Dodaj do ulubionych

Zakazana miłość

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 11:47
Czy zdarzyło sie Wam, że amor wystrzelił w zakazanym kierunku, czy
zakochaliscie się w kims zajętym, żonatym/meżatce itp. jak sobie z tym
uczuciem poradziliście, czy tłamsiliscie w sobie czy też staraliście sie
zdobyć obiekt swoich uczuć, czy też ukrywaliscie azsamo wygasnie? Jakie sa
Wasze doświadczenia i jak sie te historie zakończyły?
Obserwuj wątek
    • oscaros Re: Zakazana miłość 11.10.05, 12:01
      mam niestety identyczną sytuację:(. W jednym z wcześniejszych postów o tym
      pisałem. Zakochałem się w swojej koleżance z pracy, a ona jest z kimś w stałym
      związku. Nie wiem co robić, bo z jednej strony mam opory moralne przed
      skończeniem sympatycznych rozmów z nią i zaczęciem flirtu, ale z drugiej strony
      nie mam już oszukiwać się, że ona nie istnieje...
      • oscaros Re: Zakazana miłość 11.10.05, 12:02
        nie dodałem, że nie mam już SIŁY oszukiwać się, że ona nie istnieje...
        • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 12:10
          ...no własnie najgorzej jak to jest kontakt z pracy...pracowac musisz, a więc
          widywac tą osobę musisz też... łatwiej jest jednak chyba gdy nie widzimy tej
          osoby, zawsze mozna pomysleć, że pewnie idealizuje tą osobe i jej tak naprawde
          nie znam... Ja mam taka sytuacje z klientem... którego widuje dośc często... i
          nogi mi sie uginają, ze nie powiem o tym, że nie umiem z nim normalnie
          rozmawiać...a zwykle nie mam z tym problemów. Co gorsza wydaje mi się, że on
          sie ciut domyśla, ale trzyma fason i odpowiedni dystans...ale czasami jest
          dziwnie miły...nie wiem co mam o tym myśleć. Ile mozna tak wytrzymać? Rok, dwa
          ale potem człowiek chyba sie zamyka...
          • oscaros Re: Zakazana miłość 11.10.05, 13:26
            Widze, ze mozemy sobie podac rece. Mam prawie taka sama sytuacje. Tez mam
            wrazenie, ze ona czuje, ze cos jest na rzeczy, ale trzyma fason. Jest dla mnie
            bardzo mila i momentami tak jakby mi dawala sygnaly. Ja zreszta tez trzymam
            fason. Pracuje u nas od 3 miesiecy i juz po kilku tygodniach wiedzialem, ze jest
            kims na kogo czekalem. Cos z prawdy jest w tym, ze w pewnym momencie wiesz, ze
            to jest wlasnie "ta" osoba. Sam bylem kiedys zdradzony i nie chcialbym byc
            sprawca podobnej rzeczy. Ale z drugiej strony tak jak piszesz... ile mozna sie
            tak meczyc?:(:(:( Mam smieszne sytuacje, bo czasem jak jestem dla niej zbyt mily
            i ktos na mnie dziwnie patrzy to dla rownowagi i na sile staram sie byc tez mily
            dla innych dziewczyn u nas hahaha To smieszne, ale tak naprawde nie jest mi do
            smiechu:(
            • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 14:22
              ... no nieźle, chyba faktycznie mamy podobnie. Ja tez kiedys zostałam zdradzona
              i nie chce innej kobiecie tego zrobić, wiem, że są dzieci... Ja juz od
              pierwszej chwili... wiedziałam, gdy rozmawiałam z nim przez telefon, że jest
              wyjatkową osobą, a gdy go poznałam...oniemiałam... musiałam mieć b. głupią
              minę...do spokoju ( o ile mozna powiedziec tutaj o nim) emocjonalnego wróciłam
              w miare po ok. tygodniu...Wydaje mi sie że wyczuwa, że za bardzo ide mu na
              rękę, że jestem może zbyt uprzejma...Czasami gdy widzę, że trzyma fason
              odpłacam sie tym samym lub nie jestem zbyt miła...absurd za absurdem..Ale gdy
              on jest miły i uprzejmy nie wiem doprawdy co mam robić, dosłownie czasami
              drętwieję. Z trudem tez przychodzą mi kolejne kontakty...toczę walke ze sobą
              czy zadzwonić czy odejść z pokorą... Ale to klient, trzeba dbac o jego
              interesy, to sa niestety tez dla mnie pieniadze...I to też mnie
              boli...pieniądze, gdyby nie one nie byłoby kontaktu... Mam dylematy w rodzaju:
              czy jest miły dla mnie bo jest taki dla każdego ( a informacje o nim to
              potwierdzałyby), czy ma w tym interes, aby współpraca układała sie nam dobrze(
              to tez na pewno prawda) czy mnie lubi.... tego nie wiem na pewno...W takim
              razie jak interpretowac jego nieruchome, głębokie spojrzenia?;-))Męczę sie tak
              już prawie 2 lata;-)))Były chwile, że wydawało mi sie, że mi obojetnieje...ale
              wystarczy jeden usmiech, miłe słowo...echhh.
