default
16.11.15, 10:29
A bo mi już nerwy puściły - od dwóch lat realizuję zlecenia na pieluchy i na palcach mogę policzyć ile razy obyło się bez problemów. Zawsze coś nie tak. Tzn. w końcu zlecenie zostaje zrealizowane, ale "cudowania" przy tym tyle, że się całej tej refundacji odechciewa.
No i kolejny raz trafiłam na panią, z którą już kiedyś miałam przejścia, bo w żaden sposób nie mogła prawidłowo wprowadzić sprzedaży do systemu, ciągle jej jakieś komunikaty wyskakiwały, że karta nieważna, że cena nieprawidłowa itp. - w końcu udało się, częściowo przy mojej pomocy, bo pani bezradnie obracała monitor w moją stronę i pokazywała co się nie udaje, a ja (intuicyjnie) sugerowałam co by zrobić, by operację popchnąć dalej. No i wtedy poszło, a wczoraj - znowu to samo, komunikat, że karta zaopatrzenia nieważna (ważna od 08.2015 do 08.2016), pani załamała ręce, powiedziała że nic nie zrobi, kierowniczki nie ma, a w ogóle to dlaczego przyszłam 15 minut przed zamknięciem, to jest poważna procedura, trzeba przyjść sporo wcześniej. Nie wytrzymałam, wypaliłam, że może pani powinna lepiej zapoznać się z systemem, może jakieś szkolenie, bo najwyraźniej go nie ogarnia, a mnie jako klienta niuanse informatyczne naprawdę nie interesują i niech mi nie opowiada szczegółowo jak te zlecenia w systemie są obsługiwane - mam ważną kartę i zlecenie i chcę dostać moje pieluchy, kropka.
Pani się obruszyła, że jak mogę w nią uderzać, skoro sama widzę, że ją "system nie przepuszcza" i dalej mi pokazuje co ma na monitorze. Miałam już zabrać te papiery i iść gdzie indziej, ale pani postanowiła wydać mi pieluchy o ile zostawię pieniądze, a po paragon przyjdę następnego dnia, kiedy "będzie kierowniczka i ona wprowadzi".
Zgodziłam się i na koniec trochę się zreflektowałam, powiedziałam na odchodne "przepraszam, że się uniosłam, ale już tyle razy mam problem z zakupem, że nerwy mi puściły".
Zdarza się Wam awanturować w sklepie, punkcie usługowym itp. ? Bo mnie nie, dlatego jestem nieco zniesmaczona samą sobą, że tak wybuchnęłam.