Zmieniłam ostatnio dział w którym pracuję. Nie miałam wyjścia, alternatywą było zwolnienie. Nowe godziny pracy to trzy razy w tygodniu 10.00-18.00, raz 11.15-19.15 i raz 8.00-16.00. Mam wrażenie, że w te cztery pierwsze dni nie mam w ogóle życia prywatnego, czasu na nic, życie rodzinne kuleje, nie mówiąc o towarzyskim. Próbowałam przestawić się na wczesne wstawanie rano, żeby coś wtedy chociaż poczytać czy obejrzeć film, ale jakoś nie jestem w stanie. Owszem, mogę wstać wcześnie wiedząc, że zaraz idę do pracy. Teraz rano tylko się trochę pokręcę po domu, ewentualnie wyskoczę do sklepu i już trzeba zbierać się do roboty. Po przyjściu pobieżne sprzątanie, gotowanie byle czego lub zjedzenie obiadu przyszykowanego przez męża, trochę czasu w necie... i już robi się późno, nie mam jakoś siły na nic, nawet na książkę (jeszcze niedawno uwielbiałam czytać) czy na TV. Nie mówiąc o spacerze, basenie, wyjściu na rower. Dobrze, ze teraz przynajmniej nie trzeba dzieciom pomagać w lekcjach. Myślałam, że się przyzwyczaję, ale jest chyba coraz gorzej, mam wrażenie, że życie przecieka mi przez palce. Żyję od piątku do piątku, ale weekendy tak szybko mijają. Wiem, że niektórzy mają gorzej... Chciałam się właściwie tylko wyżalić. Pracowałyście kiedyś w takich godzinach? Można się przyzwyczaić? U mnie, wbrew temu co piszą, o pracę jest ciężko