Znowu o pieskach będzie. Zastanawia mnie jakim trzeba być człowiekiem by po kilku latach posiadania psa po prostu go oddać bo się znudził... Miałam sąsiadów, którzy wzięli szczeniaczka "na roczek ich córki" (bardzo dziwne uzasadnienie, pewnie to dziecko nie potrafiło wtedy jeszcze mieć takiego marzenia i go wyartykułować, a z roczniakiem branie szczeniaka do domu to ile roboty, jednemu zmienić pieluchę, po piesku wytrzeć siuśki, maluch śpi, a z pieskiem trzeba wyjść itd. - mimo wszystko zdecydowali się, psa wzięli). Mieszkali z mamą więc często to ona chodziła z kundelkiem na smyczy, piesek mały, może i wyrósł na szczekliwego ale nie był groźny. Mieli go 7 lat i jak ostatnio ich spotkałam bo się przeprowadzili, to powiedzieli mi, że psa oddali "na wieś" (do babci czy innego kogoś), bo "nie nadawał się do bloku, ciągle szczekał i coś tam" - a wcześniej też mieszkali w bloku w mniejszym mieszkaniu. Ot przeprowadzili się, poczuli większy luz, mają już dwójkę dzieci, opiekowanie się 7 letnim kundelkiem, którego nie potrafili wychować (mały szczekacz) zmęczyło ich.
Drugi przykład, akurat rodzina tamtej, też mieszkają w okolicy. Oni wzięli małego kundelka z 4 lata temu, nie kojarzę dokładnie, też mały i nie groźny ale szczekacz troszkę i spuszczony ze smyczy bardzo im ucieka (nawet na cały dzień). Czasem ich córka 9 letnia chodziła z nim na spacer, częściej matka. Wczoraj dziewczynka bez większych emocji powiedziała mojej córce, że "oddali psa do wujka na wieś bo nie chciało im się wychodzić z nim na spacery i był niegrzeczny"...
Wyobrażacie sobie, że 9 letnia dziewczynka tak mówi o pozbyciu się pieska, którego ma w domu od kilku lat??
Mnie najbardziej dziwi, że te rodziny nie zżyły się ze swoimi pieskami przez te kilka lat, jak to jest możliwe?
A druga rzecz, która mnie równie dziwi, że każdy kto pozbywa się psa (a bywało tak jeszcze w przypadku innych kilku piesków, historie trochę starsze) oddaje go "do babci/wujka na wieś" - z czego wynika niezbicie, że wszyscy mają jakąś babcię, wujka itp. na wsi, którzy bez najmniejszego problemu przygarniają każdą ilość psów od rodziny z miasta. Przyjmą każdego psa w każdym wieku, wychowanego tak, że strach ze smyczy spuścić, ale "babcia na wsi sobie poradzi"... Ciekawe czy dają chociaż pieniądze na opiekę nad tym psem, jedzenie, szczepienie raz w roku?...
A może ta mityczna "babcia na wsi" to po prostu schronisko albo drzewo w lesie, tylko dziecku się mówi, że pieska wywieźliśmy do wujka ze wsi, tego co go nigdy nie odwiedzasz, nie znasz ale on ma duży dom z ogrodem i marzył o psie....

O co tu chodzi?!