Dodaj do ulubionych

Obiady - naprawdę?

    • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 14:41
      Ja nie tylko gotuje mało ale nawet zakupy robię na bieżąco, w niewielkich ilościach. Nie mam zamrażalnika zapchanego półproduktami, ani tym bardziej zamrożonymi resztkami niedojedzonych potraw. Co to za wstrętny pomysł, po co, skoro można ugotować świeże?
      Mąz jada obiad w pracy (ja również dopóki pracowałam), dla dziecka gotuje ociupinkę, codziennie świeżą porcję, ja a sama zjadam coś prostego, nie przywiązuję do tego wagi. W żadnym razie nie miałabym czym ugościć nieoczekiwanego gościa. Troche lepiej jest w weekendy, bo wtedy gotuje na dwa dni, ale też wyliczona porcję, podwójną, ale nie większa niż potrzebna. Mam same małe garnki i ani jednego kompletu talerzy.
      • hermenegilda_zenia Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 14:45
        Biednie i smutno. Współczuję
        • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 14:48
          To do mnie? Co prawda nie wiem, czego konkretnie współczujesz, ale och dziękuję, jak to dobrze że są jeszcze tacy wrażliwi i tkliwi ludzie jak ty big_grin
          • kamyk.w.skarpecie Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 14:56
            Ona współczuje ci twojego dziwactwa i lodówki wypełnionej głownie szronem smile
            • morgen_stern Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:00
              Gdyż jak ogólnie wiadomo tylko lodówa szczelnie wypełniona jedzeniem gwarantuje szczęście w rodzinie.
            • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:05
              A to dobre. A to "dziwactwo" polega na...?
              Dla mnie jakims absurdalnym mega dziwactwem jest obsesyjne myślenie o żarciu, gromadzenie żarcia, kupowanie żarcia, gotowanie, mrożenie, odgrzewanie żarcia...
              W zamrażalniku mam głównie mrożone owoce, kostki lodu i z rzadka surowe mięso zakupione nieco wcześniej i czekające na przygotowanie w weekend. Nigdy nie trzymam tam żadnych resztek, wole świeżyznę.
              • sanrio Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:09
                > Dla mnie jakims absurdalnym mega dziwactwem jest obsesyjne myślenie o żarciu, g
                > romadzenie żarcia, kupowanie żarcia, gotowanie, mrożenie, odgrzewanie żarcia...

                nie zapomnij o przygotowywaniu żarcia w takich ilościach, aby każdy dodatkowy gość mógł się spokojnie najeść.
              • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:36
                He, he - widzę że masz podejście jak niektórzy do alkoholu. Nie daj Boże mieć w barku parę win i likierów - na pewno obsesyjnie myślisz o chlaniu i jesteś alkoholikiem.
                I te absurdalne wnioski równocześnie z deklaracją, że i ty i mąż jedliście (mąż dalej je) w zakładowych stołówkach...
                • morgen_stern Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:43
                  Nie gorsze niż podejście: "nie masz zapasów jedzenia w lodówce i obiadu dla kilku niespodziewanych gości? Jakie masz biedne, smutne życie".
                  • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:48
                    Dokładnie takie samo. Cała emama, przewidywalna aż do bólu. Czy to jedzenie, czy to pranie ręczników, czy to zmiana pościeli, czy to picie wina do obiadu - zawsze ten sam schemat.
                    • morgen_stern Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:00
                      Ale wiesz, że piszesz teraz także o sobie?
                      • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:17
                        Użyłam zwrotu emama, nie w sensie każdej pisującej tu forumki, ale w sensie nazwy forum i występujących tu schematów. Trudno uznać, że wszystkie pisujące tu forumki stosują taką formę komunikacji, nie da się jednak nie zauważyć, że większość wątków zaczynających się od słów "a jak ..." kończy się przepychanką z argumentami doprowadzonymi do absurdu i mającymi na celu tylko jedno. I nie, nie jest tą jedną rzeczą wymiana myśli.
                • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:44
                  Czy ty w ogóle czytałas chociaż fragment tego wątku? Padły tu tak bzdurne komentarze jak np. "dom bez góry jedzenia i lodówki pękającej w szwach jest smutny", "biedny", "współczuję". Jak to inaczej nazwac jeśli nie obsesją na punkcie gromadzenia żarcia? Nigdy nie chodze głodna, nawet gdybym miała pusta lodówkę, jestem w stanie bez problemu się wyżywić.
                  Naprawdę fakt, że ktoś woli jeść i świeże i na bieżąco, zamiast gotować całe gary na zapas i odgrzewać wywołuje "współczucie"? Czy ktos tu upadł na głowę?
                  • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:49
                    Ach rozumiem, wpadłaś na pomysł, że jak napiszesz jeszcze większy idiotyzm to będziesz górą?
                    • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:54
                      Górą, nad kim? Nie znałam tej "strategii" erystycznej, często ja stosujesz? Niektóre tu przedstawione opinie sa czystym przykładem obsesji na punkcie gromadzenia żarcia, musisz się z tym niestety pogodzić.
                      • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:18
                        fomica napisał:

                        > Górą, nad kim? Nie znałam tej "strategii" erystycznej, często ja stosujesz?

                        Może nie znałaś, w takim razie intuicyjnie doskonale się w nią wpisałaś.
                        • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:29
                          Na obraźliwe, zaczepne komentarze odpowiadam w tym samym tonie. Wystarczy zachować minimum kultury od początku i nie będzie problemu z eskalacją. Obraża cie nazwanie rzeczy po imieniu "obsesja na punkcie gromadzenia żarcia"? Tak to odbieram, taki obraz stworzyły tutaj te wszystkie groteskowe "wyrazy współczucia".
                          • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:33
                            fomica napisał:

                            > Na obraźliwe, zaczepne komentarze odpowiadam w tym samym tonie.

                            No właśnie o tym piszę, nie wydaje ci się to po prostu trochę głupie?
                            • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:41
                              Nie.
                              • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:44
                                No w sumie spójne, trzeba przyznać.
                  • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:54
                    Ty nawet komplett talerzy nie masz,o garnkach nie wspominajac.No jak nie ma w czym ugotowac o na czym podac to sie nie je.Smutne.
                    • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:55
                      No, smutne, chlip chlip... Wszyscy płaczą.
                      • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:01
                        Zglos sie do Caritasu.Tam dostaniesz komplet talerzy.Niech dzieci widza,ze mozna jesc inaczej niz w obozie dla uchodzcow
                        • fomica Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:02
                          O, doskonały pomysł. Tak właśnie zrobię, jeszcze dziś.
                  • angiz Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:56
                    no upadły upadły smile
                    i każda ma dom lepszy bo z resztkami jedzenia walającymi się po kuchni, które może dojadać wyrośnięty synuś i mąz o sylwetce atlety,
                    wtedy one są szczęśliwe bo stworzyły szczęśliwy i wesoły dom
                    bo wiadomo, chłop który trzyma się żoninej lodówki i dla którego można gotować tony żarcia to gwarancja szczęścia i rozwoju rodziny tongue_out
                    • angiz Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:57
                      jedyna gwarancja, dla niektórych, najwyraźniej big_grin
                    • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:05
                      To nie moja wina,ze jak ci cos zostanie to nie umiesz zapakowac tylko wala ci sie sie to po kuchni.Asparger?
                      Lepiej miec wyrosnietego niz karlowatego.Teraz rozumiem te jeki o 6latki w szkolach.Matki nie daja im jesc to jak Karly wygladaja i sily nie maja tornistra nosic.
                      • angiz Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:12
                        cieszę się, że udało ci się znaleźć sposób na utrzymanie męża w domu - zawsze pełna lodówka żarcia gwarancją, że się mu będzie chciało do domu wracać big_grin . W pewnych kręgach tak to właśnie funkcjonuje, panowie siedzą tam, gdzie się mogą nażreć, reszta nieistotna, podstawowe potrzeby zaspokojone i git. Więc chwalebne, że się odnalazłaś w właściwej roli big_grinbig_grinbig_grin
                        • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:16
                          Dlatego twoj siedzi u gotujacej kochanki.W pewnych kregach tak to funkcjonuje,zawsze tam gdzie zonka ma problemy z gotowaniem faceci ubostwiaja kochanki.
                          • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:42
                            a sądziłam,że kochanka bardziej do sekszenia
                        • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:48
                          Ale wy jesteście głupie.
                          Że wam nie chce się dupy z kanapy zwlec i zrobić coś więcej niż ekstremalne minimum to nam dorabiacie ideę trzymania chłopa w domu za pomocą garów. W móżdżkach wam się nie mieści że ktoś lubi mieć dom otwarty i nie karmić rodziny i znajomych resztkami z podłogi czy wypychać nogą za drzwi w porze posiłku. A przygotowanie super żarcia nam zajmuje kilka minut bo my to potrafimy i lubimy.
                          Aż się nie chce komentować.
                          • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:51
                            co można super zrobić na obiad w kilka minut?
                            • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:06
                              Makaron ze szpinakiem? Grzanki z sałatką grecką? Naleśniki z pasztetem? Zupa krem z pomidorów? Pita z gyrosem? Biała kiełba z kiszoną kapustą? Tatar? Sałatka z gyrosem? Śledzik w śmietanie i świeże pieczywko? Sałatka owocowa?