              • meduza4 Re: Zakazana miłość 11.10.05, 14:56
                A czy wy nie przesadzacie (to znaczy dyskutanci) z nadinterpretacja faktow?

                Ja mam obecnie nowa prace, ale jeszcze zanim ja podjelam przyjechalam pokazac
                sie potencjalnemu przyszlemu szefowi. Gdyby nie to, ze jest 30 lat starszy ode
                mnie to wmowilabym sobie, ze sie zakochalam. Bo od pierwszej sekundy znajomosci
                cos zawislo w powietrzu. Nie wiem co to bylo, ale bylo cos dziwnego w jego
                spojrzeniu, uscisku reki. Zrobilo to na mnie duze wrazenie, ale ostatecznie
                mysle, ze bierze sie to z ogromnego podobienstwa naszych osobowosci. W wielu
                kwestiach jestesmy tacy sami, wiec wisi miedzy nami nitka "rozumienia sie bez
                slow". Nie przypisywalabym tej sytuacji kontekstu damsko-meskiego, chociaz
                szczerze mowiac, nowego szefa lubie i cenie bardziej niz jakiegokolwiek szefa
                lubic sie powinno ;-PPP

                Po co ja opowiedzialam owa historyjke? Tylko po to, zeby uswiadomic innym
                osobom, ze z faktu, ze ktos jest wyjatkowy i mily... nie mozna jeszcze wyciagac
                wniosku, ze to jest milosc :-D
                • Gość: ona Re: Zakazana miłość IP: *.eranet.pl 11.10.05, 15:16
                  I tu zgadzam się z meduza4.
                  Podstawą mojej pracy są przede wszystkim zdolności interpersonalne, a więc
                  kontakt z ludźmi. Zawsze, niezależnie od humoru, jestem dla wszystkich miła,
                  rozmawiając z kimś patrzę prosto w oczy i częśto się uśmiecham. Niestety
                  zauważyłam, że niektórzy mężczyźni (zwąłszcza Ci nowo poznani) wysyłają sygnały
                  tzw. zauroczenia. Szybko sprowadzma ich na ziemię w kulturalny sposób, że
                  jestem zajęta.
                  Być może jest tak, że Oni są po prostu dla Was mili...
                  • meduza4 Re: Zakazana miłość 11.10.05, 15:25
                    Przyznam sie szczerze... ze zauroczona szefem jestem, mimo ze to pan nieco po
                    szescdziesiatce (wyglada na mniej). Ale nie ma co temu zauroczeniu od razu
                    nadawac cech zakochania. Po prostu piekielnie go lubie bo jest milym
                    czlowiekiem, wiec fajnie mi sie z nim rozmawia. A poniewaz fajnie sie rozmawia
                    to nawet sprawy sluzbowe omawiamy w 5 minut w bezstresowej atmosferze.
                    Do tej pory mialam takiego szefa, ze tylko zabic, wiec jest to dla mnie nowa
                    sytuacja i byc moze stad sie to niegrozne zauroczenie bierze.
                    Nie przywyklam do ludzkiego traktowania przez szefa i tyle...
                  • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 15:30
                    Obie macie duzo racji...osobiscie znam takie sytuacje, że nowopoznani klienci-
                    meżczyźni zachowują sie jakby byli zauroczeni...ale poniewaz to nie mój typ
                    tylko usmiecham się i wykonuję swoją pracę, starając sie zachowac taki dystans,
                    aby nie sądzili, że cos podobnego jest z mojej strony. Czasami jednak bywa tak,
                    że ludzi sa mili nie tylko z powodu, np pracy czy relacji klient/urzędnik.
                    Tematy rozmów schodza na zupełnie inne rejony tzw. życia, sa gesty tak
                    uprzejme, które naprawde nie muszą być w takich relacjach, sa propozycje, które
                    nie są spotykane u innych klientów - czyli takie które wkraczają w zycie
                    osobiste, i jest to wyraźna chęc poznania kogoś bliżej...
                    • Gość: ona Re: Zakazana miłość IP: *.eranet.pl 11.10.05, 15:36
                      Hm, w takim razie, jeśli sygnały ze strony tego pana są jasne, a jest żonaty i
                      ma dziecko, to na Twoim miejscu dałabym sobie spokój. Sama nie mam takich
                      doświadczeń - po prostu dla mnie mężczyźni zajęci nie istnieli - ale mam kilka
                      koleżanek, które przez coś takiego przeszły i nie jest im teraz do śmiechu.
                      Po pierwsze mają cały czas wyrzuty sumienia, że rozbiły rodzinę (te, dla
                      których on zostawił rodzinę), a inne są rozżalone, że przez miesiące/lata
                      zwodził, obiecywał rozwód z tamtą, potem się okazywało, ze on po prostu chciał
                      mieć kochankę.
                      Do mnie przemawia tylko jednen argument. A mianowicie dopóki mieszka z rodziną,
                      to może sobie gadać o tym jaki jest nieszczęśliwy i że niby miłość wygasła, i
                      to małżeństwo to fikcja. Jeśli tak jest, to by się wyprowadził...Niektórzy
                      szukają nowych wrażeń i tyle.
                      • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 15:46
                        To nie takie proste, choc logicznie rzecz biorąc masz rację... Dac sobie spokój
                        gdy musze go widywac też jest b. trudne. Pozostaje mi zachwyt z ukrycia;-)))
                        • meduza4 Re: Zakazana miłość 11.10.05, 16:18
                          A ja powiem tak: wprawdzie czuje jakies oddzialywanie emocjonalne miedzy mna a
                          nowym szefem, ale co to tak naprawde znaczy? Tak naprawde to nic nie znaczy,
                          bo usmiechem i przelotna sympatia obdarzamy czasem ludzi z ulicy.
                          I szkoda przypisywac jakiekolwiek znaczenie jego glebokim spojrzeniom, bo on
                          moze sobie wtedy myslec "jaka ona jest podobna do mnie sprzed 30-tu lat",
                          wspominajac wlasna mlodosc i rozwazajac (moze i egoistycznie) rozklad wlasnych
                          zmarszczek na twarzy ;-)
                • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 15:40
                  nic porozumienia 'bez słów" tak naprawde łaczy nas z kazdym kogo znamy dłużej i
                  istnieją między nami dobre, zrozumiałe relacje, np między przyjaciółkami, czy
                  znajomymi, którzy mają podobne problemy, dzieci w podobnym wieku czy podobny
                  samochód...;-))Ja przyłapałam sie na tym, że czasami cos zawiśnie w powietrzu,
                  gdy ktos nowopoznany mi przypomina kogoś kogo juz nie widuję...itp. Jeżeli ktos
                  jest miły, wyjątkowy to na pewno nie jest dowód na jego uczucia - z tym sie
                  zgodzę. No własnie interpretacje mogą byc rozmaite i nad tym tutaj sie
                  zastanawiamy.Gdzie lezy granica pomiedzy checia bycia miłym i uprzejmym a
                  checią zwrócenia na siebie uwagi drugiej osoby, poznania jej i wybadania czy
                  jest zainteresowana moją osobą.../hm?;-))
                  • naprawde_fajna Re: Zakazana miłość 11.10.05, 15:46
                    Ja jestem gorszym przypadkiem.
                    Zakochalam sie w geju.Byl taki kochany i slodki,moglam z nim o wszystkim
                    porozmawiac,zabieral mnie na koncerty,byl bardzo romatyczny,kulturalny
                    etc.Ale...po jakims czasie zdziwilo mnie troszke,ze tylko mnie przytula...nawet
                    calowal mnie tylko w policzek...
