demodee
07.09.17, 18:24
Taka historia zdarzyła się na moim podwórku (szczegóły pozmieniałam, żeby zachować anonimowość bohaterów).
Ewa, 20-letnia szczecinianka zachodzi w ciążę z Adamem, rówieśnikiem z Rzeszowa poznanym na obozie studenckim. Oboje są na utrzymaniu rodziców.
Ewa telefonicznie informuje chłopaka o ciąży i słyszy entuzjastyczne zaproszenie do Rzeszowa w celu spotkania z rodzicami Adama. Rodzice Ewy nie są zachwyceni wiadomością, bo woleliby, żeby ukochana jedynaczka nacieszyła się młodością i skończyła studia, zanim podejmie rolę żony i matki, ale są gotowi na ślub, wesele i daleko idącą pomoc młodej rodzinie.
Tymczasem w Rzeszowie niespodzianka. Adam proponuje Ewie pieniądze na usunięcie ciąży. Bo jego rodzice nie będą w stanie pomóc finansowo ani organizacyjnie w wychowaniu dziecka (są niezamożni i utrzymują także siostrę Adama), więc Adam musiałby pójść do pracy, a przecież studia są jego szansą na lepsze życie itd. Proponuje więc, żeby narodziny dziecka odłożyć w czasie, na razie studiować i bawić się, potem wziąć ślub, mieć dzieci i być normalną rodziną.
Usunięcie ciąży nie jest zgodne ze światopoglądem Ewy, postanawia urodzić dziecko z ojca nieznanego. Jej rodzice nie wycofują wsparcia, cieszą się z ciąży i wnuka/czki, ale nalegają, żeby jednak zarejestrowała Adama jako ojca. Ewa zaczyna się wahać co do decyzji o ojcostwie.
Co, zdaniem ematki, jest dla Ewy i dziecka lepsze – z punktu widzenia prawnego, finansowego, organizacyjnego, emocjonalnego i społecznego?
I co Adam może zrobić z decyzją Ewy?