Dodaj do ulubionych

Taka historia szkolna

10.05.18, 12:10
Na urodzinach kolegi syna byliśmy wczoraj. Znajomą z dawnego przedszkola spotykam i gadamy jak tam w szkole i opowiada taką historię:
Jej młodsza córka jest w pierwszej klasie. Klasa utworzona z grupy zerówkowej, dzieci znały się wcześniej w większości. Doszło kilkoro nowych dzieci w tym córka jednej z nauczycielek uczących w szkole.
Córka znajomej usiadła na początku roku w ławce z najlepszą koleżanką z zerówki. Tak to sobie podobno obiecały już w poprzednim roku.
Córka nauczycielki jako nowa została posadzona z inną nową dziewczynką. Mamie-nauczycielce się towarzystwo córki nie spodobało (bo podobno się dziewczynki źle dogadywały) o czym poinformowała wychowawczynię.
Pani wychowawczyni zainterweniowała i rozdzieliła dobre koleżanki z zerówki sadzając z jedną z nich córkę nauczycielki.
Córka znajomej została posadzona z kolegą, z którym się nie najlepiej dogaduje.
Dodatkowo córka nauczycielki jest bardzo zazdrosna o nową koleżankę z ławki i reaguje płaczem, gdy dawne koleżanki chcą się razem bawić.

Powiem, że dała mi ta sytuacja do myślenia.
Czy wychowawczyni nie nadużywa w takiej sytuacji swojej władzy tak manipulując dziećmi?
Nie wiem jak zachowałabym się w sytuacji znajomej, gdyby to moje dziecko miało być mniej ważne od córki nauczycielki.

Obserwuj wątek
    • jola-kotka Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:17
      Juz za moich czasow w szkole podstawowej interwencja rodzicow w tej kwestiiskutkowala przesadzeniem uczniow i wcale tymi rodzicami nie byli nauczyciele z tej samej szkoly.
      • panna.ze.dworku Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 17:02
        I byłoby ok, gdyby wychowawczyni przesadziła WSZYSTKIE dzieci miksując nowe ze "starymi układami". Problem w tym, że tego NIE ZROBIŁA. A tylko "karnie" rozsadziła przyjaciółki, żeby pani koleżance (i jej córce) życie umilić. I ma w zadku, że ani rozsadzone koleżanki ani wciąż słabo zintegrowana córka nauczycielki nie są zadowolone!
        Za moich czasów tez nauczyciele nas "na siłę" niejako przesadzali - chodziło właśnie o integrację, o to, by "rozbić układy", by w KAŻDY miał szansę w innym sąsiedztwie się odnaleźć. Ja np w czwartej klasie zostałam "przesadzona" do ławki z klasowym "ananasem" - chłopakiem nie wstrętnym, chuliganem, ale psotnym i pomysłowym. Nauczyciele mięli nadzieję, że siedząc z dziewczynką się uspokoi... Hehehe... We dwójkę potrafiliśmy rozbujać każdą lekcję! big_grin I świetnie kumplujemy się do teraz, pomimo, że progi podstawówki opuściliśmy już lat temu ... Dawno. I późniejsze ponowne "rozsadzenie nas na przeciwległe końce klasy - nic nie zmieniło!
        Ale to inna sytuacja - bo właśnie nauczyciele mieszali WSZYSTKICH uczniów, a nie na siłę szukali przyjaciółki dla jednej córeczki koleżanki po fachu...
    • little_fish Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:26
      Wychowawczyni mojego syna co tydzień przesadzała dzieci miksujac najróżniejsze kombinacje, dzięki czemu każdy siedział z każdym i nikt nie był pokrzywdzony
      • nowi-jka Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 14:10
        to normalne ze wychowawcza przesadza dzieci, neich sie integruja
      • ichi51e Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:27
        No wlasnie to chyba najlepsze rozwiazanie - dzieci zamiast kostniec w jednym ukladzie maja dana szanse zakolegowac sie z kazdym.
        • angazetka Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 13:18
          Oszalałabym w takim systemie.
          • little_fish Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:46
            Dziecko nie narzekało, jak inne dzieciaki to nie wiem
      • rysiowa85 Re: Taka historia szkolna 13.05.18, 14:47
        ha ha, ciekawe jak emama by zareagowała jakby co tydzień musiała siedzieć przy innym biurku w pracy, w innym miejscu, z innym widokiem, w innym towarzystwie
        No niech sie taki pracownik integruje , co ma tylko od Kryśki pożyczać spinacze?
        dla mnie to jakis koszmar takie przesadzanie
        • mikams75 Re: Taka historia szkolna 13.05.18, 15:00
          nie dziw sie, bo w wielu firmach juz tak jest.
        • janja11 Re: Taka historia szkolna 13.05.18, 19:29
          Jest stresująca taka sytuacja dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla dziecka.
          Nauczyciele najczęściej nie zadają sobie trudu, aby wytłumaczyć dzieciakom cel takiego działania. Klucz wg którego zmian się dokonuje też jest najczęściej wielką tajemnicą nauczyciela.
          I jeszcze raz zwrócę uwagę, że w przypadku opisanym przez autorkę wątku, chodzi o zmianę jednorazową, na życzenie konkretnej mamy. która jest koleżanką wychowawczyni.
          Nie ma tu mowy o żadnym integrowaniu grupy, a jest zwykłe kolesiostwo.
    • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:26
      Nie widzę w zachowaniu wychowawczyni żadnej manipulacji. Właściwie wychowawczyni powinna od początku postarać się wymieszać "nowe" dzieci, z tymi, które już się znały, żeby ułatwić im wejście w grupę, a grupie - szybką akceptację "nowych". Twoja znajoma też może próbować interweniować u wychowawczyni w sprawie przesadzenia córki, skoro obecna sytuacja jest niekomfortowa.
    • iwoniaw Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:32
      W szkole, zwłaszcza w pierwszych klasach podstawówki, zawsze komuś (czy to dziecku, czy rodzicowi) coś nie pasuje z usadzeniem w ławkach, dlatego większość znanych mi wychowawców po prostu robi regularne rotacje, uwzględniając częściowo prośby w tym względzie (oczywiście nie zawsze cały rok da się siedzieć z dala od Jasia/w jednej ławce z Zosią, ale wiadomo, o co chodzi). Najlepszym wyjściem chyba jest wprowadzenie jasnych zasad (np. zmieniamy wszyscy miejsca co tydzień/miesiąc; w jaki sposób, to już zależy od problemów w danej klasie - u moich dzieci bywało to losowanie, bywało, że co tydzień kilkoro (po kolei wszyscy) mogło sobie wybrać, z kim siedzi, bywały też przesadzenia "za karę" - tzn. "X i Y w jednej ławce przeszkadzają wszystkim, więc do końca miesiąca siedzą oddzielnie pomimo rotacji w innych parach itd.). Generalnie uważam za zdrowe przesadzanie co jakiś czas wszystkich.
    • a.n.i.a.78 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:34
      u nas w klasie też pani często przesadza dzieci, z różnych powodów. zazwyczaj, że ktoś jest niegrzeczny. określona ilość osób daje mniejsze pole manewru. najczęściej jednak dzieci nie siedzą z tymi osobami lub osobą, z która/którymi by chciały. grzeczne dzieci nie będą siedzieć z grzecznymi, niegrzeczne z niegrzecznymi itp. trudno, co zrobić. mój syn chciałby siedzieć z koleżanką z przedszkola, która jest tak samo spokojna jak on. ale nie da rady smile

      • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:18
        A tego nie rozumiem. Dlaczego karać grzeczne dziecko - sadzając je z tym przeszkadzającym, niegrzecznym.
        W klasie mojego syna w podstawówce była taka sytuacja.
        W 4 klasie doszedł chłopiec z jakimiś problemami. Gadał sam do siebie, przeszkadzał itd. Żadne dziecko nie chciało z nim siedzieć. Na pierwszym zebraniu wywiązała się bardzo ostra dyskusja. Włącznie z tym, żeby postawić pojedyncze ławki dla wszystkich dzieci.
        Skończyło się pojedynczą ławką dla tego chłopca.
        • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:43
          Tylko dla tego chłopca? Fatalne zachowanie wychowawczyni.
          • frey.a86 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:50
            Trudno, żeby wychowawczyni zorganizowała osobne ławki dla wszystkich, poza tym dlaczego karać tych, którzy się dobrze zachowują? Sama nienawidzę tego karnego sadzania niesfornych uczniów z grzecznymi, bo sama byłam ofiarą czegoś takiego we wczesnej podstawówce. Ja byłam wtedy grzeczną, cichą, ale też nieśmiałą uczennicą, a wychowawczyni posadziła ze mną klasowego patusa. Oczywiście za karę, rozdzieliła dwóch takich gagatków - jeden poszedł siedzieć ze mną, a drugi z moją ówczesną przyjaciółką. Oczywiście patus lał mnie łapskiem po plecach, jak tylko mu coś nie pasowało, a ja wstydziłam się poskarżyć, no bo przecież "nie wolno skarżyć". I za co to wszystko? 3 lata z nim siedziałam.
            • mari.sol Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 20:44
              Jakbym widziała siebie... Byłam najwyższa w klasie i z tego powodu musiałam siedzieć w jednej ławce z chłopakiem, który dwa razy już nie przeszedł. Regularnie byłam szturchana, kopana pod ławką itd. i nikt nie zwracał na to uwagi a ja sama wstydziłam się odezwać.
              • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 06:56
                No ale to problem był nie w tym, że posadzono z wami tych kolesi, tylko w tym, że was nie nauczono się odzywać jak wam się dzieje krzywda.
                • ichi51e Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:32
                  o dokladnie. Ja tez siedzialam z niegrzecznym i mielismy swoj uklad ja mu pomagalam on wspolpracowal. Na pewno siedzac ze mna mial lepsze oceny bo kontrolnie lukalam czy bzdur nie pisze na klasowkach i w razie czego kopniakiem sugerowalam przemyslenie odpowiedzi.
          • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:53
            Czy ja wiem? Powiem tak - chłopak może i miał problemy, ale był cholernie złośliwy. Na sprawdzianach robił wszystko, żeby innym przeszkadzać. Wzdychał, wiercił się, wydawał dziwne odgłosy. Doszło do tego, że dzieci prosiły, aby mogły pisać sprawdziany na korytarzu.
            Sama byłam u wychowawczyni z taką prośbą od syna. Okazało się, że nie byłam pierwsza a chyba z 9 - czyli już ponad połowa klasy.
            Gdyby wychowawczyni tak zrobiła - to on sam by pisał w klasie - a reszta na korytarzu. Stało się odwrotnie. No nie da się dla jednego dziecka utrudniać życia całej klasie.

