elizaj1
26.04.16, 00:01
Zaliczam własnie pierwszy kryzys z mężem po kilkunastu latach małżenstwa, trudno mi sie pogodzić z tym ze tak juz wyglada zycie, że niemożliwe jest obustronne utrzymanie zainteresowania i zachwytu sobą przez lata. Zawsze wiedziałam że ludzie którym sie udaje utrzymac zwiazek i zyc ze soba długie lata po prostu potrafili sie w trudnych momentach dogadac dobrze rozgrywali kryzysy, dotyczy to kazdego związku predzej czy pozniej tak uważam wiec jestem pogodzona.Nawet seria sprawdzonych życiowych wyświechtanych rad dobrze sie u mnie sprawdza, nie wis na facecie z histeriami i pretensjami, zajmij sie sobą,swoim zyciem, zadbaj o siebie, wszystko to robie i jest lepiej, tylko że to mnie wlasnie dobija, poniewaz tak na prawdę tego nie chcę, ja marze zeby sie wyplakac w jego ramionach, wyrzygać żale, histeryzowac, oczyscic emocje,pokazac słabość ale czuc sie z nim blisko. Naiwnie sprobowałam raz na poczatku i było pozamiatane, natomiast granie przed facetem z ktorym znamy sie jak łyse konie niezaleznej atrakcyjnej niewzruszonej przynosi efekty.Dobija mnie to słowo daję.Czy wam udało sie przejsc przez kryzysy w związku?