26.04.16, 00:01
Zaliczam własnie pierwszy kryzys z mężem po kilkunastu latach małżenstwa, trudno mi sie pogodzić z tym ze tak juz wyglada zycie, że niemożliwe jest obustronne utrzymanie zainteresowania i zachwytu sobą przez lata. Zawsze wiedziałam że ludzie którym sie udaje utrzymac zwiazek i zyc ze soba długie lata po prostu potrafili sie w trudnych momentach dogadac dobrze rozgrywali kryzysy, dotyczy to kazdego związku predzej czy pozniej tak uważam wiec jestem pogodzona.Nawet seria sprawdzonych życiowych wyświechtanych rad dobrze sie u mnie sprawdza, nie wis na facecie z histeriami i pretensjami, zajmij sie sobą,swoim zyciem, zadbaj o siebie, wszystko to robie i jest lepiej, tylko że to mnie wlasnie dobija, poniewaz tak na prawdę tego nie chcę, ja marze zeby sie wyplakac w jego ramionach, wyrzygać żale, histeryzowac, oczyscic emocje,pokazac słabość ale czuc sie z nim blisko. Naiwnie sprobowałam raz na poczatku i było pozamiatane, natomiast granie przed facetem z ktorym znamy sie jak łyse konie niezaleznej atrakcyjnej niewzruszonej przynosi efekty.Dobija mnie to słowo daję.Czy wam udało sie przejsc przez kryzysy w związku?
Obserwuj wątek
    • elizaj1 Re: Kryzys 26.04.16, 00:06
      Nigdy nie byłam bardziej nieszczęśliwa a tego po mnie nie widać, nie wiem czy smiac sie czy płakać.
      • bi_scotti Re: Kryzys 26.04.16, 00:09
        Ale masz problem z nim (mezem) czy ze soba?
    • jola-kotka Re: Kryzys 26.04.16, 00:20
      Czyli jest lepiej jak zamiatasz problem pod dywan? Udajesz. Na dluzsza mete kanal tak to do niczego nie dojdziecie. Udawanie szczesliwej dla jego spokoju bo on tego wymaga ,bo wtedy jest lepiej nic nie da ,problem bedzie sie poglebial i za jakis czas serio bedzie pozamiatane tak,ze juz nic nie da sie zrobic.
    • minerallna Re: Kryzys 26.04.16, 04:26
      To nie kryzys ale wieczne udawanie, każdego z Was.
      Podziwiam że potrafiłaś tyle czasu wytrzymać. A może i Twój mąż ma podobne myśli.
      Chyba czas na poważną rozmowę o Waszym związku.
      Bo co to za związek bez szczerej rozmowy?
      Każde z Was ma inne oczekiwania, jak da się kilkanaście lat tak funkcjonować?
    • melancho_lia Re: Kryzys 26.04.16, 06:34
      A ja się wypłakuje i histeryzuję jak mam potrzebę. Nasza milosc zaczęła się od głębokiej przyjaźni. Nie mam potrzeby udawania ze jest dobrze jak nie jest. Udawanie to nie sposób na kryzys.
      • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 08:04
        Współczuję, brak motylków w brzuchu tylko od razu szara rzeczywistość.
        • kropkacom Re: Kryzys 26.04.16, 08:15
          Przyjaźń to świetna podstawa związku. Motylki wieczne nie są niestety.
          • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 08:19
            Dobra z Ciebie Zosiu żona. Gdybyś jeszcze trochę obca była....
            • kropkacom Re: Kryzys 26.04.16, 08:21
              ??
              • thank_you Re: Kryzys 26.04.16, 08:52
                Taki dowcip, dość życiowy, niestety.
                • kropkacom Re: Kryzys 26.04.16, 08:54
                  Wiem, że dowcip big_grin
                  • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 10:38
                    Inna wersja tego samego dowcipu.