                    No i rozkochal mnie w sobie,bylam mloda i zakochana po uszy:(
                    A potem dowiedzialam sie prawdy i chyba do dzis mam uraz,jak facet jest
                    fajny,to mysle ,ze jest gejem:( i nie dla mnie
                  • meduza4 Re: Zakazana miłość 11.10.05, 16:20
                    Gość portalu: Perła napisał(a):

                    > nic porozumienia 'bez słów" tak naprawde łaczy nas z kazdym kogo znamy dłużej i
                    >
                    > istnieją między nami dobre, zrozumiałe relacje, np między przyjaciółkami, czy
                    > znajomymi, którzy mają podobne problemy, dzieci w podobnym wieku czy podobny
                    > samochód...;-))

                    No tak, ale to bylo cos pomiedzy mna a obcym czlowiekiem, ktory nikogo
                    konkretnego mi nie przypomina. Tyle, ze jak napisalam: mamy podobne osobowosci,
                    moze instynktownie to wyczulam. Zreszta swietnie nam sie razem pracuje, jak dwa
                    dobrze dopasowane kolka zebate :-)
                    • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 16:57
                      Meduza, może to Twoja bratnia dusza z poprzedniego wcielenia?;-)))
                      • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 16:59
                        ...a tak powaznie...to prawda, czasami kogos ledwo poznajemy...a nic powstaje
                        od razu....
                        • oscaros Re: Zakazana miłość 11.10.05, 23:22
                          No w moim przypadku jest tak, że jak rozmawiamy to ona często mówi o jakiejś
                          historii zwiazanej ze swoim facetem (to nie jest jeszcze jej mąż). Dla mnie tez
                          zawsze istniała zasada "jesli kobieta/dziewczyna kogos ma to w zasadzie jakby
                          nie istniala". Tym razem jest zupełnie inaczej... mówienie sobie w ten sposób
                          nic nie daje. Naprawde nie potrafie sobie tego wytlumaczyc. I to nie jest
                          kwestia tego czy ona jest zbyt mila. Mam takie wrazenie, ze ona rozumuje tak,
                          ze bylaby sie w stanie we mnie zakochac, ale poniewaz ma "jego" to tego nie
                          zrobi...
                          • jula09 Re: Zakazana miłość 11.10.05, 23:43
                            Dla miłości nie ma zakazów ani nakazów, ona poprostu jest.
                            • oscaros Re: Zakazana miłość 11.10.05, 23:50
                              Łatwo powiedzieć. Tylko, że w ten sposób rujnujesz kogoś związek. Ale ja
                              niestety boje się, że pewnego dnia gdy któryś z jej sygnłów będzie silniejszy
                              lub poczuje, że ona też chce wiedzieć o mnie wiecej po prostu okażę sie egoistą
                              uczuciowym...
                              • jula09 Re: Zakazana miłość 12.10.05, 00:07
                                Egoistą uczuciowym?
                                Co to znaczy?
                            • jmx Re: Zakazana miłość 11.10.05, 23:50

                              Miłośc tak. Ale związek już niekoniecznie ;)
                              • oscaros Re: Zakazana miłość 12.10.05, 00:38
                                No, ze wybiore wlasne dobro w milosci nie patrzac na to, ze jest ten trzeci,
                                ktory z nia jest i ktorego ona chyba kocha... ale mam nadzieje, ze tak nie
                                zrobie...wlasnie problem caly czas jest w tym, ze ja nie wiem czy jej sygnaly
                                to duza sympatia czy cos wiecej...
                                • jmx Re: Zakazana miłość 12.10.05, 01:55

                                  myślę, ze to czas pokaże :). Z drugiej strony - ktoś komu jest dobrze i jest
                                  szczęśliwy w związku nie ogląda się na boki za innymi... Z trzeciej strony -
                                  osobom, obyu płci pochlebia zainteresowanie płci odmiennej, czują się ważne,
                                  potrzebne, interesujące bo rutyna w związku i tak dalej... Jestem przeciwna
                                  wchodzeniu "na trzeciego" i rozmwalaniu komuś życia ale... jeśli ona nie będzie
                                  chciała to nic i nikt nie będzie w stanie zniszczyć jej związku.
