Dodaj do ulubionych

Bo wiercił się w kościele

05.09.18, 15:33
Pod Wrocławiem ojciec za karę wywiózł czteroletniego syna 17 kilometrów od domu i porzucił w polu. Szukając pomocy dziecko wybiegło na drogę krajową. Prawie wpadło pod nadjeżdżający samochód.

Jestem za powrotem pręgierza na rynek i kary publicznego batożenia.
Obserwuj wątek
    • 123pik Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:36
      było już wczoraj
    • martialis Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:37
      I obowiązkowym egzaminem na rodzicielstwo.
      • strasznymruk Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:51
        martialis napisała:
        > I obowiązkowym egzaminem na rodzicielstwo.

        Egzamin mógłby być od razu przy ślubie kościelnym.
    • sofia_87 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:38
      Popieram. Ciekawa jestem zdania matki na temat sposobu karania dziecka za takie "przewinienie"
      • lodomeria Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:45
        A ja jestem ciekawa, co ksiądz w następną niedzielę na kazaniu powie.
        • iwoniaw Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:47
          No nie da się ukryć, że dobry temat sam mu się pcha w ręce - ciekawe, czy skorzysta...
        • sofia_87 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:47
          Z pewnoscia nic co byłoby interesujące dla przeciętnego 4 latka
        • kota_marcowa Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:50
          Że nie wolno rozrabiać w kościele, bo spotka cię kara boska tongue_out
        • maaria33 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:54
          Obawiam się, że nic. W tym układzie jedna strona boi się podpaść drugiej. Dlatego żaden ksiądz nie skomentuje przemocy wobec kobiet, dzieci, nie skomentuje alkoholizmu, bo się boi, że wkurzy swój "elektorat".
        • heca7 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 18:07
          Nic nie powie. Tak jak nie mówi o znęcaniu się nad zwierzętami, wyrzucaniu śmieci do lasu, paleniu oponami itd. Najlepsi są u nas parafianie idący ulicą do kościoła w niedzielę. Idą elegancko ubrani a w ręku plastikowa torebka. To śmieci domowe, które po drodze na mszę wrzucą do pojemnika na przystanku autobusowym. A potem wysłuchają kazania o wydarzeniach sprzed 2 tys lat.
    • strasznymruk Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:39
      kota_marcowa napisała:
      > Jestem za powrotem pręgierza na rynek i kary publicznego batożenia.

      Dla tej matki też?
      • kota_marcowa Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:51
        Jeżeli wiedziała co tatuś zamierza zrobić, to i owszem.
        • strasznymruk Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:54
          kota_marcowa napisała:
          > Jeżeli wiedziała co tatuś zamierza zrobić, to i owszem.

          Miała ważniejsze sprawy. Była w tym czasie w kościele.
          • kota_marcowa Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 16:04
            Śmiem podejrzewać, że to nie była pierwsza okrutna kara jaka spotkała to dziecko.
    • maadzik3 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:47
      OJP
    • osmycud8 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:51
      Prawdziwa katolicka rodzina. Dziecko zapamięta na lata jak zachowywać się nie mszy 🙃
      Biedne dziecko.
      • jak_matrioszka Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 15:59
        Oby. Pamieć czterolatka jest wybiórcza, może zapomnieć.
    • 45rtg Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:00
      Jeżeli prawdą jest kółeczko na mapie zrobione przez tego czuba od łapania pedofilów (skąd on się w ogóle przyplątał do tej sprawy?), to rzecz się wydarzyła w miejscu, gdzie chyba jest (a przynajmniej był w zeszłych latach) labirynt z kukurydzy. Czyli najprostszym wyjaśnieniem byłoby, że ojciec zabrał marudzące dziecko z kościoła i chciał je zająć tym labiryntem, tylko mu nie wyszło. Tym bardziej jest to prawdopodobne, że po co miałby jechać aż kilkanaście kilometrów od domu, skoro pola są wszędzie naokoło i jakby chciał porzucać, to by mógł to zrobić dwa kilometry od kościoła i po sprawie.
      • kota_marcowa Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:07
        Nie no tak mu po prostu nie wyszło i sobie pojechał nie szukając dziecka. Dobry jesteś.
        Zapewne założył, że dzieciak sam dojdzie na najbliższy przystanek PKSu i dojedzie do domu. (facepalm)
        • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:10
          kota_marcowa napisała:

          > Nie no tak mu po prostu nie wyszło i sobie pojechał nie szukając dziecka. Dobry
          > jesteś.

          A pojechał? Bo to, że dziecko się wybłąkało na szosę w jednym miejscu, nie znaczy, że w drugim nie stał samochód, a ojciec nie szukał go gdzieś po tej kukurydzy.
          • jola-kotka Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:31
            A czyli usprawiedliwiamy pana tak?
            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:34
              jola-kotka napisała:

              > A czyli usprawiedliwiamy pana tak?

              Najpierw to się może dowiedzmy, co się wydarzyło. Bo nie wiecie nic, tylko jesteście napompowane świętym oburzeniem na podstawie Wirtualnej Polski i dziwnego faceta hobbystycznie polującego na pedofili. Trochę słabe podstawy do wieszania ojca za jaja.
              Ja przypadkiem wiem, że to prawdopodobnie nie jest byle jakie bezsensowne pole.
              • iwoniaw Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:51
                Sensowne czy bezsensowne, 4-latka to się pilnuje, a nie dopuszcza do sytuacji, gdy samopas gania po drodze krajowej.
                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:59
                  iwoniaw napisała:

                  > Sensowne czy bezsensowne, 4-latka to się pilnuje, a nie dopuszcza do sytuacji,
                  > gdy samopas gania po drodze krajowej.

                  Owszem. Ale jest chyba różnica między nieostrożnym zgubieniem dziecka, a umyślnym pozostawieniem go, co?

                  • iwoniaw Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:21
                    To, co tam się zdarzyło, będzie ustalał prokurator. I wówczas tatuś dostanie zarzuty zaniedbania albo znęcania się i narażania zdrowia i życia. W każdym jednak przypadku ma swoje za uszami i bez żadnych wątpliwości nie dopełnił obowiązku właściwej opieki nad małoletnim, więc już się tak nie ekscytuj, że jego postać raczej wzbudza mało przyjazne uczucia.
                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:40
                      iwoniaw napisała:

                      > k przypadku ma swoje za uszami i bez żadnych wątpliwości nie dopełnił obowiązku
                      > właściwej opieki nad małoletnim, więc już się tak nie ekscytuj, że jego postać
                      > raczej wzbudza mało przyjazne uczucia.

