barbibarbi
19.02.19, 19:40
Dramat w kilku aktach. Napisało życie:
Akt 1
- W święta, przy stole, w połowie kolacji teściowa wyraziła niezadowolenie, że zapraszając ich na święta zadzwonił tylko jej syn (mój mąż) ALE! - ja nie zadzwoniłam oddzielnie z zaproszeniem, a powinnam.
- W odpowiedzi wszyscy przy stole zaczęliśmy mówić, że nie ma takiego obowiązku, nie ma takich zwyczajów, że ona sobie wymyśla cuda na patyku itd.
- Po wymianie zdań oboje z teściem wyszli nie doczekawszy do deseru.
Akt 2
Za jakiś czas mój mąż dzwoni do matki i ona wyraża oburzenie odnośnie kolacji u nas, cytuję: "dlaczego mnie nie broniłeś jak mnie zaatakowano!?"
Następnie ma pretensje, że nasza córka nie zadzwoniła do niej w sylwestra z życzeniami. Sama oczywiście nie zadzwoni, a spodziewa się kurtuazyjnych telefonów od 14 latki.
Akt 3
Za jakiś czas mój mąż ich odwiedza, teść (oczywiście napuszczony przez teściową) poucza podniesionym głosem mojego męża, że do matki powinien dzwonić co najmniej 3 razy w tygodniu! Mój mąż na to, że jest dorosły i sam wie kiedy ma dzwonić. Na to teść "to wyjdź z tego domu" Mój mąż wychodzi wygoniony przez ojca, teściowa płacze, a przecież to ona dokonała szczucia, bo teść samodzielnie nie wpadłby na taki pomysł.
Od świąt teściowa nie dzwoni WCALE, ani do mojego męża, ani do wnuczki, teść nie dzwoni NIGDY (i nigdy nie dzwonił), teraz mój mąż chciał zadzwonić do niej, to go zblokowała, z córki telefonu jest normalny sygnał, ale też nie odbiera i nie oddzwania.
Pytanie, drogie Brawo, co żeśmy takiego złego, okrutnego uczynili? Czym zawiniliśmy?