                                  • oscaros Re: Zakazana miłość 12.10.05, 13:26
                                    Ja też jestem przeciwny włażeniu "na trzeciego". Ale jak pomyslę o tym, że może
                                    stracę w ten sposób kogoś, kto może był przeznaczony dla mnie...I na dodatek
                                    bedę dalej musiał na nią patrzeć niemal codziennie... to tortura...
                                    • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.05, 14:32
                                      Oskaros, wspólczuje Ci Twojej męki...ale tak to juz jest, że w zyciu kocha sie
                                      kilka razy i kazdy raz jest wyjatkowy, jak wyjatkowa jest każda osoba. Jest
                                      duzo racji w tym co napisali moi poprzednicy i dokładam swój głos: jeśli w
                                      związku jest wszystko ok nikt nie rozglada sie za innymi, nie wysyła sygnałów,
                                      a zajeci poprostu nieistnieją... Tak tez czułam, gdy byłam szczęsliwa w swoim
                                      związku. Nie znaczy to jednak, że zawsze w chwilach zwątpienia trzeba szukac
                                      kogos innego... Uważam, że jeśli ta dziewczyna nie jest jeszcz zwiazana śubem a
                                      tym bardziej dziećmi , na pewno sama zastanawia sie czy tamten facet to jest to
                                      czego szuka - bo nie znam innego wytłumaczenia na to, że lubi serdeczne
                                      znajomości z innymi facetami...;-) Może zastanawia się czy go kocha, albo
                                      tamten jej nie kocha? Musisz jednak sam wyczuć czy chodzi jej o to, że lubi z
                                      Tobą pogadać, lubi jak jej w czyms pomożesz, poprostu Twoje towarzystwo sprawia
                                      jej przyjemność czy to jest typ uwodzicielki, która zawsze chce byc
                                      adorowana...Ja mam nieco inną sytuacje i moge tylko na przyjaźni i koleżeństwie
                                      poprzestać. Bo jeśli nie mogę zaistnieć w jego zyciu tak jak bym chciała, mogę
                                      na pewno pomagac mu i wspierać w sprawach, które zalezą ode mnie.
                      • meduza4 Re: Zakazana miłość 14.10.05, 15:35
                        Gość portalu: Perła napisał(a):

                        > Meduza, może to Twoja bratnia dusza z poprzedniego wcielenia?;-)))

                        A moze moj ojciec, a ja nic o tym nie wiem??? ;-)
    • boski.facet Re: Zakazana miłość 13.10.05, 21:11
      Gość portalu: Perła napisał(a):

      > Czy zdarzyło sie Wam, że amor wystrzelił w zakazanym kierunku, czy
      > zakochaliscie się w kims zajętym, żonatym/meżatce itp. jak sobie z tym
      > uczuciem poradziliście, czy tłamsiliscie w sobie czy też staraliście sie
      > zdobyć obiekt swoich uczuć, czy też ukrywaliscie azsamo wygasnie? Jakie sa
      > Wasze doświadczenia i jak sie te historie zakończyły?

      Mój amor strzela dwa, a nawet trzy razy dziennie i zawsze w zakazanych
      kierunkach. Tłamsic taką frajdę ? Tez coś ! :)
    • Gość: alexandra Re: Zakazana miłość IP: *.man.polbox.pl 14.10.05, 15:23
      A mnie amor ustrzelił kilka lat temu w zakazanym kierunku. Ten Ktoś jest
      zajęty, a ja wiele bym dała żeby był wolny i żebym ja była wolna. On wie, że mi
      sie podoba, a ja wiem, że powinnam o nim zapomnieć, ale jakoś nie potrafię.
      • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 15:27
        Mamy tak samo Aleksandra...nie łudź sie nigdy nie zapomnisz...ale może z czasem
        spowszednieje ci mysl, że musisz stac z boku..ja taką mam nadzieję. Jak to sie
        stało, że on wie i jak na to reaguje?
        • Gość: alexandra Re: Zakazana miłość IP: *.man.polbox.pl 14.10.05, 15:52
          Ja wiem, że nie zapomnę, bo odkad go znam to mi sie to nie udało, zawsze co
          jakiś czas muszę znaleźć pretekst aby go spotkać, zobaczyć, móc przez chwilę
          być blisko niego. Potem wracam do domu, kilka dni lub nawet tygodni katuję się
          myślami o nim, a potem wydaje mi się, że zapominam, co oczywiście jest
          złudzeniem, bo po jakims czasie tęsknię do niego. U mnie jest jeszcze trudniej,
          bo nie tylko on jest zajęty, ja też jestem z kimś. Więc to w ogóle wszystko
          jest chore. A ten mój zakazany owoc wie stąd, że po prostu sie domyslił, ja mu
          nigdy tego wprost nie powiedziałam, ale to inteligentny facet i naprawdę mógł
          się zorientować. Ostatnio w przeciągu krótkiego czasu spotkalismy się częściej
          niż na ogół. Tym razem nie mogłam i nie mogę o nim zapomnieć. Myślę, a nawet
          wiem, że on ma do mnie też słabość, okazuje to, ale wiem jednocześnie, że
          między nami nie wydarzy się nic tak naprawdę istotnego. czasem tak sie
          zastanawiam, ile jeszzce lat będe to ciągnąć...
          • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 17:27
            Chyba długo...dopóki będziesz go widywała...Ja też ostatnio widywałam go
            czesciej niz zwykle, ale tak naprawde nie wiem czy domyśla się... czasami
            wydaje mi sie, że tak. Wiem, że lubi moje towarzystwo i czuję się szczególnie
            traktowana. Dłuższe przerwy sprawiają, że łatwiej mi przetrwać. Ale powiedz czy
            nie jesteś zakłopotana gdy widujesz go, nie próbujesz ukryć swojego
            zaangażowania? Ja tak, dlatego powstają czasami komiczne sytuacje, raczej
            tragikomiczne, bo nie umiem tego, raczej jest to ponad moje siły...wtedy nawet
            bywa, że zachowuję sie obojętnie, zdawkowo...koszmar...Tak naprawde na wszelki
            wypadek chyba boje się, że sie ośmieszę gdy będzie wiedział na pewno i dlatego
            boje sie okazać cokolwiek...
            • Gość: alexandra Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 21:38
              Tak próbuję ukryć sowje uczucia pod przykrywką gadatliwości albo drobnych
              złościwości...Tylko, że choć mam do niego dużo uczucia, to ja wiem, że to nigdy
              nie będzie spełnione uczucie, obydwoje mamy rodziny i nie zamierzam tych rodzin
              rozbijać, choć moje małżeństwo nie jest udane i jakbym nie miała dziecka to
              obecnie byłabym po rozwodzie...
              • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.05, 12:02
                ... i pewnie dlatego się zakochałysmy, bo nasze małżeństwa są rozsypce...Myślę,
                że to nieuniknione w takich sytuacjach. Kobieta, która nie jest szczęśliwa,
                jest zaniedbywana i niekochana podświadomie szuka innego obiektu, choćby
                platonicznego. Ja nie umiałabym chociaż bez takiej miłosci żyć, a na inną chyba
                nie moge liczyć...Choć boli to jednak dodaje skrzydeł i nadaje sens życiu...
                Nie każda miłośc jest piękna...
                • Gość: alexandra Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.05, 13:08
                  Tyle, że ja do tego mojego "zakazanego obiektu miłości" poczułam "coś" jak
                  jeszcze nie byłam mężatką, starałam się zwalczyć to coś, bo wiedziałam, że on
                  ma żonę...
                  • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.05, 15:21
                    Takie zwalczanie jest okropne, wiem o tym z doświadczenia... myslisz, że jest
                    lepiej a nagle wychodzi cos jak balon z drugiej strony, nieoczekiwanie i
                    jeszcze mocniej niż wcześniej. Facet musiałby okazac sie paskudnym typkiem aby
                    zmienic o nim zdanie albo być b. niemiły...a tak to bedzie chyba trwało
                    wiecznośc... Pięc lat temu tez miałam taki zakazany obiekt i wydawało mi sie,
                    że gdy przestane go widywać przejdzie, ale niestety po roku od ostatniego
                    widzenia było coraz gorzej, Odwazyłam sie skontaktowac się z nim i napisać o
                    swoim uczuciu....niestety zareagował dośc gwałtownie...stąd pewnie nigdy
                    pierwsza facetowi nie przyznam sie do uczucia...
                    • Gość: alexandra Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 09:44
                      A Twoim zdaniem Twoje uczucie do innego faceta jest zdradą w stosunku do
                      Twojego małżonka?
                      • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 10:57
                        Myslę, że samo uczucie nie jest zdradą. Nie mamy wpływu na tak silne uczucia,
                        nie można z nimi walczyć...same przychodza i same kiedyś zamilkną...może wtedy
                        gdy pojawi sie ktos bardziej dostepny...nie wiem. Zdradą jest jednak jeśli za
                        uczuciem pójda czyny, gdy dojdzie do czegoś...duzo pewnie zależy od tego co
                        małzonek uważa za zdradę. Nawet gdyby do czegos doszło dla mnie nie byłaby to
                        zdrada, bo mój małzonek o ile tak moge go jeszcze nazwać zrobił to pierwszy
                        kilka lat temu...więc chyba zdradzony nie zdradza? Nie ma mniedzy nami juz
                        żadnych więzi, nie tylko uczuciowych.
                        • oscaros Re: Zakazana miłość 16.10.05, 12:38
                          Załamujecie mnie:( Jak piszecie, że taki stan moze trwać kilka lat, to ja nie
                          wiem co zrobię:( Poza tym Wasza sytuacja jest troche inna od mojej. Wy też
                          jesteście w związkach (formalnych bo z tego co widzę uczucia jest w nich coraz
                          mniej), u mnie jest tak, że ona jest w zwiazku a ja w tej chwili nie. I nie
                          potrafię zakochać się w kimś innym niż ona...
                          • Gość: perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 15:46
                            oscaros...co to za zycie w takim związku, właściwie klatka...bo jak nie ma
                            zadnych uczuć, więzi, wspólnie spędzanego czasu, rozmów, wspólnych radości ,
                            wzajemnego wspierania się, wspólnych planów i mogłabym tutaj długo
                            wyliczać...to mamy gorzej niz Ty - bo jestes wolny, możesz zrobic co zechcesz,
                            nie jestes odpowiedzialny za dziecko, nie masz rozterek jak to jest być
                            rozwódką i jak ludzie beda na mnie patrzeć po rozwodzie, rozterek, że zycie
                            przelatuje przez palce i w moim wieku nikogo wolnego nie spotkam...
                            • oscaros Re: Zakazana miłość 16.10.05, 16:04
                              No rozwodnikiem to ja jestem... i fakt faktem, że rózne są reakcje. Jednak
                              ludzie dośwadczeni życiowo wiedzą jak różne bywają losy ludzkie...
                              • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:14
                                oj wiemy, wiemy...niby wina lezy zawsze troche po obu stronach jednak, czasami
                                głową muru nie przebijesz...Ale plisss jesteś pewnie za młody by tak dekadencko
                                patrzeć na zycie... Nowy tydzien przed nami, nowe możliwości;-)
    • marcin010 Re: Zakazana miłość 17.10.05, 13:28
      ale dlaczego chcesz rezygnować z miłości, każda miłość jest piękna nawet ta zakazana jest takie mądre zdanie " spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą" jesli wiesz oco w tym chodzi to nie musisz się pytać twoje serce jest silniejsze niż wszystkie zakazy jednak żadna miłość nie jest nic warta gdy kochasz bez wzajemności powodzenia.
    • Gość: alexandra Re: Zakazana miłość IP: *.man.polbox.pl 17.10.05, 15:37
      A ja postanowiłam sie nie kontaktowac jednak z moim "zakazanym obiektem" Nie
      pracuję z nim, więc nie muszę go codziennie widywać, zawodowo też nie jestesmy
      zwiazani, bo choć pracujemy w pokrewnych zawodach, to tak naprawdę jedynie
      przypadkiem możemy się spotkać. Po prostu nie będę dzwonic, pisac maili i
      widywac go. A jesli on będzie dzwonił lub probował inaczej się skontaktowac, to
      po porstu nie bede reagowała. Chyba jestem tym wszystkim zmęczona i nie mam
      jednak ochoty na ciągnięcie tego dalej.
      • Gość: Perła Re: Zakazana miłość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:53
        Wcale nie dziwie się temu...chyba lepiej nie zyć złudzeniami. Łatwo powiedziec
        tak jak nasz poprzednik, że każda miłośc jest wartościowa, no własnie ale
        nieodwzajemniona czy niemożliwa do spełnienia czy takie sa warte naszych mysli?
        To jedynie namiastka miłosci, ale wymieszanej z bólem, tesknotą i
        niespełnieniem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka