kawka74
16.06.17, 13:06
Dziecko przywlokło ze szkoły (w tym roku wychowawczyni informowała kilka razy o wszach w klasie i dopadło w końcu moją córkę). Podjęłam działania naprawcze niemal natychmiast:
-zaaplikowałam dziecku preparat wybijający wszy i gnidy (sobie i panuojcu również) - jednak mam wątpliwości, bo po prawie godzinnym duszeniu parazytów pod folijką przy wyczesywaniu niektóre jeszcze nie były martwe tak bardzo, jak bym chciała - czy to znaczy, że preparat nie działa, jak powinien, czy nałożyłam go za mało?
-wyprałam pościel w 90 stopniach,
-wyprałam to, czego się nie dało w 90, w nieco niższej temperaturze,
-to, czego się nie dało wyprać wcale, zapakowałam do worków,
-odkurzyłam wszystko dwa razy,
-poinformowałam szkołę, trenera i rodzinę.
I teraz tak:
-czy coś pominęłam?
-czy ma sens płukanie octem włosów, czy to tylko mit i legenda? A co z innymi sposobami domowymi typu nafta, olejki czy (olaboga, ale jestem zdesperowana) majonez?
-czy można czymś popsikać kanapy (jakiś olejek? woda z octem - o ile to nie mit itd.), żeby trochę ewentualnych niepożądanych gości poddusić?
-teoretycznie użyty preparat wybija cholerstwo po pierwszym razie (Parasidose się nazywa), ale nie wiem, czy na pewno - może lepiej powtórzyć po kilku dniach nawet jeśli głowa będzie czysta?
-czy bezpiecznie będzie posłać dziecko na zakończenie roku? Czy po dwóch aplikacjach preparatu można uznać, że jest bezpiecznie dla innych dzieci? No i co z moją córką? - twierdzi, że jedno z dzieci w klasie drapie się po głowie bezustannie i istnieje ryzyko, że to właśnie wszy, a nie źle dobrany szampon. Jak sobie pomyślę, że miałabym odwszawiać wszystko dookoła z dzieckiem włącznie po raz kolejny i kolejny, mam dreszcze, bo to uciążliwe draństwo.