Generalnie - starałam się niepotrzebnie nie brać L4, w pierwszej ciąży pracowałam do końca. Drugą ciążę poroniłam, wobec tego trzecią, również z ryzykiem przeleżałam - szefowa zatrudniła dziewczynę na zastępstwo. Pracuję w tym samym miejscu 16 lat. Niestety od września pochorowałam się, najpierw nieplanowany zabieg i 2 tyg L4, choć lekarz naciskał na więcej. Polem skręciłam niefortunnie stopę - znów 2 tyg L4 i podłapałam chorobę zakaźną - znów.... Teraz byłam zmuszona wziąć opiekę na męża - jest po operacji, niestety doszły komplikacje, wiec wzięłam kolejne dni - do piątku. Tuż po poinformowaniu pracodawcy, że mnie nie będzie - zadzwoniła szefowa i ... zwyzywała mnie, nie dopuszczają do głosu. Dowiedziałam się, ze jestem m.in. nieodpowiedzialna i jeśli chcę chodzić na L4, to powinnam z góry wziąć na pół roku, to nie będzie problemów. Dziewczyny pracujące ze mną są podobno wściekłe - bardzo możliwe (tak, już za drugim razem poczułam to ochłodzenie stosunków). Zastanawiam się ... co teraz. Popłakałam się z tej bezsilności

przecież nikomu na złość nie robię idąc na L4