spłodzenia swoich dzieci.

                                          Nieszczęściem jest bezpłodność, a adopcja, podobnie, jak in vitro, jest próbą likwidacji tego nieszczęścia. Zatem zarówno dziecko adoptowane, jak i z in vitro można pokochać i być szczęśliwym z powodu jego posiadania.

                                          Nieszczęściem, któremu poświecono cały wątek, jest pomylenie komórek przed zapłodnieniem, a nie choroba dziecka. Dzieci pochodzące genetycznie od własnych rodziców też bywają chore.
                                          • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 22:56
                                            Nie, jak zmierzyłaś, że nieszczęście dziecka jest większe niż nieszczęście rodziców.
                                            • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 23:14
                                              pisałam już:
                                              1. dziecko jest całkowicie bezbronne
                                              2. dziecko nie ma możliwości wyboru żadnej opcji, może też nie chciałoby być ze sztuczną mamą i wolałoby odszukania prawdziwej, a nie ma możliwości nawet o to poprosić.
                                              3. w najlepszym wypadku dziecko będzie wychowywało się nieświadome tego, że dla rodziców jego narodziny były krzywdą, nieszczęściem i stratą. W gorszym - zostanie porzucone.
                                              4. Będzie wychowywane przez ludzi, dla których jego narodziny były krzywdą, nieszczęście i stratą. Nic na to nie poradzę, że zazwyczaj lepiej chowają się dzieci, których urodzenie było dla rodziców radosnym wydarzeniem.

                                              Tym wszystkim nikt się tu nie przejmuje. Niech ktokolwiek napisze, że raz dał dziecku klapsa, a całe forum trzęsie się z oburzenia. Tutaj mamy dziecko ewidentnie skrzywdzone i ciszę.
                                              • rasowa_sowa Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 23:16
                                                poddałam się przy sztucznej mamie, sorry.
                                                • srebrnarybka Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 23:57
                                                  Skoro litujecie się nad matką, która nie wie, gdzie jej dziecko biologiczne, to dlaczego dziecko nie ma prawa wiedzieć, gdzie matka biologiczna?
        • lauren6 Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 12:33
          Dziecku stała się krzywda, bo prawdopodobnie to dawczyni jajeczka była nosicielką wady genetycznej, która sie u niego uaktuwnila (niby dlaczego poradnia genetyczna zleciła testy na rodzicielstwo, to nie jest standardowe badanie w takiej sytuacji).

          Czyli mówimy o tzw złym urodzeniu i moim zdaniem z tego tytułu rodzice powinni pozwać szpital by mieć na leczenie dziecka.
          • amy.28 Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 14:36
            A jakby urodziło im się biologiczne dziecko z wadą genetyczną? In vitro nie daje gwarancji zdrowia dziecka, to takie samo ryzyko jak w przypadku naturalnego poczęcia.

            O ile wcześniejsze badania nie gwarantowały rodzicom zdrowego potomka - to moim zdaniem jest podstawa aby zaskarżyć klinikę o błąd i zadośćuczynienie za to że mają dziecko nie ze swojego jajeczka czyli powstaje pewnien problem natury etycznej - ale o pieniądze na leczenie już nie, bo klinika rozmyślnie nie dała jej przecież obciążonego genetycznie jajeczka - to jajeczko też by poszło do zapłodnienia tylko u innej pary pary której trafiło się "dobre jajeczko" i zdrowy potomek.

            Obu parom ( o ile takie dziecko się urodziło) należy się takie same odszkodowanie. Fakt zamiany i efekty to już jest pech a nie wina kliniki. Komuś to chore dziecko było pisane i tak. Trafiło się tej parze ale w przypadku braku pomyłki trafiłoby się innej. I ta para nie miałaby prawa ubiegać się o pieniądze na leczenie, prawda?

            Dlatego bezsporny jest fakt odszkodowania za zamianę - tak jak i w przypadku gdy szpital podmieni zdrowe noworodki - bo to jest niedopełnienie obowiązków ale rocznie mnóśtwo dzieci czy z in vitro czy nie urodzi się chorych i tu winy lekarzy nie ma, to jest splot okoliczności, który nie jest wynikiem celowego zaniedbania.
            • annajustyna Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 15:34
              Ryzyko w zasadzie wieksze w tym sensie, ze natura czasem wie, dlaczego niektore pary mimo zdrowia etc. nie moga miec ze soba dzieci.
            • lauren6 Re: błąd w klinice in vitro 06.02.15, 16:00
              Co innego jeśli ktoś wie, że np. w jego rodzinie zdarza sie hemofilia i swiadomie decyduje sie na dziecko. Co innego jesli teoretycznie zdrowym todzicom podmieniono komórkę na taką z genami nosiciela. Jeśli decyduje sie na adopcje dziecka, to z całym dobrodziejstwem inwentarza zawartym w genach. Tu odmowiono rodzicom wiedzy, że ich zarodek jest potencjalnym nosicielem cudzych wad.
          • annajustyna To tak tytulem uzupelnienia: 06.02.15, 23:22
            www.tvn24.pl/dziecko-z-zespolem-downa-to-wstyd-dla-rodziny,512763,s.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka