Dodaj do ulubionych

Zrobiłam awanturę w aptece....

16.11.15, 10:29
A bo mi już nerwy puściły - od dwóch lat realizuję zlecenia na pieluchy i na palcach mogę policzyć ile razy obyło się bez problemów. Zawsze coś nie tak. Tzn. w końcu zlecenie zostaje zrealizowane, ale "cudowania" przy tym tyle, że się całej tej refundacji odechciewa.
No i kolejny raz trafiłam na panią, z którą już kiedyś miałam przejścia, bo w żaden sposób nie mogła prawidłowo wprowadzić sprzedaży do systemu, ciągle jej jakieś komunikaty wyskakiwały, że karta nieważna, że cena nieprawidłowa itp. - w końcu udało się, częściowo przy mojej pomocy, bo pani bezradnie obracała monitor w moją stronę i pokazywała co się nie udaje, a ja (intuicyjnie) sugerowałam co by zrobić, by operację popchnąć dalej. No i wtedy poszło, a wczoraj - znowu to samo, komunikat, że karta zaopatrzenia nieważna (ważna od 08.2015 do 08.2016), pani załamała ręce, powiedziała że nic nie zrobi, kierowniczki nie ma, a w ogóle to dlaczego przyszłam 15 minut przed zamknięciem, to jest poważna procedura, trzeba przyjść sporo wcześniej. Nie wytrzymałam, wypaliłam, że może pani powinna lepiej zapoznać się z systemem, może jakieś szkolenie, bo najwyraźniej go nie ogarnia, a mnie jako klienta niuanse informatyczne naprawdę nie interesują i niech mi nie opowiada szczegółowo jak te zlecenia w systemie są obsługiwane - mam ważną kartę i zlecenie i chcę dostać moje pieluchy, kropka.
Pani się obruszyła, że jak mogę w nią uderzać, skoro sama widzę, że ją "system nie przepuszcza" i dalej mi pokazuje co ma na monitorze. Miałam już zabrać te papiery i iść gdzie indziej, ale pani postanowiła wydać mi pieluchy o ile zostawię pieniądze, a po paragon przyjdę następnego dnia, kiedy "będzie kierowniczka i ona wprowadzi".
Zgodziłam się i na koniec trochę się zreflektowałam, powiedziałam na odchodne "przepraszam, że się uniosłam, ale już tyle razy mam problem z zakupem, że nerwy mi puściły".
Zdarza się Wam awanturować w sklepie, punkcie usługowym itp. ? Bo mnie nie, dlatego jestem nieco zniesmaczona samą sobą, że tak wybuchnęłam.
Obserwuj wątek
    • melancho_lia Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:38
      Rozumiem wybuch, zdarza mi się czasami w podobnych sytuacjach, chociaż bardzo rzadko.
      Jeszcze na starych śmieciach wpieniłam się na poczcie, bo miałam dwa awiza i okazało się że każde z nich jest do obioru w innym okienku i do każdego z okienek jest osobna długa kolejka. I pani nie może wydać mi tej drugiej przesyłki... Otarło się o kierownika placówki i łaskawie wydano mi "wyjątkowo" obie przesyłki w jednym okienku...
      Na obecnej poczcie nie ma takich problemów, panie są miłe, uczynne, pomocne i nie mają focha, ze ktoś przyszedł.
      • butch_cassidy Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:44
        Kiedyś "awanturowałam się", czyli dochodziłam swoich praw i naprawiałam świat smile, zawsze, gdy widziałam tego rodzaju bezsensy. około 30. mi przeszło.
        Teraz w awanturkę wink uderzam tylko wtedy, gdy logicznie mi się to opłaca.
    • solejrolia Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:43

      to była awantura?
      to, ze powiedziałaś wprost co myślisz o jakości obsługi, to była awantura?
      bez przesady. smile

      Nie, nie zdarza mi się zbyt często.
      a nawet bardzo rzadko.
      ale jesli już, to wtedy jest faktycznie awantura, z fajerwerkami.
      i nie przepraszam, broń boże, za to, co powiedziałam, ani podniesiony głos, bo skoro już doszło do takiej awantury, to znaczy, ze ulało mi się, i ile można, i widocznie było potzrebne postawienie wszystkiego na ostrzu noża, i moja awantura jest po coś, a nie dla samego bicia piany.
      i po wszystkim nie rezygnuję (zazwyczaj) z danego zakupu, czy usługi, i nadal robię w tym samym sklepie, czy aptece zakupy, bo raczej jestem lojalnym klientem.
      • default Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:55
        solejrolia napisała:

        > to była awantura?

        Jak na moje standardy zachowania wobec obcych ludzi - jak najbardziej, bo mówiłam ostrym, podniesionym tonem, a i treść była ostra, bo wprost powiedziałam pani, że system informatyczny ją przerasta najwyraźniej.
        A - i jeszcze "oberwało się" klientowi (mocno starszy pan), który przyszedł po mnie i zaczął mi dogadywać za plecami "ja tam się nie znam, ale na pewno pani magister ma rację", na co odszczeknęłam mu krótko "pan się nie wtrąca" smile
    • asia_i_p Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:43
      Zaiste, zrobiłaś karczemną po prostu awanturę wink

      Każdemu zdarza się czasem zirytować. Ja kiedyś się też wściekłam bezsensownie na pana w kiosku o braki w zaopatrzeniu, potem przeprosiłam. Ty się wściekłaś sensownie, a i tak przeprosiłaś - pytanie, czy pani wzajemnie cię przeprosiła za to, że nie zna się na swojej pracy?
    • morgen_stern Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:44
      Akurat wczoraj oglądałam "Intermission" i jest tam piękna scena, jak jedna z bohaterek wk... się na ekspedientkę, która zachowywała się opryskliwie i wciąż "cmokała" big_grin
    • vi_san Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:45
      Możesz nie być zniesmaczona. Z zasady się nie awanturuję, jedynym co doprowadza mnie do białej gorączki są "ekspedientki - księżniczki", którym przeszkadzam. Coraz rzadsze, na szczęście. Z tym, że jak mi pani zbolałym głosem jęknie "Ojej, proszę pani, mi się tu system zawiesił!" to to jednak brzmi inaczej niż "Co mi tu pani przychodzi tuż przed zamknięciem? To poważna transakcja a ja już kończę!". Plus kupno/sprzedaż paczki czy kilku paczek pieluch to nie jest, psia kostka, zamiana mieszkań, handel samochodami czy szlachetną biżuterią, który wymaga obecności specjalisty [albo samemu bycia specjalistą].
      Jeśli stale robisz zakupy w tym punkcie i tam realizujesz zlecenia - i zwykle są jakieś kołomyje - nic dziwnego, że w końcu "nerwy ci puściły". Zresztą przecież na "do widzenia" przeprosiłaś farmaceutkę - ekspedientkę. smile
    • aquella Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:50
      Zdarzyło mi się raz w aptece co mnie chciała naciągnąć na 300 zł bo rzekomo była to jedyna dostępna wersja leku, ale tylko rzekomo.
      Pani, na którą puściłaś nerwa widocznie to pomogło bo oprzytomniała, widząc na zleceniu, że ważne a system nawala od razu powinna zaproponować to na co w końcu wpadła
    • nenia1 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 10:57
      Mnie się zdarza, rzadko na szczęście, ale nie nazywam tego awanturą, ani wybuchem, po prostu mówię spokojnym głosem tyle, że stanowczo, co myślę o takiej sytuacji, idzie mi nad wyraz dobrze, pewnie dlatego, że mam lata praktyki spędzone na utarczkach z paniami z urzędów skarbowych a trening czyni mistrza smile

      W zeszłym roku miała chyba ze trzy takie spięcia, w tym jedno z poganiającym mnie stale kurierem, teraz jak przychodzi to nie ten człowiek. Od drzwi uśmiechnięty. Na głęboko wzdychającą i przewracającą oczami panią z urzędu krótka uwaga, że to jest urząd a nie kółko teatralne, też podziałało. Nie ta osoba, więc czasem warto się odezwać smile Moim zdaniem miałaś rację, nie powinnaś być zniesmaczona.
      • marianna72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:42
        u mnie tez pomogl wyklad wygloszony do sekretarki pediatry moich dzieci.A znosilam dlugo jej fochy bo przez kilka lat.Byla opryskliwa, niemila, nieuzyta. Ulalo mi sie kiedys kiedy po raz kolejny zle mnie potraktowala (a bylam akurat po tygodniowym pobycie mojego syna w szpitalu , kazdy kto przezyl wie jak jest fizyczne i psychiczne zmeczenie ) Wyglosilam male przemowienie ,wsciekla, olewajac ze wszyscy slysza co mam do powiedzenia (przychodnia mala),kobieta miala lzy w oczach ale nie zaluje od tej pory nie ten czlowiek , mila usmiechnieta pomocna .Jak zapomne recepty biegnie za mna z usmiechem mam nadzieje ,ze maja pozytek z tego rowniez inni
      • mallard Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:46
        nenia1 napisała:

        > Na głęboko wzdychającą i przewracającą oczami panią z urzędu krótka uwaga, że to jest
        > urząd a nie kółko teatralne, też podziałało.

        Nenia kocham Cię! wink
      • melancho_lia Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 13:28
        Mój tata kiedyś wypalił do fochniętej bez wyraźnego powodu pani w banku "A pani co, w rui jest?" na pół sali...
        Nie jestem z tego dumna, myślę, ze on też nie był, ale pani w try miga wzięła się do załatwiania sprawy bez piętrzenia dziwnych trudności i komentowania sytuacji.
        • anestezjolog72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 10:47
          To był szczyt chamstwa ze strony Twojego Taty. Mniej więcej tak jakby ktos mu powiedział, a co fiut panu stoi i nie może opaść albo co pan taki zły, zona panu nie dała. Jest jakas granica. Powinien równiez na pół sali przeprosic te pania. Jest mężczyzna i powinien miec na tyle cywilnej odwagi.
    • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:02
      ja tylko tak wtrącę - ja wiem że Ciebie jako pacjenta to nie musi interesowac i nei musi byc usprawiedliwieniem, ale przepuszczenie sprzedaży i powypełnianie tych kwitków przy pieluchach NAPRAWDE potrafi byc koszmarem. a system jak sie zatnie na jakimś stwierdzeniu to sie zatnie i dalej nie puści chocby skaly sr...y.

      tym niemniej - sprawe załatwiłas. wybuchłas, zdarza sie - ale przeprosilaś. bywa, trudno. nawet nie wiesz ilu jest ludzi ktorzy drą ryja i nie przeproszą za nic w świecie, choc od początku do konca nie mają racji. moja koleżankę babka opierd...ła na cały regulator i przy ludziach za to ze jej rzekomo ukradła 10zł - koleżanka tlumaczyła że 10zł nawet nie leżało na ladzie i niechże pani w końcu sprawdzi w portfelu - jak pani w koncu raczyła sprawdzic i znalazła 10złotówkę to co powiedziała? "Ma pani szczęscie!"...

      ja sie nie awanturuję (chyba ze ktos ze mnie ewidentnie wałka robi). wychodzę z założenia że to nic nie daje. czasem jak widze ze ktos sobie z czyms nie radzi albo radzi, ale z mozołem i powolutku to pozwalam poćwiczyc na sobie - ostatnio z nową panią w Biedronce ćwiczyłyśmy płatności kartą i telefonem smile
      • nenia1 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:06
        Tak, niestety ludzie nie są nauczeni wyrażać złości w sposób cywilizowany. Też jestem świadkiem podniesionych głosów, mocnej irytacji, wybuchów złości - jakby trzeba było nabrać pary a potem ją wypuścić z całą siłą, zamiast rzeczowych uwag. Nie widzę nic złego w wrażeniu swojej opinii, albo w stanowczym zwróceniu uwagi, problem w tym, że to dla większości jest trudna, a model agresywnego zwracania uwagi dość powszechny.
      • eliszka25 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:15
        dziennik-niecodziennik napisała:

        > ja tylko tak wtrącę - ja wiem że Ciebie jako pacjenta to nie musi interesowac i
        > nei musi byc usprawiedliwieniem, ale przepuszczenie sprzedaży i powypełnianie
        > tych kwitków przy pieluchach NAPRAWDE potrafi byc koszmarem. a system jak sie z
        > atnie na jakimś stwierdzeniu to sie zatnie i dalej nie puści chocby skaly sr...
        > y.
        >

        wiesz co, ja rozumiem, ze najczesciej to naprawde nie jest zla wola, tylko system sie wscieknie i chocbys na rzesach stawala, nie da rady. zdarza sie. tylko rozumiem tez autorke watku i jej wybuch. zaloze sie, ze reakcja autoki bylaby zupelnie inna, gdyby farmaceutka ja obslugujaca zaczela od "przepraszam pania, ale mam problem z systemem, moze zrobimy tak, ze.....". zamiast tego zaczela wyzlosliwiac sie na klientke, ze co ona sobie mysli, zeby z taaaaakim powaznym problemem, jak zakup pieluch przychodzic na 15 minut przed zamknieciem. no sorry, ale w takiej sytuacji tez bym sobie pofolgowala. to naprawde nie jest wina klienta, ze system jest do d...
        • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:30
          ja wiem, dlatego pisze że jej jako pacjentki to nie musi obchodzic smile
        • miedzymorze Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 13:58
          System to nie jest jakiś diabełek z pudełka tylko program, który ktoś napisał, więc albo nie umiecie go używać i trzeba się nauczyć, albo jeśli 'wściekanie się' ma oznaczać nieprawidłowe działania na prawidłowych przypadkach - zgłosić problem do producenta.
          Warto też się zorientować czy przypadkiem nie jest tak, że producent już dawno napisał i udostępnił poprawkę, tylko aptece się nie chce zaktualizować systemu.
          pozdr,
          mi
          • default Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:19
            miedzymorze napisała:

            > System to nie jest jakiś diabełek z pudełka tylko program, który ktoś napisał,
            > więc albo nie umiecie go używać i trzeba się nauczyć,

            Otóż to ! Jeśli program złośliwie zawiesza się czy wyświetla komunikaty o błędzie tylko w przypadku konkretnej pani, a dla innych jakoś łaskawszy jest smile to chyba nie ma wątpliwości po czyjej stronie jest wina.
            Parę miesięcy temu ta sama pani realizowała zlecenie i uparcie twierdziła, że system informuje o nieaktualnej karcie zaopatrzenia (karty są ważne rok) - zasugerowałam jej, że może należy ręcznie zmienić numer owej karty w systemie, oczywiście powiedziała "nie da się" i zaprezentowała ekran. Popatrzyłam chwilę i pokazałam palcem: "a gdyby pani skasowała komunikat, wróciła do tego miejsca i wstukała aktualny numer karty ?" Pani posłuchała i poooszło !
            Tym razem jednak pani miała poza nieaktualnym numerem karty (który najwyraźniej pozostaje taki sam, jak wpisany przy pierwszej rejestracji karty, ale pani chyba od ostatniego razu o tym zapomniała) jeszcze problem z wcześniejszym częsciowym pobraniem pieluch i przyjętą zaliczką i tego już w żaden sposób nie mogła rozgryźć....
            Tak że akurat w tym przypadku to nie system się zawiesza, tylko ta pani.... wink
            • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 12:02
              no w tym wypadku to tak, pani sie zaiwesza smile
          • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 12:01
            programy apteczne obecnie w zdecydowanej wiekszosci aktualizują się automatycznie.
            "wściekanie się" systemu to przeważnie sytuacje kiedy system po prostu nie chce zrobić czegoś tak jak wczoraj - wiekszosc rzeczy jest widoczna od razu i wiadomo co sie dzieje i czemu, ale czasem nie jest tak łatwo. bo np pieluch ktore wczoraj spokojnie sprzedawal na odpłatnośc 30% - dzisiaj tak sprzedac nie chce. ok, moge założyc ze to jakas pierdoła, wziąć od pacjenta kwote jaką płacił zazwyczaj i wydac - a co jak sie okaże że np własnie wniosek niewazny, źle wypełniony, zapotrzebowanie na ten miesiąc zostało juz zrealizowane w innej aptece, akurat te pieluchy własnie wypadly z refundacji albo zmieniły odplatnosc na inną, albo w ogole przestaly przysługiwac przy danej jednostce chorobowej? tego przy najszczerszych chęciach i największych umiejętnosciach w minutę nie wyjaśnię.
            wiem ze pacjenta to nie musi interesowac, ale trudno. jesli są tego rodzaju kłopoty to ja to MUSZE wyjasnic i to zanim pacjenta potrzeby zrealizuję.
      • default Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:26
        dziennik-niecodziennik napisała:

        > przepuszczenie sprzedaży i powypełnianie
        > tych kwitków przy pieluchach NAPRAWDE potrafi byc koszmarem

        Kupuję refundowane pieluchy od dwóch lat i nie za każdym razem jest to koszmar, w innej aptece szło to tak samo sprawnie jak realizacja "normalnej" recepty na leki - a i w tej opisywanej powyżej parę razy udało się bez większych przeszkód- choć nie całkiem bezboleśnie, kiedyś np. dzwoniono do mnie następnego dnia z prośbą o dokonanie dopłaty, bo za mało policzyli.... Ale kiedy trafiam na tę konkretną panią to już dramat mam gwarantowany smile
        Więc chyba jednak zmienię aptekę przy następnej realizacji, mimo że ta bardzo mi pasuje logistycznie.
        • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:37
          > Więc chyba jednak zmienię aptekę przy następnej realizacji, mimo że ta bardzo m
          > i pasuje logistycznie.

          jesli pasuje Ci ta apteka logistycznie to podpowiem jak u nas robią pacjenci - dzwonią jednego dnia ze beda po pieluchy i zeby im odłożyc, nastepnego dnia przyjeżdzają, biora pieluchy i zostawiają wszystkie dokumenty i odliczone pieniądze (co bardziej stałym odpuszczamy), my sobie w wolnych chwilach przepuszczamy to przez system, wypełniamy calą papierologię, wystawiamy faktury itd, a pacjent wpada nastepnego dnia odebrac dokumenty (i ewentualnie uregulowac należnośc). jak nie masz problemu z przejechaniem obok kilka razy to mozesz zaproponować ten sposób, obejdzie się bez nerwów i czekania.
          • angeka2 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 14:58
            Dziewczyny, jestem w szoku, nie wiedziałam, że to tak wygląda, ale dlaczego, bo nie rozumiem, skoro ktoś na mieć pieluchy, to czemu to nie działa tak jak recepta, raz dwa i gotowe, dlaczego są takie procedury? Naprawdę czytam, co piszecie i jestem zszokowana!
            • anestezjolog72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 10:51
              Bo jest to system komputerowy. Bo może sie zawiesić, może popsuć, może byc z nim cos nie tak.
              Mój Tata jest inwalidą wojennym. Ma leki bezpłatne. Prawie zawsze przy realizacji recept jest "coś". Czy mam miec pretensje do farmaceutki? Leki są naprawdę drogie. Dlaczego ta kobieta ma płacić za nie z własnej kieszeni? Czy Wy stojąc po drugiej stronie lady byście tak chetnie odpuszczały? Czy w pracy nigdy nic Wam się nie psuje, nie zawiesza, nie zastrajkuje?
              • asia_i_p Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:01
                Mam w pracy dziennik elektroniczny. Owszem, wiesza mi się i psuje, ale jakieś 10 razy rzadziej niż tym koleżankom, które olały szkolenie. Kiedy pojawił się niespodziewany błąd zamailowałam do firmy i odpowiedź wywiesiłam w pokoju nauczycielskim zanim zrobił to sekretariat, któremu firma przysłała tę odpowiedź parę dni później, bo nie pytał.

                Ogromny procent pracujących w instytucjach publicznych uważa komputeryzację za dopust Boży i złośliwość ze strony zwierzchników, i nowych programów zwyczajnie się nie uczy, natrafiając na błąd, wścieka się prywatnie i nie robi nic, żeby go rozwiązać. Więc jeśli farmaceutka się programu porządnie nauczyła i wysłała do firmy komunikat o błędzie, a program się i tak wiesza, to pretensje są nie na miejscu. Ale jeśli programu się nie uczyła, bo takich pacjentów jak twój ojciec jest mało i po prostu liczy, że trafią do kogo innego - to już można mieć do niej pretensje.
                • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:52
                  akurat pani z postu autorskiego nie bronie, bo raczej widze tu postawę "boję się wniosków" niż cokolwiek innego, ale komputerowego systemu aptecznego nie da sie porównac z dziennikiem elektronicznym.
                  po pierwsze - system apteczny jest systemem handlowym. błędy w systemie mają wyraźne skutki finansowe, nie wymagaj żeby farmaceutka wydawala preparaty wbrew wskazaniom systemu, bo bedzie pokrywała ewentualne skutki z wlasnej kieszeni, a na to nikogo nie stac.
                  po drugie - system apteczny ma na bieżaco weryfikację danych przekazywanych - poprawność numeru PESEL, oryginalnośc i poprawność numeru recepty itd - przyjecie recepty bez sprawdzenia tych danych pociąga za soba skutki proceduralne (trzeba poprawiać zestawienia do NFZtu, za przekazywanie błędnych lub nieprawidłowych danych grozi kara), finansowe (recept z nieprawidłowościami NIE MOZEMY realizowac, również grozi za to kara) oraz ogolnoludzkie (jesli przyjmiemy a sie okaze ze cos jest nie tak to trzeba leciec do lekarza i prosic żeby pomógł nam wyprostowac NASZĄ pomyłkę, na co lekarz sie wcale zgodzić nie musi). ponownie - mało kogo na to stac, i finansowo, i czasowo.
                  po trzecie - system apteczny jest połączony z systemem fiskalnym. przecież wiadomo że do kazdej sprzedaży należy wydac paragon - jak wydac skoro system sie zawiesił? a za niewydanie paragonu - bach mandacik 5000zł.
                  po czwarte - system apteczny ma tez funkcję czysto matematyczną. moze nie pamietacie, ale ja pamietam czasy bez komputerow w aptekach, kiedy odpłatnosci za leki liczyło sie kalkulatorem z tabel. to był dopiero miód. obecnie komputer sam automatycznie wylicza jaka powinna byc refundacja, a jaka zapłata pacjenta i wyświetla to w ulamku sekundy, co pozwala nie bawic się w żmudne liczenie na piechotę.

                  bez systemu aptecznego nie da sie pracowac po prostu. no, da sie - ale przez krótki czas i przy bardzo dużej dobrej woli pacjentów ktorych mamy obsługiwac.
                  • asia_i_p Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 12:43
                    Ja nie porównuję systemów, tylko podejście do błędów. Nie wymagam, żeby pani robiła coś wbrew systemowi, tylko żeby:
                    a) znała system na wskroś;
                    b) błędy w systemie na bieżąco zgłaszała firmie komputerowej;
                    c) miała opracowaną bezpieczną dla siebie procedurę radzenia sobie w sytuacji, kiedy system nie działa;
                    d) o wnioskach z punktów b) i c) informowała klienta.

                    Czyli komunikat, który mnie nie wkurza, brzmi na przykład "Bardzo przepraszam, ale system nie przyjmuje pani danych, zaraz poinformuję o tym NFZ. Na razie ma pani następujące opcje".

                    Natomiast szamotanie się na ślepo w systemie już wkurza, a jest nagminne, ostatnio próbując kontynuować ubezpieczenie grupowe na wychowawczym robiłam za kuriera między szkołą a PZU, przenosząc dokumenty, bo pani z kadr nie umiała wypisać mnie komputerowo. Dokumentów też zresztą nie umiała wypełnić. Od innej kadrowej mój mąż póki pracował jako informatyk w szkole dostawał następujące telefony "Panie Marcinie, musi pan mi pomóc, bo nie będzie pensji na czas, tu mi takie okienko wyskoczyło i jest tak albo nie, to co ja mam wcisnąć?" Oczywiście szkolenie z programu i dostęp do pomocy w programie miała ona, a nie on. Inne rozmówki - tu już to, co ja słyszę "No tak, pani Kasiu musi pani kliknąć dwa razy na plik exe. (chwila przerwy) On będzie miał inną ikonkę. (chwila przerwy) Obrazek inny będzie miał."

              • wuika Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:09
                Może z tym systemem stać się wszystko. Ale pani, która go obsługuje, nie jest od tego, że problem z systemem zrzucać na klienta, bo to nie jego sprawa, naprawdę.
            • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:37
              bo to jest troche trudniej po prostu.
              przede wszystkim - recepty refunduje NFZ i nas wiecej nei obchodzi. miedzy różnymi oddziałami NFZu, miedzy NFZem a MZ, miedzy NFZem i ubezpieczycielami zagranicznymi - to juz oni sami załatwiają. pieluchy mogą byc refundowane przez NFZ, ale mozna - i tak ma wiekszosc - miec po prostu umowe z producentami pieluch. i juz sie robi kłopocik, bo po pierwsze - nie kazda osoba odbierająca wie jaie własciwie pieluchy chce ewentualnie jakie wziać w zastępstwie jakby tamtych nie było; po drugie - kazdy producent ma swoje wymagania odnosnie procedury sprzedaży, sposobu wypełniania dokumentów, cen pieluch itd. Ustawiamy sobie w komputerach tak żeby szło jak najprościej i poki to działa to jest ok, ale czasem - np po zmianie cennika czy po aktualizacji systemu komputerowego - nasze ustawienia idą do piachu i trzeba znów sobie wszystko od nowa ustawiac, a zanim to zrobię to musze palcem po chamsku w systemie wymusić sprzedaz taką jaką chcę. na co system krzyczy wielkimi literami ze mu krzywde robią i ze tak nie mozna, po czym potrafi sie zablokowac i ni ch...a dalej nie pusci. poza tym trzeba wypełnić sporo papierków, powpisywac dane itd. Wtedy robi się trudno i najczesciej robimy jak pani z postu autorskiego - pobieramy kwotę jaka nam sie wydaje odpowiednia, wydajemy pieluchy i całym zespołem glowimy sie później jak toto przepuścić.
              żeby bylo śmieszniej - teraz i tak jest latwiej big_grin bo wprowadzili tylko dwa kody sprzedażowe (dla pacjentów "normalnych" i nowotworowców), przedtem każdy produkt miał swój kod i jedne kody mozna było wydawac dla nowotworowców, innych nie, pewne kody z innymi mozna było zamieniac, a z innymi juz nie (np mozna było sobie wypisane podkłady zamienić na wkładko do majtek, a na pieluchomajtki juz nie), trzeba było sprawdzac w tabelach czy w danej jednostce chorobowej dany produkt się należy i z jaką odpłatnością, no cuda wianki big_grin

              Przyznaję że najczesciej po prostu zlecenia naszych stałych pacjentów mamy pokserowane i całą papierologię robimy z kserówek w tzw wolnej chwili. dzieki temu oszczędzamy bardzo dużo czasu, bo przy okienku wystarczy dopilnować żeby pacjent sie w jednym miejscu podpisał i koniec.
          • yoma Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 10:53
            Kurde, trzy dni, żeby kupić paczkę pieluch...
            • dziennik-niecodziennik Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:54
              żeby kupić REFUNDOWANĄ paczkę pieluch. bez refundacji to prosze bardzo, w pół minutki big_grin

              nie no, powtarzam - tak sie robi jak są kłopoty, jak farmaceuta nieogarnięty w temacie itd a pacjentowi zależy na czasie.
        • teliszon Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:20
          Zlecenie na pampersy realizujemy od dwoch lat w sklepie medycznym.
          Ceny troche lepsze niż w aptece i dużo większy wybór artykulów pielęgnacyjnych dla osób leżących.Pani polecila nam gąbki myjące (produkcja hiszpanska),które są nasączone środkiem myjącym.Dla nas rewelacja,nie trzeba tego splukiwać,pięknie się pieni,nie wysusza skóry.Myjemy tak mamę od dwoch lat i skora dobrze to znosi,zadnych uczuleń do tej pory nie ma.
          A jeśli chodzi o awantury,nie potrafię zrobić,nie znoszę konfrontacyjnych sytuacji.
          Grzecznie zwrocę uwagę i to wszystko na co mnie stać.
    • premeda Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:21
      Awanturę to się kochana robi jak się mówi urzędniczkom, żeby przeszły się do najbliższej Biedronki na naukę sprawnej i uprzejmej obsługi klienta. Choć po mojej ostatniej czwartkowej wizycie okazało się, że przez ponad 5lat nic się nie zmieniło sad Przypomniałaś mi, ze muszę tam jeszcze skargę napisać.
    • purchawkapuknieta Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:31
      Kiedyś zdarzało mi sie częściej. A w ciążach- dzień bez fajerwerków był dniem straconym. Teraz zrobiłam się jakaś ciapowata, biorę pokornie na klatę, wracam do domu i ryczę uncertain
      • anestezjolog72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:36
        Krzyk i awantura to najczęściej głos osoby słabej , zdenerwowanej i/lub .....niepewnej swojej racji.
        Co daje awantura? Najczęściej nic. Każda ze stron się zdenerwuje i powie o słowo za duzo.
        Wiem, ze często trudno się opanować. Pieluchy na refundacje kupuje najczęściej ( jesli nie zawsze) osoba, która ma kogos bliskiego na tyle chorego, ze wymaga pieluch a to juz samo w sobie jest stresujące.
        Nie zazdroszczę aptekom i systemowi rozliczania sie z NFZ. Wystarczy, ze cokolwiek jest nie tak - farmaceuta musi płacić z własnej kieszeni a nie są to małe kwoty. A "nie tak" z róznych powodów bywa często.
        Ludzie są tylko ludźmi - wybuchaja, ale ktos kto ma klasę potrafi przyznac się do błędu i przeprosić. Po jednej i drugiej stronie okienka.
        • eliszka25 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:50
          anestezjolog72 napisała:


          > Ludzie są tylko ludźmi - wybuchaja, ale ktos kto ma klasę potrafi przyznac się
          > do błędu i przeprosić. Po jednej i drugiej stronie okienka.

          no wlasnie - tutaj zabraklo podstawowej kwestii. to farmaceutka jako pierwsza powinna byla zaczac rozmowe od "przepraszam, ale system cos tam cos tam". w zamian za to klientka uslyszala od niej, ze jak ona smie przychodzic i jeszcze oczekiwac, ze zostanie obsluzona. w takich okolicznosciach nie dziwie sie, ze autorce watku sie ulalo. ona farmaceutke za swoj wybuch przeprosila. pytanie, czy slowo przepraszam padlo tez z tej drugiej strony okienka, czy raczej jasnie pani farmaceutka strzelila focha na do widzenia?
          • melancho_lia Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:57
            Mnie kiedyś kasjerka wmawiała że nie dałam 10zł mimo że dałam. Uparłam się, pani w asyście kierowniczki przeliczyła kasę i miała o 10zł za dużo... Myślisz, ze usłyszałam przepraszam? Nie... Kasjerka nadal miała focha...
            Wierzę, że nie wynikało to ze złej woli, wzięła banknot odruchowo i schowała do szuflady, ale na litość boską wtedy się klienta przeprasza.
            • eliszka25 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:01
              no dokladnie! ja rozumiem, ze ktos popelnil blad, bo nikt nie jest doskonaly. tego typu sytuacje, to naprawde chyba tylko w sporadycznych przypadkach wynikaja ze zlej woli. najczesciej to dzialanie odruchowe, jakas pomylka, blad systemu itp. no ale wtedy klient powinien uslyszec slowo przepraszam, a nie zostac poczestowany fochem!
        • kamunyak Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:53
          > Nie zazdroszczę aptekom i systemowi rozliczania sie z NFZ. Wystarczy, ze cokolwiek jest nie tak -
          > farmaceuta musi płacić z własnej kieszeni a nie są to małe kwoty. A "nie tak" z róznych powodów bywa często.

          właściwie to w ogóle nalezy zlikwidować apteki, nie wiem po co one są bo i tak niemal żadnego lekarstwa kupic nie mozna. A już nie daj boze poprosić o 2 opakowania czegos podstawowego, "nie ma". Kiedys spytałam dlaczego a pani na to "bo nikt nie kupuje". Nie kupuje bo nie ma, pewnie...
          Za to na tony jest róznych kosmetyków, najczęściej w cenie + kilkadziesiąt zł. No, na to to na pewno wszyscy się rzucaja, szczególnie emeryci, którzy aptekę okupują.
          Jestem tak wkurzona na apteki, że kupuje juz tylko w sieci.
          Mój mąż zamawia pieluchy w sieci. Byc może wiąże się to z rezygnacją z refundacji, nawet nie wiem ale ponieważ szuka najkorzystniejszej oferty to może w rezultacie sie to opłaca.
      • melancho_lia Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:54
        Przed ciążami dawałam po sobie jeżdzić. Po ciążach już nie. Dlatego potrafię się upomnieć o swoje- o 10zł które kasjerka ode mnie wzięła i uparcie twierdziła, że jej nie dałam- skończyło się na liczeniu kasy, wyszło na moje, kasjerka nie przeprosiła.
        Pogonić dziada uparcie próbującego głaskać moją córkę po nodze w metrze.
        Uprzejmie i stanowczo porozmawiać z kierownikiem poczty czy szefową w urzędzie.
        Zwrócić uwagę pani w przedszkolu na niestosowne zachowanie.
        Nie wyzywam ludzi, nie krzyczę, ale awanturę potrafię zrobić.
    • lilly_about Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:49
      Ale ty się nie awanturowałaś, tylko zwróciłaś uwagę. Zrobiłabym to samo.
    • eliszka25 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 11:55
      w takich okolicznoscia, to ja ci sie nie dziwie, ze ci sie ulalo. tez by mi nerwy puscily, bo ja nerwus jestem. zdarza mi sie to czasami i tez nie jestem z tego powodu dumna z siebie uncertain. w 99 % przypadkow potem przepraszam za swoj wybuch, bo mi glupio, ze tak mnie ponioslo, choc zdarzylo sie pare razy, ze bylam w 100 % przekonana o slusznosci swojego wybuchu i pociagnelam sprawe wyzej.

      a farmaceutka cie chociaz przeprosila za problemy?
      • anestezjolog72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:06
        Powiem tak: jeśli czuję, ze cos zrobiłam nie tak - przepraszam. Przepraszam bardziej dla siebie niz osoby przepraszanej.. Bo lepiej się z tym czuję. Czy oczekuję, ze zostane przeproszona? Nie! Bo to ta druga strona wystawia sobie zła opinię ... Nie bedę pisała o sprawach zawodowych, ale takich codziennych, zyciowych.
        Mam bardzo wiekowego Tatę, inwalida wojenny, trudności z poruszaniem się ( ale jest na szczęście w miarę samodzielny), gorzej słyszy ( ale dzięki Bogu głowa pracuje bez zarzutu). Mam prawo!!!!! gdy Tata jest w samochodzie!!!! stanąć na miejscu inwalidzkim. Mam ku temu stosowny dokument i staram się z niego korzystać. Wczoraj podjezdżamy, brak miejsca do zaparkowania a na miejscu inwalidzkim wypasiona fura i pani z dzieckiem ok 3-4 lat. Proszę, żeby odjechała, pokazuję dokument, a pani wrzeszczy. Dobrze, że Tata nie słyszał. Przejście dla osoby z 3-4 letnim dzieckiem ( zakładam, ze zdrowym, bo karty inwalidzkiej nie miała, i chwała Bogu, ze zdrowym) jest znacznie łatwiejsze niz przemieszczanie się z bardzo starszym i schorowanym człowiekeim. Teoretycznie powinnam zrobić drake tylko CO to by mi dało? Moje na wierzchu? Satysfakcja na 5 minut? Upust emocji? Chodziło mi o załatwienie sprawy czyli, zeby Tata nie chodził daleko po deszczu. Zatrzymałam radiowóz i porosiłam, zeby panowie policjanci postali przy moim xle zaparkowanym smochodzie bo Tata itd. I miejsce inwalidzkie natychmiast się zwolniło. Pani odjechała z piskiem opon. Co by mi dała pyskówka????
        • eliszka25 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:24
          ja nie urzadzam pyskowek z wyzwiskami i obrazaniem ludzi, ale jestem choleryczka i zdarza sie, ze nie zdzierze i powiem pare slow. bardzo czesto przynosi to skutek. bywaja tez sytuacje, jak ta opisana przez ciebie, kiedy dobrze wiem, ze nie ma co sie wdawac w dyskusje, bo nic ona nie da. wtedy interweniuje inaczej, jesli sprawa powazna i warta zachodu, jesli nie, to macham reka, zeby nerwow sobie nie psuc.

          z przepraszaniem mam dokladnie to samo - to ja czuje sie zle z tym, ze nerwy mnie poniosly, wiec czuje potrzebe przeproszenia i to robie. czy oczekuje przeprosin z drugiej strony? no raczej nie, ale zdaje sobie po prostu sprawe z tego, ze w sytuacjach takich, jak opisana przez autorke watku, to klientowi w pierwszej kolejnosci naleza sie przeprosiny, a nie foch farmaceutki.
    • lauren6 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:10
      Ja się jako tako nie awanturuję, ale naciskam i do skutku naciskam na przeprowadzenie procedury do końca. Mam bardzo niski stopień tolerancji braku ogaru, szczególnie wśród młodych ludzi, którzy wychowali się z komputerami, a wklepanie czegoś w systemie ich przerasta mentalnie.

      Co ciekawe za każdym razem jak spotykam w okienku panią "nie da się " ma ona koło 20-paru lat, a nie 50+. Zazwyczaj wystarczy cierpliwość i postraszenie skarga by po 15 minutach wklepywania czegoś do komputera i obowiązkowego telefonu do przyjaciela pańcia odkryła, że jednak ja mam rację i da się.
      • mallard Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:20
        lauren6 napisała:

        > Ja się jako tako nie awanturuję,

        > braku ogaru

        ???
    • kagrami Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:19
      Zdarza mi się, ale potem źle się czuję z tym, że puściły mi nerwy.

      Miałaś prawo się zdenerwować.
    • default Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:21
      eliszka25 napisała:

      >> a farmaceutka cie chociaz przeprosila za problemy?

      Tak wprost, żeby powiedziała przepraszam, to nie, cały czas tylko marudziła o błędach w systemie i to takim jakimś napastliwym tonem, z pretensją, na zasadzie "ja tu mam problem w systemie, a pani złośliwie czegoś ode mnie chce". Tylko na koniec, gdy ja powiedziałam "przepraszam, że się uniosłam" - odpowiedziała, że rozumie, że jak ma się chorą bliską osobę, to można być zdenerwowanym. Czyli "wybaczam ci, klientko" wink
      • eliszka25 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:31
        hehe laskawa big_grin, ale dobre i to

        tez nie cierpie takiego podejscia. jak ktos ma problem, ale informuje o nim w stylu "przepraszam, ale mam taki i taki problem", to najczesciej wlacza mi sie automatyczna opcja "nic nie szkodzi, jestesmy tylko ludzmi" i banan na twarzy. natomiast takie dawanie do zrozumienia, ze jestem upierdliwa i w ogole jak ja smiem oczekiwac, ze zostane obsluzona dziala na mnie prawie zawsze jak plachta na byka. na szczescie nie zdarza sie czesto.
      • asia_i_p Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:57
        Jeżeli po łaskawym okazaniu zrozumienia nie dostałaś powtórnie szału, to błagam, podziel się swoją dietą, bo poziomy magnezu musisz mieć modelowe. wink
        • default Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 13:14
          Poniekąd dostałam, ale byłam już w drodze do drzwi, z pakami pieluch w garści, więc tylko zacięłam zęby i wyszłam stamtąd - oberwało się pieluchom, które cisnęłam najpierw na ziemię, a potem do bagażnika z siłą zupełnie niewspółmierną do ich ciężaru big_grin
    • yuka12 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 12:24
      Jestem raczej klientem nie awanturujacym sie, a mila obsluge zdobywam usmiechem i 'kulturom osobistom' smile. Jednak i mnie zdarzylo sie poawanturowac. Raz w sklepie, gdzie przez nieuwage (mialam przed soba wyjazd) nie polozylam butelki wody na kasie (reszta zakupow zostala skasowana) i caly sklep z ochrona chcieli mi robic rewizje osobista i wmawiali Bog wie co. Wkurzylam sie, pokrzyczalam, zaplacilam za wode i przez najblizsze kilka lat nie robilam zakupow w tym sklepie. A bylam tam do tamtego dnia stala klientka.
      Innym razem wkurzylam sie w biurze paszportowym, gdzie najpierw kazano nam czekac godzinami z tlumem ludzi na ciemnym korytarzu bez lawek i miejscem dla dzieci (a ja przyjechalam z mlodymi, bo dla nich byly paszporty), a potem kiedy majac dosc czekania wyszlismy na miasto kupic dzieciom cos do jedzenia i kolejka nam przeszla, panie wyslaly nas na drzewo bez jakiejkolwiek checi pomocy. Wiem nasza wina, ze nie czekalismy usluznie, ale odprawienie nas z kwitkiem po kilku godzinach czekania wydawalo mi sie drakonskie. Wiec wkroczylam bardzo kategorycznie do akcji i okazalo sie, ze wszystko mozna bylo zalatwic od reki i bez problemu. Nawet ludzie czekajacy w kolejce nam kibicowali.
    • conena Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 16.11.15, 13:31
      ja w takich sytuacjach podchodzę do okienka i zagajam: "mam dla pani niemożliwą misję do wykonania" i wyłuszczam problem. facetka po drugiej stronie zawsze się uśmiecha z ulgą, że z taką pierdołą przychodzę i załatwia mi od ręki. działa w urzędach, sklepach, firmach telekomunikacyjnych, wszędzie po prostu.

      zawanturowałam się kilka razy, raz nawet w urzędzie miasta facet mnie omal nie zameldował u sąsiadów, taka byłam skuteczna, ale zorientowałam się, że pomyliłam się przy wypisywaniu papierów i udałam, że robię mu łaskę i wrócę jutro z przykładowym rachunkiem za prąd. tak, koleś nie chciał mnie zameldować w moim własnym mieszkaniu jeżeli nie pokażę mu jednego przykładowego rachunku za media. byłam w ciąży, hormony, itp. i jak usłyszałam o tym rachunku, to się zagotowałam, coś tam mu nagadałam, on ustąpił, no ale skończyło się jak się skończyło.

      generalnie nie lubię takich akcji, staram się mieć dużo wyrozumiałości dla innych, w końcu ja mam swój mały szczęśliwy świat i życie, do którego zaraz wrócę, a oni sobie zostaną tacy niefajni, łagodnie mówiąc.
    • tatarak99 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 09:47
      spoko. dobrze zrobiłaś. ludzie sa bezczelni w zwalaniu winy na drugie osoby za ich wlasna nieudolnosc. jesli kierowniczka moze wprowadzic to znaczy ze ona jest wyraznie niedouczona, a nie ze problem jest po twojej stronie.

      trzeba być asertywnym i empatycznym jednocześnie: ' rozumiem ze ma pani problem, ale gó... nie to obchodzi".
      • anestezjolog72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 10:44
        Miałam chyba 20-22 lata i robiłam sobie rtg klatki piersiowej. Dawno to było........ Pan technik zrobił go 3 razy źle i poprawiał. Wiązało sie to z dodatkową ekspozycja na promienie rtg, czekaniem itd. Zrobiłam awanturę , facet zbladł NIE przeprosił, cos baknął pod nosem. Wzburzona poszłam do jego szefowej w mysl zasady "rozumiem, ze ma problemy, ale g..o mnie to obchodzi". Dowiedziałam się, ze przedwczoraj miał pogrzeb swojego dziecka.
        Minęło naprawdę wiele lat. Pamiętam to. I jakos mam to z tyłu głowe ilekroc chce zrobic awanturę w sumie o byle co.
        • kamunyak Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 11:53
          no ale wzmiankowana pani chyba nie ma pogrzebu co kilka tygodni?
          tak, że z kolei nie przeginajmy w druga stronę.
          Właśnie zmarł mój teść, mąż dostal 2 dni wolnego i bedzie musial wracać do pracy. Jego pracodawcę i osoby współpracujace z moim mezem, akurat g..o obchodzi sytuacja rodzinna męża. Przyszli do pracy żeby cos zrobić, podobnie jak mój mąż. Mąz na czole nie ma napisne, że jest własnie świeżo po pogrzebie. Jesli ktos ma jakies problemy rodzinne to musi sobie z tym radzić , wziąc urlop jesli nie potrafi funkcjonować na zewnątrz.
          każdy ma jakies problemy, ktos sie rozwodzi, komus ktos zmarł, ktos stracił pracę, kogos rzucił facet, dziewczyna a ktos inny ma problem z teściową, nie ma gdzie mieszkać itd. Ludzi całkowicie bez problemow jest pewnie niewielu.
          • anestezjolog72 Re: Zrobiłam awanturę w aptece.... 17.11.15, 12:10
            Z całego serca życzę Ci, zebys nie miała takich problemów zyciowych jak ów technik.
            A czy ludzie , którym akurat zmarł ktos bliski albo ma powazne problemy zyciowe są w 100% dyspozycyjni, nieomylni a do tego empatyczni i usmiechnięci ? Nie. Nie ma takich ludzi. Ja staram sie w człowieku widziec ....człowieka. Tak, może jestem naiwna, pewnie ten i ów na tym bazuje, pewnie brakuje mi bezwzględnosci i sprytu, tupetu i "mojegonawierzchu". Tylko czy tak naprawdę jest mi z tym gorzej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka