W firmie robią "remanent", przenoszą działy, największe roszady na górze, lecą głowy ale przy okazji wywalają tez szeregowych pracowników. Firma na rynku działa od kilkudziesięciu lat, moi koledzy pracują tu całe życie po 20, 30, 40 lat. W tej chwili bez sentymentów wywalają ludzi z dnia na dzien, bez słowa wyjaśnienia. Po prostu nagle ktos znika i pojawia się ktoś nowy. Wszyscy nabierają wody w usta. Wczoraj wywalili dwie osoby z mojego działu. Szefowa podeszła do biurka, poprosiła o rozmowę, kolega wrócił, spakował się i wyszedł. Cala reszta dzialu zrobiła wielkie oczy ale nikt nie śmiał zapytać. Dopiero wieczorem koleżanka, która po świętach odchodzi na emeryturę wygarnęła dyrektorowi i dowiedziala się kto przyjdzie na miejsce zwolnionych.
A na dodatek zapowiedzieli lunch bozonarodzeniowy 23go i międzydzialowy konkurs na ozdoby świąteczne. Serio? Nawet mi się nie chce odpowiedzieć ze nie idę.
Tak mi się marzy aby mnie zwolnili, dostałabym roczną odprawę i założyła własną firmę