                      Widzę, że wzbudza. Motłoszek lubi mieć wzbudzone mało przyjazne uczucia, bo mu się wtedy wydaje, że jest lepszy.
                      Facet osobiście ani mnie zieje, ani grzębi, ale jest to dość obmierzłe, jak się rękami i nogami bronicie przed możliwością, że on nie jest odrażającym potworem, a tylko pechowcem. Bo na tle pechowca nie wyglądacie już tak nieskalanie.
                      • iwoniaw Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:47
                        Nie wnikam, z jakiego powodu wmawiasz sobie, że zgubienie 4-latka w polu to pech, a nie karygodne zaniedbanie, ale fakty są takie, że facet nie dopełnił swoich podstawowych obowiązków (to w wersji optymistycznej) wobec własnego małego dziecka, a nie "miał pecha".
                        • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:10
                          iwoniaw napisała:

                          > Nie wnikam, z jakiego powodu wmawiasz sobie, że zgubienie 4-latka w polu to pec
                          > h, a nie karygodne zaniedbanie, ale fakty są takie, że facet nie dopełnił swoic
                          > h podstawowych obowiązków (to w wersji optymistycznej) wobec własnego małego dz
                          > iecka, a nie "miał pecha".

                          Wiesz co, ja jestem prosty, szczery chłopak i jak widzę, że się komuś zgubiło dziecko w kukurydzy, to pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to że matka nierozważnie bawiła się w chowanego i dziecko schowało się zbyt dobrze, a dopiero potem możliwość, że puściła je w cholerę i zabrała się za fejsika. A koncepcja, że wyrzuciła dziecko z auta i pojechała to w ogóle do głowy mi nie przychodzi, niezależnie od tego, co powie ewentualny znalazca dziecka. Któremu chwała, ale który może być podekscytowany sytuacją i słyszeć to, co chciałby sensacyjnego usłyszeć.

                          No ale to ja i sądzę po sobie. Wy możecie z osobistego doświadczenia zakładać, że matka kamieniami dziecko od siebie odpędzała.
                          • bib24 Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:13
                            matka byla w kościele. jakby zgubiła dziecko to by je szukalą.
                            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:20
                              bib24 napisała:

                              > matka byla w kościele. jakby zgubiła dziecko to by je szukalą.

                              A ojciec, Twoim zdaniem, co robił? Masz o tym jakąś w ogóle wiedzę?

                          • iwoniaw Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:21
                            No ale to ja i sądzę po sobie. Wy możecie z osobistego doświadczenia zakładać,
                            > że matka


                            Ale my nie zakładamy "że matka" cokolwiek, ponieważ dziecka nie dopilnował/porzucił ojciec.
                            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:27
                              iwoniaw napisała:

                              > No ale to ja i sądzę po sobie. Wy możecie z osobistego doświadczenia zakłada
                              > ć,
                              > > że matka

                              >
                              > Ale my nie zakładamy "że matka" cokolwiek, ponieważ dziecka nie dopilnował/porz
                              > ucił ojciec.

                              No i proszę, jak to z Was pięknie wyłazi. Kluczowe w tym ogólnym opisie jest dla Was wstawienie jako rodzica matki. I zaraz się bierzecie do "wyjaśniania", że to nie matka była. Oczywiście, że to ojciec. Myślisz, że nie zauważyłem? Byłem ciekaw, co się stanie, jak dokładnie taką sytuację przedstawię z perspektywy drugiego rodzica i się smutno nie zawiodłem - jak w takiej sytuacji jest matka, to najważniejsze staje się "wyjaśnienie", że nienienienie, to nie matka, to ojciec. Ani jedna, ani druga nie odniosła się do niewygodnej istoty sprawy.
                              • iwoniaw Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:38
                                Niewygodna to istota sprawy jest dla ciebie - ciągle tylko próbujesz rozmyć temat, a to podając w wątpliwość fakty podane w artykule, a to wplątując w opowieść matkę, kompletnie od czapy;

                                jak w takiej sytuacji jest matka,
                                > to najważniejsze staje się "wyjaśnienie", że nienienienie, to nie matka


                                Nic podobnego - co najwyżej: jak w takiej sytuacji jest ojciec, to twierdzenie, iż była to matka, jest nadużyciem. Kombinujesz jak możesz, byle tylko odejść od tematu ewidentnego zaniedbania (w najlepszym razie, bo prawdopodobnie było dużo gorzej) ojca.
                                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 09:17
                                  iwoniaw napisała:

                                  > Niewygodna to istota sprawy jest dla ciebie - ciągle tylko próbujesz rozmyć tem
                                  > at, a to podając w wątpliwość fakty podane w artykule, a to wplątując w opowieś

                                  Jakie fakty? Nie podaję w wątpliwość, że dziecko samo się błąkało i zostało znalezione, oraz że wcześniej było w kościele. I to są jedyne fakty z tej informacji. Reszta to sensacyjne pogłoski.

                                  > ć matkę, kompletnie od czapy;
                                  >
                                  > [i]jak w takiej sytuacji jest matka,
                                  > > to najważniejsze staje się "wyjaśnienie", że nienienienie, to nie matka[/
                                  > i]
                                  >
                                  > Nic podobnego - co najwyżej: jak w takiej sytuacji jest ojciec, to twierdzenie,

                                  Zamiana ojca na matkę w ogólnym przykładzie teoretycznie nic nie zmienia. Ale Wy zamiast skupić się na stronie merytorycznej, która by obnażyła Waszą potrzebę prymitywnej ekscytacji okrucieństwem rodzica porzucającego dziecko, oraz tendencję do odrzucania znacznie bardziej prawdopodobnych, ale mniej krwistych wyjaśnień, wolałyście się, przewidywalnie, rzucić na nieistotny aspekt płci rodzica.

                                  > iż była to matka, jest nadużyciem. Kombinujesz jak możesz, byle tylko odejść o
                                  > d tematu ewidentnego zaniedbania (w najlepszym razie, bo prawdopodobnie było du
                                  > żo gorzej) ojca.

                                  O, proszę bardzo. Nie masz żadnych faktów, ale śliniąc się z ekscytacji piszesz "prawdopodobnie było dużo gorzej". Skąd to prawdopodobieństwo? A kogo to obchodzi, liczy się sensacja.
                                  • iwoniaw Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:54
                                    Te dyrdymały imputujące mnie i innym dyskutantkom rozmaite kompletnie nie mające miejsca rzeczy to z jakiego powodu wypisujesz? Ty to dziecko porzuciłeś w polu?
                              • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:55
                                Nie rozmawiamy o jakiejś tam hipotetycznej sytuacji jakbyś nie zauważył, a o tej konkretnej, która wystąpiła.
                                I zapewniam, jakby to matka porzuciła dziecko w polu kukurydzy, czy nawet owsa, to takie same gromy by na nią spadły - albo i gorsze, bo ojca różni kretyni usprawiedliwiają, kobiety nikt by nie usprawiedliwiał.
                          • umzak Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 07.09.18, 15:25
                            Bardzo sensowna wypowiedź. Zwłaszcza, że dziennikarze lubią naginać prawdę, w celu zrobienia sensacji i zwiększenia czytalności.
              • kota_marcowa Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 16:55
                Zapłakany i przestraszony 4 latek raczej nie jest na tyle wyrachowany, żeby snuć intrygi. Gdyby się zgubił, to by powiedział, że się zgubił i nie może znaleźć tatusia, ten dzieciak wyraźnie powiedział, że dostał taką karę.
                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:05
                  kota_marcowa napisała:

                  > Zapłakany i przestraszony 4 latek raczej nie jest na tyle wyrachowany, żeby snu
                  > ć intrygi. Gdyby się zgubił, to by powiedział, że się zgubił i nie może znaleźć
                  > tatusia, ten dzieciak wyraźnie powiedział, że dostał taką karę.

                  Ach, WYRAŹNIE CI POWIEDZIAŁ? A więc byłaś przy tym, skoro tak zdecydowanie twierdzisz, co i jak wyraźnie mówił? Bo ja, mały żuczek, to wiem tylko, że kierowca, który go znalazł twierdzi, że się tego dowiedział od chłopca.
                  A wiesz, że przesłuchania dzieci prowadzi się z psychologiem? Także po to, żeby nie zadawać pytań z tezą w rodzaju "tata cię tu zostawił?".
                  • kota_marcowa Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:16
                    Nie widzę powodu mu nie wierzyć. Chyba, ze zakładasz, że zawiązał spisek z 4 latkiem.
                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:13
                      kota_marcowa napisała:

                      > Nie widzę powodu mu nie wierzyć. Chyba, ze zakładasz, że zawiązał spisek z 4 la
                      > tkiem.

                      Uważasz, że obecność psychologa i staranny dobór pytań podczas przesłuchań bierze się z tego, że "niemoderowany" prokurator lub adwokat mogliby zawiązać spisek z czterolatkiem?

                      Facetowi można wierzyć o tyle, że pewnie sam głęboko wierzy w to, co przekazał. Ale to wcale nie musi być prawda materialna.
                  • jola-kotka Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:47
                    Hahaha skoncz nie bredz.
                  • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:58
                    Aha. Bo akurat obce samotne dziecko pyta się czy tata je tu zostawił...
                    Odruchowe pytanie w Polsce to jest "gdzie twoja mama?"
                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 09:46
                      aerra napisał(a):

                      > Aha. Bo akurat obce samotne dziecko pyta się czy tata je tu zostawił...
                      > Odruchowe pytanie w Polsce to jest "gdzie twoja mama?"

                      No i dziecko odpowiada "Nie wiem, mama gdzieś poszła i nie mogę jej znaleźć".
                      A wtedy normalny człowiek powie "To poczekam z tobą, mama zaraz wróci, spróbujemy jej poszukać". Ale nie zawsze się trafi na normalnego, może to być też podekscytowany Dymkowski albo jakaś inna przebierająca nogami z podniecenia zgrozą aerra i wtedy zada pytanie "Mama cię zostawiła?". Pokażcie mi wystraszonego czterolatka, który odpowie na to "Bynajmniej, mama poszła coś sprawdzić, a ja poszedłem w drugą stronę i zgubiłem się, dziękuję za troskę", zamiast "Tak, *chlip*".

                      • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:04
                        Normalny człowiek nie dopasowuje faktów do tezy...
                        • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:12
                          mdro napisała:

                          > Normalny człowiek nie dopasowuje faktów do tezy...

                          To właśnie chcę Wam uzmysłowić, ale idzie jak grochem o ścianę. Macie swoją tezę, że ojciec porzucił syna i ni cholery nie dopuszczacie do świadomości faktów.
                          • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:21
                            Fakty są takie, że znaleziono mającego być pod opieką ojca czterolatka przy ruchliwej drodze, z dala od wszelkich miejsc, w których teoretycznie mógł się opiekunowi zgubić.
                            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:38
                              mdro napisała:

                              > Fakty są takie, że znaleziono mającego być pod opieką ojca czterolatka przy ruc
                              > hliwej drodze
                              , z dala od wszelkich miejsc, w których teoretycznie mógł się opie
                              > kunowi zgubić.
                              >
                              Fakty masz pogrubione. To, co nie jest pogrubione, to już jest kłamstwo. Po pierwsze ze względu na to, co ja napisałem o tym labiryncie. Po drugie ze względu na to, że praktycznie na całym odcinku ósemki, który daje się określić jako "na wysokości Kuklic" po północnej stronie drogi są zabudowania Kobierzyc.
                              • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:27
                                No to pokaż mi to miejsce, w którym mógł się czterolatek teoretycznie zgubić, tzn. takie, w którym ojciec może wysiąść z samochodu w jakimś konkretnym celu (tylko bez teoretyzowania, że na końcu Kobierzyc, ok. kilometr od miejsca, gdzie znaleziono chłopca, mieszka kochanka ojca). I gdzie na Street View jest ten banner, o który pisałeś? Bo ja w pobliżu skrzyżowania w Kobierzycach z drogą na Pełczyce/Kuklice nie mogłam znaleźć (tutaj nie zarzucam Ci zmyślenia, po prostu pytam).

                                "to już jest kłamstwo"
                                A w takim razie czym Twoje opowieści z mchu i kukurydzy?

                                A poza tym opisano gdzieś, gdzie był ten kościół, z którego wyruszyli? (To pytanie ogólne).
                                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:40
                                  mdro napisała:

                                  > No to pokaż mi to miejsce, w którym mógł się czterolatek teoretycznie zgubić, t
                                  > zn. takie, w którym ojciec może wysiąść z samochodu w jakimś konkretnym celu (t

                                  Wystarczy zaparkować samochód przy drodze na Pełczyce. I pójść chociażby na stację benzynową po drugiej stronie ósemki zapytać, czy labirynt czynny. Gdybam, bo tam nie byłem osobiście, ale nie widziałbym nic niezwykłego w takim zachowaniu.

                                  > ner, o który pisałeś? Bo ja w pobliżu skrzyżowania w Kobierzycach z drogą na Pe
                                  > łczyce/Kuklice nie mogłam znaleźć (tutaj nie zarzucam Ci zmyślenia, po prostu p
                                  > ytam).

                                  Jaki banner? Ja o żadnym bannerze nie mówiłem. Mówiłem o drogowskazie na (m.in.) Kuklice, który tam jak najbardziej stoi.

                                  > "to już jest kłamstwo"
                                  > A w takim razie czym Twoje opowieści z mchu i kukurydzy?

                                  Zwracaniem Wam uwagi na fakty, które znacznie sensowniej tłumaczą całe zdarzenie, niż jakieś fantazje na temat Jasia i Małgosi.

                                  > A poza tym opisano gdzieś, gdzie był ten kościół, z którego wyruszyli? (To pyta
                                  > nie ogólne).

                                  Nie wiem. A ma to jakieś znaczenie?
              • jola-kotka Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 17:46
                A jakie to ma znaczenie jakie pole? Liczy sie to co zrobil chlopcu. Co to wogole za kara zrobienie dziecku czegos takiego.
                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 18:17
                  jola-kotka napisała:

                  > A jakie to ma znaczenie jakie pole? Liczy sie to co zrobil chlopcu. Co to wogol
                  > e za kara zrobienie dziecku czegos takiego.

                  To znaczy, CO ZROBIŁ? Wiesz, co zrobił? Bo normalnie czytający informacje człowiek jedyne co wie na pewno, to że jakiś kierowca znalazł na ósemce zabłąkane dziecko. No i w miarę pewna jest informacja, że ojciec zabrał z kościoła marudnego czterolatka. I, co starannie wypieracie ze świadomości, zabrał go w miejsce, gdzie jest (a przynajmniej mógł pamiętać sprzed roku, że była) atrakcja, którą mógł dziecko zabawić.
                  Więc jakie masz właściwie prawo twierdzić, że "wiesz, co on zrobił"?

                  • memphis90 Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 19:17
                    Ale on go nie zabrał "w miejsce", "miejsce" jest kilka km dalej.
                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 09:20
                      memphis90 napisała:

                      > Ale on go nie zabrał "w miejsce", "miejsce" jest kilka km dalej.

                      Być może, tylko że to jest kilka km dalej od maźniętego paintem kółeczka wykonanego przez faceta, który nie do końca nawet umiał pisać po polsku. Więc, jakkolwiek moje przypuszczenie jest tylko przypuszczeniem i przecież nie twierdzę (w odróżnieniu od podekscytowanego krwią motłoszku) że wiem, jak było na pewno, to nadal skłaniałbym się raczej ku skutkom nieuwagi, niż okrucieństwa.
                      • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:00
                        Ja rozumiem, że jeśli fakty się nie zgadzają z tezą, tym gorzej dla faktów, ale może jednak przemyśl nonsensowność swojej argumentacji i sens tak zażartej obrony? Uczepiłeś się tej kukurydzy jak pijany płotu, to tylko opis miejsca, równie dobrze mogłyby być buraki. To jest między wsiami, nie było żadnego powodu, żeby ojciec w tym (czy zbliżonym) miejscu zostawiał bez opieki czterolatka.

                        I daruj sobie epitety w rodzaju "motłoszek", świadczy to wyłącznie o braku argumentów.
                        • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:07
                          mdro napisała:

                          > Ja rozumiem, że jeśli fakty się nie zgadzają z tezą, tym gorzej dla faktów, ale
                          > może jednak przemyśl nonsensowność swojej argumentacji i sens tak zażartej obr
                          > ony? Uczepiłeś się tej kukurydzy jak pijany płotu, to tylko opis miejsca, równi

                          Czytałaś w ogóle, co napisałem? Czy po prostu się spieniłaś, że psuję zabawę w kamieniowanie wyrodnego ojca? Kukurydza owszem, ma znaczenie. Po pierwsze w miejscu znalezienia tego dziecka można było oczekiwać atrakcji dla dzieci - labiryntu wysianego z kukurydzy. Po drugie, kukurydza w odróżnieniu od buraków jest wysoka i łatwo w niej stracić z oczu nawet dorosłego.

                          > e dobrze mogłyby być buraki. To jest między wsiami, nie było żadnego powodu, że

                          Zjazd na Kuklice nie jest między wsiami.

                          > by ojciec w tym (czy zbliżonym) miejscu zostawiał bez opieki czterolatka.

                          Wystarczyło, że poszedł zapytać, czy ten labirynt jest/działa/będzie otwarty.

                          > I daruj sobie epitety w rodzaju "motłoszek", świadczy to wyłącznie o braku argu
                          > mentów.

                          Ludzi, którzy z taką determinacją odrzucają możliwość zwykłego wyjaśnienia, bo im psuje radość z sensacyjnej krzywdy dziecka nie da się inaczej nazwać.

                          • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:35
                            I każdy normalny dorosły, jak ma pod opieką czterolatka i idzie o coś zapytać, to zostawia dziecko bez opieki, czy jednak 1) zapewnia mu opiekę 2) bierze ze sobą?
                            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:39
                              aerra napisał(a):

                              > I każdy normalny dorosły, jak ma pod opieką czterolatka i idzie o coś zapytać,
                              > to zostawia dziecko bez opieki, czy jednak 1) zapewnia mu opiekę 2) bierze ze s
                              > obą?

                              Mógł go zostawić w samochodzie, a dziecko poszło go szukać. Albo mógł być, i owszem, przygłupem i powiedzieć "stój tutaj, ja zaraz wrócę". Tym niemniej żadna z tych sytuacji nie jest "wywiezieniem i porzuceniem".
                              • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:46
                                Zostawiasz dziecko w otwartym samochodzie??
                                Ja akurat nie twierdzę, że to na pewno było wywiezienie i porzucenie - ale drugą opcją jest skrajna nieodpowiedzialność i głupota. A nie peszek.
                                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:53
                                  aerra napisał(a):

                                  > Zostawiasz dziecko w otwartym samochodzie??

                                  Drzwi samochodu otwierają się od środka niezależnie od zamka. Przynajmniej przednie.

                          • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:46
                            "Po pierwsze w miejscu znalezienia tego dziecka można było oczekiwać atrakcji dla dzieci - labiryntu wysianego z kukurydzy"

                            Nie "w miejscu", tylko kilka kilometrów dalej. I niby kogo poszedł się zapytać?

                            "Zjazd na Kuklice nie jest między wsiami."

                            www.google.pl/maps/@50.9548504,16.9120944,2341m/data=!3m1!1e3
                            Tu jest droga, koło której znaleziono dziecko. Jest między wsiami. Jakiekolwiek miejsce, gdzie można "zgubić" dziecko, jest daleko od tego miejsca.

                            Ponadto cała Twoja konstrukcja, że pojechali inną drogą gdzie indziej nie wytrzymuje zderzenia z Twoim twierdzeniem, że to pole kukurydzy, koło którego znaleziono dziecko jest tym, które pomylił tatuś z jakąś atrakcją turystyczną. Tam w okolicy jest sporo pól i różne rzeczy na nich rosną (co możesz sprawdzić na mapach Google), stąd te buraki (przykładowe).

                            Po prostu ta Twoja misterna teoria nie wytrzymuje konfrontacji ze znanymi faktami i topografią. Aha, ja nie mam zamiaru snuć przypuszczeń, co skłania Cię do tak żarliwej obrony owego tatusia, więc bądź uprzejmy darować sobie przypuszczenia co do moich motywacji. Po prostu nie lubię, jeśli ktoś nieprawdopodobne bierze za pewniki i dopasowuje pod swoją tezę fakty.
                            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:58
                              mdro napisała:

                              > "Po pierwsze w miejscu znalezienia tego dziecka można było oczekiwać atrakcji d
                              > la dzieci - labiryntu wysianego z kukurydzy"
                              >
                              > Nie "w miejscu", tylko kilka kilometrów dalej. I niby kogo poszedł się zapytać?

                              Skąd pomysł, że kilka kilometrów dalej?

                              > "Zjazd na Kuklice nie jest między wsiami."
                              >
                              > www.google.pl/maps/@50.9548504,16.9120944,2341m/data=!3m1!1e3
                              > Tu jest droga, koło której znaleziono dziecko. Jest między wsiami. Jakiekolwiek
                              > miejsce, gdzie można "zgubić" dziecko, jest daleko od tego miejsca.

                              A skąd masz przekonanie, że to ta droga? 2km dalej jest także droga na Kuklice, co więcej przy niej stoi drogowskaz na Kuklice właśnie. I to jest dokładnie to miejsce, w którym jest labirynt.

                              > Ponadto cała Twoja konstrukcja, że pojechali inną drogą gdzie indziej nie wytrz
                              > ymuje zderzenia z Twoim twierdzeniem, że to pole kukurydzy, koło którego znalez

                              Weź to jakoś przytomnie sformułuj, bo nic nie rozumiem.

                              > iono dziecko jest tym, które pomylił tatuś z jakąś atrakcją turystyczną. Tam w
                              > okolicy jest sporo pól i różne rzeczy na nich rosną (co możesz sprawdzić na map
                              > ach Google), stąd te buraki (przykładowe).

                              Może nie tłumacz mieszkańcowi tamtych okolic, co na polach rośnie, co?

                              > Po prostu ta Twoja misterna teoria nie wytrzymuje konfrontacji ze znanymi fakta
                              > mi i topografią. Aha, ja nie mam zamiaru snuć przypuszczeń, co skłania Cię do t

                              Znane fakty są tylko i wyłącznie takie, że na drodze znaleziono dziecko, które wcześniej było w kościele. I że "na wysokości wsi Kuklice".

                              > ak żarliwej obrony owego tatusia, więc bądź uprzejmy darować sobie przypuszczen
                              > ia co do moich motywacji. Po prostu nie lubię, jeśli ktoś nieprawdopodobne bier
                              > ze za pewniki i dopasowuje pod swoją tezę fakty.
                              >
                              • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:35
                                Aha, czyli cała ta Twoja teoria opiera się na zaprzeczeniu faktu, że znalezienie dziecka miało miejsce "na ósemce w pobliżu wsi Kuklice"? big_grin Bo okolicy tamtego skrzyżowania nie da się w ten sposób opisać. Sorry, ja wysiadam, w odróżnieniu najwyraźniej od Ciebie mam pracę i nie będę marnować czasu na dyskusje z kimś, kto nie przyjmuje do wiadomości faktów i nie potrafi logicznie rozumować, bo się zacietrzewił w obronie niemożliwego.

                                Pomijając już to, że WP cytuje policjanta, który wyraźnie mówi o "porzuceniu"...
                                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:45
                                  mdro napisała:

                                  > Aha, czyli cała ta Twoja teoria opiera się na zaprzeczeniu faktu, że znalezieni
                                  > e dziecka miało miejsce "na ósemce w pobliżu wsi Kuklice"? big_grin Bo okolicy tamteg

                                  Gdzieś takie zaprzeczenie u mnie zobaczyła? Przecież właśnie na tym opieram całą swoją argumentację.

                                  > o skrzyżowania nie da się w ten sposób opisać. Sorry, ja wysiadam, w odróżnieni
                                  > u najwyraźniej od Ciebie mam pracę i nie będę marnować czasu na dyskusje z kimś
                                  > , kto nie przyjmuje do wiadomości faktów i nie potrafi logicznie rozumować, bo
                                  > się zacietrzewił w obronie niemożliwego.

                                  Jakich faktów nie przyjmuję do wiadomości? Wymień chociaż jeden. Tylko nie mów, że faktem jest porzucenie dziecka, bo nic takiego nie jest udowodnione.

                                  > Pomijając już to, że WP cytuje policjanta, który wyraźnie mówi o "porzuceniu"..

                                  Bo ma zgłoszenie porzucenia dziecka, to mówi o zgłoszeniu porzucenia. Co miałby innego powiedzieć?
                                  • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:53
                                    Człowieku, ostatni raz - gdyby chodziło o tamto skrzyżowanie i o te Twoje pole, to byłyby przede wszystkim "Kobierzyce", a potem "w pobliżu stacji benzynowej" ew. "przy drodze na" i tu prędzej Pełczyce.
                                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 12:07
                                      mdro napisała:

                                      > Człowieku, ostatni raz - gdyby chodziło o tamto skrzyżowanie i o te Twoje pole,
                                      > to byłyby przede wszystkim "Kobierzyce", a potem "w pobliżu stacji benzynowej"
                                      > ew. "przy drodze na" i tu prędzej Pełczyce.

                                      A ta pewność to skąd? Jeżeli dziecko było po południowej stronie ósemki, to było po stronie Pełczyc i Kuklic. Kuklice są na drogowskazie pierwsze od góry w tym kierunku. A ponieważ "znalazca" w ogóle odniósł się do Kuklic, które nijak przy ósemce nie leżą, to musiał tę nazwę po prostu skądś przeczytać. A ten drogowskaz to jedyne miejsce, gdzie jest ta nazwa.
      • memphis90 Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 05.09.18, 19:14
        1. Labirynt jest jeszcze nieczynny
        2. Labirynt jest ponad 3km miejsca, w którym błąkalo się dziecko. 3km to dla 4-latka bardzo dużo. Gdyby zginęło ojcu, to powinna go byla już szukać policja...
        • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 09:39
          memphis90 napisała:

          > 1. Labirynt jest jeszcze nieczynny

          To akurat nie ma wiele do rzeczy, można tam pojechać "na pamięć", bo zeszłej jesieni był.

          > 2. Labirynt jest ponad 3km miejsca, w którym błąkalo się dziecko. 3km to dla 4-
          > latka bardzo dużo. Gdyby zginęło ojcu, to powinna go byla już szukać policja...

          Jak przed chwilą napisałem, nie znamy (OIMW) dokładnego miejsca znalezienia tego dziecka, tylko zgrubny maziaj na twitterze czy czym tam. Ewentualnie informację, że "na wysokości wsi Kuklice". Która to wieś 1) nie leży przy ósemce, 2) jest ledwo kilometr od tego labiryntu.

          O, popatrzyłem na streetview i niespodzianka: drogowskaz z ósemki na Kuklice jest dokładnie w miejscu, gdzie powinien być ten labirynt. Rozjazd na Pełczyce (podawane jako punkt orientacyjny "jak to znaleźć") i Kuklice. Dalej uważasz, że dziecko znalezione "na wysokości wsi Kuklice" było 3 km od kukurydzowego labiryntu, czynnego czy nie?

          A co do wołania policji, to fajnie się o tym pisze teoretycznie, ale prawdę mówiąc nie wydaje mi się, żeby dla większości ludzi była to pierwsza myśl po zgubieniu się dzieciaka na polu czy łące. Idzie się szukać po prostu.

          • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:02
            Aha, jest drogowskaz, i dlatego tatuś wysadza dziecko z samochodu i mówi "idź sobie do labiryntu"?
            • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:10
              mdro napisała:

              > Aha, jest drogowskaz, i dlatego tatuś wysadza dziecko z samochodu i mówi "idź s
              > obie do labiryntu"?

              Czy do Ciebie w ogóle dotarło, co ja napisałem? Czy po prostu potrzebujesz krwi i w ogóle nie widzisz innych treści, niż potwierdzające możliwie patologiczne wyjaśnienie?

              Skąd, do jasnej cholery, pomysł, że "tatuś wysadził dziecko z samochodu"? Co Ci wytworzyło w mózgu taką wizję, poza Twoją chorą wyobraźnią wspomaganą przez wp.pl? Przecież nie masz do tego żadnych, ale to żadnych podstaw w faktach.
              • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:44
                Dziecko było w samochodzie, tak?
                A potem błąkało się samo po polu, tak? To łapiesz?
                I teraz jakim cudem dziecko mogło się przenieść z samochodu na pole? Otworzyło drzwi w trakcie jazdy? Nieodpowiedzialność rodzica, bo w przypadku takiego małego dziecka powinny być zablokowane. Poza tym, nawet jakby dziecko mogło otworzyć drzwi i spierniczyć samo w pole, to raczej tatuś powinien w te pędy za nim, a nie zostawić i odjechać? A w miejscu gdzie dziecko znaleziono, ani tatusia ani samochodu. Tak czy owak to mało prawdopodobna opcja, chociaż teoretycznie możliwa.
                No to następna: teleportacja. Młody pod wpływem emocji obudził w sobie nadprzyrodzone moce i sam się teleportował. Jeszcze mniej prawdopodobne, chociaż wydaje się, że to właśnie obstawiasz, nie wiedzieć czemu.
                Opcja trzecia: ojciec wysadził dziecko z samochodu. No ok to najbardziej prawdopodobne, tylko normalnie człowiek zakłada, że dorosły wtedy temu wysadzonemu dziecku towarzyszy. A tu dorosłego niet. Czemu? Skoro miał tylko jedno dziecko pod opieką, to raczej mało prawdopodobne, że musiał się zająć drugim i tamto mu w międzyczasie uciekło/zgubiło się. No to jakim cudem, dorosły facet może zgubić swoje własne dziecko w polu kukurydzy? Nie ma wyobraźni? Odpowiedzialności? Robi to z premedytacją? Jest tępym bucem? Która opcja?
                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:48
                  aerra napisał(a):

                  > Dziecko było w samochodzie, tak?
                  > A potem błąkało się samo po polu, tak? To łapiesz?
                  > I teraz jakim cudem dziecko mogło się przenieść z samochodu na pole? Otworzyło
                  > drzwi w trakcie jazdy? Nieodpowiedzialność rodzica, bo w przypadku takiego małe

                  A dlaczego w czasie jazdy? Przed chwilą najprostsze logiczne wyjaśnienie podałem: ojciec poszedł się dowiedzieć, czy labirynt działa, a dziecko się znudziło czekaniem i wyszło go szukać. Z zaparkowanego samochodu. Już nie brzmi tak sensacyjnie? Już się nie nadaje do "Trudnych Spraw"? Za mało krwi, flaków i krzywdy niewinnego dziecięcia, żebyś zaakceptowała to jako wyjaśnienie?


                  > międzyczasie uciekło/zgubiło się. No to jakim cudem, dorosły facet może zgubić
                  > swoje własne dziecko w polu kukurydzy? Nie ma wyobraźni? Odpowiedzialności? Ro
                  > bi to z premedytacją? Jest tępym bucem? Która opcja?

                  No, która? Która jest najbardziej prawdopodobna? Ale najbardziej prawdopodobna, a nie najbardziej czadowo krwista i pozwalająca się poczuć lepszą?

                  • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:55
                    Gdzie się poszedł dowiadywać? Pokaż mi na mapie miejsce, gdzie to się wg Ciebie miało stać?

                    I co robi rodzic, któremu w nieznanym miejscu zniknie z oczy dziecko?

                    Ponadto naprawdę radzę przestać doszukiwać się motywacji forumek niezgadzających się z Twoją wydumaną teorią, nie powoduje to, że jakość Twoich argumentów wzrasta.
                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:02
                      mdro napisała:

                      > Gdzie się poszedł dowiadywać? Pokaż mi na mapie miejsce, gdzie to się wg Ciebie
                      > miało stać?

                      www.google.com/maps/place/55-040+Kuklice/@50.9700097,16.9341198,450m/data=!3m1!1e3!4m5!3m4!1s0x470fc5881533ebf7:0x37d6ae4c3e994055!8m2!3d50.954703!4d16.9426029
                      > I co robi rodzic, któremu w nieznanym miejscu zniknie z oczy dziecko?

                      No nie wiem. Zaskocz mnie. Ja bym szukał, ale ja truskawki cukrem posypuję.
                  • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:34
                    I kto tu sobie teorię do tezy dorabia?
                    Skąd w ogóle wiesz, że ojciec chciał dziecka zawieźć do labiryntu? Skąd wiesz, że w ogóle o labiryncie wiedział? Skąd wiesz, ze poszedł się dowiedzieć? Nie wiesz, tak samo spekulujesz, byle tatusia wybielić.
                    A dziecko wyszło z auta, wg twojej teorii - samo się wypięło z fotelika, przelazło do przodu, otworzyło drzwi, a potem pognało w pole!
                    Ale nawet jakby to była taka opcja, to nadal jest to nieodpowiedzialność, bo NIE ZOSTWIA się takiego małego dziecka samego. Ani w aucie, ani gdzie indziej. Nie mówiąc o tym, że drzwi można zablokować (ok, w nowych samochodach przednie od strony kierowcy chyba nie, ale pozostałe i owszem), ani o tym, że wystarczyłoby w takiej sytuacji alarm uzbroić i już by wył, jakby się drzwi otworzyły (dobra, może nie mieć, nie każdy czuje potrzebę i nie każdy samochód ma w pakiecie - ale jak nie ma żadnej opcji zabezpieczenia, to tym bardziej się dzieciaka NIE zostawia).
                    • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:47
                      aerra napisał(a):

                      > I kto tu sobie teorię do tezy dorabia?

                      Na przykład aerra, która stawia z powietrza wziętą tezę o wysadzeniu dziecka z jadącego samochodu.

                      > Skąd w ogóle wiesz, że ojciec chciał dziecka zawieźć do labiryntu? Skąd wiesz,
                      > że w ogóle o labiryncie wiedział? Skąd wiesz, ze poszedł się dowiedzieć? Nie wi
                      > esz, tak samo spekulujesz, byle tatusia wybielić.

                      Skąd w ogóle wiesz, że ojciec chciał dziecko ukarać? Skąd wiesz, że umyślnie zostawił?

                      • aerra Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 12:10
                        Ehem, weź stuknij głową w ścianę, a potem przeczytaj jeszcze raz tamten post, tym razem ze zrozumieniem.
                        I jeszcze wcześniej definicję słowa "prawdopodobne/nieprawdopodobne".
                • bib24 Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:55
                  stawiam na tępego buca, podoba mi się ta wersja.

              • mdro Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 10:51
                To tylko twórcze rozwinięcie Twojej teorii o atrakcji turystycznej w postaci pola kukurydzy, które tatuś pomylił. A poza tym tak, żeby dziecko czteroletnie znalazło się poza samochodem, dorosły musi go z tego samochodu wysadzić.
                • 45rtg Re: Hm. Bo tylko jest taka jedna sprawa... 06.09.18, 11:04
                  mdro napisała:

                  > To tylko twórcze rozwinięcie Twojej teorii o atrakcji turystycznej w postaci po
                  > la kukurydzy, które tatuś pomylił. A poza tym tak, żeby dziecko czteroletnie zn
                  > alazło się poza samochodem, dorosły musi go z tego samochodu wysadzić.

                  Bzdura. Czterolatek bez problemu jest w stanie wysiąść sam z samochodu. Nawet, jeżeli był przypięty - pasy da radę rozpiąć. Otwarcie drzwi od środka to w ogóle nie jest problem dla takiego dziecka.

    • lily_evans11 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 16:27
      Tak, i baty na gołe dupsko.
      • maaria33 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 17:14
        Po co baty? Wystarczy wychowawczo porzucić w polu kukurydzy w Mandzurii.
        • lily_evans11 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 17:28
          Oj tak big_grin.
          • bib24 Re: Bo wiercił się w kościele 05.09.18, 18:11
            na antarktydzie byłoby fajniej. tak na 2 tygodnie.
            • 123pik Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 10:21
              na Antarktydzie uprawiają kukurydzę ?
        • mdro Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 09:38
          Wystarczyłoby pewnie nawet jakieś pole w USA, gdzieś w Iowa czy Nebrasce (pamiętacie "Pokochała Toma Gordona" Kinga?).
    • zielonaherbata72 Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 10:50
      I przymusowa kastracja ojca jak i matki( bo widziała, że dziecka nie ma)
    • iwoniaw Przeklejone: autor - 45rtg 06.09.18, 13:02
      W wątku o chłopcu na szosie ponure jest to,

      45rtg 06.09.18, 12:58
      Nie to jest osłabiające, że mi sześć kobit chciało udowodnić, że to niemożliwe, że przypadek, że na pewno ojciec porzucił, że bzdury wymyślam, że nie ta wieś, że kukurydza nie istnieje i że jestem solidarnym plemnikiem. (Siódma była memphis akurat z dość rzeczowymi uwagami.) No więc nie w tym problem, bo to jest forum i wiadomo, że tu się żąda krwi, najlepiej samczej, oraz sensacji, nad którą można empatycznie załamać ręce.

      Ponure jest to, że nie było ani jednego głosu o treści: "No, obyś miał rację, że to był tylko wypadek, a nie umyślne działanie.".
      I nie, to nie chodzi o moją satysfakcję, że mnie jakaś przypadkowa babka z Internetu pochwali, bo takie pochwały to mi po nic, acz bywają przyjemne. Chodzi o to, że wolicie się paść możliwie wielką krzywdą dziecka, niż mieć nadzieję, że była możliwie mała.

      • iwoniaw Re: Przeklejone: autor - 45rtg 06.09.18, 13:05
        Chodzi o
        > to, że wolicie się paść możliwie wielką krzywdą dziecka, niż mieć nadzieję, że
        > była możliwie mała.


        Nie, chodzi o to - co napisano ci już co najmniej kilkakrotnie - że krzywda tego dziecka jest bezsprzeczna, gdyż ma ojca buca, idiotę lub sadystę i twoje zaprzeczanie temu przez mantrowanie, że nic się nie stało, niczego nie zmienia.
        • 45rtg Re: Przeklejone: autor - 45rtg 06.09.18, 13:06
          iwoniaw napisała:

          > o dziecka jest bezsprzeczna, gdyż ma ojca buca, idiotę lub sadystę i twoje zapr
          > zeczanie temu przez mantrowanie, że nic się nie stało, niczego nie zmienia.

          Łżesz.
          • iwoniaw Re: Przeklejone: autor - 45rtg 06.09.18, 13:19
            Łżesz.

            Sam łżesz. Każdy ma oczy i może sam sobie poczytać, co tu wypisujesz.
            • 45rtg Re: Przeklejone: autor - 45rtg 06.09.18, 13:22
              iwoniaw napisała:

              > Łżesz.
              >
              > Sam łżesz. Każdy ma oczy i może sam sobie poczytać, co tu wypisujesz.

              To pokaż, gdzie ja piszę, że się "nic nie stało", moderatorko przekładająca posty dla swojej prywatnej wygody.
    • princesswhitewolf Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 13:08
      >Jestem za powrotem pręgierza na rynek i kary publicznego batożenia.

      ja za natychmiastowym odebranie prawa rodzicielskiego jelopowi, a takze karmicznym brakiem dzieci w kolejnym wcieleniu przy jednoczesnej wielkiej potrzebie ich posiadania.

    • profes79 Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 14:42
      Wersja policji:
      wiadomosci.wp.pl/4-latek-blakal-sie-po-polu-kukurydzy-sledczy-wiedza-co-sie-dzialo-z-dzieckiem-6292397282244737a
      Według wrocławskich śledczych, czteroletnie dziecko, które błąkało się po polu kukurydzy i zostało odnalezione przy ruchliwej trasie przez jednego z kierowców, oddaliło się od rodziców i nie mogło odszukać powrotnej drogi. Wirtualna Polska dotarła do najnowszych ustaleń z policyjnego dochodzenia.
      W sprawie przesłuchano cztery osoby: mężczyznę, który znalazł przy drodze dziecko i zawiadomił policję, ojca dziecka, matkę, a także osobę, która uczestniczyła w przekazywaniu dziecka dziadkom. Dodatkowo zostały wykonane oględziny na miejscu zdarzenia. I po tych czynnościach, już na tym etapie, mogę wstępnie powiedzieć, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje i potwierdza wersję rodziców. Czyli mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym zbiegiem wydarzeń i oddaleniem się 4-letniego syna od rodziców i zagubienia się w polu kukurydzy. Ojciec stracił je z pola widzenia, a dziecko było poszukiwane. Zgromadzony materiał wskazuje, że nikt w tej sprawie nie usłyszy zarzutów, ale ostateczną decyzję wyda oczywiście sąd - informuje Wirtualną Polskę st. sierż. Dariusz Rajski z Komendy Miejskiej we Wrocławiu.

      A teraz wszystkie pyskujące panie solidarnie, jak jeden mąż przepraszają 45rtg - o ile oczywiście wystarczy im jaj.
      • aerra Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 15:01
        Za co niby?
        Przeprosiny to się mogą należeć ojcu co najwyżej, a nie 45rtg.
      • mdro Re: Bo wiercił się w kościele 06.09.18, 15:37
        A za co mamy przepraszać? Jego wersja o "pojechaniu do labiryntu" i że to było całkiem inne miejsce też się nie potwierdziła, a moje pytanie o to, gdzie był ten kościół, uznał za nieistotne.
      • 45rtg Re: Bo wiercił się w kościele 07.09.18, 08:56
        profes79 napisał:

        > e z pola widzenia, a dziecko było poszukiwane. Zgromadzony materiał wskazuje, ż
        > e nikt w tej sprawie nie usłyszy zarzutów, ale ostateczną decyzję wyda oczywiśc
        > ie sąd - informuje Wirtualną Polskę st. sierż. Dariusz Rajski z Komendy Miejski
        > ej we Wrocławiu.
        >
        > A teraz wszystkie pyskujące panie solidarnie, jak jeden mąż przepraszają 45rtg
        > - o ile oczywiście wystarczy im jaj.

        Cóż. Nie powiem, żebym był zaskoczony reakcją forum. Poczucie odpowiedzialności za słowa trzeba wynieść z domu, jak tego komuś brakuje, to apele forumowe nie załatają dziur w kulturze.
      • majaa Re: Bo wiercił się w kościele 07.09.18, 09:50
        profes79 napisał:

        > A teraz wszystkie pyskujące panie solidarnie, jak jeden mąż przepraszają 45rtg
        > - o ile oczywiście wystarczy im jaj.
        >

        Tiaaaa…, marzyciel... na pewno się tego doczekasz. Ja bym była zdziwiona, gdyby chociaż jedna tutaj zachowała się honorowo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka