Temat do wyżalenia.
Czy to normalne, że ktoś się do nas zaprasza, a nie my jego?
Zwłaszcza w wykonaniu rodziny?
Mamy małe mieszkanie, małe, (obecni b. marudne )dziecko a ja w ciąży, mieszkamy poza krajem. I padają propozycje - chcę do was przyjechać w xxx (terminie).
Nie mam teraz ochoty na gości (nawet najukochańszych), nie lubię kilkudniowych wizyt w moim domu, bo zwyczajnie nie ma na to warunków. Rozumiem, że ktoś chce odmiany i pozwiedzać inne miejsca i dla niektórych fakt bycia rodziną ma rekompensować wszelkie niewygody związane z kilkudniową gościną. Grr.
Ale mąż się ugiął (bo bliska osoba, bo nieładnie odmówić) i tym sposobem zostałam uszczęśliwiona rolą gospodyni -przewodnika. Ja nie chciałam stawiać sprawy na ostrzu noża, bo nie chcę konfliktu z tego powodu. Mam co chciałam

Mąż będzie w pracy a ja będę miała gościa zabawiać. Mam ochotę męża zadusić.
Każdą tego typu wizytę odchorowuję tydzień przed. Ja tak nie chcę

Nie mam ochoty chodzić po mieście i pokazywać ciekawostek, zapraszać do restauracji ani gotować (bo mam mdłości). Ani gadać o niczym i strzelać uśmiechami.
Nic już nie zrobię. Pożalić się chciałam.