Jak wszyscy wiemy w lipcu w stolicy Wielkopolski schronienie znalazło dziewięć syryjskich rodzin. Nie wiem gdzie mieszkają, mam podejrzenia, że na mojej ulicy jest jedna taka rodzina. Pojawiła się mniej więcej w lipcu, mają charakterystyczną urodę, mówią między sobą w nieznanym dla mnie języku (nie potrafię go zidentyfikować): tata, chyba babcia i dwoje dzieci- dziewczynka i chłopczyk. Dzieci od września chodzą do naszej rejonowej podstawówki. dziewczynka jest starsza od chłopca ale oboje chodzą do pierwszej klasy (co byłoby argumentem za tym, że może to być jedna z tych syryjskich rodzin). Dzieci się wyróżniają nie tylko egzotyczna urodą, sa też bardzo kolorowo, jaskrawo ubrane - może to inna moda, inny krąg kulturowy, a może podostawali ubrania od rożnych ludzi...? Nie wiem i nie zamierzam na siłę dociekać, np wypytując w tej sprawie najbardziej znane szkolne plotkarki
Spotykam ich codziennie bo tata (a czasami tez babcia) wiozą dzieci na starym zdezelowanym rowerze codziennie do i z szkoły. Czasami spotykamy się wzrokiem- uśmiechają się wtedy nieśmiało i coś szepczą pod nosem, domyślam się, że pozdrowienie.
W innych okolicznościach ich nie spotykam.
Choćbym chciała, nie jestem w stanie wzbudzić w sobie strachu do tych ludzi. Ani żadnych negatywnych uczuć. Nawet jakby ich do Polski przyjechało AŻ 7 tysiecy.
Ale autentyczny strach wzbudzają we mnie nasi rodzimi "patrioci" i "obrońcy wartości", "tropiciele lewaków, pedałów i feministek". Koledzy naszego forumowego misia.
poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,19699301,wyzwiska-i-grozby-w-poznanskim-tramwaju-chuligani-terroryzowali.html
Myślicie, ze to rzadkie zjawisko? Wcale nie. Komunikacją miejską faktycznie strach przez nich jeździć. A w okolicach meczu to praktycznie samobójstwo.