            A i ja miałam z nim do czynienia raz dłużej niż 5 minut. Miałam ochotę go udusić własnymi rękami. Przestałam się dziwić dzieciom. Robiłyśmy z koleżanką jakieś zdjęcia i on stwierdził, że jak nie stanie w miejscu X - to wychodzi. Na końcu języka miałam - tam są drzwi - do widzenia. Koleżanka próbowała go przekonywać, dyskutować z nim. Na 2 minuty się udało - potem była o coś afera i zaczął się awanturować a potem wyszedł, trzaskając drzwiami. I nie mówimy o 7 latku, ale o 12 latku.
            • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 14:18
              Pierwotny pomysł - z pojedynczymi ławkami dla wszystkich, był znacznie lepszy, bo rozwiązywał problem, zamiast pogłębiać. Oczywiście wiem, że na takie rozwiązanie większość szkół nie mogłaby sobie pozwolić. Niemniej, wychowawczyni powinna szukać takiego rozwiązania problemu, które nie godziłoby w żadnego ucznia.
              • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 14:23
                Tu problemem był brak miejsca. Bo musiałoby być przejście między rzędami.

                Innego rozwiązania nie było. Nie było ucznia, który zgodziłby się z nim siedzieć. Nawet najspokojniejsza dziewczynka po 3 dniach przyszła z płaczem do rodziców - że więcej do szkoły nie pójdzie, jak ma z nim siedzieć.
                • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 07:03
                  Byłam w bardzo wielu klasach szkolnych (nie w Polsce) i właściwie to nawet nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam podwójne ławki, może raz albo dwa. Zazwyczaj były albo cztero-sześcioosobowe stoliki z krzesłami dookoła lub po dwóch stronach albo ławki ustawione w podkowę albo podłużne rzędy ławek, a jeszcze w niemal każdej klasie jest jakiś stół z boku, z komputerami itp, więc zawsze w czasie testu można przeszkadzacza usadzić przy tym stole.
                  • ichi51e Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:33
                    A w ilu z tych klas bylo 35 uczniow?
                    • landora Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 09:43
                      U Arweny 9 osób stanowiło ponad połowę klasy. Czyli klasa max. 17 osób, tak?
                      • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 09:51
                        Tak
        • janja11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:48
          arwena_11 napisała:

          > Skończyło się pojedynczą ławką dla tego chłopca.

          Smutna historia i pokazuje jak nauczyciele/ wychowawcy są kiepsko przygotowani do radzenia sobie z sytuacją, gdy w grupie pojawia się dziecko z problemami.
          • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:58
            Nie, po prostu nie było miejsca w klasie, aby wstawić pojedyncze ławki dla wszystkich. Dzieci odmówiły, siedzenia z nim. To szkoła prywatna. Byłby problem, gdyby wszyscy odeszli. Znam przypadek, gdzie cała klasa złożyła wymówienia umowy - bo dyrekcja przyjęła dziecko, które już 5 razy zmieniało szkołę. Dziecko rozwalało lekcje, było agresywne. Dyrekcja nie zadała sobie trudu sprawdzenia dlaczego dzieciak będący w 3 klasie - zmieniał 5 razy szkołę i ani razu miejsca zamieszkania. Rodzice to sprawdzili.
            Oczywiście dyrekcja żeby zatrzymać te 18 innych osób dała wypowiedzenie umowy rodzicom tego dzieciaka. Trafił do rejonu. Ci biedacy już nic nie mogli zrobić.
            • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 07:07
              A. Czyli ona pisze, że nauczyciele nie są kompletnie przygotowani do pracy z dziećmi, ty twierdzisz że nie, po czym argumentujesz to przykładem, który pokazuje, że nauczyciele są kompletnie nieprzygotowani do pracy z dziećmi big_grin
              (tylko mi nie pisz, pliz, że są przygotowani, ale do pracy z normalnymi - do pracy z normalnymi, grzecznymi dziećmi to każdy by się nadał, profesjonalista jest od tego, żeby sobie radzić, gdy są kłopoty).
              • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:21
                Tylko tu nie chodziło o radzenie sobie z dzieckiem - bo ogólnie - dawało radę. Jak siedział sam, w ławce postawionej przy biurku nauczyciela - nie pajacował. Bo problemy to jedno, a złośliwość to drugie. Jak nie miał komu przeszkadzać - to siedział cicho.
                W klasie zawsze jest jakiś gwar - wtedy wydawane przez niego odgłosy - nie przeszkadzały tak. Ale w zupełnej ciszy na sprawdzianach - już tak.
              • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:24
                Za rano, nie doczytałam. W tej szkole o której pisałam w poście na który odpowiadasz - to fakt, nauczyciele sobie nie radzili z problemami.
                Ale jeżeli dziecko w ciągu 3 lat zmienia 6 razy szkołę - to nie jest wina nauczycieli, ale dziecka
                • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 09:21
                  arwena_11 napisała:

