hedna
09.09.16, 22:47
W ostatni weekend pojechaliśmy z dziećmi w góry.W drodze powrotnej syn zaczął wymiotować i odlatywać-wezwałam karetkę.Atak padaczki. Zabrali nas na sygnale do szpitala do Nowego Sącza. Mój kochany synek stracił przytomność. Wiele razy wymiotował,podawano mu tlen,leki,kroplówki,zrobiono na cito tomografię.Świadomie otworzył oczka po ok.14 godzinach. Nigdy tak się nie bałam jak wtedy. Nigdy.
Nie miał ataku 20 miesięcy,cały czas pod kontrolą,na lekach.
W takich chwilach nie liczy się nic.
Zdrowie to największa wartość.
Minęło kilka dni,syn jest w dobrej formie,bawi się,dokazuje.Siedzi to we mnie.