                              Wymieniać dalej?
                              • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:13
                                sałatka z gyrosa czy owocowa, albo śledź w śmietanie na obiad?

                                usmażenie gyrosa nie zajmuje 5 minut, ugotowanie makaronu czy usmażenie naleśników też nie, fantazja Cię ponosi
                                • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:46
                                  A ile ty chcesz smażyć gyrosa? Ile czasu zajmuje ci pokrojenie fileta, opanierowanie przyprawą i usmażenie? Dodanie kukurydzy, pomidora, ogórka, sosu majonezowego? ??
                                  Ile czasu zajmuje ci pokrojenie owoców do sałatki? Co w tym długotrwałego???
                                  A wyjęcie z opakowania śledzia, wkrojenie cebulki i jabłka, wymieszane ze śmietaną???
                                  W szoku jestem że masz z tym problem....
                                  Więc nie dziwię się że możesz nie mieć żarcia w domu uncertain
                                  • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:04
                                    To nie trwa 5 minut, po prostu, pisząc takie rzeczy kłamiesz.
                                    A sałatek na obiad sobie nie wyobrażam. Moje dzieci byłyby po czymś takim bardzo głodne. Widać, że przekąski dla gości masz opanowane, ale obiady dla domowników już nie bardzo.
                              • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:20
                                No tak.
                                Zabrakło pomidorów z puszki z odrobiną oliwy.
                                Sledziek w parę minut ? Daj przepis.
                              • mid.week Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:02
                                Sałatka z grillowanym kurczakiem i jakimkolwiek sosem
                                Wszelakie ryby - po 2 minuty z każdej strony to dość + sałatka czy warzywa na parze
                                Stek. Zdaje się ze powyżej 5 minut robi się z niego podeszwa?
                                Wszystkie marakony z rozmiatymi pesto. No może makaron gotuje się dłużej niż symboliczne 5 minut ale roboty z nim tyle co nic, a pesto to coś co zawsze jest w mojej lodówce.
                                Tosty na setki sposobów
                                Omlety na słodko z owocami i na słono z warzywami
                                Dziś był łosoś - król minimalizmu - z sosem koperkowo-bazyliowym, z winem zamiast warzyw i kapustą kiszoną dołożoną resztką rozsądku, bo nie miałam siły odpalać kuchenki dla marchewki i kalafiora big_grin
                                • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:08
                                  Pstrąga piekę w folii 30 minut, filety czy łosoś smażą się krótko owszem, ale codziennie się tego nie je (ryby są droższe niż mięso), tak samo, jak codziennie nie je się makaronu.
                                  Tosty, omlety u mnie odpadają, to są przekąski, desery a nie obiad dla nastolatka.
                                  Mój syn do ryby czy mięsa musi mieć ziemniaki, kaszę.
                                  Gotuję prawie codziennie, wiem ile czasu to zajmuje, przestańcie pitolić o 5 minutach.
                                  • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:23
                                    W 5 minut się nie da. W 30 owszem (z rybą, ziemniakiem czy innym węglowodanem i warzywami).

                                    Ponieważ nie da się codziennie w maksymalnie 30 minut, to ja mrożę i robię na dwa dni. I mam zawekowane sałatki warzywne, kiszone ogórki, itp.
                                    • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:27
                                      No właśnie, i dlatego denerwuje mnie gdy ktoś pisze: och, nie masz łososia, steku, sałatki dla gości? to tylko 5 minut...tiaa.
                                  • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 07:26
                                    A już stek w pięć minut hehe, kiedy to samo mięso w tem pokojowej z pół godziny ma polezeć a po smażeniu też jakiś czas.
                                    Uwielbiam te wątki obiad w pięć minut.
                                    • lola211 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:12
                                      A jak ten stek lezy to mu towarzyszysz? Czy raczej zajmujesz sie czymkolwiek, czyli- nie gotujesz?
                                      • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:21
                                        Nie zmiania to faktu,ze w pięć mnut go nie zrobię od pojawienia się gościa
                                        Tak jak i kaczce w piekarniku nie towarzyszę, ale nie piszę ze jej zrobienie to 15 min.
                                    • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 11:02
                                      Ale ogrzewasz go w dłoniach czy hipnotyzujesz go wzrokiem przez te 30 min? wink
                                      • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 12:58
                                        To nie jest danie w pięć minut. Od pomysłu do wykonania. Koniec kropka.
                                  • jagienka75 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:09
                                    > Gotuję prawie codziennie, wiem ile czasu to zajmuje, przestańcie pitolić o 5 mi
                                    > nutach.
                                    >


                                    bo nie ma czegoś takiego, jak obiad w 5 minut, no chyba że gotowce z Biedronki.
                                    tam mają steki, które można sobie podgrzać, ale sam stek to za mało. gdzie ziemniaki/surówka do tego?
                                    mnie najbardziej rozwaliły te naleśniki, które to rzekomo robi się również w 5 minutbig_grin
                                    chociaż nienawidzę gotować, akurat naleśniki robię dosyć często, bo lubią je dzieci i mąż. ja zresztą też. może komuś się opłaca roobić 10 naleśników na krzyż przy 4 osobowej rodzinie. mnie nie. dzieciaki zjadają od razu po 4 naleśniki. mąż zjada więcej.
                                    co do dojadających mężczyzn, to wiem, że tacy są. jeśli ktoś np robi 10 koltetów mielonych wielkości ucha od szklanki ( nie żartuję!) i tym czymś ma się najeść rodzina 2+2, gdzie jest dwoje dorastających dzieci, to ja dziękuję bardzo.

                                    Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
                                  • mid.week Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:20
                                    A ja nie piekę pstrągów w folii bo pie...ę czekanie 30 minut wink
                                    Albo gotujesz krótko i jesz to co się da szybko zrobić, albo panierujesz, podlewasz, pilnujesz, szatkujesz i masz to co lubisz. Twój wybór.
                                    • pade Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:25
                                      Nikt Ci nie każesmile
                                      Ja gotuję to, co lubi moja rodzina. I tak, jak lubi.
                                      • pade Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:27
                                        Podsumowując: gotuję pod kątem mojej rodziny a nie ewentualnych niezapowiedzianych gości.
                                        Koledzy i koleżanki moich dzieci chwalą moją kuchnię, więc nie widzę powodu do zmian.
                                      • mid.week Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:33
                                        Nie o to mi chodzi. Oczywiste, że każdy gotuje co i jak chce.
                                        Nie rozumiem skąd to zdziwienie, że na pytanie o szybki obiad nie pojawia się koncepcja na rolady wołowe nadziewane borowikami w sosie śmietanowo-chrzanowym z kluseczkami, sałatką z porów w beszamelu i tortem pavlowa na deser? To chyba oczywiste, że szybko nie wszystko się da oraz to, że nie każdy czuje potrzebę robienia pstraga w folii, prawda? Pytanie było co się da szybko zrobić - padła odpwiedź - zła, bo ble, bo ja tak nie lubię, bo za mało, a gdzie ziemniaki i szatkowana kapustka? A w d...e chciałoby się rzec wink
                                        • pade Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 21:28
                                          a gdzie takie pytanie padło?
                                          • pade Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 21:45
                                            aa padlo, znalazłamsmile
                                            ale sądziłam, ze wątek jest na temat częstowania gości obiadem zrobionym dla domowników, a nie robieniem przystawek specjalnie dla nich
                      • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:25
                        Edel, Twoj syn jest drobniutki, więc daj już spokój, dobrze?
                        A widok panów, którzy lubią dobrze zjeść a potem im trzaskają guziki w koszulach jest dla mnie co najmniej nieprzyjemny. Znam tylko dwóch panów po 60-tce, którzy nie mają piłki z przodu - mojego sąsiada i mojego tatę. Reszta wygląda tragicznie.
                        • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:41
                          Jest szczuply to fakt,ale je b.duzo.Potrafi pizze normalna na raz wtrzachnac.Schabowe tez je dwa,a trzeciej.Poza tym po paru godzinach w lape bierze i tak zjada.Aktualnie jest na 90centylu.
                          • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:44
                            ten centyl w tym wieku znaczy tylko tyle,że jest dorodny teraz
                            • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:28
                              To dorodny czy drobniutki?
                              • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:35
                                A centyle czego dotyczą ?
                                Wzrostu czy wagi?
                                • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:55
                                  Wzrostu
                                  • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 07:47
                                    Aż strach pomysleć ile będzie jadł jak wejdzie w fazę nastolatka. Chyba,że on teraz ją przechodziwink
                                  • angeika89 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 20:46
                                    Są centyle i na wagę i na wzrost...
                                    Na przykład mój syn wagowo jest na 50-tym centylu, a wzrostem na 90-tym centylu...
                          • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:52
                            Ale to, że Twój syn je dużo, nie oznacza, że jest "lepszy" od innych dzieci, które dużo nie jedzą. A tak brzmią Twoje posty.
                            • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:26
                              Jest normalny,jak je z kolegami to tak jakby przeszlo Stado szaranczy.Niejadkow to ja znam dwoch.Reszta dzieci po calym dniu potrafi konia z kopytami zjesc.
                    • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 20:56
                      Mój mąż może zjeść byle co. Córka nie ma tego szczęścia i codzienny domowy obiad jest głównie z myślą o niej (wolę żeby zjadła odmrażany niż kanapki). Kurcze, może to też naiwna taktyka zatrzymania przy sobie męża? Że jak zobaczy, że nie głodzę mu dziecka, to zostanie przy mnie na wieki?
      • zlotonaiwnych Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:00
        W swojej mazurskiej chatynce bardzo często mam niezapowiedzianych gości. Zrobienie wegetariańskiego posiłku na bazie kasz i warzyw z mojego warzywniaka nie zajmuje więcej jak pół godziny, mam też często zagniecione ciasto na domową pizzę, dla lubiących mięso zawsze mam kurczakowe filety - robi się szybko i pysznie na milion sposobów - wczoraj np. robiłam "na szybko" dla kolegów syna szaszłyki. Dla dzieci często przyrządzam różne sałatki owocowe, zawsze mam jakieś ciasto, świeżo upieczony chleb i domową wędlinę, zawsze można podać zwykłe ziemniaki z koperkiem i jajkiem sadzonym, z ziołowym kefirem. Mrożę tylko pierogi z mięsem i kapustą. Dziesięć dni temu, jak było jeszcze chłodno,wpadł zastęp harcerzy - dostali parówki w sosie pomidorowym z sałatą i razowcem a na deser lody z malinami i bitą śmietaną - malin sami sobie narwali z mojego ogrodu. Lody mam zawsze - przygotowanie reszty zajęło mi kilkadziesiąt minut. A możliwość spotkania się z fajnymi ludźmi, atmosfera - bezcenne.
      • jadis76 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:03
        Zakupy robie wieksze tygodniowe i codziennie dokupuje owoce, warzywa. Zupy, sosy etc mam zawsze w ilosci wiekszej zwlaszcza ze np mlodsza corka potrafi zjesc 3 talerze zupy i nie je wtedy drugiego dania bo nie chce. Makaron, ryz, ziemniaki gotuje tylko dla przewidzianych na obiedzie osob, ale juz rybe, mieso mam zawsze w wiekszej ilosci. Jak zostaje zabieram do pracy, czasem wyrzucam niestety. To nie sa jakies ogromne nadwyzki, najczesciej porcja, dwie wiecej
      • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:43
        Pierwszy raz widze by ktos sie chwalil ubostwem.
        • wioskowy_glupek Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 19:42
          Ty się cały czas chwalisz ubóstwem umysłowym
          • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:57
            Napisala ta co ani chlopa ani schodow.
      • jola-kotka Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:31
        A czyli tak prosto z gara?😀
    • ulla_cebulla Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 14:48
      Nakarmie bez problemu glodne dziecko a nawet doroslego. Zazwyczaj gotuje z nadwyzka, bo do konca sie nigdy nie da przewidziec, kto bedzie mial jaki apetyt, a jedzenie sie mimo tego nie marnuje. Jesli akurat mam obiad "na styk", na stol wjezdzaja najpierw przystawki - oliwki, mozarella, czy co akurat mam w lodowce, a potem troche zmniejszone porcje obiadowe. Nikt sie do tej pory nie skazyl, ze od stolu wstal glodny. "Niepodzielnosc" tez sie czesto da ominac, smazac na przyklad 2 mniejsze kotlety czy steki zamiast jednego. Rozumiem, ze sa ludzie, ktorzy z roznych wzgledow nie lubia sie dzielic jedzeniem, ale wole nalezec do tych drugich i sama cenie goscinnosc u innych.
    • kochanaurwiska13 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 14:53
      jeśli planuję na obiad schabowe, to smażę trzy. Jeśli wiem, że na obiad wpadnie moje starsze dziecko, albo kolega młodszego, to smażę cztery. Ale nigdy nie mam nadwyżek dwóch-trzech porcji obiadu. Mogę mieć więcej zupy, mogę obrać trzy ziemniaki więcej czy dodatkowego pomidora, ale mięsa czy ryby kupuję tyle, żeby nie zostało. Dla mnie żadna przyjemność jeść następnego dnia wyjadki z poprzedniego, jeśli mam zaplanowany świeży obiad.


      Mam dokładnie tak samo,jak ty.Zawsze planuję tyle obiadu,żeby wszystko zostało zjedzone,bo jak zostają resztki,to potem nikt ich nie chce i psują się w lodówce.A ja nienawidzę wyrzucać jedzenia.
      • kochanaurwiska13 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:17
        No i codziennie gotuję świeży obiad,najczęściej jest to drugie danie.
        Jak czytam,,że ktoś gotuje gar zupy i je dwa ,trzy dni,to jestem autentycznie w szoku.
        Moja rodzina pól godziny po takim obiedzie wołałaby jeść,no chyba,że byłaby to jakaś super treściwa zupa gulaszowa...
        • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:23
          Zdradzę ci tajemnicę - zupa nie wyklucza drugiego dania ;p.
    • default Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:04
      Nas jest dwoje, więc w ogóle nie szykuję dużych ilości jedzenia. Nawet przy podzielnych potrawach, jak gulasz, leczo czy coś podobnego, ogólna ilość jest taka, że trudno wygospodarować dodatkową porcję. Jedną to może i tak, ale już więcej to nie.
      Ale pomijając to - ja w ogóle nie pojmuję idei częstowania obiadem kogoś, kto wpadł niezapowiedziany, znienacka i raczej nie z myślą, że ten obiad u nas zje. Ja sama w takiej sytuacji (wpadając do kogoś na chwilę bez uprzedzenia) nie tylko nie oczekiwałabym, że ten obiad dostanę, ale poczęstowana - odmówiłabym. M. in. dlatego by nie robić kłopotu i nie narażać na takie kombinacje jak tu opisujecie.
      Mój mąż chyba z domu wyniósł takie nawyki, że jedzenia jest zawsze w bród (ich było czworo rodzeństwa, matka miała nawyk gotowania "na pułk wojska"), więc dawniej zdarzało się, że wyskakiwał do niespodziewanego gościa : "Zjesz z nami ?" - ale wprędce go tego oduczyłam (np. wyjaśniając na boku, że owszem, niech gość zje, ale on już kotleta nie dostanie suspicious).
      A nawyk szykowania ton jedzenia pozostał siostrom mojego męża, u nich zawsze jest za dużo, gar bigosu je się przez tydzien, a i tak zawsze coś trzeba wyrzucać albo mrozić, nie wiadomo w jakim celu, bo mrożonego nie ma kiedy zużyć, gdy wciąż szykuje się kolejne żarcie. Dla mnie to obrzydliwe. Siostra czasem wciska mężowi całe siaty zamrożonych kotletów, wędlin, pieczonych mięs, które od miesięcy (a może lat ?) leżą w zamrażalniku - że niby "dla piesków" sad . By uniknąć przepychanek zabiera to od niej, po czym oczywiście natychmiast wyrzuca. Mnie się robi niedobrze na samą myśl o tych mrożonkach sad
      • landora Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 22:59
        Ja w ogóle wolałam zawsze być czestowana kanapkami, niż obiadem. Nawyki żywieniowe w innych domach są różne i często mi po prostu nie pasują - a nie wypada nie zjeść. Na przykład kością w gardle stawała mi treściwa ogórkowa z ziemniakami - u mnie to lekka zupa bez dodatkowych warzyw, z ryżem lub łazankami. Leniwe u mnie je się z bułeczką lub ze śmietaną i cukrem. U koleżanki - z tłuszczem i cukrem.
        I tak jak lubię próbować nowych potraw, tak te znane muszą być takie, jakie jadło się u mnie w domu rodzinnym, inaczej mi nie smakują.
    • baltycki Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:06
      Z "niepodzielnych" 3 calych kotletow mozna nakarmic 4 osoby kotletami po 3/4.
      Z 4 calych, 5 po 4/5 kotleta.
      Nic trudnego, jesli pamieta sie ulamkibig_grin.
    • falka_85 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:07
      U nas jest tak, że staramy się (niestety nie zawsze wychodzi) gotować odmierzone porcje, czasami na dwa dni ale też po porcji na łepka. Powody są proste. Zwłaszcza mąż, ale ja też nie jestem święta, ma tendencję do zjadania zbyt dużo, no bo przecież jeszcze jeden kotlecik, ten mniejszy jeszcze się zmieści, a takie pyszne, no jak tu się oprzeć, a to niestety odbija się bardzo niekorzystnie na figurze i ogólnym samopoczuciu. Po drugie odgrzewanego na drugi dzień to już nikt nie chce. Oczywiście co innego zupa czy jakiś bigos bo to z założenia robimy na 2 dni, ale ziemniaki, kotlety, jakieś resztki, z których na upartego wyskrobałoby się skromną porcję, ale dla wszystkich nie starczy (a chętnych do jedzenia starego jak jest ugotowane świeże nie ma) zwykle lądują w koszu. Także dla mnie najlepiej jest ugotowane, rozłożone na talerze, gary do zmywarki, ideał do którego dążę smile
    • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:22
      1 Schabowy dla doroslego faceta? Moje dziecko zjada dwa
      • morgen_stern Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:42
        Przeciętny facet z mojego otoczenia (obserwuję panów np. w pracy) zjadają jednego schabowego z ziemniakami i surówką i są najedzeni, ale na twoją familię trzeba zawsze wziąć poprawkę, ponieważ robią lepiej WSZYSTKO i nawet schabowych jedzą więcej wink naprawdę, jestem pewna, że całe forum o tym pamięta!
        No chyba że kupujesz takie schabowe jak ja ostatnio, jak mi sklepowa ukroiła kotleciki to faktycznie dwa na osobę musiałam sklepać.
        • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:48
          Ja mam faceta i rosnacego syna a nie chuchra co sie przewroca jak wiatr zawieje.Oczywiscie, ze u ciebie faceci jadaja po jednym,przydzial stolowkowy i wyznaczony przez gestapozonki jest jasnybig_grin
          • morgen_stern Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:59
            Twój facet jest kulturystą i ma zapewne inne zapotrzebowanie kaloryczne, nieporównywalne z kimś, kto pracuje przy biurku. O synu nie wspomnę, ogólnie przecież wiadomo, że bije całe forum na głowę, dzieci i ich ojców. Jak wyżej wspomniałam - ty masz w domu prawdziwych mężczyzn, zjadający po jednym kotlecie to przewracające się na ulicy z niedożywienia chuchra. Już wiemy.
            Swoją drogą jakie trzeba mieć zaj...ty kompleks niższości, żeby wciąż robić takie cyrki przed obcymi ludźmi na forum.
            • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:10
              Tak samo jadaja mój ojciec,szwagier.,tesc i koledzy.Tylko u was jadaja po 1 i sa syci.Przecietny facet je duzo oprocz tych forumowych ofkors.
              Idz sie leczyc na nogi,twoje dopatrywanie sie kompleksow w tekscie o kotletach swiadczy, ze jest z toba mocno cos nie halo.
              • kajak.aja Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:32
                Patrz, a mój ojciec, mąż i dalsza część rodziny jednak jada jednego kotleta. Naprawdę nie widziałam żeby ktolowiek sobie dwa na talerzu położył. W restauracjach też po jednej sztuce podają.
                • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:57
                  Moja córka na 14 lat, jest bardzo szczupła, na obiad zjada 3 duże schabowe; ziemniaki i surówki. Je bardzo dużo, w nocy też podjada. Gdybym zrobiła na obiad 3 schabowe na nas troje to spojrzałaby na mnie jak na dręczyciela. 5 litrowy garnek chłodniku to jeden obiad a do tego ziemniaki i jaja. Nikt z nas nie ma nadwagi.
                  • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:03
                    Ma jakieś pasożyty?
                    • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:12
                      Gryzelda upał ci padł na mózg?
                      • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:21
                        Nie mam upałów.
                      • evolene Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:51
                        Co sie oburzasz? Pożeranie takiej ilości jedzenia to oznaka jakiejś choroby. No chyba, że zwyczajnie przesadziłaś z tą ilościawink
                  • zwariowana_wariatka Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 19:59
                    tasiemiec? albo inna ciężka choroba? weź ją zbadaj lepiej.
                  • 3-mamuska Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 13:51
                    ardzo szczupła, na obiad zjada 3 duże schabowe; ziemniaki i surówki. Je bardzo dużo, w nocy też podjada. Gdybym zrobiła na obiad 3 schabowe na nas troje to spojrzałaby na mnie jak na dręczyciela. 5 litrowy garnek chłodniku to jeden obiad a do tego ziemniaki i jaja. Nikt z nas nie ma nadwagi.