                  > Ale jeżeli dziecko w ciągu 3 lat zmienia 6 razy szkołę - to nie jest wina naucz
                  > ycieli, ale dziecka

                  To wtedy zwykle jest wina rodziców tego dziecka.
                  • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 14:13
                    > To wtedy zwykle jest wina rodziców tego dziecka.

                    Za takie teksty powinni banować albo prać o patrzeć czy równo puchnie. Dziecko może mieć jakieś deficyty lub zaburzenia i to nie jest wina rodziców tylko takiego a nie innego mózgu.
                    • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 14:57
                      minor.revisions napisała:

                      > > To wtedy zwykle jest wina rodziców tego dziecka.
                      >
                      > Za takie teksty powinni banować albo prać o patrzeć czy równo puchnie.

                      Jestem za wolnością wypowiedzi i za tym, że każdy ma prawo do kompromitowania się, z którego to prawa właśnie skorzystałaś.

                      Owszem, powtórzę się, tak jeśli dziecko dziecko jest odsyłane od Annasza do Kajfasza, tak, że zmienia kilkukrotnie szkołę, to problem jest gdzieś po stronie rodziców. Nie w kwestii ewentualnych zaburzeń dziecka, bo na to nie mają wpływu, ale na to jak reagują mając taką wiedzę. Odsyłanie dziecka do różnych szkół tylko pogłębi problem. Zresztą, czy to nie ty jesteś autorką słów: Jeżeli sposobem (...) na radzenie sobie jest zrzucenie problemów na kogoś innego (...), to sobie nie radzą. (...) dzieciak był przerzucany jak gorący kartofel, już samo to mogłoby z najnormalniejszego dziecka zrobić kompletnego outsidera który uważa że I tak nigdzie nie będzie pasował bo jest inny, więc po co w ogóle próbować ? Właśnie dlatego sądzę, że rodzice też sobie nie radzą (to również oni mają wpływ na ciągłe zmienianie środowiska dziecku).
                      • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:00
                        Dla jasności - pisałaś w cytowanym fragmencie o nauczycielach - ja mam dokładnie takie samo zdanie, tyle, że w miejsce wykropkowanego fragmentu dopisałabym do nauczycieli także rodziców.
                        • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:38
                          Hm, tylko, że rodzice w przeciwieństwie do szkoły nie mają technicznie możliwości przerzucenia swojego dziecka innym rodzicom, a w każdym razie nie tak łatwo, natomiast z tego co widzę z lektury ematki to to jest w zasadzie jedyny środek, po który szkoły sięgają, bo najłatwiejszy. I najmniej skuteczny zarazem.
                      • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:33
                        Bywa, że rodzice nie reagują tak, jak obiektywnie by należało zareagować w idealnym świecie, co się przyczynia do pogłębiania zaburzeń. Ale na litość, to może być mnóstwo przyczyn, od błędnej diagnozy, przez brak dostępnych specjalistów, nietrafionego specjalisty, który kasę bierze ale efektów brak (masz przykład w wątku obok), po brak forsy (wyobraź sobie na przykład ze wydajesz milion monet na wizytę u psychiatry, ten diagnozuje, przepisuje drogiego prychotropa, ty wykupuje receptę i aplikujesz, a psychotropic akurat temu dziecku nie tylko nie pomaga, ale ma skutki uboczne w postaci bezsenności i depresji, a ty zostajesz bez kasy, bez leku i z większym problemem niż na początku, a dobieranie leków przy niektórych zaburzeniach trwa i rok), szkołę, która ma gdzieś zalecenia psychiatry/terapeuty oraz nie reaguje gdy klasa odrzuca dziecko, co tylko eskaluje problem. Pisanie że to jest WINA rodziców to jest grube nadużycie.
                        • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:42
                          Winą rodziców, w dodatku współdzieloną z m.in. nauczycielami jest wyłącznie (opieram się na tym, co napisane, bo może czegoś nie wiemy) to, że pozwolili na ciągłe zmiany środowiska, na to, żeby to dziecko nigdzie nie zagrzało miejsca. Nie da się tak łatwo wyrzucić ucznia z państwowej szkoły. Rodzice najpewniej odpuścili, być może pod wpływem nacisków, a nie powinni. Nie tyle razy. To w tym widzę problem.
                          • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:49
                            Z tego co zrozumiałam to dziecko na końcu wylądowało w państwowej szkole. Jeśli mi się historie nie mylą, trudno się drzewko na telefonie czyta.
                            • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:53
                              Tak w państwowej rejonówce - bo stamtąd już nie mogą go wywalić.
                          • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:50
                            Mówimy o szkołach prywatnych - nie państwowych. Gdzie rodzice dbają o swoje dzieci i mają możliwości, żeby wymóc na dyrekcji czy władzach szkoły zadbanie o bezpieczeństwo.
                            Przypominam że w szkole o której wiem - cała klasa dała wypowiedzenie umów - bo ich dzieci odmówiły chodzenia do szkoły z agresorem, który zachowywał się jakby wychowywał się w buszu. Gryzł, kopał, niszczył rzeczy. Po wywiadzie zrobionym przez rodziców ( ciekawe dlaczego dyrekcja nie sprawdziła, skąd tyle zmian szkół ) - dyrekcja dostała wybór - albo traci miesięcznie 18*1500, albo 1*1500.
                            Rachunek ekonomiczny był prosty.
                            Nikt normalny nie pozwoli na takie traktowanie swojego dziecka i jeszcze będzie za to płacił.
                          • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:51
                            Poza tym, tak, generalnie masz rację. Mnie bardziej szlag trafił, bo ta wypowiedź o winie rodziców jest ilustracją powszechnego podejścia "za moich czasów nie było żadnych zaburzeń, wystarczył pas ojca".
                            • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 17:10
                              Być może w innym kontekście, albo bez kontekstu - owszem. Niemniej, ja miałam na myśli to, co wyjaśniłam w poście niżej.

                              Ciągłe zmienianie dziecku środowiska nie tylko nie pomoże, ale wręcz zaszkodzi, więc ktokolwiek za tym stoi - ponosi część odpowiedzialności.
                      • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:35
                        Nie no czekaj z tego co zrozumiałam to tamto dziecko zostało usunięte z tych poprzednich szkół, czyli to decyzja szkoły nie rodziców, co niby mieli zrobić w takiej sytuacji?
                        • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 15:51
                          Decyzja szkoły - wymuszona rachunkiem ekonomicznym
                • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 14:11
                  Jeżeli sposobem nauczycieli na radzenie sobie jest zrzucenie problemów na kogoś innego (poczynając od usadzenia go z grzecznym dzieckiem, które się nie będzie skarżyć, więc można udawać że nie ma problemu), to sobie nie radzą. Czytam to forum od lat i nigdy tu nie było opisanego innego podejścia do problemowych dzieci niż "rodzice innych dzieci zmusili dziecko do zmiany klasy/szkoły". Nigdy. W związku z tym mocno wątpię, żeby w tych pozostałych szkołach było inaczej, ot, dzieciak był przerzucany jak gorący kartofel, już samo to mogłoby z najnormalniejszego dziecka zrobić kompletnego outsidera który uważa że I tak nigdzie nie będzie pasował bo jest inny, więc po co w ogóle próbować.
        • aqua48 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 15:47
          arwena_11 napisała:

          > A tego nie rozumiem. Dlaczego karać grzeczne dziecko - sadzając je z tym przesz
          > kadzającym, niegrzecznym.

          Dlaczego? Ja niezwykle spokojne dziecko zostałam w pierwszej klasie posadzona z przeszkadzającym i gadającym na lekcjach kolegą. po paru dniach zaprzyjaźniliśmy się bardzo i gadaliśmy wspólnie, bo znaleźliśmy mnóstwo ciekawych tematów smile Bardzo dobrze mi to zrobiło, tylko jak pani się zorientowała, to nas znowu rozsadziła, buuu...
      • a.n.i.a.78 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 14:03
        mój syn siedział przez pół roku z chłopcem, który mu notorycznie przeszkadzał, wyciągał zeszyt w czasie kiedy pisał, połamał długopis, pociął gumkę na kawałki, kopał w krzesło, nie miał nigdy przyborów szkolnych i cały czas mu coś podbierał. zwracałam pani uwagę żeby na nich popatrzyła, bo syn nie chciał skarżyć bo w sumie to tego chłopca nawet lubił. miarka się przebrała gdy mu pociął gumkę, a on za głośniejsze zwrócenie uwagi (gdy mówił do niego wcześniej ciszej to nie reagował) dostał uwagę. pani go przesadziła, siedzi teraz z dziewczynką, która ciągle gada, przeszkadza, rysuje mu np. środkowy palec w książce (pierwsza klasa), albo po ręce robiąc tatuaże. ale też ją lubi. i co zrobić, znowu iść i prosić żeby go przesadziła? dzieci braknie.
        z tego co syn mówi to sporo dzieci jest przeszkadzających i gadających, a pani rozsadza tak, żeby dało się prowadzić lekcje. do tego mają chłopca z ZA, który siedzi z nauczycielem wspomagającym, ale podobno z nim są mniejsze problemy niż z dziećmi bez orzeczeń.


        • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 14:07
          Dlatego pojedyncze ławki są świetnym pomysłem. Szkoda, ze tak rzadko realizowanym
        • minor.revisions Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 07:11
          > mój syn siedział przez pół roku z chłopcem, który mu notorycznie przeszkadzał, wyciągał zeszyt w czasie kiedy pisał, połamał długopis, pociął gumkę na kawałki,

          Mnie zniszczyła piórnik i przybory panienka z ławki, blond aniołek o niebieskich oczkach, mamusia pracowała w szkole a dzieweczka miała same piątki gdyż była mega kujonem i generalnie była spokojna. Naprawdę nie wiem, co jej wtedy odwaliło, bo ona go niszczyła spokojnie i metodycznie, gdy ja byłam zajęta pracą, to nie tak, że coś zepsuła przez przypadek. Wrogiem mi nie była, stosunki miałyśmy obojętne.
    • muchy_w_nosie Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:43
      I dlatego u nas dzieci są rozsadzane co pół roku, kosmetycznie, a ile płaczu za pierwszym razem ... później to rutyna.
    • princy-mincy Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:49
      W naszej klasie (corka jest obecnie w III) wychowawczyni chce, by kazdy mial okazję siedziec z kazdym. Dzieci sa usadzane z kolejną osobą co 2 tygodnie i co jakis czas mogą siedziec przez tydzien czy dwa tak, jak same chcą.
      Dzieki temu faktycznie kazdy mial okazję poznac w klasie kazdego.
    • afro.ninja Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:53
      Teraz jest moda na przesadzanie dzieci. U mnie pani przesadza jakims kluczem, trochę tego nie ogarniam, ale dzieci są do tego przyzwyczajone.
    • janja11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 12:59
      Czytam wątek i myślę, że autorce chodziło też o to, że to córka nauczycielki ( z którą wychowawczyni pewnie się dobrze zna) została przesadzona na życzenie mamy.
      Z tego co pisze to zmiana była jednorazowa, zatem nie ma tu jakiejś przemyślanej strategii wychowawczyni, której zależy na integracji klasy, ale jest to jednorazowa interwencja na życzenie koleżanki-nauczycielki.
      Dzieciakowi współczuję, bo sama pamiętam , jak od najmłodszych klas miałam świadomość, że są tzw. "dzieci lepsze", bo mamusia/tatuś mogli coś załatwić.
      Tutaj wygląda, że znaczenie miały względy koleżeńskie nauczycielek.
      Jak to się mówi : takie jest życie, ale , jeszcze raz powtórzę, szkoda dzieciaka.
      • miss_fahrenheit Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:12
        A czy znajoma autorki też zgłosiła wychowawczyni problem z obecnym usadzeniem? Jeśli nie, to trudno spodziewać się, że nauczycielka zareaguje na niewypowiedzianą prośbę/zgłoszenie.
        • janja11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:19
          No też tak myślę, że ta "znajoma" autorki powinna pogadać z wychowawczynią i wyjaśnić sytuację.
          Z drugiej strony łatwo doradzać, ale przedstawienie sprawy w tai sposób jak zrobiła to autorka, sugerowałoby, że wychowawczyni jednak się nie popisała. Jak wychowawczyni jest wrażliwa ( a mają tak często panie nauczycielki), to może się niefajnie odegrać na dzieciaku.
    • aandzia43 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:13
      Zasada przesadzania wszystkich co jakiś czas jest pewnie ok (płodozmian w społeczności klasowej, możliwość lepszego poznania się dzieciaków), ale jeśli wychowawczyni przesadza tylko dwie pary bo uprzywilejowanej w szkole matce jednej dziewczynki nie podoba się jej sąsiadka z ławki to mamy bardzo nie ok zasadę prywaty.
    • janja11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 13:36
      Ja tam jestem jak najbardziej za sadzaniem dzieci w rożnych konfiguracjach, aby miały szansę lepiej się poznać i zintegrować.
      Ale niech to będzie uczciwa strategia, gdzie wszyscy są równo traktowani, a nie okazja dla pani wychowawczyni do podlizania się znajomym i tym, którzy mogą coś załatwić.
      Tak, by mi się marzyło, ale wiem, że w praktyce często wygląda to nieciekawie.
    • loola_kr Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 14:17
      u nas przez pierwsze 3 lata co tydzień była zamiana. Do tej pory na różnych lekcjach syn siedzi z różnymi kolegami.
    • liliawodna222 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 18:24
      O kurczę... A ja nigdy nie wiedziałam, z kim siedzi moja córka wink
      • janja11 Re: Taka historia szkolna 10.05.18, 18:37
        Widać są i takie modele. Mój dzieciak nawija od wejścia co się działo w szkole, kto się pokłócił, co robili na WFie, co było na obiad itd.
        Nie ma opcji żebym nie wiedziała z kim siedzi, albo z kim się aktualnie najlepiej dogaduje.
    • ichi51e Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:26
      To ze tamta jest nauczycielka nie ma znaczenia. Rownie dobrze moglaby byc prezesem Orlenu albo pracowac w Biedrze. Po prostu matka nowej poprosila zeby pomoc sie dziecku zintegrowac. No i tu “sukces”.
      Z kim by ta corke znajomej nie posadzic byloby zle nie bojmy sie. Dziewczynki i chlopcy w tym wieku “nie lubia” z plcia przeciwna (ja akurat lubilam ale pamietam presje ze dziewczyny to z dziewczynami i wszyscy mi wspolczuli ze siedze ze strasznym lobuzem. A lobuz 1:1 byl bardzo fajny niestety ignorowalosmy sie przy osobach trzecich bo wiadomo)
      Co teraz robic? Nie wiadomo mleko sie rozlalo.
    • mama-ola Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 08:51
      Dla dziewczynek to są strasznie ważne sprawy, na miarę życia i śmierci - kto z kim siedzi, kto z kimś się bawi na przerwie, kto komu się zwierza czy spinki pożycza. Dziewczynka potrafi mieć depresję z powodu odrzucenia przez koleżankę i przechodzić stan niemalże euforycznego zakochania, gdy druga dziewczynka odwzajemnia jej przyjaźń i chce z nią wszędzie chodzić. Trzeba olbrzymiego taktu i wyczucia ze strony nauczycielki, żeby nie wejść z butami w te dziewczęce przyjaźnie i nie unieszczęśliwić którejś. A ta moim zdaniem zrobiła rąbankę cepem. Sama dziewczynką nie była, czy co??
      W klasie mojego syna takie problemy były jeszcze w 5. i 6. klasie, np. odbicie przyjaciółki, nienawiść. To były tak wielkie NIESZCZĘŚCIA dla niektórych dziewczyn, że te problemy rzutowały na ich funkcjonowanie w szkole i w domu. Czasem poświęcone im było pół wywiadówki! Wychowawczyni z rodzicami rozważała, co z tym zrobić - i łatwych recept nie było.
      Nauczyciele uczą się, jak uczyć przedmiotów, a zajęć dotyczących tego, jak być wychowawcą nie mają. Tu muszą się kierować swoim wyczuciem, którego im czasem po prostu brakuje.
      • aerra Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 09:47
        Serio, nie wszystkie dziewczynki tak mają.
        • mama-ola Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 11:06
          Oczywiście, że nie wszystkie. Czy to jednak znaczy, żeby lekceważyć te, co tak mają?
          W klasie mojego syna o mało nie doszło do tragedii. To, co sobie te dziewczynki robiły z nienawiści, za odbicie koleżanki, było straszne.
      • olena.s Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 11:50
        I dlatego szkoła nie powinna sprzyjać takiemu stanowi rzeczy poprzez stałe usadzenie, tylko albo w ogóle sadzać dzieci w kręgu, albo ostatecznie rotować.
      • janja11 Re: Taka historia szkolna 13.05.18, 12:50
        mama-ola napisała:

        > Dla dziewczynek to są strasznie ważne sprawy, na miarę życia i śmierci.

        Wreszcie jakaś sensowna wypowiedź. Większość e-matek w tym wątku wypowiada się tak, jakby nigdy nie były małymi dziewczynkami i jakby nie miały pojęcia o tym jak ważne są takie dziecięce przyjaźnie.
        Plotą o systemach przesadzania dzieci, a z wątku wynika jasno, że przesadzona została tylko jedna para dziewczynek i to na życzenie mamy nauczycielki.
        Tu nie mowy systemie. Wychowawczyni faworyzuje córkę swojej koleżanki krzywdząc inne dziecko.
    • tsaria Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 11:45
      Nie widzę w zachowaniu nauczycielki nadużycia. Przetasowała dzieci, co jest raczej częstą praktyką w klasach 1-3. U mojego syna w klasie pierwszy tydzień siedzieli tak jak usiedli i kto z kim chciał, a jak zaczęli gadać ze sobą nauczycielka ich poprzesadzała, w większości chłopiec - dziewczyna. Mój akurat trafił na taka koleżankę z która siedzi do teraz czyli 3 klasy, niektóre pary po kilku tygodniach rozstawały się i nauczycielka szukała innych kombinacji. W koncu staneło na tym, że najniegrzeczniejszy chłopak i najniegrzeczniejsza dziewczyna siedzą sami w ławkach, bo jakakolwiek kombinacja usadzenia ich w ławce nie dawała pożądanych skutków, a dziecko siedzące z nimi bylo poszkodowane.
      • arwena_11 Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 12:02
        Doczytaj - nie przetasowała dzieci tylko dwie pary.
        • tsaria Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 12:24
          W sumie nie wiemy czy wcześniej już też kogos nie poprzesadzała. Na miejscu matki tej konkretnej dziewczyny poszłabym do nauczycielki z prośbą przesadzenia córki z kimś innym, bo dziecko akurat z tą osobą nie potrafi koegzystować.
          • iwoniaw Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 14:29
            Też bym tak zrobiła - jeśli dziecku przeszkadza siedzenie z konkretną osobą, należy po prostu to zgłosić pani. Wszak nie jest ona duchem świętym i trudno, żeby reagowała na niewypowiedziane życzenia. Nawet jeśli przesadziła tylko te dwie pary, to z jej punktu widzenia może to wyglądać na rozwiązanie problemu, który jej zgłoszono (i to, że zgłaszającą była matka-nauczycielka, nie musi mieć nic do rzeczy) - i to rozwiązanie optymalne, skoro nikt nie zaprotestował.
    • kanna Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 14:20
      Moja córka rozsadzona z ulubiona przyjaciółką po każdej lekcji chodziła do pani i prosiła o wytłumaczenie tego, co było na lekcji, bo ten jej nowy kolega ciągle ją zaczepia i nie może się skupić.
      Pani wytrzymała 4 dni, potem przesadziła ją na powrót.

      Nie nazwała bym przesadzania dzieci manipulacją - to się dzieje od dawna, w niektórych szkołach jako zasada (co tydzień z kimś nowym)
    • issa-a Re: Taka historia szkolna 11.05.18, 18:06
      dawno dawno temu, w zamierzchłej przeszłosci, kiedy sama byłam uczennica podstawówki, rozsadzanie dzieci było normą. Głównie (tylko właściwie) dlatego, że dzieciaki gadały.
      Konfiguracje były rózne, zależy, co wychowawczyni wymysliła. Najczęsciej było to dziewczynka-chlopak.
      Ja zostałam kiedys rozsadzona ze swoja przyjaciółka i siedziałam z inna dziewczynka (moze chłopców zabrakło?). Też miłą, nic do niej nie miałam, no, ale to nie "psiapsiółka" wiec kiedy nastąpiła amnestia i wychowawczyni pozwolila usiąśc "jak kto chce" to natychmiast usiadłyśmy razem z tamtą przyjaciółka.
      Nowa moja współławkowczyni strasznie zaczęła wtedy plakać i autentycznie było mi jej bardzo żal. Gdybym miała świadomosc reakcji to pewnie nie siadałabym ze starą przyjaciółką, tylko została z nową koleżanka.
      Dodatkowo powiem, że w mojej szkole, klasę wyżej i nizej, uczyły sie dwie córki mojej fizyczki. Na szczęście nie w mojej klasie ale wiem, że zawsze były faworyzowane przez nauczycieli a dzieci ich nie lubiły.
      Trudno powiedziec, jak w tej sytuacji sie zachować. Kiedy ja sie uczyłam to rodzice nie wtrącali sie do szkoly jakos specjalnie.
      Moze zostawić sprawy same sobie, dopoki "pierze nie leci"? dzieci tez muszą sie nauczyc różnych zachowań społecznych i różnych sytuacji, nie zawsze milych.
    • mikams75 Re: Taka historia szkolna 13.05.18, 14:10
      wg mnie najlepiej jest jak nauczycielka sama przetasowuje dzieci miedzy lawkami wowczas dzieci nie knuja kto z kim i dlaczego z kim innym itd. Poza tym regulanie przesadzane maja mozliwosc wspolpracowania z innymi. Ja tylko raz interweniowalam ze wzgledu na towarzystwo w lawce po tym jak corka sama wielokrotnie zglaszala problem i reakcji nie bylo. Ale to juz nie bylo zwykle niedogadywanie sie.
      W opisanej w watku sytuacji nie widze manipulacji. Takim papuzkom-nierozlaczkom czasem trzeba pomoc sie otworzyc na inne dzieci w klasie. I to dziewczynki same powinny tej trzeciej ukrocic placze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka