Czy ja mogę się poskarżyć i pożalić?
Zaczynam robić "coś innego niż dzieci i dom", czyli ogród. Konkretnie muruję mury oporowe z kamulców i strasznie mnie to kręci

Trochę to niebezpieczne, starsza ostatnio jak mi pomagała to rozwaliła wargę. Więc raczej siedzi w domu i małż ma dwójkę na głowie. Ja to mam na co dzień 5 dni w tygodniu, on ma aż 2. I zmywać musi i ogarniać podłogi, bidulek. Czyli spychaczem zabawki w kąt i mycie raz na ruski rok. Ja nieustająco robię i wieszam i składam i układam w szafach miliard prań (taka magia, że się same pojawiają

) zakupy, gotowanie, dzieci przez większość tygodnia / dnia / doby. No i organizacja życia rodzinnego, lekarze, wyjścia itp itd. Home planer manager

Ostatnio synu zagorączkował ponad 39 stopni, płuca wypluwa, małżon nie był uprzejmy zmierzyć temperatury, bo "nie jest pielęgniarką". Zonk. Dziecko zejść może, a on nie sprawdzi?
I eeeee, małż się sfoszył na zmywanie i że po całym weekendzie zapieprzania przy budowlance (przerzuciłam z 200 kg 3 razy

) nic nie ogarnęłam wieczorem. Yyyy doznałam takiego dziwnego uczucia, że ale jak to. Taki lekki WTF. Nie daj Boże zacznę NAPRAWDĘ pracować zawodowo za PRAWDZIWE pieniądze

i co wtedy?
Mam jakieś niejasne niemiłe uczucie, że wiejskie wychowanie, że żonka jest od WSZYSTKIEGO a jaśnie pan od pracy li tylko - bierze górę nad a) zdrowym rozsądkiem (że u nas jest inna sytuacja, to i działania powinny być inne) b) nad kurcze nie wiem - miastowym fajnym wykształconym rozgarniętym facetem, którego poznałam 6 lat temu.
Mam zonk. Wizje na przyszłość i starość zaczynają mi się trochę rozjeżdżać. A może przesadzam? Wiem że to melodramat na "Życie rodzinne" ale jakoś wolę tutaj. Czy ktoś mnie przytuli i napisze, że to chwilowy kryzys wieku średniego? Proszsz