paloma_blauwinder
19.12.16, 00:53
Wątek z serii "Marceli szpak dziwi się światu".
Już w którymś wątku widzę motyw umęczenia pierogami/uszkami/kupowania gotowej garmażerki, żeby się nie umordować/mrożenia miesiąc wcześniej i podania odmrożonego w wigilię. Czy te pierogi są serio-serio takie niezbędnie potrzebne? Mnie to autentycznie dziwi, jak już wspominałam nie przyjęła się u nas w rodzinie tradycja potraw zbożowych, po prostu nikt aż tak chyba nie lubił tych wszystkich klusek, pierogów, uszek, kutii (bleee, raz jadłam) itd., a jest tyle tradycyjnych potraw, które mają nieporównanie lepszy stosunek pracochłonności do smaku.
Owszem, rozumiem, mąka jest tania i jest to na pewno argument w wielu rodzinach w wiele dni roku, a farsz do pierogów to często zagospodarowane resztki z innych potraw. Ale w wigilię tego typu argumenty chyba nie mają racji bytu? Czy to jednak chodzi o tradycję i trzeba zacisnąć zęby, bo tak być musi i lepić, lepić, lepić?