                    Uważają bo jak corka przestanie rosnąć do góry zacznie tyć.
                  • marianna72 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 21:53
                    A u nas na obiad kazdy ma swojego swiniaka bo moje chlopaki sie nie najedza a maz i dorastajacy syn to nawet po dwa bo po jednym zwykle mdleli z niedozywienia ....smile))))
              • baltycki Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:44
                edelstein napisała:

                > Tak samo jadaja mój ojciec,szwagier.,tesc i koledzy.
                Nie rozpedzaj sie, albo pamietaj swoje wczesniejsze posty.
                • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:23
                  O coz ci znowu chodzi?
            • wioskowy_glupek Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 19:45
              10/10
          • rosapulchra-0 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:35
            Tej, a jakiej wielkości są te twoje schabowe? Bo ostatnio jak rozklepałam centymetrowej grubości plastry schabu, to mi powychodziły mniej więcej wielkości kartki A5. A jak dodałam do tego jajko i bułkę tartą, to już naprawdę zajmowały pół talerza do obiadu. Żeby dołożyć ziemniaki i brokuły z wody, pół kotleta musiałam zasłonić, bo mi miejsca brakowało. Sama nie byłam w stanie zjeść 1/3. Naprawdę. Jeśli twój kilkuletni syn potrafi zjeść dwa takie kotlety w ciągu jednego obiadu, to szacun wodzu.
    • joa66 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 15:56
      Nie czytałam całego wątku, ale tak , robię więcej kiedy danie daje się zamrozić (np gulasz, rosół) lub można przetworzyć go na nowe danie następnego dnia (np jednego dnia naleśniki z owocami, następnego krokiety ze szpinakiem)
    • memphis90 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:13
      Staram się gotować na dwa dni, więc dodatkowi goście to nie problem. A jeśli na następny dzień zostanie tylko pół obiadu, to z czystym sumieniem szybko dogotowuję sobie coś, co ja lubię, a czego rodzina nie tknie. Z makaronem, zapiekankami, zupą w ogóle nie ma problemu. Pierś drobiowa- można pokroić na plastry i już jest 2 x więcej lub zrobić paluszki. Natomiast nie wyobrażam sobie gotować odliczonej ilości kąsków mięsa w gulaszu big_grin
    • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:21
      Jak zwykle na ematce, te, które lubią gotować, mają dwa domy, mnóstwo gości i mnóstwo pieniędzy na jedzenie obrażają te, które do jedzenia nie przywiązują aż tak dużej wagi, które nie lubią marnować żywności, nie mają dwóch domów, nie goszczą codziennie głodnych i spragnionych albo po prostu nie mają takiej ilości pieniędzy, która pozwoliła by im na karmienie innych poza własną rodziną.
      • edelstein Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:25
        Nie mam 2domow,nie przepadam za gotowaniem,nie mam mnostwa gosci z kasa ok.Nie wyliczam kotletow rodzinie.Glodnego nakarmie.
      • milka_milka Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:57
        Kogo obraziłam?
      • oqoq74 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:59
        Mam inne spostrzeżenia.
        • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:06
          A za co oberwała forumka, której mąż je w pracy, a ona gotuje tylko dla dziecka?
          • oqoq74 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:16
            No, ale pretensje do tych co to pisali, a nie do wszystkich. Co to odpowiedzialność zbiorowa?
            Lubię gotować, a nikogo nie obraziłam.
            Przesadzasz.
            • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:26
              Ja tak nie uważam.
              I jestem po środku, gotuję trochę więcej bo mam w domu wyrośniętego nastolatka, lubię gotować, częstuję obiadem czy kolacją koleżanki i kolegów swoich dzieci, ale rozumiem te osoby, które nie chcą tego robić albo nie stać ich na dokarmianie obcych ludzi.
            • jolie Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:39
              Oqoq74 - licytacje to nie jest coś, za czym przepadam, ale z wątku dowiedziałam się, że a) jestem chytra, b) mój dom jest smutny, c)mąż znajdzie sobie kochankę gotującą mu góry jedzenia, d) wyliczam i wydzielam jedzenie, przez co moja rodzina jest nieszczęśliwa - to chyba jednak bardziej obrazliwe. Przyznaję jednak, że dramatyczny opis pana dojadającego na stacji benzynowej BP i Shell mnie rozbroiłsmile.
              • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:48
                Ja się dowiedziałam, że jestem staromodna (mam nawyki z prl) i codziennym obiadem w domu desperacko staram się zatrzymać męża przy sobie (a ten mąż i tak ma inne plany, bo ma na boku kochankę, która nie mrozi, tylko codziennie serwuje świeżynkę). Oprócz tego nie mam smaku, jadamy tylko papki (bo przy mrożeniu robią się papki), mrożę resztki (?!) i karmię nimi gości.

                Trzeba mieć dystans, jak to na e-mamie.
          • nenia1 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:39
            Podejrzewam, że za to, cytuję:


            Ja nie tylko gotuje mało ale nawet zakupy robię na bieżąco, w niewielkich ilościach. Nie mam zamrażalnika zapchanego półproduktami, ani tym bardziej zamrożonymi resztkami niedojedzonych potraw. Co to za wstrętny pomysł, po co, skoro można ugotować świeże?
            • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:54
              Ja sobie zwizualizowałam to zamrażanie niedojedzonych resztek... Ale rozumiem, że nie zamrażacie resztek z talerzy, tylko to, co zostanie w garnku czy na patelni?smile
              Miałabym z tym kłopot, bo takie "resztki" dość trudno podzielić na 4 osoby, a tym bardziej gości. Dlatego to, co mi zostaje panowie jedzą na drugi dzień, dla siebie i córki gotuję coś, czego oni nie jedzą.
          • angiz Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 20:00
            baba chłopu w domu nie gotuje!!! toż to skandal i zwyrodnienie ! big_grinbig_grinbig_grin musi być upośledzona jakaś a w ogóle to na żonę się nie nadaje! tongue_outtongue_out
            • klamkas Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:04
              Nieee... dobra żona to taka która codziennie żegna męża kopem w tyłek i ani myśli, żeby zrobić coś miłego/dobrego/uczynnego dla niego i jego wstrętnych bachorów.
      • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:00
        Raczej jest odwrotnie. Wczytaj się w wątek.
        • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:04
          Ty się świetnie wpisujesz w to, o czym napisałam.
          lewapinger 11.08.15, 16:48
          Ale wy jesteście głupie.
          Że wam nie chce się dupy z kanapy zwlec i zrobić coś więcej niż ekstremalne minimum to nam dorabiacie ideę trzymania chłopa w domu za pomocą garów. W móżdżkach wam się nie mieści że ktoś lubi mieć dom otwarty i nie karmić rodziny i znajomych resztkami z podłogi czy wypychać nogą za drzwi w porze posiłku. A przygotowanie super żarcia nam zajmuje kilka minut bo my to potrafimy i lubimy.
          • lewapinger Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:13
            Noooo.
          • oqoq74 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:22
            Pade, przeczytaj co sama napisałaś. To też było obraźliwe.
            Wcześniej też dziewczyny pisały, że jak ktoś nie ma odmierzonych porcji to "żre" kilka dni to samo, albo mrozi, albo gotuje, bo to jedyna możliwość utrzymania chłopa w domu.
            • pade Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:28
              Widać każdego uraża co innego.
            • fogito Gotuje na zapas, zamrażam... 11.08.15, 18:30
              Ja jestem starej daty wink wiec jak gotuje to dużo i zawsze zamrażam to co sie da zamrozić. Np gotuje gar sosu pomidorowego z mielonym indykiem do makaronu i zamrażam w pudełkach. Jedno pudełko to jeden obiad na 3 osoby. Robię kotlety z indyka i świeże sa na obiad a reszta do zamrażarki. Kupuje 2 kg łososia w makro i zamrażam w porcjach na jedna osobę. W efekcie zawsze coś mam na czarna godzinę i na tzw szybko. I nie biegam w panice do sklepu jak do syna wpadają koledzy albo koleżanki do mnie. Łosoś np to 30 minut w piekarniku, ziemniaki i brokuła i w ciagu 40 minut jest obiad dla syna przed treningiem, albo dla niespodziewanego gościa. Jak gotuje pomidorowa to na 3 dni. Jak rosół to jest świeży a reszta do zamrożenia jako baza do zup. Kiedyś robiłam konfitury, ale juz mi sie nie chce. Wykorzystuje siostrę która robi masę przetworów. Tak samo robiła moja babcia i ten sposób gotowania od niej przejęłam. W efekcie nie stoję przy garach codziennie, tylko co drugi, trzeci dzień. Ugotowania świeżych warzyw czy makaronu do gotowania nie zaliczam.
              Niektórzy tu uważają, ze tylko Polki zapasy robią. Otóż robi je każda dobra gospodyni. Moja teściowa rodowita Amerykanka lat 80 robi od lat lasagne i zamraża w porcjach podpisujac daty produkcji. Robi tez sos pomidorowy z tzw. Meat balls i tez mrozi dla wnuka, który zajada sie wizytując babcie. Przepisy dostała od znajomej Włoszki, wiec wszystko jest wyśmienite, ale pracochłonne. Oczywiście sa potrawy, których nie da sie zamrozić, ale sporo jest takich, które jak sie zamrozi w porcjach to potem można leżeć z kieliszkiem wina na kanapie i sie relaksować.
              Mój syn codziennie je dwa obiady, jeden w szkole a jeden w domu. I nie ogranicza sie do jednego kotlecika. Gdybym nie miała zapasów, to bym przy garach stała non stop. A tak mam zawsze coś dla niego i jego kumpli. Którzy oczywiście grzecznie proszą o jedzenie i najlepsze na świecie kotleciki cioci wink
      • kropkacom Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:26
        Prawda? To już jednak jest trochę nudne big_grin

