zolla78
07.05.15, 19:49
A w zasadzie w nawiązaniu do stwierdzenia co jakiś czas pojawiającego się w wątku o konsekwencjach bycia kobietą domową i odpowiedzialności za dzieci, że to tylko na kobiecie spoczywa itp.
Mam pracę, że mam do czynienia z rozwodami lub mają do czynienia z nimi moi współpracownicy, byłam też kilka miesięcy na praktykach w wydziale rozwodowym, zatem jakiś tam przegląd tych spraw mam. I wprawdzie badań statystycznych nie robię, ale jakby tak miała się pokusić o określenie procentów i pewnych prawidłowości, to:
- średnio raz na 2 tygodnie przychodzi jakaś kobieta, bo mąż się, mimo dzieci w wieku szkoła podstawowa lub młodsze, rozmyślił i ona jest czarnej dziurze, bo nie pracowała, o pracę trudno lub poniżej kwalifikacji i niskopłatna lub godziny takie, że jak nie ma babć do pomocy to nie może pogodzić ze szkołą (to najbardziej powtarza się wśród tych co mają domki poza miastem) i w zasadzie alimenty u niej to być lub nie być.
O tym, że zwykle majątek nie jest na nią to już nie wspomnę. Albo nawet jak ma tą wspólność, to i tak musi się wyprowadzić bo kredytu nie jest w stanie sama spłacać i po sprzedaży niewiele jej zostaje;
- chyba każda kobieta, z którą o rozwodzie rozmawiałam, a pracowała, gdzieś po drodze opisując swoją sytuację, stwierdziła coś w stylu "dzięki bogu, że pracuję, to jakoś sobie poradzę"
- nie wiem na czym to polega, ale ewidentnie widzę prawidłowość w tym, że jak kobieta pracuje to i tak ma zasądzane w sumie lepsze alimenty na dziecko niż ta niepracująca. Patrząc na te sytuacje statystycznie, to w dużej mierze wydaje się to wynikać z tego, że zwykle nie pracują te kobiety, których mężowie aż tak dużo nie zarabiają, ale na pewno nie jest to jedyne wyjaśnienie. Tak w zasadzie skąd ta prawidłowość, a ją widzę, to nie umiem powiedzieć,
- tam gdzie kobieta pracowała i mąż był zmuszony (nie wiem czy przez nią czy przez kwestie organizacyjne) do zajmowania się dużo dzieckiem i w zakresie takiej codzinnej opieki, a nie tylko zabawy, czyli też typu choroby, chodzenie na zajęcia dodatkowe itp - częściej walczył o opiekę nad dziećmi, względnie wyższe kontakty, płacił też wyższe alimenty
- ojcowie tam gdzie kobieta siedziała w domu, to nie przypominam sobie sprawy, by zależało mu na kontaktach z dzieckiem i jeśli już miał to minimalne
- kobiety rozwodzące się w starszym wieku i będące panią domu - większość narzeka na brak zrozumienia i wsparcia ze strony dzieci, mają z nimi konflikt, często wynikający z tego, że to ojciec jest sponsorem, ale nie zawsze.
Jak mówię, to pewnie ani żaden przegląd ani prawidłowa próba statystyczna. Ale mam kontakt z rozwodami w sumie od 2003 roku i takie prawidłowości widzę.