Dostaje mój syn przy dziadkach.
Ja tam nie wnikam w ich układy. Skoro babcia chce, zeby wnuk wlazł jej na głowę-jej sprawa. Od kiedy sam ogarnął, ze po mleku boli brzuch-nie wnikam nawet w kwestie żywieniowe. Nażresz sie syfnych cukierków i dostaniesz sraczki-twój problem.
Ale zastanawia mnie, jak to możliwe.
Jak to możliwe, ze rozsądny 5 latek, który nigdy nie urządził sceny w sklepie, który nie umie rozryczeć sie na zawołanie, z ktorym można normalnie pogadać i uzgodnić prawie wszystko-przy dwóch 60latkach zamienia sie w totalna dzicz.
Bylismy w kinie, na rożnych seansach. Wcześniej poszliśmy cos zjeść, wyszłam do toalety i wracając widzę moje dziecię wrzeszczące i skaczące po fotelach

poczułam sie, jakby w tej toalecie była jakas dziura czasoprzestrzenna, a ja trafiłam do innej rzeczywistości.
Z kina wyszedł z paczka tych syfnych żelków sprzedawanych w kinach, które wymusił płaczem (sic!) a najlepsze, ze on ich nawet nie lubi bo sa obrzydliwe. Zjadł jednego...
Przecież to dorośli ludzie, teoretycznie wychowali dwoje dzieci.
Ps.potem mowię do niego
-synu, ale wiesz, ze zachowywałeś sie jak głupek?
-wiem
-No to dlaczego sie tak zachowywałeś?
-nie wiem
I tyle wiem