inka40plus
23.06.18, 15:35
Kocham moją mamę.
Bo jest. Bo mnie wychowała. Bo mam tylko ją.
Z nią spędziłam dzieciństwo młodość....
Ale teraz jak ją odwiedzam mnie czasem irytuje.
Swoim marudzeniem zrzędzeniem...
Trochę to pewnie wina samotności ale i pewnie kwestia krytycznego charakteru.
Czasem jestem zła na siebie ale z 2 mam prawo do uczuć i oceny jej zachowania.
Mieszka 150 km od nas. Widujemy się średnio raz na mc
Przyjeżdżamy. Pomagamy w tym czego sama nie może
Np teraz. Ławka na cmentarz koło grobu Taty.
Jedna deska spróchniała. Zamówiła gościa z firmy spod cmentarza ale minął mc i zero odzewu.
Proponuję wymianę całej ławki na mój koszt. Nie bo ona nie chce. Ok ma prawo.
Jedziemy do Castoramy szukać deski. Jest ale krótsza.
Mój mąż proponuje wymianę wszystkich. Kupuje 3 żeby były jednakowe. Mama krytykuje. Ok. 2 oddamy.
W tej sytuacji 2 pozostałe z ławki trzeba będzie skrócić
Mama chce rzępolić swoją piłką. Nie słucha że zrobimy to lepiej. Ona sobie radzi sama i wie lepiej co ma robić.
Ta tylko jakoś zwykle kończy się na naszej pomocy.
To Pani po 70 więc są oczywiste ograniczenia.
Tylko że ja tak trudno zadowolić
Kupowała z nami kafelki do łazienki teraz narzeka że jej się nie podobają i czym je zakryć. Nowe szare śliczne kafelki.
Zaraz wakacje. Nigdzie nie jeździ bo nie ma z kim. Kiedyś że 2,3 razy była z nami ale ja nie mam nerwów żeby na wakacjach być między nią a mężem. Niby się nie kłócą ale wiadomo wakacje z teściową co narzeka żadna frajda.
Chciałam coś zarezerwować żeby z nią pojechać i z synem tylko jak będzie narzekać że nie gotuję że nie ma pogody że za daleko do lasu albo rzeki to mi się odechciewa takiego urlopu.
Nie oczekuje rad bo tu chyba o to trudno
Tak chciałam się wyżalić....