Który oczywiście jak każdy zaliczał wpadki (czasem dramatyczne)

ale jak patrzę na to co się dzieje w polskim sejmie z posłem Szczerbą, z tym wyłączaniem mikrofonów, przerywaniem wypowiedzi, to myślę jak Wojciech Korfanty, poseł do Reichstagu w latach 1903-1912 i 1918 czytał z mównicy fragmenty cenzurowanych propolskich książek (na pewno nie o tym Reichstag obradował ale nikt mu nie przeszkadzał), jak 25 października 1918, kiedy wciąż żadnej Polski nie było on żądał z mównicy w Reichstagu przyłączenia do niej nie tylko terenów zaboru pruskiego ale również Górnego Śląska. Wrażenie zrobił duże, ale żadna straż marszałkowska nie ściągała go z mównicy (wyobraźnie sobie że ktoś z posłów żąda np. przyłączenia Szczecina do Niemiec czy Przemyśla do Ukrainy w polskim sejmie, to mniej więcej ten efekt). Szanowano prawo posła do mówienia rzeczy nawet wydających się sporej części zdradą lub szaleństwem.
Korfantego otruto w polskim więzieniu, w Niemczech przed 1922 był kontrowersyjny (chciałam napisać niepopularny, ale to bzdura bo w 1918 głosowało na niego sporo Niemców, w wyborach uzupełniających miał dwa razy więcej głosów od kontrkandydata, ale kontrowersyjny dla niektórych był bardzo), w okresie przerwy w posłowaniu zaliczył jeden proces (z wolnej stopy, wygrał), utrudniano mu zawarcie małżeństwa (dlatego żenił się w Krakowie), ale wolności słowa w Reichstagu przestrzegano, nawet gdy ktoś mówił nie na temat oraz zdecydowanie przeciw stanowisku rządu. I tak sobie o tym myślę....