                    Moja żona to bardzo piękna kobieta.
                    To dlaczego ją zdradzasz?
                    Bo ma jedną wadę. Jej piersi już widziałem.
    • zuleyka.z.talgaru Re: Kryzys 26.04.16, 07:15
      Normalnie. Szczerymi rozmowami, itp. udawaniem się niczego nie rozwiąże. Mąż wiedział, że wiąże się z kobietą, która eksponuje wszystkie emocje i już. Nie udajemy przed sobą.
    • sonniva Re: Kryzys 26.04.16, 07:48
      Masz do wyboru:
      1. Grać rolę dalej;
      albo
      2. Zrobić wszystko po swojemu.

      W 1 wypadku, będzie tak jak teraz, czyli niby ok, ale Ty się męczysz. Nie da się tak zbyt długo żyć.
      W 2 przypadku, najwyżej małżonek stwierdzi, że ma żonę histeryczkę i wariatkę (i będzie miał rację) i pójdzie sobie w dal. Wtedy tez będziesz się męczyć i nie będziesz mogła tak żyć.
      hmmm wybieram 2. Nie ma w życiu większego nieszczęścia niż męczenie się z samą sobą. W 2 przypadku przynajmniej będziesz miała powód i sprawcę swojego cierpienia.
      Ale ciekawi mnie coś innego. Piszesz, że znacie się jak łyse konie. Tzn ja uważam, że mąż Cie nie zna, bo jakby Cię znał, to wiedziałby, ze jesteś histeryczka i bardzo potrzebujesz męskiego ramienia do wypłakania. Grałaś rolę niezależnej od chwili poznania, przed ślubem, po ślubie?
      • zuleyka.z.talgaru Re: Kryzys 26.04.16, 08:59
        Zaraz, zaraz - twierdzisz, że jak ktoś się chce wypłakać to jest histerykiem? Dobre sobie.
        • sonniva Re: Kryzys 26.04.16, 10:53
          "poniewaz tak na prawdę tego nie chcę, ja marze zeby sie wyplakac w jego ramionach, wyrzygać żale, histeryzowac, oczyscic emocje,pokazac słabość "
          nie doczytałaś, bo autorka sama się tak określiła. big_grin
    • afro.ninja Re: Kryzys 26.04.16, 07:48
      Grac przed własnym mezem?? Ale po co? Co to zmieni? Jemu wciaz musi byc dobrze?
      Masz stracha, ze jak popadniesz w histerie to od ciebie odejdzie?
    • kropkacom Re: Kryzys 26.04.16, 07:59
      "Nawet seria sprawdzonych życiowych wyświechtanych rad dobrze sie u mnie sprawdza, nie wis na facecie z histeriami i pretensjami, zajmij sie sobą,swoim zyciem, zadbaj o siebie, wszystko to robie i jest lepiej, tylko że..."

      To jest najlepsza rada abyście się od siebie oddalili. Za kilka miesięcy żadne z was już nie będzie chciało walczyć o związek. Mimo iż myślisz, że jest inaczej. To znaczy ty może w duchu byś chciała walczyć, ale tego po sobie nie będziesz pokazywać. Ja się nawet zgadzam, ze mężczyźni nie lubią histeryczek i taka histeria ich dodatkowo blokuje. Jednak kryzys to nie jest stan normalny. Masz pełne prawo okazać uczucia najbliższej ci osobie. Masz pełne prawo oczekiwać bliskości.
      • kropkacom Re: Kryzys 26.04.16, 08:14
        Jako takiego kryzysu nie przechodziliśmy jeszcze. Były cięższe czasy, ale bez myśli o rozwodzie, ze coś się skończyło. Ja jednak nie uznaje mijania się w domu. Stety/niestety.
      • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 08:20
        Kryzys w związku dłuższym niż 2 letni jest normą.
        • kropkacom Re: Kryzys 26.04.16, 08:23
          Tak samo jak ta norma gdzie każdy facet zdradza. Przepraszam, prawie każdy big_grin

