triss_merigold6
13.07.17, 15:29
Chicarica w którymś z wątków napisała (przepraszam, jeśli cytuję niedokładnie), że roczniki obecnych 35-45 latków, z którymi miała okazję pracować to najbardziej egocentryczne i bezwzględne grupy wychowanków agresywnego kapitalizmu w wydaniu nadwiślańskim.
I w sumie się zgadzam.
Pamiętam schyłek lat 80-tych, duszną atmosferę dogorywającego PRL i wyrywanie skrawków Zachodu, kto miał jakieś dojścia ten miał lepiej.
Z czerwca roku przełomu pamiętam ciśnienie przed rekrutacją do szkół średnich - wiadomo było, że liceum daje szansę na studia i kontakt z ludźmi na poziomie, a zawodówka skazuje na wegetację w klasie robotniczej, brudną i uciążliwą robotę w otoczeniu półanalfabetów.
Pamiętam dzikie lata 90-te i dominujący przekaz: jeśli sobie z czymś nie radzisz, jesteś frajerem. Koleżance ukradli samochód - To pani nie wiedziała, że tu kradną?! (by policja). Ileś znajomych osób miało problemy z niepłacącymi pracodawcami - Frajerzy, dali się wykorzystać. Pracowałeś w PGR na traktorze, PGR upadł i cała okolica pije na zasiłku - Sami są sobie winni, powinni zainwestować w sektor usług. Bezrobotni - homo sovietikus.
Po 2000 r. ów przekaz - Nie radzisz sobie, jesteś frajerem i nie licz na państwo ani na nikogo - został poszerzony o m.in. kredytobiorców, klientów parabanków, nabywców magicznych kołder etc.
Miałam fart, czujność ważki, zerowe zaufanie i brak skłonności do ryzyka, dało się żyć i bawić. Ale sorry, teraz już nie będę nagle eko wege bezglutenowa, tolerancyjna oraz pochylająca się nad zagrożeniem dla wartości oraz losem innych, zwłaszcza tych których altruizm krewniaczy nie obejmuje. Dobre 25 lat słyszałam i obserwowałam uczestnicząco, że przetrwają najlepiej przystosowani.