        PS. Mąż zjada jeden kotlet big_grin
    • karola1008 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:21
      Po pierwsze, to nie są tabuny dzieci, a np. 1, góra dwoje dodatkowych i oczywiście - nie codziennie.
      Po drugie - nie robię nigdy dokładnie tylu kotletów, naleśników, czy czego tam, ile jest osób, bo czasem ktoś z nas - z reguły mąż i syn - może mieć ochotę na dodatkową porcję, zatem zawsze mam te dwa kotlety nadwyżki.
      Po trzecie - jak coś zostanie, to jemy następnego dnia. Nie ma z tym u nas problemu.
    • natalie_rushman Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:30
      Nie mam więcej, za to pod dostatkiem ryżów, makaronów, owoców, kiełbasek w opakowaniu, pomidorów itp. - bo owoców i warzyw jemy naprawdę sporo, a resztę można długo trzymać.
      "Zasiedziane" dzieci pewnie by nie dostały pełnowartościowego super hiper posiłku, ale danie typu ryż z jabłkami, parówki czy kanapkę i pomidory na pewno, w każdej chwili. Od biedy bym smażyła naleśniki + dżem, tyle że te naleśniki to na soi/mleku kozim wink.
    • mynia_pynia Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:36
      Jednego naleśnika zawsze zorganizuje najwyżej ja nie zjem - gwarantuje że nie umrę z głodu.
      Zupy mamy zazwyczaj 2 dni.
      Kiedyś kolega męża wpadł po pracy i nawet drugiego dania mi starczyło na 3 dorosłe żerne osoby choć było ugotowane na 2, podałam dodatkowo 2 sałatki, zrobiłam sos i jakoś dałam radę wink.
      Mój syn ma jednego kolegę z którym się bawi i nie żal mi go karmić, tak jak jego rodzicom nie żal mojego syna poczęstować np krokietem.
    • ewcia1980 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 16:58
      Ja nie wyobrażam sobie gotować wyliczone co do sztuki.
      Zarówno moja mama jak i teściowa zawsze mają wszystkiego więcej więc wydaje mi się to takie normalne.
      Zawsze mam wszystkiego więcej bo rzeczy typu kotlety u mnie są zjadane - jak nie na obiad to na kolację w formie domowego fast food - w bułce z warzywami i sosem a potrawy typu gulasz gotuję zawsze na dwa dni.
      Mój mąż gdy pracuje to obiadów w domu nie je ale lubi jak na kolację podam mu coś na ciepło .Dziś będzie jadł polędwiczki w sosie kurkowym, który ja z dziećmi jedliśmy na obiad i możliwe, że jeszcze coś zostanie na jutro.
      U mnie nie ma problemu żeby następnego dnia zjeść coś z dnia poprzedniego - zawsze jest ktoś kto będzie chciał właśnie "wspomnienie wczorajszego dnia"
      A ziemniaki - bardzo często gotuję więcej bo u mnie wszyscy uwielbiają smażone talarki więc mam na kolację albo na drugi dzień do obiadu.
      Tak samo z surówkami czy warzywami do obiadu - zazwyczaj zjadane są na kolacje - ja lubię odsmażanego kalafiora czy fasolkę, mąż i dzieci dojadają surówki ze świeżych warzyw.

      Co do karmienia obcych dzieci - zawsze umawiam się z ich rodzicami żeby dzieci przyszły po obiedzie. To całkiem wygodne rozwiązanie jak na razie.
      Nie wiem jak będzie jak dzieci będą większe.

    • ruda.anka2 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:01
      A skąd wiesz, ile zjecie? Skąd wiesz, że 3 osoby zjedzą 3 kotlety a nie 6? Ja zawsze gotuję więcej, bo nigdy nie wiadomo, ile zjemy. Wolę mieć to, co niektóre tu panie nazywają "resztkami" niż sępić rodzinie jedzenia. W dodatku do kolacji te niby "resztki" znikająbig_grin W domu, gdzie wolno mi zjeść jednego kotleta byłabym mega nieszczęśliwa.
      • koronka2012 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 19:47
        A często miewasz potrzebę zjadania 2 kotletów? jeśli często, to nie dziwię się że robisz więcej, ale ja takiej chęci nie miewam (może dlatego ważę 54 kg) i zawsze wiem ile zjemy, moją córkę trzeba było raczej namawiać na dokończenie niewielkiej porcji. Nie przypominam sobie wypadku, kiedy poprosiła o dokładkę.

        Dla mnie to oczywiste że poza wołoduchami tongue_out w gatunku rosnących męskich nastolatków nikt normalny nie potrzebuje stale podwójnej porcji. Jak się nie dopcha żarcia po czubek nosa to tylko lepiej.
        Nie toleruję np. jedzenia kotletów na zimno, u eks teściów praktykowało się to nie z głodu a z lenistwa, żeby nie robić kanapek, tylko ze teściowa stała ciągle przy garach z pieśnią na ustach. Nie dla mnie.
        • ruda.anka2 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:51
          I od razu poleciała ematkowa sugestia: ach ja to przynajmniej jestem chuda. I ach normalna! I ach nie stoję przy garach z pieśnią na ustach.
          Ach wyobraź sobie, że ja teżbig_grin
          > A często miewasz potrzebę zjadania 2 kotletów?
          Różniebig_grin Generalnie często jemy dokładki. Nie wiem, jak miałabym przewidzieć ile kto zje co do kotleta. Jak w jakiejś stołówce. Dom to dla mnie miejsce komfortu. Takie, gdzie mogę sobie zjeść tyle ile mam ochotę w danym momencie. Gdzie mogę być na luzie i gdzie nie muszę wydzielać jedzenia sobie i innym. Kto ma ochotę je mało, kto ma dzień wielkiego głoda je dużo.
          Zaobserwowałam, że w domach gdzie obiad jest tak wydzielony, domownicy często po chwili dojadają jakieś kanapki. Bo wyobraź sobie są bardzo daleko od dopchania czubka nosa.
          Jak dla mnie takie właśnie wydzielanie bliskim jest nienormalne.

          • koronka2012 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 22:59
            Nie ma nic nienormalnego w gotowaniu większych ilości jeśli się wie, że ma się na stanie domowników z dużym przerobem. Ale nie każdy ma.

            Nie widzę powodu, żeby gotować stale na zapas "na wszelki wypadek", jeśli w mojej rodzinie były po prostu inne zwyczaje jedzeniowe. U nas nie było dokładek, bo zwyczajnie nikomu nie były potrzebne. Domownicy nie jedli 2 kotleta nie dlatego, że nie było, tylko dlatego że jedna porcja była wystarczająca.
            I nikt nie dopychał kanapkami, bo i po co.

            Eks pilnował linii i jadł kotleta, czy co tam było jako mięsna porcja - i do tego uwaga: max 2 ziemniaki. Jego porcja obiadowa wyglądała mniej więcej tak, jak przeciętnego pięciolatka. Jak bywaliśmy u moich starych na obiedzie, to miałam przykaz, pilnować matki, żeby mu nałożyła połowę tego, co zamierzała. Jeśli byłby głodny, zjadłby sałatę, warzywa - ale na pewno nie kotleta.

            Bywało, że smażyłam 6 kotletów - na dziś i na jutro, też po 1 porcji. Przez parenaście lat nie zdarzyło się, żeby te na jutro były potrzebne komuś w formie dokładki. Po cóż miałabym robić na zapas? żeby wywalić?
            • ruda.anka2 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 06:05
              Ok, widocznie jesteście bardzo inni od nas jedzeniowo. U mnie w rodzinie nie trafił się ani jeden mężczyzna, który by kończył na jednym kotleciebig_grin
      • nanuk24 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 06:43
        > A skąd wiesz, ile zjecie? Skąd wiesz, że 3 osoby zjedzą 3 kotlety a nie 6?

        Naprawde zablysnelas tym jakze skomplikowanym pytaniem. Sprobuje podpowiedziec. Poniewaz zona, ktora przez 15 lat obserwuje meza, ktory glodny jak wilk pochlania jednego kotleta i ani ekstra kawalek mu sie juz nie miesci moze przypuszczac, ze nastepnym razem tez to bedzie jeden kotlet. jezeli cudem po 15 latach maz upomina sie o kolejnego kotleta to sobie najwyzej nalozy wiecej warzyw - nie umrze lub skubnie sera zoltego, garstke czeresni lub po prostu zje obfitsza kolacje.

      • araceli Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:10
        ruda.anka2 napisała:
        > A skąd wiesz, ile zjecie? Skąd wiesz, że 3 osoby zjedzą 3 kotlety a nie 6? Ja z
        > awsze gotuję więcej, bo nigdy nie wiadomo, ile zjemy. Wolę mieć to, co niektóre
        > tu panie nazywają "resztkami" niż sępić rodzinie jedzenia. W dodatku do kolacj
        > i te niby "resztki" znikająbig_grin

        Czyli codziennie przekarmiasz rodzinę? Nie wiem czy jest czym się chwalić.
    • matka_polka_zona Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:07
      Mnie dziwi, że większość (tak jak tu i w tamtym wątku wyczytałam) ma wciąż niespodziewanych gości, czy to dziecięcych czy to dorosłych.

      Przyznam, że w całym swoim życiu jedynymi niespodziewanymi gośćmi to bywają świadkowie Jehowy.

      gotowac uwielbiam, mam znajomych i lubię gości smile
      • lena.113 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:33
        Bardzo chciałabym umięc usmażyć trzy kotlety na obiad...jest nas 3 a robię 5 sztuk zazwyczaj,mąż nieraz bardzo głodny,a kotlet za mały...ale najczęściej zostaje 1lub 2 ...
        Boję się ze zabraknie,a jak już stoję przy garach,to szkoda by było żeby głodni od stołu odeszli...
        Surówki nigdy nie ma jednej,zawsze dwie plus np jakiś ogórek,inna gotowa domowego,słoikowego wyrobu jako trzeci dodatek dla chętnych...
        Zaoszczędzilibyśmy,bo zazwyczaj coś się wyrzuca...
        Nie potrafię mało gotować,podobnie zupy...zawsze duży gar,innego nie umiem,można ugotować zupę na 3 porcje? Ile to składników?z jednej włoszczyzny wychodzi mi gar krupniku...albo rosołu
        Dlatego nigdy np chłopak starszej córki nie miał problemu z dostaniem obiadu...pytał tylko czy u nas tak zawsze po 3 surówki,bo u niego niestety nie...
        Makaronu tez za dużo ugotuję,zazwyczaj jedną paczkę cała,zawsze zostaje...
        Muszę jakoś się przestawić,odmierzac no nie wiem...
        • lena.113 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:44
          Ale mojej dobrej koleżanki mąż zawsze dojadał zapiekanki,hot drogi na Bp,shell...po obiedzie
          Za nic by się nie przyznał żonie...mył samochód,tankował,jechał po awizo lub do apteki...wiele razy go widywałam tankując...
          Koleżanka np zostawiała mu 4 pulpety w sosie,na obiad dla niego i dwóch córek...czyli dwa dla niego i po jednym na dziecko...słabo...bieda...albo po 1schabowym,ale te kupne krojone są b małe i cieniutkie,np te pakowane,krojone...
          Dopychał się tym czym znalazł w lodówce,no chyba że po awizo się wymknąć udało...
          • gryzelda71 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 18:09
            Biedaczek....
            A mógł dosmażyć, ugotować coś więcej. Niech zgadnę, żona nie pozwala?
          • angiz Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 20:04
            hehehe, naprawdę biedny człowiek. a co stało na przeszkodzie, żeby sam ugotował obiad? całe życie nie wpadł na to, że mógłby to zrobić? tongue_out
      • nanuk24 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 06:55
        > Mnie dziwi, że większość (tak jak tu i w tamtym wątku wyczytałam) ma wciąż nies
        > podziewanych gości, czy to dziecięcych czy to dorosłych.

        Nie jestem krolowa angielska, zeby koledzy z podworka moich dzieci umawialy sie na audiencje z miesiecznym wyprzedzeniem. Przychodza spontanicznie a ja nie uciekam z moimi dziecmi w krzaki z napojami czy przekaskami, by czasem - nie daj losie - musiala sie z jego kolegami podzielic.
    • rosapulchra-0 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 17:42
      Są dni, gdy gotuję "na miarę", ale są dni, gdy gotuję z zapasem. Poza tym w domu są zawsze jakieś dopychacze, typu owoce, niektóre warzywa, chleb, wędlina, pasztet, ser żółty, biały, jajka..
      Kiedyś prawie wcale nie gotowałam zup. W zasadzie nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni, ale moja teściowa jest "zupiarą", więc gdy dla niej gotuję, to od razu dla całej rodziny, tyle nie wszystkie moje dzieci i mąż chcą jeść.
      Gołąbki, gdy robię, to choćbym nie wiem, jak starała, choćbym nie wiem, jak oszczędzała, sapała i inne ..ała, zawsze, ale to zawsze dwa gary mi wychodzą. Podobnie bigos, czy fasolka po bretońsku. Mielonych też nie umiem zrobić trzech, tylko od piętnaście.. sciana
      No taka kuchara ze mnie nieoszczędna..
      Za to jak ktoś wpadnie niezapowiedzianie, to zawsze mam czym poczęstować wink
    • nickokazjonalny Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 18:02
      U nas najczęściej gotuje się jakieś pseudoazjatyckie mieszanki, które łatwo rozmnożyć dodając dodatkowy kawałek brokuła czy gotując więcej ryżu. Fakt, schabowych się u nas raczej nie jada, ale gdyby się jadało, to przyciśnięci koniecznością zjedlibyśmy po 3/4 kotleta, dzielac się z gościem. Ostatecznie podzieliłoby się i na więcej osób, proponując na dopchanie kanapki.
    • mamma_2012 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 18:06
      Nie widzę problemu przy minimum dobrej woli. Jedzenie niepodzielne bez nadwyżek typu kotlet, dziele swoją czy dziecka porcje, robię wiecej ziemniaków czy sałatek. Brak jedzenia (u nas czasem nic nie ma, bo jemy poza domem) smażę naleśniki, makaron z czymś, robię zapiekanki lub cokolwiek jadalnego. Brak jedzenia i niespodziewani goście mozna rozwiązać zamówieniem sushi, pizzy czy zakupem wielkiej torby zamrożonych frytek.
      • koronka2012 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 19:52
        Z ciekawości - naprawdę rwiesz się do tego, żeby wydawać własną kasę i zamawiać pizzę czy sushi dla obcych, niezapowiedzianych dzieci, które bez ustalenia z tobą zwaliły ci sie na głowę?

        Możliwość wykazania minimum dobrej woli w moim wykonaniu sprowadziłoby się zapewne do zaproponowania makaronu z keczupem bądź suchego ryżu. To mam. Zup w zasadzie nie gotuję. Naleśników bym nie usmażyła, bo zwyczajnie zazwyczaj nie mam w domu ani mąki ani jajek.
        • lola211 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 22:25
          Mnie sie zdarzyło, do córki przyszły kolezanki i postanowiły zostac na noc.Zamówiłam im pizze,ale miały radoche.
        • ruda.anka2 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 22:30
          Jesteś niezwykle kulturalna. I zupełnie nie skąpa.
        • fogito Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 08:53
          Jak nie masz maki ani jajek na stanie to właściwie nie można powiedzieć, ze gotujesz.
    • mruwa9 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 18:42
      u nas nigdy nie jest problemem wygospordarowanie dodatkowej porcji dla malego goscia. I zupelnei naturalne i oczywiste jest, ze jesli odwiedza nas dziecko/dzieci w porze obiadowej, to tez musi cos zjesc, zwlaszcza, ze w naszym przypadku dzieci zjawiaja sie zwykle w przerwach miedzy szkola a zajeciami pozaszkolnymi i musza cos w miedzyczasie wsunac, zeby dotrwac do wieczora. Albo odwiedzaja nas dzieci po szkole i wiadomo, ze rodzice odbiora je wieczorem, wiec musimy te dzieci nakarmic. Zgadzajac sie na odwiedziny cudzych dzieci uwzgledniam poczestunek. Nigdy nie mamy wyliczonych kotletow, tak, zeby sie nie dalo wygospodarowac dodatkowej porcji, a gdybym miala porcje wyliczone na styk, wymyslilabym cos innego na szybko, cos, co latwo bedzie rozdzielic na wiecej talerzy. Chocby makaron z sosem ze sloika , omlet albo nalesniki.Nie widze problemu.
    • black.sally Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:13
      o fcuk... to jak mój teściu...wstawia wode na kawe, na jedną szklankem bo szkoda gazu big_grin
    • drosetka Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 21:47
      zawsze , no prawie zawsze mam więcej, nie umiem gotować po kotlecie na głowę, czy kawału ryby na łebka. Przeważnie jak np robię kotlety to z całej podwójnej piersi z kurczaka, ale tak ją dzielę to kroję wzdłuz że wychodzi z 6 kotletów, Jak nie zjemy w pierwszy dzień to albo mąż sobie bierze z chlebem na następny dzień do pracy, albo robię z tego np bułki na ciepło z kotletem, takie ala hamburgery, dzieciaki je lubią. Podobnie jest z kazdą inną potrawą. Nie znosze jeść kanapek w pracy, bo mam po nich z reguły jakieś problemy zoładkowe, wiec bardzo czesto biorę coś na ciepło w pojemniczku. Dzis miałam ryz z warzywami i mięskiem, wiec będe miała jutro posiłek na ciepło w pracy.
      I tak, czasem zdarza mi się poczęstować kolegę syna czy koleżankę córki obiadem, nie daję pełnej porcji, ale trochę na skosztowanie żeby dziecko nie patrzyło jak moje wcina z apetytem.
    • angeika89 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 22:09
      Ja nie gotuję pod wydział. Zawsze mam porcję więcej, jak nikt nie wpadnie na obiad to albo mąż sobie potem odgrzewa albo dokarmiam kury teściowej smile
      Już widzę minę męża jak daje mu jednego schaboszczaka bez możliwości dokładki big_grin
    • lola211 Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 22:18
      U nas zawsze jest duzo zupy.Moj facet na okrągło by sie zupami zywił,wiec bez problemu dla kogos bedzie.Kotletów praktycznie nie jadamy, jesli juz cos miesnego to szybciej w sosie, czyli bardziej gotujemy na 2 dni niz na 1.Jak gotuje kaszę,risotto,gołąbki,leczo to tez w ilosci na 2 dni.W sumie na jednorazowy obiad to chyba tylko ryby,wówczas pozostaje poczestowac zupa, jajecznica,nalesników nasmazyc np.
      • 3-mamuska Re: Obiady - naprawdę? 11.08.15, 23:54
        Ja kiedyś gotowałam na styk, dzieci były małe duzo nie zjadały.
        Teraz gdy mam nastolatka w domu gotuje więcej i nie byłyby problemu nakarmić KOLEGÓW/KOLEŻANKI dzieci czy znajomego mojego lub meza. Wiadomo ze nie stado,ale 2 osoby jakoś dałoby rade, dojadly by sie owocami czy przekąskami gdyby obiadu było im mało.
        Ostatecznie można zrobic tosty czy kanapki.

        Nienawidzę mrożonego jedzenia nawet juz mięsa nie mrożę surowego. Wiec codziennie gotuje , tyle ze ja w pol godziny mam gotowy posiłek (nie wliczam czasu gotowania ) wiec nie ma problemu.

        Jedynie naleśniki lub pierogi ale wtedy robię na 2 dni.
        Lub zupy.
        A obiad gdy zostaje to albo dojadają mięso z warzywami na kolacje (ziemniaków ryżu makaronu gotuje na styk, w razie potrzeby można dogotować) albo maz właśnie dogotowuję sobie węglowodany i zabiera na drugi dzień do pracy, lub dany obiad zostaje dla córki a reszcie gotuje to czego ona nie jada, np.chińszczyzna itp.

        Ale gdyby przyszła obca dziewczynka i 3 dni z rzędu zebrała o jedzenie ,twierdząc ze matka w porze obiadowej zajmuje sie gośćmi i ma tylko słone paluszki , to zainteresowałbym sie i poszła do tej matki, moze głodzi dziecko albo codziennie pije i ma dziecko w doopie.
        I inna sprawa gdzie sklep 10 minut od domu, a inna ze jestem ja zadupiu i musze zapychać z kilometrów w upale, do tego z moim autysta który zostać sam nie moze.
        Wiec dziękuje grać matkę Teresę.
        No i nie wiadomo czy matka nie z tych eko-sreko i życzy sobie zeby dziecku chemię w postami żelków czy lizaków dawać, a dzieki u obcych nie wykorzystuje niewiedziała. o i czy nie ma alergii.

        Ja kiedyś nakarmiłam racuchami z cukrem pudrem , dzieci znajomych którzy zostawili mnie z nimi na godzinę ,a dzieci poprosiły o jedzenie, wiec zrobiłam takie ala racuchy na jogurcie posypałam cukrem pudrem dałam truskawki .

        I oni byli źli okazało sie ze dzieci maja problemy z zębami nie wolno im jeść słodyczy, szczęście ze umyli zeby po, bo byłam u nich w domu. Bo jakieś tam przebłyski słyszałam ze często odwiedzają dentystę i je pogonilam. A oni sie nie spodziewali ,ze dzieci wyskoczą z głodem byli po obiedzie, wiec nie powiedzieli mi zeby im nic nie dawać, i ze ja wymyślę racuchy z cukrem bo ostatecznie mogły to byc kanapki.
        Wiec nie tak hop siup karmić obce dziecko.
    • nanuk24 Re: Obiady - naprawdę? 12.08.15, 03:06
      Nieraz mam nadwyzke, nieraz nie. Na przyklad kiedy robie pierogi, golabki, krokiety czy te nalezniki, to wiadomo, ze nie robie po cztery sztuki, a raczej do golabkow wykorzystuje cala kapuste. Natomiast, jezeli sa to ziemniaki gotowane czy pieczone z kotletem czy ryba lub potrawka z ryzu, zapiekanki, etc. to mam porcje wyliczone.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka