mrs_jedi
10.05.18, 12:10
Na urodzinach kolegi syna byliśmy wczoraj. Znajomą z dawnego przedszkola spotykam i gadamy jak tam w szkole i opowiada taką historię:
Jej młodsza córka jest w pierwszej klasie. Klasa utworzona z grupy zerówkowej, dzieci znały się wcześniej w większości. Doszło kilkoro nowych dzieci w tym córka jednej z nauczycielek uczących w szkole.
Córka znajomej usiadła na początku roku w ławce z najlepszą koleżanką z zerówki. Tak to sobie podobno obiecały już w poprzednim roku.
Córka nauczycielki jako nowa została posadzona z inną nową dziewczynką. Mamie-nauczycielce się towarzystwo córki nie spodobało (bo podobno się dziewczynki źle dogadywały) o czym poinformowała wychowawczynię.
Pani wychowawczyni zainterweniowała i rozdzieliła dobre koleżanki z zerówki sadzając z jedną z nich córkę nauczycielki.
Córka znajomej została posadzona z kolegą, z którym się nie najlepiej dogaduje.
Dodatkowo córka nauczycielki jest bardzo zazdrosna o nową koleżankę z ławki i reaguje płaczem, gdy dawne koleżanki chcą się razem bawić.
Powiem, że dała mi ta sytuacja do myślenia.
Czy wychowawczyni nie nadużywa w takiej sytuacji swojej władzy tak manipulując dziećmi?
Nie wiem jak zachowałabym się w sytuacji znajomej, gdyby to moje dziecko miało być mniej ważne od córki nauczycielki.