misoune
19.12.16, 09:09
Dziewczyny, chodzi to za mną od 15 lat. Byłam wtedy będąc młodym dziewczęciem na przedwigilijnej imprezie firmowej i jeden prezes przyniósł całą miednicę przysmaku jego babci.
Nie mam szans już na dotarcie do źródła, niewykluczone, że babcia już patrzy na ten świat z drugiej strony tęczy, a prezes na pewno robi karierę zagranicą.
To były takie niby placuszki, racuszki z makiem.
Podejrzewam, że było to smażone albo pieczone.
Ciasto jakieś na granicy drożdżowego lub francuskiego.
Miało to taki wygląd jakby ktoś kroił rozwalkowane ciasto na kwadraty lub trójkąty i zawijał w to mak.
Było genialne. Na słodko. Na Lubelszczyźnie.
Helpunku!