          Zależy co kto rozumie jako kryzys. Dla jednego to rozstanie, dla innego myśl o rozstaniu, a są tacy którzy twierdzą, że kłótnia jest kryzysem. Dlatego wiesz...
        • 7dosia Re: Kryzys 26.04.16, 09:56
          Chciałbyś
      • julita165 Re: Kryzys 26.04.16, 10:31
        Oj 100% racji. Ja stosowalam taka metodę ( ale po wielu próbach wyjaśnień, rozmów itp itd ) i po dwoch latach juz nie mieliśmy o czym ze sobą gadać. Tak się "uniezależniłam", że rozwód spłynął po mnie jak woda po kaczce bo zdałam sobie sprawę że od dawna żyję jak rozwódka tylko z jakimś upierdliwym sublokatorem
    • butch_cassidy Re: Kryzys 26.04.16, 08:04
      Tak.
    • butch_cassidy Re: Kryzys 26.04.16, 08:21
      elizaj1 napisała:

      Zawsze wiedziałam że l
      > udzie którym sie udaje utrzymac zwiazek i zyc ze soba długie lata po prostu pot
      > rafili sie w trudnych momentach dogadac dobrze rozgrywali kryzysy, dotyczy to
      > kazdego związku predzej czy pozniej tak uważam
      Też tak sądzę.

      > a sprawdzonych życiowych wyświechtanych rad dobrze sie u mnie sprawdza, nie wi
      > s na facecie z histeriami i pretensjami, zajmij sie sobą,swoim zyciem, zadbaj o
      > siebie, wszystko to robie
      W przeciwieństwie do poprzedniczek uważam, że to bardzo dobra rada. I u mnie się sprawdziła. To nie znaczy, że zamiast rozwiązywać problem zajmowałam się sobą, ale połączyłam jedno z drugim wink Jakby trochę przeniosłam środek ciężkości w związku.

      i jest lepiej, tylko że to mnie wlasnie dobija, poni
      > ewaz tak na prawdę tego nie chcę, ja marze zeby sie wyplakac w jego ramionach
      > , wyrzygać żale, histeryzowac, oczyscic emocje,pokazac słabość ale czuc sie z n
      > im blisko.
      A tu jest wg mnie zbyt lakoniczny opis, żeby oceniać, gdzie leży problem. I znów w opozycji smile nie będę broniła histeryzowania i nieumiejętności uspokojenia się inaczej niż w ramionach męża. To jest śliski temat, bo z tego opisu można uznać Cię, za kobietę zwyczajnie wrażliwą i może trochę ponadprzeciętnie emocjonalną, jak i osobę nie radzącą sobie z własnymi emocjami i oczekującą, że mąż wszystko będzie tolerował, zawsze, bez zważania na własne emocje, niedojrzałą egocentryczkę... oraz całe mnóstwo pomiędzy.

      >Naiwnie sprobowałam raz na poczatku i było pozamiatane,
      Ciekawe, jak obiektywnie wyglądało to próbowanie wink

      natomiast g
      > ranie przed facetem z ktorym znamy sie jak łyse konie niezaleznej atrakcyjnej n
      > iewzruszonej przynosi efekty.
      Może warto się skupić na tym, żeby to nie było granie? Bo dla mnie to ciałkiem pociągający obraz - niezależna, atrakcyjna kobieta, panująca nad sobą i potrafiąca uzyskać to co chce spokojnie i dojrzale, czyli nie grą a rozsądną rozmową, może jakimiś działaniami w razie potrzeby, czy przez zmianę własnego nastawienia; kobieta, która oddziela rzeczy ważne od mniej ważnych i nie o wszystko walczy jak lwica, wywalając wszelkie emocje na zewnątrz.

      >Dobija mnie to słowo daję.
      Czy to część kryzysu czy powód do rozwodu sama zdecyduj tongue_out
      Kryzys polega na tym, że jest trudny. Taka jest jego natura. Ale jest etapem w rozwoju, czy to własnym, czy to związku.
    • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 09:06
      Niestety, wiedziały to już nasze babki i matki. Wiedzą terapeuci, seksuolodzy. Nie da się pogodzic tego, co Ty byś chciała pogodzić. Obawiam się jednak, że tu, na forum, uzyskasz sporo odpowiedzi w stylu "mój mąż jest mi bratem, przyjacielem, a jednocześnie po 15 latach małżeństwa łączy nas namiętność taka sama, jak na początku, on nieustannie się mną zachwyca i każdego dnia na nowo mnie zdobywa" wink
      Nie zamierzam kłócić się z nikim, kto będzie twierdził, że taki cud jest możliwy. Bo uwierzyłabym tylko, widząc to na własne oczy smile
      • pade Re: Kryzys 26.04.16, 09:17
        Czego konkretnie nie da się pogodzić?
        • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 09:28
          "obustronne utrzymanie zainteresowania i zachwytu sobą przez lata" plus "wyrzyganie żalu, histeryzowanie, ,pokazanie słabości" jako jedyna reakcja na kryzys smile
          • pade Re: Kryzys 26.04.16, 09:43
            a nienie, tak się nie da przez miesiąc a co dopiero przez latasmile
      • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 09:19
        A jak z tym u Ciebie? Rozwódka?
        • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 09:29
          a Ty?
          • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 09:44
            Lady first big_grin
            • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 09:58
              No i pięknie. Ja też rozwódką nie jestem, mam trzydziestoparoletni staż małżeński. Ani nie uważam swoj związek za doskonały, ani nie czuję się upoważniona do udzielania porad małżeńskich. Akurat to, co poruszyła autorka wątku wydaje mi się po prostu taką oczywistością, przez ktorą wszyscy przechodzą (czyli spadek temperatury w związku). Zależnie od tego, co otrzymujemy w zamian ( i jakie mamy potrzeby ), może to być dobra, albo zła zmiana.
              • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 09:59
                *powinno być: nie uważam swojego związku...
              • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 10:37
                To może być tak, że po kryzysie wraca tzw. namiętność czy już po ptokach i pozostaje co najwyżej "piękna przyjaźń"?
                • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 10:59
                  Nie wiem. Mnie się to nie zdarzyło, w moim związku potencjał na wieczny romans został zaprzepaszczony, być może komuś innemu się udało smile
                  • princess_yo_yo Re: Kryzys 26.04.16, 11:05
                    to jest zawsze kwestia perspektywy big_grin to tak jak kiedy ktos cie pyta o plany na weekend i mowisz ze nic nie planujesz bo jedyne co sie ma wydarzyc to wizyta w ikei i obiad u tesciow a kiedy grzecznie zwracasz pytanie o plany slyszysz ze beda zakupy i obiad u tesciow, wiec plany sa smile
                  • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 11:11
                    To po co to dalej ciągniesz, zwłaszcza że dzieci raczej odchowane?
                    • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 11:18
                      bo ja nie po to wychodziłam za mąż, aby czuć motylki do samej śmierci big_grin
                      • kaz_nodzieja Re: Kryzys 26.04.16, 11:30
                        Tylko po co? Aby mieć dzieci? Już masz.
                      • jola-kotka Re: Kryzys 26.04.16, 19:09
                        Tylko to nie o motylki chodzi. Piszesz o swoim zwiazku jak o dwojgu lokatorow obok siebie,ktorych lacza rachunki,no pomijajac dzieci.
                        • lady-z-gaga Re: Kryzys 27.04.16, 07:02
                          Gdzie tak piszę?
                  • jola-kotka Re: Kryzys 26.04.16, 19:08
                    Czyli w sumie masz po zwiazku,takie przyzwyczajenie i wygoda.
                    • lady-z-gaga Re: Kryzys 27.04.16, 09:02
                      Ekspertka od związkówbig_grin
                    • asia_i_p Re: Kryzys 27.04.16, 12:06
                      Nie, po prostu stała i spokojna radość, że masz właśnie tego człowieka koło siebie.
                • asia_i_p Re: Kryzys 27.04.16, 12:04
                  A to zależy, co rozumiesz przez namiętność.
                  Seks z czasem jest raczej coraz lepszy niż coraz gorszy, bo się człowiek poznaje, wyzbywa zahamowań, nabiera chęci do eksperymentów. Natomiast ta pierwotna zachłanność chyba już nie wraca. To znaczy jeżeli wyjeżdżam do rodziny bez męża, to nadal wiem, za ile godzin się zobaczymy, ale już umiem się cieszyć tymi godzinami bez niego też, już się nie boję takich wyjazdów.
                  Z czasem człowiek się już tak bardzo nie skupia na związku, tylko związani ludzie wspólnie skupiają się na innych sprawach. I tylko w pojedynczych momentach uświadamiasz sobie, że przecież mogłoby być inaczej, odpukujesz w niemalowane drewno i nadal pogrążasz się beztrosko w życiu. Ja mam pewnie te momenty trochę częściej, bo śmierć mamy jako młodej stosunkowo osoby uświadomiła mi kruchość życia - ale na początku związku z każdym pożegnaniem miałam pełną świadomość, że może być ostatnie i trzymałam, jakbym nie miała puścić, a teraz jednak nabrałam zaufania do życia i traktuję to, że wróci, jako pewnik.

                  Ta pierwotna namiętność kojarzy mi się z panicznym lękiem przed utratą i może dlatego uważam ją za przereklamowaną, a spokojne cieszenie się swoją obecnością za stan idealny.
    • inguszetia_2006 Re: Kryzys 26.04.16, 09:28
      Witam
      Eliza, co to znaczy, że było "pozamiatane", jak okazałaś słabość? Ukarał cię jakoś? Brakiem seksu, czy czegoś innego? Jakoś tak zimnem powiało.
      Pzdr.
      Ing
      • lady-z-gaga Re: Kryzys 26.04.16, 09:39
        pewnie po prostu nie chciał rozmawiać
    • solejrolia Re: Kryzys 26.04.16, 10:00
      Udało się przejść kryzys, ale ja niczego nie udawałam przed meżem.
      W stanie największego kryzysu i tak byłam w stałym kontakcie z psychoterepeutą, więc mogłam coś niecoś przegadać.
      A jeśli potrzebowałam wypłakać się w rękaw, to wiedziałam, ze na męża nie mogę liczyć, bo nie wszystko mąż jestw stanie zrozumieć, i przyjąć. mamy tak różne konstrukcje psychiczne i różne temperamenty, ze pewnych rzeczy nie przeskoczę (ja emocjonalna i wszystko na wierzchu, muszę wygadać się, czy wykrzyczeć, a mąż zakopuje emocje w sobie- koniec kropka).
      W takich sytuacjach znajdowałam koleżankę, której wypłakiwałam się w rękaw.
      No i na forum.
      najgorzej wyszłam na żaleniu się do teściowej- im mniej wie, tym zdrowiej dla wszystkich.

      powodzenia, i bądź sobą.
    • goodnightmoon Re: Kryzys 26.04.16, 10:14
      elizaj1 napisała:

      > Czy wam udało sie przejsc przez kryzysy w związku?

      Nam sie udalo, ale ja histeryzowalam, wyplakiwalam sie w jego ramionach, wyrzucalam zale i pokazywalam emocje. Inaczej po prostu nie umiem, wiec chyba nie pomoge sad
    • princess_yo_yo Re: Kryzys 26.04.16, 10:57
      "marze zeby sie wyplakac w jego ramionach, wyrzygać żale, histeryzowac, oczyscic emocje,pokazac słabość ale czuc sie z nim blisko." versus "granie przed facetem z ktorym znamy sie jak łyse konie niezaleznej atrakcyjnej niewzruszonej".

      bardzo zero jedynkowy ten twoj swiat radzenia sobie z kryzysem swoim wlasnym i zwiazkowym. ja jestem ze szkoly ze od partnera nie mozna wymagac zaspokajania wszystkich swoich potrzeb emocjonalnych i innych a juz zwlaszcza w momencie kiedy zwiazek sie rozbija o kamienia i o jakakolwiek bliskosc jest trudno.

      negocjacja jak wyglada ja versus swiat, i ja versus zwiazek to nie jest latwa sprawa jesli rownowaga jest bardzo zaburzona. a z tego co piszesz wynika ze twoje podejscie to jest wszystko albo nic, ja moge zrozumiec potrzebe wyrzygania swoich emocji ale w zadnym wypadku nie mialabym ochoty byc na drugim koncu takiego zachowania, zwlaszcza ze nic z tego koniec koncow nie wynika. mi i mojemu zwiazkowi bardzo pomoglo rozwijanie swojego wlasnego kregu znajomych i 'samodzielne' podroze, tzn bez rodziny i poczucia winy.
    • dziennik-niecodziennik Re: Kryzys 26.04.16, 11:11
      hmmmm
      ale to przeciez bez sensu jest
      powiem Ci jak to jest u mnie - jak mam taką potrzebę to ide do męża, mówię "mężu, chodz, musze odreagowac", wtulam się i robię co trzeba - ryczę, wyrzyguję żale, histeryzuję itd to wszystko co napisałas. jak juz mam dośc i jest mi lepiej, to siadamy i rozmawiamy serio.
      NIE WIERZĘ ze tak nie mozesz ze swoim. moze nigdy nie próbowałas? moze za bardzo jestes skupiona (podświadomie) na tych właśnie wyswiechtanych radach? dlaczego masz się zajmowac sobą i swoim życiem, zamiast WAMI i WASZYM życiem??
      idz do męża. uprzedz ze potrzebujesz rozmowy, ze mozliwe ze bedziesz płakać, ze moze byc trudno, ale że musisz. żeby zamknął gazetę, wyłączył grę, skończył co tam ma do skończenia i zajął się Tobą. zajął się WAMI. bo to o WAS chodzi. facet bedzie pewnie zaskoczony, moze bedzie zdegustowany bo przeciez niezwyczajny (co to znaczy ze na poczatku tak spróbowałas i było pozamiatane??), ale TRUDNO. od tego jesteście małżeństwem, żeby mieć siebie w takich chwilach.
    • princess_yo_yo Re: Kryzys 26.04.16, 11:31
      cos dla odreagowania, moze pomoze ci z perspektywa wink

      www.theguardian.com/commentisfree/2016/apr/25/work-easier-than-love-monday
    • anorektycznazdzira Re: Kryzys 26.04.16, 19:13
      Tak, udawałam niezależną atrakcyjną niewzruszoną.
      Więc nie "pocieszę". To znaczy pocieszę, bo dobrze się skończyło, ale trzeba było zacisnąć zęby i zrobić to, co w tych wszystkich radach było.
    • memphis90 Re: Kryzys 26.04.16, 19:31
      Gdybym udawała atrakcyjną, niewzruszoną i zajętą własnym życiem, to bym już męża nie miała. Bo on uważał, że to mi już nie zależy, że to ja się oddaliłam, nie chciał mnie wiązać na siłę i unieszczęśliwiać. Więc idąc za "światłymi radami" tylko bym go utwierdziła w jego obawach i tak skończyłoby się nasze małżeństwo. Więc były i nerwy, i histerie, i płacze, i kłotnie, i rozmowy, i ustalanie własnych granic od nowa, uczenie się od nowa potrzeb i oczekiwań. Czy robiliśmy dobrze czy źle- nie wiem, niemniej jednak nie było letnio i obojętnie i pewnie dlatego ostatecznie nam się udało.
    • stephanie.plum Re: Kryzys 26.04.16, 21:57
      to, że chcesz być blisko, wypłakać się itp. pokazuje, że masz z nim silną więź, co chyba jest bardzo pozytywne, bo tylko na gruncie takiej więzi można naprawdę przetrwać kryzys.

      gdybyś, zamiast "grać" niezależną i niewzruszoną, po prostu stwierdziła, że wybierasz tę opcję, bo bardziej pasuje Ci dystans i chłód niż bliskość i szczerość, to po chwili okazałoby się, że coraz mniej was łączy i kryzys przerodziłby się w trwałą zimę nuklearną.

      nie wiem, na czym polega wasz kryzys, ale ja po 22 latach związku a 15 małżeństwa mogę śmiało powiedzieć, że emocje typu zachwyt mają przypływy i odpływy, bywa, że zupełnie wysychają, a potem znów nas zalewają - czasami zupełnie niespodziewanie i "niezasłużenie".

      warunkiem przetrwania jest chyba właśnie to, że kryzys musi uwierać i boleć, no i jeszcze trzeba pogodzić się z tym, że te negatywne uczucia często są niekompatybilne, np. ja cierpię, a on jest "tylko" wkurzony i sfrustrowany, albo ja jestem nim zmęczona i na niego wściekła, a on czuje się niedopieszczony...

      wydaje mi się, że rada "bądź tajemnicza i niezależna" jest dobra, choć trochę przewrotna, bo tak naprawdę chodzi o to, że w ten sposób nie obciąża się drugiej osoby (faceta) emocjami, których nie byłby w stanie znieść / zrozumieć, albo które by zbagatelizował, co wywołałoby reakcję łańcuchową (w każdym razie w moim przypadku).

      w długiej i burzliwej historii naszego związku potrafiliśmy nieźle sobie dokopać i się poranić,
      nie wiem, jak mąż radził sobie z wybaczaniem mi,
      ja na własny użytek opracowałam metodę zainspirowaną wschodnimi sztukami walki.
      przyjmujesz cios i nie miotasz się, próbując oddać, tylko wchłaniasz go. kiedy świadomie zrezygnujesz z reaktywności, nagle czujesz, że energia tego ciosu, dzięki tej postawie daje ci jakąś niesamowitą, pozytywną siłę.
      no dobra, wiem, że to pokrętne, ale u mnie działa. chyba, że akurat wolę się poawanturować...
      • memphis90 Re: Kryzys 27.04.16, 17:09
        >no dobra, wiem, że to pokrętne, ale u mnie działa. chyba, że akurat wolę się poawanturować...
        Podoba mi się finalna konstatacja big_grin
    • paloma_blauwinder Re: Kryzys 26.04.16, 23:18
      > iewzruszonej przynosi efekty.Dobija mnie to słowo daję.
      A jakie efekty to właściwie przynosi?
    • ina_nova Re: Kryzys 27.04.16, 08:19
      >>Naiwnie sprobowałam raz na poczatku i było pozamiatane, natomiast granie przed facetem z ktorym znamy sie jak łyse konie niezaleznej atrakcyjnej niewzruszonej przynosi efekty.Dobija mnie to słowo daję.

      Doskonale Cię rozumiem, i mam takie same spostrzeżenia. Z jednej strony jestem pogodzona z tymi mechanizmami, ale z drugiej cholera mnie bierze, czuję ogromną niesprawiedliwość właśnie nie wiem kogo...natury, ewolucji, kultury, w której przyszło żyć..
      • nuta15 Re: Kryzys 27.04.16, 09:25
        Grając przed mężem oszukujesz także samą siebie. Ukrywając emocje, udając , że nic się nie dzieje tylko pogłębiasz dystans między wami i pogłębiasz kryzys. Nie licz na to, że facet domyśli się co czujesz, o co masz do niego żal i jak chciałabyś naprawić wasz związek. Tylko rozmowa , często trudna i bolesna dla obojga pozwala na dotarcie do sedna problemów , oczyszczenie, odbicie się od dna i budowanie bliskich relacji od nowa.
        • lady-z-gaga Re: Kryzys 27.04.16, 10:51
          Tu chyba nie chodzi i ukrywanie emocji, ale o pracę nad emocjami, aby oprócz własnych łez i rozpaczy mieć cos konstruktywnego do zaoferowania.
          Identyczne mechanizmy są w relacjach rodzic-dziecko i nikt jakoś nie uważa ich za rozpad więzi, destrukcję i obojętność. Matka(lub ojciec), ktora jęczy, wyrzyguje pretensje, opowiada z płaczem, jak jej źle, raczej nie naprawi pogarszających się relacji ze swoim potomstwem.
      • princess_yo_yo Re: Kryzys 27.04.16, 11:35
        skad sie bierze takie binarne podejscie do rzeczywistosci u doroslych ludzi? serio znacie tylko dwie opcje? histeria i wyrzygiwanie zalow albo niewzruszona obojetnosc? tak sie przeciez nie da zyc nie tylko w zwiazku ale w ogole.

        rozumiem ze watkodajka potrzebuje bliskosci bo tego jej teraz najbardziej brakuje ale zwiazek to jest swiadoma decyzja i odbudowa relacji zeby jakos to szlo musi sie opierac na budowie relacji dwoch doroslych ludzi a nie trwaniu w systemie rodzic - dziecko na co by wskazywal post startowy.
    • asia_i_p Re: Kryzys 27.04.16, 11:48
      Udało mi się przejść przez kryzys po urodzeniu pierwszego dziecka. Rzeczywiście, histerie się nie sprawdzają, ale nie sugerujesz chyba, że wyłączenie histerii oznacza rezygnację z bliskości.

      Nie udawałam niezależnej, kiedy wychodziliśmy z kryzysu, tylko nauczyłam się okazywać szacunek rozmówcy. Czyli jeśli na wątrobie leżał mi, dajmy na to, fakt, że życzę sobie, żeby w ramach zajmowania się dzieckiem zabierał je z domu, bo jak się bawią w domu, to ja nie potrafię odespać, to reakcją z czasów kryzysowych byłoby bolesne wzdychanie, teatralne tarcie oczu (jakim cudem ja wtedy nie widziałam, jak ja, mimo szczerego zmęczenia, jednak gram?), na koniec wybuch histerii, że ja umieram ze zmęczenia i tak się nie da żyć. Na etapie wychodzenia z kryzysu byłoby "weź dziecko na spacer, nie umiem spać, kiedy jest w domu". Na pewno to pierwsze to nie jest większa bliskość niż drugie.

      Więc rozumiem, że chcesz szczerej rozmowy zamiast odgrywania niezdobytej królowej, ale nie wpadaj w pułapkę, że szczera rozmowa = histeria. Da się rozmawiać szczerze i spokojnie, mówić o emocjach zamiast walić tymi emocjami po głowie.
      • taniax Re: Kryzys 30.04.16, 13:53
        Ja mam potwierdzone życiowo ze gierki sie sprawdzają, spróbuj w sytuacji gdy cos sie wypaliło, facet stracił toba zainteresowanie, osaczac go emocjami histeriami, demonstrować doły i stany depresyjne, zaniedbać sie i zyc w stresie to facet z którym łączyło cie cos bliskiego duzo razem przeżyliście oddali sie jeszcze bardziej. Zobaczy w pracy wyluzowana atrakcyjna Ankę i gwarantuje ze z nią będzie czuł sie lepiej niż z toba po tylu latach wspólnego życia.Dochodzi jeszcze fakt ze jej cycków nie widział a ty kobieto jestes przetartym szlakiem co działa na twoja niekorzyść.Oczywiscie ze najrozsądniej byłoby poprostu spokojnie rozmawiać jak bliscy ludzie ale ilu facetów to umie? Oni sa zamknięci najcześciej niestety, większość takich rozmów to sa monologi kobiety, wiem z doświadczenia.Dlaczego tak mysi byc, zadaje sobie pytanie.
        • yuka12 Re: Kryzys 30.04.16, 14:54
          Gierki sie sprawdzaja, jak sie umie zyc w obludzie. Ja nie potrafie. Mysli i uczucia trawia mnie od srodka. Dlatego nauczylam sie rozmawiac. Przynajmniej spokojnie wyjasniam, co mnie gryzie i gryzc mnie przestaje. Ale czy cos wyniknie z tych rozmow - to juz zupelnie inna sprawa. Dlatego ja juz w zasadzie na wiele rzeczy polozylam labe. Mniej wiecej wiem, z kim zyje i czego moge i czego nie powinnam oczekiwac. Motylki sie zdarzaja, ale chyba wole te poczucie bezpieczenstwa niz zycie na krawedzi czy wzajemne oszukiwanie sie.
          • kariwitch00 Re: Kryzys 30.04.16, 15:14
            Niestety ja stawiam na skuteczność, co zrobic jesli tak juz jest ze związkami, bezinteresowna miłość miedzy kobieta i mężczyzna nie istnieje, taka występuje tylko w relacji rodzic dziecko. Dlatego gierki tak dobrze sie sprawdzają, nie powinno tak byc ale jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka