No wiec zaczelam chodzic kolo adopcji, na powaznie. Bylismy zdecydowani na dziecko do lat 3, bez powaznych obciazen (fas, rad itd). Mamy swoje dzieci, kolejne, ostatnie - chcielismy adoptowac.
Dzwonilam do 17 osrodkow.
W kazdym usyszalam to samo. Nie ma szans. Nawet nie zapisali danych, powiedzieli wprost zeby sobie dac spokoj.
Kierowniczka jednego powiedziala ze Efekt 500+ jest taki ze los dzieci sie nie zmienil. Ale nie sa oddawane, ludzie nie zrzekaja sie praw, finalnie nawet walcza o nie, aby tylko zachowac swiadczenia. I do adopcji z uregulowana syt prawna jest dwukrotnie mniej dzieci.
Kierowniczka innego osrodka powiedziala, ze dzieci jest nawet ponad dwa razy mniej niz rok wczesniej. A chetnych wiecej, bo utrudniony jest dostep do in vitro.
Powiedziala ze w chwili obecnej rodziny na zdrowe dziecko czekaja u nich 6 lat, bo od dwoch lat nie mieli zdrowego dziecka i wszystko sie przeciaga w czasie. najwiecej czeka para ktora chce niemowle - czekaja 7 lat !
Powiedziala, ze jasne, moze zapisac ale w praktyce mowi wprost, ze nie doczekamy sie na dziecko bo i tak nawet jak bedzie - trafi do rodziny bezdzietnej co jest dla mnie zrozumiale, aczkolwiek teoretycznie wg ustawy nie powinno byc takiego podzialu.
Dodala, ze jak chcemy do 2 lat zamknac temat - to albo starsze dziecko, wiek szkolny, albo niepelnosprawne albo z powaznymi dysfunkcjami/zaburzeniami.
Kubel zimnej wody
Smutno mi troche. Jasne, nasza sytuacja nie jest dramatyczna - mamy wspaniale dzieci, ale pomyslalam o tych ktorzy dopiero zaczynaja ta droge i jaki to dla nich bedzie koszmar tak dlugiego oczekiwania.
To jest smutna strona 500+, namacalna. Dzieki tej kasie dzieci zyjace w patolologii tkwią w niej bo to one są źrodelkiem dochodow. Nie trafia do takiego domu jak moj. Nie ma na to szans, efekty o ktorych nikt nie myslal tworzac ten punkt kampani wyborczej.