jj0909
08.05.15, 18:24
Od dłuższego czasu w moim związku jest żle, trzy lata wstecz wieczne niezadowolenie męża, wieczne pretensje, drażliwość, kłótliwość.
Chodziliśmy na terapię, mąż trochę się pozgrywał, szybko ją skończyliśmy
i jak teraz myślę, to po terapii cały rok męczyliśmy się. Maż był tak jakby obok,
nie było szans na wykrzesanie z niego pozytywnych uczuć.
Po czym trzy miesiące temu "wybuchł" tzn przestał się do mnie i córy
odzywać, bo nie podtrzymuję jego autorytarnych metod wychowawczych.
Zamknął się w sobie, w swoim pokoju, nie robi nic, czyta i gapi się w monitor,
z nikim nie rozmawia, wyniósł do innego łóżka, święta spędził na rowerze sam.
Załatwił sobie samolot i leci na kilka dni pojeżdzić w innym kraju na rowerze.
Jedynie ja się dowiedziałam, że to ja jestem winna, on ma życie przegrane,
jest ograniczony, zniechęcony, jestem mu obojętna,nie kocha mnie trudno mu powiedzieć od kiedy.
Na szczęście zapisał się do psychiatry /u niego w rodzinie była schizofrenia/.
Dostał antydepresanty /depresja Za dwa tygodnie kolejna wizyta.
A ja nie wiem, czy on jest chory, czy to taki charakter /wcześniej
zdarzały się jego ciche dni wielokrotnie/
Jak wytrzymać w takim związku, tkwić i czekać , zamartwiać się ?
Czy w rodzinie macie osoby z depresją , jak one żyją, jak ich najbliżsi?