codziennikfeministyczny.pl/nie-boisz-sie-dostac-nos-taka-ladna-jestes-staly-zestaw-pytan-ktorymi-spotykaja-fighterki/
Linkuję, bo temat wydaje mi się dość ciekawy i warto porozmawiać, ale w tekście z "Codziennika Feministycznego" widzę jakieś pomieszanie z poplątaniem.
Biorąc pod uwagę ile jest znakomitych polskich zawodniczek, trzeba się mocno naszukać, żeby spotkać kogoś zdumionego tym, że kobieta może z sukcesami trenować sztuki walki - to raz.
Dwa - rywalizacja sportowa polega na zestawieniu osób o tych samych parametrach wyjściowych i tu kobieta nie ma szans z facetem <mówimy o zawodnikach tej samej klasy>
Trzy - WenDo i inne szkoły samoobrony tylko dla kobiet mogą być niezłe jeśli chodzi o przełamanie pierwszej bariery "krzyknij głośno -uderz", ale w realu atak przyjdzie raczej ze strony faceta. Co oznacza, że spotkania tylko w gronie kobiet są sztuką dla sztuki, dają złudne poczucie bezpieczeństwa i nadmierną pewność własnych umiejętności.
Czym innym jest sport ze wszystkimi ograniczeniami fair play, a czym innym skuteczna kilkusekundowa obrona przed atakiem ulicznym, nagłym i brutalnym.
Końcówka tekstu to już czyste brednie więc się nie odnoszę.