aurinko
10.12.15, 09:10
Normalnie zgłupiałam, na logikę myślę sobie, że nikt nie może mnie zmusić do wzięcia udziału w ankiecie prowadzonej przez CBOS, ale jakiś namolny ankieter mi się trafił. Kilka dni temu szukał mnie pod adresem zameldowania i przez dobre kilka minut nie przyjmował tłumaczenia, że ja tam po prostu nie mieszkam. Bo on ma taki adres i muszę być i kropka. W końcu przyjął do wiadomości, że mogę mieszkać gdzie indziej więc koniecznie chciał mój adres zamieszkania. Nie dostał, bo nie podaje się nikomu ot tak adresu innej osoby. W końcu odpuścił. Po paru dniach okazuje się, że jakoś znalazł mój adres i rano o 8 zapukał do moich drzwi, otworzył Nm bo ja byłam jeszcze w łóżku i oczywiście ankieter zaczął gadki jakie to badanie ważne, że CBOS to poważna instytucja i że muszę mu poświęcić 30 minut na przeprowadzenie ankiety, że mój pesel został wylosowany i takie tam. Czy rzeczywiście muszę? Bo on przyjdzie o 17 i mam zamiar powiedzieć wprost że no way. Nie mam ochoty na wpuszczanie obcej osoby do mieszkania i odpowiadania na jakieś pytania przez pół godziny. Mam chore dziecko, po szpitalu; drugi dziecko też chore, sama jestem przeziębiona, do tego remont w domu, potrzebny mi ankieter jak dziura w moście. Mam prawo odmówić?