Dodaj do ulubionych

A propos 6 latków....

21.08.15, 18:19
Czy naprawdę uważacie, ze odraczając dzieci robicie dobrze...Nawet nie wyobrażacie sobie konsekwencji, a te już są: brak miejsc w przedszkolach, zawirowania personalne....
kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,18595583,rodzice-szturmuja-poradnie-co-trzeci-szesciolatek-z-odroczeniem.html
W mojej miejscowości sytuacja podobna. Szkoły świetnie przygotowane. Salki wyremontowane a tu dupa...dzieci poodraczane....i pojawia się problem z miejscami w grupach przedszkolnych.
Naprawdę chcecie by Wasze dzieci spędzały rok w ciasnych przedszkolnych salach, razem z młodszymi dziećmi, zamiast mieć komfort nauki w przygotowanych klasach pierwszych?
Naprawdę zaczynam współczuć odroczonym dzieciakom przepełnionych przedszkoli, braków w kadrach, braku możliwości rozwoju.
Obserwuj wątek
    • aguar Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 18:39
      Sorry, akurat teraz (tzn. od września) to są przepełnione pierwsze klasy, bo jest w nich półtora rocznika. W szkole syna będą 3 pierwsze klasy (a normalnie w każdym roczniku są po dwie). Myślę, że w przyszłym roku mimo tych odroczeń, będzie lepiej.
      • little_fish Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 18:47
        argumenty trochę od czapy - sale przedszkolne nie będą przepełnione, bo są normy określające ilość dzieci w grupie. Wszystkie sześciolatki przyjęte być muszą, najwyżej zabraknie miejsc dla trzylatków....
        W szkole moich dzieci klas I dwa razy więcej niż normalnie, więc jakiegoś masowego odraczania nie było
        • memphis90 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 18:54
          Było, było- ale I połowy rocznika 2008... Dlatego teraz jest więcej klas niż jeszcze rok temu.
          • little_fish Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:04
            jedna klasa siedmiolatków i trzy klasy sześciolatków, w zeszłym roku było dwa na dwa
    • slonko1335 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 18:55
      >Naprawdę chcecie by Wasze dzieci spędzały rok w ciasnych przedszkolnych salach,
      wiesz moje dziecko spędziło rok w ciasnej szkolnej saleczce, te w przedszkolu to była bajka.
    • alusia_milusia Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 18:57
      1.szkoły " świetnie" przygotowane..?? W jakim kraju, bo na pewno nie w PL.
      2.ciasne przedszkolne sale ?? Kolejny idiotyzm,polecam byś przeczytała ustawę z1991r prawo oświatowe.
      3. Niż demograficzny,stad wysokie bezrobocie wśród nauczycieli wszelkich przedmiotów od kilku lat.
      4. Szkoły -ze w,błędu na przepełnienie i zbyt wielka ilość klas 1 będą pracowały na 3 zmiany (brak sal,stad 3 zmiany). Tu pisze o szk. podst. w W-wie,do której będzie chodzić moja córka oraz in. szk,do których chodzą dzieci znajomych.
      5. Odroczenie nie oznacza braku możliwości rozwoju. Czy twoim Durnym zdaniem dzieci 7-letnie sprzed reformy są nie do rozwinięte ???
      • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:07
        Zanim zaczniesz czyjeś zdanie uważać za durne, przyjrzyj się proszę swojej ortografii bo póki co nie do rozwinięta to raczej jest ona.
        Dzieci sprzed reformywcale nie uważam za ułomnych, ba musiały być wyjątkowo błyskotliwe, bo w pierwszej klasie musiały radzić sobie z większą ilością materiału i większymi wymaganiami niż te obecne 7 latki.
        Natomiast dzieci odroczane, przy obecnej podstawowej uważam za ułomne, albo emocjonalnie albo intelektualnie, bo gdyby były w normie - poszłyby do klasy pierwszej, to chyba normalne. Skoro nie idą, to znaczy że mają deficyty większe niż przeciętny 6 latek.
        • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:27
          saszanasza napisała:

          > Natomiast dzieci odroczane, przy obecnej podstawowej uważam za ułomne, albo emo
          > cjonalnie albo intelektualnie, bo gdyby były w normie - poszłyby do klasy pierw
          > szej, to chyba normalne.
          Nie każdy chce i nie każdy tak ślepo wierzy w tą pseudo reformę jak ty sasza tongue_out
          Skoro nie idą, to znaczy że mają deficyty większe niż
          > przeciętny 6 latek.

          Nie rozumiem,dlaczego obrażasz inne dzieci,nic o nich nie wiedząc. Twoja córka,którą wysłałaś do szkoły jako sześciolatka nie jest wyznacznikiem twierdzenia,że materiał dla wszystkich sześciolatków jest banalnie łatwy. Uwierz,że nie jest łatwy,bo narzucone dzieciom tempo nauki jest zbyt duże.
          • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:16
            Co widzisz obraźliwego w twierdzeniu, że dziecko odroczone ma deficyty/jest ułomne (sprawdź synonimy) względem innych dzieci? Chyba PPP nie wydają zaświadczeń o odroczeniu na ładne oczy. Dziecko musi być słabiej rozwinięte często poniżej normy rozwojowej, skoro dostaje takie orzeczenie. to nie obraza a fakt. Ja nie wierzę w żadną reformę i jej przesłania, natomiast wierzę, ze przy obecnej podstawie programowej 90 % dzieci jest w stanie ją opanować w różnym stopniu odpowiadającym ocenom 2-6. Wierzę że część z tych dzieci w przyszłości bedzie bardzo dobrymi uczniami a część słabymi, duża część to będą średniaki. Wierzę, że za kilka lat nikt nie będzie pamiętał jak wyglądała nauka w pierwszej klasie szkoły podstawowej i czy w tym czasie dziecko dosięgało do toalety czy nie.
            • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:06
              saszanasza napisała:

              > Co widzisz obraźliwego w twierdzeniu, że dziecko odroczone ma deficyty/jest uło
              > mne (sprawdź synonimy) względem innych dzieci?
              To jest obraźliwe,że nie znając dzieci określasz je negatywnie. Ty na prawdę uważasz,że wszystkie odroczone dzieci są opóźnione ? Jak dla mnie,to słowo ułomny,ma przekaz negatywny.

              Chyba PPP nie wydają zaświadczeń o odroczeniu na ładne oczy. Udajesz, czy co ? Nigdy nie słyszałaś o prywatnych Poradniach wystawiających takowe opinie,za stosowną opłatą ? tongue_out
              Dziecko musi być słabiej rozwinięte często poniżej
              > normy rozwojowej, skoro dostaje takie orzeczenie. to nie obraza a fakt. Ja nie
              > wierzę w żadną reformę i jej przesłania, natomiast wierzę, ze przy obecnej pod
              > stawie programowej 90 % dzieci jest w stanie ją opanować w różnym stopniu odpow
              > iadającym ocenom 2-6. Wierzę że część z tych dzieci w przyszłości bedzie bardzo
              > dobrymi uczniami a część słabymi, duża część to będą średniaki. Wierzę, że za
              > kilka lat nikt nie będzie pamiętał jak wyglądała nauka w pierwszej klasie szkoł
              > y podstawowej i czy w tym czasie dziecko dosięgało do toalety czy nie.

              Wierz w co chcesz,masz prawo.jednak w czerwcu zobaczymy,jaki będzie efekt obowiązkowego posłania wszystkich sześciolatków do polskiej szkoły.
              • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 00:33
                odroczeniu na ładne oczy. Udajesz, czy co ?
                > Nigdy nie słyszałaś o prywatnych Poradniach wystawiających takowe opinie,za st
                > osowną opłatą ? tongue_out

                owszem to, co napisałam to był sarkazm, chciałam przeczytać dokładnie to, co napisałaś....
                odraczane są zdrowe dzieci które mogłyby z powodzeniem realizować obowiązek szkolny bo są na to gotowe. niegotowi są jedynie rodzice, dla których każdy (sic!) pretekst jdo odroczenia jest dobry: brak dywaników, za wysokie kible, brak opieki itd.
                po co więc to całe pieprzenie o dzieciach emocjonalnie nieprzygotowanych, bo genialne to oczywiście są wszystkie-od urodzeniabig_grin
                jeszcze raz napiszę: normalnie funkcjonujące w przedszkolu dziecko będzie normalnie funkcjonującym pierwszoklasistą. dzieci z deficytami, które rzeczywiście powinny być odroczone jest góra dwoje na 1 grupę przedszkolną i to dokładnie taki sam odsetek, który kiedyś powtarzał klasę, w czasach kiedy o odroczeniach nikt nie słyszał.
                • olga727 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 07:25
                  saszanasza napisała:

                  > po co więc to całe pieprzenie o dzieciach emocjonalnie nieprzygotowanych, bo g
                  > enialne to oczywiście są wszystkie-od urodzeniabig_grin

                  Tak,a potem idą do polskiej szkoły,która tępi ich genialność.
                  > jeszcze raz napiszę: normalnie funkcjonujące w przedszkolu dziecko będzie norma
                  > lnie funkcjonującym pierwszoklasistą. dzieci z deficytami, które rzeczywiście p
                  > owinny być odroczone jest góra dwoje na 1 grupę przedszkolną i to dokładnie ta
                  > ki sam odsetek, który kiedyś powtarzał klasę, w czasach kiedy o odroczeniach ni
                  > kt nie słyszał.

                  Tak jak napisałam:poczekajmy do czerwca,aby zobaczyć efekt obowiązkowego posłania całego rocznika sześciolatków do polskiej szkoły.
          • kub-ma Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 15:09
            olga727 napisała:

            > . Uwierz,że nie jest
            > łatwy,bo narzucone dzieciom tempo nauki jest zbyt duże.

            Narzucone jest tempo, bo ciągle muszą rywalizować z 7-latkami (którym się nudzi).
            • olga727 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 15:31
              Nie jest łatwy,bo dzieci w zerówce (to też zależy od nauczycielki) praktycznie nie robią NIC,potem przychodzi I klasa i wg EleMENtarza mają dzikie tempo pracy,w dla wielu sześciolatków to za dużo,bo one wracając do domu chcą się jeszcze bawić,a nie mają chęci do odrabiania lekcji. Jeśli sześciolatki są razem z siedmiolatkami w klasie -to owszem są porównywane.
              • kub-ma Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 15:52
                olga727 napisała:

                > Nie jest łatwy,bo dzieci w zerówce (to też zależy od nauczycielki) praktycznie
                > nie robią NIC,potem przychodzi I klasa i wg EleMENtarza mają dzikie tempo prac
                > y,w dla wielu sześciolatków to za dużo,bo one wracając do domu chcą się jeszcze
                > bawić,a nie mają chęci do odrabiania lekcji.

                Mój 6-latek miał we wrześniu problem z pracami domowymi, ale wystarczyło znaleźć dla niego własny styl i sprawa się rozwiązała.
                Elementarz rzeczywiście jest kiepski, karty pracy też.
                A mój starszy syn też chętnie pomijałby prace domowe smile

                > Jeśli sześciolatki są razem z s
                > iedmiolatkami w klasie -to owszem są porównywane.

                Rywalizacja u mojego syna wynikała z tego, że są równolegle klasy 7-latków, siłą rzeczy z lepszą motoryką małą itd. No i niestety te klasy się porównuje i są większe oczekiwania.
        • bbuziaczekk Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 00:25
          saszanasza napisała:

          > Zanim zaczniesz czyjeś zdanie uważać za durne, przyjrzyj się proszę swojej orto
          > grafii bo póki co nie do rozwinięta to raczej jest ona.
          > Dzieci sprzed reformywcale nie uważam za ułomnych, ba musiały być wyjątkowo bły
          > skotliwe, bo w pierwszej klasie musiały radzić sobie z większą ilością materiał
          > u i większymi wymaganiami niż te obecne 7 latki.
          > Natomiast dzieci odroczane, przy obecnej podstawowej uważam za ułomne, albo emo
          > cjonalnie albo intelektualnie, bo gdyby były w normie - poszłyby do klasy pierw
          > szej, to chyba normalne. Skoro nie idą, to znaczy że mają deficyty większe niż
          > przeciętny 6 latek.

          Pierniczysz trzy po trzy.
          Tobie akurat g...o do tego kto kiedy zamierza dziecko poslac do 1 klasy. Było dobrze jak było. A rząd zamiast zajac się poważniejszymi problemami to zajmuje się głupotami tak samo jak ty.
        • milka_milka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:39
          Hmmm, a widziałaś podręcznik? Tempo wprowadzania liter? Rozmawiałaś z nauczycielami? Bo program jest wyjątkowo kretyńsko napisany i nawet 7-latki mają problemy. Kiedyś byl bardzo dobry program zerówki i dzieci szły do I klasy dobrze przygotowane, nie miały problemów. A teraz w przedszkolu tylko zabawa i może szlaczki, a w I klasie po miesiącu z kopyta. Akurat mam porównanie i zdecydowanie źle oceniam i reformę i zmiany programowe.
          • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:19
            Widzialam podrecznik.Przestancie juz opowiadac pier...ly.W Niemczech nie ma wcale zerowek,nie maja szlaczkow i tego co w Pl sie robi.Jakos dzieci nie maja problemow.Moj syn juz w tamtym tygodniu mial Wprowadzone pierwsze litery.
      • jagienka75 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:34
        alusia_milusia napisał(a):

        > 1.szkoły " świetnie" przygotowane..?? W jakim kraju, bo na pewno nie w PL.


        no z tym bym sie kłóciła. zwłaszcza w takich molochacg, jak w Warszawie, gdzie pierwszych klas będzie np 16 a dzieciaki będą sie uczyły na 3 zmiany.
        pierwsza zmiana zacznie o godz 7 rano, trzecia zmiana kończy naukę o godz 19 wieczorem...
        • makurokurosek Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:34
          Nie wiedziałam , ze już są plany lekcji na mowy rok . W czerwcu jak ukazał sie artykuł o 23 klasach w roczniku w szkołach na nowie to mieszkanki bemowa ta informacje wyśmiały . Tak wie może z ocena sytuacji poczekajmy do września .
          • joaaa83 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:59
            Nikt Twoje bełkotu nie jest w stanie zrozumieć kłamczuszko.
            Przyszłaś ściemniać w nowym wątku i naginać rzeczywistość do swoich potrzeb?
            • edelstein Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:55
              Taaa wszyscy naginaja rzeczywistoscbig_grin hehe i to po tekscie "nie jestem zadowolona z jej rozwoju".Dzieciak ma deficyty i mniejsze sedesy tego nie zmienia.
              • joaaa83 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 23:08
                "nie jestem zadowolona z jej rozwoju" - ta wypowiedź nie dotyczyła rozwoju ruchowego, czy sprawności fizycznej.
                A Ty jesteś zadowolona, że Twoje w pełni normalne dziecko łazi po umywalkach w restauracjach jak jakaś małpa.
                • edelstein Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:00
                  Jestem b.zadowolona z rozwoju mojego dziecka,a w szczegolnosci,ze nie jest na poziomie trzylatka majac lat 5 i toaleta mu nie strasznabig_grin
      • baltycki Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:30
        5. dzieci 7-letnie sprzed reformy są nie do rozwinięte ??
        Zaczynalas jako 7-latka, prawda?
        • maslova Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:56
          O stawiam korektę w telefonie, moja też czasem wyczynia cuda.
          • maslova Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:01
            Miało być "obstawiam" zamiast "o stawiam". Znowu autokorekta smile
            • baltycki Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:40
              A juz myslalem, ze cos postawisz (zastanawialem sie, co kryje sie pod "o" wink)
    • 18lipcowa3 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:01

      > Naprawdę zaczynam współczuć odroczonym dzieciakom przepełnionych przedszkoli, b
      > raków w kadrach, braku możliwości rozwoju.

      Ja tez, nie ma to jak kiblować w zerówce.
      Ja córki nie odraczam, w ogóle się o nią nie obawiam. Dobre, bystre, zdrowe, zsocjalizowane dziecko- krzywdę by miała powtarzając zerówke.
      • little_fish Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:06
        ja też swojego dziecka nie odraczam, ale nie popadajmy w skrajności - gdyby został w przedszkolu byłby w tej samej sali i tak samo licznej grupie - warunki nauki i zabawy w żaden sposób by mu się nie pogorszyły przez to, że został odroczony.
    • moofka Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:03
      to jeszcze ostre slowa prof. vetulani jako kamyczek do dyskusji smile

      twitter.com/JerzyVetulani?ref_src=twsrc%5Etfw
      • scher Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:11
        moofka napisała:

        > to jeszcze ostre slowa prof. vetulani jako kamyczek do dyskusji smile

        Ma rację. 6-latki są gotowe do rozpoczęcia nauki. Nie są natomiast gotowe do rozpoczęcia nauki w polskiej szkole.
        • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:19
          Moja córka chodzi do szkoły państwowej. Klasa samych 6 latków sztuk 18.
          Rzeczywiście nikt nad tymi dziećmi ni chucha i nie dmucha, muszą samodzielnie się ubierać, iść na posiłek i wrócić, samodzielnie korzystają z toalety która, o dziwo, nadal jest mniejsza niż ta we własnych domachbig_grin
          Samodzielnie chodzą do sklepiku szkolnego i kupują sobie różności. Samodzielnie organizują wyprawy do innego skrzydła budynku, do sali biologicznej, zeby obejrzeć klasową myszkę.
          Po lekcjach mogą przebywać na świetlicy lub wyjść na dwór, decydują same.

          W pierwszej klasie po półroczu zmieniła się im wychowawczyni. Rodzice myśleli, ze dzieci doznają szoku, a po dzieciach to spłynęło. Tak samo spłynęło to, ze nauczycielka od angielskiego zaszła w ciążę i angielski był prowadzony przez obce im nauczycielki a od tego roku będzie je uczyła ńowa nauczycielka.
          Dzieci naprawdę potrafią się zaklimatyzować w zmiennych warunkach, to rodzice panikują.
          • scher Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:25
            saszanasza napisała:

            > Moja córka chodzi do szkoły państwowej. Klasa samych 6 latków sztuk 18.

            Moja podobnie. Też sobie radzi.

            Ja jednak nie piszę o moim czy twoim dziecku. Ja uogólniam. Na naszych córkach się świat nie kończy.
            • edelstein Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:02
              Czyli wiekszosc polskich dzieci jest mocno zaburzonych?A wasze córki to wyjatki.
        • psim2 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:39
          W Polskiej nigdy, bo tutaj nie ma np. mini umywaleczek, żeby dzieciaczki się nie pochlapały wodą. Ale w każdym innym kraju na świecie jest lepiej i to najważniejsze.
        • landora Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:03
          A masz doświadczenie ze szkołami w innych krajach europejskich, gdzie naukę zaczynają dzieci jeszcze młodsze?
        • edelstein Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:21
          Co jest w szkolach zagranicznych czego nie ma w Polskich?
          • mikams75 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 23:06
            zmotywowani do pracy nauczyciele
            • edelstein Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:03
              Jest tak samo duzo nauczycieli do których klas nikt nie chce dzieci posylac.
              • wapaha Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 09:36
                W Pl :
                - wybór nauczyciela do którego chce się posłać dziecko- niewielki
                - KN
                - przepełnienie świetlic ( płatnych dobrowolnie do których są ZAPISY, nie każde dziecko sie dostaje )
                - niedostosowany program szkolny
                - niedostosowane sale
                -niedostosowane szatnie
                - obiady o 11. 30
                -nieuregulowane kwestie z zajęciami religii
                - pewnie coś jeszcze gdybym mocno pomyślała ale mi się nie chce w piękny niedzielny poranek
                • edelstein Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 15:16
                  1.zagramanica nie ma wyboru
                  2.co to?
                  3.zagramanica tez sa przepelnione
                  4.widzialas podrecznik?
                  5.co ma byc w tych sa lach niby? Maja byc krzesla i stoly plus jakas szafa i tablica.To bylo juz za moich czasow.
                  6.co maja miec szanse innego niz zwykle?
                  7.pora obiadowego zalezna od szkoly.W przedszkolu byly o 12.15tongue_out
                  8.zajecia religii,chodzisz albo nie.
                  • wapaha Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 16:57
                    W Pl :
                    - wybór nauczyciela do którego chce się posłać dziecko- niewielki
                    - KN
                    - przepełnienie świetlic ( płatnych dobrowolnie do których są ZAPISY, nie każde dziecko sie dostaje )
                    - niedostosowany program szkolny
                    - niedostosowane sale
                    -niedostosowane szatnie
                    - obiady o 11. 30
                    -nieuregulowane kwestie z zajęciami religii
                    - pewnie coś jeszcze gdybym mocno pomyślała ale mi się nie chce w piękny niedzielny poranek

                    Skopiowałam sobie by wiedzieć, do czego dokładnie się odnosisz

                    1. Czyli tak samo
                    2. Karta Nauczyciela
                    3. Nie wiem-pisałam jak jest w Pl. Dzieci często nie mogą odrobić lekcji, rysować, bawić się bo są taak stłoczone że jedyne co można to oglądanie tv uncertain
                    4. O jaki podręcznik pytasz, bo nie rozumiem ?
                    5. Dywan/wykładzina na podłodze. W teorii dzieci w tym wieku nie powinny mieć zajęć non-stop w ławkach. Powinny edukować się przez zabawę. Nowych dostosowanych do wzrostu ławek i krzeseł, szafek w klasach na podręczniki żeby maluchy nie musiały dźwigać 4 kg codziennie. Zdarzają sie jeszcze tablice kredowe ( te czarne), tablice multimedialne są rzadkością, podobnie jak rzadkością jest na wyposażeniu sali WODA< RĘCZNIKI PAPIEROWE< MYDŁO.
                    6. dziwne napisałaś- nie wiem o co Ci chodzi-jeśli pytasz o szatnie to wg przepisów powinny być w osobnym skrzydle niż te dla klas starszych, szatnie w wielu szkołach powstałych dziesiąt lat temu są po prostu metalowymi boksami, oddzielonymi siatką/kratką, z metalowymi wieszakami, z niewielką liczbą krzeseł ( bo się nie zmieszczą dla wszystkich ) -bo często jeden boks jest dzielony przez 2-3 klasy, zamykane na klucz i otwarcie uzależniane od sprzątaczki/szatniarki ( szukaj jej cholera wie gdzie i się tłumacz)
                    7. nie wiem o jakim przedszkolu piszesz-w przedszkolu dzieci mają obiad dwudaniowy, zazwyczaj podzielony, drugą część dostają ok godz. 14-15. W szkole dostają całość obiadu od razu o 11. 30. Jeśli nie widzisz różnicy- nic nie poradzę. Nie we wszystkich szkołach jest też własna kuchnia-wiele z nich ma catering i porcje obiadowe nie zawsze ciepłe. ( pomijam smak bo to kwestia indywidualna ale od "twoich" czasów niewiele się zmieniło w kwestii smaku -ergo- śledź w śmietanie i ziemniaki, bigos, itp)
                    8. w teorii tak w praktyce jak jest jeśli chcesz wiedzieć-poczytaj dokładniej wątki poruszające temat religii w szkole.
                    • mama303 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 17:11
                      wapaha napisała:

                      > 8. w teorii tak w praktyce jak jest jeśli chcesz wiedzieć-poczytaj dokładniej w
                      > ątki poruszające temat religii w szkole.

                      jak można problem religii wiązać z sześciolatkami? To jest problem we wszystkich klasach!
                    • edelstein Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 19:15
                      1.Skoro tak samo,to znaczy,ze nie jest to problem.
                      2.Co ma karta nauczyciela do 6latkow?
                      3.W innych krajach tez swietlicy sa platne i pelne.
                      4.Polski podrecznik jest latwiejszy od niemieckiego i jak najbardziej dostosowany do mozliwosci 6latkow.
                      5.W polskiej teorii,w Niemczech nie ma zadnych dywanow,laski sa zwykle,nizsze niz dla gimnazjalistow,takie lawki byly juz za moich czasow w polskiej szkoletongue_outzniknely?woda,reczniki1to w toalecie sa.
                      6.szatnie w osobnych skrzydla ch sa zbyteczne,w Niemczech nie jest to praktykowane
                      7.W przedszkolu syna obiad byl jednodaniowy tuz po 12,nie wiem w czym problem?rzadko kiedy w szkolach oi orzedszkolach tutaj jest wlasna kuchnia.

                      Moje zdanie w temacie,polscy rodzice przesadzaja.
                      • wapaha Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 22:17
                        Moje zdanie w temacie,polscy rodzice przesadzaja.

                        Twoje zdanie nie jest oparte na praktyce- więc jakby mało znaczy...
                        • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 07:39
                          Moje zdanie jest jak najbardziej oparte na praktyce.Dodam,ze polskie szkoly maja bardziej cieplarniane warunki niz niemieckiebig_grin
                          • wapaha Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:18
                            Skoro wiesz lepiej , to po co pytasz ? wink
                • mikams75 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 15:25
                  z perspektywy zagranicznej szkoly:
                  - wybor nauczyciela a nawet szkoly zerowy
                  - swietlice bardzo drogie i na zapisy i nie kazdy sie tez dostanie, ale rodzice placac z gory za zaklepany czas nie rezerwuja na zapas miejsca. Tym sposobem da sie ograniczyc bardzo skutecznie ilosc dzieci
                  - program szkolny - znam ten polski i niepolski, polski jest latwiejszy w pierwszej klasie
                  - w salach sa krzesla, stoly, czarna tablica, brak bajerow typu multimedialna tablica i dywaniki, szafek brak, pod lawka jest poleczka i tam dzeci klada rzeczy
                  - pierwsza klasa dzieli szatnie z 6sta klasa - po to zeby te starsze mogly mlodszym pomoc jak sie zaplacze sznurowka czy zatnie suwak. Fukcjonuje idealnie, dzieci sie lubia, bawia razem , pomagaja, maluchy maja przydzielonych "opiekunow" ze starszej klasy
                  - obiad o 12.00
                  - religii nie ma wcale
          • aamarzena Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 23:07
            Wyobrażenie Polaków o nich tongue_out
          • olga727 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 07:31
            edelstein napisała:

            > Co jest w szkolach zagranicznych czego nie ma w Polskich?

            Z tego co wiem,to u was nie ma standardowych podręczników,tylko są teczki z ćwiczeniami,co tym samym odciąża plecaki/tornistry. Jedno co mi się u was nie podoba,to to że dzieci muszą tak szybko wybierać dalszą ścieżkę edukacyjną(po IV klasie -czyli w wieku 10-11 lat).
            • edelstein Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:04
              Nie ma teczek z cwiczeniami,jak najbardziej sa podreczniki.
      • gulcia77 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:19
        Zazwyczaj w każdej dyskusji staram się używać dużo bardziej dyplomatycznego języka, natomiast, przyznam szczerze, ten wpis dokładnie obrazuje to, co myślę o całym tym sześciolatkowym szaleństwie. A zwłaszcza zgadzam się z częścią "głupio chowane".
        Mój młody poszedł jako sześciolatek, pomimo że nie musiał, ja też poszłam do szkoły jako sześciolatka (skierował mnie do szkoły lekarz po bilansie) i zupełnie nie rozumiem argumentów o zabieraniu dzieciństwa. Nauka i wiedza naprawdę niczego nie zabierają, a mogą jedynie dodać.
        • little_fish Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:25
          ale w tych dyskusjach rytuje mnie jedna rzecz - moje dziecko idzie od września do szkoły, jako sześciolatek, jednak nie zgodzę sie z tym, ze wszystkie szkoły są świetnie przygotowane na przyjęcie małych dzieci. Bardzo często na forum jest wyrażane zdziwienie że w szkołach nie ma placu zabaw, oddzielnego skrzydla dla maluchów, szafek i stolików z półkami, dywaników w salach - no niestety, wiele szkół tych rzeczy nie posiada, więc takie argumentowanie w dyskusji jest bez sensu
          • oqoq74 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:36
            Ale to, że niektórych rzeczy nie ma to nie wina rządu, tylko polityki finansowej konkretnej gminy czy miasta. Samorządy widzą i słyszą co się dzieje wokół tej reformy i nie wszystkie robią konieczne inwestycje, bo kalkulują, że jeśli reforma jednak zostanie cofnięta, to zaoszczędzą na wydatkach. A wiele z nich wykorzystuje fakt, że większość ludzi nie wie,kto za co odpowiada i zwalają winę na rząd.
            • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:39
              oqoq74 napisał(a):

              > Ale to, że niektórych rzeczy nie ma to nie wina rządu, tylko polityki finansowe
              > j konkretnej gminy czy miasta.

              To właśnie jest wina rządu,bo na początku tej pseudo reformy obiecywali dla każdej szkoły dużo więcej pieniędzy,niż rzeczywiście przyznali. Gminy jeśli są małe i na ich terenie nie ma zakładów pracy pracy,to skąd mają wziąć pieniądze na finansowanie widzimisię MEN-u ? Jeśli na dodatek gmina jest mocno zadłużona,to całkiem jest "pozamiatane". uncertain
              • oqoq74 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:45
                Bzdura. Państwo może samorządom dać jeszcze więcej kasy a i tak nie pójdzie to na szkoły. Jeśli gmina jest zadłużona ponad miarę - to wina złego zarządzania gminą, nie rządu.
                • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:48
                  oqoq74 napisał(a):

                  > Bzdura. Państwo może samorządom dać jeszcze więcej kasy a i tak nie pójdzie to
                  > na szkoły. Jeśli gmina jest zadłużona ponad miarę - to wina złego zarządzania g
                  > miną, nie rządu.

                  Tak,MEN da ci tyle kasy,ile chcesz ! big_grin Dobry żart. big_grin
                  • oqoq74 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:53
                    No i widzisz, nie ma sensu z Tobą dyskutować.
                    • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:55
                      Z tobą też,nie ma sensu dyskutować.Bo idzisz tylko stronę MEN-u. uncertain
                      • oqoq74 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:09
                        Jaką stronę MENu?
                        W przeciwieństwie do Ciebie wiem o czym mówię, bo mam doświadczenie samorządowe i wiem jak wygląda w praktyce ustalanie budżetu gmin i szkół, jak wygląda planowanie inwestycji itd.
                        • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:13
                          oqoq74 napisał(a):

                          > Jaką stronę MENu?
                          > W przeciwieństwie do Ciebie wiem o czym mówię, bo mam doświadczenie samorządowe
                          > i wiem jak wygląda w praktyce ustalanie budżetu gmin i szkół, jak wygląda plan
                          > owanie inwestycji itd.

                          Ekspert się znalazł. tongue_out To mądralo,zaplanuj budżet gminy obciążonej długami i zagrożonej upadłością,dzięki poprzedniemu wójtowi. sad
                          • oqoq74 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:37
                            Ty normalna jesteśconfused
                            • olga727 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 07:32
                              oqoq74 napisał(a):

                              > Ty normalna jesteśconfused

                              Zadaj sobie to pytanie. tongue_out
              • agni71 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 20:55
                > To właśnie jest wina rządu,bo na początku tej pseudo reformy obiecywali
                > dla każdej szkoły dużo więcej pieniędzy,niż rzeczywiście przyznali. Gminy je
                > śli są małe i na ich terenie nie ma zakładów pracy pracy,to skąd mają wziąć pie
                > niądze na finansowanie widzimisię MEN-u ?
                Jeśli na dodatek gmina jest mocn
                > o zadłużona,to całkiem jest "pozamiatane". uncertain

                Mieszkam w małej gminie, bez przemysłu, a warunki w szkole całkiem fajne. Jak oni to zrobili?
                • olga727 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:53
                  To się cisz,bo u nas od nowego roku mają być duże zmiany,ale niekoniecznie w dobrą stronę (maksymalne oszczędzanie,bo gminie grozi upadłość). uncertain Żeby było "ciekawiej",dyrekcja "staje na głowie",aby sześciolatki miały GODNE warunki do nauki,zapominając o dwóch pozostałych klasach (obecnie już II-ich):mieszanej (6 i 7 latków) oraz samych 7-o latków. uncertain
            • scher Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:44
              oqoq74 napisał(a):

              > Ale to, że niektórych rzeczy nie ma to nie wina rządu, tylko polityki finansowej konkretnej
              > gminy czy miasta.

              Gadanie takie. Car dobry, ale bojarzy źli.
          • gulcia77 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:48
            Zapewniam Cię, że w 1983 roku, kiedy to rozpoczęłam naukę, żadnej z tych rzeczy nie było big_grin I, wyobraź sobie, żyję i mam się dobrze. To, czego oczekuje się od szkół, to, moim zdaniem, przesada. Naprawdę, place zabaw, dywaniki i umywalki nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia. Kluczem jest przygotowana kadra (i tu rzeczywiście można się czepiać, ale to raczej dotyczy wszystkich klas i szkół), żeby nie trafiała się taka idiotka, jak pierwsza wychowawczyni młodego - popełniała rażące błędy ortograficzne i językowe, nie mówiąc o jej "przygotowaniu" do nauki matematyki.
            • gulcia77 Przepraszam za błąd językowy, 21.08.15, 19:49
              tak mi się jakoś "naprawdę" zdublowało. smile
              • little_fish Re: Przepraszam za błąd językowy, 21.08.15, 20:02
                ja nie twierdze, że te wszystkie cuda maja byc w szkole, jednok to ona są najczęściej podawane jako znak przygotowania szkoły na przyjęcie sześciolatków (" a czym ta szkoła różni sie od przedszkola - też jest plac zabaw, są szafeczki i trzy posiłki dla pierwszoklasistów" ). Otóż w wielu szkołach tego nie ma, np w szkole mojego dziecka (lecz moim zdaniem, nie to w szkole jest najwazniejsze)
          • edelstein Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:23
            Po ci te oddzielne skrzydla itd?
            • little_fish Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 04:42
              Mi? Po nic. Ale takich argumentów używa wiele osób twierdząc, że polskie szkoły ( w domyśle wszystkie ) zapewniają sześciolatkom cieplarniane warunki, co świadczy o tym że są gotowe na ich przyjęcie
          • joaaa83 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:46
            A jak jeszcze saszanasza wrzuci linka do artykułu ,gdzie wypowiada się przedstawiciel najbardziej obleganej i chyba najnowocześniejszej szkoły w mieście Kielce, z przyszkolnym basenem, bodajże jednym z dwóch w całych Kielcach, to kolejny argument zwolenniczek reformy, że wszyscy są super przygotowani.



            • edelstein Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:51
              Tutaj jest rozmowa o normalnych szesciolatkach,a nie o niskorosych 5latkach,nie potrafiacych sie wysikac bez podnozka i nakladki,bojace sie sedesu oraz lejacych w majty.Takie musza byc odroczone i to nie o rok,tylko trzy,bo sa na poziomie przecietnego trzylatka.
              • joaaa83 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:55
                Naprawdę mi przykro, że Twoje dziecko ma takie problemy. Skontaktuj się z psychologiem i daj mi spokój.
                • edelstein Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 23:04
                  Ach walczyl ci sie mechanizm wyparcia,jak slodko.Prawda jest prosta,odroczone dzieci maja powazne deficyty,dlatego najbardziej przeciwne 6latkom w szkolach sa takie jak ty.
                  • joaaa83 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 23:22
                    Ale moje dziecko nie jest odroczone i o takie odroczenie nie zamierzam się starać. Moje dziecko ma 5 lat.
            • sonrisa06 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 07:50
              A która to szkoła? Ta nowoczesna z basenem i oblegana? Bo ja mieszkam w Kielcach i nie wiem. Moja córka chodzi do szkoły z basenem, ale to raczej nie ta bo nie nowoczesna 😉 a do szkoły 25 czyli tej wymienionej w artykule chodzi na hiszpański. Moloch to jest straszny. W życiu bym nie chciała żeby chodziła tam do szkoły. Poza tym ten artykuł jest prawdziwy, rzeczywiście tak jest w Kielcach. Jeszcze w roku szkolnym słyszałam na korytarzu w szkole jak jedna matka mówiła drugiej, że jej młodszy syn zostaje w przedszkolu, bo cała grupa jest odroczona. Dyrektorzy przedszkoli także wolą miec grupę sześciolatków niż trzylatków. To chyba oczywiste. Mniej roboty, bo dzieci ogarnięte. A dla trzylatków nie ma miejsc i już. Koleżanka płacze, bo jej córka trzylatka nigdzie się nie dostała i będzie siedziała w domu ( a jest po 2 latach żłobka). Moja znajoma psycholog dzieci na późne godziny umawiała, bo już nie miała terminów, a cenę za odroczenie podniosła dwukrotnie. Mówiła, że już nie ma siły, ze drzwiami i oknami się dobijają po odroczenia.
              • joaaa83 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:07
                Ja nie pisałam, że Kielcach nie ma odroczeń. Jest pełno, bo rodzice wątpią w przygotowanie szkół i nauczycieli. Wolą przedszkola i dlatego zostawiają tam dzieci.

                Napisałam, że o przygotowaniu szkół rozmawia się z przedstawiciel SP nr 25, który jest nowoczesna. To moloch, ale ma osobne skrzydło dla mniejszych dzieci, dobrze zagospodarowany teren wokół i jeszcze basen. To świadczy o tej nowoczesności. Kadra też podobno w początkowych klasach jest dobra.

                Twoje dziecko ma szkołę z basenem, ale to nie jest nowoczesna szkoła? Bardzo ciekawe, to co piszesz. Nie wiedziałam, żę przyszkolne baseny to już standard.

                • sonrisa06 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:27
                  Tak, moja córka ma basen przy szkole, ale dobudowany później. Szkoła sama w sobie jest stara. Ma ze 40 lat. Za to basen fajny, nowoczesny. Nie wiem ile szkół w Kielcach ma baseny, ale samych basenów jest sporo. Tylko na moim osiedlu są dwa, my mieszkamy w centrum, a na tych obrzeżnych osiedlach nie bywam, bo nie mam po co, więc nie wiem jak tam sprawa basenów wygląda. Do szkoły 25 jadę przez pół miasta. Jeździłam tam dwa razy w tyg przez cały poprzedni rok szkolny z córką na hiszpański. Szkoła jest nowa, więc ładna, ale ja wolę jednak mieć córkę w naszej starej, małej szkole. Córka też uczy się w osobnym skrzydle dla młodszych dzieci. Teraz idzie do 3 klasy.
          • mikams75 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 08:19
            a mnie w tego rodzaju dyskusjach zawsze dziwi jak dla wielu rodzicow wazne jest to niby przygotowanie szkol i kryteria przygotowania wg ktorych szkoly w innych krajach kwalifikuja sie jako zupelnie nieprzygotowane ale nikt tak nie uwaza.
            Kwestia taka jak sami nauczyciele i ich checi do pracy czy przestarzale metody sa na dalszym planie niz jakis dywanik czy tablica multimedialna (zbedny bajer, wystarczy zwykla czarna). A problem marnej kadry nauczycielkiej znany jest od lat, jeszcze z czasow sprzed reformy,
            • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:30
              Bo jakoś trzeba usprawiedliwić ewentualne niepowodzenia dzieci. Coś lub ktoś musi być winny, bo przecież nie może być tak, że czyjeś dziecko jest przeciętne czy nawet słabsze od dziecka sąsiadki czy szwagierki.
              A kadra jest różna i zawsze była różna. Bylejacy nauczyciele zdołali nas wyuczyć, a przecież wszyscy jesteśmy tacy mądrzy i genialni, a nie radzą sobie z naszymi dziećmi.
    • jagienka75 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 19:32
      tak naprawdę znam tylko dwoje odroczonych dzieci i w ich wypadku odroczenie było zasadne.
      poprzepełniane przedszkola/szkoły to problem większych miast.
    • princesswhitewolf Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:00
      W ogole nie rozumiem problemu. Moj syn idzie w UK do szkoly od 4.5 roku zycia bo tak przypada tu obowiazek szkolny. Nikt nie dramatyzuje.

      Chyba oczywistym jest ze w wieku 4.5 lat nie bedzie siedzial caly dzien w lawce kujac tabliczke mnozenia. Dla kazdego rozsadnego czlowieka wiadomo ze w tym wieku "szkola" jest jak przedszkole. Jak sie paru literek zacznie uczyc nie zaszkodzi.
      • gulcia77 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 10:50
        princesswhitewolf napisała:
        Jak sie paru literek zacznie uczyc nie zaszk
        > odzi.
        Ależ!!! Droga Princess, wg Elbanowskich i, niestety, części emam, fundujesz dziecku traumę i zabierasz dzieciństwo wink
      • memphis90 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 09:06
        A w PL dzieci idą po placówki edukacyjno-wychowawczej mając lat 3 i też nikt nie dramatzuje...
    • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:09
      Gdzie są te przepełnione i ciasne sale przedszkolne ??
      Argument o świetnym przygotowaniu szkół na przyjęcie sześciolatków trochę do bani, bo są i takie, które nie są kompletnie przygotowane (zakładam, że dostosowanie toalet dla mniejszych dzieci nie załatwia sprawy)
      Mój syn idzie teraz jako sześciolatek, szkoła fajna, przestronna. Dwie świetlice - dla młodszych i starszych dzieci, plac zabaw itp.
      Ale szczerze powiedziawszy wolałabym, by program z pierwszej klasy był realizowany w przedszkolnej zerówce. Z różnych względów, których pewnie nie przyjmiesz do wiadomości, bo masz tak ukierunkowane poglądy.
      Ps. poszłam do szkoły jako sześciolatka. Jedynym co zyskałam jest to, że zaczęłam pracować rok wcześniej niż rówieśnicy
      • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:23
        atena12345 napisała:

        > Ale szczerze powiedziawszy wolałabym, by program z pierwszej klasy był realizow
        > any w przedszkolnej zerówce. Z różnych względów, których pewnie nie przyjmiesz
        > do wiadomości, bo masz tak ukierunkowane poglądy.

        ależ ja też bym tak chciała, tak samo jak chciałabym, żeby nie było gimnazjów, tyle że tak już nie będzie i nie ma co fantazjować, o czymś, co jest kompletnie nierealne, tylko zakończyć aktualny burdel, z którym jeszcze można coś zrobić, a nadal twierdzę, że dając rodzicom wybór burdel powoduje się, że ten bałagan będzie ciągnął się po wsze czasy, ze stratą dla dzieci wynikających z podwójnych roczników i ciągłego porównania dzieci młodszych do starszych.

        > Ps. poszłam do szkoły jako sześciolatka. Jedynym co zyskałam jest to, że zaczęł
        > am pracować rok wcześniej niż rówieśnicy

        widzisz, a moja córka może sobie z racji tego zrobić gdzieś po drodze roczną przerwę w nauce, bez strat "lat"
        • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:25
          saszanasza napisała:


          > widzisz, a moja córka może sobie z racji tego zrobić gdzieś po drodze roczną pr
          > zerwę w nauce, bez strat "lat"
          >

          i to jest ten "zysk" ?
          no to bez sensu w sumie
          Ale zgadzam się co do jednego: większość dzieci sobie świetnie poradzi
        • memphis90 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 09:07
          Póki co Twoja córka zyskała 7 lat więcej do przepracowania do emerytury, a zacznie pracować rok wcześniej...
          • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 09:31
            W Polsce nie ma przymusu pracy. Jesli juz ktos koniecznie chce zaczac prace rok pozniej moze wyjechać na czy uczyc sie dłużej.

            To samo z emerytura. Mozna pracować do 60 rz odkladajac sobie kapitał na przeczekanie tych 7 lat.

            Przeciez nikt nie krył i nie kryje skad konieczność podniesienia wieku emerytalnego. Jesli zostanie znow obniżony wszyscy beda pracować do śmierci, bo teoretycznym prawem do emerytury rachunków nie poplacimy. Ewentualnie nasze dzieci beda pracowały za grosze, bo całe ich wynagrodzenie zabierzemy im nasze emerytury.

            To poprzednie pokolenia zafundowaly nam i naszym dzieciom takie atrakcje.
            Były i sa całe rzesze takich, ktorzy pracowali do 40 rz, wiec my musimy placic za ich (poprzednich pokoleń) głupotę i krótkowzrocznośc.
    • nanuk24 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 21:22
      O matko, ten temat jeszcze sie ciągnie?big_grin Wasze dzieci skończą edukacje, a wy dalej będziecie biadolić. Tym razem nad wnukami big_grin
      • pajac_ynka Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 22:48
        tongue_out Obawiam się, że ten cyrk będzie się ciągną jak ja będę posyłała dziecko do szkoły a rodzę dopiero za 2 miesiące
    • mikams75 Re: A propos 6 latków.... 21.08.15, 23:09
      ja wspolczuje najbardziej tym odroczonym jak w ciagu roku szkolnego beda obchodzic 8. urodziny i beda czytac czytanki z elementarza przeznaczonego najwyzej dla dzieci 6-letnich. I liczyc do 10 w wieku 8 lat big_grin
      No ale wowczas beda gadac, ze szkola jest nudna a dziubdzius genialny bo wszystko od dawna umie.
    • rycerzowa Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 01:02
      To ja znowu powtórzę swój refren (robię to od kilku lat):

      Nie jest istotne, czy dzieci pójdą do szkoły w wieku 6 czy 7 lat.
      Ważne, by szły do szkoły ze swoimi rówieśnikami, by uczyły się, bawiły i rywalizowały z dziećmi o podobnym stopniu dojrzałości, o podobnym stopniu rozwoju fizycznego i intelektualnego.


      Nie posłałabym nawet zdolnego sześciolatka do szkoły, gdy większość stanowiły siedmiolatki.
      I tak samo nie odroczyłabym przeciętnego dziecka, gdy większość jego rówieśników sześciolatków pójdzie do szkoły.

      "Psychologiczna" sytuacja dziecka, które jest starsze od klasowych kolegów, jest trudniejsza od tego, które jest młodsze.
      Niepowodzenia, porażki młodszego zwykle tłumaczy się wiekiem.
      Nieuniknione potknięcia odroczonego mają jedno wytłumaczenie - "stary a głupi", "opóźniony", etc.
      Jego ewentualne sukcesy też nie zachwycą, bo przyjmowane są za oczywiste, "bo starszy", nie jako przejaw przewagi intelektualnej.

      • edelstein Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:24
        Nie zgode sie.Rodzice bija sie o miejsca w szkolach gdzie dzieci 1-4sa razem w jednej klasie.Moja kolezanka wybrala szkole gdzie 1i2klasisci sa w jednej klasie,bo sobie chwali system mieszany.
        • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:29
          Ten system, o ktorym piszesz, wymaga specyficznych metod pracy i jest najbardziej korzystny, kiedy dziecko jest w młodszej czesci grupy, ewentualnie pozniej wykazuje gotowość do nabywania kolejnych umiejetnosci.
          To nie jest tak, ze wrzucenie dwoch roczników do jednej klasy z jedna ksiazka daje dobre efekty.
        • rycerzowa Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 10:44
          edelstein napisała:

          > Nie zgode sie.Rodzice bija sie o miejsca w szkolach gdzie dzieci 1-4sa razem w
          > jednej klasie

          Dzieci z różnych klas, tak?
          To jest zupełnie co innego, gdy w jednej sali uczą się z różnych klas, gdzie każda realizuje inny program, a co innego mieć w jednej klasie dzieci z różnych roczników, i realizować z nimi ten sam program. Między tymi dziećmi różnica wieku, wynosząca często 2 lata, znaczy bardzo dużo.
          A wymagania są takie same, testy takie same.
          • edelstein Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 18:27
            Nie z róznych klas,z innych rocznikow.zW klasie sa dzieci 2009,08,07i06,albo 09 i 08
            • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 18:36
              Chyba wlasnie o to Rycerzowej chodziło. Ty piszesz zapewne o klasach prowadzonych np. w oparciu o Montessori, gdzie sa inne metody pracy, środki i cele.
              W polskim wydaniu polega to na tym, ze dzieci z teoretyczna różnica 24 miesięcy sadza sie nad podobnymi materiałami i oczekuje sie, ze w podobnym tempie opanują ten sam materiał, a taka praca z góry skazana jest na niepowodzenie.
            • koralik11 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:37
              Moje chociaż gotowe nie posłałam do szkoły jednym z argumentow było przedłużenie dzieciństwa a szkoła to już obowiązek, później praca za czym wy tak gonicie do czego tak spieszno jakies chore ambicje które lepsze i które ma więcej zajec pozaszkolnych .
              • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 15:20
                A dlaczego koniec edukacji musi równać sie pójściu do pracy? Mnie zmartwiloby, gdyby granica 26 lat była obniżona do 25, a chyba nie jest.
                Rówieśnicy Twojego dziecka beda miec dodatkowy czas na studia podyplomowe czy wyjazd językowy.
    • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 07:38
      Robię dobrze, ale nie w perspektywie najbliższego roku czy dwóch, tylko całej dalszej edukacji.

      Zacznę od tego, że dziecko rozpoczynając szkołę miałoby 5 lat i 8 miesięcy, więc po odroczeniu pójdzie do szkoły jako dojrzały sześciolatek, co uważam za dobry moment.

      Mamy kameralną podstawówkę, gdzie zarówno zerówka (tam idzie odroczone dziecko) jak i klasy pierwsze są niezbyt liczne i mają dobre warunki. Świetlica, też dobra, jest tylko dla oddziałów 0-4. Na odroczeniu zyskuję dodatkowy rok świetlicy, czyli dobrej i niemal bezpłatnej opieki nad dzieckiem. Obędzie się bez szukania opiekunek, bo od 4 klasy planujemy pozwalać mocno już 9-letniemu dziecku na samotne czekanie na nas w domu (w grę wchodzi godzina czy dwie tygodniowo). Z 8-latkiem jeszcze bałabym się takiego rozwiązania.

      Bardzo ważny jest dla nas etap gimnazjalny - chcemy, by dziecko miało wysokie szanse dostania się do dobrego, pozarejonowego. Gdyby poszło zgodnie z reformą, musiałoby rywalizować o miejsce ze zwiększoną konkurencją (skumulowane roczniki). Po odroczeniu będzie mieć konkurencję mniejszą o co najmniej 1/3. Uważamy, że dobre, stymulujące towarzystwo na etapie gimnazjum jest ważniejsze niż towarzystwo w podstawówce.

      Potem tak samo łatwiej będzie dostać się odroczonemu dziecku do dobrej szkoły ponadgimnazjalnej i na atrakcyjny kierunek studiów. Warto przy tym zauważyć, że odroczenie dziecka otwiera mu szansę na pełne korzystanie z oferty studiów, jakiej nie będą miały dzieci nieodroczone. Liczne dzieci nieodroczone po maturze będą niepełnoletnie. Co to oznacza?
      - Nie będą mogły wziąć kredytu studenckiego.
      - Nie będą mogły podpisać umowy o studiowanie na studiach niepublicznych.
      - Nie będą mogły podpisać umowy najmu studenckiego pokoju/mieszkania.
      - Będą kłopoty ze studiowaniem niepełnoletniego za granicą i w ogóle z mieszkaniem poza domem (dziecko niepełnoletnie musi mieć jakaś formalną opiekę - kto ją da 17-letnim studentom?..)
      Przypuszczam, że w wyniku reformy wielu "sześciolatków" straci rok między 17 a 18 rokiem życia na wyczekiwanie na możliwość studiowania tak, jak się chce i na frustrowanie się "udupieniem" z powodu niepełnoletności, która to ogranicza.

      To już lepiej, żeby dziecko 5/6 letnie przez dodatkowy rok wesoło bawiło się w zerówce, niż żeby po domu plątał się sfrustrowany 17/18 latek "bez przydziału", obserwujący z zazdrością, jak koledzy z klasy, którzy urodzili się ciut wcześniej, dzięki pelnoletności mają prostą drogę: studia, wynajem, wyjazdy itd., a on, 17-letni biedak, ze wszystkim tym ma "pod górkę".
      • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 08:52
        > ędą niepełnoletnie. Co to oznacza?
        > - Nie będą mogły wziąć kredytu studenckiego.

        Podstawowym kryterium otrzymania kredytu studenckiego jest fakt studiowania i nie ukończenia 25 lat.
        > - Nie będą mogły podpisać umowy o studiowanie na studiach niepublicznych.

        Zrobię to ja w imieniu dziecka
        > - Nie będą mogły podpisać umowy najmu studenckiego pokoju/mieszkania.
        forumprawne.org/prawo-rodzinne-opiekuncze/628297-niepelnoletni-student-stancja.html
        > - Będą kłopoty ze studiowaniem niepełnoletniego za granicą i w ogóle z mieszkan
        > iem poza domem (dziecko niepełnoletnie musi mieć jakaś formalną opiekę - kto ją
        > da 17-letnim studentom?..)
        jeżeli w Polsce nie ma z tym problemu, to w innych krajach również:
        oferta.sgh.waw.pl/pl/studialicencjackie/rekrutacja/Strony/niepelnoletni-kandydat.aspx
        • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:43
          > > ędą niepełnoletnie. Co to oznacza?
          > > - Nie będą mogły wziąć kredytu studenckiego.
          >
          > Podstawowym kryterium otrzymania kredytu studenckiego jest fakt studiowania i n
          > ie ukończenia 25 lat.
          O, to nowość! Nie wiedziałam, że w Polsce udziela się kredytów osobom niepełnoletnim!

          > > - Nie będą mogły podpisać umowy o studiowanie na studiach niepublicznych.
          >
          > Zrobię to ja w imieniu dziecka
          To miłe, ale pani Henia twierdzi, że nie podpisze w imieniu swojego dziecka umowy na wybrane przez niego studia, bo kierunek jej się nie podoba i w ogóle nie będzie za kogoś podpisywać tak wiążących "papierów". Jej syn ma żal, bo gdyby był pełnoletni, nie miałby tego problemu.

          Co do podlinkowanych kwestii: Tak, o to właśnie chodzi. Przedstawione przez Ciebie wyjaśnienia prawne mówią właśnie o konieczności dostarczania rozlicznych oświadczeń, pełnomocnictw i uczestnictwa rodziny w niezłej plątaninie prawno-administracyjnej związanej ze studiowaniem niepełnoletniego dziecka.
          Po co w to wszystko się bawić, skoro można tego uniknąć?

          • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 10:35
            nie przeinaczaj swojej wypowiedzi. napisałaś w niej, że dzieci nie będą mogły (sic!), tego czy tamtego, ja udowodniłam ci, że to co napisałaś to bzdura, bo niepelnoletni studenci mają takie same prawa jak pelnoletni, tylko formalności się różnią. i nie....to nie kwestia nawału formalności, wystarczy upoważnieniemnie. Dla mnie nie stanowi to problemu-jestem w stanie zrobić to dla wlasnego dziecka.
            • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 15:56
              Czyli twierdzisz, że nie mam racji i że niepełnoletnie dzieci będą mogły brać kredyty, wynajmować mieszkania etc?

              Z tego, co podlinkowałaś, wynika, że niepełnoletnie dzieci NIC z tych spraw nie będą mogły i wszystkie tego typu sprawy spadną na rodziców, od których widzimisię będzie zależało to, czy dziecko podejmie dane studia, zamieszka na ich czas w danym mieście, wyjedzie za granicę itd..
              Wydaje mi się nieco niezdrowe to, by rodzic-helikopter holował studenta i ręcznie sterował sprawami osoby będącej już po maturze. Obecność rodziców w dziekanatach itp. miejscach uważam za rzecz żenującą i infantylizującą niektórych studentów, a pewnie okaże się to konieczne w związku z formalnościami.
              Ale co tam kto lubi. Może ktoś lubi chodzić za swoim dzieckiem-studentem i wypisywać mu kwitki, a przy okazji mieć oko na to, czy latorośl nie wpada w złe towarzystwo i nie sięga po papierosy lub marihuanę. Rodzicielska sygnaturka na każdą decyzję i opiekuńczość rozciągnięta aż po początki studiów może być dla wielu rodziców pociągająca. Kwestia gustu.
              • olga727 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 16:02
                Mi się wydaje,że obecna reforma obniżająca wiek szkolny,zakłada,że "sześciolatki"na studia nie pójdą,tylko po zawodówce od razu do ewentualnej pracy,lub na zasiłek. wink
              • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 16:14
                Dziecko rodzi sie w 2010, do szkoły idzie w 2016, 6+3+3, matura wypada w 2028, podobnie jak 18 urodziny. Problem dotyczy wiec max. 25% absolwentów i to tylko na chwile.
                Jesli juz nawet potrzebny byłby podpis na dokumentach na studia, to jest to kwestia jednej wizyty. Absolutnie bez zwiazku z tym czy rodzic to helikopter, jest normalny czy ma inne odchylenia.
                Rownie dobrze, dla równowagi, mozna uznać, ze nadopiekuńcza rodzice zrobią wiele, zeby ich dzieci nie musiały konfrontować sie ze szkolna rzeczywistością w tym czasie co rówieśnicy.
                • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 16:53
                  Toteż napisałam, że jeśli ktoś chce wizytować uczelnie swoich dzieci i dokonywać tam formalnych akceptacji ich wyborów (nie całkiem suwerennych, gdyż uwarunkowanych podpisem rodzica) - ok, jego gust.
                  Osobiście wolę mieć jasną sytuację prawną, i wolę aby moje dziecko było o rok dojrzalsze przy wyborze kierunku studiów i żeby samo za ten wybór odpowiadało, niż żeby rozmywać odpowiedzialność za wybór studiów, ew. kredyt itd. pomiędzy rodziców a studentów i gmatwać sprawy. Nie lubię bez potrzeby chodzić po urzędach, bankach itd. Ale powiadam - co kto lubi.
                  • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 17:09
                    Ale to jest kwestia tylko 3 miesięcy, dziecko czy ma 18 czy 19 lat samo powinno podejmować decyzje o studiach. W sprawie wyboru liceum bedziesz narzucała swoją wole, bo jest niepełnoletnie?
                    Jesli w LO bedzie chciało wyjechać na jakis program międzynarodowy czy nawet do szkoły wojskowej w innym miescie tez bedzie problem z podpisaniem papierów?
                    Rozne argumenty juz padały przeciwko posyłaniu 6 letnich dzieci do szkol, ale te wydają mi sie z tych mocno wydumanych (niewielka czesc rocznika plus konieczność wyjazdu plus problem rodzica z poświęceniem jednego czy dwoch dni na ewentualne formalności).
                    • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 18:59
                      A mnie się wydaje, że jest to właśnie argument bardzo grubego kalibru, bo dotyka kwestii braku przestrzegania prawa o równym dostępie do edukacji.
                      Reforma "sześciolatków" dzieli młodzież z jednego szkolnego rocznika na część posiadającą wszelkie swobody w dostępie do edukacji i spraw z nią związanych (pełnoletni, sami decydują o kierunku, kredycie itd.) i na część nie posiadającą takich praw, całkowicie zależną w tych względach od dobrej woli rodziców.
                      Nie wydaje mi się, by służyło ładowi prawnemu wprowadzanie reform, przez które jeden kolega z tej samej klasy będzie miał pełen dostęp do wszelkich form nauki/studiów, a drugi nie będzie posiadał żadnych praw i we wszystkim będzie zależał od dobrej woli innych - bo niepełnoletni.
                      Hipotetyczna sytuacja:
                      Janek ze stycznia i Franek z grudnia są utalentowani plastycznie, mieszkają w Pcimiu i chcą studiować grafikę w jednej z prywatnych uczelni w Warszawie. Obaj mają prostych rodziców o niskich dochodach. Wszyscy ci rodzice uważają grafikę za beznadziejne studia a pomysł z wyjazdem do Warszawy za fanaberię. Janek ma to w nosie: w lipcu jest pełnoletni, składa dokumenty, zawiera umowę o pracę i wynajem mieszkania, bierze kredyt, od października studiuje i pracuje, realizuje swoje marzenia, nie frustruje się, nie traci czasu.
                      Franek zwraca się o akceptację podobnych planów do rodziców, którzy wymownie pukają się w czoło i odmawiają współpracy. Zostaje na kolejny rok w Pcimiu, zaliczając rok bezrobocia, kłótni domowych, frustracji i poczucia krzywdy, że przez niesprawiedliwe przepisy traci czas.

                      W państwie prawa nie powinno być takich sytuacji, a prawo, które je wywołuje, jest złe.
                      W polskim cyklu edukacji do szkoły powinny iść dzieci, które rzeczywiście mają ukończone 6 lat. Wtedy nie byłoby na etapie studiów dyskryminacji dzieci posłanych do szkoły w wieku lat 5. nie może co czwarty dzieciak z klasy być poszkodowany pod względem praw w dostępie do edukacji po maturze.
                      • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:30
                        W owej, jak słusznie zauważyłas, absolutnie hipotetycznej sytuacji, Franek moze zwrócić sie do sadu.
                        Tacy Frankowie od zawsze byli w szkołach, bo w każdej lub prawie każdej klasie, były dzieci "przyspieszone", co kiedys było powodem do dumy, a teraz okazuje sie byc trauma dla 6 latków, a zwłaszcza ich rodzicow.
                        • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:35
                          Ale przeciwko komu do sądu?
                          Przeciwko rodzicom, którzy działają zgodnie z prawem, czy przeciwko państwu o dyskryminację?
                          To drugie - jak najbardziej sensowne.
                          • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:40
                            Nie wszystkie sprawy w sadzie sa przeciwko komus.
                            W pewnych sytuacjach sad, głównie rodzinny, moze ograniczać władze rodzicow, decydować o dobru dziecka, nakładać na rodzicow obowiązki sprzeczne z ich wola.
                            • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:54
                              I myślisz, że gdy Franek zwróci się do sądu rodzinnego, ten będzie w stanie nakazać jego rodzicom wzięcie kredytu na jego studia lub podżyrowanie mu kredytu? Sąd może zmusić ludzi do zaciągania pożyczek?... No to może kurator mu zaciągnie ten kredyt?...
                              Jakoś nie wiem, jak w praktyce miałoby wyglądać wyegzekwowanie przez Franka prawa do wszystkiego tego, co ma pełnoletni Janek.
                              O, może Franek wystąpić o wcześniejsze dojście do pełnoletności. Ale za co jest karany koniecznością brania udziału w korowodach sądowych?... Za głupotę i krótkowzroczność polityków - reformatorów edukacji?
                              Nadal twierdzę, że ta reforma jest źle pomyślana.
                              • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 20:02
                                Jesli rodzice Franka beda tacy, jakimi ich rysujesz, to na mocy władzy rodzicielskiej, nakaza mu nauke w szkole zawodowej, pare lat wczesniej. Cos ty sie tak uwziela tego kredytu? Ile osob mających otwarty konflikt z rodzicami, urodzonych po 1.10. podejmuje studia i w dodatku wymaga wsparcia kredytem studenckim. Myślisz, ze te trzy miesiące sa w stanie przesadzić o życiu człowieka?
                                • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 20:09
                                  Chodzi o zasadę: Nie można tworzyć prawa, które dyskryminuje część osób, choćby to była i znikoma część.
                                  Czy zgodzilibyśmy się na istnienie prawa, które zabrania w wzięcia jakiegoś kredytu lub decydowania o pewnych swoich podstawowych sprawach osobom o zrośniętych brwiach? Osób takich jest stosunkowo mało - czy to oznacza, że można je jakkolwiek dyskryminować prawnie?
                                  • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 20:17
                                    Jesli juz to nie dyskryminuje, a wymaga dodatkowych formalności.
                                    Mozna ustanawiać prawo, ktore samotnym matkom nie pozwala na IV, mozna takie , ktore niektórym obywatelom pozwala na bezkarne poruszanie sie z zagrażającą życiu prędkością, mozna takie, ktore nie pozwala partnerom zawrzeć czegoś na kształt małżeństwa, a tego nie mozna? Troche konsekwecji.
                                    • hugu Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 05:52
                                      No to ja właśnie z tych, którzy chcą równości wobec prawa w postaci: ślubów (cywilnych, klasycznych) dla osób homoseksualnych, IV dla samotnych kobiet, możliwości adopcji dla par homoseksualnych itd. Ja z tych, co uważają, że jakaś cecha osobnicza niezwiązana z możliwością wywiązania się z danych zobowiązań nie może przesądzać o niedopuszczeniu do podjęcia tych zobowiązań (np. para gejów może dobrze wychować dziecko, podobnie jak samotna matka, lesbijki mogą stworzyć udane małżeństwo, itd. ). Ale to już bardzo od tematu.
                                      Inna uwaga "od tematu": Niechęci do reformy sześciolatkowej z automatu przypisuje się prawicowy kontekst. U mnie takowy nie występuje. Z czysto logicznego, matematycznego punktu widzenia krytykuję sposób przeprowadzenia reformy i uważam, że najgorzej na niej wychodzi rocznik 2009, toteż przesuwam moje dziecko do znacznie bardziej przyjaznego rocznika 2010.
                                      • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 08:58
                                        Tylko, jesli Twoje dziecko, rozwija sie choćby w przeciętnym tempie, to niestety jest spora szansa, ze w najlepszym przypadku bedzie na lekcjach przysypiac, w gorszym łazić po sali i rozrabiać.
                                        Nie bardzo wyobrazam sobie np. swoją córkę, ktora musiałaby siedzieć nad obecnym podręcznikiem klasy 1 w wieku wiecej niz 6 lat.

                                        Rocznik 2009 wychodzi moze najgorzej, bo kiedys komus zabrakło stanowczosci. Jesli przez te wszystkie lata szlyby do szkoły konsekwentnie kolejne miesiące dzieci, bezboleśnie doprowadzonoby reformę do końca.


                                • przeciwcialo Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 18:00
                                  W Polsce niewielki chyba procent studentów studiuje na kredyt.
                        • arwena_11 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 09:29
                          tylko, że najczęściej do szkoły szły 6 latki z pierwszych 3 miesięcy roku, czyli niewiele młodsze od 7 latków z grudnia, i one idac na studia były pełnoletnie.

                          Nie znam nikogo kto poszedł jako 6 latek, a urodził się w drugiej połowie roku.
              • przeciwcialo Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 17:56
                W osiemnastym roku życia to juz sporo mozna.
    • attiya Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 08:51
      jedna szkoła dobrze przygotowana, 10 już nie
      jeden nauczyciel wychodzi z siebie,żeby 6 latkom nieba przychylić, 10 olewa to i nie wychodzi krok poza program
      a ty poszłaś do szkoły mając 6 czy 7 lat
      tak nota bene jak czytam te wszystkie wątki, to okazuje się, że te 30-40 lat temu, to wszyscy szli do szkoły mając 6 lat, tylko, że w mojej szkole nie było ani jednego 6 latka w pierwszych klasach
      • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:02
        a te wyliczenia to z jakiego źródła?
        ja poszłam do szkoły jako 7 latka....były normalne stopnie a stara podstawa programowa zakładała mnożenie dzielenie już w pierwszej klasie. nikt się z nami nie patyczkował.
        aktualnie 7-8 latek w pierwszej klasie sp uczy się dodawać i odejmować w zakresie 20 (sic!). naprawdę nie widzisz różnicy. "wyzwania intelektualne" takiego dziecka są na poziomie przeciętnego 5 latka.
        • scher Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:08
          saszanasza napisała:

          > "wyzwania intelektualne" takiego dziecka są na poziomie przeciętnego 5 latka.

          I co z tego? W tym wieku najważniejszy jest rozwój emocjonalny i fizyczny (dużo ruchu na świeżym powietrzu).
          • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:22
            Dla dziecka ważny jest harmonijny rozwoj we wszystkich sferach.
            Rozwoj emocjonalny i fizyczny sa wlasnie zaniedbywane przez rodzicow dzieci duzo wczesniej niz przed osiągnięciem wieku szkolnego, a jak przychodzi co do czego, to nagle opóźnienie w tych sferach staje sie podstawa do odroczenia dziecka.
            A wlasnie te deficyty duzo trudniej nadrobić niz zaniedbania edukacyjne.

            Jesli szkola nie jest miejscem, gdzie dziecko czegoś sie uczy, czesto staje sie miejscem nielubianym.
          • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:43
            scher napisał:

            > saszanasza napisała:
            >
            > > "wyzwania intelektualne" takiego dziecka są na poziomie przeciętnego 5 la
            > tka.
            >
            > I co z tego? W tym wieku najważniejszy jest rozwój emocjonalny i fizyczny (dużo
            > ruchu na świeżym powietrzu).

            ale czy pierwsza klasa ogranicza ten rozwój? dziecko się nie socjalizuje, nie bawi? w szkołach dzieci również wychodzą na dwór, najczęściej po lekcjach, które trwają tyle samo (sic!) co podstawa programowa realizowana w przedszkolu.
            może trudno w to uwierzyć, ale większą część stricte zajęć dzieci przeczkolne również spędzają przy stoliczkach w pozycji siedzącej: koloruję, wycinają, piszą w ćwiczeniach dokładnie tak samo, jak pierwszaki.

            O przedszkolach możnaby napisać również wiele złego: nie w każdym przedszkolu dzieci wychodzą na dwór codziennie, zwłaszcza te, które realizują w nim jedynie podstawę programową, nie w każdym przedszkolu jest tak kolorowo, jak podaje się w porównaniach. Wystarczy wejść na formu młodsze dzieci: mnóstwo jest rodziców niezadowolonych z opieki na dziećmi lub też reakcji nauczycielek w konkretnych przypadkach, tyle tylko że większość nie pamięta, jak narzekała na przedszkola...teraz raptem przedszkola zrobiły się "cudowne"uncertain
            >
            • agni71 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 10:20
              nie w każdym przedszkolu d
              > zieci wychodzą na dwór codziennie, zwłaszcza te, które realizują w nim jedynie
              > podstawę programową

              o to to

              u mnie fajne przedszkole, ładny plac zabaw, a jesienia i zima wyjścia były sporadyczne

              w szkole wychodzą ze świetlica dużo częściej

              Być może w międzyczasie coś się zmieniło, bo moje najmłodsze idzie już do IV klasy

              I potwierdzam, ze na Małym dziecku zawsze było dużo biadolenia, że dzieci nie wychodzą na dwór
    • asia_i_p Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 09:51
      Ja swoje dziecko wysłałam jako sześciolatkę, ale nie rzucałabym się na rodziców odraczających dzieci.
      Reforma była przeprowadzana trochę na wariata, zamiast najpierw ludzi zjednać, a potem reformować, najpierw wprowadzono trochę na siłę, a potem się wycofano (podstawowy błąd, moim zdaniem). Więc ludzie są zagubieni.

      No i trochę chyba ma znaczenie myślenie oparte na konkurencji, rywalizacji, typowe dla polskiej szkoły. Każdy chce, żeby jego dziecko było jak najlepsze i żeby mu było jak najłatwiej - i tu się trochę czuję jak freak, bo u nas jedną z najważniejszych przyczyn wysłania córki w wieku sześciu lat było, żeby jej nie było za łatwo. Obydwoje pamiętaliśmy z własnego doświadczenia szkolnego jechanie na umiejętnościach sprzed szkoły przez kilka pierwszych lat, potem na zdolnościach i opinii, a potem wielki szok, kiedy nagle trzeba było pracować, a nigdy się tego wcześniej nie robiło. U mnie to było mniej drastyczne, u męża bardzo.
      • gulcia77 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 11:04
        asia_i_p napisała:
        Obydwoje pamiętaliśmy z własnego doświadczenia szkolnego jechanie
        > na umiejętnościach sprzed szkoły przez kilka pierwszych lat, potem na zdolności
        > ach i opinii, a potem wielki szok, kiedy nagle trzeba było pracować, a nigdy si
        > ę tego wcześniej nie robiło. U mnie to było mniej drastyczne, u męża bardzo.
        Coś w tym jest big_grin Przyznaję, że ja się UCZYĆ nauczyłam na studiach. Wcześniej, do końca technikum, wystarczała mi w zupełności fenomenalna pamięć i wiedza pozaszkolna smile
    • magdalenka79k Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 16:31
      Myślę że z tym postem... jak ... łysy o beton... Przedszkola nie są przepełnione bo mogą przyjąć określoną liczbę dzieci nie znam tez żadnego zmianowego przedszkola. Szkoły za to są przepełnione: u nas jest po 7-9 klas w roczniku w przedziale klas 1-3, dzieci uczą sie na zmiany przy czym pierwsza zaczyna sie o 7:30, dzieci mają wydzielone piętro ale na tym piętrze nie ma ubikacji muszą zejść piętro niżej gdzie są klasy 4-6, przejść korytarzem kawał, prosto, potem skręcić w prawo a za pokojem nauczylskim w lewo - fantazja zwłaszcza dla 6 latka z małym pęcherzem !! Szkoły do tego stopnia pękają w szwach, że zerówka została przeniesiona do pobliskiej salki przy kościele, a w innej szkole w moim mieście do biblioteki publicznej. Naprawdę gratuluje i zazdroszczę ci świetnie przygotowanej szkoły ale wiesz już jedna taka w historii była co jak ludzie nie mieli chleba to kazała im jeść ciastka jakoś mi się to tak z Tobą kojarzy...
      P.S nie odraczałam jeszcze żadnego dziecka ze starszym miałam wybór a młodszy(5 lat) idzie dopiero do zerówki przedszkolnej na szczęście, dlatego zajęcia będzie miał w cywilizowanych warunkach a nie jakiejś salce, i codziennie kilka godzin na świetnie wyposażonym dużym placu zabaw...
    • rycerzowa Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:19
      Słuchajcie, ale przecież kwestia "sześciolatki do szkół" i "matura w wieku 18 lat" to klasyczny przykład idei WRACA NOWE.
      Przecież kiedyś szkoła podstawowa była 7-klasowa, maturę zdawało się w roku, w którym kończyło się 18 lat.
      Ci, którzy szli do szkoły rok wcześniej (w każdej klasie byli tacy), mieli wtedy 17 lat.
      I oni też szli na studia.

      Osobiście wyjechałam na studia jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia.
      Nie przypominam sobie, by moi rodzice musieli w związku z tym cokolwiek załatwiać.

      Sześciolatki były w szkole co najmniej od 1976 roku, gdy poszły do obowiązkowej zerówki znajome dzieci. Uczyły się czytać i pisać z bardzo kolorowej książki "Mam 6 lat".

      Więc o co ta cała awantura?

      PS. Słabo, ale pamiętam dyskusję pt. dorośli w szkole, czyli pełnoletnia młodzież w ostatniej klasie liceum. Wszystkim wydawało się to strasznie głupie.
      • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:32
        Przywołujesz czasy, w których większość spraw odbywała się "pod stołem", "na gębę" i z abstrahowaniem od obowiązującego prawa (a kto by tam przestrzegał durnych komunistycznych wymysłów!), a tu, niestety-stety, mamy czasy zupełnie inne, gdzie na wszystko trzeba mieć kwity, paragraf, potwierdzenia i uprawomocnienia. To, co działało z powodzeniem w roku 1976 w PRL nie przejdzie bez bólu w zbiurokratyzowanej RP lat 20 XXI wieku, gdzie nawet ogórek czy banan muszą mieć przepisowy kształt a każda krowa na polu - legitymować się odpowiednim identyfikatorem... wink
        To, jak kiedyś wyglądało wychowywanie dzieci, młodzieży ("wolny wybieg" pełen niebezpieczeństw ale i wdzięku) dziś podległoby wielu paragrafom, penalizacjom i licho wie, czemu. Każda czasy są inne. W czasach i okolicznościach wręcz przeregulowań prawnych niepełnoletniość studenta będzie sporym kłopotem.
        • rycerzowa Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 19:49
          Zaraz zaraz, co pod stołem?
          "Durnego komunistycznego prawa" trzeba było jednak przestrzegać, i wszystkie sześciolatki pomaszerowały do szkół. Oczywiście te, które nie chodziły do przedszkola.

          Czy jest gdzieś napisane, że studia są dla osób pełnoletnich?
          Jedyny problem, jaki pamiętam, to fakt, że musiałam wyrobić sobie tzw. tymczasowe zaświadczenie tożsamości, zamiast prawdziwego dowodu osobistego.
          Obecnie każde dziecko może mieć dowód osobisty, więc nawet ten problem odpada.

          Zresztą obecnie też na studia przyjmowane są osoby niepełnoletnie, i wcale nie o geniuszy chodzi.
          Na roku z córką byłą dziewczyna 17-letnia. Poszła do szkoły rok wcześniej, potem wyjechała za granicę, gdzie przesunięto ją o klasę wyżej. Po powrocie do Polski zdała wiec maturę w wieku 17 lat.
          • hugu Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 20:03
            Sześciolatki pomaszerowały, niejednokrotnie 3 kilometry przez las w parze z siedmioletnim bratem - pierwszoklasistą, bez nadzoru dorosłych - i nikt nie nasyłał na rodziców z tego powodu opieki społecznej itp. służb. Takie to były czasy. Niech tam i teraz chodzą sobie do szkół te sześciolatki, których rodzice chcą i są gotowi na wszelkie konsekwencje.
            Ja tam np. imaginuję sobie wysłać dziecko na studia zagraniczne i wolę, by wyjeżdżało na nie pełnoletnie i nieco dojrzalsze.
            • mamma_2012 Re: A propos 6 latków.... 22.08.15, 20:12
              Moze nic sobie nie imaginuj, a poczekaj na to czego bedzie chciało dziecko.
              Nie ma to jak projekcje mamy niemowlaka odnośnie ścieżki edukacji w wieku nastu latbig_grin
              Moze zamiast studiów po skończeniu gimnazjum zapragnie uczyc sie kowalstwa artystycznego albo w LO spotka miłość zycia, ktorej zafunduje dzidziusia (lub zafundują jej jesli to dziewczynka) i ostatnia rzeczą, ktorej bedzie to dziecko chciało (czy nawet miało mozliwosc fizyczna czy intelektualna, bo moze nie da rady) beda wymarzone przez mamę zagraniczne studia.
              Pod takie przypadki trudno ustanawiać prawo w kraju, gdzie sa miliony dzieci.
              • hugu Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 05:41
                Imaginować sobie zawsze można, tworzyć ścisłe plany - lepiej nie.
                Tak samo miło jest mieć trochę luzu w kwestii wszelkich decyzji. Np. ten rok w przód, w tył, w kwestii posłania dziecka do szkoły... Nic strasznego nikomu by się od tego nie stało - ani dzieciom, ani szkołom. Przez sześć lat tak było i wszystko działa. Działałoby nadal.
                Moim zdaniem, PO nie powinna tak się upierać przy odbieraniu tego drobnego w gruncie rzeczy wyboru, bo naprawdę narobili sobie wrogów sprawą nie wartą aż takich strat wizerunkowych.
                • mama303 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 15:45
                  hugu napisała:


                  > Moim zdaniem, PO nie powinna tak się upierać przy odbieraniu tego drobnego w gr
                  > uncie rzeczy wyboru, bo naprawdę narobili sobie wrogów sprawą nie wartą aż taki
                  > ch strat wizerunkowych.

                  alez oni nie moga sie wycofać. Machina poszła w ruch, pierwsze dzieci sześcioletnie reformy skończyły podstawówkę i poszły do gimnazjum. Duda nie zastanawia sie nad konsekwencjami swojego durnego referendum.
            • landora Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 12:12
              I najstarsze ze swojego zagranicznego roku tongue_out
              Trzymanie osób powyżej 18 roku życia w szkołach średnich to kompletna paranoja.
            • mama303 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 15:41
              hugu napisała:

              > Sześciolatki pomaszerowały, niejednokrotnie 3 kilometry przez las w parze z sie
              > dmioletnim bratem - pierwszoklasistą, bez nadzoru dorosłych - i nikt nie nasyła
              > ł na rodziców z tego powodu opieki społecznej itp. służb. Takie to były czasy.

              a teraz rodzice wożą d...ska dzieciom do pełnoletniości i kontrolują każdy ruch w Librusie. Czasy sie zmieniają ale co to ma do rzeczy jesli chodzi o szesciolatki w szkole to ja nie bardzo rozumiem.
              > Ja tam np. imaginuję sobie wysłać dziecko na studia zagraniczne i wolę, by wyje
              > żdżało na nie pełnoletnie i nieco dojrzalsze.
              Lepiej żebyś pozwoliła dziecku samemu zaplanowac sobie swoją przyszłość! To jest szkoldliwe co robisz.
          • niennte Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 10:02
            Poszłam do szkoły jako sześciolatek (dokładnie 6,5), ukończyłam siedmioklasową szkołę podstawową. Następny rocznik objęła reforma. Za mną szedł "pusty" rok - czyli to, czego tak bardzo obawia się dzisiejszy MEN. Problem miały dzieci drugoroczne, tzn. wszyscy starali się przepchnąć każdego matołka, bo inaczej w liceum musiałby wylądować na bruku lub w szkole dla pracujących. No ale jakoś dało radę.
            Skończyłam liceum, zdałam maturę i dostałam się na studia mając 17,5 roku. Legitymacja studencka wystarczała mi do czasu wyrobienia sobie dowodu osobistego po paru miesiącach. Wszyscy traktowali mnie jak osobę dorosłą.
            Ja przez całe życie cieszyłam się, że "uciekłam reformie", traktując swój przypadek jako wcześniejszą możliwość usamodzielnienia, a nie rozpacz nad "utratą dzieciństwa".
            • arwena_11 Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 10:23
              Miałaś 6,5 roku, czyli tyle co idące standardowo 7 latki z końca grudnia. Mój syn idąc do 1 klasy mial 6 lat i 9 miesięcy. I też dał radę
              Gdybyś miała 5,5 roku czyli tyle co niektórzy obecni 1 klasiści można by dyskutować.
              Mój syn do zerówki ( sprzed reformy ) poszedł mając 5 lat i 9 miesięcy, bo jest z listopada, w klasie były dzieci jeszcze młodsze od niego. Zerówkę przeszedł śpiewająco jeśli chodzi o naukę, ale on poszedł do szkoły umiejąc czytać. Tyle że emocjonalnie do pierwszej klasy by nie nadawał się. Po zerówce miałam propozycje przesunięcia go do klasy 2, bo program miał opanowany w 100%, ale się nie zgodziłam. Emocjonalnie z dziećmi o prawie dwa lata starszymi nie dałby rady.
              Córka rocznik 2002 poszła do zerówki jako 6 latka i jej ten rok też był potrzebny.
              • niennte Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 10:42
                Rocznikowo byłam młodsza (mój rocznik właśnie potem objęła reforma) i w klasie też zawsze byłam najmłodsza.
                Naprawdę, nie rozumiem tych lęków i obaw, no chyba że miałabym dziecko urodzone w ostatnim kwartale rocznika (wtedy może starałabym się o odroczenie). Siedziałam w ławce z koleżanką, która rocznikowo była starsza o dwa lata, a realnie o rok i cztery tygodnie, bo ona była z grudnia, a ja ze stycznia.
                Chcę powiedzieć, że nigdy jakoś w klasie nie wychodziły różnice - że ten starszy o parę miesięcy, ten młodszy. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, zależy to zarówno od wrodzonych zdolności jak wychowania w domu rodzinnym. Opanowywanie umiejętności szkolnych w małym stopniu zależy od różnic wiekowych, o wiele więcej od ww.
                No ale współczesne matki są nieco inne. Dawniej dumą było wcześniejsze usamodzielnienie dziecka, teraz to płacz, że odbieranie dzieciństwa. Moja córka też się martwi, że powinna wnuczkę wysłać za rok do szkoły, bo co to będzie...
    • ziarenko-piasku Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 08:41
      saszanasza napisała:

      > Naprawdę chcecie by Wasze dzieci spędzały rok w ciasnych przedszkolnych salach,
      > razem z młodszymi dziećmi, zamiast mieć komfort nauki w przygotowanych klasach
      > pierwszych?

      Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś, bo chyba cos ci się pomerdało big_grin
      Jest dokładnie na odwrót, no chyba, ze twoja szkoła jest z gumy smile
    • rycerzowa Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 13:02
      hugu napisała:

      > Sześciolatki pomaszerowały, niejednokrotnie 3 kilometry przez las w parze z sie
      > dmioletnim bratem - pierwszoklasistą, bez nadzoru dorosłych

      No to teraz zostaną podwiezione autem, jaki problem?


      > Ja tam np. imaginuję sobie wysłać dziecko na studia zagraniczne i wolę, by wyje
      > żdżało na nie pełnoletnie i nieco dojrzalsze.

      Popieram pomysł, ja też wysłałam. To znaczy - prostuję od razu - same wybrały sobie studia, same załatwiły, same pojechały.
      Ale do studiów, do życia w obcym środowisku, z daleka od swoich, potrzebna jest pewna twardość charakteru, odporność na przeciwności losu, i tym podobne cechy.
      Nie nabywa się ich automatycznie z wiekiem. Potrzebny jest trening.

      Jasne - nie należy dzieciaka wrzucać na głęboką wodę, ale trzeba uczyć wiary we własne siły, możliwości, uczyć pokonywania trudności.
      Nie służy temu odroczenie obowiązku szkolnego, ot tak, bez poważnych przyczyn.
      "Rówieśnicy poszli do szkoły, ja nie, logiczne więc, że jestem słabszy".
      Takie przekonanie w wieku 6 lat nie jest niczym dobrym, potrafi się ciągnąć za dzieciakiem lata.
    • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 23.08.15, 23:12
      Ja posłałam czerwcowego sześciolatka rok temu do szkoły, bo byłam niejako postawiona pod murem - następny rok miał być jeszcze gorszy, bardziej liczny. Trafiliśmy na dobrą szkołę, przygotowaną na sześciolatki. Dobrą nauczycielkę. W klasie 18 osób, każdy ma szafkę itp. Syn od razu zaadaptował się w kwestiach społecznych, orientacji itp. Szkołę bardzo polubił, czuł się taki dowartościowany, dorosły.
      I mimo wszystko wraz z upływem roku szkolnego coraz bardziej dochodziłam do wniosku, że ten wcześniejszy start był nieporozumieniem. Moje inteligentne i ciekawe świata dziecko (wg. nauczycielki szkolnej i nauczycieli z przedszkola) - nie było po prostu gotowe do przyjmowania wiedzy szkolnej. W kwestii codziennych priorytetów pisanie, czytanie i liczenie, było mniej ważne od zaginania kartki, kręcenia się na krześle, mazania po gumce. Tempo pracy było duże, syn nie umiał się skupić w szkole na lekcji, przychodził z nie wypełnionymi ćwiczeniami. W domu nadrabialiśmy + trzeba było odrobić pracę domową. To był jakiś koszmar.
      Syn zakończył 1 klasę z opinią na świadectwie, z której wynika, że sobie ze wszystkim super radzi. A ja mam wyrzuty sumienia, że przez to ciągłe zmuszanie do nauki syn stracił wewnętrzną motywację do pracy szkolnej już na samym starcie. Syn nabył przekonania, że jest głupi, bo musi tyle pracować i mu nie wychodzi (a nie wychodziło, bo bujał myślami w obłokach i wiedza przez niego przepływała jak neutrina przez materię).
      Z całą odpowiedzialnością mówię, że ten rok był dla syna zabieraniem dzieciństwa. Bardzo dużo czasu zajmowało odrabianie lekcji i wszyscy żyliśmy pod ciągłą presją i w stresie.
      Teraz syn ma skończone 7 lat i myśli oraz zachowuje się zupełnie inaczej niż 2 miesiące temu - wygląda na to, że właśnie przechodzi ten oczekiwany skok rozwojowy, po którym dzieci osiągają gotowość do przyjmowania wiedzy szkolnej. Ciekawe jak będzie w nadchodzącym roku, ale już się boję. "Myślenie głowowe" u syna funkcjonuje już nieźle, ale tak jak piszę, boję się, że motywacja do nauki już się nie pojawi.
      Rozmawiałam ze znajomą dentystką, której córka z kwietnia 2008 poszła do szkoły jeszcze bardziej przyjaznej niż syn. I też uważa, że nie było gotowości do nauki. To jej 3 córka, więc ma porównanie. Starsze szły do szkoły jako siedmiolatki.

      Myślę, że rodzicom wstyd jest powiedzieć, że ich dzieci nie są gotowe do NAUKI. Dlatego ściemniają o umywaleczkach, kibelkach i ciężkich plecakach. A prawda jest taka, że duża część sześciolatków po prostu jeszcze nie dojrzała do jakiejś usystematyzowanej wiedzy. Są na etapie zabawy a nie nauki. Zmuszane i pilnowane są w stanie jakąś wiedzę przyjąć, ale jest to ciężka praca dla dziecka i dla rodzica. Rok później ta sama wiedza wejdzie do głowy "sama" i będzie można osiągnąć szybsze tempo nauki mniejszym kosztem. Tak więc ośmiolatek ze starego systemu będzie wiedział tyle samo co ośmiolatek z nowego systemu, który poszedł do szkoły jako sześciolatek.
      Nie wątpię, że są dzieci gotowe do nauki wcześniej. Ja czytałam płynnie mając 6 lat, a dodawałam w myślach do 16 mając lat równo 4. Pewnie jakbym poszła do szkoły jako sześciolatka to i tak by mi było łatwo. Jednak wydaje mi się, że takich dzieci jak syn jest dużo, tylko ich rodzicom głupio się przyznać jak wiele z dzieckiem pracują.
      • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 08:34
        Dlaczego cisnęłaś dziecko tylko po to, żeby miało ładne świadectwo? Gdybyś mu odpuściła, dała więcej luzu, pogodziła się z tym, że na tle innych dzieci na razie będzie całkiem przeciętny lub nawet słaby, zgodnie z tym co piszesz, motywacja do nauki trwałaby nadal, nie żylibyście w stresie i żaden rok dzieciństwa nie zostałby dziecku zabrany.
        Jeśli ktoś poczynił szkody w psychice dziecka, to tylko ty.
        A teraz, do końca edukacji, wszystkie szkolne niepowodzenia i problemy będziesz zwalać na tę pierwszą klasę.
        • arwena_11 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 08:44
          no tak, z pewnością dla dziecka wiedza, że jest najslabszy, nie radzi sobie, będzie najlepsza. Jak się przyklei łatkę glupola, który odstaje od klasy to tak łatwo jej nie oderwiesz. Będzie się ciągnąć do końca szkołysad Takie są realia u nas.
          Nie dziwię się, że pracowała z dzieckiem, żeby nie odstawało od grupy. Przypuszczam, że nie o świadectwo chodziło a o brak zaległości.
          • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:17
            Ktoś w klasie musi być najlepszy, średni i najsłabszy. Takie życie. W młodszych klasach i tak problem jest dużo mniejszy, bo nie ma na świadectwie ocen, rankingu średnich, jest informacja dla rodziców.
            Jeśli poszedłby rok później może byłby lepszy na tle klasy, bo konkurowałby z młodszymi dziećmi. Jaki w tym sens? Może gdyby poszedł jako ośmiolatek czy jeszcze później byłby nawet najlepszy.
            Napisała, ze na świadectwie była informacja, że świetnie sobie ze wszystkim radzi. Wystarczyłoby popracować na informację, ze sobie radzi, z jednymi rzeczami lepiej, z innymi gorzej, ale radzi sobie. Zaległości by nie było, w następnym roku może nauka przychodziłaby mu łatwiej, a może poprostu to nie materiał na prymusa.
            Tylko to rodzicom strasznie trudno jest pogodzić się z tym, że ich dziecko nie we wszystkim jest takie świetne, jak zawsze myśleli. A jeśli już, to wina innych, którzy je zepsuli.
          • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:05
            odstawało od grupy. Przypusz
            > czam, że nie o świadectwo chodziło a o brak zaległości.

            a ja przypuszczam ze właśnie o świadectwo, bo skoro dziecko uczy się bardzo dobrze, oznacza, ze bez "ciśnięcia" uczyłoby się po prostu dobrze, ale według matki, za słabo.
            • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:17
              saszanasza napisała:

              > odstawało od grupy. Przypusz
              > > czam, że nie o świadectwo chodziło a o brak zaległości.
              >
              > a ja przypuszczam ze właśnie o świadectwo, bo skoro dziecko uczy się bardzo dob
              > rze, oznacza, ze bez "ciśnięcia" uczyłoby się po prostu dobrze, ale według matk
              > i, za słabo.

              według matki miałoby puste ćwiczenia i nie robiłoby nic, bo nie było tym kompletnie zainteresowane.
              • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:26
                Ale takie dzieci, których nauka nie interesuje, były w każdej klasie nawet, kiedy do szkoły szły siedmiolatki.
                W tym momencie dziecko nie ma braków, już jest gotowe do szkoły, nauka nie będzie mu zajmowała dużo czasu, ćwiczenia będą wypełnione i problemów nie będzie?
              • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:51
                według matki miałoby puste ćwiczenia i nie robiłoby nic, bo nie było tym kompletnie zainteresowane.

                Dokładnie, miałoby puste ćwiczenia i uważało siebie za głupka.
              • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:23
                Skoro nie zainteresowanene,to zostalo by na drugi rok,moze by wreszcie dotarlo ze ma sie uczyc.Od odroczenia stalo by sie nagle mniej glupie i leniwe?
              • saszanasza Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:33
                > według matki miałoby puste ćwiczenia i nie robiłoby nic, bo nie było tym komple
                > tnie zainteresowane

                Ale to nie jest problem dziecka 6 letniego. Gdybym ja nie kontrolowała swojego 13 latka, ten również by się nie uczył. Mało jest dzieci które naprawdę lubią się uczyć, nie trzeba ich do nauki zmuszać i to nie ma to nic wspólnego z ich wiekiem. Do pewnych rzeczy należy po prostu przywyknąć i je zaakceptować. Niestety dzieci trzeba nauczyć się uczyć, zwłaszcza na początku edukacji. Ja nie wymagam od dzieci by kochały naukę, nie zmuszę ich do czegoś czego nie odczuwają, natomiast wymagam od nich pewnego wysiłku intelektualnego na miarę ich możliwości.
                • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 16:17
                  saszanasza napisała:

                  > > według matki miałoby puste ćwiczenia i nie robiłoby nic, bo nie było tym
                  > komple
                  > > tnie zainteresowane
                  >
                  > Ale to nie jest problem dziecka 6 letniego. Gdybym ja nie kontrolowała swojego
                  > 13 latka, ten również by się nie uczył.

                  no więc o co Ci chodzi?
                • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 18:54
                  "Ale to nie jest problem dziecka 6 letniego. Gdybym ja nie kontrolowała swojego 13 latka, ten również by się nie uczył."

                  Tu nie chodzi o to, czy mam pilnować, czy nie, tylko ile jest do zrobienia i ile wysiłku trzeba włożyć, żeby osiągnąć efekt. Znajoma matka siedzi ze swoją córką po 3 godziny dziennie nad lekcjami i jest zadowolona, że córka poszła do szkoły jako 5,5 latka (nie moja szkoła). Przy czym córka na tle mojego syna jest oazą spokoju i skupienia, nie wygląda też na mało zdolną.

                  Ja gdybym poszła na zajęcia z języka włoskiego od razu na poziom A2, to pewnie dałabym sobie radę (włoskiego nie znam ani w ząb). Jednak pracy byłoby dużo, a początkowo wysiłek byłby niewspółmierny do efektu. W takiej sytuacji znajdują się sześciolatki, których nauczyciele są ambitni i wymagający.
                  • rycerzowa Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 19:24
                    Rulsanko, moim zdaniem problem twego syna nie polega na tym, że nie "dojrzał".
                    Przypuszczam, że gdyby poszedł do szkoły rok później, byłoby jeszcze gorzej.
                    Specyficzne zaburzenia koncentracji uwagi są charakterystyczne dla dzieci bardzo zdolnych, o szerokich horyzontach, dla których pisanie literek, dodawanie do 10 i czytanie infantylnych tekstów jest nudne jak flaki z olejem.
                    To tak jak granie gam dla dziecko uzdolnionego muzycznie, które od razu chce komponować.

                    Może właśnie ten rok pracy z dzieckiem był mu potrzebny, nauczył się uczyć, już wie, że trzeba "spłacić haracz nudzie".
                    Wierz mi, potem mogłoby być jeszcze trudniej wepchnąć go w ramy szkolnych obowiązków, bo by za bardzo poszedł do przodu z rozwojem ogólnym, z wiedzą pozaszkolną.
                    • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 19:46
                      Oby smile Mnie też wydaje się, że jest zdolny i mam nadzieję, że system go nie zniszczy.
                      Ostatnio sprzeczali się z kolegą, który twierdził, że ma lepszego nerfa, bo strzela przyssawkami. A mój, że to gorzej. A dlaczego? Bo pociski lecą wolniej, bo jest większy opór powietrza. I to mówi dziecko, które uczone, że dwunasta to południe i zapytane, czy dziesiąta jest przed czy po południu mówiło z miną pełną totalnej bezmyślności "eee... po południu?"
                      A jak się wykłóca inteligentnie i niestety na maksa wkurzająco. Potrafi 10 minut negocjować czy ma przeczytać 2 tytuły z gazety a nie trzy (w którym to czasie przeczytałby o wiele więcej)
                  • mama303 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 21:42
                    rulsanka napisała:

                    > W takiej sytuacji znajdują s
                    > ię sześciolatki, których nauczyciele są ambitni i wymagający.

                    dlatego takiego nauczyciela trzeba zastopować! Wiem co piszę bo moja córka trafiła do bardzo wymagającej nauczycielki z którą odbyłam szereg rozmów. Mam nawet satysfakcje, że po czasie przyznała mi rację smile
        • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:23
          Chyba Ci się coś pokręciło...
          Uważasz, że pilnowanie dziecka, by systematycznie odrabiał zadania domowe oraz nadrabiał braki szkolne w domu, jest ze szkodą dla niego !?
          W jaki sposób świadomość bycia słabszym na tle klasy ma zmotywować dziecko do nauki ?
          Już pomijam, że dzieciak motywacji ewidentnie nie miał od początku, więc nie może ona trwać NADAL.
          • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:42
            Na serio trzeba cisnac by dziecko bylo dobre ze wszystkiego?nie odrabiam z dzieckiem prac domowych,jak zrobi tak bedzie mial . Przynajmniej nauczycielka bedzie miala szanse wylapac z czym ma problem.
            • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:11
              jakoś nauczyciel nie wyłapał, że dziecko na lekcjach nie uzupełnia ćwiczeń.
              • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:53
                Nauczycielka miała taki styl pracy, że nie zmuszała dzieci do niczego i chyba też nawet nie powtarzała poleceń gdy ktoś poprosił. Syn nie raz mówił, że czegoś tam nie zrobił, bo nie wiedział co konkretnie trzeba zrobić.
                • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:26
                  Wszyscy wiedzieli tylko on nie.Trzeba mu bylo powiedziec,ze ma sluchac a nie bujac w oblokach.No trudno by miala zmuszac leniwcow.Ona jest od przekazywania wiedzy,a nie od stania z baten nad leniwcami.Wszyscy sa zli,tylko nie dziecko.
          • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 09:45
            Lekcje należy odrabiać, zaległości warto nadrabiać, ale do pewnego momentu. Autorka nie napisała, że musieli ciężko pracować, żeby dogonić klasę, a pracowali, żeby na świadectwie była informacja, że ze wszystkim sobie świetnie radzi. Nie da się zrobić tak, żeby wszyscy byli najlepsi, przecież to jakieś szaleństwo. Właśnie tak nakręca się wszystkie wyścigi, bo przecież nasze dziecko nie może być od kogoś słabsze, jakby jego losy zależały od tego czy literkę E zapamięta nie pózniej niż kolega z ławki i będzie kreślić najpiękniejsze szlaczki, nieważne jakim kosztem.
            Lepiej posłać dziecko rok później, wtedy słabsi będą inni, co z tego, że dużo młodsi.
            • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:13
              bluebellll napisał(a):

              > Autorka nie napisała, że musieli ciężko pracować, żeby dogonić klasę, a pracowali,
              > żeby na świadectwie była informacja, że ze wszystkim sobie świetnie radzi.

              gdzie to wyczytałaś ?
              • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:17
                "Syn zakończył 1 klasę z opinią na świadectwie, z której wynika, że sobie ze wszystkim super radzi."
                • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 16:19
                  bluebellll napisał(a):

                  > "Syn zakończył 1 klasę z opinią na świadectwie, z której wynika, że sobie ze ws
                  > zystkim super radzi."

                  i gdzie tu jest napisane, że matka pilnowała dziecko dla tejże opinii?
            • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:49
              Nie wiem, czy wiesz, że w pierwszych klasach są oceny opisowe? A rodzice nie dzielą się informacjami na temat swoich dzieci między sobą. Nie ma presji na bycie najlepszym. Jest presja na bycie na bieżąco z materiałem.
              U nas po prostu było duże tempo nauki, codziennie robili kilka stron w ćwiczeniach + jeszcze 2-3 kserówki do domu i coś do napisania w zeszycie. Zadań typu szlaczki, kolorowanie, nie było wcale. Pisanie, czytanie, liczenie. W zasadzie nigdy nie byliśmy z synem na bieżąco z materiałem, często robiliśmy tylko najważniejsze rzeczy a resztę odrabialiśmy np. w weekend.

              Ja nie wiem, czy syn był najsłabszy, czy średni, bo nie wiem, jakie opinie mieli inni. Najlepszy na pewno nie był. Nagrody na koniec nie dostał, choć większość klasy dostała. Być może za nadruchliwość i przeszkadzanie w lekcjach - choć zachowanie też ocenione dobrze. Z opinii wynika, że radził sobie ze wszystkim bardzo dobrze. Tyle wiem.
              Wiem, że wysiłek był nieproporcjonalny do efektu. Tzn. syn nauczył się tego, co było wymagane, ale zbyt dużo zajęło to pracy (mojej!) i nerwów wszystkich. Być może atutem jest to, że syn nauczy się pracować, uczyć. Ja byłam bardzo zdolna i nigdy nie musiałam systematycznie pracować, wszystko przychodziło mi samo. Też niedobrze, mam problem ze skupieniem się i pracą gdy nie jestem pod presją i nie mam wyraźnego ambitnego celu.
              U syna jest tak zerojedynkowo z nauką. Albo się nie skupia i nie umie. Albo wielkim wysiłkiem się skupi i nagle umie wszystko świetnie. Tak więc wykonaliśmy wysiłek i cel został osiągnięty. Cel, czyli nauczenie się materiału, a nie bycie lepszym czy gorszym.
              • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 11:10
                To dlaczego napisałaś, że dziewczynka, ktorej mama nie pilnowała miała opinię głupiej czy coś w ten deseń.
                Wbrew temu, co mówią mamy, całkiem spora część dzieci musi się uczyć, żeby mieć efekty. Program dla całej szkoły i wszystkich przedmiotów, chyba przynajmniej w teorii jest tak ułożony, żeby od jak największej części dzieci wymagał pracy, najlepsi nie muszą nic robić, a słabsi popracować więcej.
                Może właśnie przyzwyczajenie do pracy zaprocentuje w tym roku i kolejnych.
                • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 11:34
                  Program dla całej szkoły i wszystkich przedmiotów, chyba przynajmniej
                  > w teorii jest tak ułożony, żeby od jak największej części dzieci wymagał pracy,
                  > najlepsi nie muszą nic robić, a słabsi popracować więcej.


                  Uważam za niedopuszczalne zmuszanie dziecka sześcioletniego do nauki w domu trwającej więcej niż pół godziny dziennie.

                  > To dlaczego napisałaś, że dziewczynka, ktorej mama nie pilnowała miała opinię g
                  > łupiej czy coś w ten deseń.


                  Dziewczynka jest naprawdę bystra i inteligentna. Okropne opinie wynikały z tego, że miała pusty zeszyt i książkę.
                  • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:38
                    No, ale przecież zmuszałaś.
                    Jeśli dziecko sześcioletnie nie jest w stanie w tym czasie półgodzinnym opanować tego materiału co rówieśnicy, to co zrobić?
                    Miało w loterii genetycznej pecha albo może później nadrobi w stosunku do rówieśników (tak też bywa), ale jednak szkołę wypadałoby skończyć.
                    Przecież nie można hamować innych dzieci, żeby poczekały ucząc się w domu po 5 minut lub wcale.
                    • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 13:14
                      Inne dzieci wg. syna przychodziły do szkoły z wcześniej wypełnionymi ćwiczeniami, czego pani oficjalnie zakazywała. Zamiast pracować na lekcji gadali, a syn nie mógł się skupić i zrobić swoich zadań. Tak więc podejrzewam, że wszyscy od początku wpadli w jakiś obłęd szkolny i założę się, że w wakacje też pracowali. My w wakacje odpuściliśmy totalnie, wakacje są od odpoczywania.
                      Ja synowi nigdy nie dawałam gotowych odpowiedzi, tylko zmuszałam go do myślenia, pracy samodzielnej. Pewnie dlatego nie było łatwo, ale efekt był trwały i dawał podstawę do dalszej nauki. Podejrzewam, że wiele rodziców po prostu pomagało dzieciom na zasadzie mówienia im, co mają napisać. Dlatego być może trwało to krócej. Czy tak było w rzeczywistości, nie wiem. Natomiast opinia dentystki i kilku innych osób, które są po prostu szczere w ocenie swoich dzieci - świadczy o tym, że nauka sześciolatka to męka a efekt niewspółmierny.

                      "Miało w loterii genetycznej pecha albo może później nadrobi w stosunku do rówie
                      > śników (tak też bywa), ale jednak szkołę wypadałoby skończyć. "

                      To chyba ty miałaś pecha. Syn jest bardzo inteligentny wg. wychowawczyni i nawet pytała mnie skąd dziecko ma taką szeroką wiedzę ogólną i bogate słownictwo, wyróżnia się pod tym względem na tle klasy. Problemem jest to, że nie umie się skupić na zadaniach szkolnych a ponad to w klasie przeszkadza mu hałas i zamieszanie. Z całą pewnością nie tylko nadrobi ale i przegoni. Jako sześciolatek najwyraźniej nie był gotowy do nauki szkolnej, bo nie przeszedł odpowiedniego skoku rozwojowego.
                      • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 13:25
                        I z taka inteligencja musial tyle pracowac?wow
                        W Niemczech nikt nie uwaza nauki 6latkow jako meki.Pewnie wynik b dobrych genow.
                        • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:31
                          Bo wiadomo, że u was to sami ubermenschen są, rasa panów i tyle uncertain
                          A na serio, inny system edukacji, nie wiem, czego tam się u was uczą i jak. W liceum byłam na wymianie we Freiburgu i nasi rówieśnicy uczyli się rzeczy dla nas śmiesznie prostych i infantylnych. Macie niższy poziom?
                          • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 17:43
                            W Niemczech ucza sie tego samego co w Pl czytac i pisac.Dodawac i odejmowactongue_out
                      • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:10
                        Podsumujmy więc. Rodzice innych dzieci, jak jeden mąż wypełniali z dziećmi lub za dzieci ćwiczenia, czego nauczycielka nie wyłapywała, bo robili to magicznym tuszem, który trzeba aktywować w czarodziejski sposób. W wakacje, kiedy wy odpoczywacie, szykują się na kolejny rok oszustw.
                        I na lekcji te wszystkie dzieci, zaczynały rozmawiać i twoje dziecko nie miało szansy, rozwiązać zadań (tylko dlaczego w domu też zajmowało to sporo czasu)
                        Poza tym, moje osobiste szkolne doświadczenia, gdzie dzieci inteligenniejsze szły do szkoły rok wspcześniej, a słabsze się odraczało, przez tych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat się zdezaktualizowały, bo teraz to te inteligentne rozwijają się wolniej. I w związku z tym brak gotowości szkolnej w wieku, kiedy większość dzieci ją posiada, to kolejny argument na rzecz wybitnej inteligencji.
                        A pomyśleć, że po tym całym szumie i panice szkolnej zaczęłam czytać internetowe mądrości, bo wydawało mi się, że elementarz jest dobry dla dużo młodszych dzieci.
                        O rany, ze wszystkim trzeba jednak być na bieżąco. Chwila moment, a wszystko co wiedziałam o szkole, inteligencji i reszcie się zdezaktualizowało.
                        • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:22
                          "Poza tym, moje osobiste szkolne doświadczenia, gdzie dzieci inteligenniejsze szły do szkoły rok wspcześniej, a słabsze się odraczało, przez tych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat się zdezaktualizowały, bo teraz to te inteligentne rozwijają się wolniej. "

                          To nie tak. Dziecko może być gotowe do nauki w szkole niezależnie od inteligencji. Tzn. nie musi być bardzo zdolne, by być gotowe wcześniej i nie musi być mało zdolne by potrzebować odroczenia. Po prostu część średniaków rozwija się wcześniej, co nie znaczy lepiej. A część później, co nie znaczy gorzej. Rozwój jest skokowy, a skok rozwojowy w wieku 7 lat był dotychczas uznawany za etap, po którym większość dzieci jest gotowe do nauki. Owszem, są dzieci, które poradzą sobie wcześniej, a są dzieci, które powinny poczekać. To czy rzeczywiście ktoś jest inteligentny czy nie, widać na wyższych etapach edukacji.
                      • atena12345 rulsanka 24.08.15, 16:25
                        weź się nie tłumacz i się nie przejmuj tymi wpisami.
                        Nawet nie chce mi się już z tym dyskutować
                      • niennte Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 16:25
                        " Problemem jest to, że nie umie się skupić na zadaniach szkolnych a ponad to w klasie przeszkadza mu hałas i zamieszanie.

                        ADHD?
                        • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 18:35
                          Nie wiem, czy adhd, czy taki etap. Być może jest na granicy, ale nie wydaje mi się, żeby to było zaburzenie. Jak mu czytamy książki to słucha skupiony i ze zrozumieniem. Odpowiada mądrze na podchwytliwe, problemowe pytania. Nigdy nie męczyły go długie podróże (z wyjątkiem jak miał rok). W szkole na pewno przeszkadza mu hałas. Syn np. nie tańczył na balu karnawałowym, stał przy ścianie. A jak się dopytałam dlaczego, to okazało się, że było za głośno dla niego.
                          No ale to nie tłumaczy, dlaczego w domu się nie skupiał. Moim zdaniem kwestia niedojrzałości do nauki i minie.
                      • mama303 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 18:21
                        rulsanka napisała:

                        > Jako sześciolatek naj
                        > wyraźniej nie był gotowy do nauki szkolnej, bo nie przeszedł odpowiedniego skok
                        > u rozwojowego.

                        źle rozumiesz gotowość do rozpoczęcia edukacji. Mało jest dzieci, które sa bardzo pilne i ze śpiewem na ustach zasiadaja do lekcji w domu, mało jest tez dzieci które potrafia się długo skupic szczególnie jak cos jest mało interesujące. I to naprawde dotyczy jeszcze kilku dalszych lat, podobnie jest i w siedmio i osmiolatkiem. Jednoczesnie w tym wieku dziecko jest chłonne wiedzy, nowych wyzwań. Juz potem nigdy nie zdoła sie tak wiele nauczyć.
                        Mam w domu 12 latkę która do dziś ma problemy z koncentracją, ale to nie przeszkodziło jej dobrze zdać egzaminu szóstoklasisty, uzyskac wysoka średnia i dostac sie do dobrego gimnazjum.
                        Niepotrzebnie rodzice i nauczyciele cisna tak w tej klasie pierwszej! Dzieci maja przed soba jeszcze dwa lata po pierwszej klasie tzw. edukacji wczesnoszkolnej!!!! Luzu trochę, jak trzeba to i nauczyciela zastopować w zapędach i nadambicjach.
                        • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 18:44
                          źle rozumiesz gotowość do rozpoczęcia edukacji. Mało jest dzieci, które sa bardzo pilne i ze śpiewem na ustach zasiadaja do lekcji w domu, mało jest tez dzieci które potrafia się długo skupic szczególnie jak cos jest mało interesujące.

                          Ja rozumiem to jako chęć zgłębiania wiedzy abstrakcyjnej np. matematyki, oraz pewien porządek myślowy, umiejętność porządkowania i utrwalania wiedzy, poczucie celowości nauki. Nie mówię o pilności tylko w ogóle o gotowości do przyswajania wiedzy typu szkolnego.

                          Jednoczesnie w tym wieku dziecko jest chłonne wiedzy, nowych wyzwań. Juz potem nigdy nie zdoła sie tak wiele nauczyć.

                          Wg. nauczycielki mojego syna, syn ma ponadprzeciętną wiedzę ogólną, wyróżnia się bogactwem słownictwa na tle klasy. Jest ciekawy i chłonie informacje, szczególnie z dziedziny przyrody i fizyki. Natomiast do nauki pisania, czytania i liczenia - nie dojrzał i tyle. Na chwilę obecną wydaje mi się, że syn dogonił średniaków (może przegonił, nieważne). Natomiast ten rok był ciężką pracą i czy będzie to na plus czy na minus - wszystko się okaże w przyszłości.

                          Luzu trochę, jak trzeba to i nauczyciela zastopować w zapędach i nadambicjach.

                          Tylko to wymagałoby przyznania, że dziecko sobie nie radzi. I dlatego wszyscy siedzą cicho i pracują z dziećmi lub za dzieci.
                          • mama303 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 21:37
                            rulsanka napisała:

                            > Ja rozumiem to jako chęć zgłębiania wiedzy abstrakcyjnej np. matematyki, oraz p
                            > ewien porządek myślowy, umiejętność porządkowania i utrwalania wiedzy, poczucie
                            > celowości nauki. Nie mówię o pilności tylko w ogóle o gotowości do przyswajani
                            > a wiedzy typu szkolnego.

                            naprawdę jest niewiele dzieci w początkowych klasach podstawówki, które tak świadomie podchodzą do zgłębiania wiedzy i rozumieją celowość nauki. Naprawdę przesadzasz, dzieci w tym wieku chłoną jak gąbka nie bardzo zdając sobie z tego sprawę smile

                            > Wg. nauczycielki mojego syna, syn ma ponadprzeciętną wiedzę ogólną, wyróżnia si
                            > ę bogactwem słownictwa na tle klasy. Jest ciekawy i chłonie informacje, szczegó
                            > lnie z dziedziny przyrody i fizyki. Natomiast do nauki pisania, czytania i licz
                            > enia - nie dojrzał i tyle.

                            to jeśli jest taki ponadprzeciętny tym bardziej nie można mu odraczać nauki pisania i czytania chociaż nawet mu to słabiej idzie. Bo pisanie i czytanie jest niezbędnym narzędziem do tego, w czym jest dobry sama z siebie bez dużego wysiłku.
                            > Tylko to wymagałoby przyznania, że dziecko sobie nie radzi. I dlatego wszyscy s
                            > iedzą cicho i pracują z dziećmi lub za dzieci.
                            albo zmiany podejścia, dziecko w I klasie nie musi sobie doskonale ze wszystkim radzić. Ma czas!
              • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:29
                Czyli normalny tryb nauki byl i o dziwo inni nie dosc, ze nadazali to jeszcze nagrode zebrali.dziecko nadruchliwe nie wiedzialo co robic bo nie bylo zainteresowane,to wina tylko tego dziecka.Nie programu,nie pani.
                • arwena_11 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 13:12
                  edel, nie wiesz ile pracy musieli wykonać inni rodzice ze swoimi dziećmi, żeby były te nagrody.
                  Może pani podeszła za ambitnie? O ile się orientuję, to jak wszedł darmowy podręcznik to nie można dawać dzieciom dodatkowych materiałów?
                  • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:14
                    U nas był elementarz (4 książki) + ćwiczenia z serii lokomotywa (w sumie 8 książek) sponsorowane przez gminę. Do tego kserówki z różnymi ćwiczeniami, zeszyt, nauka piosenek i wierszy na różne akademie. Program był ciekawy tylko dużo.
                    Ogólnie wg. nauczycieli klasa zdolna, ale tempo nauki dużo wolniejsze niż w klasach siedmiolatków.
        • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:32
          > Dlaczego cisnęłaś dziecko tylko po to, żeby miało ładne świadectwo? Gdybyś mu o
          > dpuściła, dała więcej luzu, pogodziła się z tym, że na tle innych dzieci na raz
          > ie będzie całkiem przeciętny lub nawet słaby, zgodnie z tym co piszesz, motywac
          > ja do nauki trwałaby nadal, nie żylibyście w stresie i żaden rok dzieciństwa ni
          > e zostałby dziecku zabrany.
          > Jeśli ktoś poczynił szkody w psychice dziecka, to tylko ty.


          O świadectwie w ogóle nie myślałam. Po pierwszym miesiącu syn został wysłany na zajęcia wyrównawcze "bo sobie nie radzi". Ja uważałam, że kolejne zajęcia szkolne, na które musiałby przychodzić o 3 godziny lekcyjne wcześniej do szkoły i potem czekać w świetlicy w czasie okienka przed lekcjami jest złym pomysłem. Gdybym nie pracowała z nim w domu syn w ogóle niczego by się nie nauczył w szkole. Wiedza szkolna przepływała przez niego bez śladu, nie skupiał się nic a nic.

          Paradoksalnie to zmuszanie do nauki się opłaciło, bo jak syn się już czegoś nauczył, to miał ogromną satysfakcję, a ta umiejętność procentowała. Tak było z pisaniem, na początku napisanie O to był problem ogromny. A jak się raz postarał i zobaczył efekt, to później pisał pięknie i był za to chwalony. Podobnie z angielskim. Na początku zero skupienia, nic nie zapamiętywał. Ostatni sprawdzian napisał na 6 pomimo połowy nieobecności, bo choroba, pogrzeb. W ogóle wtedy nie wiedział, że jest sprawdzian. A jednak widocznie zapamiętał wszystko na lekcjach, na których był obecny.

          W naszej klasie jest dziewczynka, której mama wrzuciła na luz. Dziewczynka nie wypełniała ćwiczeń ani na lekcji ani w domu. Z relacji syna wynika, że była przez wszystkich uważana za głąba i lenia.

          Nie dało się wypośrodkować niestety. Albo trzeba było zmuszać do nauki i osiągnięcia jakichś efektów albo całkowicie odpuścić i potraktować ten rok jako stracony.
          • bluebellll Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 10:59
            Ale takich samych problemów doświadczał zapewne wcześniej.
            W zerówce i przedszkolu angielski wsiąkał w niego jak w gąbkę, a w szkole już nie?
            W zerówce jego szlaczki nie odbiegały od tych kreślonych przez rówieśników, a w szkole nie potrafił napisać O.
            W zerówce także sporo pracuje się w ćwiczeniach, więc też pewnie miał braki.
            Może zbyt zaufałaś wychowawczyniom w poprzednich latach, uspokajający ton, że standardowe u niektórych pań zapewnienia, że dobrze sobie radzi i jest inteligentne. Brak wglądu w ćwiczenia, brak rzetelnych informacji o dziecku i postępach, sprawiły, że nie poradził sobie w szkole. Może jeszcze na to nałożył się niższy poziom w przedszkola i zerówki, gdzie nie tak bardzo odstawał.
            Sama zobaczysz jak będzie w tym roku. Czy starszy o rok nie będzie miał tych problemów, co wcześniej.
            Moim zdaniem dzięki szkole wcześniej wyłapane zostały problemy i mogłaś coś z tym zrobić.
            • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 11:31
              Ale takich samych problemów doświadczał zapewne wcześniej.
              > W zerówce i przedszkolu angielski wsiąkał w niego jak w gąbkę, a w szkole już n
              > ie?


              Sorry, ale będąc lektorką angielskiego wiem, ile jest warta nauka angielskiego w przedszkolu. Nic nie jest warta, w związku z tym nie naciskałam bo niczemu to nie służy. To ma być tylko zabawa i osłuchanie. Dziecko przedszkolne nauczy się 20 słówek w ciągu roku i naprawdę nie warto się skupiać na tym, czy to zrobiło, czy nie. Za rok nauczy się 20 słówek w miesiąc a za 4 lata w jeden dzień.

              Może jeszcze na to nałożył się niższy poziom w przedszkola i zerówki, gdzie nie tak bardzo odstawał.

              Przedszkole nie ma mieć poziomu. Przedszkole ma wywierać wpływ ogólnorozwojowy, stymulujący ciekawość świata, kontakty społeczne. Mieliśmy dobre przedszkole, jednak bez niepotrzebnych ambicji. Zerówka przedszkolna. Były w niej siedmiolatki, pięciolatki i sześciolatki. Ćwiczenia wypełniał w normie wiekowej, nauczycielka podkreślała, że ma problemy ze skupieniem się. Ja o tym wiedziałam, że się nie skupia. Jednak w tym wieku ma prawo się nie skupiać.

              Moim zdaniem dzięki szkole wcześniej wyłapane zostały problemy i mogłaś coś z t
              > ym zrobić.


              Moim zdaniem to nie problemy tylko kwestia niedojrzałości szkolnej.
              • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:34
                I dziwnym trafem w domu umial sie skupic i wiedze przyswoic,a w szkole nie?
                • nihiru Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 13:28
                  Nie widzę w tym nic dziwnego - w szkole jest dużo bodźców, głośno, a w domu cisza i spokój.
                  • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:09
                    Dokładnie tak było. W szkole jest nadmiar bodźców. W domu też skupienie szło słabo, bujał myślami w obłokach. Ale w końcu udawało się mu skupić i wtedy już nauka szła sprawnie.
          • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 12:33
            aha czyli byly zajecia wyrownawcze tylko ty nie chcialas skorzystac.No oczywiscie ze by sie nie nauczyl w szkole skoro jasnie pani matka nie raczyla go na korki wyslac.
            • nihiru Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 13:27
              Nie rozumiem tego hejtu na Rulsankę. Z jej wypowiedzi wynika, że ma podobną sytuację do mojej.

              W przedszkolu syn był w normie - nie odstawał ale i nie błyszczał. Do tego jest bardzo rezolutny i świetnie się adaptuje, więc w ogóle nie planowałam go odraczać. W połowie zerówki zmieniła się nauczycielka i ta nowa pani powiedziała, że syn ma bardzo słabą koncentrację i słabą małą grafomotorykę i zaleciła terapię wczesnego wspomagania. Zorganizowałam mu taką terapię, w ramach której miał robione szczegółowe diagnozy. Okazało się że ma różne FIZJOLOGICZNE problemy, które przeszkadzają mu w koncentracji: a to przetwarzanie słuchowe nie takie jak powinno być, a to gałka oczna pracuje nieprawidłowo, a to jakieś zaburzenia IS - w sumie nic poważnego, za "moich" czasów nawet by tego nie zauważono, ale nie ma szans żeby syn w październiku zaczął czytanie.

              Oczywiście, że mogłabym z nim intensywnie pracować i puścić go do pierwszej klasy, ALE:
              intensywna praca musiałaby trwać kilka najbliższych lat, a nie tylko ten rok a ja i tak miałam problem ze poświęceniem 15 minut dziennie na ćwiczenie szlaczków.
              Do tego już się zaczął problem z kompleksami i niechęcią do nauki - nie chciałabym, żeby to się utrwaliło. Wolę żeby syn stracił ten jeden rok, niż żeby do samej matury szkołę i naukę uważał za dopust boży.

              Nie byłoby z tym wszystkim takiego wielkiego problemu, gdyby nie idiotyczne założenie polskiego systemu edukacyjnego, że wszystkie dzieci, w tym samym czasie powinny być na takim samym poziomie, to samo umieć i to samo robić. Założenie wygodne dla nauczycieli, ale szkodliwe zarówno dla wyjątkowo zdolnych dzieci i jak i tych "wolniejszych".
              A drugi problem, to sami nauczyciele. WSZYSCY nauczyciele jakich znam, negatywnie wypowiadają się o reformie i mówią że sześciolatki nie powinny jeszcze chodzić do szkoły. Tylko że żaden z nich nie zmienił swoich metod nauczania! Oni chcieliby uczyć sześciolatki tak, jak uczyli siedmiolatki, a że im nie wychodzi, to narzekają na dzieci, zamiast zmienić metody! I to uważam za największą wadę reformy - brak przeszkolenia u nauczycieli, a nie krzesełka i ubikacje!
              • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 13:49
                Twoje dziecko ma deficyty,przecietny 6latek nie ma deficytow.Myslisz ze jak pojdzie jako 7latek to deficyty znikna?nadal bedziesz musiala pracowac,ale nie bedziesz,bo nie masz 15 Minuten by dziecku pomóc w szlaczkach.I tu dochodzimy do jednej z mych obserwacji dzieci zaniedbane nie sa gotowe na szkole.
                • nihiru Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:15
                  Po pierwsze - te deficyty wyszły dopiero parę miesięcy temu. wcześniej wszyscy uważali go za doskonale mieszczące się normie dziecko.
                  I tak, myślę że te deficyty znikną, bo to nie jest kwestia choroby, tylko tego, że pewne mechanizmy wolniej się u niego rozwijają. Terapia ich rozwój przyspieszy. A międzyczasie trzeba zadbać o to, żeby syn nie nabawił się kompleksów i nie przyzwyczaił do tego, że jest mniej zdolny, a nauka to tylko ciężka i niewdzięczna harówka.

                  A po trzecie - mój syn nie jest zaniedbany (bardzo dziękuję, za tę jakże typową dla forum, pospieszną pseudo-diagnozę).
                  Owszem, mam problem z wygospodarowaniem 15 minut na szlaczki, bo pod nogami biega nam 1,5roczny berbeć, dla którego starszy brat to ósmy cud świata i wszystko co on robi jest bardzo ciekawe i godne zainteresowania. A starszy bardzo źle znosi, jak młodszy łazi mu po stole i maże po zeszytach. A mnie jest trudno jednocześnie pilnowac starszego i trzymać młodszego z dala od niego.
                • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 16:28
                  edelstein napisała:

                  > Myslisz ze jak poj
                  > dzie jako 7latek to deficyty znikna?nadal bedziesz musiala pracowac,ale nie bed
                  > ziesz,bo nie masz 15 Minuten by dziecku pomóc w szlaczkach.I tu dochodzimy do j
                  > ednej z mych obserwacji dzieci zaniedbane nie sa gotowe na szkole.

                  A Ty jak zwykle masz rozdwojenie jaźni co?
                  to w końcu pracować z dzieckiem, czy nie?
                  • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 17:46
                    Raczej ty Problem z roznica miedzy dzieckiem z deficytami i bez.Moj nie ma deficytow,robi zadania sam.
                    • atena12345 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 18:12
                      edelstein napisała:

                      > Moj nie ma defi
                      > cytow,robi zadania sam.

                      wiem. Zjada też dwa schabowe na obiad
                      • edelstein Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 20:00
                        No coz jak widac niektorzy maja dobre geny...
            • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:07
              Korki bez sensu, bo jemu w nauce nie służyła szkoła. Czemu miałoby służyć dołożenie mu kolejnej lekcji i to z dużym okienkiem przed kolejnymi lekcjami? Potrzebował ciszy i spokoju a nie dodatkowych zajęć.
              • nihiru Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:20
                Rulsanka - spróbuj zbadać mu przetwarzanie słuchowe. U mojego właśnie w tym zakresie wyszedł problem. przyczyną były prawdopodobnie częste katary w przedszkolu - ucho było zatkane i błona słuchowa nie wykształciła prawidłowych reakcji na niektóre dźwięki, przez co syn ma problemy z oddzieleniem dźwięków ważnych od nieważnych (więc jak dzieci w klasie rozmawiają, to on nie słyszy że pani coś tłumaczy). Terapia Johanssena zdaje się tutaj pomaga.
                • rulsanka Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 14:28
                  zobaczę jak będzie w tym roku, bo coś podejrzewam, że będzie znacząco lepiej. Syn bardzo dorósł przez wakacje, inaczej myśli i się zachowuje. W okresach skoków rozwojowych syn zachowuje się, jakby miał zaburzenia integracji sensorycznej. Ale gdy skok mija, mijają też moje podejrzenia. I tak to wszystko trwa.
                  • przepio Przygotowanie szkół 24.08.15, 14:59
                    Ktoś napisał,że szkoły przygotowane na sześciolatków to nie w Polsce. Mój mąż uczy w podstawówce- twierdzi,że szkoła stanęła na wysokości ( czy raczej urząd i dał pieniądze)- klasy dla najmłodszych są przygotowane, przypominają place zabaw. Dzieci oddzielone są od starszych.
                    Problem np w tym,że klasy młodsze nie są dzielone na grupy i do sali komputerowej, gdzie jest 10 stanowisk wchodzi 20 klasa.... Ale to nie wina szkoły, tylko wytycznych z góry.
                    W jego szkole zamiast dwóch będą trzy klasy pierwsze, za to zabrano im zerówkę i nikt nie wie dlaczego.
                    Natomiast jako nauczyciel twierdzi,że praca z sześciolatkami jest tragiczna w porównaniu z siedmiolatkami ( tam chyba są klasy dzielone na sześciolatków i siedmiolatków) Dzieci wystraszone na początku są bardzo, potrafią bardzo emocjonalnie reagować na jakieś błahe sytuacje, jak jakieś idzie do wc, to idzie cała klasa !!! - bo nauczyciel nie może zostawić dziecka bez opieki- to dla mnie jest niewyobrażalne. Tak więc pierwsze tygodnie klasy w zasadzie spędzają w łazience... Ale to też wina przepisów, a nie szkoły.
                    • przepio Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 15:00
                      20-osobowa klasa, miało być oczywiście.
                    • nihiru Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 15:08
                      > Natomiast jako nauczyciel twierdzi,że praca z sześciolatkami jest tragiczna w p
                      > orównaniu z siedmiolatkami ( tam chyba są klasy dzielone na sześciolatków i sie
                      > dmiolatków) Dzieci wystraszone na początku są bardzo, potrafią bardzo emocjonal
                      > nie reagować na jakieś błahe sytuacje, jak jakieś idzie do wc, to idzie cała kl
                      > asa !!! - bo nauczyciel nie może zostawić dziecka bez opieki- to dla mnie jest
                      > niewyobrażalne. Tak więc pierwsze tygodnie klasy w zasadzie spędzają w łazience
                      > ... Ale to też wina przepisów, a nie szkoły.

                      Wybacz, ale Twój mąż to doskonały przykład tego co napisałam wyżej - nauczyciele nie są nauczeni pracy z młodszymi dziećmi.
                      Cała klasa idzie razem do toalety? W życiu nie słyszałam o takim absurdzie!
                      • niennte Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 16:44
                        "Cała klasa idzie razem do toalety? W życiu nie słyszałam o takim absurdzie!"

                        W przedszkolu tak chodzą.
                        I co niby ma zrobić nauczyciel? Jednemu się chce siku, sam do WC nie trafi, bo ciamajda, a klasy zostawić nie wolno.
                        • edelstein Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 17:48
                          W przedszkolu specjalnym chyba.Jak zyje nie widzialam by cala grupa szla do toalety bo jedno chce sikubig_grin
                          • niennte Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 18:37
                            W prywatnym widziałam u wnuczki. Nie wiem, czy to dotyczy tylko najmłodszej grupy, czy wszystkich, ale szli gęsiego, trzymając dłonie na ramionach kolegi przed sobą, wszyscy się odsikiwali i wracali do sali. Na pewno u nich dziecko samo do toalety nie chodzi ani samodzielnie nie opuszcza sali.
                      • mama303 Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 18:26
                        nihiru napisała:

                        > Cała klasa idzie razem do toalety? W życiu nie słyszałam o takim absurdzie!

                        tez sie zdziwiłam, córka zawsze chodziła sama do toalety!
                    • rulsanka Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 16:03
                      Nasza klasa nie była wystraszona, wręcz przeciwnie. Wszyscy od razu poczuli się w szkole jak ryby w wodzie. Od pierwszego tygodnia korzystali samodzielnie ze sklepiku itp. Aż za dobrze, tzn. byli żywiołowi, ekspresyjni, trochę męczący dla nauczyciela. Szkoła zapewniała zabawę na dywanie i placu zabaw. Ogólnie super fajne dzieciaki. Natomiast tempo pracy wg. nauczycielki dużo wolniejsze od klas siedmiolatków, skupienie na zajęciach dużo gorsze niż u starszych dzieci.
                      • bluebellll Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 17:03
                        Czyli nauczycielka widziała, że ta klasa odstaje od starszej o rok i na tle tej znacznie słabszej klasy dziecko wypadało tak blado, że zostało odesłane na zajęcia wyrównawcze, a ty nadal uważasz, że nie ma problemu?
                        Dla mnie to kosmos, abstrakcja.
                        Jeśli okaże się, że jest słabszy od rówieśników odeślesz go do przedszkola, może nawet do czterolatków (bo mniej więcej na tym poziomie jest rządowy elementarz, jakoś tak 4-5 lat), żeby odnosił sukcesy czy oddasz do adopcji?
                        Czy nie da się kochać, tak zwyczajnie i po ludzku dziecka, ktore nie odnosi spektakularnych sukcesów?! Jest przeciętne, acz pewnie sympatyczne, a dla rdziców nawet bardzo sympatyczne.

                        • rulsanka Re: Przygotowanie szkół 24.08.15, 17:29
                          Dziecko było odsyłane na zajęcia wyrównawcze po 1 miesiącu i nie było jedyne. Nie chodziło na te zajęcia, a późniejsze opinie były już dobre i coraz lepsze. Nie było mowy o tym, że nie radzi sobie z materiałem, a jedynie z pracą w klasie na lekcji. Na sprawdzianach, gdy była cisza, radził sobie bardzo dobrze. Problem był, w tym, że syn powinien był iść do szkoły rok później. Ale nie było takiej możliwości, ponieważ następny rocznik przepełniony maksymalnie, a syn ogólnie dojrzały i ogarnięty. W szkole czuł się świetnie i czuł się taki dorosły, nie upupiony jak w przedszkolu.

                          "(bo mniej więcej na tym poziomie jest rządowy elementarz, jakoś tak 4-5 lat)"

                          Chyba coś ci się pomyliło... Tak czy inaczej u nas mało korzystali z elementarza, głównie z lokomotywy, bo w odróżnieniu od elementarza prezentowała jakiś spójny plan nauki.

                          "> Jeśli okaże się, że jest słabszy od rówieśników odeślesz go do przedszkola, moż
                          > e nawet do czterolatków, żeby odnosił sukcesy czy oddasz do adopcji?"

                          Witamy w ematkowym świecie absurdów. Z mojej strony EOT, chyba że napiszesz coś z sensem, a nie bardzo ci to wychodzi.

    • minor.revisions Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 15:03
      Brak możliwości rozwoju? Ktoś się jeszcze łudzi, że szkoła w obecnej formie zapewnia rozwój?
      • martinka74 Re: A propos 6 latków.... 24.08.15, 21:59
        Mnie też zaskoczył bardzo ten brak mozliwości rozwoju. Nie samą szkołą dziecko żyje,wiec moje w duzej mierze rozwija się poza szkołą . W klasie mojego syna jest 33 uczniów ( poszedł rok wcześniej niż wprowadzono te 25 uczniów, wiec niestety go to nie obejmuje, a samorząd oczywiście na szkole oszczedza) .Ma wspaniałą nauczycielkę, ale co ta biedna kobieta w takich warunkach może zrobic? Polska szkoła nie rozwija uczniów, i to nie jest wina nauczycieli, ale systemu, podejscia spoleczeństwa do szkoły - byle taniej, a niech tym nauczycielom bedzie gorzej itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka