butch_cassidy
12.06.18, 12:18
Zastanawiam się...
Bo, że w sytuacji jeden na jeden, kiepski kołcz (a nawet terapeuta) może kogoś skrzywdzić mniej lub bardziej świadomie, to nie mam żadnych wątpliwości. Z racji selekcji do zawodu i procesu nabywania uprawnień oraz - co bardzo ważne - nadzoru nad praktyką (superwizja), w przypadku kołcza prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak, jak powinno, jest wielokrotnie większe niż w przypadku licencjonowanego terapeuty. To dość oczywiste.
A co z tymi, którzy poniekąd terapeutyzują poprzez swoje publikacje? Jak w tytule... Pawlikowska, Coelho, Schmitt, R. Brett... pewnie jeszcze trochę by się znalazło.
Są wśród nich tacy, którzy idą w literaturę i tacy, którzy wolą poradnictwo wprost, także tacy, którzy dzielą się własnymi doświadczeniami.
Czy to faktycznie nie może pomagać ludziom jakoś bardziej się ogarnąć?
Szczególnie tym, którzy niekoniecznie pójdą na terapię po 150 zł/h lub zechcą przestudiować np. Marka Aureliusza?