zmartwionanati
12.07.16, 09:26
Czyli tych, które tak często piszą "zrobiłabym dżihad" (bądź dżihard - w wersji hard). Albo radzące innym "spakuj mu walizki" czy "zrób dżihad".
Naprawdę wszystkie problemy rozwiązujecie w ten sposób? Od razu wszystkim i o wszystko robicie piekło? Czy to tylko taka forumowa poza?
W moim wątku o córce i pani krzyczącej na koloniach wyszłam na wyrodną matkę, która nie poleciała od razu zrobić pani przysłowiowego dzihardu. Pani która tak "krzyczała" okazała sie ciepłą, przemiłą osobą, do której dzieci sie kleją, siadają jej kolana, przytulają. Pani miała pod opieką 50 dzieci (nie sama, miała kilkoro pomocników, ale jednak). No i raz krzyknęła (ja mam tylko trójkę a i mi sie zdarza podnieść głos i mówić do dzieci DUŻYMI LITERAMI, jak nie reagują). I zaraz z tego wielkie halo. Oczywiście mogłam od razu lecieć, robic awanturę i wyjść... na wariatkę. Analogiczna sytuacja ww szkole. Wolę pójść porozmawiać z panią KULTURALNIE, wyjaśnić wątpliwości, przedstawić wersję drugiej strony (w przypadku jakiegoś konfliktu) niż od razu lecieć "z ryjem".
Mam kuzyna, który właśnie do robienia dżihadu w szkole swoich dzieci był pierwszy. I nie tylko w szkole. Głośno i wyraźnie wyrażał swoje zdanie. Ogólnie znany jako pieniacz. Dzieci w razie jakichkolwiek problemów w szkole (niesprawiedliwa ocean czy inne tp sprawy) starały sie z całych sił, aby tatuś sie o tym nie dowiedział. I żeby broń boże do szkoły nie chodził na wywiadówki. Bo było im zwyczajnie wstyd za niego.
Ja wolę konflikty załatwiac w bardziej cywilizowany sposób, wysłuchać obu stron i dojść do porozumienia. Oczywiście jak jest taka potrzeba, bronie córki, ale robię to w sposób grzeczny. Zresztą i jej nauczycielka to tez kulturalna osoba i naprawdę nie musimy na siebie krzyczeć. Uniosłam sie tylko raz, do wychowawczyni młodszej córki, która zaczęła po mnie jechac pod szkołą. Sprawa błaha, ja rzeczywiście nie pomyślałam i popełniłam błąd. Tylko, że ona sama DOKŁADNIE to samo (w innej sprawie) ZROBIŁA KILKA DNI WCZEŚNIEJ. I tez byłam zdenerwowana na nią. |Jednak zacisnęłam wtedy zęby. Ale jak zaczęła mi zwracać uwagę pod szkołą to mi sie ulało i powiedziałam, że ona tez zawaliła. Nakrzyczałyśmy na siebie, potem się przeprosiłyśmy i jest ok. Ale i tak mi głupio. Bo tak się naprawdę spraw nie załatwia. Awanturując się dajemy świadectwo tylko o sobie.