Mam taki dylemat... Moja córka ma 8,5 roku i przejawia różne takie talenty - nie jakieś na poziomie geniuszu, ale powiedzmy takie, że ja uważam, że fajnie byłoby jakoś je rozwinąć. To raczej dusza artystyczna. Ona lubi wszelkie prace plastyczne, a ostatnio również zaczęła lubić taniec. Mieli w szkole taki pokaz, w którym brała udział i widziałam, że świetnie sobie radzi, a teraz ciągle w domu tańczy (śpiewa również, ale tutaj to raczej nie widzę potencjału

).
Sama kocham taniec i potrafię ocenić, czy ktoś ma poczucie rytmu i wyczucie melodii i uważam, że ona ma. Problem jest taki, że gdy ją namawiam na jakieś lekcje, to ona nie bardzo jest zainteresowana. Mam wrażenie, że wynika to albo z obawy przed nieznanym - musiałaby zjawić się w nowej, nieznanej sobie grupie dzieci i dorosłych oraz przed nimi występować, a więc odsłonić się, a jest dzieckiem wrażliwym, albo z pewnego takiego lenistwa - łatwiej posiedzieć w domu i nie robić nic. No albo przeceniam jej zainteresowanie tańcem, nie wiem... No i mój dylemat jest taki - odpuścić sobie? czy może pchnąć na siłę? Ostatecznie to jednak ma być przyjemność, więc nigdy dotąd nie wymuszałam takich zajęć. Sama jednak mam żal do rodziców, że mną w ogóle nie pokierowali w dzieciństwie i czasem trochę nie zmusili do pewnych rzeczy, nie przełamali mojego strachu, abym mogła zdobyć nowe umiejętności. Co myślicie? To bardzo wrażliwe dziecko i czasem trudno ją nawigować